Templariusze. Rozkwit i upadek zakonu świętych wojowników

Page 1


Przkład Jan Dzerzgowski

Tytuł oryginału

Templars. The Rise and Fall of God’s Holy Warriors

Copyright © Dan Jones 2017

Projekt okładki

Urszula Gireń

Opieka redakcyjna

Natalia Hońca

Karolina Pawlik

Adam Zechenter

Opieka promocyjna

Aneta Kozłowska

Weryfikacja merytoryczna

Dr hab. Wojciech Mruk

Adiustacja

Ewa Penksyk-Kluczkowska

Korekta

Joanna Kłos

Aneta Iwan

Indeks

Rafał Kuzak

Przygotowanie map

Anna Pietrzyk

Łamanie

Edycja

© Copyright for the translation by Jan Dzierzgowski

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-503-0

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie III, Kraków 2026. Printed in EU

Spis treści

Część I: Pielgrzymi, ok. 1101–1144

Rozdział pierwszy: „Złota misa pełna skorpionów”

Rozdział drugi: „Obrona Jeruzalem” ...............

Rozdział trzeci: „Nowe rycerstwo”

czwarty: „Wszelki datek

Część II: Wojownicy, ok. 1144–1187

Rozdział piąty: „Turniej między niebem a piekłem” .... 97

Rozdział szósty: „Młyn wojny” 114

Rozdział siódmy: „Przeklęta wieża” ................ 125

Rozdział ósmy: „Władza i majątek” ................ 138

Rozdział dziewiąty: „Niepomyślności w dwóch krajach” 150

Rozdział dziesiąty: „Ogniste łzy” .................. 163

Rozdział jedenasty: „Biada tobie, Jeruzalem!” ........ 184

Część III: Bankierzy, ok. 1189–1260

Rozdział dwunasty: „Pragnienie bogactwa” .......... 213

Rozdział trzynasty: „Nigdzie nie znają ubóstwa” ...... 237

Rozdział czternasty: „Damietta!” .................. 252

Rozdział piętnasty: „Wrogość i nienawiść” ........... 275

Rozdział szesnasty: „Rozwińcie i wznieście nasz sztandar!” ................................. 294

Część IV: Heretycy, ok. 1260–1314

Rozdział siedemnasty: „Sól w oku” ................ 317

Rozdział osiemnasty: „Miasto upadnie” ............. 338

Rozdział dziewiętnasty: „Za podszeptem diabła” ...... 353

Rozdział dwudziesty: „Heretycka demoralizacja” ...... 376

Rozdział dwudziesty pierwszy: „Bóg pomści naszą śmierć” ................................... 394

Epilog: Święty

Załączniki

Załącznik I: Najważniejsze postacie ................ 435

Załącznik II: Papieże, 1099–1334 ................. 443

Załącznik III: Władcy Królestwa Jerozolimskiego .....

Załącznik IV: Mistrzowie templariuszy ............. 446

Wprowadzenie

Templariusze byli świętymi wojownikami, ludźmi wiary i miecza, pielgrzymami i żołnierzami, nędzarzami i bankierami. Nosili szatę z czerwonym krzyżem na piersi: kolor symbolizował krew Chrystusa przelaną za całą ludzkość oraz krew, którą oni gotowi byli toczyć z wrogów w służbie Panu. Choć w średniowiecznej Europie i w Ziemi Świętej między XI a XIV stuleciem powstało wiele innych zakonów, żaden nie dorównał im pod względem sławy. Żaden też nie budził tak wielkich kontrowersji.

Zakon był owocem krucjat, wojen toczonych przez Kościół głównie przeciwko muzułmańskim władcom Palestyny, Syrii, Azji Mniejszej, Egiptu, północno-zachodniej Afryki i południowej Hiszpanii. Templariusze zaznaczyli swą obecność w całym świecie śródziemnomorskim i jeszcze dalej: na polach bitewnych Bliskiego Wschodu, a także w miastach i wioskach zachodniej Europy, gdzie zarządzali potężnymi majątkami, z których dochody szły na finansowanie działań zbrojnych. Słowo „templariusze” – pochodzące od łacińskiego templum (świątynia), a służące za skróconą formę pełnej nazwy Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona – podkreślało, że wywodzą się oni ze Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie, najświętszym mieście chrześcijaństwa. Byli jednak wszechobecni. Pojawiali się w podaniach ludowych, balladach i kronikach. Stali się

nieodłącznym elementem wyobrażeń o krucjatach – i są nim po dziś dzień.

Zakon powstał w 1119 roku, a przyświecać miały mu zasady czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Ta ostatnia znalazła odzwierciedlenie w oficjalnej pieczęci mistrza, przedstawiającej dwóch rycerzy dosiadających jednego konia. Starsi rangą bracia w Ziemi Świętej i na Zachodzie stykali się (i spierali) z królami i książętami, królowymi i hrabinami, patriarchami i papieżami. Zakon finansował wojny, pożyczał pieniądze na zapłacenie okupu za monarchów wziętych do niewoli, prowadził księgi rachunkowe niejednego władcy, zbierał podatki, budował zamki, zarządzał miastami, organizował armie, uczestniczył w negocjacjach handlowych, toczył prywatne wojny z innymi zakonami rycerskimi, dokonywał zabójstw politycznych, pomagał odpowiednim osobom wstępować na tron. Początki templariuszy były skromne, lecz wkrótce utworzyli oni jedną z najpotężniejszych organizacji średniowiecza.

A przy tym, co może zaskakujące, cieszyli się popularnością. Dla wielu ludzi nie byli nieprzystępną elitą, lecz lokalnymi bohaterami. Modlitwy zanoszone przez braci, którzy nie brali udziału w wojnach i żyli w domach zakonnych rozsianych po całej Europie, miały dla spragnionych zbawienia chrześcijan równie wielkie znaczenie jak ofiarne czyny na polach bitewnych. Świątynia zawdzięczała część majątku patronatowi pobożnej arystokracji, ale równie dużo pieniędzy pochodziło z drobnych datków od zwykłych ludzi. Ci dawali miejscowym zakonnikom, co mieli – a to płaszcz, a to grządkę warzywną – by w ten sposób przyczynić się do finansowania misji wojskowej na Wschodzie.

Rzecz jasna nie brakowało krytyków. Templariuszom wytykano, że nikt ich nie nadzoruje, zarzucano im też odejście od rzekomo pokojowego ducha chrześcijaństwa. Bywali zaciekle atakowani, zwłaszcza przez uczonych i mnichów, którzy podejrzliwie patrzyli na ich przywileje: ochronę zapewnianą

przez papieża, zwolnienie z obowiązku przestrzegania rozmaitych zasad i płacenia podatków nakładanych na inne organizacje. Bernard z Clairvaux, ojciec chrzestny zakonu, określił go mianem nowego rycerstwa. Pół wieku później inny francuski mnich pisał o „nowym monstrum”.

Mimo to nagłe rozwiązanie zakonu oraz masowe aresztowania, prześladowania, tortury, procesy pokazowe, stosy i konfiskata majątku zszokowały chrześcijaństwo. Upadek templariuszy dokonał się w zaledwie kilka lat. Oskarżono ich o najrozmaitsze przestępstwa, oburzające i budzące odrazę. Tak gwałtowny i okrutny kres dodatkowo podsycił legendę. Dziś, przeszło siedemset lat po tych wydarzeniach, templariusze budzą fascynację, a wręcz obsesję, i wciąż znajdują naśladowców.

Kim zatem byli? Czasem trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wzmianki o nich znajdziemy w niezliczonych powieściach, filmach, serialach telewizyjnych. Przedstawia się ich jako bohaterów, męczenników, bandytów, okrutników, przestępców, ofiary, degeneratów, heretyków, zdeprawowanych wichrzycieli, strażników świętego Graala, powierników tajemnicy o potomkach Chrystusa albo agentów globalnego spisku zdolnych podróżować w czasie. Autorzy „piszący dla masowej publiczności” wyprodukowali mnóstwo książek na temat „sekretów templariuszy”, sugerując, że uczestniczą oni w wielowiekowym spisku i stanowią mroczne oblicze chrześcijaństwa. Ponoć zakon nie przestał istnieć, ponoć kryje się w cieniu i rządzi światem. Niekiedy podobne opowieści dostarczają solidnej rozrywki. Z templariuszami nie mają jednak wiele wspólnego.

W książce tej zamierzam przedstawić dzieje templariuszy, a nie legendy, które dotrwały do naszych czasów. Nie jest moim celem demaskowanie ani nawet komentowanie absurdalnych mitów na temat zakonu. Pragnę dowieść, że prawdziwe wydarzenia były bardziej niezwykłe niż wszelkie

opowieści przygodowe, półprawdy i sensacje. Uważam ponadto, że historia templariuszy ma ważne współczesne paralele. Niniejsza książka dotyczy wszak niekończącej się wojny w Palestynie, Syrii i Egipcie oraz starć różnych szyickich i sunnickich frakcji z chrześcijańskimi najeźdźcami z Zachodu. Dotyczy „globalnej” organizacji, która nie płaciła podatków i stała się potężniejsza niż niejeden rząd. Dotyczy powiązań międzynarodowej finansjery z geopolityką, potęgi propagandy i mitu, dotyczy przemocy, zdrady i chciwości.

Czytelnicy mojej książki o Plantagenetach nie będą zaskoczeni, że wybrałem formę narracyjną i stworzyłem opowieść o templariuszach od powstania do rozwiązania zakonu, zgłębiając jego przemiany, rozwój na Bliskim Wschodzie i w Europie oraz rolę odegraną w średniowiecznych wojnach między chrześcijaństwem a siłami islamu. Opatrzyłem tekst szczegółowymi przypisami i bibliografią, kierując uwagę na wielorakie teksty źródłowe i opracowania akademickie. Jak zwykle jednak próbowałem napisać książkę, która uczy, lecz zarazem dostarcza rozrywki.

Aby przeprowadzić czytelników przez dwa stulecia, które upłynęły od skromnych narodzin zakonu po jego spektakularny upadek, zdecydowałem się podzielić wywód na cztery części. Pierwsza nosi tytuł Pielgrzymi i przedstawia początki templariuszy w pierwszych latach XII wieku, kiedy frankijski rycerz Hugon z Payns i (jak później powiadano) ośmiu jego towarzyszy postanowili poszukać dla siebie nowego celu w Jerozolimie w okresie zamętu po pierwszej krucjacie. Pierwotnym zamiarem niewielkiego bractwa było eskortowanie pielgrzymów z Zachodu, którzy wędrowali śladami Chrystusa po niebezpiecznych drogach Ziemi Świętej. Templariusze naśladowali grupę ochotników prowadzących szpital św. Jana w Jeruzalem od około 1080 roku i znanych jako szpitalnicy. Dzięki poparciu chrześcijańskiego władcy Królestwa Jerozolimskiego i opiece papieża w Rzymie szybko

zbudowali struktury instytucjonalne i rozszerzyli działalność. Ich główną siedzibą w Świętym Mieście stał się meczet Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym (muzułmanie określali je mianem Al-Haram asz-Szarif). Wysyłali posłów do Europy, by rekrutować nowych braci, zbierać fundusze i zapewniać sobie poparcie mocnych patronów. Rolę ich duchowego akuszera odegrał Bernard z Clairvaux, który pomógł napisać regułę zakonu. Do pierwszych sprzymierzeńców zaliczały się też najważniejsze postaci ruchu krucjatowego, na przykład protoplasta dynastii Plantagenetów Fulko, hrabia Andegawenii (dzięki drobnej pomocy templariuszy przejął on koronę Królestwa Jerozolimskiego). W ciągu zaledwie kilku dekad z dziewięciu rycerzy bez grosza przy duszy, szukających sobie zajęcia, zakon przerodził się w ambitną organizację mającą ściśle określony cel i środki, by go zrealizować.

Część druga, Wojownicy, opowiada, jak grupa zbrojnych odpowiedzialnych za eskortowanie pielgrzymów stała się elitarną jednostką z pierwszej linii frontu wojen krzyżowych. Templariusze odegrali arcyistotną rolę w drugiej krucjacie.

Przeprowadzili armię francuskiego króla przez góry w Azji Mniejszej, pospieszyli z pomocą władcy, gdy ten zbankrutował, szli na czele wojsk podczas próby podboju Damaszku, jednej z największych metropolii świata islamu. Od tego momentu zaczęli się liczyć w sprawach politycznych i militarnych państw krzyżowych (czyli Królestwa Jerozolimskiego, hrabstwa Trypolisu i księstwa Antiochii). W części drugiej opisuję też utworzenie sieci fortec, przyjęcie reguł wojskowych i uzyskanie sprawności instytucjonalnej niezbędnej do osiągania zamierzonych celów. Spotkamy tu najbardziej niezwykłe postaci w dziejach krucjat: pobożnego lecz nieszczęsnego Ludwika VII, mistrza zakonu Gerarda z Ridefort, dumnego aż do przesady, który pomógł poprowadzić Bożą armię do straszliwej bitwy pod Hittinem w 1187 roku, Baldwina IV, trędowatego władcę Jerozolimy, i najsłynniejszego z sułtanów,

Saladyna, który poprzysiągł wyprzeć krzyżowców i przeprowadził egzekucję kilkuset templariuszy w ciągu jednego dnia.

Trzecia część nosi tytuł Bankierzy i mówi o tym, jak zakon z armii finansowanej dzięki darowiznom z Zachodu przeistoczył się w organizację łączącą nie lada potencjał militarny z potężną siecią majątków i personelu w całym chrześcijaństwie. Świątynia stała się pomostem między Zachodem a strefą wojny na Wschodzie w czasach, gdy ostygł już zapał do prowadzenia wojen krzyżowych.

Choć Saladyn niemal doszczętnie rozgromił templariuszy, rycerze odrodzili się w ostatniej dekadzie XII wieku dzięki pomocy genialnego, okrutnego i sławnego króla Anglii Ryszarda Lwie Serce. Polegał on na przełożonych zakonu, co wyznaczyło kierunek działań templariuszy w XIII wieku. Królewski patronat – a wkrótce również patronat arystokratów i władz miejskich – pozwolił Świątyni powiększyć majątki ziemskie, zdobyć nowe posiadłości i zapewnić sobie korzystne ulgi podatkowe. Templariusze stali się bajecznie bogaci, przy czym wykazywali się niezwykłą wprawą w prowadzeniu operacji finansowych. Papieże i monarchowie prosili ich o prowadzenie ksiąg, pilnowanie skarbów, organizowanie wojen i o pożyczki w czasach kryzysów.

A tych nie brakowało; część trzecia opowiada o udziale templariuszy w wojnach z islamem. Dwa zmasowane ataki na Damiettę, miasto w delcie Nilu, udało się przeprowadzić dzięki finansowej pomocy zakonu. Za każdym razem jednak rezultatem był chaos. Rycerze i serwienci musieli toczyć desperackie walki na tyłach pośród malarycznych bagien. Okazało się, że pozyskiwanie środków to jedno, a prowadzenie długiej kampanii na obcym terenie przeciwko wrogowi nawykłemu do miejscowych warunków to drugie.

Równocześnie templariusze brali na siebie coraz większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo państw krzyżowych. Dzięki temu nawiązali kontakty z najbardziej barwnymi

postaciami XIII stulecia, między innymi świątobliwym królem Francji Ludwikiem IX, z którym połączył ich sojusz, oraz z cesarzem Fryderykiem II Hohenstaufem. Fryderyk, buńczuczny i wolnomyślicielski władca, obwołał się królem Jerozolimy i niemal natychmiast wszedł w konflikt z jej obrońcami. Templariusze musieli przystać na kontakty z jego protegowanymi: Krzyżakami. Krzyżacy byli jednym spośród wielu zakonów rycerskich powstałych równolegle do templariuszy lub wręcz zorganizowanych na ich wzór. Inne to Zakon Rycerzy św. Łazarza, niosący opiekę pielgrzymom cierpiącym na trąd, kalatrawensi, zakon Santiago, zakon Alcántara (trzy ostatnie utworzono na Półwyspie Iberyjskim), kawalerowie mieczowi toczący walkę z poganami w państwach bałtyckich oraz szpitalnicy, od samego początku sąsiedzi i towarzysze broni templariuszy. W Ziemi Świętej zakony rycerskie nabierały znaczenia, a że dodatkowo coraz bardziej się od siebie różniły, prowadziło to do rozmaitych sporów. Templariusze zostali wciągnięci w wojenki między zwaśnionymi kupcami z Italii i baronami. Z czasem na skutek tego polityczne fundamenty państw krzyżowych zaczęły kruszeć, a gdy w latach sześćdziesiątych XIII wieku pojawiło się nowe zagrożenie, ani templariusze, ani reszta chrześcijańskich wojsk nie byli już zdolni stawić oporu.

Część czwarta jest zatytułowana Heretycy. Właśnie w latach sześćdziesiątych należy szukać ziarna zagłady templariuszy. Bracia na Wschodzie toczyli walkę z najpotężniejszymi wrogami, jakim krzyżowcy kiedykolwiek musieli stawić czoła: mongolską armią dowodzoną przez potomków Czyngis-chana oraz muzułmańskimi żołnierzami niewolnikami znanymi jako mamelucy. Klęska zadana chrześcijanom przez tych ostatnich wywołała nową falę krytyki pod adresem templariuszy, większą niż dotąd. Coraz głośniej wytykano im teraz majątek, a także to, że przyczynili się do niejednej porażki w wojnach z islamem.

Presja rosła. Pojawiła się groźba ataków politycznych. Te zaczęły się gwałtownie w 1307 roku. Pobożny, lecz bezwzględny król Francji Filip IV uderzył w zakon z całą siłą. W piątek 13 października aresztował wszystkich templariuszy w swym państwie tylko po to, by przejąć ich majątek. Papież Klemens V to szedł mu w sukurs, to próbował mu się sprzeciwiać. Filip i jego ministrowie doprowadzili wreszcie do wojny z zakonem w całym chrześcijaństwie. Sięgnęli po metody wypróbowane już na innych, słabszych społecznościach, między innymi na francuskich Żydach. Francja stanowiła dotąd matecznik templariuszy. Filip jednak poprzysiągł torturować, sądzić i zabijać członków zakonu, począwszy od ostatniego wielkiego mistrza Jakuba de Molay. Ten, zanim spłonął na stosie w Paryżu w 1314 roku, zdążył jeszcze zapowiedzieć w ostatnich słowach, że Bóg pomści śmierć braci.

Motywy Filipa, który rozprawił się z templariuszami, wykorzystując wymiar sprawiedliwości i barbarzyńską przemoc, nie miały nic wspólnego z ukaraniem prawdziwych przestępstw, czy to na Bliskim Wschodzie, czy we Francji, gdzie templariusze żyli zazwyczaj jak typowi mnisi. Król pragnął zapewnić sobie korzyści polityczne. Był też człowiekiem skrajnie okrutnym i patologicznie bezwzględnym.

Zaatakował zakon, wykorzystując moment słabości, gdy templariusze mieli ograniczone możliwości bronienia się przed pomówieniami, a zainteresowanie wojnami krzyżowymi mocno osłabło, o ile w ogóle nie przeminęło. Śmierć Jakuba de Molay oznaczała kres Świątyni, blisko dwieście lat od jej skromnych początków w Jeruzalem. Legenda jednak dopiero się rodziła. W zakończeniu opisuję więc, jak templariusze przeniknęli do masowej wyobraźni i jak stali się bohaterami rozmaitych romantycznych opowieści.

Pewna wybitna historyczka twierdziła, że chronologiczne przedstawianie dziejów zakonu jest mylące, gdyż „liniowa narracja (…) prowadzi do wniosku, że templariusze roz-

winęli się i upadli, że krytycyzm wobec nich narastał stopniowo, a pewne wydarzenia wywoływały kolejne”1. I tak, i nie. Bez wątpienia próba ujęcia w chronologiczne ramy szczegółowych poczynań zakonu w Królestwie Jerozolimskim, na Półwyspie Iberyjskim, we Francji, Anglii, Italii, Polsce, Niemczech, na Węgrzech i Cyprze byłaby porywaniem się z motyką na słońce. Przez zakon przewinęło się tysiące mężczyzn i kobiet. Nie da się zawrzeć tego wszystkiego w jednej spójnej opowieści. Niemniej Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona miał swój początek, okres rozkwitu, a następnie upadku. Układa się to w historię powiązaną z dziejami krucjat, wiodącą przez rozmaite teatry działań wojennych, dotyczącą dziesiątek pokoleń. Jeśli pisać ją tematycznie, często staje się ona zwyczajnie nudna i przeładowana dygresjami. Zdecydowałem się więc na formę opowieści nie po to, by sugerować jakąś nieuchronną moralną logikę (od zaszczytów do zepsucia, od pychy do zagłady), choć istnieje długa i nieszczęsna tradycja przedstawiania templariuszy właśnie w ten sposób, ciągnąca się co najmniej od XVII wieku2. Po prostu uważam, że czytelnicy lubią poznawać fakty po kolei. Mam nadzieję, że dokonując wyboru, nie popadłem za bardzo w teleologię ani nie zafałszowałem biografii i doświadczeń ludzi, którzy żyli, walczyli i umierali z czerwonym krzyżem na piersi. Liczę też, że moja książka zachęci czytelników do zapoznania się z licznymi pracami naukowymi na temat zakonów rycerskich i w szczególności templariuszy. Owe prace wyszły spod pióra znakomitych uczonych, takich jak Malcolm Barber, Helen Nicholson, Alan Forey, Joachim Burgtorf, Alain Demurger, Jonathan Riley-Smith, Judi Upton-Ward, Anthony Luttrel, Jonathan Phillips, Norman Housley, Jochen Schenk, Paul Crawford, Peter Edbury czy Anne GilmourBryson. Korzystałem z ich dorobku z najwyższym szacunkiem i wdzięcznością.

Templariusze walczyli pod czarno-białą flagą. Niekiedy śpiewali psalm ku pokrzepieniu serc. Zacytujmy jego słowa na początek tej opowieści: „Nie nam, Panie, nie nam; ale imieniowi Twemu daj chwałę, dla miłosierdzia Twego i dla prawdy Twojej”.

Udanej podróży.

CZĘŚĆ I Pielgrzymi

1101–1144

Walczcie, zaklinam, abyście zbawili dusze swoje!

Baldwin I, król Jerozolimy

„Złota misa pełna skorpionów”

Tamtego jesiennego poranka w Jafie panowała wyjątkowo okrutna aura. Pielgrzymi dopiero co wyszli z kościoła, gdy naraz pochłonął ich tłum pędzący w panice ku morzu. Dobiegała stamtąd straszliwa kakofonia: rozrywane deski piszczały, choć niemal zupełnie zagłuszał je ryk wiatru i gwałtowne eksplozje fal, a także wrzaski przerażonych ludzi walczących o życie. W nocy rozpętała się burza zapowiadana od poprzedniego dnia. Około trzydziestu żaglowców zacumowanych przy stromo opadającym brzegu miotało się teraz na spiętrzonych wodach. Największe, najbardziej okazałe statki potraciły kotwice, roztrzaskały się na ostrych skałach lub osiadły na mieliznach, aż wreszcie, jak to ujmował pewien świadek, „sztorm rozszarpał je na kawałki”1. Tłum na nabrzeżu patrzył bezsilnie na marynarzy i pasażerów wpadających do wody. Niektórzy zdołali chwycić się połamanych masztów i drzewc, lecz większość czekała śmierć. „Paru poćwiartowały deski z ich własnych statków. Ci, co potrafili pływać, dobrowolnie oddali się falom i tak oto wielu z nich poginęło”2. Przybój zaczął wyrzucać na brzeg pierwsze trupy. Liczba zabitych sięgnęła ostatecznie tysiąca, ocalało jedynie siedem statków. „Większych nieszczęść w zaledwie jedną dobę nigdy nie oglądały ludzkie oczy”, pisał pielgrzym. Tak upłynął poniedziałek 13 października 1102 roku.

Człowiek, któremu zawdzięczamy ową relację, był Anglikiem i nosił imię Saewulf*. Podróżował od kilku miesięcy; 13 lipca ruszył w drogę z Monopoli w Apulii, krainie na pięcie apenińskiego buta. Określił ten dzień mianem hora egyptiaca, gdyż od czasu faraonów uważano, że jest to data przeklęta przez gwiazdy i należy jej unikać, kiedy rozpoczyna się ważne dzieło3. Saewulf miał już za sobą jedną katastrofę morską podczas żeglugi z Anglii w rejon wschodniego Morza Śródziemnego. Dotarł na Korfu, na Kefalinię i do Koryntu, dostał się drogą lądową przez Teby nad Morze Egejskie i dalej na południowy wschód przez Cyklady i Dodekanez aż na Rodos. Następnie przeprawił się statkiem do cypryjskiego portu Pafos i wreszcie do Jafy, głównego nadmorskiego miasta w chrześcijańskim Królestwie Jerozolimskim. W ciągu trzynastu tygodni pokonał trzy tysiące dwieście kilometrów. Wylądował na brzegu w łodzi wiosłowej, ledwie kilka godzin przed uderzeniem fatalnej burzy.

Mimo licznych trudów i niebezpieczeństw widział niezwykłe rzeczy w swej podróży na wschód. Co kilka dni wraz z towarzyszami schodził na ląd i szukał gościny wyspiarzy, których określał ogólnym mianem Greków. Oglądał przędzalnie jedwabiu na Andros, podziwiał miejsce, gdzie stał niegdyś Kolos Rodyjski, odwiedził starożytne miasto Myra i tamtejszy piękny półkolisty amfiteatr. Był w Finike, wietrznym porcie handlowym założonym przez Fenicjan w okolicy znanej wśród mieszkańców jako „sześćdziesiąt wioseł” za sprawą wiecznie wzburzonego morza. Modlił się przy grobie świętego Mikołaja, na Cyprze kroczył śladami świętego

* W swej łacińskiej relacji z podróży do Ziemi Świętej Saewulf nie wspomina, gdzie przyszedł na świat. Nie wiemy prawie nic o jego życiu prócz tego, co sam napisał. Należy jednak zakładać, że pochodził z Anglii. Powoływał się na pisma nortumbryjskiego mnicha Bedy Czcigodnego. Ponadto jedyny średniowieczny egzemplarz jego relacji znalazł się w bibliotece Matthew Parkera, szesnastowiecznego arcybiskupa Canterbury.

Piotra. Upragniony cel znajdował się jednak nieco dalej. Gdy tylko burza ustała, pielgrzym udał się do najważniejszego miasta na świecie: wyruszył na południowy wschód do Jerozolimy, do grobu Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, zbawiciela ludzkości. Dla Saewulfa, gorliwego chrześcijanina, który pisał z pokorą, że jest „niegodny i grzeszny”, Jerozolima stanowiła centrum świata, cel odkupieńczej pielgrzymki4. Bóg oznajmił starotestamentowemu prorokowi Ezechielowi, że umieścił Jerozolimę „wpośród narodów”. Słów tych nie brano za prostą figurę retoryczną5. Europejskie mapy z czasów Saewulfa ukazują Święte Miasto jako punkt, z którego wyrastają wszystkie królestwa na Ziemi, zarówno chrześcijańskie, jak i pogańskie*. Geografia splatała się z kosmologią: wszak właśnie w Jerozolimie niebiosa ukazały ludziom prawdę. Tam, pośród starożytnych budowli i świętych miejsc, modlitwa nabierała szczególnej siły. Przybysze czuli obecność biblijnych opowieści o królach ze Starego Testamentu, o życiu i męczeństwie Chrystusa.

Saewulf podróżował z Jafy, więc zapewne wjechał do miasta przez bramę Dawida, portal w grubych murach, broniony przez potężną kamienną cytadelę zbudowaną na ruinach fortecy z czasów Heroda, władcy, który – jak twierdzi Pismo Święte – urządził w Betlejem rzeź nowo narodzonych dzieci, pragnąc zgładzić maleńkiego Jezusa. Pielgrzym przemierzał ulice, patrzył na Wzgórze Świątynne w południowo-wschodniej części Jerozolimy, podziwiał Kopułę na Skale, zwaną przez chrześcijan Świątynią Pana, obok której znajdował się meczet Al-Aksa, szeroki, niski budynek na planie prostokąta, również zwieńczony kopułą. Obie budowle powstały w VII wieku. Chrześcijanie zajęli je i przeznaczyli na

* Znakomitym przykładem jest mapa z Hereford. Choć powstała około 1300 roku, stanowi ilustrację tego, jak postrzegano świat i Jerozolimę w czasach Saewulfa. Centrum Ziemi miało się znajdować „trzynaście stóp na zachód od Golgoty”.

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.