Czyngis-chan. Architekt nowoczesnego świata

Page 1


architekt nowoczesnego świata

Z języka angielskiego przełożyła

Dorota Kozińska

Tytuł oryginalny: Genghis Khan and the Making of the Modern World

Copyright © 2004 by Jack Weatherford

No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790). This edition published by arrangement with Crown, an imprint of the Crown Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC.

Przekład: Dorota Kozińska

Projekt okładki: Urszula Gireń

Redaktorka inicjująca: Natalia Hońca

Redaktorka prowadząca: Urszula Ilnicka-Gębarowska

Redaktorka językowa: Kamila Sowińska

Koordynatorka procesu wydawniczego: Agata Błasiak Opieka promocyjna: Maria Adamik-Kubala

Adiustacja: Maria Zając

Korekta: Kinga Kosiba, Kamila Sowińska

Łamanie: Dariusz Ziach

Fotoedycja: Krzysztof Gębarowski

Opracowanie map: Marcin Słociński

Indeks: Tomasz Babnis

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.

ISBN 978-83-8427-510-8

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

SPIS TREŚCI

Rodzina królewska Wielkiego Imperium Mongołów, Jeke Mongol Ulus 9

Wprowadzenie: Zaginiony zdobywca 13

Część I. Rządy terroru w stepie: 1162–1206

Skrzep krwi 47

Opowieść o trzech rzekach 84

Wojna chanów 115

Część II. Epoka podbojów mongolskich: 1211–1261

Plwając na Złotego Chana 147

Sułtan kontra chan 179

Odkrycie i podbój Europy

Wojownicze królowe

Część III. Wielkie przebudzenie: 1262–1962

Kubilaj-chan i nowe imperium mongolskie

Złota światłość Mongołów

Imperium złudzeń

WPROWADZENIE: ZAGINIONY ZDOBYWCA

„Czyngis-chan był człowiekiem czynu”1.

„Washington Post”, 1989

W 1937 roku „sztandar duchowy” Czyngis-chana zniknął z buddyjskiego Klasztoru Szanch w środkowej Mongolii, nad rzeką Orchon (Orkhon gol), u stóp czarnych gór Szanch, gdzie świątobliwi lamowie chronili go i otaczali czcią od stuleci. W latach trzydziestych siepacze Stalina wymordowali około trzydziestu tysięcy Mongołów w szeregu kampanii skierowanych przeciwko ich kulturze i religii. Bandy plądrowały jeden klasztor po drugim, rozstrzeliwały mnichów, gwałciły mniszki, bezcześciły obiekty kultu, niszczyły biblioteki, paliły księgi i demolowały świątynie. Podobno ktoś potajemnie wykradł ów sztandar z Klasztoru Szanch i przemycił go do kryjówki w Ułan Bator (Ulaanbaatar), stolicy Mongolii, gdzie ostatecznie zaginął.

Przez setki lat wojownicy-pasterze z pofałdowanych stepów Azji Środkowej nieśli ze sobą „sztandar duchowy”, zwany z tureckiego buńczukiem lub po mongolsku sulde, sporządzony z włosia najlepszych

1 Joel Aschenbacher, The Era of His Ways. In Which We Chose the Most Important Man of the Last Thousand Years, „Washington Post”, 31 grudnia 1989, s. F01.

ogierów, przymocowanego do drzewca włóczni tuż poniżej ostrza. Ilekroć wojownik zakładał obóz, tylekroć wbijał sulde przed wejściem do zagrody jako swoją wizytówkę i wieczną strażniczkę obejścia. „Sztandar duchowy” zawsze tkwił na otwartej przestrzeni, pod czczonym przez Mongołów Wiecznym Błękitnym Niebem. Kosmyki włosia, nieustannie targane powiewami stepowego wiatru, czerpały moc z wichru, nieba i słońca, przenosząc siły przyrody na wojownika. Schwytany w końskie włosie wiatr przenikał sny pasterza i zagrzewał go do dalszej podróży szlakiem przeznaczenia. Zmierzwione kosmyki gnały właściciela sulde naprzód, skłaniając go do wędrówki z miejsca na miejsce, do wynajdywania lepszych pastwisk, do poszukiwania nowych przygód, do samodzielnego kierowania własnym losem na ziemi. Związek między człowiekiem a jego „sztandarem duchowym” był tak silny, że w myśl wierzeń mongolskich dusza zmarłego wojownika pozostawała na zawsze w pasmach końskiego włosia. Za życia wojownika sztandar ów niósł jego los, po śmierci – wchłaniał jego duszę. Szczątki doczesne porzucano wkrótce na pastwę natury, dusza trwała jednak po wieczne czasy w końskich kosmykach, będąc natchnieniem dla przyszłych pokoleń.

Czyngis-chan miał dwa sztandary: jeden z włosia siwych koni, używany w czasach pokoju, drugi z włosia karych ogierów, który prowadził go na wojnie. Biały sulde zaginął w zamierzchłej przeszłości – czarny przetrwał jako siedziba duszy potężnego chana. Lud mongolski czcił sztandar kryjący duszę wodza setki lat po jego śmierci. W XVI wieku lama Dzanabadzar, jeden z potomków Czyngis-chana, zbudował klasztor, który miał się stać schronieniem dla jego czarnego sulde. Wśród zawiei i zamieci, w dobie najazdów i wojen domowych, przeszło tysiąc lamów ze szkoły „żółtych czapek” buddyzmu tybetańskiego strzegło wielkiego sztandaru, nie zdołało jednak stawić czoła totalitarnej polityce XX wieku. Mnichów wymordowano, „sztandar duchowy” zniknął.

Los Czyngis-chana nie był darem, lecz dziełem jego własnych rąk. Trudno się było spodziewać, że pasterz zostanie właścicielem wystarczającej liczby koni, by sporządzić swój „sztandar duchowy”, jeszcze trudniej – że poniesie go przez cały śwKat. Chłopiec, który z czasem zyskał miano

Buddyjski Klasztor Szanch, w którym miało być przechowywane czarne sulde Czyngis-chana.

Czyngis-chana, wyrastał w atmosferze plemiennego okrucieństwa, naznaczonej mordem, porwaniami i zniewoleniem. Jako członek wyklętej rodziny, zostawionej na pewną śmierć w stepie, w dzieciństwie zetknął się jedynie z kilkuset współplemieńcami i nie otrzymał żadnej formalnej edukacji. W tym surowym otoczeniu poznał w najdrobniejszych szczegółach pełny wachlarz ludzkich emocji: pożądanie, ambicję i skłonność do okrucieństwa. Zanim zdążył dorosnąć, zabił przyrodniego brata, został pojmany i wzięty do niewoli przez rywalizujący klan, zdołał też ujść swoim prześladowcom.

W tak przerażających okolicznościach chłopiec wykazał się wolą życia i instynktem przetrwania, nic jednak nie zwiastowało osiągnięć, jakie z czasem miały stać się jego udziałem. W dzieciństwie bał się psów i często wybuchał płaczem. Młodszy brat był od niego silniejszy, sprawniejszy w strzelaniu z łuku i w zapasach, przyrodni brat wyśmiewał go i znęcał się nad nim. Mimo upokarzających warunków głodu, poniżenia i niewoli chłopak rozpoczął mozolną drogę ku władzy. Przed osiągnięciem dojrzałości zainicjował dwa najważniejsze w swym życiu

związki. Zaprzysiągł dozgonną przyjaźń i wierność nieco starszemu chłopcu – który został jego najbliższym druhem w młodości, w wieku dorosłym przemienił się jednak w jego najzajadlejszego wroga – znalazł też dziewczynę, którą pokochał na zawsze i uczynił matką przyszłych cesarzy. Wykształcona w młodym wieku zdolność odczuwania zarówno miłości, jak i nienawiści towarzyszyła Czyngis-chanowi przez całe życie i stała się głównym wyznacznikiem jego charakteru. Dręczące go rozterki miłości i ojcostwa, roztrząsane pod wspólnym pledem i w migotliwych płomieniach domowego ogniska, znalazły swoje odbicie w dziejach świata. Świat ogarnęły jego osobiste dążenia, pragnienia i niepokoje.

Rok po roku Czyngis-chan pokonywał kolejnych możniejszych od siebie wodzów, dopóki nie ujarzmił wszystkich plemion na mongolskim stepie. W wieku pięćdziesięciu lat, w którym większość potężnych zdobywców zaliczała swoje wojenne dokonania do dawno minionej przeszłości, Czyngis-chan dał się wywieść „sztandarowi duchowemu” daleko od ojczystej ziemi, gdzie stawił czoło armiom cywilizowanych ludów, od wieków gnębiących i biorących w niewolę przedstawicieli plemion koczowniczych. Pod koniec życia szedł za swym „sztandarem duchowym” po niejedno zwycięstwo na pustyni Gobi i nad rzeką Huang He – w głąb chińskich królestw, przez należące do Turków i Persów ziemie Azji Środkowej, na drugą stronę łańcuchów górskich w Afganistanie, aż po Indus. W miarę kolejnych podbojów armia mongolska uczyniła z rzemiosła wojennego przedsięwzięcie na skalę międzykontynentalną, prowadzone na kilku frontach, rozciągniętych na przestrzeni wielu tysięcy kilometrów. Innowacyjne techniki wojskowe Czyngis-chana położyły kres ciężkozbrojnemu rycerstwu średniowiecznej Europy. Zastąpiła je zdyscyplinowana konnica, prąca naprzód w ściśle określonym porządku. Zamiast polegać na sieci fortyfikacji, Czyngis-chan doprowadził do mistrzostwa sztukę ataku z zaskoczenia na polu bitwy, udoskonalił też rzemiosło oblężnicze do tego stopnia, że wznoszenie murów miejskich trzeba było uznać za przeżytek. Czyngis-chan nauczył swój lud nie tylko walki na ogromnych dystansach, lecz także prowadzenia kampanii przez lata, dziesięciolecia, a w dalszej perspektywie – przez ponad trzy pokolenia. Tyle lat nieustannych zmagań.

W ciągu ćwierćwiecza armia mongolska podbiła więcej ziem i ludów, niż Rzymianie zdołali sobie podporządkować przez cztery stulecia. Czyngis-chan oraz jego synowie i wnukowie wzięli pod swoje władanie najgęściej zaludnione tereny trzynastowiecznego świata. Bez względu na to, czy zmierzymy jego sukces ogólną liczbą podbitych ludów, liczbą zaanektowanych państw czy powierzchnią podporządkowanych sobie ziem, zdobycze Czyngis-chana okażą się przeszło dwukrotnie większe niż zdobycze najwybitniejszego wodza w historii. Kopyta mongolskich wierzchowców rozpryskiwały wody wszystkich rzek i jezior od Oceanu Spokojnego po Morze Śródziemne. Powierzchnia imperium w rozkwicie wahała się od dwudziestu pięciu do trzydziestu milionów kilometrów kwadratowych, co równa się mniej więcej połowie obszaru kontynentu afrykańskiego i znacznie przewyższa obszar Ameryki Północnej, ze Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Meksykiem, krajami Ameryki Środkowej i Karaibami włącznie. Włości Czyngis-chana rozpościerały się od zaśnieżonej syberyjskiej tundry po gorące równiny Indii, od pól ryżowych w Wietnamie po łany zbóż na Węgrzech, od Korei po Bałkany. Dziś większość ludzkości zamieszkuje ziemie podbite niegdyś przez Mongołów. Na mapie współczesnego świata terytoria podbojów Czyngis-chana obejmują trzydzieści państw, zaludnionych przez ponad trzy miliardy mieszkańców. W osiągnięciach Czyngis-chana najbardziej zaskakuje fakt, że całe plemię mongolskie pod jego dowództwem liczyło około miliona osób – mniej niż załoga niejednej współczesnej firmy. Z tego miliona wyłonił on swoją armię, złożoną z niespełna stu tysięcy wojowników – wojsko, które bez trudu zmieściłoby się na płycie nowoczesnego stadionu olimpijskiego.

Amerykanom łatwiej byłoby zrozumieć dokonania Czyngis-chana, gdyby Stanów Zjednoczonych nie stworzyła grupa wykształconych kupców i bogatych plantatorów, tylko jakiś niepiśmienny niewolnik, który dzięki potędze swojej osobowości, charyzmie i determinacji wyzwoliłby Amerykę spod władzy obcego państwa, zjednoczyłby jej mieszkańców, stworzyłby alfabet, napisałby konstytucję, wprowadziłby powszechną wolność wyznania, opracowałby nowe reguły sztuki wojennej, poprowadziłby armię z Kanady do Brazylii i zapewniłby warunki do rozwoju

handlu, organizując strefę wolnego rynku na obszarze kilku kontynentów. Skala i zasięg osiągnięć Czyngis-chana – na każdym poziomie i z dowolnej perspektywy – przekraczają granice ludzkiej wyobraźni i wymykają się próbom naukowego potwierdzenia.

W XIII wieku, w miarę postępów konnicy Czyngis-chana, przesuwały się granice ówczesnego świata, którego tworzywem nie był kamień, lecz ludzie. Czyngis-chan, niezadowolony z mnogości maleńkich królestw, połączył je w większe organizmy państwowe. W Europie Wschodniej Mongołowie zjednoczyli dziesiątki słowiańskich grodów i księstewek w wielkie państwo ruskie. W Azji Wschodniej na przestrzeni trzech pokoleń stworzyli państwo chińskie, łącząc część południowych ziem dynastii Sung, ziemie Dżurdżenów w Mandżurii, Tybet na zachodzie, sąsiadujące z pustynią Gobi królestwo Tangutów i terytoria Ujgurów we wschodnim Turkiestanie. W miarę rozszerzania granic imperium powołali do życia Koreę oraz Indie, które przetrwały po dziś dzień niemal w takich samych granicach, jakie narzucili im mongolscy zdobywcy. Imperium Czyngis-chana złączyło rozmaite cywilizacje, tworząc nowy porządek świata. W chwili narodzin wodza w 1162 roku w skład Starego Świata wchodził szereg kręgów cywilizacyjnych o regionalnym znaczeniu, których wiedza o innych kulturach ograniczała się do znajomości tradycji najbliższych sąsiadów. Nikt w Chinach nie słyszał o Europie, nikt w Europie nie słyszał o Chinach – o ile nam wiadomo, nikt nie przedsiębrał tak dalekich podróży. Zanim umarł w 1227 roku, Czyngis-chan zdążył zbudować między Europą a Chinami sieć kontaktów dyplomatycznych i handlowych, które przetrwały do dziś.

Zburzywszy feudalny system przywilejów wynikających z urodzenia, Czyngis-chan ustanowił nowy, jedyny w swoim rodzaju system oparty na osobistych zasługach, lojalności i uzdolnieniach. Rozproszone i senne miasta na jedwabnym szlaku włączył w największą w dziejach strefę wolnego rynku. Obniżył podatki na wszystko i zniósł wszelkie obciążenia wobec lekarzy, nauczycieli, kapłanów oraz instytucji wychowawczych. Przeprowadził spis powszechny i stworzył pierwszy w historii między narodowy system pocztowy. Podstawą jego imperium nie były bogactwa ani skarb państwa: łupy wojenne rozdzielał, włączając je z powrotem w obieg

handlowy. Ustanowił prawa międzynarodowe i zwierzchność Wiecznego

Błękitnego Nieba nad całą ludzkością. W czasach, kiedy większość władców stawiała się ponad prawem, on honorował kodeks, który obejmował w równym stopniu ludzi sprawujących władzę, co pasterzy najniższego pochodzenia. W granicach swojego imperium wprowadził wolność religijną, od ujarzmionych poddanych żądał jednak bezwzględnej lojalności, niezależnie od wyznania. Domagał się rządów prawa i zniósł tortury, prowadził szeroko zakrojone kampanie przeciwko rzezimieszkom i skrytobójcom. Sprzeciwiał się braniu jeńców i ustanowił nową praktykę gwarantowania ambasadorom i posłom immunitetu dyplomatycznego, również w odniesieniu do przedstawicieli wrogich ludów, z którymi toczył wojnę.

Zostawił imperium wsparte na podstawach dostatecznie solidnych, by mogło się rozrastać przez kolejne sto pięćdziesiąt lat. W późniejszych stuleciach, po upadku jego państwa, potomkowie Czyngis-chana sprawowali władzę nad szeregiem mniejszych imperiów i dużych państw, począwszy od Rusi i Turcji, a na Indiach, Chinach i Persji skończywszy. Posługiwali się zestawem różnych tytułów, wśród których znalazły się: chan, cesarz, sułtan, król, szach, emir i dalajlama. Pozostałości imperium Czyngis-chana pod rządami jego następców przetrwały siedem wieków.

Niektórzy – znani pod nazwą Mogołów – rządzili Indiami do 1857 roku, kiedy to Wielka Brytania pozbawiła tronu Bahadura Szaha II, ściąwszy dwóch jego synów i wnuka. Said Mir Muhammed Alim Chan, ostatni emir Buchary i ostatni potomek Czyngis-chana, pozostał u władzy w Uzbekistanie aż do 1920 roku, kiedy musiał ustąpić wobec wzbierającej fali rozruchów.

Historia skazała większość zdobywców na żałosną przedwczesną śmierć.

Aleksander Wielki zmarł w tajemniczych okolicznościach w Babilonie w wieku trzydziestu trzech lat – następcy wymordowali jego rodzinę i podzielili się jego ziemiami. Zaprzyjaźnieni arystokraci i dawni sprzymierzeńcy Juliusza Cezara zabili go w izbie posiedzeń senatu rzymskiego. Samotny, zgorzkniały Napoleon – po klęsce i utracie wszelkich dotychczasowych zdobyczy – wyszedł na spotkanie śmierci jako samotny więzień

na jednej z najodleglejszych i najtrudniej dostępnych wysp ówczesnego

świata. Tymczasem blisko siedemdziesięciodziewięcioletni Czyngis-chan skonał na posłaniu we własnym obozie, w otoczeniu kochającej rodziny, oddanych przyjaciół i wiernych żołnierzy, gotowych zaryzykować

życie na jego rozkaz. Latem 1227 roku, podczas kampanii przeciwko Tangutom, toczącej się w górnym biegu rzeki Huang He, Czyngis-chan umarł albo – zgodnie z przekazem Mongołów, którzy wzdragali się wspominać o śmierci i chorobie – „wstąpił do nieba”. Okoliczności jego zgonu, przez kilka lat utrzymywane w tajemnicy, stały się przedmiotem licznych spekulacji, co przyczyniło się do powstania legendy, która z czasem nabrała cech faktu historycznego. Według pisemnej relacji Giovanniego da Piana del Carpinego, pierwszego posła europejskiego na terytorium Mongołów, Czyngis-chan zmarł, rażony piorunem. Marco Polo, który wiele podróżował po imperium mongolskim w okresie panowania Kubilaja, wnuka Czyngis-chana, pisze o śmierci przywódcy w następstwie zadanej strzałą rany kolana. Niektórzy utrzymywali, że został on otruty przez nieznanych wrogów. Z innych relacji wynika, że zmarł wskutek zaklęcia rzuconego przez króla Tangutów. Według opowieści rozpowszechnianej przez oczerniających go nieprzyjaciół wzięta w niewolę królowa Tangutów włożyła sobie do pochwy trującą substancję i kiedy Czyngis-chan uprawiał z nią miłość, trucizna przeżarła jego narządy płciowe i spowodowała śmierć w okrutnych męczarniach.

Na przekór wielu opowieściom zgon Czyngis-chana w koczowniczym gerze, podobnym do namiotu, w którym przyszedł na świat, jest miarą sukcesu, jaki odniósł w dziele zachowania tradycyjnego trybu życia swoich współplemieńców. Mimo to, jak na ironię, podtrzymując tradycje życia codziennego, Czyngis-chan dokonał reformy społecznej. Żołnierze eskortowali zwłoki zmarłego chana w drodze powrotnej do Mongolii, gdzie miał się odbyć sekretny pochówek – jego następcy pogrzebali go w bezimiennej mogile w ojczystych stronach, nie wystawiwszy mu ani mauzoleum, ani świątyni, ani piramidy, ani nawet zwykłego kamienia nagrobnego. Zgodnie z wierzeniami Mongołów ciało zmarłego należało zostawić w spokoju, nie upamiętniając miejsca pochówku, które nie jest miejscem pobytu duszy – ta żyje we wspomnianym „sztandarze

duchowym”. Z chwilą pogrzebu Czyngis-chan wtopił się z powrotem w bezkresny pejzaż Mongolii – kraju, z którego pochodził. Szczegóły jego ostatniej drogi pozostały nieznane, a ludzie – z braku wiarygodnych informacji – puszczali wodze fantazji, tworząc własne wersje tej historii, barwne i pełne dramatyzmu. Według jednej z popularniejszych opowieści żołnierze z orszaku pogrzebowego zabili wszystkich świadków i wszystkie zwierzęta napotkane podczas czterdziestodniowej podróży.

Po sekretnej ceremonii ośmiuset konnych kilkakrotnie stratowało okolicę, żeby zataić miejsce pochówku. Jak głosi podanie, konnych zgładził później kolejny oddział żołnierzy, żeby nie zdradzili tajemnicy, ci z kolei padli ofiarą następnej drużyny wojowników.

Złożywszy wodza potajemnie w jego ojczystej ziemi, żołnierze odgrodzili teren o powierzchni kilkuset kilometrów kwadratowych. Mieli tam wstęp wyłącznie członkowie rodziny Czyngis-chana oraz stacjonujący wewnątrz oddział specjalnie wyszkolonych wojowników, którzy mieli zabić każdego intruza. Przez niemal osiem wieków Ich Chorig – Wielkie Tabu w samym sercu Azji – było odcięte od świata. Wygląda na to, że wszystkie tajemnice imperium Czyngis-chana ukryto w jego ojczyźnie. Przez wiele lat po upadku mocarstwa, mimo inwazji obcych wojsk na tereny Mongolii, potomkowie Czyngis-chana nie dopuszczali nikogo do świętego miejsca pochówku swego przodka. Mongołowie przeszli z czasem na buddyzm, nie pozwolili jednak kapłanom upamiętnić mogiły świątynią, klasztorem ani kamieniem nagrobnym.

W XX wieku władze Związku Radzieckiego pilnie strzegły terenu, z obawy, że miejsce narodzin i śmierci Czyngis-chana stanie się punktem zbornym nacjonalistów. Zamiast podtrzymać tradycję Wielkiego Tabu lub określić obszar jedną z nazw historycznych, które mogłyby zdradzić jego powiązanie z Czyngis-chanem, nadano mu biurokratyczną nazwę strefy ściśle strzeżonej. Pod względem administracyjnym strefa zyskała status obszaru wydzielonego, pozostającego pod bezpośrednim nadzorem centralnych władz mongolskich, które z kolei objęto ścisłą kontrolą Moskwy. Rosjanie dodatkowo zabezpieczyli obszar, obwarowawszy milion hektarów strefy ściśle strzeżonej równie rozległą strefą strzeżoną. Żeby uniemożliwić podróże w jej obrębie, władze komunistyczne

zrezygnowały z budowy jakichkolwiek dróg i mostów. Rosjanie utrzymywali na tym terenie bazę samolotów bojowych MiG, nie jest też wykluczone, że pomiędzy strefą strzeżoną a Ułan Bator ulokowano magazyn broni nuklearnej. Wstępu do strefy zakazanej strzegła radziecka baza czołgów – armia ZSRR urządziła wewnątrz poligon ćwiczeń artyleryjskich i manewrów czołgowych.

Mongołowie nie przyczynili się do żadnego przełomu technologicznego, nie wykształcili nowej religii, nie stworzyli wielkiej literatury, nie ofiarowali światu nowych roślin użytkowych ani innowacyjnych metod uprawy ziemi. Mongolscy rzemieślnicy nie umieli tkać, odlewać metali, posługiwać się kołem garncarskim ani nawet piec chleba. Nie wytwarzali ani porcelany, ani naczyń glinianych, nie malowali obrazów, nie wznosili budowli. A mimo to wojska mongolskie ujarzmiały jedną kulturę za drugą, przejmowały umiejętności podbitych ludów i przekazywały je kolejnym cywilizacjom.

Spośród budowli o trwałym charakterze Czyngis-chan pozostawił po sobie jedynie mosty. Miał w pogardzie napotkane po drodze zamki, forty, miasta i mury obronne, wzniósł jednak więcej mostów niż jakikolwiek inny władca w historii. Spiął nimi brzegi setek strumieni i rzek, żeby przyśpieszyć ruchy wojsk i transport towarów. Mongołowie świadomie otworzyli świat na wymianę nie tylko dóbr materialnych, lecz także poglądów i wiedzy. Sprowadzili niemieckich górników do Chin i chińskich lekarzy do Persji. Niektóre transakcje miały charakter epokowy, inne były zupełnie nieistotne. Zdobywcy rozpowszechnili w całym świecie dywany, przenieśli uprawy cytryn i marchwi z Persji do Chin, sprowadzili na Zachód chiński makaron, grę w karty i herbatę. Wezwali z Paryża odlewnika, żeby wzniósł fontannę na suchym mongolskim stepie, zatrudnili angielskiego szlachcica jako tłumacza wojskowego, zaszczepili w Persji chińską praktykę pieczętowania się odciskami palców. Finansowali budowę kościołów chrześcijańskich w Chinach, świątyń i stup buddyjskich w Persji, muzułmańskich szkół koranicznych na Rusi. Szli przez świat jako zdobywcy, a zarazem bezprzykładni krzewiciele zdobyczy cywilizacyjnych podbitych ludów.

Spadkobiercy imperium Czyngis-chana kierowali się niepohamowaną potrzebą podziału dóbr i towarów oraz łączenia ich w sposób, który prowadził do powstania całkiem nowych produktów i absolutnie nieoczekiwanych wynalazków. Kiedy wytrawni inżynierowie z Chin, Persji i Europy połączyli chiński proch z muzułmańską technologią produkcji fajerwerków i europejskim rzemiosłem ludwisarskim – skonstruowali armatę, wynalazek przełomowy, który dał początek potężnemu arsenałowi nowożytnych broni: od ręcznej broni palnej po pociski artyleryjskie.

Mimo że każde z rzemiosł odegrało znaczącą rolę w danej kulturze, najbrzemienniejszy w skutki okazał się sposób, w jaki Mongołowie dobrali je i złączyli w całość, w niezwykłą mieszaninę.

Do wszelkich zagadnień politycznych, gospodarczych oraz intelektualnych Mongołowie podchodzili ze szczerym i niezmiennie kosmopolitycznym zapałem. Chcieli nie tylko podbić świat, lecz także zaprowadzić w nim uniwersalny porządek, oparty na wolnym rynku, ujednoliconym prawie międzynarodowym oraz powszechnym, dostosowanym do wszystkich języków systemie pisma. Kubilaj-chan, wnuk Czyngis-chana, wprowadził do obiegu banknoty, którymi można było płacić wszędzie, próbował też zorganizować szkolnictwo powszechne, gwarantujące każdemu dziecku dostęp do formalnej edukacji, a tym samym ogólną piśmienność. Mongołowie udoskonalili i zunifikowali rachubę czasu, tworząc kalendarz na dziesięć tysięcy lat, dokładniejszy niż jakikolwiek wcześniejszy system, łożyli na sporządzenie najbardziej szczegółowych map ówczesnego świata, zachęcali kupców do podróży drogą lądową, wysyłali podróżników na lądy i morza, aż do Afryki, żeby rozszerzyć kontakty handlowe i dyplomatyczne.

Niemal w każdym kraju podbitym przez Mongołów po początkowym szoku i zniszczeniach, spowodowanych najazdem nieznanego, barbarzyńskiego plemienia, następowały rozkwit wymiany międzykulturowej2, rozwój handlu i wyniesienie cywilizacji na wyższy poziom. W Europie Mongołowie mordowali przedstawicieli stanu rycerskiego,

2 Więcej informacji na temat wymiany kulturowej w: Thomas T. Allsen, Culture and Conquest in Mongol Eurasia, Cambridge 2001.

rozczarowani jednak ubóstwem regionu w porównaniu z państwami znajdującymi się w strefie wpływów chińskich i muzułmańskich, zawracali wojska, nie zaprzątając sobie głowy obleganiem miast, pustoszeniem ziem ani włączaniem ich w granice rozszerzającego się imperium.

W ostatecznym rozrachunku Europa ucierpiała niewiele, zważywszy na ogrom korzyści płynących z kontaktów nawiązywanych przez kupców –na przykład wenecką rodzinę Polo – oraz posłów krążących między mongolskimi chanami a europejskimi papieżami i władcami. Nowe technologie, zdobycze nauki i ożywiony handel legły u podstaw epoki renesansu, kiedy Europa zwróciła się poniekąd ku własnym korzeniom, a także – co istotniejsze – przejęła ze Wschodu tajniki druku, produkcji broni palnej, wynalazek kompasu i liczydła. Jak zauważył trzynastowieczny angielski uczony Roger Bacon3, Mongołowie odnieśli sukces nie tylko dzięki przewadze militarnej: „[…] powiodło im się za sprawą zdobyczy nauki”. Choć Mongołowie „rwali się do wojaczki”, zaszli w podbojach daleko, ponieważ „w wolnym czasie oddawali się roztrząsaniu problemów natury filozoficznej”. Praktycznie każdy aspekt życia w Europie – technika, rzemiosło wojenne, odzież, handel, żywność, sztuka, literatura i muzyka – uległ w dobie renesansu wpływom mongolskim. Nie chodzi tylko o nowe formy walki, nowe machiny i nowe potrawy – zmiany dotyczyły nawet najbardziej przyziemnych stron życia codziennego i następowały w miarę przejmowania przez Europejczyków mongolskich tkanin, spodni oraz kurt, które zastąpiły dotychczasowe tuniki i opończe, wprowadzania instrumentów smyczkowych w miejsce instrumentów strunowych szarpanych oraz wykształcania nowego stylu w malarstwie. Europejczycy przyswoili sobie nawet mongolski okrzyk „hurra”, dodający odwagi i zagrzewający do walki. Zważywszy na osiągnięcia Mongołów, trudno się dziwić, że Geoffrey Chaucer, ojciec literatury angielskiej, poświęcił najdłuższą narrację w swoich Opowieściach kanterberyjskich azjatyckiemu przywódcy Czyngisowi, chanowi Mongołów. Przebija z niej nieskrywany podziw dla

3 Roger Bacon, Opus Majus, 1267, przekł. ang.: The Opus Majus of Roger Bacon, trans. Robert Belle Burke, Philadelphia 1928, vol. 1, s. 416, vol. 2, s. 792. Jeśli nie ma odniesienia do polskiego wydania, przekład pochodzi od tłumaczki.

niego samego i jego dokonań. Mimo to wciąż nas zaskakuje, że wykształceni ludzie renesansu zdobywali się na takie komentarze wobec Mongołów, których reszta świata do dziś postrzega jako ucieleśnienie krwiożerczych barbarzyńców. Portrety Mongołów, które wyszły spod pióra Chaucera i Bacona, w niczym nie przypominają obrazów z późniejszych książek i filmów, przedstawiających Czyngis-chana i jego armię jako hordę dzikusów, żądnych złota, kobiet i krwi.

W późniejszych latach powstało wiele wizerunków i przedstawień Czyngis-chana, ale nie istnieje żaden portret sporządzony za życia wodza.

W przeciwieństwie do innych zdobywców nigdy nie wyraził on zgody na malowanie swoich portretów, wykonywanie podobizn rzeźbiarskich ani umieszczanie imienia bądź wizerunku na monetach, a relacje jego współczesnych są intrygujące, lecz niemiarodajne. We współczesnej mongolskiej pieśni o Czyngis-chanie podsumowano to słowami: „Wyobrażaliśmy sobie, jak wyglądałeś, w naszych umysłach była jednak pustka”4.

Wobec braku podobizn Czyngis-chana oraz mongolskich źródeł pisanych światu nie pozostało nic innego, jak wyobrażać go sobie na własną modłę. Nikt nie odważył się namalować portretu wodza, dopóki nie upłynęło pół wieku od jego śmierci – odtąd każda kultura odciskała swoje piętno na wizerunku Czyngis-chana. Chińczycy przedstawiali go jako dobrotliwego starca z rzadką brodą i pustymi oczyma, których wyraz przywodził na myśl raczej zdystansowanego wobec świata chińskiego mędrca niż okrutnego mongolskiego wojownika. Na miniaturach perskich oglądamy go pod postacią tureckiego sułtana na tronie. Europejczycy portretowali Czyngis-chana jako barbarzyńcę z krwi i kości, o srogim obliczu i przenikliwym, okrutnym spojrzeniu, szpetnego w każdym calu.

Skryta natura Mongołów postawiła niewdzięczne zadanie przed przyszłymi historykami, którzy chcieli pisać o Czyngis-chanie i jego imperium. Biografowie i historycy praktycznie nie mieli na czym

4 Z utworu D. Dżargalsajchana Czyngis-chan, wykonywanego przez zespół Chinggis Khaan.

Nie istnieje żaden wierny historycznie wizerunek Czyngis-chana.

Ten oficjalny portret został namalowany pod koniec XIII w. przez anonimowego malarza dworskiego z dynastii Yuan, który nigdy nie spotkał Temudżyna.

bazować. Znali chronologię podboju miast i klęsk poszczególnych armii, lecz informacje o pochodzeniu, charakterze, motywach posunięć i życiu osobistym Czyngis-chana były skąpe i mało wiarygodne. Przez wieki krążyły pogłoski, że wzmianki o najważniejszych aspektach życia wodza znajdują się w sekretnej księdze, dokumencie spisanym przez osobę z jego najbliższego otoczenia. Chińscy i perscy uczeni zapewniali o istnieniu tajemniczego tekstu – niektórzy utrzymywali nawet, że ujrzał on światło dzienne w szczytowym okresie rozwoju imperium Mongołów. Blisko sto lat po śmierci Czyngis-chana historyk perski Raszid al-Din5 określił dokument mianem „prawdziwej kroniki”, spisanej „zgodnie z duchem języka i literatury mongolskiej”. Zaznaczył jednak, że księga jest strzeżona w skarbcu, „ukryta przed wzrokiem niepowołanych”. Podkreślił, że dostęp do tekstu mongolskiego uniemożliwiono „wszystkim, którzy mogliby go zrozumieć i zgłębić jego sens”. Po upadku imperium Mongołów większość śladów, które mogłyby naprowadzić na trop tajnego dokumentu, uległa zatarciu. Z czasem nawet najwybitniejsi uczeni doszli do przekonania, że tekst nigdy nie istniał, i uznali go za jeden z mitów, jakie narosły wokół postaci Czyngis-chana.

Obdarzeni bujną wyobraźnią artyści tworzyli rozmaite – w zależności od kraju pochodzenia – wizerunki Czyngis-chana, podobnie zachowywali się uczeni. Od Korei aż po Armenię zestawiali oni wszelkie wersje podań i wydumanych historii z życia tego potężnego władcy.

Z braku wiarygodnych informacji nakładali na istniejący przekaz własne lęki i uprzedzenia. Po latach zestawiania okrucieństw i niegodziwości, jakich dopuścili się Aleksander, Cezar, Karol Wielki i Napoleon, z ich osiągnięciami bądź szczególną pozycją w dziejach, zdołali zrównoważyć wszystko, co złe i moralnie wątpliwe. Tymczasem dokonania Czyngis-chana i Mongołów popadły w zapomnienie, a rozmiary ich rzekomych zbrodni i brutalności wyolbrzymiono. Czyngis-chan stał się stereotypem barbarzyńcy, krwiożerczego okrutnika, bezwzględnego zdobywcy, który czerpał perwersyjną radość z dzieła zniszczenia. On i jego mongolska horda, a w szerszej perspektywie – wszyscy Azjaci, przeistoczyli się

5 Por. Thomas T. Allsen, Culture and Conquest in Mongol Eurasia, dz. cyt., s. 88.

w karykaturę, symbol wszystkiego, co znajduje się po drugiej stronie muru, który odgradza cywilizację od reszty świata.

Pod koniec XVIII wieku, w dobie oświecenia, ten złowróżbny obraz znalazł swoje odbicie w  Sierocie chińskim Woltera, tragedii o podboju

Chin przez Czyngis-chana: „Zwą go królem nad króle, srogiego Czyngis-chana, co w perzynę obraca rodzajne Azji pola”. W przeciwieństwie do Chaucera, Wolter opisał Czyngisa jako „niszczycielskiego tyrana […], który butnie […] miażdży karki królów”, jest wszakże „niczym więcej, jak dzikim scytyjskim żołdakiem, sposobnym do wojaczki, wprawionym w kupczeniu krwią” (akt I, scena 1). Wolter przedstawił Czyngis-chana jako człowieka zazdrosnego o zdobycze zastanej cywilizacji, powodowanego przyziemną, barbarzyńską żądzą gwałtu na cywilizowanych kobietach i zniszczenia kultury, której nie jest w stanie pojąć.

Plemię Czyngis-chana nazywano rozmaicie – Tartarami, Tatarami, Mugalami, Mogołami, Moalami i Mongołami – każde określenie miało jednak rys złowieszczego przekleństwa. Kiedy dziewiętnastowieczni uczeni chcieli dowieść niższości ludów azjatyckich i amerykańskich Indian, sklasyfikowali ich jako plemiona mongoloidalne. Gdy lekarze próbowali dociec, dlaczego matki wyższej rasy białej wydają na świat dzieci opóźnione w rozwoju, charakterystyczne rysy twarzy posłużyły za „oczywisty” dowód, że któraś z ich przodkiń została zgwałcona przez mongolskiego wojownika. Skundlone potomstwo nie reprezentowało więc białej rasy, tylko plemię mongoloidów. Kiedy najzamożniejsi kapitaliści przechwalali się swym bogactwem, sławiąc wartości antydemokratyczne i elitarne, określano ich prześmiewczo „mongołami”, nawiązując do perskiej nazwy Mongołów.

Naturalną koleją rzeczy Mongołowie stali się kozłem ofiarnym, odpowiedzialnym za nieszczęścia i porażki innych narodów. Kiedy Rosja nie mogła dotrzymać kroku postępom technologicznym Zachodu ani dorównać potędze militarnej imperialistycznej Japonii, winą za to obarczono okrutne jarzmo tatarskie, nałożone przez Czyngis-chana. Gdy Chiny zostały w tyle za Japonią i Europą, przyczyny tego stanu rzeczy upatrywano w krwiożerczym wyzysku i represjach ze strony mongolskich i mandżurskich tyranów. Kiedy Indie nie zdołały się oprzeć

kolonizacji brytyjskiej, uważano, że zawiniła nieposkromiona chciwość dynastii Mogołów. W XX wieku politycy arabscy zapewniali swoich zwolenników, że muzułmanie ubiegliby Amerykanów w wynalezieniu bomby atomowej, gdyby Mongołowie nie spalili wspaniałych bibliotek Arabów i nie zmietli ich miast z powierzchni ziemi. Kiedy w 2002 roku reżim talibów w Afganistanie upadł pod gradem amerykańskich bomb i pocisków, bojownicy talibscy porównali inwazję Amerykanów do najazdu Mongołów i w krwawym akcie odwetu wymordowali tysiące Hazarów, potomków żołnierzy mongolskich, zamieszkujących Afganistan od ośmiuset lat. Rok później Saddam Husajn w jednym z ostatnich przemówień do Irakijczyków wysunął podobne oskarżenia pod adresem Mongołów, kiedy Stany Zjednoczone rozpoczęły inwazję na Irak, by odsunąć dyktatora od władzy.

Prawda o Czyngis-chanie uległa zatarciu w zalewie retoryki politycznej, wytworów pseudonauki i bujnej wyobraźni uczonych, pozornie stracona dla potomności. Jego ojczystą ziemię, gdzie przyszedł na świat i zdobył władzę, odgrodzili od reszty świata dwudziestowieczni komuniści – na równi z wojownikami sprzed wieków, broniący do niej dostępu. Mongolski dokument źródłowy, tak zwana Tajna historia Mongołów, okazał się tym bardziej tajny, że wcześniej zaginął, rozpłynąwszy się wśród mroków historii w okolicznościach jeszcze dziwniejszych niż grób Czyngis-chana.

Dwa wydarzenia w dziejach XX wieku niespodziewanie otworzyły drogę do rozwikłania części zagadek i sprostowania niektórych przekazów dotyczących Czyngis-chana. Pierwszym z nich było odczytanie rękopisów z bezcenną, dotąd uznawaną za zaginioną historią przywódcy. Mimo niewiedzy i uprzedzeń wobec Mongołów uczeni od wieków donosili o odnalezieniu legendarnego tekstu mongolskiego, opisującego żywot Czyngis-chana. Przyjmowane sceptycznie pogłoski nie pociągały za sobą dalszych badań – traktowano je podobnie jak doniesienia o spotkaniach ze zwierzętami uchodzącymi za wymarłe. Wreszcie w XIX wieku w Pekinie odnaleziono kopię dokumentu sporządzoną pismem chińskim. Uczeni bez trudu rozpoznali znaki, słów jednak nie

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.