tu i teraz

![]()

ILUSTRACJE R.W. ALLEY
Tytuł oryginału
Paddington Here and Now
Projekt okładki
Zuzanna Weremiuk
Ilustracja na okładce
Peggy Fortnum
Ilustracje w środku
R.W. Alley
Opieka redakcyjna
Magdalena KilianAntoine
Łamanie
Kamil Rewieński, Dawid Kwoka
Adiustacja
Urszula Horecka
Korekta
Anastazja Oleśkiewicz, Kamila ZimnickaWarchoł, Kinga Dolczewska
First published in Great Britain by William Collins Sons and Co. Ltd in 2008
First published by HarperCollins Children’s Books, a division of HarperCollinsPublishers Ltd in 2008
Text copyright © Michael Bond 2008
Illustrations copyright © R.W. Alley and HarperCollinsPublishers Ltd 2008
Cover illustration adapted and coloured by Mark Burgess from the originals by Peggy Fortnum.
The author and illustrator assert the moral right to be identified as the author and the illustrator of the Work respectively.
Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2023
Copyright © for the translation by Michał Rusinek
9788324093366
Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: czytelnicy@znak.com.pl
Wydanie III, Kraków 2023
Druk i oprawa: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca S.A.
Michael Bond
przełożył Michał Rusinek konsultacja Natalka Rusinek (lat prawie 9)
ilustracje R.W. Alley
Kraków 2023
Kłopoty z parkowaniem
– Ktoś mi zabrał wózek na zakupy! – wykrzyknął zdenerwowany Paddington.
Wpatrywał się w miejsce, gdzie go zostawił, zanim wszedł do sklepu spożywczego z towarami po obniżonych cenach przy targu Portobello. Przez te wszystkie lata, gdy mieszkał w Londynie, nic takiego mu się nie przydarzyło i teraz nie wierzył własnym oczom. Ale jeśli sądził, że wpatrywanie się w puste miejsce spowoduje, iż wózek tam się pojawi, to czekało go rozczarowanie.
– No i do czego to doszło? Młody niedźwiedź nie może nawet na pięć minut spuścić z oka swojego wózka – powiedziała straganiarka, u której Paddington zwykle zaopatrywał się w warzywa, robiąc zakupy dla państwa Brownów. – Dokąd ten świat zmierza?
– Teraz już nie ma coś za coś – wtórował jej mężczyzna zza sąsiedniego straganu. – Teraz wszyscy biorą, a nikt nie chce dawać. Nas odholują następnych, mówię wam. – Powinien pan był zostawić na nim kartkę z napisem „Wracam za pięć minut” – oznajmił trzeci sprzedawca.
– Akurat by to pomogło! – powiedział inny. – Oni teraz nie dadzą ci nawet pięciu sekund spokoju, a co dopiero pięciu minut.
Paddington był postacią lubianą na targu i teraz zaczął się gromadzić wokół niego tłumek sympatyków. Handlarze darzyli go szacunkiem, chociaż znany był z tego, że ostro się targował. Wielu z nich poczytywało sobie to, że Paddington jest ich klientem, za rodzaj zaszczytu; podobnie jak posiadanie tabliczki, iż rma została założona za przyzwoleniem kogoś z rodziny królewskiej.
– Mężczyzna z tej ciężarówki powiedział, że wózek zagradza mu drogę – zauważyła jakaś pani, która była świadkiem zdarzenia. – Próbowali podjechać do samochodu, który mieli odholować.
– Ale tam były moje bułeczki – rozżalił się Paddington.
– „Były” to zapewne właściwe słowo – odpowiedziała pani. – Podejrzewam, że stanęli teraz w jakiejś bocznej uliczce i się nimi zażerają. Jak się jeździ takimi wielkimi ciężarówkami do odholowywania samochodów, to się musi mieć spory apetyt.
– Nie wiem, co powie pan Gruber, gdy się o tym dowie – zaniepokoił się Paddington. – Mieliśmy je zjeść na drugie śniadanie.
– Proszę spojrzeć na to z drugiej strony – powiedziała inna pani. – Nie stracił pan swojej walizki. No i mogli panu założyć blokadę na wózek. Zdjęcie jej kosztowałoby pana osiemdziesiąt funtów.
– No i czekałby pan pół dnia, zanimby przyjechali –
przytaknęła kolejna.
Paddington, słuchając tych mądrych uwag, markotniał coraz bardziej.
– Osiemdziesiąt funtów! – wykrzyknął. – Ale ja tylko poszedłem po wodę mineralną dla pani Bird!
– Nowy wózek na zakupy można kupić na targu za dziesięć funtów – wtrącił się jeden ze sprzedawców.
– A jak się trochę potargować, to można i dużo taniej – dodał inny.
– Ale ja mam tylko dziesięć pensów – powiedział smutno Paddington. – A poza tym wcale nie chcę
nowego. Dostałem go w prezencie zaraz po przyjeździe. Miałem go od tamtej pory.
– No właśnie! – przytaknął jeden z gapiów. –
Człowiek się przywiązuje do rzeczy. A teraz już takich nie robią. Wszystkie są teraz z plastiku. Zaraz się rozlatują.
– Moim zdaniem – powiedziała kobieta zza straganu z bibelotami – to szkoda, że nie założyli panu blokady. Mój Sid pożyczyłby panu piłę jak nic. On się na takie rzeczy nie godzi.
– Szkoda, że nie był pan przy tym osobiście – wtrąciła inna straganiarka. – Mógłby się pan położyć pod kołami ciężarówki. W ramach protestu. A my zadzwonilibyśmy do prasy. Przysłano by fotoreportera i potem zdjęcia byłyby we wszystkich gazetach.
– To by z pewnością zatrzymało ciężarówkę –przytaknął jakiś mężczyzna z tyłu tłumu.
Paddington spojrzał na niego z powątpiewaniem.
– A jeśliby nie zatrzymało? – zapytał.
– Wówczas znalazłby się pan w wieczornych wiadomościach – odparł mężczyzna. – Telewizja miałaby pełne ręce roboty. Musieliby przeprowadzić mnóstwo wywiadów ze świadkami.
– Zostałby pan tak zwanym męczennikiem – dodał inny. – Przypuszczam, że za kilka lat wzniesiono by
pomnik na pańską cześć. Wówczas nikomu nie byłoby wolno tu parkować.
– A więc – powiedział sprzedawca warzyw i owoców, podsumowując całą sytuację – potrzebuje pan teraz dobrego prawnika. Kogoś takiego jak sir Bernard Crumble. Mieszka nieopodal. I świetnie się zna na takich sprawach. Szczególnie jeśli jacyś ludzie chcą zrobić z kogoś kozła o arnego… – Przerwał i spojrzał na Paddingtona. – Przypuszczam, że także i niedźwiedzia o arnego. Pokroi ich na plasterki. Nie przegrał jeszcze żadnej sprawy.
– Przy jakiej ulicy mieszka? – spytał Paddington z nadzieją w głosie.
– Nie jestem pewien, czy to aby nie niedźwiedzia przysługa, że tak powiem – wtrącił się inny sprzedawca. – Mówią, że on liczy sobie jak za zboże już za samo otwarcie drzwi.
– Moim zdaniem – powiedział jakiś przechodzień – powinien pan przede wszystkim zawiadomić policję. Przypuszczam, że oni mają tam kogoś, kto udzieli panu porad prawnych.
– Pod żadnym pozorem – powiedział jeden ze sprzedawców – proszę im nie mówić, że pana odholowano. Niech pan udziela tak zwanych wymijających odpowiedzi. Niech pan po prostu powie, że pański pojazd zaginął.
Spojrzał na zgrzewkę wody mineralnej, którą Paddington kupił w sklepie.
– Może pan tu zostawić wodę. U mnie będzie bezpieczna.
Paddington podziękował sprzedawcy za tę uprzejmą propozycję, pomachał tłumowi na pożegnanie i ruszył szybkim krokiem w stronę najbliższego komisariatu.
Kiedy jednak skręcił za róg i dostrzegł znajomy szyld, zaczął zwalniać kroku. Spotkał w życiu wielu policjantów i nauczył się, że oni są aż nadto chętni do pomocy, gdy wpada się w tarapaty. Było tak, kiedy wziął za złodzieja człowieka, który przyszedł naprawić telewizor, a także kiedy kupił na targu kilka akcji spółek paliwowych, które to akcje okazały się podróbkami.
Jednak nigdy dotąd nie szedł sam z siebie na posterunek policji. Nie wiedząc, czego ma się tam spodziewać, zaczął żałować, że nie poradził się wcześniej w tej sprawie swojego przyjaciela pana Grubera. Pan Gruber zawsze chętnie mu pomagał i tym razem pomógłby mu tym bardziej, gdyby się dowiedział, że zaginęły ich bułeczki. Może nawet zamknąłby swój sklep przed południem.
A gdyby z jakiegoś powodu nie mógł pomóc
Paddingtonowi, zawsze była jeszcze pani Bird. Pani Bird pracowała u państwa Brownów i nie tolerowała
żadnych niedorzeczności, a zwłaszcza gdy sądziła, że ktoś usiłuje oszukać Paddingtona.
Gdy jednak wdrapał się na schody i otworzył drzwi, spotkało go miłe zaskoczenie. Oprócz mężczyzny w mundurze siedzącego za kontuarem w pomieszczeniu nie było nikogo.
Mężczyzna ten był o wiele młodszy, niżby się tego spodziewał Paddington. Właściwie wydawał się niewiele starszy od syna państwa Brownów, Jonatana, który jeszcze chodził do szkoły. Spojrzał na Paddingtona z obawą, jakby nie bardzo wiedział, jak ma go potraktować.
– Yyy… Sprechen Sie Deutsch? – odezwał się nerwowo.
– Na zdrowie – odpowiedział Paddington, uprzejmie uchylając kapelusza. – Mogę panu pożyczyć chusteczkę do nosa, jeśli pan chce.
Policjant zrobił śmieszną minę i spróbował jeszcze raz.
– Parlez-vous français?
– Nie, dziękuję. Dzisiaj nie – odrzekł Paddington.
– Proszę mi wybaczyć – powiedział policjant – ale mamy właśnie „Tydzień uprzejmości dla obcokrajowców”. Nieo cjalny, rzecz jasna. To pomysł pana sierżanta. O tej porze roku mamy tu wielu turystów, szczególnie w okolicach Portobello Road, i sądziłem, że pan…
– Nie jestem obcokrajowcem! – wykrzyknął Paddington. – Pochodzę z Mrocznego Zakątka Peru.
Policjant robił wrażenie zbitego z tropu.
– No cóż, jeśli to nie czyni z pana obcokrajowca, to już sam nie wiem, co miałoby czynić – powiedział. –Proszę wybaczyć, ale ludzie bywają różni. Muszę przyznać, że bardzo dobrze mówi pan po angielsku.
– Moja ciocia Lucy nauczyła mnie angielskiego, zanim musiała pójść do domu dla emerytowanych niedźwiedzi w Limie – odparł Paddington.
– No to nieźle się spisała, trzeba jej to przyznać –powiedział policjant. – Czym możemy panu służyć?

Gdy państwo Brownowie przeczytali w gazecie pewien artykuł, zaniemówili. Czy to możliwe, że ich gospodyni jest szefową lokalnej szajki? Kim jest uzbrojony w młot przestępca?
I wreszcie – co z tym wszystkim ma wspólnego Paddington?
Nad niedźwiadkiem zebrały się ciemne chmury. Wszystko dlatego, że mimo dobrych chęci powiedział trochę za dużo.
Paddington to niezwykły przyjaciel twojego dziecka. Mały niedźwiadek o wielkim sercu. Wielbiciel marmolady, dobrych manier i przygód!
Opowieści o nim to klasyka brytyjskiej literatury dziecięcej w najlepszym wydaniu. Seria przetłumaczona na ponad 30 języków, która już od przeszło 60 lat rozgrzewa serca maluchów i pokazuje, że gafy zdarzają się nawet najlepszym. I misiom, i dzieciom.
Dla wszystkich, którzy mają misia w sercu. A szczególnie dla dzieci w wieku 4+.
Cena 39,99 zł