Skip to main content

Mój anioł

Page 1


Ona- Mój Anioł

praca nagrodzona pierwszym miejscem w Powiatowym Konkursie Literackim w ramach XIII Dni z Aniołami wRadzyńskiejKrainieSerdecznościw2024r. Ilustracje: pani Dorota

Petkowicz

Antonina Panasiuk

Cześć! Jestem Klara i mam 25 lat. Opowiem ci moją skomplikowaną historię. Do piątego roku życia niczym nie różniłasięodhistoriizwykłegodziecka,ale5maja,równiutko w moje urodziny, skomplikowała się po raz pierwszy. Moi rodzice z samego rana pojechali po prezent. Ja zostałam zbabcią.Okołogodzinydwunastejzadzwoniłtelefon,apotem babcia upadła. Jako mała dziewczynka nie wiedziałam, co się dzieje.Podbiegłamdobabci,aonaprzezłzypowiedziałami: - Wszystko będzie dobrze, damy sobie radę. Wszystko będzie dobrze.

Wiele czasu zajęło mi zrozumienie,oco chodziło. Moi rodzicenieżyli.

Od ich śmierci nie minął nawet rok, gdy znowu stałam przed otwartym grobem. Babcia nie dała rady. Już przed śmiercią rodziców była schorowana,

arozpacz (możliwe nawet, żedepresja) wszystko przyspieszyła. I tak oto w ciągu roku zostałam sierotą po raz drugi.

Niestety, prócz rodziców i babci nie miałam nikogo, nie miał się kto mną opiekować. Trafiłam do domu dziecka, aporodzicach został mi tyko wisiorek ze zdjęciem iinicjałamiorazpluszowymiś.

Szóste urodziny spędziłam już w domu dziecka. Zanim jeszcze zdążyłam poznać wszystkich, pięć dziewczyn (około dziesięcioletnich) otoczyło mnie i zaczęło mnie przezywać ipopychać. W momencie, w którym miały mi zabrać misia, wkroczyła Ona, Dziewczyna-Zagadka, Marcelina. Ją poznać zdążyłam. Wtedy wydawała mi się bardzo nieśmiała ( taka wsumie była), ale teraz była wręcz agresywna. Krzyknęła nanie, kazała im zostawić mnie w spokoju i odejść. Napoczątku nie chciały, ale gdy uderzyła jedną z nich, natychmiast uciekły. Jej postawa bardzo mnie zdziwiła- miała w końcu tyle samo lat, co ja. Od tamtego momentu bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Dużo mi o sobie opowiedziałażeurodziła się 8listopada, że miała brata, ale on wraz zrodzicami zginął wwypadku samochodowym; że brat uczył ją sztuk walki, żeinteresuje się sztuką, i że jest bardzo nieśmiała. Ja potem opowiedziałam jej swoją historię. Zaprzyjaźniłyśmy się, lecznasza przyjaźń bardzo szybko została wystawiona na próbę. Jeszcze w tym samym roku, wwakacje, zachorowałam na białaczkę. Do dzisiaj z bólem wspominam ten czas. Pamiętam, jak po którejś z kolei chemioterapii miałam ochotę się poddać. Mówiłam

doMarcysi, że już nie mam siły walczyć, nie mam dla kogo. Inigdy, nigdy nie zapomnę jej reakcji. Ona najzwyczajniej wświecie spoliczkowała mnie. Byłam w szoku. Powiedziaładomnie:

- Klara! Masz dlakogo żyć! Nie mówię tu nawet omnie, aleopacjentach, którzy kiedyś będą do ciebie przychodzić!

Aleszczerze myślałam, żejestem dlaciebie choć trochę ważna.

do mnie. Tym razem za cel obrała sobie Marcysię. Byłam zniej wtedy taka dumna. Gdy walczyła, była chyba najdzielniejszym człowiekiem na ziemi. Przynajmniej dlamnie. I nagle… polepszyło się. I to tak, że to było wręcz niemożliwe. Ale… czasami, gdy się coś pogarsza, to potem się polepsza. U niej było odwrotnie. Polepszyło się i wróciło ze zdwojona mocą. Nie była na to przygotowana.

I nie dziwię się. Zmarła… a jakże- 5 maja. W moje dwunaste urodziny.

Na początku byłam bardzo, bardzo smutna. Potem wściekła, apotem… a potem byłam tylko ciałem. Spochmurniałam, zbladłam i wspominając opinie moich znajomych, wyglądałam jak żywy trup. I w pewnym momencie pojawiła się myśl: ,, A co, gdyby nie być żywym trupem? A gdyby wogóle nie być?”. Na początku były to pojedyncze myśli, potem ich całe tabuny. I jak często bywa z takimi myślami, pojawia się chęć zrealizowania ich. Starałam się odpędzać je, ale w drugą rocznicę jej śmierci nie wytrzymałam. Gdyprzechodziłam przez most, zmierzałam do szkoły, naszła mnie niepohamowana myśl: ,, A co gdyby…”. Następnie pamiętam, jak stałam na poręczy. Już miałam skoczyć, gdynagle zobaczyłam Ją. Stała, a raczej unosiła się, tuż obok mnie,aleonaniemiałazamiaruspadać.Onatamstała,nicnie mówiła.Iwkońcuzrozumiałam.Jejwidoktakmnieprzeraził, bo już wiedziałam, że to naprawdę ona. Najprawdopodobniej przyszła, by mnie zatrzymać, bypowiedzieć mi, żebym walczyła,niepoddawałasię.Czułamjejsiłę.Alepochwilijej moc osłabła. Czułam, że ona załamała się, gdy mnie zobaczyła. Że rozsypała się. Niedawno czytałam,

oprzywiązaniu emocjonalnym ludzi. Jak się okazało- nie tylko ludzi na ziemi. Kto nie miał takiej sytuacji, żewyobrażamy sobie sceny na naszą korzyść, alerzeczywistośćprzebiegazupełnieinaczej?Widziałamwjej oczach łzy. I to właśnie przeważyło. Zeskoczyłam na ścieżkę, siadłamprzyprzęśle,oparłamsięonieizaczęłampłakać.Nie, nie płakać- ryczeć. Łzy lały się, nie mogłam przestać. Widmo tego, że ona tam stała, że byłam o włos od śmierci, przytłoczyło mnie. Siedziałam tak z pół godziny, może godzinę. Wiem, że nie płakałam sama. Co prawda jej łez nie czułam, ale wiem, że była blisko. Wiem, że mnie przytulała. Nawetpośmiercimnieuratowała… Minęło prawie dziesięć lat od tamtych wydarzeń. Studiuję medycynę. A Ona? Nadal jest przy mnie. Mój Anioł. Praktycznie każdego dnia czuję jej obecność. Jest zawsze wtedy, kiedy jej potrzebuję. W takich chwilach zawsze mogę liczyć na ,,przytulasa”. Niedawno wyjechałam w podróż. Przejechałam całą Polskę w poszukiwaniu kaplic poświęconym Aniołom Stróżom. Byłam między innymi wKołobrzegu, Katowicach, w Wałbrzychu, a nawet w kilku kaplicach przyszpitalnych. Mimo że odwiedziłam naprawdę wielekaplic,jednaszczególniezapadłamiw pamięć-Kaplica Aniołów Stróżów w Radzyniu Podlaskim. Śliczna, choć niewielka. Gdy tylko ją zobaczyłam, od razu pomyślałam oMarceli. Bo ona była dosyć podobna. Rzecz jasna nie fizycznie, a metaforycznie. Kaplica, może z zewnątrz niewielkaiskromna,wśrodkuślicznaibogata.Onatakabyłaz zewnątrz spokojna, skromna, pogodna, awśrodku piękna, pełnaenergiiinieprzewidywalna.

Moje życie może nie jest jeszcze zbyt długie, alenacechowane wieloma przeżyciaminajpierw tymi złymi, ale potem głównie dobrymi. Marcelina nauczyła mnie wielu rzeczy, aleprzede wszystkim tego, żeby nigdy się nie poddawać.

Gdyopowiadam moim nowym znajomym o Marceli, patrzą na mnie jak na wariatkę, alepotemjapatrzęnaNiąiśmiejemysięrazem.

Pamiętaj, proszę, drogi Czytelniku, że nigdy nie jesteś sam. Każdy z nas ma swojego Anioła - czy na ziemi, czy też wniebie.

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Mój anioł by ZSWohyn1 - Issuu