C . J. DAU G H E RT Y
tłumaczenie Małgorzata Hesko-Kołodzińska
K r a k ó w 2 O14
Tytuł oryginału: Pines Copyright © 2012 by Blake Crouch Copyright for the translation by Resistance Paweł Lipszyc Tytuł©oryginału: Night School. Opieka redakcyjna: Małocha, Joanna Stryjczyk Copyright ©Anna 2014 by Christi Daugherty Opracowanie typograficzne książki: Daniel Malak Copyright © for the translation by Małgorzata Hesko-Kołodzińska Adiustacja: Zuzanna Szatanik / d2d.pl Opieka redakcyjna: Anna Małocha, Joanna Stryjczyk Korekta: Anna Woś / d2d.pl, Opracowanie typograficzne książki: Daniel Malak Alicja Listwan / d2d.pl Adiustacja: Zuzanna Szatanik / d2d.pl Łamanie: Zuzanna Szatanik / d2d.pl Korekta:Projekt Anna Woś / d2d.pl, Sandra Trela / d2d.pl okładki: Filip Kuźniarz Łamanie: Szatanik / d2d.pl/ Shutterstock.com, Fotografie na okładce: miastoZuzanna – © Aleksey Stemmer las – © Heiko Kueverling / Shutterstock.com Projekt okładki: Małgorzata Podkowa-Domańska Promocja książki: Marcin Sikorski Fotografie postaci na okładce: Bartłomiej Podkowa ISBN 978-83-7515-306-4 Wizualizacja ulicy: Next Design ISBN 978-83-7515-292-0
www.otwarte.eu Zamówienia: Dział Handlowy, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków, Zamówienia: Dział Handlowy, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków, tel.tel. (12) 99569 569 (12) 61 61 99 Zapraszamy do do księgarni Wydawnictwa Znak, Zapraszamy księgarniinternetowej internetowej Wydawnictwa Znak, w której można kupić książki Otwartego: www.znak.com.pl w której można kupić książkiWydawnictwa Wydawnictwa Otwartego: www.znak.com.pl Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków. Wydanie I, 2014. Druk: Drukarnia Skleniarz, ul. B. Czerwieńskiego 3D, Kraków
Aby poznać wroga, musisz stać się własnym wrogiem. Sun Zi
1
– Musisz się zrelaksować – powiedział Sylvain. – Jeśli będziesz się tak prężyć, zatoniesz. Allie spiorunowała go wzrokiem. Wszystkie jej mięśnie były napięte jak struny. – Jestem zrelaksowana. Stali po pas w chłodnej wodzie, łagodnie popychani przez fale, a palce ich stóp zagłębiały się w miękki piasek. Spoglądając na kobaltowe morze, Allie czuła, jak gorące promienie słońca rozgrzewają jej skórę. Sylvain uniósł brwi. – Nie jesteś zrelaksowana. – Wskazał na jej zesztywniałe barki i zaciśnięte pięści. – Tylko pomyśl: pływamy w Morzu Śródziemnym, a ty zachowujesz się tak, jakbyś szła na tortury. Allie wzruszyła ramionami. Udawała nonszalancję, ale w rzeczywistości ledwie mogła uwierzyć, że tu jest razem z nim i robi to, co robi. „Jestem na południu Francji, a Sylvain uczy mnie pływać – pomyślała. – Więc o co chodzi?”
7
Sylvain nadal czekał na odpowiedź, więc ponuro wymamrotała coś o waterboardingu*. Jego usta drgnęły z rozbawieniem. – Daj spokój, to łatwe – powiedział. – Po prostu usiądź. Jako że w pobliżu nie było absolutnie niczego, na czym mogłaby usiąść, Allie podejrzliwie zmrużyła oczy. – Mam usiąść? Pokazał jej jak, opuszczając się do wody, która zdawała się go unosić i podtrzymywać. Wyglądało to tak, jakby odpoczywał na niewidzialnym krześle. Potem się odchylił i lekki jak piórko zakołysał na powierzchni. – Widzisz? To łatwe. Allie z wahaniem opuściła ciało do wody, tak samo jak on, jednak w chwili, gdy oderwała stopy od dna, zaczęła się zanurzać jak kamień. Rozpaczliwie machała rękami i w końcu udało się jej utrzymać na powierzchni. Wściekła, odwróciła się do Sylvaina. – Nie umiem siedzieć na wodzie – oznajmiła ze złością, prychając. Sylvain próbował posłać jej współczujące spojrzenie, ale jego oczy błyszczały, a usta rozciągnęły się w uśmiechu. – To bardzo… niefortunne. – Niefortunne? – Słona woda najwyraźniej pozbawiła Allie umiejętności sklecenia pełnego zdania. – Spróbuj jeszcze raz. – Stanął bliżej. – Teraz będę cię podtrzymywał. – O nie! – Allie miała już dość pływania jak na jeden dzień, więc szybko się odsunęła. – O tak! – Sylvain ruszył za nią ze śmiechem. * Waterboarding – tortura polegająca na polewaniu wodą skrępowanego i przywiązanego do ławki więźnia, zabroniona przez prawo międzynarodowe (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).
8
Próbowała biec do brzegu, ale piasek i woda zmówiły się, aby ją spowolnić. Już po chwili dłonie Sylvaina znalazły się na jej talii. Pociągnął ją do tyłu, gdy młóciła rękami i chichotała w bezradnej złości. – Nie umiem pływać. Nie każ mi się uczyć – poprosiła. – Nienawidzę się uczyć. Nauka jest głupia. Nauka jest zła. – Nauka jest cudowna – odparł ze spokojem. Teraz płynął obok niej, a jej stopy nie dotykały dna. Nadal obejmował ją dłońmi w pasie i Allie kołysała się na wodzie, choć nie była pewna, jak właściwie do tego doszło. Unosząc się na powierzchni jak korek, Sylvain zatoczył koło. Obracał Allie powoli, gdy leżała na plecach, wpatrzona w niczym niezmącony błękit nieba. – Widzisz? Wiedziałem, że sobie poradzisz. – Przecież mnie podtrzymujesz – zauważyła. – Wcale nie. Rzeczywiście jej nie trzymał. W którymś momencie musiał ją puścić i teraz unosiła się na wodzie zupełnie sama. – Nie wierzę – wyszeptała. Tak jednak było. Nie tonęła ani się nie krztusiła. Woda asekurowała ją niczym delikatne dłonie i Allie czuła się bezpieczna. Na moment zamknęła oczy. W ciszy i spokoju słyszała jedynie chlupot fal na piasku i szmer cofającego się morza. Było… idealnie. Wtedy pierwszy strzał przeszył powietrze.
Odgłos wystrzału zmącił spokój zatoczki. Allie wstrząsnął dreszcz i natychmiast poszła na dno. Zanim jednak zatonęła, Sylvain chwycił ją i przyciągnął do siebie, jednocześnie uważnie przyglądając się brzegowi.
9
Przywarła do ramion chłopaka i podążyła za jego spojrzeniem. Pozornie wszystko było takie jak przed chwilą: miękki piach, wysokie głazy, błękitne morze, jednak nie wyglądało już tak niewinnie. Zapłonęła irracjonalnym gniewem. Odkąd miesiąc temu znalazła się u rodziny Sylvaina, po raz pierwszy zdołali wyrwać się z terenu posiadłości, a teraz prawdopodobnie nikt im więcej na to nie pozwoli. Czy tak właśnie miało wyglądać całe jej życie? Nieustannie w biegu? W nieustannym strachu. Pomyślała o Rachel, którą zostawiła nad basenem w willi rodziny Sylvaina. Czy i ją zaatakowano? Musieli się stąd wydostać i wrócić do niej. W duchu modliła się o jej bezpieczeństwo. Trzymając Allie mocno, Sylvain płynął do znajdującego się na uboczu kamiennego molo, które sięgało w głąb morza. Allie czuła się jak zbędny balast, dlatego starała się sprawiać wrażenie jak najmniejszej i najlżejszej. Na szczęście Sylvain był znakomitym pływakiem, więc poruszał się szybko i pewnie. Przez cały czas nie spuszczali wzroku z brzegu, jednak nic tam nawet nie drgnęło. Nagle rozległ się drugi strzał. Gdy tylko huk odbił się echem od skał, Allie i Sylvain wymienili zaszokowane spojrzenia. Oboje dobrze wiedzieli, że nie powinni się odzywać. Sylvain bez słowa przełożył Allie pod drugie ramię, odgradzając ją własnym ciałem od brzegu, który nagle stał się śmiertelnie niebezpieczny. Woda wydawała się teraz zimniejsza. Allie zaczęła szczękać zębami. Broń palna? W Anglii mieli do czynienia z niebezpieczeństwem, jednak innego rodzaju. Było oczywiste, że nie da się prześcignąć kuli – ani na lądzie, ani w wodzie.
10
Przez trzy miesiące Allie i Rachel przenosiły się z jednej kryjówki do drugiej. Każdy nowy dom był jeszcze elegantszy od poprzedniego, każdy bardziej odizolowany, każdy bardziej odludny. Kilka tygodni temu pojawiły się we Francji, gdzie powitał je Sylvain. Poczuły się, jakby otrzymały namiastkę domu rodzinnego. Tak naprawdę całkiem dobrze się bawili… Aż do teraz. Powinna się była domyślić, że to długo nie potrwa. Po dotarciu do kamiennego molo Sylvain natychmiast skierował się do ukrytego zagłębienia, gdzie głazy osłaniały ich ze wszystkich stron niczym dom bez dachu. Zdenerwowani przykucnęli za skałami i w tym bezpiecznym schronieniu A llie odważyła się wyszeptać: – Co?… – Nie wiem. – Głos Sylvaina był pełen napięcia. Mięsień na jego szczęce drżał. – Ale się dowiem. Strach trawił żołądek Allie niczym kwas. Najwyraźniej było to po niej widać, bo Sylvain chwycił ją za ramiona. Jego dłonie nie drżały, spojrzenie domagało się posłuszeństwa. – Zostań tutaj. – Chociaż szeptał, jego słowa zdawały się odbijać echem od kamieni. – Proszę cię, Allie. Sprawdzę, co się dzieje, i od razu wrócę. Obiecuję. Allie niemal zatrzęsła się z frustracji. Powinna mu towarzyszyć, przecież była wyszkolona. Nie umiała jednak pływać. Gdyby się uparła, żeby oboje opuścili kryjówkę, prawdopodobnie ściągnęłaby na nich jeszcze większe niebezpieczeństwo. Wpatrywała się w niego uważnie. – Bądź ostrożny – poprosiła. Przez chwilę wydawało się jej, że Sylvain chce coś powiedzieć, jednak tylko przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
11
Jego skóra była mokra i zimna. Potem prześliznął się między kamieniami, zanurzył i znikł, pozostawiając po sobie ledwie widoczną zmarszczkę na wodzie. Gdy znalazł się poza zasięgiem wzroku Allie, natychmiast zapragnęła, żeby już wrócił. Czuła ból w piersi, więc mocno objęła się rękami. To przez nią ludziom wciąż działa się krzywda. Najpierw Ruth, potem Jo, następnie Rachel. Gdyby Nathaniel teraz dorwał Sylvaina… Rozległy się trzy strzały, jeden po drugim, a Allie jęknęła i się skuliła. Zabłąkana kula odbiła się od czegoś rykoszetem i przenikliwie zaświstała. Allie chwyciła kamień przed sobą, wciskając paznokcie w szczelinę czarnej skały. Pąkle pod opuszkami jej palców przypominały ostrza żyletek, ale z radością powitała ból, gdyż dzięki niemu mogła się skupić. Czas mijał, a Sylvain nie wracał. Było jej coraz trudniej oddychać i w końcu doszła do wniosku, że nie powinna tu dłużej tkwić. Przecież Sylvain mógł być ranny i potrzebować jej pomocy. Długo się ukrywała, rozdarta między chęcią pośpieszenia mu z pomocą a spełnienia jego prośby. Liczyła oddechy. „Pięćdziesiąt trzy wdechy. Pięćdziesiąt cztery. Pięćdziesiąt pięć…” Powinien już wrócić. W końcu nie była w stanie dłużej wytrzymać. Nie umiała pływać, ale przecież mogła brodzić… Albo iść. Wszystko jedno. Wyprostowała się gwałtownie i w tej samej chwili z wody wyłonił się Sylvain. Allie omal nie rozpłakała się z ulgi. Na jej widok napięcie częściowo zniknęło z jego twarzy i chłopak szybko schował się za skałami.
12
– Byłem pewien, że cię tu nie zastanę – oznajmił. – Przecież nie umiem pływać, cholera – burknęła z bezsilnej frustracji Allie i z trudem zmusiła się do szeptu. – Co się dzieje? Wyraz jego twarzy znowu się zmienił, teraz stał się rzeczowy. – Jest ich dwóch. Nasi ochroniarze chwilowo nie pozwalają podejść im zbyt blisko, ale pomagierzy tamtych mogą być w drodze. Musimy się stąd wydostać, i to szybko. – Nie spuszczał z niej wzroku. Jego niebieskie oczy pociemniały z przejęcia. – Trzymaj się mnie, niezależnie od tego, co się wydarzy, dobrze? Allie nie miała najmniejszego zamiaru ani na sekundę ponownie się z nim rozstawać. – Obiecuję. – Energicznie pokiwała głową. Wziął ją za rękę i się pochylił, gdy opuszczali kryjówkę, by zanurzyć się w chłodnym morzu. Strach wyostrzył zmysły Allie. Wydawało się jej, że co chwila dostrzega w wodzie coś, co się porusza i muska jej skórę. Podobnie jak wcześniej, Sylvain trzymał ją blisko siebie i silnie uderzając nogami, pruł przez fale. Zamiast jednak kierować się ku brzegowi, oddalał się od niego. Powoli dopłynęli pod prąd do końca molo, a potem je okrążyli, żeby przedostać się na drugą stronę. Nie zastali tu pięknej plaży. Fale i wiatr smagały nieosłonięty brzeg, porośnięty potężnymi krzewami i chwastami. Gdzieś daleko Allie usłyszała krzyki. Sylvain objął ją mocniej i zaciskając zęby, zaczął energiczniej pracować nogami. Woda popychała ich, więc szybko płynęli do brzegu. Po dotarciu na płyciznę natychmiast stanęli na dnie i pobiegli przed siebie. Sylvain ściskał dłoń Allie, gdy chwiejnym krokiem starali się dotrzeć do brzegu, walcząc z falami, które ich podcinały, jakby pragnęły ich zatrzymać.
13
Po dotarciu do skupiska osłaniających zatoczkę głazów przystanęli, aby złapać oddech. Nieustępliwe słońce rozjaśniało okolicę, spowijając wszystko złocistą mgiełką. Ze skały Allie widziała samochody terenowe ochroniarzy, a w oddali dostrzegła jasnoczerwoną plamę – motocykl Sylvaina. Nagle znowu usłyszała czyjeś głosy, nieznani napastnicy wykrzykiwali coś po francusku. Allie nikogo nie widziała – ochroniarze najwyraźniej ukryli się za skałami. – Cii… – Nasłuchując, Sylvain uniósł rękę, a potem odwrócił się do Allie i spojrzał na nią naglącym wzrokiem. – Idą. Przygotuj się. Rozległo się dudnienie kroków na ubitym piasku i następne krzyki. Ktoś ponownie strzelił. – Teraz. – Sylvain pociągnął ją za rękę. Zerwali się z miejsca i popędzili przez plażę. Suche, cierniste krzewy drapały Allie po nogach, ostre muszle wbijały się w jej bose stopy, ale je ignorowała, zmuszając się do jeszcze szybszego biegu. Słońce sprawiało, że piasek oślepiał bielą, oddech palił ją w gardle. Motocykl przed nimi lśnił niczym ostrzegawcze światło. „Czerwone. Stój. Niebezpieczeństwo”. Znaleźli się na miejscu. Sylvain wskoczył na motocykl i pomógł Allie usiąść z tyłu. Za ich plecami rozległy się krzyki. Sylvain rzucił kaski na ziemię – nie było na to czasu. Oboje wiedzieli, co się wydarzy, kiedy Sylvain przekręci kluczyk, który rozgrzał się w stacyjce, gdzie go zostawił. Wszyscy napastnicy się zbiegną, uzbrojeni po zęby. Odwrócił się, żeby spojrzeć na Allie. Jego przenikliwe niebieskie oczy były surowe i pełne determinacji. – Trzymaj się – powiedział.
2
Przeraźliwy ryk silnika motocykla zagłuszył inne dźwięki. Ktoś mógłby do nich strzelać i nawet by tego nie usłyszeli. Allie mocno objęła Sylvaina w pasie. Jego skóra wydawała się bardzo ciepła, wręcz rozpalona. Dodał gazu i motocykl śmignął po gruntowej drodze jak wystrzelony z armaty. Poruszał się pod nimi niczym żywe stworzenie i chociaż Allie przywierała całym ciałem do Sylvaina, z trudem udawało się jej utrzymać równowagę. Siła pędu sprawiła, że zacisnęła zęby. Miała wrażenie, że grawitacja próbuje ich rozdzielić. Mięśnie Sylvaina napięły się od wysiłku potrzebnego do opanowania motoru i jazdy po prostej linii. Na wybois tej dróżce rzucało nimi tak gwałtownie, że Allie szczękała zębami. Nagle pojawiło się przed nimi skrzyżowanie z zatłoczoną o tej popołudniowej porze asfaltową drogą – musieliby zwolnić, żeby na nią wjechać. Skulona za Sylvainem Allie odwróciła się, aby spojrzeć przez ramię. W oddali dostrzegła jadące za nimi ciemne auto.
15
Było daleko, ale nabierało prędkości. Dogoniłoby ich, gdyby Sylvain zahamował przed szosą. Mimo że zbliżali się do ruchliwej trasy, nadal nie wcisnął hamulca. Allie uświadomiła sobie z przerażającą jasnością, że wcale nie zamierzał tego robić. Postanowił wjechać na zatłoczoną drogę z pełną prędkością. Nie było czasu na reakcję, na protesty ani perswazję. Zacis kając powieki, złapała mocniej Sylvaina i przytuliła twarz do jego nagich pleców. Wjechali na skrzyżowanie, blokując drogę niewielkiemu samochodowi, który gwałtownie zahamował, by na nich nie wpaść. Opony zapiszczały na asfalcie, kiedy motocykl raptownie skręcał. Ostry zapach palonej gumy wypełnił powietrze. Właśnie wtedy Sylvain stracił panowanie nad kierownicą. Motocykl zakołysał się dziko i mocno przechylił na bok. Allie wrzasnęła, odwróciła głowę i w tej samej chwili zobaczyła załadowaną po brzegi ciężarówkę, której kierowca wcisnął hamulec, aby uniknąć zderzenia. Pojazd zjechał na gruntowe pobocze, wzbijając ciemną chmurę pyłu i kurzu. Klnąc po francusku, Sylvain próbował wyprostować kołyszący się gwałtownie motocykl. Allie wiedziała, że przy prędkości, z którą jechali, bez kasków i odzieży ochronnej najprawdopodobniej zginęliby, gdyby doszło do wypadku. Nie mogła jednak nic zrobić poza przytuleniem się do Sylvaina. Wstrzymując oddech, przywarła do niego jeszcze mocniej. W tym samym momencie Sylvain równie nagle, jak stracił kontrolę nad pojazdem, zdołał ją odzyskać. Motocykl wyrównał, a chłopak dodał gazu i wyrwali przed siebie. Allie oparła podbródek na jego ramieniu, wzdychając z ulgą. Miała trudności z oddychaniem i nie była pewna, czy czuje dudnienie swojego serca, czy też serca Sylvaina. Jego nagie ramiona pokryły się delikatnymi kropelkami potu.
16
– W porządku? – Odwrócił się do niej. Żadne słowa nie zdołałyby oddać jej emocji, więc Allie tylko skinęła głową. Gdy nabierali prędkości, Sylvain pochylił się nisko nad kierownicą. Morze wydawało się błękitną plamą po jednej stronie drogi. Po drugiej mijali pola, które wyglądały jak namalowane złocistą, zieloną i lawendową akwarelą. Teraz jechał płynnie, bez wahania i lęku wyprzedzając samochody. Nie wiedziała, jak szybko jadą, ale odnosiła wrażenie, że sporo ponad sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę. Zastanawiała się, jak to możliwe, że Sylvain cokolwiek widzi – wiatr niemal wypalał jej oczy i zmieniał wilgotne włosy w broń, którą chłostał ją po twarzy i nagiej skórze ramion. Ruch na drodze jeszcze się zagęścił i musieli zwolnić. Sylvain próbował zmienić pas, żeby zjechać z drogi, ale na próżno. Było lato i na Riwierze Francuskiej nie dało się uniknąć korków. Mimo to Allie powtarzała sobie, że przynajmniej uciekli przed uzbrojonymi napastnikami i już niemal dotarli do domu. Powoli zaczynała się odprężać, kiedy czarne bmw skręciło na ich pas i jechało tak blisko za nimi, że niemal dotykało tylnej opony motocykla. Nie miała pojęcia, skąd się tam wzięło. Po prostu nagle się pojawiło, a jego potężny silnik wył donośnie. Przyciemnione okna, za którymi skrywała się twarz kierowcy, sprawiały, że auto wydawało się obojętne i złowieszcze niczym robot. Allie poczuła, jak ciało Sylvaina się napina, gdy spojrzał w lusterko wsteczne. – To jeden z naszych!? – wrzasnęła. Wiatr prawie zagłuszył jej słowa. Sylvain ledwie dostrzegalnie pokręcił głową, a Allie ścisnęło się serce. A więc to był jeden z napastników.
17
Wiedziała, czego może się spodziewać, tym razem Sylvain nie musiał jej ostrzegać. Objęła go mocniej, przygotowując się na to, co miało nastąpić. Sylvain zjechał na przeciwległy pas ruchu. Samochody przed nimi rozpraszały się jak w grze komputerowej. Nierówne trąbienie przypominało wściekły chór, ale Sylvain je zignorował i przyśpieszył. Silnik ciemnego samochodu z tyłu zawył, jakby ktoś go rozjuszył. Zaraz potem usłyszeli pisk opon i huk zderzenia. Nadal przytulona do Sylvaina Allie odwróciła się i ujrzała, jak bmw spycha mniejszy samochód z drogi, prosto w krzaki, a potem gwałtownie przyśpiesza i gna prosto ku nim. – Sylvain! Usłyszał niepokój w jej głosie, rzucił okiem za siebie i klnąc, skręcił gwałtownie w prawo, na wąskie, nieutwardzone pobocze. Kamyki wystrzeliwały spod opon niczym kule, gdy przez prawie kilometr mknęli po nierównym gruncie, mijając samochody tak, jakby stały nieruchomo. W końcu skręcili w boczną drogę. Szczęśliwym trafem porośnięta po obu stronach drzewami dróżka była niemal pusta. Sylvain przyśpieszył, biorąc zakręty z niewiarygodną prędkością. Allie wiedziała, że powinna się bać, ale zdążyła się już przekonać, ile potrafił, i wierzyła, że utrzyma ją przy życiu. Nieustannie oglądała się za siebie, wypatrując czarnego samochodu, ale się nie pojawił. Wkrótce wyrosła przed nimi potężna metalowa brama, przed którą czuwały dwa znajome, ciemne auta terenowe. Brama zaczęła się otwierać. Popołudniowe słońce wpadające między czarnymi prętami było tak białe i czyste, że wyglądała jak niebiańskie wrota.
18
Otwór między skrzydłami wydawał się zbyt wąski, by zmieścił się w nim motor, ale Sylvain najwyraźniej uważał inaczej. Skierował się prosto ku niemu. Allie zacisnęła ręce na talii chłopaka i półgłosem zaczęła się modlić. Przemknęli przez otwór w bramie, niemal ocierając się o metal, i wjechali ślizgiem na elegancki podjazd między rzędami kwiatów. Sylvain wcisnął hamulec, aby nie zderzyć się z domem. Zatrzymali się gwałtownie, Allie poleciała do przodu i przywarła do pleców Sylvaina, a następnie równie gwałtownie opadła na twarde siodełko. Sylvain wyłączył silnik. Cisza, która zapadła, była wstrząsająca. Zakołysał nogami, sprawnie zeskoczył z motoru i wyciągnął rękę ku Allie. – Brama nadal jest otwarta – zauważył. – Jesteśmy na widoku. Musimy się schować. Chciała tak zrobić, ale nie mogła się ruszyć. Miała kolana jak z gumy, żołądek podchodził jej do gardła. Czy kiedykolwiek byli tak bliscy śmierci? – Nie jestem pewna, czy nogi mnie utrzymają – przyznała. Na jego twarzy pojawił się miły uśmiech. Sylvain oparł się od niechcenia na kierownicy. – Szybko jechaliśmy, prawda? Trenowałem z mistrzem motocrossowym. To był warunek ojca, jeśli chciałem dostać motor. Allie ogarnęło absurdalne rozbawienie. Jak mógł być tak odprężony, skoro przed chwilą omal nie zginęli? Przerzuciła nogę przez siedzenie i również zeskoczyła, po czym oboje wbiegli po schodach do domu. – To dobrze, że twój ojciec się uparł – jej głos lekko drżał. – Cieszę się, że żyję.
3
Najdziwniejsze było to, że dzień zaczął się bardzo obiecująco. Słońce mocno świeciło, a niebo przypominało taflę błękitnego szkła. Następnego dnia przypadały urodziny Allie, która wraz z Rachel zaplanowała pracowite opalanie. Rachel, rzecz jasna, opalała się z podręcznikiem do chemii, gdyż nie robiła niczego bez podręczników. Zamierzała dostać się na Oksford, a potem studiować medycynę i nic nie mogło jej powstrzymać – nawet atak Nathaniela, atak, który spustoszył szkołę i w którym obie dziewczyny odniosły rany. Odkąd w zimną marcową noc opuściły Cimmerię, uczyły się w trybie indywidualnym i po kilku miesiącach zaczęło im to całkiem nieźle wychodzić. Gdy tamtego popołudnia siedziały nad basenem, Allie próbowała skupić się na historii, jednak nie za bardzo jej to wychodziło. Mimo że był dopiero czerwiec, panowały tu letnie upały, więc bezustannie wynajdywała preteksty do porzucenia podręcznika.
21
„Naprawdę powinnam się uczyć na dzień przed własnymi urodzinami? – zapytała samą siebie, kładąc się z powrotem na leżaku. – Czy to trochę nie przypomina nauki w Wigilię?” Nad jej głową morski ptak leniwie zataczał kółka. Ani razu nie poruszył skrzydłami, jedynie szybował. Niebo było idealnie czyste, bez jednej chmurki. Allie zerknęła na zatopioną w nauce Rachel, która siedziała w cieniu wielkiego parasola. Blizny pozostawione przez Gabe’a były już na szczęście niemal niedostrzegalne. Kto wie, może w końcu całkiem znikną. Koszmary Rachel ustały dopiero wiele tygodni po tym, jak opuściła Akademię Cimmeria. Nie była jedyną osobą, której się śniły. Allie dotknęła długiej, cienkiej blizny na ramieniu. Nadal była twarda i wciąż bolała. Przypominała Allie o tym, przez co przeszła i od czego uciekała. Dopiero po przyjeździe do posiadłości obie poczuły się bezpieczne. Nie wiedziały nawet, czyj to dom, gdy po krótkiej podróży prywatnym odrzutowcem przybyły tu w konwoju samochodów terenowych. Ciężka czarna brama otworzyła się wprost na imponującą willę, która zdawała się wchłaniać promienie słońca w swoje złociste mury. Gęste amarantowe bugenwille otulały ją niczym jaskrawy koc. Budynek był piękny, ale poza tym nie wyróżniał się niczym szczególnym. Czekały w upale, aż kierowca wyładuje bagaże, kiedy drzwi frontowe nagle się otworzyły i stanął w nich Sylvain, z uśmiechem, który skojarzył się im z Cimmerią. Z domem. Allie bez zastanowienia wbiegła po schodach i rzuciła się w ramiona przyjaciela, a on tylko się zaśmiał i przyciągnął ją do siebie, jakby przytulali się każdego dnia.
22
– Mój Boże – wyszeptał w jej włosy. – Ale za tobą tęsk niłem. Później, gdy je oprowadzał, wyjaśnił im, że są w letnim domu jego rodziców. Poza przepastną główną willą na terenie posiadłości znajdowało się kilka innych budynków, dzięki czemu nie brakowało tu miejsca dla ochroniarzy i personelu. Wysokie mury oraz lokalizacja na szczycie wzgórza stanowiły dodatkowe zabezpieczenie. Było to idealne miejsce na kryjówkę i po tygodniu Allie i Rachel doszły do wniosku, że mogłyby tu żyć długo i szczęśliwie. W blasku nieustannie świecącego francuskiego słońca nietrudno im przyszło zapomnieć o pozostawionym w Anglii chaosie. Łatwo było nie przejmować się Nathanielem i nieustanną obecnością ochrony, a także tym, że nigdy nie opuszczały terenu posiadłości. Poza dzisiejszym dniem, kiedy Sylvain pojawił się przy basenie, kusząc je propozycją kilku minut wolności. – Chciałbym wyskoczyć na plażę – oznajmił. – Pojedziecie ze mną? Allie nie wahała się ani przez moment. – Czy to jakiś żart? – zapytała, a gdy z uśmiechem pokręcił głową, zeskoczyła z leżaka. – Chodź, Rach. Musisz z nami jechać. Jednak Rachel od razu ich przegoniła. – Idźcie sobie na plażę, dzieci – powiedziała, zerkając na nich znad okularów przeciwsłonecznych. – Mam sporo nauki. Dlatego Allie i Sylvain udali się na plażę sami. Gdy jechali wiejskimi drogami motocyklem Sylvaina, Allie delektowała się pięknem francuskiego krajobrazu. Bardzo jej się tu podobało. Jedyny problem stanowiło to, że przebywały we Francji już ponad miesiąc – o wiele dłużej niż w jakimkolwiek innym miejscu od opuszczenia Cimmerii.
23