Skip to main content

Odpowiedzialna moda. Guilt-free przewodnik po slow fashion

Page 1

SKA

AJĄCZKOW Z A N Y Z R A KAT

ODPOWIEDZIALNA

MODA

GUILT-FREE

PRZEWODN

IK PO SLOW FASHION


SKA

AJĄCZKOW Z A N Y Z R A KAT

ODPOWIEDZIALNA

MODA

GUILT-FREE

PRZEWODN

KRAKÓW 2022

IK PO SLOW FASHION


Copyright © by Katarzyna Zajączkowska-Fajto

Ilustracje s. 144, 180, 260, 270, 277 – © Elena Ciuprina

Projekt okładki Katarzyna Bućko

Redaktorka inicjująca Eliza Kasprzak-Kozikowska

Fotografie na okładce Moda: © Yevhen | Adobe Stock

Redaktorka prowadząca

Krosno: © honglouwawa | Istock

Agnieszka Narębska

Kobieta: © taylor deas melesh | Unsplash Wieszaki: © andrej lisakov | Unsplash Ubrania: © annie spratt | Unsplash Rzeka: © mario alvarez | Unsplash Lewe skrzydło Wiatraki: © appolinary kalashnikova | Unsplash Kobieta z gazetą: © toa heftiba | Unsplash Strajk: © lewis parsons | Unsplash Prawe skrzydło Kolaż: © Yevhen | Adobe Stock Spodnie: © vanessa serpas | Unspash Tło: © averie woodard | Unspash

Redakcja Magdalena Świerczek-Gryboś Adiustacja Aleksandra Kleczka Korekta Anastazja Oleśkiewicz Magdalena Wołoszyn-Cępa | Obłędnie Bezbłędnie Projekt typograficzny i łamanie Magdalena Suchy-Polańska

Fotografia autorki na skrzydle © Tomasz Fajto ISBN 978-83-240-8306-0 Fotografia autorki w książce na s. 8 © Robert Cieślik

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach:

Fotografie rozmówczyń

www.wydawnictwoznak.pl

Grażyny Latos: © Karolina Kaja Gołuchowska

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Marty Niedźwieckiej: © Weronika Ławniczak

ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Karoliny Sulej: © Mateusz Kubik

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Kolaże s. 12, 14, 56, 73, 92, 129, 130, 132, 159, 168, 176, 218, 284 – © Katarzyna Zajączkowska

Wydanie I, Kraków 2022 Druk: Wydawnictwo Jedność


EKOLOGIA I MODA Skoro moda ma moc dewastacji przyrody i generowania nadużyć, naprawianie jej to poniekąd naprawianie świata. To odbudowa zdrowej relacji z ubraniem i z naturą. Modę trzeba potraktować serio. Od ubrań nie możemy już wymagać tylko tego, by były tanie i wywoływały efekt wow. Zasoby się kończą, a stare metody się nie sprawdzają, są nieaktualne i szkodliwe, choć nadal nie wszyscy o tym wiedzą i nie wszyscy chcą się dowiedzieć, za to wielu chce dalej prowadzić modowy biznes jak zwykle. Niezbędna jest zmiana w branży, jak i w naszych konsumenckich zachowaniach. Raport McKinsey podkreśla znaczenie cyrkularnych modeli biznesowych opartych na wynajmie odzieży, odsprzedaży, naprawie i renowacji oraz zmniejszeniu częstotliwości prania 25 i suszenia . Kluczowe są ograniczenie nadprodukcji, wybór lepszych materiałów i dekarbonizacja produkcji oraz wzrost recyklingu w celu zmniejszenia ilości odpadów na składowiskach. Brzmi sensownie, ale zatrzymanie katastrofy klimatycznej nie dla wszystkich jest priorytetem. Globalny system fast fashion oddzielił grubą kreską rynek zbytu mody od miejsca produkcji. Genialne posunięcie, bo sieciówki importują w ten sposób miliardy tanich ubrań, ale wszelkie związane z tym problemy zostawiają na miejscu. Pisze o tym Marek Rabij w książce Życie na miarę, przyglądając się zasadom gry panującym w branży odzieżowej w Bangladeszu. Razem z opłaconą przez modowe marki fakturą znikają wszystkie brzydkie tematy, cały środowiskowy i społeczny koszt taniej mody. Do sklepów i naszej świadomości trafiać mają tylko piękne zdjęcia ubrań. W zamożnej Europie nikomu nie uszłoby płazem regularne wylewanie do Tamizy, Renu czy Sekwany hektolitrów toksycznej kolorowej mieszanki. Tymczasem w Kanpurze – indyjskiej stolicy przemysłu skórzanego – do Gangesu trafia 26 codziennie około 50 milionów litrów śmiertelnie trujących ścieków .

71

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


Na brzegu bawią się dzieci, woda z rzeki wykorzystywana jest do mycia i gotowania. Nawadnia też okoliczne ziemie, na których uprawia się żywność. Całe rodziny chorują, ale nie mają za co się leczyć. To nie tylko żółtaczka, alergie i choroby skóry, ale także nowotwory i choroby genetyczne. Dokument The True Cost ukazuje między innymi upośledzone fizycznie i umysłowo dzieci, które zawiniły tylko tym, że urodziły się po niewłaściwej stronie globu. Ich zdrowie i życie nie zostały wkalkulowane w cenę skórzanych butów, które importuje się z Indii za grosze. Ta święta dla Hindusów rzeka przynosząca im choroby i cierpienie jest smutną ilustracją katastrofalnych skutków biznesu fast fashion. Niestety niejedyną. W filmie dokumentalnym RiverBlue (reż. Roger Williams, David McIlvride) widzimy wiele innych rzek zamienionych w niebezpieczne, pozbawione życia ścieki. Nie powinno nas to dziwić, skoro autorzy filmu podają, że jedna tylko duża marka modowa 27 zużywa rocznie 106 bilionów litrów świeżej wody . Woda jest nazywana jedną z ofiar mody – prawdziwą fashion victim. Według Banku Światowego 20 procent zanieczyszczenia wody na świecie jest spowodowane przetwarzaniem tekstyliów (farbowaniem i obróbką), co czyni branżę mody drugim największym truci28 cielem zasobów słodkiej wody na świecie . Około 14,4 procent całkowitego śladu wodnego odzieży wiąże się z produkcją. Szacuje się, że około 8 tysięcy syntetycznych chemikaliów jest używanych na całym świecie do przekształcania surowców w tekstylia. Wiele tych toksycz29 nych substancji jest uwalnianych do źródeł słodkiej wody . Tymczasem woda to po prostu życie, a jej zasoby drastycznie się kurczą. Już w siedemnastu krajach świata, borykających się z wyjątkowo wysokim niedoborem wody, sytuacja staje się tragiczna. Rolnictwo, przemysł i gminy zużywają tam do 80 procent dostępnej wody. Nawet małe okresy suszy, które będą się nasilać z powodu kryzysu klimatycznego, mogą prowadzić do konfliktów i masowych migracji. Betsy Otto, globalna dyrektorka do spraw wody w Światowym Instytucie Zasobów (World Resources Institute, wri), twierdzi, że stoimy

72

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


w obliczu globalnego kryzysu wodnego. Nasze populacje i gospodarki rosną i wymagają coraz więcej wody. Ale jej dostawy są zagrożone 30 przez zmiany klimatyczne, marnotrawstwo i zanieczyszczenie . Co gorsza: w branży mody działają firmy, które łamią podstawowe prawo człowieka do czystej wody. Przykładem może być indyjski producent wiskozy należący do Aditya Birla Group – konglomeratu z Indii wycenianego na 40 miliardów dolarów. Firma zaopatruje w wiskozę największe globalne marki, takie jak Inditex, h&m czy Asos. Twórcy filmu dokumentalnego Fast Fashion – prawdziwa cena tanich ubrań (reż. Gilles Bovon, Edouard Perrin) najpierw odwiedzają przedstawicieli Birla Group na targach, gdzie producent podkreśla naturalne pochodzenie wiskozy i reklamuje się sloganem from forest to fashion (ang. z lasu do mody), by następnie pokazać mniej zieloną rzeczywistość. Aby drewno zamieniło się w materiał, potrzeba wielu chemikaliów. W tym wysoce toksycznego rozpuszczalnika – disiarczku węgla (cs₂). Dodaje się go do miazgi drzewnej zanurzonej w kwasie. Dochodzi wtedy do uwolnienia toksyny w powietrze – wprost na pracowników. Doktor Paul Blanc wylicza w filmie schorzenia powiązane z cs₂: między innymi choroby naczyniowe, bezpłodność i choroby oczu. Miasto Nagda w Indiach to siedziba grupy Birla od 1956 roku. Zatrudnia około 5 tysięcy pracowników. To właściwie miasto w mieście i co wyjątkowe – z własnym firmowym szpitalem. Niezwykła szlachetność pracodawcy? Niekoniecznie. W ukrytej placówce, z dala od wścibskich dziennikarzy, leczy się najcięższe przypadki zatrucia toksycznymi chemikaliami wśród pracowników i pracownic. Występujący w filmie lekarz, który przepracował w tym szpitalu czterdzieści lat, mówi, że dzięki temu nie ma dokumentacji, która wskazywałaby na związek chorób z wykonywaną pracą. Na tym jednak nie koniec. Fabryka mieści się nad rzeką Chambal. Jedną z dwudziestu wiosek usytuowanych poniżej, wzdłuż rzeki, jest Parmarkhedi. Jej mieszkańcy od lat cierpią na te same choroby, choć brakuje oficjalnych statystyk. Widok całych rodzin, w tym dzieci, dotkniętych chorobą jest poruszający. Paraliż, problemy ze stawami, utrata mowy… Lekarze, którzy na

74

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


polecenie władz odwiedzają wioskę po raz pierwszy po dekadach działania fabryki, odnotowują dwieście dziewięcioro chorych, których dolegliwości można powiązać z zanieczyszczeniem wody. Wioska nie ma dostępu do bieżącej wody, bo rzekę zanieczyszczają ścieki z fabryki. Mieszkańcy piją jednak wodę ze studni, zasilanych przez rzekę Chambal, i nawadniają nią pola. Albo czekają na cysterny sponsorowane przez wiskozowego potentata. Od 2018 roku wodę pitną okolicznym wioskom dostarcza Birla – 90 litrów na rodzinę. To jedyne, co firma oferuje mieszkańcom w zamian za ich rzekę. Niestety nie zobaczymy tego na metce wiskozowej sukienki za 79 złotych. Ani na billboardach czy telebimach wokół galerii handlowych (choć marzy mi się taka akcja!). To przecież tak daleko. Po co wchodzić w szczegóły, podobno liczy się co innego, tu i teraz. Klienci w zamożnych krajach dostają inne obrazki. Pięknie opakowane reklamowe historie o ubraniach niosących szczęście. Coraz częściej modowe marki sięgają też po greenwashing, zieloną ściemę, która ma nas przekonać, że temat ekologii jest dla nich superważny, więc możemy nadal kupować bez wyrzutów sumienia. Na stronie Birli jest zakładka o zrównoważeniu, druga o społecznej odpowiedzialności biznesu, a wśród nich informacja o nagrodzie 31 dla „najbardziej zrównoważonej azjatyckiej marki” . Deklaracje producenta mocno kontrastują z wnioskami z raportów fundacji The Changing Markets, podkreślającymi konieczność wprowadzenia zmian 32 w procesie produkcji przez największych wiskozowych gigantów . Ich kampania „Dirty Fashion” kładzie nacisk na wpływ „brudnej” produkcji wiskozy na środowisko i społeczeństwo oraz rzuca światło na globalne łańcuchy dostaw. Choć naciski przynoszą pierwsze efekty, przed nami jeszcze długa droga. Czasem wolimy wierzyć, że nie jest tak źle. Że powstanie technologia, która wszystko załatwi. Jak Zielona Maszyna 33 h&m (Green Machine), która ma wspierać obieg zamknięty. Służy ona do recyklingu i oddziela od siebie mieszanki bawełny i poliestru, bez utraty jakości i na skalę przemysłową. Wykorzystuje ciepło, wodę i tylko 5 procent biodegradowalnych chemikaliów. h&m zapewnia, że

75

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


Green Machine to prawdziwa rewolucja, choć jak dotąd wydała na świat dopiero szarą bluzę z kapturem i dopasowane spodnie dresowe. Są to bez wątpienia bardzo potrzebne inicjatywy, które wskazują kierunek branży. Dobrze też robią wizerunkowi marki. Miło się czyta, że Grupa h&m do 2030 roku chce używać wyłącznie materiałów pochodzących z recyklingu lub tych pozyskiwanych w sposób zrównoważony. Jeszcze przyjemniej, że w 2040 roku chce być w pełni cyrkularna i sprzyjać klimatowi. Dlaczego więc jestem taka nieufna? Może dlatego, że wszystkie raporty csr przypominają wakacyjne broszurki biur podróży. Beztroski świat naszych marzeń i snów. Tymczasem tu i teraz h&m nadal produkuje 3 miliardy ubrań rocznie i wszystkie ekologiczne inicjatywy wydają się przy tym kroplą w morzu 34 potrzeb . Nie ufam korporacjom. Zwłaszcza że regularnie wychodzą na światło dzienne ich niemoralne praktyki, jak te stosowane przez Amazon. Śledztwo brytyjskiej telewizji itv ujawniło, że ten światowy gigant e-handlu regularnie niszczy miliony nowych, niesprzedanych 35 produktów . Nie przeszkadza to jednak firmie deklarować publicznie troski o ekologię, a właścicielowi obiecywać miliardów na wsparcie walki z katastrofą klimatyczną. Tymczasem firma, która w 2040 roku chce być „neutralna klimatycznie”, w 2019 roku przyczyniła się do emisji ponad 50 milionów ton co₂, 15 procent więcej niż rok wcześniej. Tym samym Amazon przyczynia się do zmian klimatycznych 36 w stopniu większym niż dwie trzecie krajów świata . Ekologiczna i zrównoważona moda też brzmi jak oksymoron, gdy przyglądamy się z bliska statystykom dotyczącym zanieczyszczeń i dewastacji przyrody, jakich dopuszcza się branża odzieżowa. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie wam polemizować z kimś na ten temat, służę przykładami, które mogą przemówić do wyobraźni. Można zacząć od katastrofy ekologicznej wywołanej ingerencją człowieka w naturę i związanej z modą – Jeziora Aralskiego. Ten wielki zbiornik, nazywany przez swoje zasolenie także Morzem Aralskim, o powierzchni około 70 tysięcy kilometrów kwadratowych, był

76

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


położony na pograniczu Uzbekistanu i Kazachstanu. W latach trzydziestych xx wieku władze zsrr zdecydowały, żeby wody z dwóch rzek zasilających jezioro wykorzystać do nawadniania okolicznych plantacji bawełny. Projekt był zupełnie bez sensu i wbrew prawom fizyki. Woda nawet nie docierała do plantacji, lecz parowała i wsiąkała w glebę po drodze. Wkrótce rzeki przestały dopływać do swojego naturalnego ujścia, a Jezioro Aralskie zaczęło gwałtownie wysychać. Nie powstrzymało to jednak radzieckich władz. Najważniejsze były dochody z olbrzymich upraw bawełny na terenie Uzbekistanu. Wyschnięte Jezioro Aralskie jest dziś pustynią o powierzchni 60 tysięcy kilometrów kwadratowych, nazywaną Aral-kum. Pozostałościami po jeziorze są cztery niewielkie akweny, silnie zasolone i zanieczyszczone nawozami oraz środkami ochrony roślin. Okoliczna ludność, zamiast zajmować się rybołówstwem, które dawało utrzymanie setkom tysięcy ludzi, cierpi dziś na astmę, tyfus, białaczkę 37 i gruźlicę – skutki piaskowych burz przenoszących toksyczny pył . Na tym drastycznym przykładzie nie kończy się lista przewinień mody względem natury. Oto kolejne fakty, które mogą znacznie zmniejszyć apetyt na zakupy nowych ubrań, butów i dodatków: — Produkcja tekstyliów zajmuje czwarte miejsce pod względem wykorzystania surowców pierwotnych i wody, ustępując tylko pro38 dukcji żywności, mieszkalnictwu i transportowi . — Wartość przemysłu odzieżowego szacuje się na 1,3 biliona dolarów. W ciągu ostatnich piętnastu lat produkcja odzieży się podwoiła, 39 za sprawą modelu fast fashion . — Przemysł odzieżowy i obuwniczy odpowiada za ponad 8 procent globalnego wpływu na klimat. To więcej niż wszystkie międzynaro40 dowe podróże lotnicze i rejsy morskie razem wzięte . — Całkowita emisja gazów cieplarnianych z produkcji tekstyliów to 41 1,2 miliarda ton rocznie .

77

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


— Według Banku Światowego 20 procent zanieczyszczenia wody na świecie jest spowodowane przetwarzaniem tekstyliów (farbowanie i obróbka), co czyni branżę mody drugim największym trucicie42 lem zasobów słodkiej wody na świecie . — Produkcja tony farbowanego materiału oznacza 200 ton zanie43 czyszczonej wody . — Branża mody niemal w całości oparta jest dziś na nieodnawialnych i wyczerpywalnych surowcach. W wyniku braku recyklingu oraz złego wykorzystania ubrań i odzieżowych odpadów każdego 44 roku tracimy ponad 500 miliardów dolarów . — Jedna czwarta chemikaliów produkowanych na świecie jest 45 wykorzystywana w tekstyliach . — Cząstki plastiku, tak zwane mikrowłókna uwalniane z syntetycznych ubrań i tekstyliów (z poliestrem, nylonem i akrylem w składzie), stanowią do 35 procent pierwotnego plastiku, który zanie46 czyszcza nasze oceany . — Każdego roku do oceanów trafia pół miliona ton mikrowłókien 47 z ubrań, co odpowiada ponad 50 miliardom plastikowych butelek . — Co sekundę na wysypisko śmieci trafia ciężarówka niechcianych 48 ubrań i tekstyliów. Często zupełnie nowych . Warto sobie w tym miejscu uzmysłowić, że przemysł modowy, zarabiający miliardy dolarów na wyzysku ludzi i planety, nie stanie się nagle bardziej zrównoważony tylko dlatego, że będzie używać bawełny orga49 nicznej albo zamieniać niesprzedane ubrania (tak zwany dead stock ) na „zielone” paliwo alternatywne. Spalanie rzeczy wyprodukowanych za jałmużnę w najpodlejszych warunkach nie rozwiązuje problemu.

78

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


Jest to równie nieetyczne jak niedorzeczne. To cynizm wielkich graczy. Gdy kolejne modowe imperium oczekuje braw za kilka ubrań z mniejszym śladem środowiskowym, kojarzy mi się z seryjnym przestępcą. Czy bylibyśmy skłonni go uniewinnić w zamian za obietnicę, że od teraz będzie kraść nieco mniej lub mordować bardziej humanitarnie? Zanim rozstrzygniemy tę kwestię, posłuchajmy historii rodzin indyjskich rolników uprawiających bawełnę, których pogodowe anomalie skazują na głód i powodują masowe samobójstwa. Albo klimatycznych uchodźców z obozów Somalii lub krewnych ofiar katastrofy budowlanej Rana Plaza. Oto prawdziwe fashion victims.

LUDZIE MODY Gdy wpiszemy tę frazę w wyszukiwarkę, Google zaproponuje nam listę najpopularniejszych domów mody, projektantek, stylistek, blogerek lub modelek. „Piękni, sławni i bogaci” ludzie. Uprzywilejowani mieszkańcy rozwiniętych krajów bogatej Północy. Potrafią nas zachwycać, inspirować i ciekawić. Mam w domu całą masę książek o wybitnych i twórczych postaciach mody. Długo myślałam, że tylko oni zasługują na uwagę i zainteresowanie w kontekście mojej pasji. Jednak moda to nie tylko celebrytki i celebryci. Branża zatrudnia ponad 300 milionów osób, jeśli uwzględnimy cały łańcuch dostaw 50 i dystrybucji . Przemysł odzieżowy opiera się zatem na milionach niewidzialnych ludzi, głównie rolników, rolniczek i szwaczek. Nasze ubrania bywają owocem niewolniczej pracy dorosłych, ale także dzieci. Powszechne są wyzysk, niebezpieczne warunki pracy, dyskryminacja i molestowanie kobiet. Jednak pisanie o tym nie napędza sprzedaży, a czytanie nie poprawia humoru.

79

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


Mechanizm fast fashion wie o tym doskonale. Jest wygodny dla firm także dlatego, że zwalnia z odpowiedzialności i pozwala powiedzieć: „To przykre, ale nie mieliśmy o tym pojęcia”. W końcu to nie ich pracownicy nie potrafią utrzymać się z głodowej pensji albo giną w płonących szwalniach. Te szwaczki, oddalone tysiące kilometrów od biur projektowych, mają przecież swojego szefa i swojego pracodawcę. Wielka sieciówka, choćby była jedynym zleceniodawcą i miała fabrykę na wyłączność, nadal może twierdzić, że to ich dostawca/ partner biznesowy, a nie pracownicy. To obcy byt, obca forma prawna, obcy kraj i całkiem obcy ludzie. W ten sposób marka (i konsumenci) to „my”, a dostawcy (i ich pracownicy) to „oni”. A biznes kręci się po staremu. W zaklętym kręgu fast fashion oznacza to, że firmy często nie wiedzą, a raczej wolą nie wiedzieć, kto i w jakich warunkach naprawdę produkuje ich ubrania. Bardzo wygodnie. To my – konsumentki i konsumenci – możemy powiedzieć markom: musicie wiedzieć, bo my chcemy wiedzieć! I zaczynamy to robić. Właśnie temu służy coroczna akcja zainicjowana przez Fashion Revolution i oznaczana na Instagramie hashtagiem #whomademyclothes, która zwraca uwagę na ludzi szyjących nasze ubrania i promuje transparentność łańcucha mody oraz godne płace. Nasza presja powinna docierać także do władz w krajach produkujących odzież, na przykład w Bangladeszu. Decydenci muszą zobaczyć, że marki powinny dziś działać inaczej, że tego oczekują klienci. Rządy w krajach takich jak Bangladesz powinny przestawić swoją gospodarkę z tanich zleceń na coś, co wymaga lepszej pracy, edukacji i wyższej jakości. Wydaje się to jedynym sposobem wyjścia z pozycji taniego najemnika, „krawca świata” – pytanie tylko, czy jest to w interesie tychże decydentów i marek. Jedno nie ulega jednak wątpliwości: kupowanie coraz tańszych ubrań (i nie tylko ubrań) napędza wyścig na dno, w poszukiwaniu najtańszych sposobów produkcji. I chociaż wyższe ceny nie są gwarancją etycznej i ekologicznej produkcji, a przypadki łamania praw pracowników zdarzają się także w markach luksusowych, to jednak towary za bezcen zawsze powinny

80

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


budzić nasze podejrzenia i skłaniać do refleksji. W jakich warunkach, przez kogo i za jaką pensję zostały wyprodukowane, skoro kosztują tak mało, mimo że przebyły kilka tysięcy kilometrów i przeszły przez setki par rąk? Pozwól, że zacytuję tu Liz Parker, brytyjską wykładowczynię, badaczkę i propagatorkę zrównoważonej mody, od lat związaną z organizacją Clean Clothes Campaign upominającą się o prawa pracownicze. Liz o klasowych, rasowych i płciowych nierównościach w branży odzieżowej mówi tak: „Ludzie, którzy czerpią zyski z branży modowej, to zazwyczaj biali mężczyźni z Europy lub Ameryki. Właściciele firm takich jak Inditex, lvmh, Nike, h&m czy Kering, którzy zajmują odpowiednio 4., 11., 28., 43. i 63. miejsce na liście najbogat51 szych ludzi świata w zestawieniu Forbesa” . Wygląda więc na to, że po stronie zysków mamy głównie piekielnie bogatych białych panów, a na ich fortuny pracują miliony kobiet i dzieci z najuboższych krajów świata, choć nie tylko. Niestety moda to dziś 52 nie tylko bajeczne pokazy haute couture , czerwone dywany i magiczne sesje w magazynach i na Instagramie, ale także współczesne niewolnictwo, przymusowa praca dzieci, dyskryminacja kobiet, niebezpieczne warunki pracy i zarobki znacznie poniżej kosztów życia.

MINIMALNA CZY GODNA Większość odzieży na świecie jest wytwarzana w Azji, a większość pracowników, którzy ją produkują, nie otrzymuje tak zwanej płacy wystarczającej na życie – nawet jeśli otrzymują ustawową płacę minimalną, która obowiązuje w danym kraju. Płaca minimalna w krajach tak zwanego Globalnego Południa rzadko wystarcza na godne życie, częściej zapewnia tylko wegetację w skrajnej nędzy, o czym można 53 przeczytać w książce Życie na miarę . Niestety living wage to zdecydowanie nie to samo co minimum wage, którymi chwalą się marki, wskazując na etyczne warunki pracy.

81

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


Na przykład według Koalicji Godnych Płac w Bangladeszu obecna płaca minimalna może wynosić zaledwie 40 procent płacy wystarczającej na utrzymanie. Według Clean Clothes Campaign w Kambodży i Chinach płaca minimalna musiałaby być co najmniej dwukrotnie wyższa, aby pokryć podstawowe koszty utrzymania. I naprawdę nie chodzi tu o luksusy, tylko o skromne, ale godne życie. Niska płaca to nie tylko nędza dziedziczona z pokolenia na pokolenie, ale także silna presja, aby pracować jeszcze więcej i jeszcze ciężej. Kosztem zdrowia, bezpieczeństwa, rodziny, relacji, ale też, o ironio, produktywności. Wyczerpana szwaczka łatwiej popełnia błąd, a krojczyni szybciej odcina sobie palec. Wypadki to codzienność. Równocześnie szwalnie są pod nieustanną presją wielkich globalnych marek, które wymagają niskich kosztów i szybkich terminów dostaw. W końcu fast fashion zbudowano właśnie na takim modelu.

PRACA PRZYMUSOWA I WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO Global Slavery Index (jak to w ogóle brzmi w XXI wieku: „globalny indeks niewolnictwa”) szacuje, że 45,8 miliona ludzi żyje obecnie w tak zwanym nowoczesnym niewolnictwie lub doświadcza pracy przymusowej. Niestety produkty takiej pracy spotkamy w wielu markach odzieżowych obecnych w centrach handlowych. Według tego wskaźnika 58 procent osób określanych jako „niewolnicza siła robocza” żyje w krajach produkujących bawełnę lub odzież – czyli w Chinach, Indiach, Tajlandii, Indonezji, Wietnamie, Bangladeszu i Pakistanie. Co możemy zrobić? Poza legendarnym już głosowaniem portfelem i ograniczaniem zakupów w nieetycznych markach możemy wywierać presję na ustawodawców. Wielka Brytania ma swoją ustawę o współczesnym niewolnictwie, uchwaloną w 2015 roku, właśnie pod wpływem nacisków aktywistek i fundacji wspierających zrównoważony

82

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


rozwój. Ustawa wymaga, aby wszystkie firmy o obrotach przekraczających 36 milionów funtów i prowadzące działalność w Wielkiej Brytanii sporządzały publiczne roczne oświadczenie dotyczące kroków podejmowanych w celu zapewnienia, że niewolnictwo i handel ludźmi nie występują w ich działalności ani w łańcuchach dostaw. W idealnym świecie korporacje z własnej woli i poczucia odpowiedzialności powinny zajmować się tym aspektem produkcji. I to z taką samą determinacją, jaka towarzyszy analizie rynku i nowych trendów. Jak dotąd należy im o tym stale przypominać. Zawsze gdy dotykamy takich niewygodnych tematów, pojawia się argument, że branża mody to szansa na rozwój i udział w międzynarodowym handlu dla uboższych krajów. Tak było w Ameryce czy w Wielkiej Brytanii: nowy przemysł, nowe miejsca pracy i legendarny (choć przereklamowany) wzrost gospodarczy. Choć i tu warto wspomnieć o niewolnictwie na amerykańskich plantacjach bawełny i skandalicznych warunkach pracy w brytyjskich fabrykach podczas rewolucji przemysłowej. Z drugiej strony ostatnie lata rzeczywiście przyniosły największy wpływ sektora tekstylno-odzieżowego na gospodarki krajów o niskim i średnim dochodzie (lmic), takich jak Chiny, Indie, Sri Lanka, Pakistan i Bangladesz. Produkcja tekstylna i odzieżowa jest głównym źródłem pkb w tych krajach, a eksport tekstyliów i odzieży stanowi ponad połowę całkowitego eksportu produktów kilku krajów lmic. Kolejny paradoks: w niektórych krajach, przy całym tym wyzysku, sektor odzieżowy nadal oferuje lepiej płatne zatrudnienie niż inne branże oparte na produkcji czy rolnictwie. Zatem naprawdę nie chodzi o to, żeby zlikwidować przemysł odzieżowy, ale o to, by zlikwidować obecny w nim wyzysk. Tylko tyle i aż tyle. Chodzi o regulacje prawne, które pozwolą ludziom pracować i żyć godnie, a krajom się rozwijać, ale nie na zasadach znanych z czasów kolonializmu. Zdrowy przemysł tekstylny i odzieżowy może zapewnić miejsca pracy i wydźwignąć ludzi z ubóstwa.

83

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


KOBIETY I MODA Kolejna kluczowa kwestia to rola pracy kobiet w modzie. Jak się pewnie domyślacie, równie niezastąpiona jak niedoceniana. Według onz w większości krajów na świecie kobiety otrzymują tylko 60–70 pro54 cent męskich zarobków za tę samą pracę . Globalna luka płacowa wynosi 37,8 procent, a poza pracą zarobkową kobiety wykonują też 55 75 procent nieodpłatnej pracy opiekuńczej na świecie . Praca kobiet w masowej produkcji mody sięga czasów rewolucji przemysłowej, a jej charakter wpływa na współczesny obraz szwaczek w branży. Niskie wynagrodzenie i niski status szwaczek trwają do dziś. I dotyczy to także naszego lokalnego podwórka. Niestety kłopoty kobiet w przemyśle odzieżowym nie kończą się na niższych zarobkach i statusie społecznym. W Bangladeszu 68 procent kobiet pracujących przy produkcji odzieży w jednym z badań zgłosiło molestowanie i nakłanianie do seksu. Szwaczki, które odmawiały „współpracy”, bywały karane i szantażowane przez menadżerów. W Indonezji ponad 80 procent kobiet zatrudnionych w sektorze odzieżowym zgłosiło obawy doty56 czące molestowania seksualnego . Co gorsza, molestowanie i znęcanie się często wcale nie są zgłaszane z obawy przed dalszymi kłopotami – gwałtem, gorszym traktowaniem czy zwolnieniem. Typowe audyty przeprowadzane w firmach często pomijają te delikatne kwestie, ponieważ już samo ujawnienie takich informacji wymaga pewnego poziomu zaufania do osoby, która pyta. Z kolei wyzwiska i krzyki w hali produkcyjnej bywają postrzegane zarówno przez menadżerów, jak i pracowników jako „norma” dyscyplinarna w miejscu pracy. Codzienność, z którą się nie dyskutuje, bo tak było, jest i będzie. Kobiety są więc dużo bardziej narażone na nękanie i wykorzystywanie, ponieważ częściej pracują na najniższych stanowiskach, bez umów lub na wiecznym okresie próbnym. Problem jest na tyle duży, że Indie, Pakistan i Bangladesz przyjęły nawet przepisy dotyczące molestowania seksualnego,

84

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


które wymagają, aby w miejscach pracy istniały wewnętrzne komisje do spraw skarg. Jednak i tu nie pierwszy raz zapisy prawne rozmijają się z prawdziwym życiem, a prawa trudno wyegzekwować. W tym miejscu kolejny raz dotykamy większego problemu, bo nierówność mężczyzn i kobiet nie kończy się w szwalni, ale jest widoczna w całej złożonej sieci komunikatów, które tworzą moda, kultura i świat.

J

eśli uważasz, że kobiety nie są gorszą i mniej ważną częścią ludzkości oraz zasługują na takie same prawa jak mężczyźni – jesteś feministką. Nie bój się tak o sobie mówić ;) Język kształtuje rzeczywistość. Odkąd to zrozumiałam, namiętnie używam feminatywów i teraz brzmią dla mnie zupełnie naturalnie. (Tak, chirurżka też!)

NIEWIDZIALNE DZIECI Naczelna zasada fast fashion (i nie tylko): „Produkuj tam, gdzie najtaniej, a sprzedawaj tam, gdzie najdrożej” – nie oszczędza nikogo. W xxi wieku miliony dzieci są zmuszane do pracy. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy około 170 milionów dzieci jest zatrud57 nionych. To 11 procent światowej populacji dzieci . Warto zaznaczyć, że oczywiście nie każda praca wykonywana przez dzieci otrzyma etykietkę wyzysku pod hasłem child labour. Dopuszczalne jest, aby dzieci wykonywały proste prace adekwatne do ich wieku i pomagały rodzicom, ale tylko o ile nie wpływa to negatywnie na ich zdrowie i edukację. Konwencja Międzynarodowej Organizacji Pracy mówi, że pracę dzieci można postrzegać w trzech kategoriach:

85

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


— Praca wykonywana poniżej minimalnego wieku uprawniającego do zatrudnienia (w większości krajów to piętnaście lat, z pewnymi wyjątkami). — Praca niebezpieczna – zdefiniowana osobno przez każdy kraj lub branżę, ale obejmująca narażenie na szkodliwe chemikalia lub niebezpieczne maszyny. — Bezwarunkowo najgorsza forma pracy dzieci – handel ludźmi, niewolnictwo, wykorzystywanie seksualne lub zatrudnianie do nielegalnych działań, na przykład udziału w przestępstwach. Pracę dzieci w dwóch pierwszych kategoriach spotkamy między innymi w przemyśle modowym i tekstylnym. Nie tylko w szwalniach. Dzieci pracują na wszystkich etapach łańcucha dostaw w branży modowej: od zbiorów bawełny, przez przędzalnie, aż po różne etapy tworzenia odzieży w fabrykach. Według doniesień Chiny, Indie, Pakistan, Brazylia, Uzbekistan i Turcja – sześć z siedmiu największych na świecie producentów bawełny – wykorzystuje pracę dzieci na swo58 ich polach tego surowca . W Indiach aż 70 procent z szacowanych 100 milionów pracujących dzieci jest zatrudnionych w rolnictwie. Poświęcają zdrowie i przyszłość dla kwitnącej gospodarki. Już siedmiolatki zbierają nasiona bawełny, bo pracodawcy wolą zatrudniać dzieci – ich małe, delikatne palce nie niszczą cennych plonów. W Uzbekistanie dzieci dostają za taką pracę około pięciu centów za kilogram zebranej bawełny. Sam rząd nakazuje tam dzieciom pracę przy zbiorach bawełny w lecie, a za odmowę grozi wydaleniem ze szkoły. W Indiach dzieci poniżej czternastego roku życia stanowią jedną czwartą całkowitej siły roboczej na farmach bawełny. W tamtejszych fabrykach bawełny znane były przypadki dodawania dziewczynkom hormonów do żywności, aby powstrzymać ich miesiączkę. Powód? Troska o produktywność, która według właścicieli fabryk spada w okresie menstruacyjnym.

86

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


Jak to możliwe? Praca dzieci jest nierozerwalnie związana z ubóstwem, brakiem pracy lub niskimi zarobkami rodziców. Kolejna przyczyna to brak bezpłatnego dostępu do edukacji dla dzieci do piętnastego roku życia. Pracę dzieci łatwo ukryć nawet tam, gdzie jest powszechna. Dzieci nie widać w audytach, bo często nie mają nawet aktu urodzenia. Wystarczy sfałszować dowód tożsamości i po kłopocie. Pracę najmłodszych wspiera też system produkcji oparty na podwykonawcach. Duże szwalnie, które walczą o zlecenia największych sieciówek, chętnie obiecają i powiedzą to, co chcą usłyszeć specjaliści od CSR-u z dużych marek. Marek Rabij w Życiu na miarę nazywa je „pięciogwiazdkowymi szwalniami”, cytując bohaterów swojego reportażu o Bangladeszu. To szwalnie na pokaz, w których powstaje tylko część zleconej produkcji. Ich kierownicy chętnie oprowadzą zagranicznych gości po nowoczesnym i przestronnym zakładzie, pokażą uśmiechniętych pracowników przy nowych maszynach i gaśnice na każdym rogu. Ochoczo zapewnią o etycznych warunkach pracy, żeby w papierach można było odnotować dobrą politykę ochrony dzieci i przyzwoitą stawkę za godzinę pracy. Jednak gdy takie szwalnie dostaną upragnione, duże zlecenie, najpewniej zwrócą się do podwykonawców. Wszystko po to, aby sprostać wyśrubowanym terminom i oczekiwanym niskim kosztom. Bo choć koncerny odzieżowe chcą produkować etycznie (głównie dla świętego spokoju), to nadal za dotychczasowe, bardzo niskie stawki. Ma więc być po nowemu, bo klienci dopominają się etycznych rozwiązań, ale właściwie – po staremu: szybko, szybko, tanio, tanio, dużo, dużo. Zatem wszystkie ręce na pokład. Te malutkie też. Pracę dzieci można więc spotkać w biedaszwalniach (sweatshopach) – u podwykonawców i u dostawców surowców. Dzieci, choć słabsze fizycznie, mają swoje zalety dla pracodawców: nie protestują, nie zakładają związków zawodowych, można je łatwiej zastraszyć krzykiem, szturchnięciem lub biciem. Nie oddadzą i nie odejdą, bo często nie mają dokąd. Dlatego nawet gdy dochodzi do wykrycia pracy dzieci, ich sytuacja wcale się nie poprawia. To dlatego, że wciąż walczymy ze skutkami,

87

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


a nie z przyczynami pracy najmłodszych. W Bangladeszu możemy mówić o tak zwanym rynku pracodawcy. Oznacza to, że ludzi chętnych do pracy jest tak wielu, że można zatrudniać ich dosłownie na każdych warunkach, bo są zdesperowani i nie mają wyboru. Pracują nie za wynagrodzenie, ale za jałmużnę. To właśnie współczesne niewolnictwo. Nie potrzeba krat i kajdan. Wystarczą głód i skrajna nędza. Dlaczego rządy takich krajów jak Bangladesz nie podwyższają płacy minimalnej, by zadbać o swoich obywateli i swoje obywatelki? Lektura Życia na miarę pokazuje, że to trudniejsze, niż się nam wydaje. Jeśli bowiem kraj nie ma światu nic do zaoferowania poza najtańszą siłą roboczą, rządzący nie mają złudzeń – kiedy koszty pracy wzrosną, produkcja przeniesie się w jakieś tańsze miejsce. Kupcy w odzieżowych korporacjach rozliczani są z marży. Różnica między ceną zakupu towaru a ceną sprzedaży ma być jak najwyższa. To gwarantuje premie dla pracowników zachodnich korporacji i kolejne zlecenia dla szwalni. Bangladesz, nazywany krawcem świata, nie ma co do tego wątpliwości. W 2013 roku fabryki odzieżowe sprzedały za granicę towar za 15 miliardów euro. To 7 procent pkb i aż 76 procent wartości eksportu. Aby lokalni bogaci fabrykanci mogli latać na zakupy do Dubaju, a rząd mógł spinać budżet, trzeba utrzymać niskie koszty pracy. Za wszelką cenę i z dyskretną pomocą dzieci. Sofie Ovaa, globalna koordynatorka kampanii Stop Child Labour, tłumaczy, jak dzieci trafiają w łapy fast fashion: „W krajach takich jak Indie i Bangladesz jest wiele dziewcząt, które wprowadzono do branży, obiecując im przyzwoite zarobki. Rekruterzy przekonują rodziców z ubogich wiosek do wysłania córek do przędzalni i fabryk w mieście. Obiecują dobrze płatną pracę, wygodne zakwaterowanie, trzy pożywne posiłki dziennie oraz możliwość nauki, a także podwyżkę po trzech latach pracy. W rzeczywistości ich córki pracują w przerażających warunkach, równoznacznych ze współczesnym niewolnictwem 59 i z najgorszymi formami pracy dzieci” . Pracodawcom uchodzi to na sucho, ponieważ łańcuch dostaw mody jest niezwykle złożony i firmy zawsze tłumaczą, że trudno im

88

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


kontrolować każdy etap produkcji. Dzięki temu możliwe jest zatrudnianie dzieci bez wiedzy (i odpowiedzialności) wielkich marek i konsumentów. Pytanie, czy marki nie wiedzą, czy jednak wolą nie wiedzieć. I drugie, także retoryczne: czy korporacje zarabiające miliardy dolarów stać na posiadanie własnych szwalni i zatrudnienie ludzi bez łamania praw człowieka? Wówczas łatwiej byłoby im odpowiadać na coraz głośniej stawiane pytanie: „Kto uszył moje ubrania?” (#whomademyclothes). Tam gdzie panuje skrajne ubóstwo, będą dzieci chętne do pracy. Lotte Schuurman z Fair Wear Foundation podkreśla, że jeśli rodzice nie mają wykształcenia, trafiają do nisko płatnej pracy, a z nimi ich dzieci. Kolejne pokolenie traci szansę na naukę i lepsze życie. Koło się zamyka, a bieda przechodzi z pokolenia na pokolenie. „Aby zrezygnować z pracy dzieci, musisz wyjść z tego błędnego koła ubóstwa” – mówi. Według Centrum Badań nad Wielonarodowymi Korporacjami respektowany „zakaz pracy dzieci” umożliwiłby dorosłym pracownikom negocjowanie lepszych wynagrodzeń i poprawę warunków pracy. Jeśli dorośli otrzymują pensję wystarczającą na utrzymanie, ich dzieci zyskują szansę na zdobycie wykształcenia, co daje im większe możliwości wyjścia z kręgu ubóstwa. Zresztą dzieci są ofiarami mody nie tylko wtedy, gdy pracują w szwalniach. Dziewczynka z dokumentu Clothes on Your Back. Factory Kids całymi dniami nie opuszcza swojego domu – przykleja w nim koraliki, cekiny i tworzy aplikacje, które będą ozdobą ubrań. Siedzi na podłodze z innymi dziećmi i mówi, że praktycznie nie wychodzi na zewnątrz. Pracuje od rana do wieczora, non stop. Od piątego roku życia, póki starczy sił. Z kolei w filmie The True Cost poznajemy inną dziewczynkę, córkę dwudziestotrzyletniej szwaczki pracującej w Dhace od świtu do nocy. Matka nie ma w mieście nikogo, kto mógłby opiekować się w tym czasie jej kilkuletnią córeczką. Jest zmuszona odwieźć ją do rodziny i powierzyć krewnym wychowanie dziecka. Scena długiej podróży promem wywołuje dreszcze. Mama i córka leżą na podłodze wtulone

89

Ż YC I E I S M I E RĆ W A N T RO P O C E N I E


w siebie, próbując nie myśleć o jutrze, gdy przyjdzie im się pożegnać. Zobaczą się znowu za rok, najwcześniej za pół roku. Możemy pomóc to zmienić. Po pierwsze, zrozumieć, że ubrania za grosze nie spadają z nieba. Nasza pozorna oszczędność ma swój ogromny koszt ekologiczny i często jest owocem wyzysku i pracy dzieci. Po drugie, możemy wybierać drugi obieg lub transparentne marki, które produkują lokalnie. Oraz te, które podejmują konkretne kroki na rzecz ochrony pracowników. Tu pomocne są zwłaszcza certyfikaty. Na przykład fundacja Fair Wear Foundation stworzyła listę ponad stu dwudziestu marek, które podpisały się pod jej kodeksem pracy, niezezwalającym na zatrudnianie dzieci. Akredytowane marki muszą zapewniać (dzięki regularnym audytom), że dostawcy na każdym etapie produkcji spełniają te standardy. Istnieją też inne systemy akredytacji, takie jak Fairtrade Label Organization, gots 60 (Global Organic Textile Standard) i Ethical Trading Initiative, choć wszystkie borykają się z brakiem przejrzystości w łańcuchu dostaw tekstyliów i odzieży.

PRZYWILEJE Nie będę nawet udawać, że umiem sobie wyobrazić codzienność pozbawioną nadziei i szansy na zmianę losu, jakiej doświadczają miliony ludzi na świecie. Jako wykształcona kobieta z klasy średniej i mieszkanka zamożnej Europy wciąż mam poczucie uprzywilejowania. Nawet borykając się z patriarchatem, seksizmem, nierównością płac i cudzymi fantazjami o niewieścich cechach, wciąż mogę decydować o tym, jak wygląda moje życie, i nie waham się tego robić. Mam szczęście. Nie pracuję w czterdziestostopniowym upale w szwalni, a moje dzieci nie spędzają lata na zbiorach bawełny. Mogę kupować w drugim obiegu, bo lubię i chcę, a nie dlatego, że muszę. Łatwiej przekroczyć progi lumpeksu w poczuciu misji czy buntu niż z braku innych możliwości. Jednak bronię się przed poczuciem winy – to nie

90

Ś W I AT : FA S T FA S H I O N


jest coś, co pragnę w tobie i w sobie zaszczepić. Obwinianie siebie nie jest wzmacniające, w przeciwieństwie do wdzięczności za to, że urodziłyśmy się w kraju, w którym nikt nie sprzedał nas do pracy za długi rodziców, a szefowie nie dyscyplinują nas biciem i pogróżkami. Z poziomu wdzięczności i poczucia obfitości możemy zatroszczyć się o tych mniej uprzywilejowanych, zamiast narzekać lub wyrzucać sobie niedoskonałość i wieczne braki. Nie zapominajmy, że choć nasze wybory, także te odzieżowe, mają spore znaczenie, to nie naprawimy świata, walcząc samotnie i oddolnie. Dlatego z jednej strony warto wiedzieć, jak funkcjonuje branża mody, aby wybierać lepiej i nie dokarmiać smoka fast fashion. Z drugiej strony nie pozwólmy sobie wmówić, że wszelkie nierówności, wyzysk i problemy świata są konsekwencją wyłącznie naszych działań lub zaniechań, a każde przekroczenie progów galerii handlowej zasługuje na potępienie. To nie wina ubrań, że są słabej jakości i pełne toksyn. Takimi czyni je branża i ludzie zaślepieni żądzą zysku. Nie cierpię ekstremizmów i boję się wszelkich form fanatyzmu. Balansowanie między tym, co mogę zrobić, czego się wyrzec, a tym, na co nie jestem (jeszcze?) gotowa i co jest dla mnie za trudne, to dziś moim zdaniem największe wyzwanie w kontekście ekologicznego stylu życia. Zmiana zaczyna się w chwili, gdy bierzemy odpowiedzialność za swoje codzienne wybory i nie przymykamy oczu. Jednocześnie przyznajemy, że nie wiemy wszystkiego. Otwieramy się na wiedzę i na zmiany, rozumiejąc jednak, że to proces. Najskuteczniejsza jest metoda małych kroków, we własnym tempie i po swojemu.


TO NIE JEST KSIĄŻKA O MODZIE, to zaproszenie do podróży śladami naszych ubrań, a także do wnętrza siebie. Na końcu tej wyprawy zrozumiesz, jak ubierać się bardziej świadomie i być fair względem siebie, innych i planety. To uwalniający przewodnik po slow fashion, który zmieni twoje myślenie o modzie i własnej szafie. Przemysł modowy jest jedną z najbardziej zanieczyszczających środowisko gałęzi gospodarki. Co sekundę na wysypisko trafia śmieciarka wypełniona ubraniami. Nikogo już nie dziwią chińskie rzeki w najmodniejszych kolorach sezonu, wysuszone jeziora, góry odzieżowych śmieci i słońce widoczne jedynie na telebimie. Szkodzi to zarówno przyrodzie, jak i milionom prawdziwych fashion victims – rolnikom, szwaczkom, dzieciom. Fast fashion dewastuje nie tylko naturę, ale i całe społeczeństwa. Cierpią nasze poczucie wartości i budżet, wypacza się relacja z ciałem i ubraniami. Możemy to jednak zmienić i nie trzeba tego robić w pokutnym worze ze zgrzebnego lnu. Modą można się cieszyć i bawić, łącząc to z misją ekologiczną i społeczną! Katarzyna Zajączkowska bacznie przygląda się przemysłowi modowemu i rozprawia z mitami na temat stylu, kanonów urody i presji social mediów. Dzięki jej prostym radom dowiesz się: – jak wykonać pierwszy krok w kierunku slow fashion i wreszcie odgruzować szafę, – jak korzystać z mody i robić zakupy odpowiedzialnie, nie dając się nabrać na greenwashing, – jak zbudować stylową i autentyczną garderobę bez pogoni za sezonowymi trendami. Nie musimy zaprzeczać, że ubrania są dla nas ważne, że chcemy wyglądać i czuć się dobrze, ale odważmy się na fashion revolution w naszych głowach i szafach!

Cena 56,99 zł

KATARZYNA ZAJĄCZKOWSKA – projektantka, wykładowczyni w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru, przez kilkanaście lat tworzyła kolekcje dla czołowych marek odzieżowych w Polsce. Ten świat poznała od podszewki. Zajmuje się edukacją i wspieraniem branży mody w zrównoważonym rozwoju, skupiając się na innowacyjnych rozwiązaniach wokół mody cyrkularnej. Prowadzi warsztaty świadomego budowania wizerunku dla firm, organizacji i młodzieży. Autorka bloga i podcastu „Odpowiedzialna Moda”.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Odpowiedzialna moda. Guilt-free przewodnik po slow fashion by SIW Znak - Issuu