Skip to main content

Zachodni front. Historia pierwszej wojny światowej

Page 1


NICK LLOYD

ZACHODNI FRONT

Historia pierwszej wojny światowej

Przekład

WOJCIECH GADOWSKI

Znak HORYZONT

Kraków 2026

Tytuł oryginału

The Western Front: A History of the First World War

Copyright © Nick Lloyd, 2021

First published as THE WESTERN FRONT in 2021 by Viking, an imprint of Penguin General. Penguin General is part of the Penguin Random House group of companies. No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790).

Projekt okładki

Marcin Słociński / monikaimarcin.com

Fotografia na pierwszej stronie okładki Domena publiczna

Redaktor inicjujący Krzysztof Chaba

Redaktorka prowadząca Magdalena Kowalewska

Opieka promocyjna Karolina Domańska

Koordynatorka procesu wydawniczego Agata Błasiak

Mapy

BD Illustrations

Adaptacja map

Marcin Słociński

Opracowanie wkładki zdjęciowej Dariusz Ziach

Adiustacja, indeks

Anna Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Korekta

Maria Armata, Barbara Gąsiorowska / Wydawnictwo JAK

Łamanie

Andrzej Choczewski / Wydawnictwo JAK

Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-542-9 Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

Spis treści

Spis map 9

Słownik terminów 11

Przedmowa 17

Prolog. „Akt wrogości” 25

CZĘŚĆ PIERWSZA. „Wojna to nie manewry”

Od Liège do II bitwy w Szampanii (sierpień 1914 – listopad 1915)

Rozdział 1. „Ujrzałem ucieleśnienie Attyli” 33

Rozdział 2. „Do ostatka” 59

Rozdział 3. „Ludzie prawdziwie wartościowi” 85

Rozdział 4. „Nowe warunki” 112

Rozdział 5. „Źle to wygląda” 134

Rozdział 6. „Tylko bezczynność jest haniebna” 157

Rozdział 7. „O przełamaniu nie ma mowy” 178

CZĘŚĆ DRUGA. „Na szali losu”

Od Verdun do drugiej bitwy nad Aisne (grudzień 1915 – maj 1917)

Rozdział 8. „Dzień sądu” 201

Rozdział 9. „Kosztowne i zgubne działania” 222

Rozdział 10. „Osaczeni ze wszystkich stron” 246

Rozdział 11. „Przyszłość nigdy nie rysowała się równie ponuro” 267

Rozdział 12. „Oblicze zwycięskiego generała” 288

Rozdział 13. „Bardzo poważna decyzja” 307

Rozdział 14. „Całkowicie nowa sytuacja” 327

Rozdział 15. „Umęczona ziemia” 347

CZĘŚĆ TRZECIA. „Kwestia dowodzenia”

Od Messines do Compiègne (czerwiec 1917 – listopad 1918)

Rozdział 16. „Cierpliwość i wytrwałość” 373

Rozdział 17. „Straszna jatka” 393

Rozdział 18. „Nic, tylko wojna” 415

Rozdział 19. „Nasz największy wysiłek” 438

Rozdział 20. „Obawiam się, że grozi nam katastrofa” 459

Rozdział 21. „Utrzymać pozycje za wszelką cenę” 481

Rozdział 22. „Będzie to dzień chwały” 502

Rozdział 23. „Zachowajcie spokój” 525

Rozdział 24. „Pełnia zwycięstwa” 548

Epilog 571

Osoby 581

Wykaz skrótów 591

Przypisy 593

Wybrana bibliografia 645

Spis źródeł ilustracji 657

Indeks nazwisk 661

„Akt wrogości”

Na krótko przed godziną 7 wieczorem 2 sierpnia 1914 roku w belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych zapanowało poruszenie. Poseł niemiecki w Brukseli Klaus von Below-Saleske wręczył ministrowi spraw zagranicznych Jeanowi Davignonowi kopertę opatrzoną klauzulą „Ściśle poufne”. Wewnątrz znajdował się dokument, który miał zburzyć pokój w Europie. „Rząd cesarski otrzymał wiarygodne informacje o ruchu wojsk francuskich wzdłuż linii Mozy przez Givet i Namur. Doniesienia te nie pozwalają wątpić, że Francuzi zamierzają uderzyć na Niemcy przez terytorium Belgii… Kluczowe dla samoobrony Niemiec jest uprzedzanie nieprzyjacielskich ataków”. W tych okolicznościach Niemcy są zmuszeni wkroczyć na terytorium Belgii, jednakże nie powinno to zostać potraktowane jako „akt wrogości”. Wręcz przeciwnie: jeśli Belgia przyjmie postawę „życzliwej neutralności”, Niemcy zobowiązują się opuścić jej ziemie natychmiast po zakończeniu wojny i zrekompensować wszelkie wyrządzone szkody. Gdyby jednak Belgia próbowała się sprzeciwiać swobodnemu przemarszowi wojsk niemieckich, zostanie uznana za nieprzyjaciela. „W takim wypadku Niemcy nie mogą podjąć żadnych zobowiązań względem Belgii, a przyszłe stosunki między obydwoma państwami rozstrzygnie oręż” 1 .

Dramatyczne wydarzenia w Brukseli były wynikiem bezprecedensowego kryzysu w europejskiej dyplomacji, który zapoczątkowało brutalne zabójstwo polityczne pięć tygodni wcześniej. 28 czerwca

arcyksiążę Franciszek Ferdynand, następca tronu austro-węgierskiego, dokonujący inspekcji niespokojnych południowych dominiów imperium, przybył z oficjalną wizytą do Sarajewa. Tam zginął od kul wystrzelonych przez obłąkanego bośniackiego zamachowca, Gavriło Principa, powiązanego z serbską organizacją nacjonalistyczną Narodna Odbrana (Obrona Narodowa). Mord ten doprowadził do punktu kulminacyjnego tlący się od dziesięcioleci konflikt Austro-Węgier z Serbią. 23 lipca Wiedeń wystosował do Belgradu ultimatum ostrzegające Serbię, że jeśli ta nie zdławi „ruchu wywrotowego”, który dokonał zamachu, i nie zaprzestanie „aktów terroru” wymierzonych w monarchię austro-węgierską, nie będzie ona miała innego wyjścia, jak „położyć kres owym knowaniom, stanowiącym nieustanne zagrożenie dla pokoju”. Serbia pośpiesznie przystała na większość austriackich żądań, sprzeciwiła się jednak wnioskowi o przeprowadzenie śledztwa przeciwko uczestnikom spisku z udziałem organów delegowanych przez c.k. władze, uznając ten warunek za „naruszenie konstytucji i procedur postępowania karnego”. Dało to Austro-Węgrom pretekst do odwołania swojego ambasadora i rozpoczęcia przygotowań do wojny 2 . System sojuszy, który niczym gęsta sieć oplatał kontynent europejski, zaczął działać. Po jednej stronie stanęły państwa centralne: Austro-Węgry i Niemcy. Po drugiej – Serbia oraz jej dawny protektor Rosja, związana przymierzem z Republiką Francuską. Gdy Wiedeń szykował się do inwazji na Serbię, pragnąc raz na zawsze rozwiązać „kwestię bałkańską”, jego główny sojusznik – Rzesza Niemiecka –miał mu ruszyć na pomoc. Dla Niemiec oznaczało to realizację tzw. planu Schlieffena – najnowszego z serii niemieckich planów operacyjnych opracowanych przez generała Alfreda von Schlieffena, szefa Sztabu Generalnego w latach 1891–1906. Po wnikliwej analizie geostrategicznego położenia Rzeszy Schlieffen uznał, że w razie wojny europejskiej Niemcy muszą skupić niemal całe siły na froncie zachodnim, pozostawiając jedynie kilka korpusów do obrony Prus Wschodnich przed spodziewaną inwazją rosyjską. Obawiając się wojny na dwa fronty, Schlieffen chciał wykorzystać powolną, ociężałą mobilizację rosyjską i zadać Francji klęskę w ciągu kilku pierwszych tygodni. Miało się to dokonać dzięki szerokiemu manewrowi

oskrzydlającemu przez Belgię i Holandię, omijającemu silnie bronioną granicę francusko-niemiecką i prowadzącemu do decydującej bitwy gdzieś na wschód od Paryża. Po zakończeniu tej operacji Niemcy miałyby rozprawić się z Rosją wedle własnego uznania.

Albert I, król Belgów, doskonale wiedział, o jaką stawkę toczy się gra. Miał wówczas 39 lat, stalowoniebieskie oczy i rumianą cerę. Tron objął w grudniu 1909 roku, już w cieniu zbliżającego się konfliktu. Wieczorem 2 sierpnia o godzinie 21.30, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a fasady budynków jaśniały różowym blaskiem w zapadającym zmierzchu, król zwołał swoich ministrów. Przypomniał zebranym, że wezwał ich „nie tyle w celu podjęcia decyzji, jakiej odpowiedzi należy udzielić”, ile raczej po to, by „uświadomić odpowiedzialnym przywódcom narodu powagę sytuacji”. Nadciągająca wojna – prorokował – przyniesie ze sobą „przemoc, której nie są w stanie sobie wyobrazić”, i postawi kraj przed „straszliwą próbą”. Po tych słowach przygotowano odpowiedź, jednocześnie zwracając się do Wielkiej Brytanii i Francji z apelem o pomoc w obronie przed napaścią. Niemiecka nota stanowiła „głębokie i bolesne zaskoczenie” oraz niedające się niczym usprawiedliwić „rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego”. Wobec tego Belgia „postanawia stanowczo odeprzeć wszelkimi dostępnymi środkami każdą próbę naruszenia swych praw”. O żadnym „swobodnym przemarszu” armii niemieckiej nie może być mowy 3 .

Wojna była już nieunikniona. Wieczorem 3 sierpnia Niemcy wypowiedziały wojnę Francji; odpowiedź nadeszła niemal natychmiast. W obliczu narastających niepokojów w europejskich miastach – wybuchowej mieszanki wiwatujących patriotycznie motywowanych tłumów i milczących, posępnych obserwatorów –europejscy przywódcy gorączkowo usiłowali uzasadnić swoje decyzje.

W Berlinie 4 sierpnia o godzinie 15 kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann Hollweg wystąpił przed Reichstagiem, potwierdzając, że wojska niemieckie zajęły już Luksemburg, a „być może” wkroczyły także na terytorium Belgii. „Panowie, to jest sprzeczne z prawem międzynarodowym” – przyznał bez ogródek. „Choć rząd francuski oświadczył w Brukseli, że uszanuje belgijską neutralność, o ile przeciwnik uczyni to samo (…) wiedzieliśmy, że Francja była gotowa

do ataku”. Bethmann Hollweg przekonywał, że Niemcy musiały zacząć działać, by uprzedzić ofensywę francuską w dolnym biegu Renu. „Dlatego byliśmy zmuszeni zignorować uzasadnione protesty rządów Luksemburga i Belgii. Krzywdę – mówię otwarcie – krzywdę, którą w ten sposób wyrządzamy, naprawimy, gdy tylko osiągniemy nasz cel wojenny” 4 .

Tymczasem w parlamencie francuskim premier René Viviani odczytał orędzie prezydenta Raymonda Poincarégo: „Francja stała się właśnie obiektem brutalnego i z premedytacją zaplanowanego ataku, który stanowi zuchwałe pogwałcenie prawa międzynarodowego”. Wyrażając pełne zaufanie do armii i marynarki wojennej, prezydent zapewniał, że w nadchodzącej walce Francja ma „po swojej stronie prawo” i że „bronić jej będą bohatersko jej synowie i nic nie złamie ich świętej jedności; dziś bowiem zjednoczeni są niczym bracia we wspólnym oburzeniu przeciwko agresorowi i patriotycznym uniesieniu”. Francja miała raz jeszcze ruszyć do boju, broniąc własnej ziemi i wspierając wysiłek armii rosyjskiej, która już wkrótce miała się zmierzyć z Niemcami na froncie wschodnim. Poincaré przypomniał też zebranym, że Francja może liczyć na „lojalną przyjaźń Anglii”, która wraz z innymi mocarstwami europejskimi była sygnatariuszem traktatu londyńskiego z 1839 roku, gwarantującego neutralność i niepodległość Belgii 5 .

Choć wojna miała swoje zarzewie na Bałkanach, nad głównymi uczestnikami konfliktu na Zachodzie ciążyło poczucie niewyrównanych rachunków. Niemcy zamierzały wykorzystać wojnę jako sposobność do znokautowania niebezpiecznego i nieprzejednanego rywala, Francja zaś pragnęła pomścić upokorzenie z roku 1870, kiedy to wojska pruskie rozgromiły armie Drugiego Cesarstwa Napoleona III w serii krwawych walnych bitew. Proklamacja Cesarstwa Niemieckiego w Sali Lustrzanej pałacu wersalskiego w styczniu 1871 roku, wieńcząca zjednoczenie państw niemieckich pod przewodnictwem Prus, przyniosła fundamentalną zmianę w europejskim układzie sił. Francja, już jako III Republika, utraciła Alzację oraz większość Lotaryngii i dodatkowo została zmuszona do zapłacenia olbrzymiej kontrybucji w wysokości pięciu miliardów franków w złocie, co odzwierciedlało jej nowy, umniejszony status drugiej

potęgi na kontynencie. Ale Francja nigdy nie zapomniała o swoich „utraconych prowincjach”, a wezwania do ich odzyskania stale przewijały się w debacie publicznej w latach poprzedzających rok 1914. Dziwny niepokój ogarnął wszystkich w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić. Obezwładniający letni skwar, który niczym koc spowijał Europę, tylko potęgował to wrażenie. Po południu w dniu, w którym doszło do wypowiedzenia wojny, w amerykańskim poselstwie w Brukseli ambasador USA Brand Whitlock spotkał się z Ferdinandem von Stummem, sekretarzem poselstwa niemieckiego. Von Stumm był „podenerwowany, wzburzony i roztrzęsiony”, ciemne sińce pod oczami zdradzały, jak niewiele spał przez ostatni tydzień. „Łzy nieustannie napływały mu do oczu, aż nagle skrył twarz w dłoniach i się pochylił, opierając łokcie na kolanach, w geście rozpaczy”. Po chwili, która zdawała się trwać wieki, powiedział: „Och, ci biedni, głupi Belgowie! Dlaczego nie zejdą nam z drogi! Dlaczego nie zejdą nam z drogi!”.

Stojący przed nim Whitlock nic nie odpowiedział. Po chwili von Stumm wstał, otarł łzy i pożegnali się uściskiem dłoni. Tego samego wieczoru niemiecka delegacja wyjechała do Berlina 6 .

CZĘŚĆ PIERWSZA

„Wojna to nie manewry”

Od Liège do II bitwy w Szampanii (sierpień 1914 – listopad 1915)

ROZDZIAŁ 1

„Ujrzałem ucieleśnienie Attyli”

Odpowiedzialność za urzeczywistnienie niemieckich planów wojennych spoczęła na barkach następcy Schlieffena, 66-letniego generała pułkownika Helmutha Johannesa Ludwiga von Moltke. W Niemczech nazwisko to było opromienione sławą, jednak nominacja Moltkego młodszego (zwanego tak, by odróżnić go od jego słynnego stryja, który poprowadził wojska pruskie do wielkich zwycięstw w 1866 i 1870 roku) nie wywołała entuzjazmu – wielu przypisywało ją raczej przyjaźni z cesarzem Wilhelmem II, którego adiutantem był przez wiele lat, niż jakimś wybitnym przymiotom wojskowym. Zbyt wrażliwy jak na pruskiego oficera Moltke odznaczał się zawsze dziwną, nieco ospałą łagodnością. Łysiejący, z wydatnym brzuszkiem i obwisłymi policzkami opadającymi na sztywną stójkę munduru, był człowiekiem o wysokiej kulturze, który wyraźnie nie przystawał do Wielkiej Kwatery Głównej* hołdującej etosowi „krwi i żelaza”. Moltke, miłośnik muzyki i sztuk pięknych, duchowości i wiedzy ezoterycznej, nie miał tych zasadniczych cech, które wyróżniają prawdziwie wielkich wodzów: tężyzny fizycznej i zdolności do myślenia dwakroć szybciej od przeciwnika. Jego spojrzenie na przyszłość

* Wielka Kwatera Główna (Großes Hauptquartier) – oficjalna nazwa naczelnego organu dowódczo-sztabowego cesarza niemieckiego w okresie I wojny światowej, de facto Armii Cesarstwa Niemieckiego (Deutsches Heer).

zaciemniał ponury pesymizm co do przyszłości Niemiec – przekonanie, że jeśli Rzesza nie stanie do walki teraz, w przyszłej wojnie zostanie zmiażdżona przez Rosję i Francję. „Jesteśmy gotowi, a im prędzej to nastąpi, tym lepiej dla nas” 1 – pisał 1 czerwca 1914 roku, niespełna miesiąc przed zamachem na arcyksięcia.

Jeśli armia niemiecka miała się posuwać naprzód w szybkim tempie, musiała zdobyć pas przygranicznych fortec, rozmieszczonych wzdłuż wschodniej granicy Belgii. Podczas gdy Schlieffen planował wtargnięcie zarówno do Belgii, jak i Holandii, dając wojskom niemieckim większe pole manewru, Moltke obstawał przy uszanowaniu neutralności Holandii. Miała ona odgrywać rolę – jak to ujął – „tchawicy”, przez którą Niemcy mogłyby utrzymywać kontakt ze światem zewnętrznym 2. W rezultacie prawe skrzydło wojsk niemieckich musiało przebić się przez wąski korytarz w okolicach miasta Liège. Położone w zalesionej dolinie rzeki Mozy Liège stanowiło węzeł drogowy i kolejowy o kluczowym znaczeniu dla tej części Europy. Jego znaczenie strategiczne jako wrót wiodących na Nizinę Belgijską dostrzeżono już wcześniej – w latach 1888–1891 wokół miasta wzniesiono pierścień z 12 betonowych fortów, otaczających miasto niczym godziny na tarczy zegara. Każdy z nich zbudowany był na planie trójkąta równobocznego i opasany szeroką fosą dodatkowo zabezpieczoną zasiekami z drutu kolczastego. Wewnątrz znajdowały się stanowiska karabinów maszynowych oraz pancerne wieże, w których rozmieszczono haubice stanowiące główne uzbrojenie twierdzy.

Dla króla Alberta i Belgów sytuacja rysowała się ponuro. Kraj nie był przygotowany do odparcia nadciągającej inwazji. Belgijska armia, licząca niespełna 120 tysięcy żołnierzy zawodowych, zorganizowanych w 5 dywizji, była słabo wyszkolona, niedostatecznie wyposażona w artylerię, pozbawiona nowoczesnych środków łączności, a w dodatku opierała się w dużej mierze na wojskach fortecznych, złożonych z mężczyzn w wieku 30–35 lat, którzy – jak ujął to jeden z obserwatorów – „nie przedstawiali żadnej wartości bojowej”3. Wszystkie te siły razem wzięte nie dawały nadziei na wygranie jakiegokolwiek większego starcia w polu z potęgą wojsk kajzerowskich koncentrujących się właśnie nad granicą, mogły jednak prowadzić

działania opóźniające, pokrzyżować niemieckie plany operacyjne i dowieść swego męstwa. Ze względu na polityczną konieczność zachowania neutralności jeszcze 3 sierpnia wojska belgijskie pozostawały rozrzucone po całym kraju, osłaniając możliwe kierunki inwazji ze strony Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców (gotowe wystąpić zbrojnie przeciwko każdemu, kto pierwszy naruszyłby neutralność Belgii). Gdy upłynął termin ultimatum wystosowanego przez Berlin, rozpoczęła się szybka koncentracja wojsk. 3. Dywizję skierowano w rejon Liège, gdzie wkrótce miała się zmierzyć z sześcioma wzmocnionymi brygadami X Korpusu generała Ottona von Emmicha.

Zadanie postawione przed Emmichem było proste: miał błyskawicznym uderzeniem zdobyć miasto, pozwalając niemieckiemu prawemu skrzydłu rozpocząć długi marsz ku Paryżowi. 4 sierpnia wieczorem czołówki X Korpusu dotarły na przedmieścia Liège, gdzie natknęły się na zagradzające im drogę oddziały belgijskie; obrońcy zajęli pozycje za naprędce wzniesionymi barykadami gęsto najeżonymi lufami karabinów. Pośpiesznie odczytano podpisaną przez Emmicha proklamację, powtarzającą twierdzenie rządu niemieckiego, jakoby wojska francuskie wtargnęły już na terytorium Belgii. Było to wierutne kłamstwo – w tamtym momencie oddziały francuskie miały zakaz zbliżania się do granicy na odległość mniejszą niż 10 kilometrów – lecz kłamstwo niezbędne, jeśli Niemcy miały znaleźć choćby pozory usprawiedliwienia swej agresji. Emmich zażądał przepuszczenia wojsk niemieckich. W zamian obiecał oszczędzić narodowi belgijskiemu „okropności wojny” 4 . Niemieccy sztabowcy zakładali, że miasta bronić będzie nie więcej niż 6 tysięcy żołnierzy, tymczasem natrafili na przeciwnika liczniejszego i bardziej zdeterminowanego, niż się spodziewali. To właśnie ów opór miał spowodować pierwsze i najbardziej brzemienne w skutki opóźnienie w żelaznym harmonogramie planu

Schlieffena 5. Garnizonem Liège dowodził generał Gérard Leman, człowiek o surowym obliczu, głęboko osadzonych oczach, odznaczający się niezłomnym poczuciem obowiązku. Ten 63-letni były wykładowca belgijskiej Wyższej Szkoły Wojennej miał pod swoją komendą około 30 tysięcy żołnierzy. Król Albert wydał mu jasny rozkaz: „wytrwać do końca”. Leman nakazał swoim ludziom okopać

się na międzypolach, tworząc linie obronne łączące poszczególne forty. Pospiesznie gromadzono zapasy i amunicję – wszystko, co mogło się przydać w razie oblężenia. Czasu było jednak niewiele. Rankiem następnego dnia, 5 sierpnia, do jego sztabu, ulokowanego w dawnej cytadeli w centrum miasta, przybył parlamentariusz z kolejnym niemieckim ultimatum, w którym ponowiono żądanie przepuszczenia wojsk niemieckich. Belgijski dowódca zbył je machnięciem ręki. Nie zamierzał pertraktować z najeźdźcą 6 .

Natychmiast po odrzuceniu niemieckiego ultimatum rozpoczął się szturm na wschodni odcinek pierścienia fortów – składały się nań Fort d’Évegnée, Fort de Fléron oraz Fort de Barchon – poprzedzony intensywnym ostrzałem artyleryjskim. Pierwsze fale natarcia załamały się jednak w morzu krwi. Niemcy szli do ataku w zwartych kolumnach jak na defiladzie w czasach pokoju, wprost pod lufy belgijskich karabinów, i padali pokotem pod gradem kul. Wprawdzie jedna brygada, dowodzona przez nieustraszonego oficera sztabowego Ericha Ludendorffa*, zdołała przeniknąć do centrum miasta7, ale forty broniły się jeszcze przez dziesięć dni. Ostatnia rozmowa telefoniczna między belgijskim dowództwem a garnizonem odbyła się rankiem 6 sierpnia, kiedy to strapiony telefonista zdążył wyszeptać: „Niemcy już tu są”, po czym połączenie zostało zerwane 8. Forty nie zostały zaprojektowane z myślą o obronie okrężnej i były słabiej bronione od strony zaplecza. Nie były też w stanie oprzeć się artylerii najcięższej, którą Niemcy i Austro-Węgry rozwijały od lat, a którą teraz w pośpiechu ściągano na front. 11 sierpnia elementy czterech potężnych dział dotarły do Belgii i rozpoczęto ich montaż na stanowiskach bojowych. Były to dwie haubice M-Gerät kalibru 420 mm (zwane „Grubymi Bertami”), zdolne miotać pociski o masie niemal 900 kilogramów na odległość do 9 kilometrów, oraz dwa moździerze oblężnicze Škoda kalibru 305 mm. Rankiem 12 sierpnia działa te przemówiły 9 . Odgłos wystrzałów z tych kolosów, rażących cele ogniem stromotorowym, przywodził na myśl nadjeżdżający pociąg ekspresowy:

* Gen. Erich Ludendorff, kwatermistrz 2. Armii niem., samorzutnie objął dowództwo XIX Brygady Piechoty, po tym jak jej dowódca poległ.

było to złowieszcze dudnienie przechodzące w miarę zbliżania się pocisku w opętańczy świst, kończący się ogłuszającym hukiem eksplozji. Forty upadały jeden po drugim; ich pancerne kopuły zapadały się do środka z łoskotem, wzbijając kłęby pyłu, który dławił pozostałych przy życiu obrońców. W Forcie de Loncin generał Leman wraz z topniejącą garstką podkomendnych trwał na posterunku aż do 15 sierpnia. Warunki panujące wewnątrz były niemal nie do opisania. Grzmot dział różnego kalibru, łoskot metalu uderzającego o beton i cegłę, drżenie ścian od eksplozji pocisków odłamkowo-burzących – wszystko to zlewało się w kakofonię dźwięków trwającą bez przerwy przez długie godziny. Pośród rozpadających się murów, w pogrążonych w półmroku korytarzach, wypełnionych unoszącym się w powietrzu drobnym pyłem i zapachem kordytu, Leman robił, co w jego mocy. Większość pozostałych fortów albo już skapitulowała, albo legła w gruzach. Fort de Loncin był ostatnim bastionem. Generał nie opuścił posterunku, nawet gdy spadający gruz zmiażdżył mu nogi – przewożono go na prowizorycznym wózku. Ostateczne słowo należało do budzących grozę „Grubych Bert”. Kolejny potężny ostrzał przypieczętował los twierdzy. Rankiem 16 sierpnia nad dwoma ostatnimi punktami oporu pozostającymi jeszcze w rękach Belgów załopotały postrzępione białe flagi.

Sam generał Leman miał niebywałe szczęście, że uszedł z bombardowania z życiem. Większość załogi zginęła w potężnej eksplozji, która rozsadziła mury fortu, gdy pocisk trafił w magazyn amunicji. „Nie sposób opisać przerażających skutków tego wybuchu” – wspominał jeden z ocalałych Belgów. „Cała środkowa część fortu zapadła się w potężnej chmurze płomieni, dymu i pyłu” 10. Gdy Leman odzyskał przytomność, powitał go Emmich, wyrażając w kilku słowach uznanie dla męstwa jego żołnierzy. Leman uśmiechnął się cierpko, podziękował generałowi, po czym wymruczał stare wojskowe porzekadło: „Wojna to nie manewry”. Po chwili, jakby coś sobie przypomniawszy, zaczął odpinać szablę, która leżała pogięta u jego boku, by wręczyć ją zwycięzcy. Emmich jednak odmówił jej przyjęcia. Pochylił się nad rannym generałem i szepnął mu do ucha: – To był zaszczyt skrzyżować z panem oręż 11 .

Choć zajęło to nieco więcej czasu, niż zakładano, niemiecki plan wojenny mógł wreszcie zostać w pełni wprowadzony w życie. Droga do serca Belgii stała otworem.

Szefem Sztabu Generalnego armii francuskiej, a z chwilą wybuchu wojny naczelnym wodzem, był wywodzący się z wojsk inżynieryjnych 62-letni Joseph Jacques Césaire Joffre, który większość kariery spędził we francuskich koloniach. Joffre był tęgim mężczyzną o zwalistej sylwetce, gęstych falujących siwych włosach, krzaczastych brwiach i sumiastym wąsie. Jeden ze współczesnych opisał go jako „bardziej masywnego niż eleganckiego”, dodając, że „krótka szyja i szerokie ramiona nadają jego postaci wygląd świadczący raczej o sile niż o dystyngowaniu, jednak jego jowialność i życzliwość dodają mu nieodpartego uroku i przekładają się na obraz człowieka mądrego, silnego, dobrego, a nade wszystko męskiego w każdym calu” 12. Być może Joffre nie należał do najbardziej błyskotliwych ani najbarwniejszych oficerów, jakich wydała armia francuska, ale w realiach politycznych III Republiki, rozdzieranej konfliktami klasowymi i nastrojami antyklerykalnymi, wybór tego pragmatyka o silnym charakterze wydawał się trafny. Nie był zbyt zaangażowany ani politycznie, ani religijnie, by budzić podejrzenia; wydawał się kompetentny i miał dar wyczucia, kiedy należy zabrać głos, a kiedy lepiej zachować milczenie. Stanowisko szefa Sztabu Generalnego objął w 1911 roku.

Francuski plan wojenny przyjęty w lutym 1914 roku był dziełem wielu autorów, efektem licznych kompromisów oraz odwiecznych dylematów strategicznych. Francja, ustępująca Niemcom pod względem potencjału ludnościowego i gospodarczego, musiała znaleźć sposób na odniesienie zwycięstwa – lub przynajmniej na zadanie wojskom kajzera na tyle dotkliwych strat, by dotrwać do momentu, gdy z odsieczą przyjdzie jej sojusznik, carska Rosja. Rezultatem tych starań okazał się Plan XVII, najnowszy z serii planów koncentracji, przewidujący zgrupowanie armii francuskich wzdłuż granicy wschodniej. Francja wystawiła 1,3 miliona żołnierzy w ramach pięciu armii: trzy z nich rozmieszczono wzdłuż granicy francusko-niemieckiej, na odcinku od Belfort po Longwy, a dwie

„Uj

kolejne – bardziej na północny zachód. Po zajęciu przez nie pozycji wyjściowych Joffre zamierzał rozwinąć natarcie w dwóch kierunkach: na prawym skrzydle, między Wogezami a Mozelą poniżej Toul (w celu odzyskania utraconych prowincji – Alzacji i Lotaryngii), oraz na północ od linii Verdun–Metz. Ataki te miały na celu przejęcie inicjatywy, pokrzyżowanie niemieckich planów operacyjnych, a także – zwłaszcza w przypadku Alzacji i Lotaryngii – „dopomożenie w oswobodzeniu tej części ludności (…), która pozostała wierna sprawie Francji” 13 . Kluczową rolę miało odegrać prawe skrzydło, którego północny kraniec obsadzała 5. Armia generała Charles’a Louisa Lanrezaca, rozciągnięta między Hirson a Sedanem, wzdłuż zalesionej granicy francusko-belgijskiej. Lanrezac był niegdyś cenionym za błyskotliwość i oryginalność ulubieńcem francuskiej generalicji, protegowanym Joffre’a, wykładowcą École Militaire. W akademickich murach jego żołnierska postawa i lotny umysł sprawdzały się idealnie, lecz teraz, w ogniu walki, zaczął tracić pewność siebie. Zaniepokojony napływem pilnych raportów wywiadowczych z Belgii, 14 sierpnia udał się do francuskiego dowództwa naczelnego (Grand Quartier Général, GQG)* i oświadczył Joffre’owi, że podejrzewa, iż Niemcy wykonują na północy wielki manewr oskrzydlający. Gdyby tak było w istocie, powinien natychmiast dokonać przegrupowania, przesuwając siły swojej armii na północny zachód, gdyż w przeciwnym razie ryzykował całkowite odsłonięcie swojego skrzydła. Po powrocie do swojej kwatery głównej Lanrezac otrzymał kolejne meldunki świadczące o tym, że niemieckie prawe skrzydło może liczyć aż 8 korpusów i 4 dywizje kawalerii. „Informacje te – pisał w depeszy do Joffre’a – o których dowiedziałem się już po naszym spotkaniu, zdają się wskazywać na groźbę manewru oskrzydlającego, realizowanego przez nader znaczne siły po obu brzegach Mozy” 14 .

* Grand Quartier Général (w skrócie GQG lub Grand QG) – Kwatera Główna Armii Francuskiej podczas I wojny światowej. Stanowiła wojenny odpowiednik Najwyższej Rady Wojennej (Conseil supérieur de la guerre), działającej w czasach pokoju. GQG została powołana do życia na mocy decyzji parlamentu 2 sierpnia 1914 roku, w następstwie naruszenia granic Francji przez wojska niemieckie, i funkcjonowała do 20 października 1919 roku.

Francuscy wojskowi bynajmniej nie wykluczali możliwości ataku przez Belgię, jednak ani Joffre, ani jego najbliżsi doradcy nigdy w pełni nie pojęli skali niemieckich zamierzeń. Przecież Niemcy nie odważyliby się pogwałcić belgijskiej neutralności. Plan Schlieffena był prawdopodobnie niczym więcej niż misterną mistyfikacją mającą zamaskować uderzenie na Francję; po prostu nie było możliwości, by Niemcy dysponowali wystarczającą liczbą wojsk, aby rozwinąć znaczne siły na północ od Mozy. A jeśli nawet wykonają manewr prawym skrzydłem i rzucą trzon swych sił do Belgii, czyż nie osłabią tym samym innych odcinków frontu? Joffre wysłał Lanrezacowi krótką depeszę, bagatelizując jego obawy: „W manewrze, o którym Pan wspomina, dostrzegam same korzyści. Zagrożenie jest jednak odległe, a pewność co do niego daleka od absolutnej” 15. Joffre skupiał swoją uwagę na czymś innym. 8 sierpnia wydał „Instrukcję ogólną nr 1”, w której nakreślił zamiar „dążenia do bitwy całością sił”. Planował dwa szybkie uderzenia przez granicę, aby przejąć inicjatywę, zapewnić Francji szybkie zwycięstwo i zsynchronizować działania z planowaną ofensywą rosyjską na froncie wschodnim. 1. Armia na skrajnym prawym skrzydle miała nacierać w kierunku Sarrebourga, podczas gdy urzutowana na lewo od niej 2. Armia miała kierować się na Sarrebruck (Saarbrücken). Lanrezac musiał czekać 16 . 14 sierpnia Francuzi przystąpili do działań zaczepnych. Przez pięć dni dwie francuskie armie posuwały się ostrożnie na wschód, obserwując, jak niemieckie straże tylne ustępują im pola, pozostawiając za sobą spalone wsie i nękając nacierających ogniem artylerii, by opóźnić ich pochód. To tutaj Francuzi po raz pierwszy zetknęli się z niszczycielską siłą niemieckich dział kalibru 77, 105 i 150 mm, które miały większą donośność niż ich francuskie odpowiedniki i skutecznie trzymały atakujących na dystans. Już drugiego dnia dowódca 2. Armii generał Noël Édouard Curières de Castelnau przyznał, że jego wojska uczestniczą w „bitwie na wyniszczenie”, wymagającej „zastosowania metod zbliżonych do działań oblężniczych”. Każdą kolejną pozycję obronną należało zdobywać, czyniąc „jak najszerszy użytek” z okopów, umocnień i schronów, aczkolwiek generał podkreślał, że „nie oznaczało to wyzbycia się ofensywnego ducha” 17. Zaledwie kilka dni takich działań wystarczyło, by obnażyć

„Uj

słabości francuskiego planu wojennego. „Nasze wojska, zarówno piechota, jak i artyleria, zostały poddane ciężkiej próbie” – meldował 15 sierpnia sztab 2. Armii. „Nieprzyjacielska artyleria dalekonośna trzyma naszą na dystans; nie możemy podciągnąć dział wystarczająco blisko, by prowadzić skuteczny ogień kontrbateryjny. Nasza piechota atakowała z impetem, ale została zatrzymana głównie przez ogień artyleryjski oraz dobrze okopaną piechotę przeciwnika” 18 .

Niemieckim dowódcą na tym odcinku frontu był następca tronu bawarskiego, książę koronny* Rupprecht, jeden z najwyższych rangą generałów królewskiej krwi w kajzerowskim wojsku. Dowodził on 6. Armią, a otrzymane instrukcje nakazywały mu wciągnąć nieprzyjaciela w „sieć”, następnie wyprowadzić druzgoczące ataki flankujące. Było to zgodne z niemieckim planem koncentracji sił na prawym skrzydle; zadanie Rupprechta polegało jedynie na wiązaniu sił francuskich walką do momentu, aż z północy spadnie na nie główne uderzenie. Koncepcja ta była jasna i zrozumiała, lecz im głębiej wdzierali się Francuzi, tym większe zniecierpliwienie ogarniało Rupprechta i jego sztab – zwłaszcza gdy zaczęli podejrzewać, że górują nad przeciwnikiem. Towarzyszyła im obawa, że wojna może się zakończyć, zanim wojska bawarskie zdążą wykazać się czymś więcej niż tylko sprawnym prowadzeniem działań opóźniających. Rupprecht wystąpił o pozwolenie na kontratak i po serii burzliwych dyskusji z Moltkem otrzymał w końcu wolną rękę, by „postąpić tak, jak uzna za słuszne”, jednak z zastrzeżeniem, że „weźmie na siebie odpowiedzialność” 19 za skutki tej decyzji. Jego wojska ruszyły do natarcia 20 sierpnia, zaskakując Francuzów gwałtownością i impetem uderzenia. Rezultatem był pogrom. Do 23 sierpnia 1. i 2. Armia, mocno poturbowane, zostały odrzucone na pozycje wyjściowe. Nie zdobyły ani skrawka terenu, za to nabrały respektu dla potęgi swoich przeciwników.

Gdy francuski plan wojenny zaczął się rozsypywać, Joffre wpadł w wir narad i konferencji. W niedzielę 16 sierpnia spotkał się

* Kronprinz, książę koronny, tytuł następcy tronu cesarskiego w Cesarstwie Niemieckim, Austrii i królestwach Rzeszy. W czasie I wojny światowej trzej ówcześni następcy tronu: Wilhelm Hohenzollern, następca tronu Prus i Niemiec, syn cesarza Wilhelma II, Rupprecht Wittelsbach, następca tronu bawarskiego, i Albrecht Wirtemberski, pełnili wysokie stanowiska dowódcze na froncie zachodnim.

z marszałkiem polnym sir Johnem Frenchem, naczelnym dowódcą brytyjskich sił ekspedycyjnych. Sześćdziesięciojednoletni French był kawalerzystą, który w czasie wojny burskiej zasłynął brawurowym rajdem z odsieczą dla oblężonego Ladysmith. Choć bez wątpienia odważny, był niskiego wzrostu i miał nerwowe, drażliwe usposobienie. Gdy się złościł – co zdarzało się aż nazbyt często – policzki mu czerwieniały, oczy się zwężały, a pięść z hukiem uderzała w stół, siejąc popłoch wśród zebranych. Prezydent Francji Raymond Poincaré, który spotkał się z nim w Paryżu, nie był pod wrażeniem angielskiego dowódcy. „To człowiek niewysoki, spokojny w obejściu, w którego wyglądzie nie ma nic szczególnie wojskowego poza tym, że patrzy rozmówcy prosto w oczy. Policzki i podbródek ma gładko ogolone, wąsy siwe, nieco opadające”. Po francusku mówi „z wielkim trudem” 20 .

Joffre nie podzielał opinii Poincarégo na temat Johna Frencha –oceniał jego kompetencje dowódcze znacznie łaskawiej – lecz już to pierwsze spotkanie dobitnie pokazało, jak wiele wysiłku będzie kosztować brytyjskiego dowódcę efektywne współdziałanie z sojusznikami. W tym samym czasie brytyjskie siły ekspedycyjne złożone z dwóch korpusów armijnych (każdy po dwie dywizje piechoty) oraz jednej silnej dywizji kawalerii – w sumie około 100 tysięcy ludzi –były właśnie przerzucane przez kanał La Manche, by zająć pozycje na lewym skrzydle ugrupowania wojsk francuskich w rejonie silnie ufortyfikowanego miasta Maubeuge. Joffre zamierzał rozpocząć szeroko zakrojoną ofensywę już 22 sierpnia, lecz French stanowczo zaznaczył, że nie będzie mógł rozwinąć swoich sił wcześniej niż 24 sierpnia. Francuski dowódca przedstawił swój plan kampanii i usilnie nalegał, by Brytyjczycy jak najszybciej weszli do akcji. Przyznał przy tym, że jego wiedza na temat rozmieszczenia niemieckich wojsk w Belgii była „tak mało precyzyjna, że nie mogłem nadać swoim zamiarom konkretnej formy”. Mimo to chciał przeprowadzić „działania ogólne” na północ od rzeki Sambry, gdzie siły brytyjskie mogłyby uderzyć „na skrzydło wojsk niemieckich, w miarę możliwości wychodząc na ich tyły”. French obiecał, że zrobi, co w jego mocy 21 . Pomimo frustracji we francuskiej kwaterze głównej (GQG) i w Paryżu z powodu rzekomego powolnego tempa brytyjskiej

mobilizacji przerzucenie Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych (BEF) na kontynent przebiegło szybko i sprawnie. 6 sierpnia, dwa dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Wielką Brytanię, w siedzibie premiera przy Downing Street 10 odbyła się narada wojenna pod przewodnictwem Herberta Asquitha. Zdecydowano wówczas o wysłaniu sił ekspedycyjnych do Francji, choć nowo mianowany minister wojny, marszałek polny Herbert Horatio Kitchener – baron Kitchener z Chartumu, znany również jako „K of K” (Kitchener of Khartoum) – zgodził się jedynie na wysłanie 4 dywizji piechoty (oraz jednej dywizji kawalerii), pozostawiając dwie dywizje w kraju do ochrony przed ewentualną inwazją 22. Kitchener – człowiek surowy i autorytarny, znany z centralistycznych zapędów – nie wierzył, by którakolwiek ze stron mogła odnieść szybkie i decydujące zwycięstwo. Dlatego też, mimo naglących apeli płynących z Paryża, nie zamierzał rzucać w tym momencie do walki wszystkich dostępnych sił. Ostrożność ta znalazła wyraz w wytycznych, jakie przekazał Johnowi Frenchowi. Choć „należy dołożyć wszelkich starań, by jak najżyczliwiej wychodzić naprzeciw planom i życzeniom naszego Sojusznika”, Kitchener wyraźnie zastrzegł, że „liczebność sił brytyjskich oraz możliwości ich wzmocnienia” mają być „ściśle limitowane”, a same wojska „należy traktować z należytą dbałością” 23 . Owa trudna sztuka balansowania – polegająca na wspieraniu sojusznika, lecz jedynie do pewnego stopnia – nieustannie zaprzątała myśli Frencha, gdy szykował swoje dywizje do zajęcia pozycji na linii frontu. 17 sierpnia spotkał się z Lanrezakiem, który wywarł na nim nader korzystne i budujące wrażenie. „Lanrezac wydaje się żołnierzem niezwykle kompetentnym; zaimponował mi też swoim rozsądkiem i stanowczością” – zanotował French w swoim dzienniku. Lanrezac, co nie było dla niego typowe, wykazywał się pewnością siebie – oświadczył wręcz, że znajdują się o krok od wielkiego zwycięstwa, i to w dodatku tak blisko historycznego pola bitwy pod Waterloo! Dopiero później, gdy rozjechali się każdy w swoją stronę, relacje między obydwoma dowódcami zaczęły się psuć. Pod presją Wielkiego Odwrotu oskarżali się nawzajem o niesolidność i pozostawienie bez wsparcia. Lanrezac nie krył zniesmaczenia, słuchając, jak French kaleczy jego ojczystą mowę, podczas gdy sir John French

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Zachodni front. Historia pierwszej wojny światowej by SIW Znak - Issuu