Nadać sens temu światu
Nadać sens temu światu Henryk Wujec Wydawnictwo Znak Kraków 2021
Jak powstała ta książka
Ludwika Wujec
Przez jedenaście lat, od 2009 roku, regularnie, co kwartał, pisał Henryk felietony do biłgorajskiego kwartalnika „Tanew”. Pisał je z ogromnym zaangażowaniem, dzielił się ze swoimi krajanami wspomnieniami i przemyśleniami, komentował bieżące wydarzenia. „Świadectwo każdego z nas wzbogaca naszą ludzką wiedzę. Kompendium naszych wiadomości o wszystkim tworzy summę ludzkiej wiedzy, a przecież innej nie ma. Myślę więc, że zawsze warto dodać do tej wielkiej summy swoją własną cegiełkę, bo przecież nikt inny takiej właśnie cegiełki nie stworzy” – pisał. Opowiadał więc o swoim dzieciństwie na wsi, o wiejskich obyczajach i o tym, ile zawdzięcza wiejskiemu wychowaniu. Pisał o przyjaźni, miłości, o potrzebie pomocy wzajemnej i o destrukcyjnej sile nienawiści. O ukochanej fizyce, o religii i o najważniejszych wydarzeniach swego życia. A kiedy doszedł do wniosku, że zebrała się z tych kilkudziesięciu felietonów spójna całość, zaczął przygotowywać ich książkowe wydanie. Bardzo Mu na nim zależało. Do ostatnich chwil ustalał szczegóły – zakończenie napisał w czerwcu 2020 roku… Nie zdążył. Po śmierci Henia wspólnie z grupą przyjaciół postanowiłam dokończyć Jego pracę i wydać Jego wymarzoną książkę pod patronatem Funduszu Obywatelskiego im. Henryka Wujca. Podczas przeglądania papierów znalazłam jeszcze kilka ważnych tekstów, które naszym zdaniem nie tylko pasują do ducha felietonów „Tanwi”, ale też świetnie je uzupełniają. Teksty te oraz wiersze Henryka zdecydowaliśmy się dodać do książki. Bardzo chcemy, żeby Czytelnicy, zwłaszcza młodzi, dowiedzieli się, jakim człowiekiem był Henio na co dzień, dlaczego był taki ważny dla innych. Żeby pamięć o Nim żyła. I dlatego do książki dołączyliśmy kilka wspomnień osób, które spotkały Go na różnych etapach życia. W felietonie O życiu i śmierci Henio pisał: „Łączy nas wspólny los wobec tego nieznanego świata. Nie mogę więc myśleć tylko o sobie, nie mogę zostawić innych. Póki to jest w mojej mocy, muszę z innymi razem pokonywać bezsens tego świata, a może zabrzmi to bardziej optymistycznie: razem szukać, a nawet tworzyć sens tego świata”. Dziękujemy Ci, Heniu, że byłeś.
Spis treści
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”) 13 Wstęp. Jesteśmy w drodze 15 Mój Biłgoraj 18 Biłgoraj II 22 Kultura – przekaz pozytywny 27 Mama 32 Kultura – przekaz pozytywny II 35 Kultura – chłopski romantyzm 39 Biłgoraj, Radom, Ursus 1976–2011 42 Biłgoraj – po wyborach 47 Biłgoraj – Wannsee – Frampol 51 „Gorzkie żale, przybywajcie” 54 Biłgoraj – Berlin Wannsee 59 Odkrycie Archipelagu 63 Podróż Trzech Króli 70 Zielone Świątki 73 Ukraina – Biłgoraj 77 Czy Polacy są narodem straconym? 84 Święto Wolności 87 Ukraina 94 Mosty porozumienia / przyjaźni 97 Księgi biłgorajskie 102 Księgi biłgorajskie – strony lubelskie 109 Wybory – karta europejska 114 Mroczny początek roku 120 Witaj, maj, piękny maj 124 40-lecie Komitetu Obrony Robotników 132 Matura 1957 136 Amerykański mit 144 Moja klasa 149 Księgi biłgorajskie II 155 „Podróż do ciemnego kresu” – Herbert 159 Jesienna Tanew 163 Okrągłostołowy Biłgoraj
8
Henryk Wujec | Nadać sens temu światu
172 30 lat wolności 178 Wigilie biłgorajskie, wigilie polskie 183 W czasach zarazy 189 Zakończenie. Każdy jest politykiem 191 tomasz dostatni op: Posłowie. Przenikanie światów 196 gabriela figura: Kilka słów o „Tanwi”
Wiersze 201 Poszła plotka… 203 Gdzie jest mój brat 204 7-letniemu chłopcu XI Panczenlamie Tybetu 205 Credo 206 Matka Boska Jedwabińska 208 Jacek 210 Bełżec ’42 211 Biłgoraj 212 Weź swój krzyż 213 W urzędowej sali
Felietony i wspomnienia 217 O życiu i śmierci 226 Parę słów o Janie Józefie 229 Spóźnione wspomnienie 232 Wspomnienie o Hożej 243 Czas wolności – czas odpowiedzialności
Kilka tekstów o Henryku 251 henryk woźniakowski: Henryka Wujca życie godziwe 260 krzysztof a. meissner: Wspomnienie Henia Wujca
262 jakub wygnański: Był jednocześnie Henrykiem i Heniem...
271 teresa ogrodzińska i ludwika wujec: Podziękowania
Fotoalbum
273
Fotografie ze zbiorów rodzinnych Henryka i Ludwiki Wujców
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)
Wstęp. Jesteśmy w drodze
Dlaczego przekazuję ten zbiór felietonów – a może lepiej: ten różnorodny zbiór wypowiedzi – Czytelnikom? Wydaje mi się, że każdy z nas może opisać niesłychanie ciekawe fragmenty ze swego życia, ze swego doświadczenia, ze swoich obserwacji, ze swoich przemyśleń… Całe nasze ludzkie doświadczenie z tego się składa. Świadectwo każdego z nas wzbogaca naszą ludzką wiedzę. Kompendium naszych wiadomości o wszystkim tworzy summę ludzkiej wiedzy, a przecież innej nie ma. Myślę więc, że zawsze warto dodać do tej wielkiej summy własną cegiełkę, bo przecież nikt inny takiej właśnie cegiełki nie stworzy. Czy to się do czegoś przyda? Nie wiem. Ale jedno wiem na pewno – że jeśli się tego nie zrobi, będzie to już na zawsze stracone. Czy zastanawialiście się, ile już rzeczy, które chcielibyście, aby ktoś utrwalił, opowiedział, zapisał, zostało nieodwołalnie, na zawsze utraconych? Strat takich, niekiedy niepowetowanych, jest oczywiście wiele, ale czy w takim razie naszym człowieczym obowiązkiem nie jest pozostawienie śladu swego unikalnego doświadczenia?
13
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)
Moim zdaniem taki obowiązek moralny ciąży na nas, głównie dlatego, że nikomu – największym myślicielom ludzkości, największym twórcom wiar religijnych (zawsze zaczyna się od człowieka) – nie udało się odpowiedzieć na pytanie: kim jest człowiek? Nasze jednostkowe doświadczenie jest więc równie ważne w tych poszukiwaniach. Kim jestem? To było zawsze i cały czas najważniejsze pytanie, na które szukałem odpowiedzi od dziecka. Ta wiedza: kim jestem, nie została mi dana, nie została objawiona, dochodziłem do niej całe życie. Ta wiedza była coraz ciekawsza i coraz bogatsza. Szczęściem nad odpowiedzią na to pytanie pracowało mnóstwo ludzi, w tym wielu geniuszy. Wiemy już dość dokładnie, jak powstawał Wszechświat, wiemy, jak powstawała Ziemia i życie na Ziemi, jak niekiedy dramatyczne i zaskakujące były kolejne epoki (eony) w historii życia na Ziemi, wiemy, jak formował się homo sapiens, a właściwie to mieszaniec (bastard, jak piszą uczeni) kilku gatunków człowieka. I oto z tych przypadkowych zdarzeń wyłania się coś, czego zrozumieć nie możemy, przecież przy innym zbiegu okoliczności w ogóle by nas nie było albo bylibyśmy zupełnie inni. Ale jesteśmy! I jesteśmy właśnie tacy! Uważam, że narzuca to na nas szczególny obowiązek – pójścia tą drogą aż do kresu tajemnicy, tak jak napisał Herbert: Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę… Jesteśmy w drodze. Można powiedzieć, że takie jest nasze przeznaczenie, więc jedno jest pewne – musimy czuć wspólnotę naszego ludzkiego losu, być w tej wspólnocie i w tej drodze solidarni.
14
Henryk Wujec | Nadać sens temu światu
Mój Biłgoraj
Lato 2009
Prosił mnie Stefan Szmidt o stały felieton w „Tanwi”. Myślałem o tym trochę, o czym pisać? Najlepiej byłoby komentować wydarzenia, współczesne sprawy, którymi wszyscy żyjemy, ale, ale… Ale przecież Biłgoraj – słowo „Biłgoraj” – porusza tyle myśli, tyle emocji. Niech ktoś z Czytelników powie, że pozostaje obojętny, gdy słyszy gdzieś w świecie: „Biłgoraj”! Nie żartuję, jakoś nigdy nie mogłem się określić inaczej niż jak: „jestem z Biłgoraja”, a dokładniej: „spod Biłgoraja”, ze wsi Podlesie koło Biłgoraja, takie mam wpisane miejsce urodzenia. Czy to jednak na pewno Podlesie? To już inna sprawa, bo gdy byłem mały, wszyscy mówili na naszą wioskę Czostek (pytanie do młodych: co to jest „czostek”?), a podobno przed pierwszą wojną (światową!) wioska zwała się Aleksandrowską Swobodą, gdyż miłościwy car Aleksander (w roku 1864) wyzwolił nas od pańszczyzny; z dumą zawsze podkreślam, że jestem z chłopów pańszczyźnianych. Ale wróćmy do Biłgoraja. Z prawdziwą pasją odkrywałem i odkrywam wszystkie wzmianki w literaturze pięknej o Biłgoraju, wymienię je tu w kolejnych felietonach, ale jeśli ktoś zna inne, to bardzo zapraszam, proszę się podzielić. My też chcemy wiedzieć! Chociażby taka: być może etymologie słów „Biłgoraj”,
15
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)
„Goraj” i „Gorajski” są różne (nie znam się na tym, proszę o uwagi), ale czyż nie napawa nas dumą fakt, że książę, komes – pisze Paweł Jasienica w Polsce Jagiellonów – Dymitr Gorajski, podskarbi koronny, który odgrywał główną rolę na dworze ostatniej panującej Piastówny, królowej Jadwigi, wytłumaczył kilkunastoletniej temperamentnej królowej, co toporem chciała sobie wyrąbać drogę do małżeństwa z ukochanym Wilhelmem Habsburskim, że polska racja stanu wymaga małżeństwa z trzykrotnie od niej starszym Jagiełłą. I tak stała się unia polsko-litewska. A potomek Dymitra Adam (kalwin nota bene) ufundował nam w 1578 roku Biłgoraj. Jak więc mógłbym po prostu, tak sobie, komentować współczesne wydarzenia, które przecież za chwilę przesłonią kolejne nowości, a nie odnieść się do tego, kiedy po raz pierwszy w moim życiu, w mojej świadomości pojawił się Biłgoraj. Proszę o cierpliwość, do współczesności też dojdziemy, współczesność przecież nie ucieknie, zawsze jest z nami, zawsze zdążymy o niej porozmawiać. Zatem kiedy ten Biłgoraj pojawił się po raz pierwszy w moim życiu?! Nie pamiętam, kiedy byłem pierwszy raz w Biłgoraju. Ale pewnie było to wtedy, gdy mama w ciąży (miał się urodzić mój brat) ukrywała się w lasach pod Brodziakami, a tata – ktoś musiał prowadzić gospodarstwo – poszedł z bańkami pełnymi mleka do Biłgoraja, mnie zostawiając u swojego wujka Jana Wojdy. Gdy wrócił, wujka już nie było, nie było również mnie, wszystkich zabrali Niemcy do Majdanka. Była to pacyfikacja wiosek Zamojszczyzny, kolejny zbrodniczy pomysł hitlerowców w pierwszej połowie roku 1943. Podobno najpierw nas trzymali przy kościele w Puszczy Solskiej, potem wywieźli do Zwierzyńca, a stamtąd do Majdanka. Nie pamiętam tej pierwszej swojej podróży do Biłgoraja, miałem dwa lata i sześć miesięcy. Potem, gdy mieszkająca pod Lublinem moja babcia, siostra wujka, cudem, w ostatniej chwili uratowała mnie z Majdanka, tata przyjechał i zabrał mnie znowu na Podlesie. Musiałem więc już drugi raz, może dwa miesiące później, przejeżdżać przez Biłgoraj, ale nic nie pamiętam. Czy jednak zupełnie nic? To moje pierwsze najsilniejsze wspomnienie: Jest już rok 1944, dokładnie rok później, pilnuję krów w „Cegielni” (trzyipółroczne roczne dziecko!), w gorące południe biegnę do pobliskiej chaty napić się wody, oglądam się, a za mną pędzi żołnierz, wpadam w paniczny strach, na pewno chce mnie porwać, spazmatycznie krzyczę, biegnę jak oszalały, żołnierz za mną, wpadam na podwórko, chwyta mnie sąsiadka i utula, a żołnierz… nabiera wody ze studni. Te przeżycia sprzed roku, ci żołnierze zabierający nas z domu, eskortujący przez Biłgoraj, pilnujący w Majdanku, zostali w najgłębszych zakamarkach pamięci.
16
Henryk Wujec | Nadać sens temu światu
I drugie wspomnienie, może miesiąc, dwa później. Na naszym podwórku w Podlesiu ruch, kręcą się jacyś żołnierze w zielonych mundurach, jeden z nich okrakiem staje na cembrowinie studni i żurawiem nabiera wodę dla koni, ujada pies, mój ukochany Bukiet. Siedzimy cicho w kuchni, nagle pada strzał, milknie ujadanie psa, wchodzi mama i mówi: „Zabili Bukieta” – to już żołnierze radzieccy. No więc kiedy zobaczyłem ten Biłgoraj? Na pewno chodziliśmy w niedzielę do kościoła w Puszczy Solskiej, a Puszcza Solska to wtedy przedmieście Biłgoraja, jeszcze nie Biłgoraj, ale już przedsmak „wielkiego miasta”. Do kościoła chodziliśmy boso. Tam gdzie teraz jest most na Czarnej Ładzie w kierunku Tarnogrodu, przekraczaliśmy bród i po drugiej stronie rzeki zakładaliśmy buciki, ale czy zawsze? W lecie przecież cały czas biegaliśmy na bosaka. W drugiej klasie szkoły podstawowej chodziliśmy już na religię do kościoła, przygotowywaliśmy się do pierwszej komunii. Byliśmy wiejskimi chłopakami, w głowie mieliśmy różne figle, czy takie, jakie podobno przytrafiły się Wałęsie, nie wiem, wspinaliśmy się na przykościelne kasztany, skakaliśmy z muru okalającego kościół (jest do tej pory) na chodnik, koniecznie piętami na beton, bo to ciekawiej, uczyliśmy się spowiedzi tak, że jeden z nas siedział w konfesjonale, a drugi rozpoczynał spowiedź, powtarzając wszystkie formułki – znam je do tej pory. Kiedy jednak uświadomiłem sobie, że Biłgoraj to coś więcej niż Puszcza Solska? Chyba wtedy, gdy spaliło się Starostwo – teraz jest tam PZU. Który to był rok? Z naszej wioski widać było wielką łunę pożaru, kłębiące się dymy. Dorośli mówili: „To chyba pali się Starostwo”. Wspiąłem się na wysokie drzewo, żeby lepiej widzieć: więc tam jest ten inny świat, Biłgoraj, i tam jest Starostwo! Może rok później mama zabrała mnie ze szkoły podstawowej w Dereźni, mówiąc: „Tu się nic nie nauczysz”, i zapisała do czwartej klasy szkoły podstawowej w Biłgoraju, tam gdzie teraz jest liceum. Nikogo tam nie znałem, chociaż nie – jednego chłopaka poznałem w czasie nauki religii w Puszczy, mieszkał przy kościele, Edek Niećko. Co za radość, siedzimy razem w jednej ławce, pierwsza przyjaźń. Powoli aklimatyzuję się do warunków miejskich, nie tracąc tożsamości, chyba dość szybko czuję, że ta moja wiejskość to wartość. Gdy wracam, kupuję czasem w sklepie w Puszczy Solskiej chleb, ludziom ze wsi nie wolno kupować w mieście chleba, bo było go za mało, ale dziecku pozwalają.
17
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)
Biłgoraj II
Jesień 2009
Podjąłem się trudnego zadania: ile wątków, skojarzeń pojawia się na dźwięk słowa „Biłgoraj”. Jak je przedstawić, co wybrać? Los mi jednak sprzyja, w tym samym numerze „Tanwi”, w którym pojawił się mój pierwszy felieton, znalazł się także artykuł Piotra Flora Jak powstała parafia o kościele katolickim w Biłgoraju – i to o jakim kościele, głównie o moim w Puszczy Solskiej pod wezwaniem Świętej Marii Magdaleny. Okazało się, że ten kościół, a wcześniej zabudowania klasztoru franciszkanów stoją na „Czostkowej Górce”, którą franciszkanie otrzymali – nie wiem od kogo, ale domyślam się, że od Zamoyskich okrążających stopniowo kalwiński Biłgoraj ze wszystkich stron. Tak więc pierwotna nazwa mojej wioski Czostek nie była przypadkowa, najprawdopodobniej należeliśmy do dóbr zakonu franciszkanów, aż do roku 1864, kiedy to dekretem carskim skasowano klasztor za pomoc powstańcom styczniowym, a nas „pańszczyźnianych” wyzwolono i uwłaszczono. Takie są skomplikowane i paradoksalne dzieje: patriotyczny klasztor ukarano, a chłopów obdarowano ziemią, aby ich skłócić z Kościołem i przekonać do caratu. Czy to się udało? Na dłuższą metę jednak nie, ale to oddzielna historia. Wróćmy jednak do kościoła w Puszczy Solskiej, pierwszego biłgorajskiego kościoła katolickiego, położonego wówczas poza obrębem Biłgoraja,
18
Henryk Wujec | Nadać sens temu światu
w którym przez kilkadziesiąt lat istniał najpierw zbór kalwiński (teraz jest w tym miejscu kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny), a biedni mieszkańcy Biłgoraja, katolicy, musieli chodzić aż do Puszczy Solskiej. Zamoyski na przekór Gorajskiemu postawił tam kaplicę, a potem sprowadził zakonników, jego działania wspierały objawienia Świętej Marii Magdaleny. Dzięki temu mamy kościół pod jej wezwaniem, a nad głównym ołtarzem piękny i śmiały obraz Świętej Marii Magdaleny, pokutującej w pieczarze. Maria Magdalena jest na obrazie piękną kobietą z odsłoniętymi, nagimi ramionami i głębokim dekoltem, bo przecież piękno jest darem Boga i nie należy wstydliwie go ukrywać, ale zarazem jest to kobieta pokutująca i naprawiająca błędy swojego życia. Myślę, że to postać bliska parafianom, którzy także mają świadomość licznych swoich grzechów i modlą się o przebaczenie – każdy z nas jest grzeszny i każdy powinien naprawiać błędy swego życia. Maria Magdalena miała szczęście spotkać samego Jezusa, który uratował jej życie przed ukamienowaniem, odzywając się do jej prześladowców w sposób, który powinien zamknąć usta wszystkim nienawistnikom: „Ten z was, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem” (J 8, 7). Wtedy nikt w nią nie rzucił: „A oni, usłyszawszy te słowa, poczęli odchodzić jeden za drugim, zaczynając od starszych” (J 8, 9). Niestety nienawistników chcących rozliczać innych z grzechów wciąż jest pełno, a trochę jest ich też w Biłgoraju. Zatrzymałem się dłużej przy puszczańskim kościele, bo usytuowany jest w samym środku mojego ówczesnego życia, jak sztandar, zewsząd widoczny, wznosi się na dawnej Czostkowej Górce nad całą okolicą. Jeden z najtrwalszych symboli Biłgoraja i całej okolicy: z tym wizerunkiem się rodzimy, żyjemy, umieramy – dobrze, że patronuje nam (przynajmniej tym od południowej strony Biłgoraja) Święta Maria Magdalena. W poprzednim felietonie napisałem o swoim odkryciu w biłgorajskiej szkole: „że ta moja wiejskość to wartość”. Co to znaczy? Oczywiście jako dziecko wiejskie miałem kompleksy, byłem marnie ubrany, brak mi było ogłady, byłem nieśmiały, a czasami przy odpowiedzi wyrwało mi się gwarowe słowo i cała klasa pękała ze śmiechu. Ale niespodziewanie okazało się, że jestem dobry z matematyki, a to już duży atut, gdyż zgodnie z moralnością wiejską (jesteśmy jedną wspólnotą) uważałem, że moim obowiązkiem jest dawanie ściągać, a dla dziewczyny, w której się podkochiwałem, pisałem oddzielne rozwiązania domowych zadań i podrzucałem jej do ławki. Z czasem okazało się, że w codziennym życiu jestem bardziej samodzielny niż moi miastowi rówieśnicy, niestraszne mi śniegi, słoty i upały ani ciężka praca, umiem znosić ból fizyczny, lubię szarżować, nie zważając na ryzyko.
19
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)
Dużo później zrozumiałem, że na wsi nauczyłem się rzeczy ważnych, które przydały mi się w późniejszym życiu. Pierwsza to solidarność z podobnie żyjącymi biednymi ludźmi: stanowimy jedną rodzinę wiejską i powinniśmy sobie pomagać, a dziecko powinno służyć pomocą potrzebującym, nie tylko w rodzinie – taka była niekwestionowana zasada wzajemnej służebności. Zupełnie jakbyśmy czytali listy Świętego Pawła i stosowali je w praktyce: „Jedni drugich brzemiona noście” (Gal 6, 2). Drugia to naturalny obowiązek wdzięczności, wzajemności. Za otrzymane dobro powinienem się odwdzięczyć, nieważne, czy ktoś to zrobił w ramach swojej pracy, czy po prostu pomógł. Taki wewnętrzny obowiązek wdzięczności ciążył na mnie przez całe studia: jak ja potem odpracuję to, że udało mi się pójść na studia? Był to jeden z zasadniczych motywów mojego uczestnictwa w akcji pomocy robotnikom ursuskim, wyrzuconym z pracy i prześladowanym po strajku w roku 1976. Jeżdżąc z pomocą do nich, czułem, że spłacam dług, który zaciągnąłem u podobnie biednych społeczności, idąc na studia. To nie było przeze mnie wykoncypowane, to siedziało w środku, jako rezultat naturalnego wiejskiego wychowania. Wdzięczny jestem swoim rodzicom, swoim sąsiadom, współmieszkańcom z mojej wsi za przekazanie tych cennych wartości.
Biłgoraj Próbuj stopą Dotykaj dłońmi Badaj wzrokiem Smakuj pył Wchłaniaj zapach Nie wystarczy litera Nie wystarczy obraz Nie wystarczy dźwięk Weź ten ułomek muru Doświadcz tej macewy Obejmij kikut drzewa Jutro tu będzie arteria Nie doznasz już Świata prawdziwego Idź ulicą i chłoń te domy
20
Henryk Wujec | Nadać sens temu światu
Wdrap się na wieżę Zajrzyj do studni Przejdź w bród rzekę Zanurz twarz w rosie Przejdź boso po lodzie Nabierz ręką ziemi Zostań sam na sam Z ciemnym niebem i niemym śniegiem Tylko tę garść ziemi Zabierzesz ze sobą Przekroczysz wszelkie granice Ale miej talizman piachu Ułomek muru Twoje największe objawienia
21
Felietony z lat 2009–2020 (z „Tanwi”)