Skip to main content

Widzenia nad Zatoką San Francisco

Page 1


Projekt okładki

Łukasz Piskorek

Na okładce

Magdalena Laskowska, Horyzonty. Concerto, 2018

Zdjęcie na wyklejce

Spacer nad Bugiem, Klimczyce 1981 (fot. PAP/Maciej Billewicz)

Redaktorka inicjująca serię

Dorota Gruszka

Redaktorka prowadząca

Justyna Tomska

Opieka redakcyjna

Anna Szulczyńska

Promotorka

Karina Caban

Korekta

Artur Czesak

Katarzyna Onderka

Indeks

Na podstawie opracowania zespołu redakcyjnego Wydawnictwa Literackiego

Artur Czesak

Opracowanie typograficzne

Irena Jagocha

Złożono krojem Miłosz

Łamanie

CreoLibro

© Copyright 2026 by Czeslaw Milosz Estate. All rights reserved

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-143-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

Pisanie jako egzorcyzm

„I też Miłosz, mój poeta” – te słowa wielokrotnie można było usłyszeć z moich ust, wypowiadałam je publicznie i prywatnie. Poznawałam autora Pieska przydrożnego właśnie poprzez poezję, w dalszej kolejności prozę i książki eseistyczne. Ta chronologia nie pozwala mi przestać myśleć o Miłoszu poecie, nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, kiedy czytam Miłosza eseistę.

Czytać, teraz, ponownie Widzenia nad Zatoką San Francisco, w blisko sześć dekad po premierze, to w dużej mierze odkrywanie, jakiż z Miłosza prorok.

W jednym z pierwszych esejów tego zbioru autor przywołuje cytat z Raymonda F. Dasmana z książki The destruction of California: „Jednak nie wolno zamykać oczu na przemiany i problemy, jakie są udziałem Kalifornii. Zbyt wiele przemawia za tym, że będą one problemami całego cywilizowanego świata”1. I chociaż ten cytat jest dla pisarza pretekstem do zarysowania przed czytającymi miejsca (fizycznie i mentalnie), z którego pisze, słyszę w tym fragmencie też szerzej rozciągniętą troskę, skierowaną ku Ziemi. Przy tych

1 Czesław Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, Kraków 1989, s. 8.

słowach przychodzą mi przed oczy obrazy pożarów, które dotykają Kalifornię, sezon pożarów, już tam, na Zachodnim Wybrzeżu, trwa przecież cały rok. To klęski żywiołowe, którym nadaje się nazwy, które się kataloguje, porównuje, zapisują się w historii, jak chociażby te potężne z 2025 roku: Palisades Fire czy Sunset Fire.

Po latach powie Miłosz Renacie Gorczyńskiej, że czasu w Kalifornii nie określały sprawy polityczne. „To nie było miejsce, gdzie czuje się ziarnistość historycznego czasu. Więc zostawała natura (…). Dzisiaj też odbieram Amerykę wyłącznie jako naturę”2. Zapytam za Cynthią Haven: „Wyłącznie?”3. Ta książka pokazuje jednak, że to słowa skromności, powściągliwości, a może też, w jakiejś mierze – prowokacji. Przyglądniemy się temu w tym tekście. Wróćmy do miejsca, z którego Miłosz pisze, z którego do nas mówi. Pracuje nad Widzeniami… jako emigrant, który jest w oddaleniu od „rodzinnego” zarówno jako ten oddalony fizycznie, geograficznie, ale przecież też oddalony przez czas i to, czego doświadczył, zresztą taką myśl znajdziemy w jego eseju Szukanie ojczyzny (1992), który napisze ponad dwadzieścia lat po Widzeniach … Odległość definiuje on tam nie tylko poprzez mile, ale też za pomocą czasu: miesięcy, lat, dziesiątek lat. Umieśćmy ten zbiór esejów w tych zmiennych. Po pierwsze, nie bez znaczenia jest to, że poeta pisze tę książkę w odległości w linii prostej – jak podpowiada mi tryb AI w wyszukiwarce

2 Czesław Miłosz, Renata Gorczyńska, Podróżny świata. Rozmowy, Kraków 2002, s. 147.

3 Cynthia L. Haven, Miłosz w Kalifornii , tłum. Adam Szostkiewicz, Kraków 2024, s.  21.

Google’a – 9250–9300 kilometrów. Dostaję jeszcze podpowiedź, która rozbudza moją wyobraźnię: podróż samolotem między regionem Wilna a San Francisco (pobliże Berkeley) trwa zazwyczaj od czternastu do siedemnastu godzin, w zależności od przesiadek. Po drugie, istotne jest tu to, że pisze go blisko sześćdziesięcioletni pisarz, autor już między innymi: Trzech zim (1936), Zniewolonego umysłu (1953), Doliny Issy (1955), Traktatu poetyckiego (1957) –a więc i tych słów: „Mowa rodzinna niechaj będzie prosta. / Ażeby każdy, kto usłyszy słowo, / Widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi, / Tak jak się widzi w letniej błyskawicy”4 –Rodzinnej Europy (1959) czy też podręcznika The History of Polish Literature (1969). Potencjalnością zaś były dopiero kolejne książki, jak chociażby Ziemia Ulro (1977); Piesek przydrożny (1997) czy tom To (2000), którego wiersze mnie nie opuszczają od momentu, kiedy jako młoda studentka przyjechałam z Beskidu Sądeckiego do wielkiego miasta, jakim był wtedy dla mnie Kraków. Wydziedziczona z ziemi, bez perspektywy powrotu do domu, kupiłam książkę w jednej z małych księgarni i – a jakże! – na krakowskich Plantach czytałam i zakreślałam, jak chociażby ten wiersz Gdziekolwiek: „Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi / przekonanie, że nie jestem stąd. / Jakbym był posłany, żeby wchłonąć jak najwięcej barw, smaków, dźwięków, / zapachów, doświadczyć wszystkiego, co jest udziałem człowieka, przemienić co / doznane w czarodziejski rejestr i zanieść tam, skąd przyszedłem5. Potencjalnością, a może

4 Czesław Miłosz, Wiersze wszystkie, Kraków 2024, s. 397.

5 Tamże, s. 1184.

nawet niemożliwością, była też Literacka Nagroda Nobla i słowa wypowiedziane wówczas, przy odbieraniu wyróżnienia, 8 grudnia 1980 roku: „Niech mi będzie wybaczone obnażanie pamięci jako rany”6.

Kim jest Miłosz w Kalifornii? Tropy rozrzucone są w jego poezji i one zaświadczają o zmienności widzenia miejsca, które było mu domem. Zauważmy, jeszcze przecież nie mógł projektować sobie ostatnich lat spędzonych w Krakowie, był emigrantem, który przeszedł drogę długą i wyboistą przez miejsca, które sam wylicza w tytułowym wierszu z tomu Gucio zaczarowany (1965): „Tuż nad stołem w Wilnie, Warszawie, Brie, Montgeron, Kalifornii”7. „Nie wybierałem Kalifornii”, zanotuje w jednym wierszu. Była mu dana, dopowiem jego słowami.

Kalifornia, czy szerzej Ameryka widziana oczami Miłosza, przypomnijmy doświadczonego już wcześniejszym pobytem w USA (po drugiej wojnie światowej, w roli dyplomaty w latach 1945–1951), a także mieszkającego przez lata we Francji, to kraina ambiwalencji, kraina, którą z uwagi na własne losy zaczyna z czasem porównywać z Europą. Warto odnotować tu słowa Cynthii Haven z książki Miłosz w Kalifornii:

Początkowo jego zainteresowania, graniczące z obsesją –historia, język, cywilizacja, czas i prawda – wydawały się

6 Czesław Miłosz, Nobel Lecture, https://www.nobelprize.org/prizes/ literature/1980/milosz/25508-czeslaw-milosz-nobel-lecture-1980/ [dostęp: 10 XII 2025].

7 Czesław Miłosz, Wiersze wszystkie, dz. cyt., s. 535.

nieznaczące tu, gdzie, na poły niechętnie, znalazł swój dom.

Jednak z biegiem czasu te dwa światy, dwie rzeczywistości – Kalifornia i Europa Wschodnia – zaczęły przeglądać się w sobie, wzajemnie oświetlać, a nawet przenikać jedna drugą. W ten sposób przemieniły go z poety piszącego z jednego końca świata w poetę, który mógł być rzecznikiem ich obu; z poety skoncentrowanego na historii w poetę zatroskanego o czasy współczesne i zawsze wpatrzonego uważnie w to, co wiekuiste8.

Przyznaję, trudnością w pisaniu tego tekstu jest przywoływanie się do porządku przy niektórych fragmentach

Widzeń… i powstrzymanie krytycznego głosu. Prezentyzm, tego chciałabym się ustrzec. Podobną intuicję znajdziemy we wstępie Timothy’ego Snydera do książki Zniewolony umysł: „Punkty odniesienia Miłosza należały do jego czasów, nasze są inne”9. Natrafiamy w tym tomie esejów na namysł Miłosza nad kobiecością, a to już najczęściej obczytani chociażby w Susan Sontag, Adrienne Rich czy Rebecce Solnit. I dalej, powtórzę, obecnie czytamy w tym tomie esejów namysł Miłosza nad – idźmy dalej tropem tematów delikatnych – rasami, czarnoskórymi, obczytani już chociażby w Jamesie Baldwinie, Reni Eddo-Lodge czy Angeli Y. Davis. A nade wszystko i bez tych lektur – jestem przekonana – nie powtórzylibyśmy wielu z rozpoznań Miłosza poczynionych w Widzeniach… Nasze punkty odniesienia należą do naszych czasów, Miłosza były inne.

8 Cynthia L. Haven, Miłosz w Kalifornii, dz. cyt., s. 10.

9 Timothy Snyder, Jestem zniewolony, więc jestem , tłum. Bartłomiej Pietrzyk [w:] Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, Kraków 2024, s. 17.

Szczególną zaletą tych esejów jest możliwość przyglądania się miłoszowskiej pracy myśli. Erudycyjna, klarowna i precyzyjna staje się ona szczególnie w tych fragmentach, kiedy pisarz przygląda się, nierzadko krytycznie, pracy myśli innych twórców. Widzenia… przynoszą w tym kontekście pogłębione portrety Robinsona Jeffersa, Henry’ego Millera, Herberta Marcusego.

Jakaż to szkoła eseju? Esej intymny? Nie. Przyznaję, wolałabym esej o zacięciu mocniej osobistym, intymnym, prywatnym… Żeby być precyzyjną: mój czytelniczy zmysł, przyzwyczajony do tego, że „prywatne to polityczne”, a przez media społecznościowe przyjmujący za oczywistość, że co „prywatne to publiczne”, chciałby więcej z zaplecza. A tu? Niemal jedynymi mocno prywatnymi motywami są następujące wspomnienia: o synach, którzy musieli pójść do francuskiej szkoły, i o śnie, który go nawiedza od lat. Jeśli spodziewacie się wywlekania wnętrzności, epatowania osobistym, to nie tu. Miłosz daje wejście w swój świat przez inne odsłonięcie się, możliwe, że ryzykowniejsze: intelektualne. Zatem może esej intelektualny, taki, jaki w swej istocie bywa (w najlepszych odsłonach) ten gatunek literacki? Miłosz eseista, zbudowany na szkole eseju wywiedzionej z ważnych dla niego pisarzy, chociażby Stanisława Vincenza, Józefa Czapskiego, Witolda Gombrowicza czy Aleksandra Wata. Dygresyjność, hermetyczność, gawęda, styl naukowy, wielotorowość myśli, erudycja, prowokacja, odwaga, patriarchalne spojrzenie (!), zaangażowanie polityczne, zdziwienie światem – te kluczowe słowa zanotowałam sobie na kartach tej książki. Chciałoby się omówić, pogłębić namysł nad każdym z nich.

Miłoszowskie rozważania do tego prowokują, ale to praca na inny tekst.

„Nigdy nie uważałem się za pisarza politycznego i nie mam ambicji zbawiania Ameryki ani świata” – czytamy w  Widzeniach…10. Przypomnijmy, że wypowiada te słowa pisarz uważany już za pisarza politycznego, bowiem jego Zniewolony umysł (1953) od kilkunastu lat jest czytany i komentowany.

Szczególnie wyraźna w esejach zebranych w tej książce jest potrzeba pisarza zmierzenia się z dziedzictwem Europy Wschodniej. Widzenia… wyrosły przecież z myśli zawartej w eseju Rodzinna Europa, w którym refleksja nad historią jest centrum opowieści. Widmo Rosji to niepokój Miłosza. Cóż można dodać więcej w kontekście kraju, który prowadzi wojnę za naszą wschodnią granicą, cóż więcej niż Oksana Zabużko w eseju wprowadzającym do nowego wydania Rodzinnej Europy:

Może ciężkie czasy, które niczym kurtyna nad odegranym aktem światowego dramatu opuszczają się nad Ameryką i całą naszą cywilizacją, zgodnie z proroctwami Oskara Miłosza –to wciąż „jeszcze nie koniec” i młodszy z Miłoszów, na którym wiek XX odegrał siebie w całości, jak na organach, od pierwszej do ostatniej nuty, lepiej wyczuwał i rozumiał partyturę historii – i niedaremnie wierzył w zapas sił, który „tajemnica” daje na równi ludziom i krajom – jak przez całe długie życie dawała jemu samemu?11.

10 Czesław Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, dz. cyt., s. 200.

11 Oksana Zabużko, Rozmowa trwa , tłum. Katarzyna Kotyńska [w:] Czesław Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2025, s. 28.

Wzięta w cudzysłów „tajemnica” to nic innego jak Bóg, a ten na kartach Widzeń… powraca w wielorakich kontekstach. Miłosz pisze o „zgiełku wielu religii”, ubolewając, że Bóg jest już „jak produkty codziennej higieny i leki, Bóg z dolarowych monet, In God we trust, Bóg narodowy, gwarant ustalonego porządku…”12. Miłosz zgadza się na adorację tej „tajemnicy”, wiedząc, przyznając się do wiedzy i świadomości tego, że kryje się za tym troska o samego siebie. A może i – w jakiejś mierze – mamy tu do czynienia z miłością? Tak jak czytam w wierszu Twierdzenie i odpowiedź (z tomu Miasto bez imienia, 1969), który, jak podpowiadają daty, najpewniej powstał w czasie pracy nad Widzeniami…: „– Miłość do Boga jest miłością do siebie”13. I dalej, wiersz Religia Helenki (z tomu Piesek przydrożny, 1997), zakończony linijkami: „Nie mnie rozsądzać, jak to jest z tym Piekłem i Niebem. / Ale w tym świecie za dużo ohydy i brzydoty, / Więc musi gdzieś być prawda i dobro, to znaczy musi być Bóg”14, przypomina, że poeta konsekwentnie rozmyślał o tych zagadnieniach, a najgłębszą, najosobistszą – może dlatego, że poetycką –kontynuację tego namysłu znajdujemy przecież w ostatnich tomach poetyckich autora Drugiej przestrzeni. Przyjęty zostaje zakład Pascala (któremu zresztą Miłosz poświęci później refleksję w eseju Koszta gorliwości w książce Ogród nauk z 1979). A co obok troski? Strach. Ponadto poeta, wychowany w religii katolickiej, przygląda się krytycznie amerykańskiemu katolicyzmowi. Razi go, a przy tym rozumie ten konstrukt: katolicyzm oparty jest przede

12 Czesław Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, dz. cyt., s. 65.

13 Czesław Miłosz, Wiersze wszystkie, dz. cyt., s. 598.

14 Tamże, s. 1154.

wszystkim na posłuszeństwie. Pisarz widzi to chrześcijańskie wyznanie jako coś, co wiernym daje poczucie bezpieczeństwa, ale za to oczekuje się od nich uległości.

Czy może przede wszystkim wyłania się z tej książki Miłosz społecznik, ten którego interesują tematy klas społecznych, awansu społecznego, biedy, wykluczenia? Miał świadomość poeta, że ma skłonność „do ześlizgiwania się w tematy społeczne”15. Znajdujemy u niego samego odpowiedź, która utwierdza nas w przekonaniu, że pisarz nie mógł nie podejmować tematów społecznych i politycznych: „Co społeczne i polityczne, jest na nas wymuszone, ponieważ poza nimi nie mamy obrony przeciwko czasowi i zniszczeniu”16.

Jako cenne postrzegam też te fragmenty, które pozwalają mi spojrzeć na Miłosza jako pisarza w procesie. Autotematyczność powraca tu niekiedy, układając się w zestaw poręcznych cytatów, które mogą posłużyć jako interesujący punkt widzenia, przytaczany na uniwersyteckich zajęciach dla studentów na przykład twórczego pisania. Jak chociażby: „Samodzielna organizacja własnego, zupełnie wolnego czasu wymaga szczególnej żarliwości twórczej, która popycha do stawiania sobie celów i narzucenia sobie dyscypliny, tak żeby zbliżać się do tych celów dzień po dniu”17; „ręka pisarza nie jest według mnie całkowicie we władzy jego woli czy nawet ślepych namiętności, inna ręka ją trzyma i prowadzi po papierze tak, że czy jest tego świadomy, czy nie, jego dzieło, już przez sam sposób, w jaki wiązane są słowa

15 Czesław Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, dz. cyt., s. 158.

16 Tamże, s. 164.

17 Tamże, s. 154.

i zdania, wystawia świadectwo miejscu i momentowi, służąc niedocieczonym przeznaczeniom”18; czy – stoicka, ważna wskazówka dla wszystkich piszących, niezależnie od miejsca i czasu, z którego piszą: „Ameryka przyciska do muru i zmusza do nieco stoickiej cnoty: wykonywać, co się robi, możliwie najlepiej i zarazem zachować wobec tego dystans, który pochodzi z uświadomienia sobie niewiedzy, dziecinności, niezupełności własnej i wszystkich ludzi”19. Z pozycji wychodźcy z kraju Miłosz patrzy szerzej, globalniej, postępowo, otwarcie. Fragment, w którym notuje linijki o pisarskiej dumie, wydaje mi się ze wszech miar celny i godny cytowania:

Z zamieszkania w awangardowej Kalifornii wyciągnąłem, myślę, korzyści samowychowawcze. Trzeba tutaj jakoś ułożyć się ze swoją dumą. Każdy literat w swoich optymistycznych chwilach uważa się za geniusza i jeżeli mieszka w swoim niedużym kraju, różniącym się językiem od krajów sąsiednich, może znajdować różne potwierdzenia pochlebnych mniemań o sobie. Pisząc w Ameryce po polsku (bo poeta może używać tylko języka swojego dzieciństwa), pozbywam się tej wygody20.

Emigracja. Miłosz pisze Widzenia… już z pozycji domownika, współlokatora w wielkim kraju, w którym nie czuje się obco, bowiem wszyscy naokoło są emigrantami i w tej zbiorowości rozpływa się jego inność. Jest już na tyle wrośnięty w Kalifornię, że staje się ona przedmiotem jego krytyki (ale czy nie jest to też przejaw troski?). Miłosz emigrant,

18 Tamże, s. 126.

19 Tamże, s. 201.

20 Tamże, s. 200.

podkreślano, wręczając mu Literacką Nagrodę Nobla, Miłosz stawiający się w szeregu „poetów wygnanych”, jak zaznaczył w mowie noblowskiej. On, naznaczony emigracją, emigracjami, tak mocno, że nie uda się oddzielić jego pisania od tego doświadczenia. I nawet mając już ponad osiemdziesiąt lat, powróci do swojego matecznika w tomie esejów Szukając ojczyzny (1992). I może, myślę teraz, to tak często napędza nas, piszących, to co utracone, co już tylko w obszarze myśli, wspomnień, widma, mitu czy nawet relikwii. Ale nie piszemy w pustce, przychodzimy z minionym w kolejne domy, miasta, państwa, kontynenty. I próbujemy zamieszkać. Miłoszowi w jakiejś mierze udało się to, notuje bowiem, w kontekście miejsca, w którym jest, w kontekście natury: „Mam w sobie wiele miast i wiele krajów, a jednak już wszystkie układają się w odniesieniu do tego, co otacza mnie co dzień”21. A co go otacza? Fałdy gór, eukaliptusy, Zatoka San Francisco, Pacyfik… Jakież poszerzenie mapy, jakiż zasięg dla wzroku i wyobraźni:

Teraz tylko tyle, że na jawie czy we śnie cztery strony świata zaczynają się dla mnie od form niemal w zasięgu ręki. Na zachód wyspy i przylądki Zatoki, dinozaury dwóch mostów, zgromadzenia wieżowców San Francisco, zapalające się i gasnące w regularnych odstępach światła na odgadywanej tylko stalowej nici Golden Gate Bridge, za którym otwarte morze. Na wschód drogi wzdłuż urwisk eukaliptusy na zboczach, piarżyska koloru grzechotnika, tunel, inna kraina, pustych pagórków spiętrzonych aż do widnokręgu, słabo zielonych, ze skłonnością do różu i fioletu przez parę miesięcy w roku,

21 Tamże, s. 8.

poza tym płowych pod jaskrawoniebieskim niebem, bo mgła morska rzadko tam sięga. Na południe jałowość płaskiej przestrzeni zamieszkałej przez milion ludzi i nazwanej miastem Oakland, nad nią zakreślone eliptyczne betonowe taśmy, kierunek na San José. Los Angeles. I także północ jest kierunkiem taśm, po których przesuwają się trzema torami samo-

chody ku strefie winnic koło Napa, Santa Rosa i dalej, tam gdzie iglasty las północnej Kalifornii, mgliste przepaście z krążącym nad nimi orłem22.

Powyższy cytat nie tylko wskazuje nam, czytającym, że oto tu jestem, ja piszący, ale odsłania też główną linię patrzenia pisarza na naturę, która go otacza, jako na tę dotkniętą już ręką człowieka, zniekształconą, uczynioną sobie poddaną. Miłosza stosunek do natury poznawałam poprzez książki poetyckie i wiersze, które w dużej mierze zajmowały się tym tematem explicite. W jakim momencie swojego namysłu nad naturą był w tych pierwszych latach kalifornijskiego życia? To Miłosz, który napisał już Traktat poetycki, a w nim IV część poświęcił Naturze (jak czytamy w przypisie do tej części: „[narrator] tutaj próbuje zapomnieć na chwilę Europę poddaną działaniu jej własnych demonicznych sił i odzyskać równowagę dzięki naturze i wiecznemu cyklowi pór roku”23), a dopiero za kilkadziesiąt lat napisze Do Natury (w tomie Wiersze ostatnie, 2006).

Widzenia… przynoszą z jednej strony plastyczne opisy natury, a z drugiej dystans wobec niej, jako czegoś, co można uznać za tło „dla ludzkich wewnętrznych piekieł

22 Tamże, s. 8.

23 Czesław Miłosz, Wiersze wszystkie, dz. cyt., s. 445.

i rajów”24. I tak te majestatyczne przestrzenie wybrzeży Pacyfiku, a szerzej cały kontynent i duch tego kontynentu wywiedziony z krajobrazu, stają się tłem dla miłoszowskiej pracy wyobraźni. Widzenia… czerpią właśnie z tego, a nam łatwiej zrozumieć, z jakiego nastroju mówi do nas poeta, na jaki klimat nie jest obojętny. Podejmuje przy tym tematy, które wracają do nas co rusz w dyskusjach ekokrytycznych: jakie mamy prawo do antropomorfizacji Natury?; czy mamy podstawy do cesji bólu, którego doświadczamy jako ludzie, na wszystko, co żyje?; czy miary ludzkie możemy przykładać do zwierząt? To wiele wątpliwości z repertuaru tych, które wydają nam się już rozstrzygnięte, które już, przez te kilkadziesiąt lat, rozwiała nam współczesnym nauka. Zatrzymuje mnie w tym miłoszowskim namyśle przyznanie się do tego, że człowiek rozpoznaje „zwierzę w sobie” i budzi to w nim litość, a także przerażenie. Cały projekt namysłu nad naturą u Miłosza jawi mi się jako głęboko filozoficzny i etyczny, który przy uważnym odczytaniu ustawia go w pierwszej linii pisarzy ekokrytycznych, dla których losy przyrody, natury – nierozłącznie związane z człowiekiem – są istotne. Dla niego to nie tylko losy, Miłosz potrzebował natury i chciał ją zrozumieć. Badał ją, stawiał w opozycjach, porównywał, żył w ciągłym przekonaniu, że jej organiczność determinuje i znaczy. Osobno, gdzieś jeszcze prorokując, obawiał się tego, co człowiek robi, zrobi naturze. Umieszczę tu wyliczenie, ponownie z  Widzeń…, jakże nam znane: pieniądz, kapitalizm, Moloch, masa, tłum, masowe środki przekazu. Miłosz prorok? Miłosz krytyk antropocenu? Tak.

Małgorzata Lebda

24 Czesław Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, dz. cyt., s. 12.

O

moim zamiarze

Jestem tu. Dwa te słowa zawierają wszystko, co można powiedzieć, od nich się zaczyna, do nich się wraca. Tu –to znaczy na tej ziemi, na tym, a nie innym kontynencie, w tym, a nie innym mieście, w tej epoce, którą nazywam moją, w tym stuleciu, w tym roku. Nie jest mi dane żadne inne miejsce ani żaden inny czas i od poczucia przemijalności mego ciała bronię się, dotykając stołu. To bardzo elementarne – ale gdybyż to nauka życia nie polegała na stopniowym odkrywaniu prawd elementarnych. Pisałem o różnych rzeczach i przeważnie nie tak, jak bym chciał. Wiem, że teraz też nie będę pisać tak, jak od dawna zamierzałem, zawsze zresztą zdając sobie sprawę, że chcę niemożliwości. Czego byłoby trzeba, to móc zakomunikować całe zdziwienie „bycia tu” w jednym nieosiągalnym zdaniu, w którym, równocześnie, pojawiałyby się ziarnistość i zapach mojej skóry, cała zawartość pamięci, cała moja dzisiejsza zgoda i niezgoda. Czegoś się jednak nauczyłem, ścigając niemożliwe. Każdy z nas tak wstydzi się swojej bezradności i niewiedzy, że uważa za stosowne przekazywać innym to tylko, co, jak wydaje mu się, rozumie. Czasami jednak, nieprędko, jakoś pozbywamy się wstydu i zaczynamy mówić otwarcie o wszystkim, czego nie rozumiemy. Jeżeli nie jestem mądry, dlaczego mam udawać, że

jestem mądry? Jeżeli jestem bezradny, dlaczego mam podawać się za kogoś, kto ma na podorędziu rady dla swoich współczesnych? A może właśnie wartość komunikacji pomiędzy ludźmi polega na przyznawaniu się do własnych ograniczeń, które w sposób tajemniczy są wspólnymi ograniczeniami wielu, i nie takimi samymi jak sto czy tysiąc lat temu? Może, kiedy zewsząd odzywa się zgiełk analiz i wniosków, nie całkiem bezużyteczne będzie świadectwo o nierozumieniu?

Czytałem dużo książek, ale układając ich tomy jeden na drugim i stając na nich, nie dodam sobie ani centymetra wzrostu. Ich uczone terminy są mało przydatne, kiedy próbuje się uchwycić doznania nagie, wymykające się uznanym pojęciom. Zapożyczony język dostarcza wielu ułatwień, ale też niepostrzeżenie prowadzi w swój własny labirynt, aż budzimy się w obcych nam korytarzach, z których żadne wyjście nie jest nasze. Muszę więc opierać się, sprawdzając w każdej chwili, czy nie oddalam się od tego, co naprawdę przeżyłem sam, na własny rachunek, czego dotknąłem. Nie potrafię wynaleźć nowego języka i posługuję się takim, jakiego mnie nauczono, a przecież rozróżniam, mam nadzieję, co moje, a co tylko modne. Nie potrafię wyrzucić z pamięci przeczytanych książek, ich zwalczających się teorii i filozofii, tak żeby odzyskać nigdy i nigdzie niespotykaną niewinność, ale wolno mi być podejrzliwym i zamiast przyłączać się do chóru twierdzeń i przeczeń, zadawać pytania naiwne. Onieśmielenie. Jest się dzielnym, nieustraszonym, ponieważ jest się pewnym, że ma się rzecz ważną do obwieszczenia światu i że nikt inny do obwieszczenia jej nie będzie powołany. Później jednak słabnie poczucie niepowtarzalnej indywidualności i niepowtarzalnej roli, myśl o wszystkich

ludziach, jacy byli, są i będą, dążących, wątpiących, wierzących, wyższych ode mnie siłą uczucia czy przenikliwością umysłu, odbiera zaufanie do tego, co nazywam „ja”. Słowa modlitwy sprzed paru tysiącleci, niebiańska muzyka stworzona przez kompozytora w żabocie i peruce, i skąd tu jeszcze ja, dlaczego ja? Czyż nie należałoby z góry ocenić własnych szans: albo dorównać, albo, jeżeli nie mogę dorównać, milczeć? Teraz, w tej chwili, kiedy stawiam te znaczki na papierze, nieobliczona ilość ludzi robi to samo i nasze utwory w kolorowych okładkach będą dodane do masy przedmiotów, w której gubią się tytuły i imiona. Na pewno też w tej chwili ktoś, stojąc w księgarni wobec widowiska wspaniałych a daremnych ambicji, dokonuje decyzji: raczej milczeć. Jedno zdanie, ale takie, które by naprawdę ważyło, to byłoby dosyć jako wynik jednego życia. Jednak tu, teraz mam odwagę mówić, odwagę jakby wtórną, nie tamtą, ślepą. Może to jest upór w poszukiwaniu jednego zdania. Albo może to ta sama dawna nieustraszoność, temperament, przeznaczenie szuka nowych wybiegów. W każdym razie pocieszam się nie tyle wyjątkowością roli, do jakiej zostałem powołany, ile mozaikowym układem tej wielkiej całości, która składa się z cząstkowych, choćby niedołężnych, prób różnych ludzi. Jestem tu – i każdy jest w jakimś „tu” –a jedyne, co możemy zrobić, to starać się to sobie nawzajem zakomunikować.

Pisanie jako egzorcyzm – Małgorzata Lebda

1. O moim zamiarze .

2. O miejscu, gdzie jestem

3. Co czuje się wobec zbyt dużego

4.

5. Wspomnienie pewnej

6. O skutkach nauk

7. Krótka dygresja o kobiecie jako

8. Religia i przestrzeń

9. O pewnej

10. Migracje

11. Zdarzenia

13.

22. O cenzurze

23. O agonii Zachodu

24. Bezkształtne i nowe

25. Ewangeliczny wysłannik

26. Czarni

27. O Henrym Millerze

28. Ja, motor, ziemia

29. O cnocie

30. O tańcu śmierci i nierówności ludzi

31. Rozdział, w którym autor przyznaje się, że jest po stronie ludzi w braku czegoś lepszego .

32. Odradzanie się utopii: Herbert Marcuse

33. O emigracji do Ameryki tudzież jakby podsumowanie

Przypis po latach

Tłumaczenia zwrotów obcojęzycznych

Nota wydawcy

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Widzenia nad Zatoką San Francisco by SIW Znak - Issuu