Skip to main content

Wiara w czasach niewiary. Rozmowy o współczesnej religijności

Page 1

Projekt okładki Katarzyna Ewa Legendź Fotografia na okładce People walking up and down the staircase in the city [CC0] via Pexels Wywiady przeprowadziły Joanna Bielska-Krawczyk Marta Anna Zabłocka Anna Żurawska Redakcja Joanna Bielska-Krawczyk Opieka redakcyjna Marta Anna Zabłocka Adiustacja Katarzyna Węglarczyk Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny Irena Jagocha Łamanie Ryszard Baster Copyright © by Fundacja Pionowy Wymiar Kultury © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017 Niniejsza publikacja powstała we współpracy z Fundacją Pionowy Wymiar Kultury i należy do serii Homo Spiritualis

ISBN 978-83-240-4961-5

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2017. Printed in EU


Istnieje potrzeba modlitwy głębi (rozmowa z ojcem Maksymilianem Nawarą – benedyktynem, opiekunem Ośrodka Medytacji Chrześcijańskiej w Lubiniu)

JOANNA BIELSKA-KRAWCZYK: Jako spadkobierca Jana Berezy1 sprawuje Ojciec opiekę nad tym nurtem współczesnej duchowości w Polsce, który określany jest mianem medytacji chrześcijańskiej2. Pozwala to utrzymać kontakt Jan Bereza (1955–2011) – polski benedyktyn, nauczyciel medytacji chrześcijańskiej. Studiował filozofię na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, w 1982 wstąpił do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. W 1988 założył w Lubiniu Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej. Od 1998 był członkiem Komitetu Episkopatu Polski do spraw Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi. Autor publikacji: Sztuka codziennego życia (1997), Myśli codziennego umysłu (2007), Posty i tosty (2010) oraz Medytacja z ojcem Serafinem (2012). Był też autorem haseł Leksykonu wielkich teologów XX/XXI wieku. 2 Medytacja chrześcijańska – rodzaj modlitwy kontemplacyjnej istniejący w chrześcijaństwie od czasów ojców pustyni. Modlitwa ciszy, modlitwa wewnętrzna, oparta na trwaniu w bezruchu i powtarzaniu formuł modlitewnych wywodzących się z tekstów biblijnych. Odnowicielem tej modlitwy i twórcą ruchu medytacji chrześcijańskiej stał się w latach siedemdziesiątych XX wieku brytyjski benedyktyn John Main. W Polsce jej popularyzatorem był ojciec Jan Bereza. Na jej temat ukazuje się coraz więcej publikacji

1

11


M aksymilian Nawara

z wieloma grupami modlitewnymi rozsianymi po całym kraju, a związanymi z Lubiniem3. Dzięki temu może Ojciec zdać sobie sprawę z tego, że zainteresowanie takimi praktykami rośnie. W czasach Jana Berezy istniała przecież zaledwie jedna kilkunastoosobowa grupka. A teraz jaka jest statystyka? MAKSYMILIAN NAWARA: Zwykle ponad sto osób (do stu sześćdziesięciu) na miesiąc przybywających na sesje medytacyjne do Lubinia z różnych części kraju i ponad tysiąc osób na naszej liście mailingowej zainteresowanych tym tematem – regularnie przyjeżdżających lub próbujących przyjechać. JB-K: Co nie jest takie proste. Na każdy termin jest mnóstwo chętnych. MN: To prawda. JB-K: Mamy więc sytuację nieco paradoksalną. Okazuje się bowiem, że w czasach postępującej ateizacji społeczeństwa jednocześnie wzrasta liczba osób świeckich zainteresowanych

na rynku polskim, między innymi: John Main OSB, Medytacja chrześcijańska. Głód głębi serca; Laurence Free­man OSB, Od pierwszego wejrzenia. Doświad­ czenie wiary; Maksymilian Nawara OSB, Dariusz Hybel, Słuchaj, medyta­ cja jest… (z ojcem Janem Berezą rozmowa post mortem); Ernest E. Larkin O.Carm., Medytacja chrześcijańska – kontemplatywna modlitwa na dziś. 3 Lubiń – miejsce powstania jednego z najstarszych klasztorów benedyktyńskich w Polsce (ok. 1070) i miejsce kultu Sługi Bożego Bernarda z Wąbrzeźna. Od wielu lat mieści się tutaj Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej, prowadzony najpierw przez Jana Berezę, a obecnie przez ojca Maksymiliana Nawarę.

12


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

tak wysublimowanym aspektem religijności jak kontemplacja. Jak tłumaczyć współwystępowanie tych dwóch tendencji? MN: Ateizacja wynika z pewnego zniechęcenia tym, że w praktyce religijnej zredukowano Boga i doświadczenie duchowe do wymiaru obrzędowo-moralnego, który niejednokrotnie nie jest w stanie zaspokoić głodu ducha. Oczywiście istnieje sporo osób – zarówno wierzących, jak i niewierzących – które w ogóle nigdy nie zadają sobie pytań o Boga, o nasze przeznaczenie, o sens, i tylko trzymają się jakiejś rutyny, odruchowo trwają w pewnym trybie postępowania. Jednakże ludzie myślący szukają czegoś, co jest głębsze. Niekiedy chodzi o odpowiedzi na wyżej wymienione, a także i inne pytania, ale od pewnego momentu nawet nie idzie już o odpowiedzi, lecz zwyczajnie o możliwość pobycia z Bogiem. Powtarza to wiele osób przybywających do Lubinia. I tu pojawia się problem – bo jak to zrobić? Większość ludzi na przykład nie potrafi się odnaleźć w ciszy. Z jednej strony wyraża ona jakąś wielką tęsknotę, ale z drugiej strony niejednokrotnie człowiek nie wie, co ze sobą zrobić, gdy się w niej zanurza. To samo dotyczy modlitwy. Mamy potrzebę modlitwy głębi, ale często nie wiemy, jak się w tej przestrzeni wewnętrznej odnaleźć, bo są tam wszystkie nasze splątane emocje, myśli, jakiś chaos, jakieś napięcia. Dlatego pojawia się potrzeba istnienia grup medytacyjnych i takich miejsc jak Lubiń, gdzie można się nauczyć być w ciszy. JB-K: A przecież człowiek żyjący w chaosie i hałasie świata współczesnego potrzebuje bardzo dużo ciszy, łaknie jej. Ale czy w związku z tym nie może się stać tak, że gdy spodoba mu się 13


M aksymilian Nawara

ta cisza medytacji, to Kościół przestanie mu już być do czegokolwiek potrzebny? Może właśnie tego obawiają się niektórzy przedstawiciele Kościoła atakujący medytację? MN: Dzieje się raczej odwrotnie. Ludzie, którzy doświad­ czyli modlitwy wewnętrznej, nawet jeśli wcześniej byli zbuntowani przeciwko Kościołowi obrzędowemu, po jakimś czasie praktykowania medytacji wracają do obrzędów, ale traktują je już inaczej, inaczej je przeżywają. Obrzędy przestają być dla nich puste. JB-K: Czyli medytacja może być też początkiem innego uczestniczenia w liturgii, pozwala nam niejako zacząć od nowa? MN: Niekiedy tak. Ponad wszystko jednak trzeba podkreś­ lić, że metoda medytacji chrześcijańskiej jest w gruncie rzeczy pełna prostoty i także tą prostotą przyciąga. JB-K: Jednych przyciąga, ale innych odpycha, a w każdym razie niepokoi… MN: Jak z każdą praktyką duchową, także i z tą wiąże się wiele wyobrażeń, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Jedni, słysząc słowo „medytacja”, dostają nerwicy albo alergii, a drudzy z kolei wyobrażają sobie, że jest to może jakaś droga na skróty do niezwykłości – do jakichś ekstaz czy lewitacji. Jedni i drudzy powinni spotkać się z tym zagadnieniem w praktyce, bo praktyka stawia nas przed prawdą o tym zjawisku. 14


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

A prawda o medytacji jest taka, że jest ona prosta, ale właśnie ta prostota okazuje się w niej najtrudniejsza. JB-K: Prostota zawiera w sobie coś szlachetnego. Ale czy jednocześnie praktyki tego typu nie są trochę sztuką dla sztuki? MN: No właśnie nie, bo to, co jest najważniejsze w regularnie praktykowanej medytacji, to to, że ona przekłada się na życie. W religijności rozumianej jedynie obrzędowo-moralistycznie modlitwa pozostaje żmudnym obowiązkiem, który nie jest w stanie człowieka zasilić, nie potrafi mu dać odpoczynku – a medytacja daje takie odpocznienie w duchu i jako taka może dodać sił do dalszej drogi duchowej, w tym także do realizacji owych postulatów religii pojmowanej jako system moralny. JB-K: Jest chyba jeszcze jeden ważny aspekt medytacji. Badania psychologiczne potwierdzają, że jest to taki rodzaj modlitwy, który realnie wpływa na pracę naszego mózgu. Jest ona też swoistym treningiem, który sprawia, że zmienia się trochę funkcjonowanie naszego umysłu, a tym samym zupełnie dosłownie my się zmieniamy. Ten typ religijności, który jest tylko obrzędowo-moralistyczny, często wpędza człowieka w ślepy zaułek, bo mówi: „Masz tu dziesięcioro przykazań i ich przestrzegaj!”. Problem polega jednak na tym, że trudno jest ot tak, po prostu ich przestrzegać, trudno walczyć z „grawitacją” własnej natury. Obrzędowo-moralizatorski nurt religii mówi: „Bądź lepszy, napraw się!”, ale nie daje narzędzi do dokonania tej zmiany, do osiągnięcia tego celu. I powstaje błędne koło, po 15


M aksymilian Nawara

którym człowiek zaczyna się poruszać. Grzeszy, spowiada się z grzechów i bardzo szybko po spowiedzi znowu je powtarza, bo nie ulega przemianie. MN: W pierwszej kolejności medytacja daje szansę na spotkanie się ze sobą samym. To błędne koło, o którym Pani mówi, wynika z tego, że nie ma się kontaktu z samym sobą. A w tej ciszy medytacji… JB-K: … nie zagłuszanej pięknymi słówkami, koncepcjami teologicznymi ani licznymi „petycjami” do Boga, do których najczęściej sprowadza się modlitwa… MN: … w tej ciszy medytacji ja spotykam się z samym sobą, niejednokrotnie takim, jakiego siebie nie akceptuję. Medytacja sprawia, że musimy się skonfrontować z własnym życiem. Kiedyś napisałem o tym tekst zatytułowany Moje życie zawsze ze mną. JB-K: Mówimy więc o samopoznaniu, które jest przecież od zawsze podstawą życia monastycznego. MN: W tradycji benedyktyńskiej nazywa się to mianem ha­ bitare secum, czyli zamieszkania ze sobą samym. A konsekwen­ cje takiego zamieszkania ze sobą samym są poważne. Kiedyś przyszedł do mnie człowiek, który rozpoczął praktykować medytację, i powiedział mi: „Proszę ojca, teraz, gdy zacząłem medy­ tować, jest ze mną gorzej, niż było, zanim postanowiłem medytować. Widzę, że jestem człowiekiem, z którym nie da 16


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

się żyć – jestem niecierpliwy, nie pozwalam skończyć zdania, zawsze stawiam na swoim, trzaskam drzwiami, jestem upierdliwy… Przecież z kimś takim nie da się wytrzymać”. Na co ja odpowiedziałem: „To jest właśnie ważny owoc medytacji, bo wcześniej wszyscy inni doświadczali ciebie takiego, byli tego świadomi, a ty nie. Teraz to ty zaczynasz być tego świadom”. I ta świadomość już jest początkiem zmian. Starzec Jan z Wałaamu4 mówi: „W tym momencie sam zaczynasz zauważać, co jest dla ciebie nieużyteczne”. I to już nie jest wobec człowieka zewnętrzne. Zmiana postępowania nie wynika wówczas z tego, że zaciskamy zęby i próbujemy się dostosować do wymagań otoczenia, kodeksów etc., ale staje się konsekwencją samowiedzy i wewnętrznego spotkania z Bogiem. Jak mówi Grzegorz z Synaju5, „medytacja prowadzi do tego, że człowiek odzwyczaja się od błądzenia”. Nasz umysł, kiedy podporządkuje się Bogu, zaczyna sam się porządkować, a to ma realny wpływ na całe nasze życie. Oczywiście, jeśli ktoś medytuje od czasu do czasu, to wpływ ten jest niewielki, ale jeśli jest to moją stałą praktyką, to staje się moim stylem życia i w konsekwencji zmienia to życie. Wałaam – największa z Wysp Wałaamskich, położonych w północnej części jeziora Ładoga; należy do Rosji i wchodzi w skład Republiki Karelii. Prawdopodobnie w XIV wieku osiedlili się tam prawosławni mnisi. Ojciec Jan, zwany też Starcem z Wałaamu (1873–1958), jeden z mieszkańców tamtejszego monastyru, był prostym człowiekiem, który rozpoczął życie mnisze od najniższego statusu. Jego mądrość stała się po latach lekarstwem duchowym dla wielu ludzi. 5 Grzegorz z Synaju, Grzegorz Synaita (ok. 1280–1346) – święty prawosławny, mnich, ważny autor (cztery jego pisma znalazły się w Filokalii), nauczyciel i propagator modlitwy serca; przyczynił się do odrodzenia życia kontemplacyjnego na górze Athos.

4

17


M aksymilian Nawara

JB-K: Mamy więc pierwszy ważny walor medytacji – prowadzi ona do przemiany wewnętrznej. Ale gdyby się na tym zatrzymać, gdyby uznać, że medytacja ma być szansą na spotkanie z samym sobą, to moglibyśmy dojść do wniosku, że wystarczy uprawiać zen lub poddać swoje życie psychologicznej introspekcji, bo one przecież też dają podobne efekty. Po co nam jakieś treści chrześcijańskie w tym momencie? MN: Tu dotykamy bardzo ważnej kwestii – wiary. Wiara jest czymś niezależnym od wykształcenia i od czynników psychologicznych. I jednocześnie to właśnie wiara jest przyczyną, dla której ludzie wybierają medytację chrześcijańską. Zen wielu osobom nie wystarcza, bo nie zaspokaja głodu relacyjności, spotkania z Bogiem osobowym. Psychoterapia nie wystarcza, bo w ogóle nie ma tam wymiaru religijnego. Gdyby chodziło wyłącznie o samopoznanie, to rzeczywiście, tak jak Pani mówi, wystarczyłaby psychoterapia. Oczywiście można rozpocząć praktykowanie medytacji z takich powodów, ale nie da się w niej wytrwać, jeśli ma się wyłącznie takie motywacje, bo medytacja wymaga zbyt dużej dyscypliny duchowej. Jeśli komuś chodzi na przykład tylko o wyciszenie się, to znacznie łatwiej będzie mu je znaleźć na jakichś sesjach relaksacji, bez takiego wysiłku, jakiego wymaga medytacja. Potrzeba wyciszenia, potrzeba poznania siebie są zatem w medytacji chrześcijańskiej tylko marginalne. Najważniejsza jest potrzeba Boga. A na tej drodze ku Bogu muszę stracić wiele obrazów Boga, swoich uprzedzeń, własnych wyobrażeń… 18


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

JB-K: … ciągle porzucać stworzonego przez siebie Boga, by być gotowym na spotkanie Boga prawdziwego. To wymaga odrywania się od siebie, zgody na niepewność, wychodzenia naprzeciw Tajemnicy. MN: I na tej drodze porzucam swoje wyobrażenia, idę ku prawdzie, nieuchronnie jednak znowu buduję kolejne wyobrażenia, z którymi powinienem umieć się rozstać… i tak dalej. W tym procesie duchowym doświadczamy rzeczywistości, która jest całkowicie niemierzalna. Trzeba przejść przez wahania, zwątpienia, a jednocześnie doświadczenia, które sprawiają, że człowiek z jednej strony nadal nie potrafi powiedzieć, jaki jest Bóg, ale z drugiej strony nie może też już dłużej twierdzić, że Go nie ma. To jest takie egzystencjalne pulsowanie, o którym trudno mówić, ale które równie trudno zakwestionować. Chrześcijaństwo wprowadza aspekt nieobecny zarówno w zen, jak i w psychoterapii. Nazywamy go miłością. I nie chodzi tu o emocje; to jest coś dużo bardziej fundamentalnego i jednocześnie stricte religijnego. I owo trwanie w ciszy ku tej rzeczywistości nas prowadzi. JB-K: Wspomnieliśmy na razie o takich aspektach medytacji jak cisza i trwanie w bezruchu, a ja chciałabym poruszyć jeszcze kwestię, ważnych dla medytacji chrześcijańskiej, tak zwanych ruminacji, czyli powtarzanych formuł modlitewnych: czasem jednego słowa, a czasem kilku – w kółko tych samych. Dla kogoś, kto jest nieco sceptycznie nastawiony, wygląda to zapewne dziwnie. Racjonalista zada pytanie: jaki pożytek duchowy może płynąć z takiej „zaciętej płyty”? 19


M aksymilian Nawara

MN: Wszystko polega na tym, że ruminatio nie jest tylko i wyłącznie bezmyślnym powtarzaniem, ale jest także smakowaniem. Zwykłe odklepanie modlitwy niczego pożytecznego tu nie wnosi. JB-K: I w tym zapewne tkwi przyczyna tego, że te same osoby, które obecnie wchodzą na ścieżkę tak zwanej modlitwy Jezusowej6, niechętnie odmawiają różaniec. A przecież obydwie modlitwy mają charakter ruminacyjny. Nie ma tu istotowej różnicy. Różnica polega jedynie na tym, że podczas gdy rozpoczynając medytować, na ogół mamy przewodnika duchowego, który nas uczy, jak sensownie się modlić tą metodą, w przypadku różańca tak nie jest. W konsekwencji został on jakby skompromitowany przez sposób praktykowania go i w tej chwili kojarzy się już, niestety, z owym bezmyślnym odklepywaniem.

6

Modlitwa Jezusowa – w pełnej formule brzmiąca: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. Odmawiana także w formach skróconych, na przykład: „Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”, albo wręcz polegająca na powtarzaniu imienia Jezus. Modlitwa monologiczna, oparta na tekście biblijnym, znana już w czasach ojców pustyni, występująca w starożytnych koptyjskich inskrypcjach modlitewnych. Przetrwała w praktykach mnichów prawosławnych związanych z hezychazmem (mistycyzmem ukształtowanym w środowisku góry Athos). Mówi o niej słynna anonimowa dziewiętnastowieczna Opowieść Pielgrzyma. Dogłębnej analizy tej modlitwy dokonał Ludwik Gillet w książce wydanej w 1963 roku w Chevetogne. Ukazała się ona w 2015 w wydawnictwie tynieckim: Mnich Kościoła Wschodniego, Modlitwa Jezusowa. Jej początek, rozwój i praktyka w tradycji bizantyńsko-słowiańskiej. Nazywana też modlitwą serca lub modlitwą ­nieustającą.

20


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

MN: Myślę, że są też ludzie, którzy w taki sposób odmawiają także modlitwę Jezusową. W medytacji jednak nie o to chodzi. W medytacji bardziej jestem ze słowem, wsłuchuję się w nie, w rytm oddechu, a nie tylko biernie powtarzam słowa. Nie pozostaję na powierzchni, ale daję się tym słowom poprowadzić głębiej, poprzez zasłuchanie w nie. I z różańcem jest ten problem, że modlitwa ta – która posiada przecież potencjał kontemplacyjny – została sprowadzona jedynie do pewnej formy pobożnościowej. JB-K: Pojawia się jeszcze inne pytanie. W Ewangelii świętego Mateusza padają te słowa: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”7. Czy słowa te nie powinny brzmieć niepokojąco w uszach osób praktykujących rodzaj modlitwy, o którym rozmawiamy, a który – jakkolwiek by było – polega właśnie na powtarzaniu takich inwokacji? MN: I tutaj dotykamy problemu wewnętrznego nastawienia, bo jeśli ktoś powtarza formuły medytacyjne w sposób „zewnętrzny”, to może się w efekcie zdziwić – właśnie tak, jak mówi tekst biblijny. Przypomina nam o tym przypadek Bartymeusza8 – modlitwa musi wydobywać się z głębi wnętrza człowieka. Jezus podkreśla wielokrotnie w swoim nauczaniu, że to, co wewnętrzne, ważniejsze jest od aktów zewnętrznych. Mt 7, 21. Cytaty z Pisma Świętego w tekście za Biblią Tysiąclecia, wydanie IV. Modlitwa Bartymeusza – słowa niewidomego żebraka z Ewangelii: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Mk 10, 47; zob. szerzej: Mk 10, 46–52).

7

8

21


M aksymilian Nawara

Obraz modlitwy medytacyjnej mamy zawarty w stworzonym przez Marka opisie modlitwy w Ogrójcu, bo Jezus jest cały zanurzony w tym doświadczeniu i nie jest skupiony na sobie, lecz zwrócony ku Bogu („Abba, Ojcze!”). Dowiadujemy się też, że modli się, powtarzając te same słowa. JB-K: Czyli w modlitwie najważniejsze są nie tyle treści, jakie w nią wkładamy, ile fakt, że kierujemy ją do Boga, że jesteśmy na Niego otwarci. MN: Spora część ludzi ma problemy z modlitwą dlatego, że redukuje ją do pewnego „koncertu życzeń”. Pan Bóg jest potrzebny tylko do spełniania naszych próśb. JB-K: Takie „pogotowie ratunkowe”. MN: A tymczasem, żeby słowo modlitwy miało swój głębszy sens i moc, musi zrodzić się z czegoś bardziej fundamentalnego. Tylko że wtedy na ogół słowo przestaje już być potrzebne. Wystarczy sama obecność w obliczu Boga. JB-K: Mówiąc o medytacji chrześcijańskiej, mówimy zatem o bardzo uwewnętrznionym aspekcie religii, a tym samym dotykamy jej sedna. Etymologicznie bowiem religia oznacza wytwarzanie więzi. Między kim a kim? Przede wszystkim między człowiekiem i Bogiem, a podstawowym narzędziem wytwarzania takiej więzi jest modlitwa kontemplacyjna. MN: Jestem przekonany, że to jest wręcz jedyna szansa. 22


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

JB-K: Skoro tak, to dlaczego wiedza na temat życia kontemplacyjnego jest taka skromna wśród wiernych i co gorsza, także wśród kapłanów? Jan Bereza wspominał pół żartem, pół serio, że musiał wstąpić do zakonu, żeby poznać kontemplację, bo żaden z księży diecezjalnych nie był w stanie mu tego wytłumaczyć. I sytuacja do tej pory się nie zmieniła. MN: Na to pytanie jest mi trudno odpowiedzieć. Z pewnością na tę sytuację składa się wiele uwarunkowań. Wina leży na przykład w błędnej formacji księży, których przygotowuje się bardziej do pobożności i generalnie „obsługiwania serwisu” eklezjalnego, a nie uczy się ich modlitwy wewnętrznej. Mogę jedynie powiedzieć, że widzę pewne światełko w tunelu, bo jeszcze dziesięć lat temu na naszych medytacjach nie uświadczyło się żadnego kapłana, a teraz jest już pewna grupa księży, którzy nas regularnie odwiedzają. To samo dotyczy formacji dominikańskiej. Jeżdżę od kilku lat do nowicjatów Zakonu Kaznodziejskiego i wiem, że młodzi domi­nikanie przeszli przez szkołę modlitwy wewnętrznej. Ci księża i zakonnicy z pewnością będą bardziej otwarci na tego typu potrzeby wiernych. Są więc duchowni, którzy się coraz bardziej ku temu skłaniają. Nie zmienia to faktu, że są i tacy księża, którzy pozostają wobec medytacji niezwykle krytyczni. JB-K: No właśnie. Pojawiają się i wśród niektórych księży, i w pewnych kręgach wiernych świeckich jakiegoś rodzaju lęki – na przykład przed tym, że takie praktyki jak medytacja chrześcijańska mogą prowadzić, dajmy na to, do przejścia na buddyzm 23


M aksymilian Nawara

(ponieważ jest to medytacja9, a słowo to kojarzy się wielu wyłącznie z religiami Dalekiego Wschodu). Pokutują takie wyobrażenia, chociaż biografie założycieli tego nurtu duchowości współczesnej – zarówno Johna Maina10, jak i Jana Berezy – przeczą temu i pokazują raczej odwrotną prawidłowość. Obydwaj duchowni przecież właśnie dzięki poznaniu duchowości Dalekiego Wschodu odkryli głębię własnej chrześcijańskiej religii, a to skłoniło ich do wstąpienia do zakonu benedyktynów. To jednak nie uspokaja niektórych ludzi. Niepokojący dla nich bywa też fakt, że mistrzowie medytacji chrześcijańskiej bardzo mocno zaangażowani są w dialog międzyreligijny. I chociaż może się to wydawać dziwne, że po Soborze Watykańskim II11 Medytacja – słowo wywodzące się z języka łacińskiego, oznaczające rozważanie i odnoszące się do praktyk modlitewnych chrześcijaństwa polegających na podejmowaniu rozważań nad czytanym fragmentem Pisma Świętego. Zgodnie ze źródłowym znaczeniem słowa jest to zatem rodzaj modlitwy dyskursywnej. Obecnie pojęcie stosowane szerzej, także w odniesieniu do praktyk modlitewnych religii Dalekiego Wschodu – również tych, które już nie są oparte na rozważaniach, lecz bardziej korespondują z greckim słowem melete lub tak zwaną ruminacją, stanowiących koncentrację na wybranym dźwięku, słowie, obrazie, oddechu etc. 10 John Main OSB (1926–1982) – mnich benedyktyński irlandzkiego pochodzenia, który pod wpływem podróży na Daleki Wschód odkrył praktykę medytacji. Po powrocie do kraju wstępuje do zakonu benedyktynów i z czasem w oparciu o teksty ojców pustyni dokonuje odnowy tradycji chrześcijańskiej modlitwy medytacyjnej, tworząc wspólnoty modlitewne tego typu najpierw w Wielkiej Brytanii, a następnie w Montrealu. Jego następcą jest o. Laurence Freeman. W wyniku ich działań powstaje WCCM (World Community for Christian Meditation – Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej), określana jako „klasztor bez ścian”. 11 Sobór Watykański II – najnowszy sobór powszechny Kościoła katolickiego, który odbywał się w latach 1962–1965. Zwołany został przez papieża Jana XXIII w celu przeprowadzenia aggiornamento, czyli reformy Kościoła 9

24


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

­trzeba ludzi przekonywać do tego dialogu, to niestety ostatnio widać, że potrzeba ta staje się coraz bardziej paląca. Jak pokazać niezbędność i wartość dialogu międzyreligijnego? MN: To jest bardzo trudne. Ja nad tym pracuję już od wielu lat. Niestety, musimy w tym względzie zmagać się z ogromnymi pokładami ignorancji, niezrozumienia, a często nawet braku chęci do zrozumienia przy jednoczesnej chęci do potępiania z góry, bez podjęcia choćby próby poznania. I co gorsza – pojawiają się wtedy jakieś absurdalne zarzuty wysuwane w imię nie wiadomo jakiej pseudopoprawności religijnej. Zaczyna się żenujące generalizowanie, na przykład pod hasłem „joga jest niebezpieczna”, gdy tymczasem pojęcie jogi jest bardzo złożone i występują w niej rzeczy tak niemal tożsame z chrześcijaństwem, jak i te bardzo od niego odległe. Studiując w Indiach i wielokrotnie tam przebywając, widziałem różne rzeczy, w tym takie, na które sam nigdy bym się nie zgodził, które są mi całkowicie obce. Nie odważyłbym się jednak dokonywać żadnych uogólnień i wystawiać radykalnych ocen. Poza tym są pewne zjawiska o dużym stopniu uniwersalności, które po prostu są obecne w różnych religiach, wytwarzając jakąś naturalną bliskość między nimi. Dobrym przykładem jest tutaj stosowanie chociażby sznurów modlitewnych, praktykowane zarówno zmierzającej do uzgodnienia jego funkcjonowania z przemianami współczesnego świata. Wprowadził wiele istotnych zmian w liturgii oraz nauce społecznej Kościoła i zalecanych postawach wobec innych religii. Jego owocem jest między innymi otwarcie Kościoła na procesy ekumeniczne oraz dialog międzyreligijny.

25


M aksymilian Nawara

w ­katolicyzmie, jak i w prawosławiu (czotki)12, buddyzmie, islamie, h ­ induizmie… JB-K: Na dodatek przywędrowały one do Europy właśnie z zewnątrz, przywiezione przez krzyżowców, którzy widzieli w Palestynie muzułmanów modlących się na sznurach modlitewnych. Dobrze by było zatem, żeby ci, którzy strasznie boją się jakichś wpływów na przykład buddyzmu, obecnych w sposobie modlenia się medytacją chrześcijańską (chodzi tu o pozycję ciała), mieli też świadomość, że różaniec, który obecnie wydaje się tak oczywiście i bezdyskusyjnie chrześcijański, przywędrował do nas (konkretnie jego materialna forma przywędrowała) z islamu. Synkretyczność jest wpisana w historię religii, a już w historię chrześcijaństwa z pewnością od samego początku. MN: Dlatego tak ważnym zadaniem jest walka z ignorancją. JB-K: Dialog międzyreligijny sprzyja między innymi pokonywaniu owej ignorancji. Dzięki niemu uczymy się o innych, dowiadujemy więcej o sobie i możemy ewentualnie uczyć się od siebie nawzajem. Ale właśnie dlatego, że może on prowadzić do nabywania przez daną religię jakichś elementów pochodzących z innej, pojawia się pytanie, co odróżnia zdrowy dialog międzyreligijny od poczwarek synkretyzmu newage’owego. Gdzie przebiega ta granica? Do jakiego Czotki – wywodzące się z praktyk modlitewnych prawosławia sznury modlitewne służące do odmawiania tak zwanej modlitwy Jezusowej.

12

26


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

stopnia możemy się uczyć od innych religii, a czego już robić nie powinniśmy, jeśli nie chcemy wyjść poza granice chrześcijaństwa? MN: Przede wszystkim tę granicę wyznacza odpowiedź na pytanie: „Po co?”. Po co coś zapożyczam? Dlaczego? Do czego ma mi to służyć? Bo jeśli to wynika z potrzeby jakiejś egzotyki, ciekawostek i urozmaicenia, to jest to newage’owe, ale jeśli coś ma służyć pogłębieniu mojej własnej religijności w zgodzie z duchem mojej religii, to jest to jak najbardziej pozytywne. Chodzi tu zatem o to, po co i jak wykorzystuję elementy pochodzące z innych religii. Nie bez kozery po Soborze Watykańskim II właśnie benedyktyni zostali poproszeni o to, by zająć się dialogiem międzyreligijnym… JB-K: I kameduli także… MN: Tak, bo oba te zakony mają tę samą regułę. Chodzi o to, że w dialog taki powinni wchodzić ci, którzy są dobrze osadzeni we własnej tradycji. Wówczas może on być owocny. Trzeba mieć też świadomość tego, co jest możliwe w kontakcie między wyznawcami dwóch różnych religii, a co nie. Z wyznawcami buddyzmu, na przykład, możemy razem siedzieć w ciszy, możemy rozmawiać o doświadczeniach duchowych, spotykać się, przyjaźnić, szanować wzajemnie, ale uczestniczyć w obrzędach religijnych – już nie, bo ta przestrzeń kultu jest zarezerwowana dla wyznawców. Lama Rinczen, przedstawiciel buddyzmu tybetańskiego w Polsce, odwiedza nas 27


M aksymilian Nawara

w Lubiniu od lat wraz ze swoimi mnichami. Razem medytujemy, ale nigdy nie braliśmy wzajemnie udziału w swoich nabożeństwach – ani ja w jego, ani on w moich. Natomiast w wymianie doświadczeń duchowych, w rozmowach na ten temat nie ma nic złego. Dziwią mnie lęki, jakich doświadczają niektórzy chrześcijanie, gdy przychodzi im spotkać się na przykład z buddystą, z jakimś lamą, bo co niby ten lama może im zrobić? Zabierze Pana Jezusa z ich serc? To są nieracjonalne obawy. Jeśli boję się takiego spotkania, to w gruncie rzeczy oznacza, że podświadomie podejrzewam, że ten „inny” może ma coś, co jest wartościowsze od tego, co ja mam – coś, co może mnie przekonać do jego religii. Takie obawy są więc świadec­ twem słabości naszej wiary. JB-K: Poza tym kontaktu z wyznawcami innych religii już nie unikniemy w świecie o tak natężonym ruchu migracyjnym. MN: Przestaliśmy być społeczeństwem monogenicznym, gdzie panuje tylko jedna religia. Europa stała się multikulturowa i żeby żyć przyjaźnie z innymi, trzeba umieć bez uprzedzeń wychodzić naprzeciw sobie. JB-K: Trzeba też umieć przekraczać swoją własną ksenofobię i megalomanię. MN: I do tego właśnie, między innymi, potrzebny jest dialog międzyreligijny. Poza tym trzeba umieć zauważyć, że w każdej religii istnieje wymiar mistyczny, który jest absolutnie kluczowy. 28


Istnieje potrzeba modlitwy głębi

JB-K: Te dwie perspektywy się ze sobą uzupełniają, bo z jednej strony widzimy konieczność poznania siebie nawzajem ze względu na to, że obok siebie żyjemy, a z drugiej strony świadomość, że w innej religii istnieją także skarby duchowe, pomaga nam szanować sąsiada wyznającego tę inną religię. MN: Tak. Bardzo ważne jest owo wzajemne poszanowanie. Zresztą wspomina o tym papież Franciszek. Nowa ewangelizacja to już nie jest ewangelizacja ludów (ad gentes), ale jest to spotkanie personalne, personalne świadectwo (ad personam). Inaczej już są rozłożone akcenty. JB-K: Na zakończenie chciałabym Ojca zapytać jeszcze o to, jakie zjawiska – występujące na gruncie życia religijnego czy też zagrażające mu z zewnątrz – uznałby Ojciec za najbardziej niebezpieczne dla człowieka i religii w najbliższym czasie. MN: Spośród zjawisk zewnętrznych wobec religii widzę dużo zagrożeń w konsumpcjonizmie, w tej tendencji i podejściu do życia polegającym na tym, żeby wszystkiego było więcej: żeby zgromadzić więcej dóbr, więcej doświadczeń, więcej przygód, więcej tytułów…. W tej sytuacji takie wartości, jak samoograniczenie, wyrzeczenie, asceza, prostota, które są podstawą życia duchowego, zwyczajnie ulegają odrzuceniu, a to utrudnia młodym ludziom wejście na ścieżkę duchową. Głód duchowy nadal w nich jest, ale konsumpcjonizm narzuca inne reguły gry i wszystko to powoduje rozdarcie. Jeśli zaś chodzi o funkcjonowanie samej religii czy też o te zjawiska, które 29


M aksymilian Nawara

rodzą się na jej terenie, to najbardziej niepokoi mnie dewocja, która zabija życie duchowe. Przez dewocję rozumiem ograniczenie swojego życia religijnego do zewnętrznych aktów pobożnościowych. Na ogół wiąże się ona też z ignorancją, brakiem otwartości, postawą lękową i w konsekwencji agresją (na przykład przerażają mnie ludzie z krzyżem w ręku wykrzykujący jakieś obraźliwe rzeczy). Agresja jest zaprzeczeniem tego, do czego życie duchowe powinno prowadzić. Jego owocem ma być przecież łagodność i miłość, zwłaszcza w przypadku chrześcijanina.


Spis treści

Joanna Bielska-Krawczyk, Homo religiosus – gatunek na wymarciu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Istnieje potrzeba modlitwy głębi (Maksymilian Nawara OSB) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 Każda epoka ma swoje mitologie (Wojciech Burszta) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31 Asystuję narodzinom nowej rzeczywistości (Robert Wieczorek OFMCap) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41 Bóg jak aplikacja w smartfonie (Bartłomiej Dobroczyński) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 Religia to łańcuch świadków prawdy (Krzysztof Mech) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Religia to nie książka telefoniczna (Agata Bielik-Robson) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 125 Fides et ratio – czyli umysł w służbie miłości (Andrzej Tyc) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163 Kolego profesorze Weber, gdzie jest to odczarowanie? (Jan Andrzej Kłoczowski OP) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 183

267


Paść przed Panem Bogiem i machać ogonem… (Leon Knabit OSB) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 215 Wiary nie da się włożyć do lodówki (Krzysztof Zanussi) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239 Noty o autorach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 261


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Wiara w czasach niewiary. Rozmowy o współczesnej religijności by SIW Znak - Issuu