Skip to main content

Władcy rzek. Nowa historia wikingów

Page 1


WŁADCY RZEK

nowa historia wikingów

Przekład łukasz hajdrych

ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2026

Tytuł oryginalny

River kings. A new history of the Vikings from Scandinavia to the Silk Road

Copyright © by Cat Jarman, 2026

Redaktorka inicjująca

Natalia Hońca

Redaktorka prowadząca

Urszula Ilnicka-Gębarowska

Redaktorka językowa

Agnieszka Mąka

Koordynatorka procesu wydawniczego

Agata Błasiak

Opieka promocyjna

Karolina Domańska

Redakcja merytoryczna

Leszek Gardeła

Adiustacja

Małgorzata Nowak / Book Flow

Korekta

Damian Pawłowski / Book Flow

Indeks

Tomasz Babnis

Projekt okładki

Urszula Gireń

Łamanie

Dariusz Ziach

Ilustracje

Richard Osgood

Opracowanie map

Marcin Słociński

Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-535-1

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

SPIS TREŚCI

1. ZACHÓD

4.

CZĘŚĆ 2. OJCZYZNA

5.

7.

CZĘŚĆ 3. WSCHÓD

ROZDZIAŁ 1 MŁOT

THORA. KOŚCI

REPTON, OK. 874 ROKU ORAZ 1986 ROK

Przez pięć dni nosił go bezpiecznie w skórzanym woreczku zawieszonym u pasa. Trzymając naszyjnik w ręku, przejechał palcami wzdłuż krawędzi młota i kilkukrotnie obrócił nawleczone po obu jego stronach paciorki, po czym zawiązał je na szyi mężczyzny na skórzanym rzemieniu. Skóra zmarłego była zimna i blada, lśniąca od olejów, którymi nasmarowano ciało, przygotowując je do transportu. Klęcząc na kamienistym podłożu obok grobu, przesunął zawieszony na rzemyku młot tak, aby znajdował się tuż pod obojczykiem mężczyzny – dokładnie tak, jak ten nosił go za życia. Jeden po drugim ułożył wokół ciała inne przedmioty, z których każdy stanowił ofiarę symbolizującą to, kim był zmarły i kim dopiero miał się stać.

Tysiąc sto lat później naszyjnik ponownie ujrzał światło dzienne. Pokrywająca go kamienista i gliniasta gleba została delikatnie usunięta przez pracującą przy wykopaliskach wolontariuszkę, która omyłkowo wzięła nawleczony nań przedmiot za kotwicę. Nietrudno zrozumieć jej błąd  – kształt kojarzący się z odwróconą literą „T” z zaostrzoną dolną częścią jak najbardziej przypomina coś, co mogłoby być wykorzystane do zakotwiczenia statku. Ale wisiorek był maleńki, delikatny i cechował się starannie wykonanymi, prostymi cięciami. Można nawet powiedzieć, że jego forma była przemyślana, szczególnie gdy się wie, co przedstawia: Mjǫllnir, młot Thora, wykuty w kuźni karłów ze Svartálfheimru.

WIKIŃSKI WOJOWNIK

Zgodnie z tradycyjną narracją epoka wikingów rozpoczęła się 8 czerwca 793 roku, gdy grupa wikingów zaatakowała bogaty klasztor na wyspie Lindisfarne w królestwie Northumbrii. Ten napad, technicznie rzecz biorąc niebędący pierwszym najazdem wikingów na tereny Anglii, został opisany w liście do Aethelreda – króla Northumbrii –przez Alkuina z Yorku, uczonego, który mieszkał podówczas w miejscowości położonej na terenie dzisiejszych Niemiec: „jeszcze nigdy w historii Brytanii taki strach i terror nie zagościły w sercach ludzi jak za sprawą pogan. Niewierni ci kąpali się we krwi i bezczeszcząc ołtarz w świątyni Boga, deptali ciała świętych jak gnój na ulicach”.

Jako przyczynę ataków wikingów podaje się zwykle mieszaninę czynników przyciągających ich do danego obszaru oraz wypychających z miejsca zamieszkania: bogactwa zgromadzone w niebronionych saksońskich klasztorach, wzrost populacji Skandynawii, mało żyzne tereny rolne w Norwegii, waśnie polityczne, a nawet – przypuszczalnie –niewystarczającą liczbę kobiet zdolnych do zamążpójścia1. W wyniku kumulacji tych okoliczności wyłoniła się nowa epoka w historii Europy. Źródła pisane, takie jak Kronika anglosaska 2, relacjonując dzieje Anglów i Sasów na przestrzeni wieków, skupiają się przede wszystkim na walkach

o władzę pomiędzy różnymi królestwami składającymi się na to, co dziś nazywamy Anglią. Narracja zaprezentowana w Kronice… dobrze wpisuje się w tradycyjną opowieść o wikingach, którzy mieli wyruszać z terenów Norwegii i Danii na Zachód, aby plądrować, grabić i podbijać ziemie Brytanii oraz Irlandii, niosąc tam – podobnie jak na inne tereny położone w kontynentalnej części Europy – śmierć i zniszczenie. Pod koniec epoki wikingów, w połowie XI wieku, oddziaływanie Skandynawów na Brytanię miało osiągnąć apogeum i wpływać na wszystkie aspekty funkcjonowania państwa: począwszy od rozwoju miast, przez walutę i kulturę, na języku i sztuce skończywszy.

Gdy w 873 roku Wielka Armia dotarła do Repton, informacje o rajdach wikingów nie były już niczym nowym. W latach 50. IX wieku wikińscy najeźdźcy porzucili praktykę powrotów do swoich domów w Skandynawii pod koniec sezonu i przyjęli zwyczaj zimowania na terenie Wysp Brytyjskich. Zgodnie z przekazem znajdującym się w  Kronice… Wielka Armia po raz pierwszy stanęła na brytyjskiej ziemi zimą 865 roku. Właśnie tego roku duże siły wikingów wylądowały w Anglii Wschodniej, której król wyposażył przybyszów w konie w zamian za pokój. Wojska przezimowały w Thetford. Przez kolejnych trzynaście lat Wielka Armia przemieszczała się po kraju, w 866 roku zajmując York, a w 868 roku – Anglię Wschodnią. Kampania ta była wielkim krokiem naprzód dla wikingów, którzy mniejsze, pojedyncze rajdy zawsze kończące się wycofaniem ze splądrowanego terenu zastąpili czymś zupełnie nowym – pragnieniem ustanowienia długotrwałego politycznego panowania nad podbitymi ziemiami. W latach 70. IX wieku sezonowe wyprawy wojskowe stanowiły już ugruntowaną strategię militarną, przynoszącą – jak się wydaje – wymierne efekty.

Obóz założony przez wikingów w Repton przez ponad czterdzieści lat stanowił jedno z najważniejszych miejsc ich

obecności na Wyspach Brytyjskich. Wykopaliska prowadzone przez Martina i Brithe początkowo skupiały się na wiejskim, anglosaskim Kościele pod wezwaniem św. Wystana3 – jednym z najlepiej zachowanych przykładów sztuki wczesnośredniowiecznej na terenie dzisiejszej Anglii. W latach 70. XX wieku niewiele jeszcze wiedziano o pobycie

Wielkiej Armii w Repton, poza przekazem Kroniki anglosaskiej za rok 873: „w owym czasie najeźdźcy przemieścili się z Lindsey do Repton, gdzie przezimowali, w dwadzieścia dwa lata po objęciu tronu przez króla Burgreda wypędzając go za morze i podbijając całą tę krainę”. Zimowanie

Wielkiej Armii w 873 roku miało się stać punktem zwrotnym w historii najazdów wikińskich na Wyspy Brytyjskie.

W trakcie wykopalisk prowadzonych na terenie cmentarza otaczającego kościół zespół natknął się na duży rów przecinający groby z wcześniejszego okresu oraz przylegający do ściany kościoła. W pobliżu odkryto kilka charakterystycznych, typowych dla Skandynawii pochówków, połamane fragmenty misternie wykonanej głowicy anglosaskiego krzyża oraz płaskorzeźbę przedstawiającą konnego wojownika z Mercji. Rów zinterpretowano jako część umocnień obronnych wskazujących na to, że bez wątpienia był tu obóz zimowy Wielkiej Armii.

Nikt wcześniej nie prowadził poszukiwań wikińskiego obozu w Repton. Nikt zresztą nie wiedział w ogóle, jak miałby on wyglądać ani jak go znaleźć. W tamtym czasie było to dość powszechne zjawisko – choć istnieje wiele źródeł pisanych dotyczących Wysp Brytyjskich z okresu najazdu wikingów, dysponujemy zadziwiająco małą liczbą namacalnych zabytków, które potwierdzałyby obecność wikingów na terenie dzisiejszej Anglii. W znacznym stopniu mamy z tym do czynienia nawet dziś. Przekazy pisane, takie jak Kronika anglosaska, dostarczają nam szczegółowych opisów bitew toczonych przeciwko najeźdźcom – podają liczbę

zabitych oraz lamentują nad zagrożeniem, jakie wikingowie stanowili dla miejscowej ludności. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że rozwój największych miast brytyjskich oraz proces zjednoczenia Anglii były reakcją na najazd wikingów, ale ze względu na relatywnie małą liczbę źródeł archeologicznych wiedzę na ten temat czerpiemy często jedynie ze źródeł pisanych.

Odkrycia archeologiczne wokół Kościoła św. Wystana dobrze wpisywały się w funkcjonujący wówczas obraz wikingów. Rów uznano za strukturę obronną w kształcie litery D, podobną do tych znanych z terenów Skandynawii. Zbezczeszczony kościół miał służyć jako strażnica, a całość dawała armii możliwość bezpiecznego przegrupowania się w trakcie zimy i opracowania planu kolejnego ataku. Pochowano tam kilku znanych władców, a krypta, w której spoczywały kości świętego Wigstana – króla Mercji z IX wieku, później znanego jako Wystan – przyciągała liczne pielgrzymki. Odkrycie to potwierdzało, że wikingowie kierowali się nie tylko żądzą zdobycia bogactw i zapasów, które z całą pewnością znaleźli w kościele, lecz także chęcią przejęcia politycznej władzy. W następstwie ich ataku król Mercji Burgred udał się wraz z żoną na wygnanie do Paryża, skąd nigdy nie powrócił. Na jego miejsce wikingowie zainstalowali Ceolwulfa, którego Kronika… określa mianem „głupiego tegna” – marionetkowego króla. Ceolwulf obiecał wikingom sojusz, gwarantując, że on sam oraz całe królestwo Mercji będą w razie potrzeby do ich dyspozycji.

Po przeczekaniu zimy przełomu 873 i 874 roku Wielka Armia rozdzieliła się: jedna jej część ruszyła na północ, w stronę Nortumbrii, druga zaś na południe, aby stawić czoła Alfredowi Wielkiemu, królowi Wesseksu. W Repton groby ze skandynawskimi artefaktami zostały znalezione w znaczących miejscach wokół kościoła, co być może miało

na celu legitymizację władzy wodzów, którzy „podbili całą tę krainę”, i ustanowienie ich długotrwałej obecności na tym terenie. Wykazanie związku z poprzednią elitą rządzącą stanowiło powszechną taktykę wikingów, mającą na celu podkreślenie ich praw politycznych i terytorialnych do danego obszaru.

Gdy w 2012 roku po raz pierwszy odwiedziłam Oksford, Martin Biddle pokazał mi tak zwanego wojownika z Repton, znanego także jako Grób 511 (dalej: G511). Jego szczątki zostały ostrożnie przeniesione do trzech beżowych kartonów, które umieszczono w rogu gabinetu: w mniejszym kartonie znajdowała się czaszka, a w dwóch większych, prostokątnych – pozostałe kości. W swoim życiu widziałam tysiące takich kartonów, w których przechowywano szczątki odkrytych szkieletów, przeniesione z miejsc pochówku do muzeów. Przeczytałam wszystkie raporty na temat G511, jakie tylko byłam w stanie znaleźć, i wiedziałam wszystko, co tylko możliwe, na temat odniesionych przez niego obrażeń. W przypadku szkieletów dowody dotyczące rodzaju ran poniesionych przez zmarłego za życia są często bardzo subtelne – ostrze przecinające skórę, mięso i mięśnie wytracają swój początkowy pęd, a pozostała energia wystarcza co najwyżej do pozostawienia na kości niewielkiego zarysowania. W związku z tym, chociaż z perspektywy ofiary odniesione obrażenia były przerażające i prowadziły do śmierci, to jej kości pozostawały niemal nienaruszone, co zwykle nie daje nam żadnych podstaw do określenia przyczyny śmierci. Tym razem jednak obrażenia były doskonale widoczne. Gdy wyjęłam z kartonu dobrze zachowaną lewą kość udową, zobaczyłam głęboki ślad po uderzeniu toporem, który przeciął biodro ofiary. Kąt, pod jakim zadano cios, był bardzo wyraźny i nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do swoich makabrycznych następstw.

Wojownik z Repton był uważany za stereotypowego wikinga przez duże W – wysoki, silny, blondwłosy i niebieskooki (chociaż niektóre detale jego fizjonomii ustalono dopiero kilka lat później). Pochowano go z mieczem typu skandynawskiego oraz z zawieszonym na szyi wisiorkiem przedstawiającym srebrny młot Thora. Na podstawie tych artefaktów natychmiast zidentyfikowano zmarłego jako wikinga – młot uznawany był bowiem przez wielu za typowy symbol tradycyjnego wikińskiego wojownika. Człowiek, chowający ciało, umieścił wokół niego w grobie kilka innych przedmiotów, które zapewne miały służyć mężczyźnie w zaświatach: klucz, dwa żelazne noże oraz kilka sprzążek i zapięć do ubrań. Po obu stronach młota Thora znajdowały się jasne, kolorowe szklane paciorki. Między nogami szkieletu delikatniejsza gleba pozostawiła prostokątny kształt – prawdopodobnie wszystko, co zostało z drewnianej skrzyni. Wewnątrz znajdowała się kość kawki, która być może miała symbolizować dwa kruki Odyna: Hugina oraz Munina. Obok miednicy spoczywała szabla dzika.

Gdy kości G511 zostały wyjęte z ziemi, odkryto, że odniósł on wiele makabrycznych i śmiertelnych obrażeń. Widać było uszkodzenia czaszki (cięto go w oczodół), a blizny sugerowały, że w chwili śmierci mógł mieć na głowie hełm. Żebra nosiły ślady nacięć typowych dla patroszenia, czyli usuwania jelit oraz innych organów wewnętrznych. Najpoważniejszym urazem była jednak zadana toporem, głęboka, ukośna rana biegnąca przez lewo udo, która przecięła staw biodrowy oraz kość udową. Bliższe oględziny wykazały, że cięcie dosięgło penisa i mogło wykastrować mężczyznę. Możliwe, że znaleziona przy nogach zmarłego szabla dzika miała służyć mu jako zastępczy członek, tak aby jego ciało było kompletne, gdy trafi do Walhalli – pałacu Odyna, gdzie nocami polegli wojownicy oddawali się ucztowaniu i gdzie penis z całą pewnością mógł się przydać.

Może zabrzmi to nieco szumnie, ale mamy tu do czynienia wręcz z modelowym grobem wikińskiego wojownika4. Jego wyjątkowość polega na tym, że jest to jedyny znany, tak dobrze zachowany grób wikinga na terenach dzisiejszej Anglii. Nie mamy innych grobów z nietkniętymi kośćmi, z którymi moglibyśmy go porównać, chociaż przekazy pisane informują nas, że tacy wojownicy ginęli na tym obszarze setkami, jeśli nie tysiącami. Z wielu cech grobu można wywnioskować, że G511 był człowiekiem o wysokim statusie, być może nawet jednym z wodzów Wielkiej Armii. Miejsce jego pochówku, ulokowane tuż obok dawnego mauzoleum całej dynastii królów Mercji, wskazuje na to, że ci, którzy go tu pogrzebali, chcieli podkreślić jego (a także swoją) władzę i prawo do rządzenia tym terytorium.

W ramach doktoratu badałam obecność wikingów w Repton. Kluczowym elementem moich studiów nad G511 i innymi zmarłymi było pobranie próbek z kilku tamtejszych szkieletów w celu przebadania ich z wykorzystaniem jednej z najnowszych technik kryminalistycznych – analizy izotopowej. Miałam nadzieję, że dzięki niej dowiem się jak najwięcej o tym, kim byli ci ludzie i skąd przybyli. Analiza izotopowa stała się w ostatnich latach jedną z podstawowych metod ustalania geograficznego pochodzenia oraz przeszłości zmarłego. Tradycyjnie badanie w tym zakresie zostałoby wykonane poprzez zidentyfikowanie pochodzenia znalezionych w grobie dóbr (przedmiotów), o ile takowe w ogóle by się w nim znajdowały. Jest to jednak sposób, który ma kilka dość oczywistych minusów. Po pierwsze, grzebanie zmarłych z artefaktami nie było powszechną praktyką, przez co dysponujemy niewielką liczbą śladów, które mogłyby pomóc nam zrekonstruować ich przeszłość. Po drugie, nawet gdy takie groby istnieją, to leżące w nich osoby mogły przecież zostać pochowane z przedmiotami takimi jak wikiński miecz czy paciorek, które zwyczajnie

ktoś kupił lub wymienił, więc dotarły na miejsce inną drogą niż ich ostatni właściciele. Groby, które udało nam się odszukać, są wielowymiarowe – nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy znajdujące się w nich przedmioty należały do zmarłych, czy może były to dary złożone przez żałobników. Mogły nawet w ogóle nie mieć związku z życiem zmarłych. Jak stwierdził swego czasu jeden z archeologów: „Zmarli nie grzebią samych siebie”.

Analiza izotopowa pozwala nam na bezpośrednie zbadanie szkieletu w celu ustalenia przeszłości konkretnego zmarłego. Chociaż służy temu również badanie DNA, to w znacznej mierze dostarcza ono informacji o odziedziczonych przez zmarłego markerach genetycznych, a nie o specyficznych okolicznościach jego życia. Gdybym po śmierci została pochowana w południowo-zachodniej Anglii, to analiza DNA moich kości wykazałaby, że pochodziłam ze Skandynawii, a to sugerowałoby, że byłam imigrantką. Problem w tym, że takie same geny znaleziono by również w kościach moich dzieci, które przyszły na świat i dorastały już w Wielkiej Brytanii. Innymi słowy, analiza DNA nie uwzględnia różnicy między pierwszym a kolejnymi pokoleniami migrantów. Mimo to dzięki niej możemy zarysować szerszy kontekst – w jaki sposób na przestrzeni tysięcy lat rozchodziliśmy się po świecie i jak migrowali nasi przodkowie. Metoda ta może pomóc nam w ustaleniu relacji rodzinnych, odnalezieniu dawno zaginionego kuzyna czy ujawnieniu markerów świadczących o podatności na różnorakie choroby. W przypadku grobów z Repton byłam ciekawa, czy bylibyśmy w stanie bezsprzecznie udowodnić, że spoczywali w nich wikingowie, którzy przybyli ze Skandynawii – tak jak do tej pory uważaliśmy.

Jesteśmy – dosłownie – tym, co jemy. W chwili, gdy czytacie tę książkę, wasze organizmy trawią ostatni posiłek, wyciągając z niego wszelkie możliwe składniki potrzebne

do tworzenia nowych komórek, krwinek oraz tkanek skóry. Od momentu, gdy zaczęliście lekturę, proces ten zdążył zajść w wielu częściach waszych ciał i nawet w tej sekundzie wasze kości przechodzą subtelną przemianę – stare fragmenty są zastępowane nowymi, aby zapewnić im siłę i utrzymać odpowiednią budowę. Dzieje się to w całym waszym ciele, z jednym wyjątkiem – nie w szkliwie zębów. Od chwili uformowania się w okresie dzieciństwa ludzkie szkliwo pozostaje niezmienne, a jest na tyle trwałe, że można je odnaleźć w nienaruszonym stanie nawet po tysiącach lat przechowywania w bardzo złych warunkach. Z tego powodu zęby są najlepszymi przyjaciółmi bioarcheologów. Jako że w trakcie kształtowania się wszystkie tkanki nieustannie pobierają z przetrawionego pokarmu składniki odżywcze, to absorbują przy okazji także śladowe ich ilości, pozwalające po latach określić nie tylko, co jadł zmarły, lecz także – co było kluczowe dla moich badań – skąd pochodziło jego pożywienie. Gdy w wieku dziecięcym tworzą się zęby człowieka, ich budulcem są konsumowany pokarm oraz woda. One również mają swoje unikatowe markery lub warianty chemiczne, typowe dla środowiska, w którym powstały. Na przykład rośliny większość składników odżywczych pobierają z gleby, w której rosną, a która ma unikatową charakterystykę wynikającą geologii. Innymi słowy, bochenek chleba wypieczony ze zboża rosnącego w Derbyshire będzie się subtelnie różnił pod względem chemicznym od bochenka chleba wypieczonego ze zboża rosnącego w Danii.

Do wykrywania tych różnic wykorzystuje się pierwiastek o nazwie stront, który występuje w stanie naturalnym niemal wszędzie. Stront ma kilka izotopów, których stosunek względem siebie różni się w zależności od budowy gleby i tym samym pozwala identyfikować jej rodzaje (izotopy to odmiany tego samego pierwiastka). Co istotne, w czasie

wędrowania przez łańcuch pokarmowy wspomniany stosunek izotopów strontu pozostaje niezmienny – jest identyczny w glebie, w zbożu, w chlebie i w organizmie wikinga, który chleb ten spożył. Gdy określony stosunek izotopów strontu staje się częścią budulca szkliwa w zębie dziecka, zostaje tam zamknięty na resztę jego życia – a nawet dłużej. W przypadku wojownika z Repton możliwe powinno być zatem ustalenie tego, czy naprawdę był on wojownikiem najeźdźczej armii wikingów, czy może pochodził z okolicy.

Muszę nadmienić w tym miejscu, że tożsamość to niezwykle skomplikowany problem i mimo wszystkich niesamowitych możliwości, jakie dają nam nowe metody badawcze, nauki przyrodnicze nie są w stanie samodzielnie odpowiedzieć na pytanie o to, kim był zmarły. Nawet jeśli dane izotopowe będą wyraźnie wskazywać na jego pochodzenie z terenów Skandynawii, to nie czyni to z niego od razu wikinga. Prawdę mówiąc, nawet nie istnieje tak zdefiniowane pojęcie tożsamości, które jednoznacznie mogłoby zostać wykorzystane jedynie przez nauki przyrodnicze.

To, że zmarły wykazywałby cechy typowe dla miejscowych, również nie czyniłoby z niego automatycznie Anglosasa 5 . Nasze tożsamości są wielowymiarowe, a na przestrzeni całego życia zmieniamy je i nimi manipulujemy. Jestem archeolożką, naukowczynią, pisarką oraz imigrantką, ale nie licząc tej ostatniej cechy, żadnego z powyższych elementów nie byłoby można ustalić na podstawie analizy moich kości. Interpretując wyniki badań, musimy się kierować zatem daleko posuniętą ostrożnością i zawsze analizować je w kontekście jak największej liczby innych dostępnych źródeł. Niemniej jednak nowe techniki badawcze dają takie możliwości wglądu w życie osób zmarłych, o jakich jeszcze kilkadziesiąt lat temu badacze mogli jedynie pomarzyć.

Chociaż powyższe metody wydają się dość proste w zastosowaniu, pozyskanie wszystkich niezbędnych danych

wymagało wielu miesięcy pracy laboratoryjnej, po której nastąpiły kolejne długie miesiące przekształcania ich w arkusze, bazy danych, wykresy oraz mapy porównawcze. Wyniki badania strontu w kościach G511 były względnie łatwe do zinterpretowania – z całą pewnością nie dorastał on ani w Repton, ani w okolicy. Stosunek izotopów strontu wskazywał na to, że zmarły pochodził z południowej Skandynawii, najprawdopodobniej z Danii, co idealnie pasowało do narracji archeologów. Interesujący był także wynik analizy strontu w drugim analizowanym przypadku – mężczyzny, który leżał tuż obok. G511 nie został bowiem pochowany samotnie, ale pogrzebano obok niego innego, młodszego mężczyznę – G295. Chociaż ich ciała spoczęły w ziemi w różnym czasie (G295 został pochowany niedługo po G511), to ich groby były połączone wspólnym kamiennym obramowaniem (do którego należała również rozbita anglosaska płaskorzeźba), co sugerowało wyraźnie, że ci dwaj mężczyźni byli ze sobą związani. Groby podwójne w epoce wikingów były powszechne na terenie Skandynawii – niekiedy chowano w nich pary, innym razem dwóch ludzi tej samej płci, niemal zawsze mężczyzn. W przypadku, który badaliśmy, nikt nie był w stanie określić, jaka relacja łączyła obu zmarłych.

Badanie izotopowe wskazywało jednak, że młodszy mężczyzna dorastał na obszarze, który pod względem stężenia izotopów strontu był niemal identyczny jak ojczyzna starszego wojownika. Drugi szkielet również nosił ślady poważnych ran, więc możliwe, że G295 zginął w walce, ale jego grób, w przeciwieństwie do G511, nie był tak bogato wyposażony – znajdował się w nim tylko jeden nóż. Można postawić hipotezę, że obaj mężczyźni przybyli do Repton z tego samego miejsca, prawdopodobnie z Danii. Datowanie radiowęglowe wykazało, że umarli między 873 a 886 rokiem, a to jeszcze ściślej łączyłoby ich z Wielką

Armią. Istniało przypuszczenie, że był to grób wodza oraz mężczyzny, który nosił jego broń. Sugerowano nawet, że młodszy z nich mógł zostać celowo zabity, aby towarzyszyć swemu panu w zaświatach. Prawdziwy powód, dla którego G511 i G295 zostali pochowani obok siebie, ustalono dopiero kilka lat później.

Wraz z doktorem Larsem Fehrenem-Schmitzem, genetykiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, chcieliśmy wyekstrahować z próbek z Repton oryginalne DNA. Naszym celem było znalezienie większej liczby dowodów na skandynawskie pochodzenie zmarłych, a także zbadanie potencjalnych relacji rodzinnych między nimi, w szczególności między wojownikiem a jego towarzyszem. Ponad dziesięć lat wcześniej takiego samego zadania podjęła się inna grupa genetyków, ale na próżno. Za pomocą znanych wówczas metod nie można było oddzielić oryginalnego DNA znajdującego się w kościach od zanieczyszczeń pozostawionych przez DNA osób, które dany szkielet wykopały, oczyściły oraz badały w przeszłości. Do 2016 roku technologia rozwinęła się jednak do tego stopnia, że pozwalała już nie tylko na uzyskanie dostępu do niezanieczyszczonego DNA, ale także na określenie pochodzenia ze strony matki i ojca (odpowiednio: mtDNA oraz Y-DNA) oraz na przebadanie DNA autosomalnego, które stanowi unikatową kombinację chromosomów odziedziczonych po rodzicach. Lars oraz jego koledzy odkryli, że istniało bezpośrednie pokrewieństwo pierwszego stopnia pomiędzy oboma mężczyznami w linii męskiej, co oznaczało, że byli oni albo przyrodnimi braćmi, albo ojcem i synem. Biorąc pod uwagę różnicę wieku, bardziej prawdopodobna była ta druga opcja. Co więcej, ustalono, że G511 miał najprawdopodobniej niebieskie oczy oraz blond włosy, rzeczywiście więc pasował do stereotypowego wyglądu wikinga jako wysokiego, blondwłosego mężczyzny. Z jednym może

wyjątkiem – wyniki badań wskazywały, że najprawdopodobniej był już łysy.

Ustalenie powiązań tych między G511 a G295 było istotne (oraz ekscytujące) z kilku różnych powodów, przede wszystkim jednak dlatego, że umożliwiało nam nowe, szersze spojrzenie na dynamikę rządzącą światem wikingów. Przekazy historyczne oraz sagi (teksty prozatorskie o wikingach, spisane w większości na Islandii w XII i XIII wieku) często mówią o konkretnych osobach – losy bohaterów oraz antagonistów z tych dzieł składają się na większość naszej wiedzy o tych wojownikach. Niemniej należy traktować te źródła z dużą ostrożnością, nie tylko ze względu na fragmentaryczność tego, co zachowało się do naszych czasów, lecz także z uwagi na motywacje samych autorów. Współczesnych ludzi kusi, aby wykorzystywać sagi jako źródła do badania konkretnych wydarzeń historycznych z epoki wikingów. Przykładowo szczególną popularnością w Anglii cieszy się historia na poły legendarnego Ragnara Lodbroka6. Jeśli wierzyć sagom, to w Repton miał walczyć sam Ragnar, podczas gdy jego synowie mieli być ważnymi wodzami, w tym nawet stać na czele Wielkiej Armii. Historia Ragnara pozszywana jest jednak z wielu różnych źródeł, przy czym wiele z nich pochodzi w dodatku z późniejszych czasów, w związku z czym nie ma żadnych pewnych dowodów na to, że to on jest ojcem wikingów, którzy w 873 roku zdobyli Repton.

Artefakty znalezione w grobach czy kości są w stanie dostarczyć nam innego rodzaju informacji (chociaż niekoniecznie bardziej obiektywnych), które mogą posłużyć do weryfikacji przekazów pisanych. W przypadku G511 oraz jego syna nowe dowody bioarcheologiczne potwierdziły znaczenie relacji między ojcem a synami w społeczeństwie wikingów, opisanych w źródłach. Badania wykazały również, że te więzi były istotne w kontekście wypraw poza

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Władcy rzek. Nowa historia wikingów by SIW Znak - Issuu