Skip to main content

Przygody Tomka Sawyera

Page 1

Mark Twain

Przygody Tomka Sawyera Przełożył Zbigniew Batko

Kraków 2015


Wstęp

W

iększość przygód opisanych w tej książce zdarzyła się w rzeczywistości; niektóre były moim udziałem, inne przeżyli moi koledzy szkolni. Huck Finn to, podobnie jak Tomek Sawyer, portret z natury, ale nie z jednego modela – tworząc tę postać, połączyłem cechy aż trzech znanych mi chłopców, zatem jest ona tworem o złożonej strukturze. Dziwaczne zabobony, o których jest mowa w książce, były w tamtych czasach, to znaczy przed trzydziestu czy czterdziestu laty*, bardzo rozpowszechnione wśród dzieci i czarnych niewolników Zachodu. Choć głównym celem mojej książki jest dostarczenie rozrywki młodzieży płci obojga, mam jednak nadzieję, że sięgną po nią bez oporów także dorośli, jako że moim zamiarem było między innymi przypomnieć im w zabawnej formie, jacy byli kiedyś, jak czuli, myśleli, mówili i w jak szalone angażowali się przedsięwzięcia. * W latach czterdziestych XIX wieku. -5-


Rozdział 1

T

omek! Cisza. – Tomek! Cisza. – Gdzie się u licha podziewa ten chłopak? Tomek! Brak odpowiedzi. Zsunąwszy okulary na czubek nosa, starsza pani rozejrzała się ponad nimi po pokoju, potem przesunęła je na czoło i popatrzyła spod szkieł. Rozglądając się za czymś tak znikomym jak mały chłopiec, bardzo rzadko, a właściwie nigdy nie raczyła patrzeć bezpośrednio przez szkła. Okulary nosiła bardziej dla fasonu niż z rzeczywistej potrzeby – z równym powodzeniem mogłaby oglądać świat przez parę fajerek. Teraz robiła wrażenie stropionej, ale już po chwili oznajmiła głosem niezbyt groźnym, choć donośnym na tyle, by mogły ją usłyszeć wszystkie meble w pokoju: – Niech no ja cię dopadnę... -7-


Urwała w pół zdania, bo gdy schylona zaczęła szturchać pod łóżkiem kijem od szczotki, musiała nabrać tchu, by móc akcentować głośnymi okrzykami każdy sztych. Nie wywołało to jednak żadnego poruszenia, jeśli nie liczyć ucieczki wystraszonego kota. – W życiu nie widziałam większego urwisa od tego chłopaczyska! Stanęła w otwartych drzwiach i powiodła wzrokiem wzdłuż rzędów pomidorów i grządek zarosłych psianką, czyli po tak zwanym ogrodzie. Nigdzie nie było ani śladu Tomka. Wytężywszy głos tak, by dotarł jak najdalej, zawołała znowu: – Tooomek! Tuż za nią dał się słyszeć jakiś szelest; okręciła się na pięcie w samą porę, by zdążyć schwytać chłopca za połę kurteczki i osadzić go w locie. – Mam cię! Że też nie pomyślałam o spiżarni! Co tam robiłeś? – Nic. – Nic! Spójrz tylko na swoje ręce. I na usta! Co to za lepka maź? – Nie wiem, ciociu. – Ale ja wiem. To konfitury, ot co! Mówiłam ci, żebyś trzymał się z dala od konfitur, bo obedrę cię ze skóry. Podaj mi tę rózgę. Rózga przecięła ze świstem powietrze – sytuacja była rozpaczliwa. – Ciociu, ciociu! Obejrzyj się za siebie! -8-


Starsza pani wykonała piruet, odruchowo zbierając spódnice, a tymczasem chłopiec śmignął w stronę wysokiego płotu, przesadził go jednym susem i zniknął. Ciotka stała przez chwilę osłupiała, a potem parsknęła śmiechem. – Niech licho porwie tego chłopaka! Czy ja się nigdy niczego nie nauczę? Czy jeszcze za mało mi spłatał podobnych figli, żebym się wreszcie przestała na to nabierać? Stary dureń to dureń podwójny. Nie darmo powiadają, że starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Ale też to chłopaczysko wymyśla codziennie nowe fortele, więc skąd człowiek ma wiedzieć, czego się spodziewać? Już on dobrze zna granice mojej wytrzymałości i doskonale wie, czy uda mu się uśpić moją czujność albo rozśmieszyć mnie na tyle, żeby mi złość przeszła i żebym zrezygnowała z wygarbowania mu skóry. Bóg mi świadkiem, zaniedbuję obowiązki wobec tego chłopaka. Rózeczka dziatkom nigdy nie zawadzi, jak mówi Pismo Święte. Ściągam grzech i potępienie na nas oboje, to pewne jak amen w pacierzu. W tym smyku siedzi diabeł, ale też, mój Boże – to przecież syn mojej zmarłej siostry, biedaczek, i nie mam sumienia porządnie złoić mu skóry. Za każdym razem, kiedy mu się upiecze, gryzie mnie sumienie, a kiedy go z kolei stłukę, pęka moje stare serce. Tak, tak, żywot człowieka z niewiasty zrodzonego krótki jest i pełen zgryzoty, jak stoi w Piśmie Świętym, i zaiste, prawda to niezbita. Po południu pójdzie pewnie na wagary i będę go musiała jutro zapędzić za karę do roboty. Bardzo trudno zmusić go do pracy w sobotę, kiedy -9-


wszyscy chłopcy mają wolne, ale też nicpoń ma dwie lewe ręce, a ja muszę spełnić swoje obowiązki wobec tego chłopca, bo inaczej przyczynię się do jego zguby. Tomek w istocie poszedł na wagary i spędzał czas bardzo przyjemnie. Do domu wrócił jednak na tyle wcześnie, by zdążyć przed kolacją pomóc małemu czarnoskóremu Jimowi narżnąć i narąbać drzewa na rozpałkę na następny dzień, a w każdym razie opowiedzieć mu o swych przygodach, podczas gdy tamten odwalił trzy czwarte roboty. Młodszy (ściśle mówiąc, przyrodni) brat Tomka, Sid, uporał się już ze swoją pracą, czyli zbieraniem szczap, był bowiem chłopcem grzecznym i nie miał tak awanturniczego jak starszy braciszek usposobienia. Podczas gdy Tomek jadł kolację, wykorzystując każdą nadarzającą się sposobność, żeby podkraść trochę cukru, ciotka Polly zasypywała go gradem pytań, niezwykle w jej przekonaniu chytrych i przenikliwych – chciała bowiem złapać chłopca w pułapkę i zmusić do wyjawienia najcięższych grzeszków. Jak wiele osób prostodusznych miała pewną słabość: uważała mianowicie, że posiada wyjątkowy talent do zawiłej i tajemniczej dyplomacji, i uwielbiała wyobrażać sobie, że jej nader przejrzyste zabiegi taktyczne są istnymi majstersztykami przebiegłości i sprytu. – Strasznie było dziś gorąco w szkole, Tomku, prawda? – zaczęła. – O tak, ciociu. – Okropnie gorąco, prawda? – Tak, ciociu. - 10 -


– I nie korciło cię, żeby się wykąpać? Tomek poczuł lekkie ukłucie niepokoju, a jednocześnie nieprzyjemne podejrzenie zakiełkowało w jego umyśle. Przyjrzał się uważnie twarzy ciotki Polly, ale ta niczego nie zdradzała. – Nie... To znaczy nie za bardzo – wybąkał. Starsza pani wyciągnęła rękę i dotknęła koszuli Tomka. – Ale teraz nie jest ci już gorąco? – Była z siebie bardzo dumna: udało jej się sprawdzić, czy koszula jest sucha, nie zwracając uwagi na to, że właśnie taki był jej sekretny zamysł. Ale wbrew temu, co sądziła, Tomek wyczuł już pismo nosem i udało mu się uprzedzić następny ruch ciotki. – Kilku chłopaków wsadziło głowę pod pompę. O, jeszcze mam mokre włosy, czuje ciocia? Ciotka Polly była zła na siebie, że przeoczyła ten dowód rzeczowy i znów dała się wywieść w pole. Nagle doznała kolejnego olśnienia. – Ale żeby zmoczyć głowę pod pompą, nie musiałeś chyba odpruwać kołnierzyka, który ci rano przyszyłam, co? Rozepnij no tę kurtkę! Z twarzy Tomka znikło napięcie. Bez wahania wykonał polecenie. Kołnierzyk był porządnie przyszyty. – A niech cię! No dobrze, mniejsza z tym. Dałabym głowę, że byłeś na wagarach i kąpałeś się w rzece. Ale wybaczam ci, Tomku. Ladaco z ciebie, ale może nie aż takie, jak się wydaje. Tym razem ci się upiekło. Była nieco zawiedziona tym, że jej przenikliwość ją zawiodła, a zarazem zadowolona, że przynajmniej tym razem Tomek nie zboczył ze ścieżki cnoty. - 11 -


Przygody Tomka Sawyera to jedna z tych szczególnych książek, które zapadają w pamięć na zawsze. Chcemy wraz z bohaterami beztrosko kąpać się w rzece i cieszyć się z podkradzionego jabłka. Dla każdego, kto poznał Tomka, malowanie płotu już nigdy nie będzie takie samo. W głębi mrocznego lasu, jakieś trzydzieści kroków od brzegu, rozpalili pod wielką kłodą ognisko, usmażyli sobie patelnię boczku i zjedli na kolację z połową kukurydzianych placków, które ze sobą przywieźli. […] – To dla mnie wymarzone życie – stwierdził Tomek. – Nie musisz zrywać się rano, nie musisz zasuwać do szkoły, myć się i robić tych wszystkich głupot. Bo widzisz, Joe, pirat na lądzie nie musi robić nic.

W tej serii także: Cena 34,90 zł


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Przygody Tomka Sawyera by SIW Znak - Issuu