Skip to main content

Spowiedź rewolucjonisty

Page 1

Tischner K S. JÓZEF

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY Czytając Fenomenologię ducha Hegla

Wstęp Marcin Król

W YDAWNICT WO ZNAK KR AKÓW 2016


SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

„Spowiadam się duchowi obiektywnemu, że ja jako duch subiektywny grzeszyłem w ciągu całej mojej hi­ storii, bo gdy zagrożono mi śmiercią, przeraziłem się i wybrałem niewolę, a potem, nie chcąc stanąć do wal­ ki o wolność, uciekałem w stoicyzm, upadałem w scep­ tycyzm, leżałem na dnie świadomości nieszczęśliwej; kiedy zaś pojąłem wreszcie, jak wielką rzeczą jest ro­ zum, zacząłem używać go najpierw wyłącznie do zbu­ dowania osobistego szczęścia na ziemi, potem zdra­ dziłem go z zarozumiałym moim sercem, by utknąć na trosce o osobistą cnotę, której przejawem okaza­ ła się jedynie pusta gadanina; nie umiałem uwolnić się od bezpłodnego szyderstwa, płaskiej ironii, skom­ promitowałem wolność krwawym terrorem. I co jesz­ cze? Dużo jeszcze, tego nie sposób wyliczyć. Pro­ szę o przebaczenie. Na ołtarzu składam ­prochy mej subiek­tywności”. Tak w dużym uproszczeniu powinna wyglądać spo­ wiedź bohatera Fenomenologii ducha Hegla. Chciałbym wrócić dziś do lektury tego niezwyk­ łego dzieła. Mam po temu powody. Jestem głęboko przekonany, że dzieło to należy do kilku najwybitniej­ szych, jakie stworzyła europejska filozofia. Jak każde


20

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

wybitne dzieło, tak i ono wymaga wciąż odnowionej lektury. Nie chodzi jednak o to, by stworzyć jeszcze jeden komentarz i dołączyć go do komentarzy już ist­ niejących, lecz raczej o to, by czytać ze siebie i dla sie­ bie – ze siebie, czyli z głębi dzisiejszych potrzeb du­ chowych, i dla siebie, czyli dla zaspokojenia głodu zrozumienia sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Czy­ tałem Fenomenologię ducha kilka razy. Ale prawdziwe spotkanie z tym tekstem nastąpiło dopiero w miesią­ cach stanu wojennego, który – wedle niektórych – był „koniecznością historyczną”. Było w tym coś zdumie­ wającego: po ulicach kręciły się patrole, a myśmy w największej sali uniwersyteckiej rozważali pochód ducha wolności przez dzieje. Zazdrościliśmy Heglowi pasji, z której wzięło się to dzieło. Mniej ważne były tezy, antytezy i syntezy (a może „protezy”?), ważne było to, co legło u jego źródła: pasja zrozumienia. Któż, znalazłszy się w ciem­ nościach, nie tęskni do światła? W Wykładach z filozofii dziejów Hegel powiedział: „Kto spogląda na świat ro­ zumnie, na tego i świat patrzy rozumnie: jedno i dru­ gie warunkuje się wzajemnie”2. Patrząc w Hegla, pró­ bowaliśmy patrzeć rozumnie w nasz świat. Nie wiem, czy świat popatrzył na nas rozumnie. Ale przeżyliśmy wielką przygodę. Hegel podejmuje sprawę dramatu dziejów. Pyta, czy dzieje mają sens. Zarzuca się niekiedy Heglowi, że był zbyt naiwny, gdy odkrywał w dziejach sens. Ale to nie Hegel, lecz jego krytycy są w tym punkcie naiwni. Jeżeli dzieje człowieka i ludzkości nie mają 2

Tamże, s. 18.


SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

21

­sensu, to nic nie ma sensu, a jeśli istnienie jako ta­ kie ma sens, to i dzieje mają sens. Problemem nie jest to, czy dzieje mają sens, ale to, jaki sens mają dzieje. O tym zaś, że Hegel nie patrzył na historię jak dziec­ ko, niech świadczy następujący fragment: „Kiedy pa­ trzymy na ten dramat namiętności i widzimy skutki gwałtu i nierozumu, które towarzyszą nie tylko na­ miętnościom, ale również, i to nawet przeważnie, do­ brym zamiarom i celom zgodnym z prawem, kiedy widzimy płynącą stąd niedolę i zło, upadek kwitną­ cych państw, dźwigniętych mocą ludzkiego ducha, nie możemy oprzeć się smutnej refleksji nad zniko­ mością wszystkiego; a ponieważ upadek ten jest dzie­ łem nie tylko przyrody, ale i woli człowieka, dramat w końcu zasmuca nas moralnie i oburza nasze su­ mienie, o ile je posiadamy. Wszystkie klęski, których doznały najwspanialsze narody i twory państwo­ we, a także pełne cnót jednostki, można bez kraso­ mówczej przesady, tylko przez suche ich zestawie­ nie, złożyć w obraz wręcz przerażający i doprowadzić smutek nasz do najgłębszego, najbardziej beznadziej­ nego przygnębienia, które nie znajduje przeciwwagi w żadnym wyniku pocieszającym”3. Widok tragedii powoduje rozmaite reakcje. Naj­ częściej uciekamy od tragedii, chroniąc się w świe­ cie samolubstwa. Zdarza się czasem, że zniecierpli­ wieni, przyspieszamy tragedię: co się ma stać, niech się raz stanie. Ale jest jeszcze trzecia możliwość: dą­ żenie do zrozumienia. Rozumieć tragedię znaczy: przeżywać ją bardziej po ludzku. Jedynym sposobem   Tamże, s. 31–32.

3


22

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

przezwyciężenia tragedii jest budowanie na niej włas­ nego czło­wieczeństwa. Hegel tak o tym pisze: „Duch odnajduje swą praw­ dę tylko wtedy, jeżeli w absolutnym roz­darciu odnaj­ duje siebie samego. Duch jest ową potęgą nie jako to, co pozytywne, nie wtedy, gdy pomija negatywność – jak się to np. dzieje, kiedy mówimy o czymś, że jest niczym, albo że jest czymś fałszywym, i w ten spo­ sób załatwiwszy się z tym, przechodzimy do czegoś innego; potęgą jest duch tylko wtedy, kiedy nega­ tywności patrzy prosto w oczy i przy niej się zatrzy­ muje. Takie zatrzymywanie się ducha przy negatyw­ ności jest ową czarodziejską siłą, która przemienia ją w byt”4. Do cytatu tego będziemy jeszcze wracać. Na ra­ zie zwróćmy uwagę na jedno: „patrzeć prosto w oczy negatywności i zatrzymywać się przy niej”. Oto staje przed nami coś i mówi: nie! Tu jest granica, poza któ­ rą nie możesz przejść! Człowiek czuje, że traci wolność. Czy jest to przemoc innego człowieka? Czy przemoc rzeczy? A może wewnętrzna przemoc jego lęków? Aby na te pytania odpowiedzieć, trzeba spojrzeć przeszko­ dzie w twarz i zrozumieć jej naturę. Do natury każdej przeszkody należy to, że jednemu przeszkadza, a innemu pomaga. Taką przeszkodą był w czasach Hegla Napoleon. Kim jest ­Napoleon? Nie chodzi o odpowiedź, jaką daje na to pytanie historyk. Historyk zna jedynie powierzchnię zjawisk, a tu cho­ dzi o zrozumienie istoty. Kim jest Napoleon napraw­ 4   G.W.F. Hegel, Fenomenologia ducha, tłum. A. Landman, Warsza­ wa 1963, t. 1, s. 44.


SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

23

dę? Kim jest w swej naturze, jako nosiciel określonych idei, jako twórca historii? Aby zrozumieć istotę Napo­ leona, trzeba podjąć próbę zrozumienia całej historii, która go stworzyła. A nawet więcej: trzeba ­przejrzeć ­tajemnicę ludzkiej natury. Alexandre Kojève tak wyjaśnia sytuację Hegla: He­ gel siedzi przy stole i pisze dzieło o rozumieniu dzie­ jów, a do jego uszu dochodzą odgłosy bitwy z Na­ poleonem, w której Hegel nie bierze udziału. Stawia proste pytania: skąd się wziął stół i skąd się wzięła bi­ twa? Dzieje ludzkości są dziejami pracy i walki o wła­ dzę. Dwa proste pytania prowadzą nas do sedna dzie­ jących się wydarzeń. Ale do tych pytań dołącza się trzecie: kim jest ten, kto chce zrozumieć sens dziejów, kim jest Hegel, który, nie mieszając się w walkę, dąży do zrozumienia dziejów? Czytamy: „Jest on [Hegel] wpierw człowiekiem z krwi i ciała, który w i e, że jest. Nie unosi się ten człowiek w pustej przestrzeni. Sie­ dzi na krześle, przy stole i pisze piórem na papierze. I w i e, że wszystkie te przedmioty nie spadły z nieba. Wie, że są to produkty czegoś określonego, co nazywa się ludzką p r a c ą. Wie także, że ta praca jest wyko­ nana w ludzkim ś w i e c i e, w łonie natury, do której on sam przynależy. I ta natura jest w jego duchu obec­ na, właśnie w owej chwili, w której pisze, aby odpo­ wiedzieć na pytanie: »kim jestem?«. Słyszy na przy­ kład nadchodzące z daleka odgłosy. Ale on nie słyszy tylko odgłosów. On wie ponadto, że te odgłosy po­ chodzą ze strzelających armat, i w i e, że także armaty są produktem p r a c y, tym razem sporządzonym do walki na śmierć i życie pomiędzy ludźmi. Lecz ponad­ to wie, że to, co słyszy, to armaty Napoleona z bitwy


24

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

jenajskiej. Wie więc, że żyje w świecie, w którym dzia­ ła Napoleon”5. Hegel jest owocem swego czasu. Aby zrozumieć samego siebie, musi spojrzeć na siebie poprzez histo­ rię. Jak wygląda duchowy rodowód Hegla? Znów nie chodzi o ten rodowód, o którym piszą podręczniki fi­ lozofii, lecz o rodowód istotny, podstawowy. O rodo­ wodzie tym opowiada cała Fenomenologia ducha. Hegel niesie w pamięci wzloty i upadki ducha subiektywne­ go, od zniewolenia, przez strach i wszystkie aberracje serca i rozumu, aż po ostateczne pojednanie z duchem obiektywnym. Po każdym upadku pozostaje w duszy gorzki smak winy. Wina piętrzy się, rośnie, staje się co­ raz bardziej nieznośna. Przychodzi dzień bitwy jenaj­ skiej, w której cale Niemcy stają przeciw Napoleonowi. Hegel siedzi przy swoim stole. Pisze, zamiast walczyć. Czy stchórzył? Sam pisał, że kto lęka się narazić życie, jest niewolnikiem. Czy Hegel jest niewolnikiem? Ten herold wolności – niewolnikiem? Rzecznik wojennej i cywilnej odwagi – tchórzem? Nie. On tylko „patrzy negatywności w oczy”, aby ją duchowo przezwycię­ żyć. Stąd bierze się książka. Czy nie można by przyjąć, że Fenomenologia ducha jest owocem wyrzutów sumienia filozofa? W każdym razie nie ma w tym nijakiej sprzeczności. Wręcz prze­ ciwnie, założenie takie jest wysoce obiecujące. Przyj­ mijmy zatem, że spowiedź, od której zaczęliśmy ni­ niejsze refleksje, jest spowiedzią samego Hegla – Hegla   A. Kojève, Łączny komentarz do sześciu pierwszych rozdziałów „Fenomenologii ducha”, tłum. T. Gadacz, Kraków 1982, s. 3 (druk we­ wnętrzny Wydziału Filozofii PAT). 5


SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

25

rewolucjonisty, który w godzinie krwawej walki usiadł przy stole, aby zrozumieć, co się właściwie dzieje. Kartezjusz wyprowadzał swą filozofię z wątpienia metodycznego, Edmund Husserl zaczynał od epoché, przyjmijmy, że Hegel – wiedząc o tym, ale nic nie mó­ wiąc – wyprowadza wszystko z poczucia winy. Prowadząc wykład o Heglu w miesiącach stanu wo­ jennego, raz po raz czułem pokusę: a gdyby tak zapy­ tać podobnie o naszą historię? Hegel pytał o Napole­ ona, czy nie można zapytać o Jana Pawła II? Jak się to stało, że polski papież w ogóle zaistniał? Co zaszło, że „subiektywny” duch Karola Wojtyły „pojednał się” z Duchem Świętym, który wyniósł go na nowy poziom dziejowego istnienia? Podobnie można pytać o inne postacie, które towarzyszą dramatowi ducha. Ale myśl ta wzbudzała sprzeciw. Pytanie jest „nienaukowe”, za­ kłada niedopuszczalne „ubóstwienie” Hegla, dopusz­ cza to, co niedopuszczalne, że mianowicie przedsię­ wzięcie Hegla daje się powtórzyć. Konflikt między tymi dwoma nastawieniami sprawiał, że wykład sta­ wał się kompromisem między dążeniem do zrozumie­ nia Hegla bez zrozumienia siebie a dążeniem do zrozu­ mienia siebie bez zrozumienia Hegla. Krótko mówiąc, wyglądał jak podwójne „fałszerstwo”. Coś z tego „fałszerstwa” chciałbym przekazać w ni­ niejszych rozważaniach. W każdym fałszerstwie kryje się jednak jakiś okruch prawdy. Czasem jest to prawda gotowa, jasna i wyraź­ na, wręcz oczywista. Czasem jest to tylko perspektywa wiodąca ku prawdzie, obiecująca prawdę i nęcąca nią. Hegel jest mistrzem otwierania perspektyw. Dlatego


26

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

wciąż odradza się pokusa, by stawiać Hegla z głowy na nogi. Mnie jednak nie chodzi ani o stawianie, ani o kładzenie Hegla. Idzie mi raczej o to, by poprzez jego tekst lepiej zrozumieć kilka pojęć, bez których nie mo­ żemy się obejść, gdy myślimy o naszym miejscu w hi­ storii. Jednym z takich pojęć jest pojęcie winy.


W OBLICZU SIŁY OSĄDU

Czy można w rozumieniu dziejów obejść się bez po­ jęcia ducha? Hegel nie może. Tymczasem nasze czasy są wolne od tego przymusu. Na próżno szukalibyśmy śladów ducha w podręcznikach historii, w książkach z dziedziny humanistyki, w naszych politycznych dys­ kusjach. Czy rezygnacja z pojęcia ducha uczyniła nas mądrzejszymi? Czy ubożsi o to jedno pojęcie lepiej rozumiemy człowieka i jego dzieje? Właściwie jedną z nielicznych postaci, do rozumienia której pojęcie du­ cha wydaje się nieodzowne, jest postać Jana Pawła II. Spróbujmy zrozumieć, czym jest duch. Zrozumieć, czym jest duch, znaczy coś więcej, niż zrozumieć defi­ nicję ducha. Znaczy w jakimś sensie „zobaczyć” ducha, „wywołać” ducha, „przebudzić” ducha w sobie. Nicią przewodnią naszych poszukiwań uczyńmy słowa „siła osądu”. Mamy niejasne przekonanie, że gdzieś wśród nas i ponad nami „żyje” i „unosi się” ja­ kaś moc, która może „osądzić” człowieka za to, co czy­ ni lub czego nie czyni w dziejach. Wierzący dopatru­ ją się w niej Boga. Niewierzący mówią o Ludzkości, o Historii, o Narodzie. Słowa te nasuwają nam natręt­ ną myśl, że dzieje świata to coś więcej niż strumień


28

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

nieuporządkowanych wydarzeń – to coś, co ma jakiś sens i co może podlegać osądowi. Osąd ten jest zawsze w ostatecznym rozrachunku osądem ludzi grających swe role w teatrze świata. Ojcowie są wychowawca­ mi dzieci, a dzieci są sędziami ojców. W miarę upły­ wu czasu daje o sobie znać coraz bardziej obiektywna i bardziej absolutna „siła osądu”, której celem jest sfor­ mułowanie nieodwołalnego wyroku. Nie wiemy, skąd się ona bierze. Z nas czy nie z nas? Nie wiemy, kto ją wysławia. My czy nie my? Wiemy to jedno: ona mówi – wyrokuje. Hegel tak zaczyna w Encyklopedii rozdział o isto­ cie ducha: „Poznanie ducha jest najbardziej konkretne i dlatego najwyższe i najcięższe. Poznaj siebie samego – ten absolutny nakaz nie ma w sobie ani nie miał wtedy, gdy został sformułowany, znaczenia poznania siebie wedle partykularnych zdolności, charakteru, skłon­ ności i słabości jednostki, lecz znaczenie poznania cze­ goś, co prawdziwie człowiecze, jako naprawdę w sobie i dla siebie – samej istoty ducha”6. Cóż jest, wedle Hegla, prawdziwie człowiecze? Prawdziwie człowiecze jest to, że człowiek może po­ wiedzieć: ja – ty – my. Duchem jest to, dzięki czemu ja, ty, on, wy i oni – wszyscy możemy mówić: m y. Sło­ wo m y kryje głęboką tajemnicę. Z pewnością głębszą niż słówko „oni” i słówko „to”. Mówimy: „oni zdo­byli władzę”. Mówimy: „to drzewo schnie”. Gdy mówimy „oni” i „to”, patrzymy na świat z dystansu, ogarniamy go jednym spojrzeniem z zewnątrz, kładziemy na nim 6   G.W.F. Hegel, Enzyklopädie der philosophischen Wissenschaften, Hamburg 1989, t. 3, § 377 (tu i dalej – przekład Autora).


W OBLICZU SIŁY OSĄDU

29

naszą intelektualną łapę, jak nogę na trawie. Gdy mó­ wimy „my”, jest inaczej. Jesteśmy w środku jakiegoś świata. Świat ten nas ogarnia, ale nie unicestwia. Nie byłoby przecież żadnego „my”, gdyby nie było „ja”. „Ja” zachowuje siebie w „my”, a nawet potwierdza. „My” może uratować „ja”. Ale może je również osądzić. W znakomitym komentarzu Jeana Hyppolite’a do Fenomenologii ducha, do którego będziemy jeszcze nie­ jednokrotnie wracać, czytamy: „Duch pojawia się więc tutaj jako doświadczenie cogitamus, a nie samego cogito. Zakłada on przekroczenie świadomości partykularnej i jednoczesne podtrzymanie jej różnorodności w łonie substancji. W samym sercu świadomości partykular­ nej odkrywamy jej odniesienie do innych świadomo­ ści syngularnych. Każdy jest dla siebie i jednocześnie dla bliźniego, każdy – aby być sobą, wymaga uznania od innego, i każdy winien też uznanie innemu”7. Odwołajmy się do naszych własnych doświadczeń. Oto Jan Paweł II na krakowskich Błoniach. Uczestni­ czymy w Mszy świętej. Przenika nas – każdego z osob­ na – głębokie doświadczenie „my”. My razem, my we wspólnocie, my w narodzie, my w ojczyźnie. Ale nikt nie uważa, że w owym „my” utonął, jak kropla w mo­ rzu. Każdy czuje, że nadal jest sobą, a nawet tym bar­ dziej sobą. Nasze „my” wyłania się z uznania, jakim siebie darzymy. Uznanie to jednocześnie przywraca nam siebie. Jedno nie sprzeciwia się drugiemu, jedno potwierdza drugie. Tylko „w duchu” jest możliwe coś takiego. 7   J. Hyppolite, Genèse et structure da la „Phénoménologie de l’Esprit” de Hegel, Paris 1946, t. 2, s. 311.


30

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

Pójdźmy krok dalej. „My”, aby naprawdę stawało się „my” i było „my”, nie może obejść się bez słów. Co prawda, możliwe jest „my” uczuciowe, gdy jesteśmy cali pochłonięci przez sprawę, która nas porwała, ale nie trwa to długo i nie pozostawia po sobie trwałego śladu w nas. „My” dojrzewa w mowie i dzięki mowie. A mowa to stosowanie idei, pojęć, dopasowywanie sensów i znaczeń. Wydarzenia miną, uczucia zwięd­ ną, ale znaczenia i sensy pozostaną. Zawsze będzie można do nich wrócić. Będą trwać jako stałe pomosty między nami. Papież mówi: „Pan z wami”. Odpowia­ damy: „I z duchem twoim”. Jest coś dziwnego, coś mię­ dzy nami. Ale nie tak, jak między nami są drzewa, ka­ mienie, potoki. To coś jest zarazem z nami. Duch. Duch nie mieszka w ścisłym sensie ani tylko w tobie, ani tyl­ ko we mnie, mieszka między nami, a przede wszyst­ kim z nami. Jest łącznikiem. A jeśli czasem dzieli, to tyl­ ko dlatego, że wcześniej połączył. „My” zawiera jakiś paradoks. Pozornie wydaje się, że wszystko jest w nim jasne. Wszak wszystko buduje się ze słów i wszystko daje się wyrazić słowem. A prze­ cież każdy uczestnik dziejącej się wspólnoty jest prze­ świadczony, że odbiera jakieś o b j a w i e n i e. Duch się objawia, wychodzi ze swej skrytości. Teraz dopie­ ro widzimy, jacy naprawdę jesteśmy. A wiedząc, jacy jesteśmy, tym bardziej jesteśmy tacy, jacy się sobie ­objawiamy. Papież mówi: „Musicie być mocni mocą wiary”. W słowach tych tkwi siła osądu. Siła ta unosi się ponad nami. Ale wiemy przecież: ona jest w nas. Na dnie na­ szej jednostkowości ujawnia się coś, co ma powszech­ ne znaczenie. Moje sumienie staje się rzecznikiem su­


W OBLICZU SIŁY OSĄDU

31

mienia świata, a sumienie świata rzecznikiem mojego sumienia. Hegel pisze swą Fenomenologię ducha, czując wyrzut sumienia. A może jego miejsce w tej chwili jest na polu bitwy? Ale po której stanąć stronie? Po stronie młodych Niemiec, które walczą z Napoleonem? To niemożliwe, w Napoleonie jest dziś duch wolności. Więc po stronie Napoleona? To także niemożliwe. Wszak Napoleon już zdradza ducha, który z nim jest. Hegel wybiera pióro zamiast miecza. Opisuje ducha, który uległ rozdarciu. Proponuje nadzieję, która płynie z rozdarcia. Doświadczenie duchowego rozdarcia... Ono jest nam bliższe niż przeżycie spokojnego płynięcia po ta­ fli jeziora. Więcej dowiadujemy się o duchu z jego roz­ darcia niż z jego spokoju. Zadumajmy się nad Heglem, który pisze, słysząc odgłosy wystrzałów: „Nietrudno zresztą dostrzec, że nasze czasy są czasami narodzin nowej epoki i przechodzenia do niej. Duch zerwał z dotychczasowym światem swego istnienia i wyob­ rażenia i ma zamiar zepchnąć go w dół, do przeszło­ ści. Zajęty jest teraz pracą przekształcania samego siebie. Co prawda, duch nie pozostaje nigdy w spo­ czynku, lecz znajduje się w ciągłym, stale naprzód dą­ żącym ruchu. Ale tak jak u dziecka po długim okre­ sie cichego odżywiania się [w łonie matki] pierwszy oddech przerywa stopniowość tego tylko pomnaża­ jącego rozwoju – dokonuje się skok jakościowy i oto narodziło się dziecko – tak samo kształtujący samego siebie duch po­woli i cicho zbliża się do swojej nowej postaci, rozbierając, część za częścią, budowlę swe­ go poprzedniego świata. O zachwianiu się budowli świadczą tylko pojedyncze symptomy: lekkomyślność


32

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

i nuda podkopujące istniejącą rzeczywistość, jakieś nieokreślone przeczucia czegoś nieznanego zwiastu­ ją, że nadchodzi coś nowego. To ciągłe, ale stopniowe rozkruszanie budowli, które jeszcze nie zmieniło fizjo­ gnomii całości, zostaje nagle przerwane przez wschód słońca, który, jak błyskawica, od razu ukazuje nam po­ stać świata nowego”8. Stara budowla pęka. Miejsca pęknięć nie pozo­ stają jednak puste. Dzieje ludzkości nie znoszą próż­ ni. Nowy świat jakby „wstrzeliwał się” w powstające szpary. Początkowo nowa substancja przyjmuje kształt starej. Ale potem zaczyna pęcznieć. Nawet nie wiemy, kiedy nowa rzeczywistość zajmie miejsce ­starej. Hegel mówi: lekkomyślność i nuda. Lekkomyśl­ ność jest stanem duszy władców, którzy chylą się ku upadkowi. Nuda jest smutnym przywilejem podda­ nych. Władca prowadzi lekkomyślną wojnę, a pod­ dani z nudów zaciągają się do wojska. To nie wojny zewnętrzne i rewolucje wewnętrzne rozkładają stary świat. Rozkłada je coś banalnego: zwykła lekkomyśl­ ność i ­zwyk­ła nuda. W tym samym mniej więcej okresie pisał o prze­ mijaniu Søren Kierkegaard. Kierkegaard był genial­ nym krytykiem Hegla. A przecież pewne intuicje były im wspólne: „Doba dzisiejsza przypomina okres roz­ padu państwowości greckiej: wszystko istnieje nadal, a mimo to nie ma nikogo, kto by w to wierzył. Niewi­ doczne więzy duchowe, które jej nadawały charakter i znaczenie, znikły i tym sposobem cała ta epoka jest

8

G.W.F. Hegel, Fenomenologia ducha, dz. cyt., t. 1, s. 18–19.


W OBLICZU SIŁY OSĄDU

33

zarazem komiczna i tragiczna; tragiczna, bo ginie, i ko­ miczna, bo istnieje nadal...”9. Gdybyśmy raz jeszcze wniknęli w oznaki przemi­ jania epoki, wgłębili się w doznanie nudy i przejawy lekkomyślności, uchwycili zanikanie wiar, mieszaninę komizmu i tragizmu, które towarzyszą każdemu schył­ kowi, zobaczylibyśmy to, co dla doświadczenia ducha najbardziej istotne: siłę osądu. Heglowi nie chodzi o nic innego, jak o to jedno: ukazać ducha dziejów jako siłę osądu. Przy okazji chce być heroldem tej siły, ale to już jest inna sprawa. Wspomniałem o tym, że nasze współczesne dziejopi­ sarstwo pozbyło się idei ducha i wszystkich jego kon­ sekwencji. Znaczy to, że „siły historii” nie są już dla niego „siłami osądu”. Nie są one również tym, co jest zarazem między nami i z nami, lecz raczej tym, co rzą­ dzi nami bez nas, a często także przeciw nam. Niektó­ rzy uważają, że dziejami społeczeństw rządzi rozwój tzw. środków wytwórczych, czyli szeroko pojętych na­ rzędzi pracy. Postęp w sposobie produkcji dóbr mate­ rialnych porywa nas jak wody wezbranej rzeki. Mówi się również, że takie ujęcie dziejów przewyższa uję­ cie heglowskie. Istota dziejów jest bowiem materiali­ styczna, a nie idealistyczna. Przyjmując takie założenie, uznajemy prawo nauki do zajmowania się dziejami – nauki, która postępuje wedle metody obiektywnej i ­racjonalnej.

9   S. Kierkegaard, Albo–albo, tłum. K. Toeplitz, Warszawa 1976, t. 2, s. 21–22.


34

SPOWIEDŹ REWOLUCJONISTY

Co oznacza takie ujęcie sprawy dziejów? Oznacza przejście w badaniach nad dziejami od poziomu „my” do poziomu „to – tamto – oni”. Na nowym poziomie nie ma już „ja” i nie ma „my”. Są tylko „oni”. Nie ma wspólnoty wzajemnego uznania. Nie ma ducha. Czy pozostają jeszcze dzieje? Czy pozostaje historia? Dla Hegla narzędzia pracy były ważnym przeja­ wem wcielającego się w dzieje ducha. Duch pojawia się nie tylko między mną a tobą, jako nasz łącznik. Po­ jawia się również między nami a ziemią, po której chodzimy, na której budujemy domy, z której żyjemy. Duch ustanawia nasz stosunek do ziemi. Po jego usta­ nowieniu możliwe stają się narzędzia. Dzięki nowym narzędziom rodzi się nowa praca. Ale narzędzia nie są źródłem dziejów. Nie są ich początkiem. Są owocem ducha, który zatraciwszy siebie, chce siebie odnaleźć. Początkiem dziejów świata jest wyrzut sumienia Adama, który widząc w ogrodzie rajskim zakazany owoc, nie mógł tam poczuć się sobą u siebie. Wygna­ niec szuka swej ziemi obiecanej gnany niepokojem du­ cha i tajemniczą „siłą osądu”. Tak buduje własne dzie­ je i dzieje świata. Hegel jest takim samym wygnańcem. Ale czy coś podobnego nie może o sobie powiedzieć każdy z nas?


SPIS TREŚCI

Marcin Król, „Duch” Tischnera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5

Przedmowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Spowiedź rewolucjonisty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 W obliczu siły osądu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Pieśń żebracza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Śmiercionośni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 Ogłupiali z rozkoszy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 48 Strach – początkiem mądrości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 Zjawy zamiast ludzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 64 Praca uczyni cię wolnym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 70 Sztuka tańca . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 78 Desperacja rozumu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85 Niewolnicy Boga . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Właściciele świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 99 Rozum i co dalej? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109 Wzlot i upadek Fausta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 116 Rycerze cnoty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 Serce i obłęd . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 130 W stronę substancji etycznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 Intelektualiści . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143 Muchy na mleku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 151 W przebraniu prawodawcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 158


312

Spis treści

Oko w oko z tragizmem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 164 Państwo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 170 Od wasala do kurtyzany . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 177 Duch Grecji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 189 Rozkład imperium . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 198 Bohaterowie Boskiej Komedii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 Godzina szyderstwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221 Życie wewnętrzne Boga . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 230 Krytyka Kościoła katolickiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 238 Walka z przesądami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 249 Plądrowanie królestwa wiary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 Ku społeczeństwu powszechnej pożyteczności . . . . . . . . . . 270 Wolność i terror . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 278 Pułapki na czyste sumienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 292


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Spowiedź rewolucjonisty by SIW Znak - Issuu