Skip to main content

Tam, dokąd ciągną tłumy. Historia świętych miejsc

Page 1


KATHRYN HURLOCK

PRZEŁOŻYŁ WŁADYSŁAW JEŻEWSKI

TAM DOKĄD CIĄGNĄ TŁUMY

HISTORIA ŚWIĘTYCH MIEJSC

Tytuł oryginału

Holy Places: How Pilgrimage Changed the World

Copyright © Kathryn Hurlock, 2025

Projekt okładki i wyklejek

Kira Pietrek

Ilustracje na okładce oraz wyklejkach

© Alf/Moment/Getty Images

© magnific.com

Redaktorka inicjująca

Karolina Pawlik

Redaktor prowadzący

Adam Zechenter

Opieka promocyjna

Maria Adamik-Kubala

Koordynacja procesu wydawniczego

Agata Błasiak

Redaktorka językowa

Agnieszka Mąka

Adiustacja

Witold Kowalczyk

Korekta

Paweł Denkowski, Joanna Wiśniewska

Indeks

Tomasz Babnis

Fotoedycja

Profile Books – ilustracje włamane w tekst

Adam Zechenter – ilustracje na wkładce

Opracowanie typograficzne i łamanie

Dariusz Ziach

© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-554-2

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

Spis treści

Rozdział 16. Rātana Pā .......................

Rozdział 17. Buenos Aires .....................

Rozdział 18. Sikoku .........................

Rozdział 19. Santiago de Compostela ............

Wstęp. Świat pielgrzymek

Zimą 1171 roku, podróżując przez Walię do Irlandii, król Anglii Henryk II postanowił odbyć krótką pielgrzymkę. Jego irlandzka podróż miała cel wyłącznie polityczny. Kilku normandzkich baronów osiadłych w Walii zbrojnie opanowało niedawno rozległe tereny w Irlandii, król więc uważał za konieczne ich odwiedzić i mocą swego majestatu zatwierdzić ich zdobycze. Był to właściwie jedyny powód jego wizyty w dalekim hrabstwie Pembrokeshire, lecz po przybyciu do Walii Henryk uznał, że nadarza się doskonała okazja odbycia pielgrzymki do najważniejszej świątyni w kraju, niewielkiej Katedry św. Dawida. Przed półwiekiem papież ogłosił, że dwie pielgrzymki do św. Dawida znaczą pod względem duchowym tyle co jedna do Rzymu, tym bardziej warto było się tam udać. A ponieważ Henryka czekała zimowa przeprawa przez Morze Irlandzkie, rozsądek nakazywał odprawienie modłów za szczęśliwe dotarcie na drugi brzeg. Tak zresztą król zwykł czynić, gdy żeglował do swoich posiadłości we Francji. Przybywszy do świątyni, złożył tam w darze dwie szaty liturgiczne i pewną ilość srebra, aby mieć pewność, że jego modlitwy zostaną wysłuchane. Powód pielgrzymki mógł być jeszcze jeden. Król od jakiegoś czasu miał zatarg

z władającym tym obszarem walijskim księciem zwącym się Rhys ap Gruffydd i chciał pokazać, że pragnie pokoju. Wyprawiając się za morze, dobrze było zjednać sobie miejscowego władcę.

W następnym roku Henryk powrócił z Irlandii i wylądował w Zatoce św. Justyniana, 3 kilometry na zachód od Katedry św. Dawida. Tym razem zjawił się „odziany jak pielgrzym, pieszo i o lasce”. Wizyta ta miała charakter bardziej religijny niż poprzednia, bo przybył tuż po Wielkanocy i bez dworzan, których wysłał wcześniej do leżącego bardziej na południe Portu Milford Haven. Został serdecznie powitany przez kanoników katedry (choć nie przez pewną niewiastę, która przepowiedziała królowi rychłą śmierć) i udał się do świątyni na modły. Tak oto odbył drugą pielgrzymkę do walijskiego sanktuarium i uzyskał duchową nagrodę, o której mówił papież. Być może uważał, że nagroda ta jest mu potrzebna. W grudniu 1170 roku jego dawny przyjaciel, arcybiskup Tomasz Becket, został zamordowany w katedrze w Canterbury, podobno z poduszczenia króla. Henryk mógł więc pragnąć odpuszczenia winy1. Mimo skromnych rozmiarów i odległego położenia Katedra św. Dawida miała doniosłe znaczenie religijne. Król wierzył, że pielgrzymka do tego sanktuarium zapewni mu szczęśliwą przeprawę przez morze, przychylność innych władców i nieśmiertelność duszy. Już samo przybycie tutaj świadczyło o potędze Henryka, bo południowa Walia królów Anglii nie zawsze witała życzliwie. Przez tysiąclecia ludzie na całym świecie udawali się na pielgrzymkę, by prosić swoich bogów, aniołów i świętych o pomoc, gdy potrzebowali opieki, szukali pociechy dla znękanej duszy, pragnęli uleczenia, chcieli podziękować za doznane dobrodziejstwa albo złożyć polityczną deklarację. Niektórzy, by dotrzeć do miejsca świętego, musieli przebyć tysiące kilometrów w ciągu wielu miesięcy, a nawet lat. Większość jednak odbywała pielgrzymki trwające tylko jeden

dzień, o ile najbliższe miejsce święte znajdowało się niedaleko.

Wielu pątników, tak jak Henryk II, peregrynowało raz po raz, odwiedzając różne święte miejsca, bo każde miało im do zaoferowania coś innego.

Pielgrzymka, jako rytuał właściwy większości systemów religijnych na świecie, zawsze była odbiciem zachodzących wydarzeń niezależnie od tego, czy podejmowali ją wyznawcy największych religii, małych sekt czy ludzie niewierzący.

Muzułmanin przynajmniej raz w życiu obowiązany jest udać się do Mekki, jeśli tylko ma taką możliwość. U chrześcijan pielgrzymki są aktem wiary dobrowolnym, ale często praktykowanym. Hindusi i buddyści są zachęcani do odbywania pielgrzymek, a dla rdzennej ludności z amerykańskich Wielkich Równin albo europejskich Romów pielgrzymka jest wydarzeniem doniosłym, a nawet nieodłączną częścią życia. Ale powody, terminy i sposoby odbywania pielgrzymek różniły się w zależności od epoki, kraju i okoliczności zewnętrznych, takich jak wojny i warunki pogodowe. Pielgrzymki podejmowano z najróżniejszych powodów. Jedni mieli nadzieję na uleczenie, inni szukali oświecenia, jeszcze inni liczyli na potwierdzenie swoich politycznych decyzji albo umocnienie swej świeckiej władzy. Dziś pielgrzymki są przede wszystkim okazją do kontemplacji albo utwierdzenia się w wierze, ale w dawnych czasach pierwiastki duchowe, nadprzyrodzone, były w nich często nierozdzielnie splecione z ziemskimi. Starożytni Grecy regularnie zasięgali rady wyroczni w sprawach dotyczących polityki i prowadzenia wojen. Starożytni Chińczycy zwracali się do bóstw religii ludowej o przyzwolenie na zmianę dynastii. Średniowieczni królowie ubiegali się o duchowe wsparcie dla prowadzonych przez siebie wojen i pielgrzymowali do miejsc świętych, żeby podziękować za zwycięstwa. Czy dzieje świata potoczyłyby się inaczej, gdyby pielgrzymki nie były częścią życia politycznego? Pielgrzymowanie miało niemniejszy wpływ na życie osobiste pątników.

Tysiące z nich podążało do sanktuariów, ośrodków kultu albo cudownych źródeł, by tam szukać uzdrowienia. Co innego mogli uczynić w czasach, gdy nie znano jeszcze nowoczesnych metod leczenia? Gdzie mieli szukać pomocy w chwilach rozpaczy?

Jedne miejsca pielgrzymkowe, otaczane kultem na całym świecie – góry, rzeki i źródła – istnieją od tysięcy lat.

Inne powstawały, lecz rychło popadały w zapomnienie, być może wskutek konkurencji, gdy nowe ośrodki zyskiwały na znaczeniu i usuwały w cień starsze. Większa liczba cudów, potężniejsi bogowie i bardziej okazałe budowle przyciągały pielgrzymów do nowych ośrodków kultu, a stare, tracące popularność, borykały się ze spadkiem dochodów. Ruch na niektórych szlakach pielgrzymkowych ustał, bo święte miejsca, do których prowadziły, popadły w ruinę albo po prostu zostały zapomniane. Sanktuaria i grobowce świętych były niszczone przez klęski żywiołowe, wrogich władców albo najeźdźców. Czasami był to tylko skutek uboczny działań wojennych, kiedy jednak miejsca święte miały podstawowe znaczenie dla suwerenności jakiegoś kraju, ataki mogły być celowe i motywowane względami politycznymi. To właśnie stało się udziałem sufickich i alidzkich sanktuariów w Iranie i Azji Środkowej w średniowieczu oraz świątyń hinduskich w epoce kolonialnej. Przyczyną zniszczenia ośrodków pielgrzymkowych, a nawet wydania zakazu samych pielgrzymek stawały się zmiany religijne i ideologiczne. W czasach reformacji zagładzie uległy sanktuaria w Anglii i Niderlandach; podczas walk z katolicyzmem tysiące budynków zamknięto na głucho, figury, relikwiarze i wizerunki zniszczono albo przetopiono, a pielgrzymowanie stało się przestępstwem. Jednakże powstawały też nowe ośrodki pielgrzymkowe.

Dla ludzi szukających bliższego kontaktu z bóstwem celem pielgrzymki mogło się stać dosłownie wszystko: jaskinie i gaje, malowidła i ludzkie prochy. Nowe systemy wierzeń

tworzyły własne cele pielgrzymek – związane z założycielami tych systemów, których zwolennicy budowali ośrodki swej wiary tak jak niegdyś wyznawcy zinstytucjonalizowanych religii. Amerykański Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich w oficjalnej doktrynie o pielgrzymkach nie wspomina, ale nie przeszkadza to jego członkom, zwanym mormonami, z zapałem oddawać się pielgrzymowaniu.

Miejsca związane z założycielem religii mormońskiej – Josephem Smithem – takie jak świątynia, w której miał pierwsze objawienie, albo miejsca, w których on i jego zwolennicy zatrzymywali się podczas trzymiesięcznej wędrówki do stanu Utah, przyciągają coraz większą liczbę pielgrzymów. Podobne zjawiska obserwuje się na całym świecie, a ich przyczyny są tak samo zróżnicowane jak nowe religie.

Wyznawcy religii tradycyjnych, które szerzyły się dzięki wymianie handlowej, kolonizacji lub działalności misyjnej, zawsze budowali nowe kościoły i sanktuaria, aby móc w pobliżu sprawować swe obrzędy. Tak stało się na przykład w Goi po przybyciu jezuickich misjonarzy z Portugalii.

Wznieśli oni tam kościół, aby umieścić w nim prochy swego założyciela, św. Franciszka Ksawerego, który zmarł w drodze do Chin w 1552 roku. Ta piękna świątynia, Bazylika Bom Jesus, stoi w sercu portugalskiej dzielnicy Starej Goi i jest jednym z siedmiu cudów portugalskiego świata kolonialnego. Świadczy o tym, w jaki sposób misjonarze i koloniści krzewili swoją religię i ruch pielgrzymkowy. Ale jest tylko jednym z setek miejsc na świecie, w których dzięki nowym ośrodkom pielgrzymkowym wyznawcy różnych religii osiedlali się, zmieniali wiarę i tworzyli nowe wspólnoty. Znane ośrodki oddziaływały na bliższą i dalszą okolicę, co prowadziło do powstawania wielu następnych. Stawały się one częścią lokalnej, a czasem i ogólnonarodowej tożsamości. Miejsca święte nie zawsze były łatwo dostępne, a historia pielgrzymek to również dzieje władzy politycznej i kontroli

nad ludnością. Na przykład w czasie drugiej wojny światowej pielgrzymowanie było znacznie utrudnione z powodu problemów z podróżowaniem i niełatwych warunków życia codziennego. Ale właśnie w tym okresie wielu ludzi szukało pociechy w wierze, toteż pątnicy zawsze znajdowali sposób, żeby odbyć pielgrzymkę. Modlono się wówczas o pokój i proszono Boga o pomoc przeciwko nieprzyjacielowi, a wojska okupacyjne broniły dostępu do obiektów czci, aby pozbawić podbitą ludność tożsamości i poczucia wspólnoty, jakie daje pielgrzymowanie. W Częstochowie niemieccy okupanci przemianowali* ulicę prowadzącą do sanktuarium Czarnej Madonny, zwanej Królową Polski, na aleję Adolfa Hitlera, żeby nadać dzielnicy bardziej niemiecki charakter2. W czasach pokoju peregrynacje były wykorzystywane do sprawowania świeckiej władzy nad ludźmi. Jesienią 2020 roku władze chińskie wprowadziły zakaz „indywidualnych” pielgrzymek do Mekki muzułmańskich Ujgurów. Kiedy wyszło na jaw, że warunkiem zgody na ich „zorganizowaną” podróż do Arabii Saudyjskiej jest ukończenie kursu edukacyjnego, w londyńskim „Timesie” ukazał się artykuł China bans haj for Muslims who fail patriotism test (Chiny zakazują hadżdżu muzułmanom, którzy nie zdadzą egzaminu z patriotyzmu)3.

W ciągu minionego stulecia pielgrzymkami coraz częściej nazywane są różnego rodzaju podróże, którym nadaje się szczególne znaczenie: marsze przeciwko bezrobociu albo pod hasłem wolnych wyborów; wakacyjne wyprawy do domów słynnych ludzi, takich jak Elvis Presley; podróże pamięci i żałoby na front zachodni pierwszej wojny światowej albo do japońskich obozów jenieckich z czasów drugiej wojny. Na pierwszy plan jest wysuwany związek między

* W 1940 roku władze okupacyjne Częstochowy zmieniły nazwy wszystkich ulic w mieście na niemieckie [przyp. tłum.].

pielgrzymowaniem a turystyką, który zawsze istniał i zawsze budził spory. Słowa „pielgrzymka” używa się do reklamowania ucieczki od trudów współczesnego życia, określając tym mianem spędzanie czasu na łonie natury albo rodziny. Wygląda to na sekularyzację rytuału religijnego, ale trzeba zauważyć, że coraz popularniejsze są też wyprawy wyznaniowe. W czasach, gdy wciąż pojawiają się nowe pobudki do podejmowania pielgrzymek, może dziwić, że tradycyjne motywacje pielgrzymów bywają niezmienne i do dziś wywierają wpływ na świat.

W książce opisuję dzieje pielgrzymowania do dziewiętnastu wybranych miejsc świętych na świecie. Badam ich rolę w dziejach i staram się pokazać, jak ruch pielgrzymkowy i same te lokacje wpływały na społeczeństwo, kulturę i politykę od starożytności po chwilę obecną. Opowieść zaczyna się od dwóch naturalnych miejsc pielgrzymkowych we wschodnich kolebkach cywilizacji, góry Tai Shan w Chinach i rzeki Ganges w Indiach. Potem przeniesiemy się na zachód, do Delf, siedziby słynnej wyroczni, która doradzała politykom i wodzom w starożytnej Grecji. Następnie opowiem o czterech miastach mających największe tradycje pielgrzymkowe: Jerozolimie, dokąd pielgrzymują wyznawcy trzech głównych religii monoteistycznych; Mekce, najświętszym mieście islamu; Rzymie, stolicy katolicyzmu, i Stambule, który w swoich dziejach znajdowało się pod panowaniem prawosławnych chrześcijan i katolików, a od 1453 roku należy do muzułmanów.

Stąd udamy się do dwóch miejsc, które reprezentują bardziej lokalne i osobiste tradycje pielgrzymkowe, jakkolwiek każde na swój sposób. Iona, mała wyspa u zachodnich wybrzeży Szkocji, była w średniowieczu ważnym celem pielgrzymek brytyjskich królów, dziś jednak jest ośrodkiem ruchu ekumenicznego i międzynarodową siedzibą Wspólnoty

Iona. Karbala natomiast to miejsce największej muzułmańskiej pielgrzymki na świecie, ale otacza ją taka sama atmosfera intymności co Ionę, stanowi bowiem cel pielgrzymek rodzin i wspólnot.

Potem przeniesiemy się na zachodnią półkulę, do Chichén Itzá w Meksyku i Bear Butte w Stanach Zjednoczonych. Oba należą do miejsc świętych rdzennych Amerykanów, a odprawiane tu obrzędy Europejczykom, którzy się z nimi stykają, są zupełnie obce. Z kolei to europejscy najeźdźcy i kolonizatorzy założyli sanktuarium Muxima w Angoli. Zbudowali tu kościół, w którym pod przymusem chrzczono zniewoloną ludność tubylczą. Ta wstydliwa spuścizna trudna jest dziś do pogodzenia z pokojowym przesłaniem, jakie towarzyszy wędrówkom do Muximy. Mniej więcej w tym samym czasie w północnych Indiach powstał ośrodek pielgrzymkowy w Amritsarze – nie wskutek przymusowego osadnictwa i kolonizacji, lecz w wyniku zakupu ziemi w celu stworzenia miejsca świętego dla pielgrzymów. Ostatnie sześć rozdziałów poświęconych jest różnorodnym ośrodkom pielgrzymkowym – od znanych na całym świecie po mało znane i mające niewiele wspólnego z religią. Łączy je to, że odzwierciedlają współczesne rozumienie pielgrzymowania oraz różnorodność jego form. Lourdes i Saintes-Maries-de-la-Mer to dwa sanktuaria w południowej Francji poświęcone kobietom, ale krańcowo odmienne.

Pierwsze jest miejscem kultu Matki Boskiej i stanowi symbol tradycyjnego katolickiego pielgrzymowania: ludzie chorzy, podtrzymywani przez księży, zakonnice i ochotników składają tu świadectwo swojej wiary. W drugim pielgrzymi romscy oddają cześć Czarnej Sarze, postaci nieuznawanej przez Rzym; muzykują i świętują do późnej nocy w sposób, który szokuje ich bardziej tradycyjnych kolegów z Lourdes. W następnych dwóch miejscach, Rātana Pā w Nowej Zelandii i Buenos Aires w Argentynie, czci się dwudziestowieczne

postaci – otaczane szacunkiem zarówno za życia, jak i po

śmierci – które mimo pewnych kontrowersji nadal przyciągają pielgrzymów. Oba mają ścisły związek z życiem politycznym swoich krajów, a udział w pielgrzymce w tym wypadku może być z jednej strony sposobem na zdobycie politycznego poparcia, a z drugiej strony wyrazem sprzeciwu. Ostatnie rozdziały dotyczą dwóch wielkich szlaków pielgrzymkowych: tysiącdwustukilometrowej drogi pątniczej po wyspie Sikoku w Japonii i osiemsetkilometrowej Camino Francés („drogi francuskiej”) do Santiago de Compostela w północnej Hiszpanii. Oba szlaki biegną ściśle ustaloną trasą, ale przebywa się je na różne sposoby, a wyższość pieszej wędrówki nad poruszaniem się samochodem, rowerem lub konno jest przedmiotem wciąż trwających dyskusji o sensie pielgrzymowania. Mogłabym bez trudu wybrać 100 miejsc świętych tylko w jednym kraju, a mimo to te, które pominęłam, nie dawałyby mi spokoju. Setki małych kościołów, źródełek i wielkich źródeł albo sanktuariów położonych gdzieś daleko, w trudno dostępnych górach, ma żywotne znaczenie dla mieszkańców okolicy, ale ich wpływ nie wykracza poza nią. Oprócz Mekki czy Lourdes, które przyciągają miliony pielgrzymów z całego świata, istnieją tysiące nieznanych szerzej miejsc poświęconych ludziom, o których nigdy nie słyszeliście, a którym co roku hołd składają gromadki wiernych pielgrzymów. Dla nich są one niezwykle ważne, choć dla nas to tylko ciekawostki. Istnieją inne miejsca o znaczeniu ogólnoświatowym, które pominęłam, gdyż ich historia jest zbliżona do tych wybranych ośrodków. Mogą się one stać tematem osobnej książki. Do tej wybrałam te, które mówią nam o roli pielgrzymek w dziejach świata – w jaki sposób wynoszą one lub obalają władców, inspirują miliony do modłów o uzdrowienie, jednoczą i tworzą wspólnoty, są natchnieniem do budowy globalnej infrastruktury albo ucieleśnieniem tożsamości

narodowej. Wiele z nich czytelnik z pewnością zna – Rzym, Jerozolimę, Santiago de Compostela, Sikoku – inne zaś są mniej znane, lecz mimo to ważne. Bez nich bowiem trudno zrozumieć niezliczone sposoby peregrynowania i wpływ, jaki wywiera ono na samych pielgrzymów, społeczeństwa, do których należą, i szerszy świat.

Rozdział

TAI SHAN

CHINY

W1999 roku Chiny rozpoczęły emisję nowych banknotów z zupełnie zmienioną szatą graficzną. Zamiast wizerunków zwykłych ludzi, które widniały na starych banknotach, na nowych umieszczono po jednej stronie portret byłego przywódcy, Mao Zedonga, autorstwa słynnego artysty Liu Wenxi, a po drugiej widoki miejsc uznanych przez władze za ważne dla Chińczyków ze względów kulturowych lub historycznych. Banknot o nominale 100 juanów zdobi więc siedziba rządu, Wielka Hala Ludowa w Pekinie, a banknot o wartości dziesięciu juanów –wyjątkowo malownicze Trzy Przełomy Jangcy. Na rewers banknotu pięciojuanowego wybrano Tai Shan (górę Tai), najświętszą ze świętych gór Chin1. Położona 500 kilometrów na południe od Pekinu, góra ta wznosi się ponad 1,5 tysiąca metrów nad miastem Tai i jest najwyższa w prowincji Szantung. Pomiędzy rysunkiem Tai Shan a podobizną Mao zachodzi jaskrawy kontrast. Z jednej strony jest bowiem

Chiński banknot o nominale pięciu juanów, emitowany od 2005 roku. Na banknotach nowej emisji widnieją miejsca o doniosłym znaczeniu dla Chin, takie jak Tai Shan, zdobiąca banknot, którego jest najwięcej w obiegu

założyciel chińskiego komunizmu, antyimperialista, który odrzucił tradycyjny paternalistyczny system władzy i nie miał szacunku dla przodków, a ponad wszystko stawiał wierność ideologii i państwu. Z drugiej – miejsce symbolizujące władzę cesarską, odrzucaną przez komunizm, i synowskie przywiązanie – kult przodków – który komuniści tępili, ale który przez tysiące lat odgrywał podstawową rolę w chińskiej kulturze i chińskim społeczeństwie. W Chinach jest pięć świętych gór: Hua Shan na zachodzie kraju, Tai Shan na wschodzie, dwie o nazwie Heng Shan – jedna na północy, druga na południu, i Song Shan w środkowej części kraju. Reprezentują one pięć żywiołów

(ziemię, wodę, drewno, ogień i metal), z których według chińskich wierzeń składa się cały wszechświat2. Wszystkie pięć gór jest celem pielgrzymek i kilka przewyższa Tai Shan, lecz ta ostatnia jest najważniejsza. Jej położenie na wschodzie kraju oznacza bowiem, że słońce, dawca życia, oświetla ją wcześniej od pozostałych. Wejście na Tai Shan nocą jest popularne wśród pielgrzymów, którzy dzięki temu mogą podziwiać z jej szczytu wschód słońca. Tai Shan to najprawdopodobniej najliczniej odwiedzana góra świata. Jej rola jako miejsca kultu sięga czasów neolitu, choć najwcześniejsza poświadczona w źródłach pielgrzymka odbyła się w roku 219 p.n.e., kiedy na szczyt wszedł pierwszy cesarz Chin3. W ciągu stuleci, które upłynęły od tego czasu, górę odwiedzili najwięksi przywódcy Chin, literaci i filozofowie, nadworni dostojnicy, chłopi i zupełni nędzarze. Przybywali z tysięcy powodów wynikających z wiary religijnej, przekonań filozoficznych i okoliczności. Taoiści uważają Tai Shan za siedzibę boga natury, sprowadzającego tak potrzebny deszcz, a sam jej ogrom to dla nich symbol pewności w czasach zamętu4. Inni widzą w niej źródło życia albo miejsce, dokąd powracają dusze zmarłych, bo bóg Tai Shan jest panem życia i śmierci. Na Tai Shan czci się wiele bóstw, między innymi Bixia Yuanjun, córkę boga Tai Shan, ale góra jest też bogiem sama w sobie i sprawuje wielką władzę nad losem ludzi5. Jako ośrodek kultu natury, gdzie pielgrzymi szukają pomocy i dokąd przybywają, by się modlić za dzieci i zmarłych, Tai Shan ma wiele wspólnego z wieloma miejscami na całym świecie. Była też odwiedzana z powodów politycznych przez chińskich przywódców, w tym co najmniej dwunastu cesarzy i ponad dziewięćdziesięciu starożytnych królów Chin.

Na szczyt wchodzi się od Bramy Północnej po mniej więcej 6700 stopniach. Po drodze pątnicy mijają gęsto rozsiane małe świątynie i sanktuaria, jedenaście bram i czternaście

krytych galerii, a także wyryte w skale inskrypcje upamiętniające wizyty wcześniejszych pielgrzymów. Przybywali oni ze wszystkich zakątków Chin i pochodzili ze wszystkich warstw społecznych. Już w 1313 roku jeden z chińskich urzędników narzekał:

Dziś ludzie dobrze urodzeni, rolnicy, rzemieślnicy i kupcy, a nawet biegacze, zapaśnicy, aktorzy i ladacznice… potrafią, dla pomodlenia się o majątek i spełnienia swoich ślubów, zaniedbać swoje interesy, ale z pieniędzmi i różnymi dobrami, złotem i srebrem, wazami i talerzami, siodłami i końmi, ubraniami i jedwabiami przybywać ze wszystkich stron, z daleka i z bliska; tłum idzie w dziesiątki tysięcy, a zgiełk i wrzawa trwają całymi dniami… Gdzie jest taki tłum ludzi prostych i łatwowiernych, zaraz też znajdują się osobnicy sprytni i pozbawieni skrupułów. W takich okolicznościach dochodzić musi nie tylko do obrazy boskiej mądrości, lecz także, jak można się obawiać, do wszelkiego rodzaju zakłóceń publicznego porządku6.

Droga na szczyt, zwłaszcza w porze ciepłej, często zapełniała się pielgrzymami tak licznie, że tłum porównywano do roju insektów. Wysoki urzędnik Wang Shizhen, który w latach 50. XVI wieku trzykrotnie był na górze, napisał, że pielgrzymi z lampami, podążający tym krętym szlakiem w ciemności przed wschodem słońca, wyglądali jak „wielkie zbiorowisko świetlików”7. Liczba bezimiennych pątników zmierzających na szczyt była ogromna, pod koniec owego stulecia sięgać mogła miliona rocznie8. Z czasem pojawiały się nowe obiekty sakralne, takie jak nosząca piękną nazwę piętnastowieczna Świątynia Jadeitowej Dziewicy i cyprys z czasów dynastii Han, zasadzony dla upamiętnienia pielgrzymki cesarza Wu, panującego w latach 141–87 p.n.e. Obiektów tych jest dziś bez liku

i ostrzega się pielgrzymów, aby nie przystawali zbyt często po drodze, bo nigdy nie dotrą na szczyt. Większość pielgrzymów podróżuje pieszo, chociaż od wieków ci, których na to stać, są wnoszeni w lektyce, a od 1983 roku, czyli zanim wpisanie góry na Listę światowego dziedzictwa UNESCO mogło temu przeszkodzić, wjeżdżali autobusem lub kolejką linową9.

Wokół góry rozwinęły się handel i usługi, zaspakajające potrzeby wielkich rzesz pielgrzymów. Od siedemnastowiecznego eseisty i administratora Zhang Daia wiemy, że w jego czasach pod Tai Shan kręciła się chmara przewodników, którzy organizowali kwatery, najmowali tragarzy do niesienia lektyk, wnosili opłaty za wstęp, a nawet sprowadzali chętnym kurtyzany. Dla pielgrzymów urządzano wystawne przyjęcia z muzyką i śpiewami, a przewodnicy zgarniali sowite zyski, bo według Zhang Daia odwiedzających było 8–9 tysięcy dziennie. Na placu przed świątynią Tung-Yüeh siedemnastowieczni pątnicy mogli też podziwiać walki kogutów i zmagania zapaśników, oglądać przedstawienia teatralne i słuchać opowieści zawodowych gawędziarzy albo robić zakupy na licznych straganach. W ciągu stuleci przy szlaku na szczyt Tai Shan wyrosło wiele sklepików, gęsto też było tutaj od przekupniów 10 . Zhang Dai z niesmakiem pisał o stojących przy drodze biedakach żebrzących o datki, a także o napisach na zboczu góry. „Żebracy wykorzystywali górę Tai do zdobycia pieniędzy – narzekał, gdy siedząc w lektyce, mijał wyciągnięte ręce proszalników – a zwycięzcy wykorzystywali ją do zdobycia sławy”11. Tłumy żebraków widziała też amerykańska malarka Mary Mullikin w latach 30. XX wieku. Jeden leżał na łóżku, które sobie sklecił, inny zrobił kukłę ze swoją podobizną i posadził ją przy żebraczej misce, a sam pilnował drugiego interesu. Żebraków siedzących na środku drogi nie sposób było nie zauważyć12.

Znaczenie Tai Shan polega na tym, co symbolizuje. W Chinach pielgrzymowanie oznacza wspinanie się na górę. W odróżnieniu od wielu innych krajów tu ośrodki pielgrzymkowe rozwijały się zwykle nie w miastach, lecz wokół obiektów przyrodniczych. W języku mandaryńskim nie ma słowa odpowiadającego naszej „pielgrzymce”. Mówi się o  chaoshan , co znaczy „mieć spotkanie z górą”, albo jianxiang (bądź chin-hsiang ), czyli „palić kadzidło” – co powszechnie czynią pobożni górscy pielgrzymi 13. Góry były i są nadal ważne w wielu religiach wyznawanych w Chinach – taoizmie, buddyzmie, konfucjanizmie i wierzeniach ludowych – podobnie jak zwyczaj palenia bóstwom kadzidła. Dlatego w całych Chinach sprzedaje się kadzielnice w kształcie szczytów lub pasm górskich. Chociaż każda religia może czcić w tych miejscach inne bóstwo albo wierzyć, że jest ono odpowiedzialne za różne aspekty ich życia, liczy się przede wszystkim sama góra. Jak to ujął francuski historyk Édouard Chavannes: „W Chinach góry są bóstwami” 14 . Obowiązkowe pielgrzymki

Chińskie społeczeństwo przywiązuje ogromną wagę do tak zwanej nabożności synowskiej, będącej podstawową zasadą konfucjanizmu i filozofii taoistycznej. Obejmuje ona wachlarz czynów i postaw, ale najtrwalsze z nich to cześć dla przodków i posłuszeństwo wobec nich, troska o rodziców i obowiązek spłodzenia męskiego potomka dla zapewnienia ciągłości rodu. Nabożność synowska powszechnie obowiązuje w Chinach od kilku tysięcy lat i do dziś niewiele się pod tym względem zmieniło. Za panowania dynastii Tang (od VI do X wieku) istniało prawo zakazujące porzucania rodziców i niedostatecznego obchodzenia żałoby po ich

śmierci, a prowadzona do niedawna polityka jednego dziecka powodowała usuwanie płodów płci żeńskiej, dzieciobójstwo i porzucanie dziewczynek, bo rodzice rozpaczliwie pragnęli syna. Nabożność synowska dotyczy jednak nie tylko własnej rodziny. Wierność przodkom oznaczała też wierność władzy cesarskiej, toteż przez większość dziejów Chin nabożność synowska była propagowana oficjalnie15.

Pielgrzymki synowskie cieszyły się taką popularnością, że od średniowiecza mówiono o nich w wierszach, sztukach i powieściach. Zwykle były to pouczające opowieści o znaczeniu prawdziwej czci i miłości synowskiej. Żyjący byli więc obowiązani oddawać hołd swym męskim przodkom poprzez składanie darów i odmawianie modlitw, w zamian za co zmarli mieli pomagać żyjącym w trudnych czasach. Na Tai Shan pielgrzymi kierowali prośby do zmarłych, ponieważ góra była wiodącą do nich bramą; Chińczycy wierzyli, że dusze zmarłych wędrują do pagórka u podnóża Tai Shan, gdzie podlegają sądowi boga góry. Tai Shan stanowiła więc wymarzone miejsce do porozumiewania się z przodkami, tu bowiem łatwiej można było nawiązać z nimi kontakt. Góra jest w istocie tak silnie kojarzona ze śmiercią i zmarłymi przodkami, że niektórzy nadawali grobom swoich bliskich kształt góry. Dlatego też wyrażenie „iść na Tai Shan” zaczęło zastępować słowo „umrzeć”16.

Ciągłość rodu była konieczna, aby żyjący mogli się modlić za zmarłych i mieć pewność, że w odpowiednim czasie ich potomkowie będą się modlić za nich. Dlatego pielgrzymka na Tai Shan dotyczyła zarówno przodków, jak i potomków, bo oprócz oddania hołdu zmarłym mężczyz na mógł się też pomodlić o syna, który po jego śmierci spełni rodzinne powinności. Niedochowanie się syna oznaczało sprawienie zawodu przodkom 17. Od XIII wieku kobiety zaczęły wchodzić na szczyt Tai w przekonaniu, że dzięki temu zapewnią rodzinie męskiego potomka. Bezdzietne

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Tam, dokąd ciągną tłumy. Historia świętych miejsc by SIW Znak - Issuu