bestsellerowa seria kryminalna
Maryla Szymiczkowa
Rozdarta zasłona Nowe śledztwo profesorowej Szczupaczyńskiej
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 2
2016-09-19 23:12:25
Maryla Szymiczkowa
Rozdarta zasล ona
Krakรณw 2016
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 3
2016-09-19 23:12:27
Copyright © by Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński Projekt okładki Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Fotografia na pierwszej stronie okładki Copyright © GraphicaArtis/Getty Images Fotografia autorów na czwartej stronie okładki Copyright © Szymon Szcześniak/LAF Redakcja Marianna Sokołowska Opieka redakcyjna Agata Pieniążek Korekta Małgorzata Kuśnierz Ewa Cebo Agnieszka Stęplewska Łamanie Regina Wojtyłko
ISBN 978-83-240-3687-5 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2016 Druk: Opolgraf
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 4
2016-09-19 23:12:27
W którym czyjaś noc pełna przyjemności kończy się w sposób nader nieprzyjemny, a półmiski muszą poczekać jeszcze kwadrans, zanim tra ią na swoje miejsce w kredensie
Kiedy komisarz Stanisław Jednoróg dotarł na plażę u podnóża willi Rożnowskich, złociste trąbki sygnałowe dawno już zdążyły odegrać sygnał pobudki w austriackich koszarach na wzgórzu wawelskim, widocznym ponad wodami Wisły w przebijającym resztki mgły bladawym kwietniowym słońcu. Z okien na drugim piętrze neogotyckiej wieżyczki wyglądały dwie ciekawskie panny służące, które dziwowały się wszystkiemu: chodzącym po wiślanym brzegu policjantom, stojącym nieco z boku trzem żołnierzom i, przede wszystkim, spoczywającemu na mokrym piasku trupowi młodej dziewczyny. Leżała na wznak, z rozpuszczonymi włosami, zakrywającymi twarz i spływającymi szeroką kasztanową falą na piersi. Bluzka z białego płócienka i spódnica z grubego granatowego sukna, wciąż wilgotne, ciasno przylegały do młodego ciała, które nie mogło mieć więcej niż dwadzieścia lat. Gdyby przechodził tędy jeden ze studentów Akademii Sztuk Pięknych, z pewnością pomyślałby o jakiejś prerafaelickiej Ofelii, ale o tej porze na Dębnikach trupa oglądały tylko służące, szeregowi policjanci, komisarz i żołnierze – po jasnoniebieskich kurtkach oraz czerwonych spodniach i czapkach można było w nich poznać ułanów z Trzeciego Pułku Arcyksięcia Karola – słowem: ludzie w sztuce nieobyci. Ostatecznie mogłaby – 11 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 11
2016-09-19 23:12:30
się tu zaplątać żona jednego z miejscowych rybaków czy wędrowny przekupień, ale studentów Akademii jak na złość nie było. A szkoda, któryś mógłby stanąć w pobliżu, oprzeć nogę na kamieniu i w szkicowniku zapisać prędko rzucanymi na papier kreskami ten moment: poranek 17 kwietnia roku 1895, kiedy fale Wisły wyrzuciły na brzeg ciało dziewczyny, które w miejscu, gdzie niedawno biło serce, miało rudą plamę krwi, zakrzepłej na bluzce jak wielki pociemniały kwiat maku. Publiczność lubiła dramatyczne sceny, zwłaszcza jeśli w tle namalowana była jakaś czytelna alegoria – na przykład ponury starzec w opończy symbolizujący śmierć. Albo złamana lilia. Zza zakrętu Wisły wyszło jeszcze dwóch policjantów, żółto dziobów, którym ledwo wąs się sypnął blond puszkiem – panny służące z wieżyczki zwróciły na nich wyraźnie większą uwagę niż na szacownego komisarza, który mógłby się raczej podobać równie szacownej matronie. W wyciągniętych rękach nieśli jakieś ociekające wodą szmatki; kiedy ułożyli je na piasku obok zwłok, nawet z wieżyczki dało się dostrzec, że to znaleziony na brzegu czy w przybrzeżnych szuwarach żakiecik uszyty z tego samego granatowego sukna co spódnica. Stali teraz i wpatrywali się to w trupa, to w ziemię, to w żołnierzy. Za nimi nadszedł lekarz policyjny, doktor Albin Schwarz; musiał być tu już wcześniej i stwierdzić zgon – w tej chwili nudził się nieco w oczekiwaniu na transport zwłok do prosektorium i może dlatego wybrał się z młodymi policjantami niby to na poszukiwania, a tak naprawdę na spacer, choć jak na połowę kwietnia, wciąż było zimno. W głębi willi Rożnowskich ktoś krzyknął i panny służące zatrzasnęły otwarte okienka, po czym pobiegły do swoich zajęć. Była środa po Wielkanocy, w przepastnych szafach kredensowych trzeba było pochować odświętne serwisy, paradne srebra, wielkie półmiski, na których dopiero co rozstawiano święcone: pęta kiełbas, garnirowane szynki, mazurki i baby pieczone z kopy jaj. Nie było czasu na takie atrakcje.
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 12
2016-09-19 23:12:30
Część I
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 13
2016-09-19 23:12:30
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 14
2016-09-19 23:12:30
Rozdział I
W którym wszystko zaczyna się jak u Hitchcocka, urodzonego wszakże cztery lata później, Zofię spotyka kuzynka oraz despekt, a Ignacego – nieoczekiwana wycieczka.
Wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi. Kiedy w Wielką Sobotę wieczorem Szczupaczyńscy wrócili do domu z rezurekcji w katedrze, profesorowa była już – eufemistycznie rzecz ujmując – w nieszczególnym humorze. W drogę powrotną z wawelskiego wzgórza ruszyli w towarzystwie profesorostwa Rostafińskich – on był sekretarzem wydziału w Akademii Umiejętności, w której Zofia chciała zdobyć fotel dla Ignacego, ona zaś brała nader aktywny udział w zbiórce pieniędzy na renowację katedry, co pochłaniało ostatnio uwagę niemal wszystkich pań z towarzystwa. Niestety, na placu Wszystkich Świętych natknęli się na kuzynkę Dutkiewiczową z dziećmi, również wracających do domu, na Floriańską. Szczupaczyńska, mimo najlepszych chęci, nigdy nie zdołała się wyzbyć wpojonej jej przez matkę Fredrowskiej zasady, że „rodzina, bądźcie pewni, to też ludzie, chociaż krewni”, więc spotkanie nie ograniczyło się li tylko do wymiany ukłonów – doszło do połączenia obu grup, które żwawym krokiem, bo wieczór był chłodny, ruszyły Grodzką w stronę Rynku. To, co zapowiadało się jako miły rodzinny spacer w zielonkawym świetle gazowych latarni, zakończyło się nieprzyjemnym sporem natury duchowej. Przebieg rezurekcji zawsze był w Krakowie kwestią szeroko komentowaną: dyskutowano na temat celności kazania, śpiewu chóru, wyglądu celebransów – 15 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 15
2016-09-19 23:12:30
i tym podobnych, niekoniecznie teologicznych kwestii – ale w końcu, jak uczy historia Kościoła, nie z takich powodów dochodziło do schizm i wzajemnego obrzucania się klątwami. Tym razem spór dotyczył jednak kwestii fundamentalnej, a mianowicie wyższości starego biskupa nad nowym, jak upierała się Dutkiewiczowa, lub nowego nad starym, jak chciała Szczupaczyńska. Na kąśliwą uwagę kuzynki, że świętej pamięci kardynał Dunajewski nie jeździł wszędzie zaprzężoną w cztery konie karetą i nie musiał na każdym kroku podkreślać swojego niezaprzeczalnego dostojeństwa, Szczupaczyńska odpowiedziała krótkim, ale wygłoszonym z emfazą stwierdzeniem: „Józefo, to jest Kraków!”, jak gdyby to tłumaczyło wszystko. Po czym dodała, w razie gdyby nie tłumaczyło i dalsze wyjaśnienie było jednak nieodzowne: – Cesarz uczynił biskupów krakowskich książętami, więc ze wszech miar słusznym było, by po niespodziewanej śmierci kardynała minionego lata na tronie biskupów krakowskich zasiadł przedstawiciel starożytnego kniaziowskiego rodu Puzynów. Tutejsza mitra nie na głowy jakichś synów kolejarskich, kupieckich czy, bo ja wiem – machnęła lekceważąco końcem parasolki – podoficerskich. – Zofio – powiedziała Dutkiewiczowa – myślę, że przemawia przez ciebie lokalny patriotyzm. – Nie inaczej – odparła Szczupaczyńska i zacytowała przysłowie tyleż starodawne, co nadużywane: – Gdyby nie było Krakowa, tedy by Kraków był Rzymem. – Niewątpliwie, ale miałam na myśli Przemyśl, moja droga… – słodkim głosem powiedziała jej kuzynka, z uśmiechem wbijając szpilę nielubianej krewnej. – Nic dziwnego, że biskup Puzyna jest ci tak miły, wszak przez wiele lat był kanonikiem w twoim rodzinnym Przemyślu, czyż nie?
… – 16 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 16
2016-09-19 23:12:30
Kiedy więc Franciszka odbierała od pani futro, profesorowa wciąż dygotała ze złości na wspomnienie zniewagi, jakiej doznała od Dutkiewiczowej na oczach, a zwłaszcza uszach Rostafińskich. Co kto winien temu, gdzie się urodził? – A Karolcia?! – huknęła na kucharkę, dając ujście złości tłumionej przez pół drogi powrotnej. – Czemuż ta dziewczyna nie robi tego, co do niej należy?! Wówczas to równie zdezorientowana co przestraszona Franciszka oznajmiła państwu, że przed niecałą godziną Karolcia spakowała manatki i wyjechała z Krakowa, uprzednio „składając wymówienie na moje ręce”. Profesorowa Szczupaczyńska, zanim padła na otomanę, zdołała wydusić z siebie tylko jedno zdanie: – To… to… to gorzej niż wojna.
– 17 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 17
2016-09-19 23:12:30
Komisarz Jednoróg przyszedł, zgodnie z ustaleniami, o dziesiątej przed południem i od razu zainstalował się w salonie, specjalnie w tym celu dodatkowo posprzątanym przez Franciszkę. Krzesło zajął protokolant, znany już w tym domu kadet Erychleb, na stole zaś rozstawiono mały przenośny zestaw piśmienniczy, jakieś teki z dokumentami, zdjęciami, słowem: cały majdan policyjny. Dwóch innych koncypientów Franciszka zaprowadziła do służbówki, gdzie mieli przeszukać rzeczy Karolci w poszukiwaniu przedmiotów, które mogłyby się przyczynić do wyjaśnienia sprawy. Sędzią śledczym ustanowiono Walentego Rozmarynowicza, postać wielce w Krakowie szanowaną, nie tylko dla imponującej siwej brody. Jego najświetniejsze sukcesy przypadły jednak na czasy, kiedy Szczupaczyńscy połączyli się świętym węzłem małżeńskim, czyli lat temu dwadzieścia z okładem; dziś nazywano go w poufnych rozmowach „praszczurem sądów galicyjskich” i patrzono przez palce na to, że niekiedy zdarza mu się przysnąć w środku rozprawy lub kompletnie pomylić sprawę o kradzież bieliźniarki ze sprawą o ciężkie pobicie czeladnika krawieckiego; zawsze był na podorędziu ktoś, kto rzecz należycie wyprostował i Rozmarynowicz mógł dalej cieszyć się opinią wybitnego nestora sądownictwa. Tak było i tym razem: po prostu do prowadzenia – 26 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 26
2016-09-19 23:12:33
śledztwa oddelegowano komisarza, dzięki czemu Rozmarynowicz nie musiał opuszczać gmachu sądu. Grube mury starodawnego jezuickiego kolegium tłumiły terkot dorożek toczących się po bruku ulicy Grodzkiej, pozwalając mu na drzemki stosownej długości. Wszystkich przesłuchiwano, jak było to w zwyczaju, po kolei, osobno. Najpierw Ignacego, bo Zofia powiedziała z naciskiem, że jej mąż, jako profesor Wszechnicy Jagiellońskiej i wielki umysł, jest osobą nadzwyczaj zapracowaną, oddającą nieocenione usługi nauce tak w Krakowie, jak i w całym cesarstwie, a może i Europie, dlatego też policja będzie się musiała dostosować do jego rozkładu zajęć. Co zresztą nie okazało się specjalnie trudne, bo sam Ignacy, zapytany przez kadeta, jaka godzina byłaby najodpowiedniejsza, odparł bez chwili namysłu: „Ależ jak panom wygodnie, doprawdy! Żółw nie zając, zawsze go zdążę spreparować”, czym zupełnie pogrzebał starania żony o przedstawienie go w jak najlepszym świetle. Stanęło zatem na tym, że profesor złoży zeznania jako pierwszy, potem pani domu, na końcu zaś służba, czyli w kolejności znaczenia. Choć – myślała sobie Zofia – gdyby to ona organizowała przesłuchanie, zaczęłaby, oczywiście, od Franciszki, która najlepiej znała ofiarę. Teraz, czekając na swoją kolej, usiłowała sobie wszystko ułożyć w głowie, a nawet poszła po kajecik i zaczęła spisywać poszczególne fakty. Karolcia Szulcówna miała lat siedemnaście, zaczęła pracować na Świętego Jana w maju… nie, w czerwcu minionego roku, bo przecież tuż po śmierci kardynała Dunajewskiego. Jak wszystkie pozostałe służące, tak i ona wzięła się z koncesjonowanego biura stręczeń sług Maryi Mikulskiej przy ulicy Gołębiej. Ale skąd wzięła się w sensie szerszym? Raczej nie z Krakowa. Gdzie to ona miała matkę… A, na Podgórzu, z Podgórza jest przecież, z tamtej strony Wisły, czyli – tu znów Szczupaczyńska poczuła ukłucie w sercu – z tego brzegu, gdzie ją znaleziono bez życia, pod – 27 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 27
2016-09-19 23:12:33
ceglanymi murami willi Rożnowskich. Wyznanie: rzymsko katolickie. Charakter: bez zarzutu, skromna, pracowita – notowała w kajeciku, nie wiadomo po co, chyba żeby zająć czymś umysł i ręce. Powierzchowność: miła. Znaki szczególne: brak. Zresztą na cóż im znaki szczególne, przecież nie muszą jej identyfikować, tylko odkryć zabójcę. Drzwi prowadzące z salonu do jadalni uchyliły się i stanął w nich protokolant. Ukłoniwszy się, powiedział: – Pan komisarz prosi panią profesorową. Uniosła się z fotela, poprawiła nieco fałdy sukni i ruszyła przed siebie; Ignacy zdążył już wyjść z salonu drugimi drzwiami, więc nie tracąc czasu na zbędne ceregiele w rodzaju małżeńskich pożegnań, podeszła szybkim krokiem do komisarza, który przybrawszy minę właściwą kondolencjom, powiedział: – Pani profesorowo, proszę przyjąć moje wyrazy głębokiego współczucia z powodu tak tragicznej śmierci państwa pracownicy. Jestem przekonany, że nie mogła trafić lepiej niż do domu chlebodawczyni tak znanej z dobroczynności. Szczupaczyńska przybrała minę właściwą przyjmowaniu kondolencji, podziękowała, po czym zajęła wskazane miejsce. Koncypient zasiadł po drugiej stronie i zawiesił stalówkę nad arkuszami papieru kancelaryjnego. – Pan profesor jest człowiekiem nauki – zaczął ostrożnie Jednoróg – więc sprawy domu… – Oczywiście, mój mąż nie zaprząta sobie głowy takimi drobiazgami jak służba, porządki, sprawunki. Wytropienie sprawcy tej odrażającej zbrodni jest oczywiście rzeczą najwyższej wagi dla nas obojga, jednak, doprawdy, nie mam pojęcia, w czym mógł być panu komisarzowi pomocny, co mógł panu powiedzieć… – Rozmawialiśmy dużo o willi państwa Rożnowskich. Pan profesor uważa, że jest przykładem skandalicznego zaburzenia kształtu dawnych przedmieść Krakowa… – 28 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 28
2016-09-19 23:12:33
– …a jej bryła, wulgarnie nowoczesna, stanowi nieszczęsną przeciwwagę dla starożytnych murów Wawelu – dokończyła, jakby recytowała dobrze zapamiętaną lekcję. – Tak, tak. I na pewno powiedział panu komisarzowi, że po tej stronie Wisły nie byłoby to możliwe, ale na Dębnikach wciąż jeszcze… – …obowiązuje ustawa budowlana z czasów naszych naddziadów, z roku 1786. Tak, oczywiście, pan profesor był łaskaw to przypomnieć. Zażartował również, że państwo Rożnowscy są kuzynami fabrykantów mydła… – …i nie powinni się budować tak blisko wody, oczywiście. Zatem to już sobie wyjaśniliśmy. W przeciwieństwie do Klossowitza, który prowadził śledztwo w Domu Helclów, Jednoróg był człowiekiem obdarzonym odpowiednimi manierami i cieszył się dość powszechną sympatią. Swego czasu zawołany tancerz, do dziś zachował elegancką figurę, choć ozdobioną już niewielkim brzuszkiem, w oczach pań dodającym mu tylko uroku mężczyzny w kwiecie wieku. Niedawno świętował jubileusz pięćdziesięciolecia i z tej okazji z Wiednia przyszedł list pochwalny i srebrny krzyż zasługi z koroną, który z pewnym zamiłowaniem – nie był bowiem wolny od próżności – przypinał do piersi przy każdej ważniejszej okazji: festynu, procesji czy reduty w salach Celestatu Towarzystwa Strzeleckiego. Szczupaczyńska przyglądała mu się teraz uważnie: bez orderu, kontusza brata kurkowego czy fraka był po prostu urzędnikiem, sumiennie wykonującym swoje obowiązki. Pytał ją o to, o co zapytać należało: czy Karolcia była rzetelną pracownicą, czy nie miała żadnych wrogów, czy dobrze się prowadziła, czy pozbawiona była skłonności melancholijnych i samobójczych i tak dalej, i tak dalej. A ona odpowiadała niespiesznie, starając się powiedzieć o wszystkim, co mogło mieć znaczenie w śledztwie. – Czy jest pani pewna, że prowadziła się dobrze? – 29 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 29
2016-09-19 23:12:33
– Udzieliłam już panu komisarzowi odpowiedzi na to pytanie – żachnęła się. – Powinna dać się z łatwością znaleźć w protokole. Koncypient podniósł nieco szczurzą mordkę znad papierów, rzucił błędnym wzrokiem na poprzednią stronę i potwierdził jej słowa skinieniem głowy, ale i tak nikt na niego nie zwrócił uwagi. – Owszem, ale sama pani rozumie, że okoliczności, w których znaleźliśmy ciało… okoliczności samej zbrodni czy też samobójstwa, bo przecież… – Jakie, przepraszam, okoliczności? Jednoróg odchylił się na krześle – jednym z krzeseł przywiezionych z rodzinnego dworku Ignacego po podziale spadku – podkręcił siwiejącego leciutko wąsa, chrząknął. – Cóż… środek nocy, młoda dziewczyna sama chodząca po mieście… nieopodal koszar. W okolicy, gdzie można znaleźć sporo osóbek podejrzanej konduity, osóbek, uczciwszy uszy pani profesorowej, trudniących się najstarszym zawodem świata… – Ależ panie komisarzu! – Nie chciałem pani urazić – uniósł ręce – ale pani profesorowa wie z pewnością, że policja ogląda niekiedy rzeczy, od których wszyscy, jako dobrzy chrześcijanie, wolelibyśmy odwrócić oczy. Cóż, ale Pan Jezus przecież rozmawiał z jawno grzesznicami… – Jakaż z Karolci byłaby jawnogrzesznica? Ładna, przyznaję, była, ale na tym koniec. Miała, owszem, narzeczonego, może Franciszka będzie pamiętała jego imię, rybaka czy flisaka, co ją zabierał nieraz na łódki, ale wszystko to, o ile mi wiadomo, niewinne. Nie chce pan komisarz chyba sugerować, że w porządnym profesorskim domu zatrudniono by osobę, co do której prowadzenia się byłyby jakiekolwiek wątpliwości? – Skądże, skądże… – sumitował się Jednoróg. – Trzeba mieć wszakże na uwadze, że zwłoki zostały odnalezione przez – 30 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 30
2016-09-19 23:12:33
trzech żołnierzy… trzech ułanów… którzy akurat wracali z… lokalu. – Lokalu? – Przybytku. – Przybytku? – Z domu rozpusty – wysapał wreszcie, wyraźnie zażenowany. – Daruje pan, ale to, gdzie chadzają po nocach ułani, jest sprawą ich dowódcy i nijak się ma do tego, gdzie chadza moja służąca. Była służąca, jak bowiem wspominałam, w sobotę w czasie rezurekcji złożyła, pod moją nieobecność, wymówienie i oddaliła się w nieznanym kierunku. Póki jednak pozostawała pod tym dachem, miała jednego narzeczonego, flisaka czy rybaka, i zachowywała się jak skromnej dziewczynie przystoi. – Nie chcę obrażać pamięci pani byłej służącej – powiedział po chwili Jednoróg – więc proszę potraktować to jako sąd ogólny, ale niejedna dziewczyna, z pozoru będąca wzorem czystości, w wolnych chwilach oddaje się nierządowi. Czasem to zapewne wrodzone skłonności, ostatecznie denatka była panieńskim dzieckiem… – zajrzał w papiery – Marianny Szulcówny, praczki i prasowaczki… czasem wpływ rówieśnic czy koleżanek… – Franciszka może stanowić wzór dla każdej służącej. – Nie sugerowałem niczego innego. Czasem wreszcie nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który córę Ewy pcha w objęcia grzechu. – Trudno tu mówić o nieszczęśliwym zbiegu, skoro ktoś po prostu dźgnął ją nożem… To kwestia czyjejś woli, nie okoliczności. – Ostrym narzędziem – poprawił Jednoróg. – Tak, to przyczyna śmierci możliwa, ale nie ostateczna.
– 31 –
Szymiczkowa_Rozdarta zaslona.indd 31
2016-09-19 23:12:33
Pod willą Rożnowskich wielkie zbiegowisko – Wisła wyrzuciła na brzeg zwłoki młodej dziewczyny. W domu profesorostwa Szczupaczyńskich nie mniejsza tragedia: Karolcia – dopiero co przyuczona do służby – niespodziewanie złożyła wymówienie. A tu zbliża się Wielkanoc i Zofia Szczupaczyńska musi zająć się całym domem, mając do dyspozycji zaledwie jedną służącą! Wie jednak, że jej obywatelskim obowiązkiem jest pomóc w znalezieniu sprawcy morderstwa nad Wisłą. Nawet jeśli będzie zmuszona złamać większość zasad statecznej matrony. Czy uda jej się zedrzeć zasłonę skrywającą mroczne oblicze Krakowa 1895 roku? Po bestellerowej Tajemnicy Domu Helclów Maryla Szymiczkowa powraca z nowym śledztwem. Jeszcze więcej sekretów skrywanych w krakowskich kamienicach, spora dawka namiętności i jeszcze większa porcja humoru.
Maryla Szymiczkowa, wdowa po prenumeratorze „Przekroju”, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w „Tygodniku Powszechnym”. Po sukcesie Tajemnicy Domu Helclów postanowiła związać się na stałe z kryminałem.
Marylę Szymiczkową powołali do życia literaci: Jacek Dehnel (ur. 1980) – pisarz, poeta, tłumacz. Prowadzi bloga poświęconego międzywojennemu tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”.
Piotr Tarczyński (ur. 1983) – tłumacz, historyk, amerykanista. Krakus od pokoleń, od dziesięciu lat na emigracji w Warszawie. Cena 37,90 zł