Skip to main content

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

Page 1

Mikołaj Marcela

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem Wydawnictwo Znak Kraków 2026


Projekt okładki Magdalena Palej Zdjęcie na skrzydełku Archiwum prywatne autora Redaktorka nabywająca i prowadząca Marta Brzezińska-Waleszczyk Promocja Ewelina Juszyńska Opieka redakcyjna Paulina Gwóźdź Adiustacja Aleksandra Kiełczykowska Korekta Marta Tyczyńska-Lewicka Barbara Wójcik Łamanie Dariusz Ziach

Copyright © Mikołaj Marcela Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026 ISBN 978-83-8427-056-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU


Wstęp

TA JEDNA RZECZ, KTÓREJ NIKT CI NIE POWIEDZIAŁ O JEDZENIU

C

zy monotonia może być dla ciebie wybawieniem? Brzmi jak żart? Jedynie na pierwszy rzut oka! Zacznijmy od tego, że to, jak jemy i jak się czujemy na co dzień, wynika przede wszystkim z dysfunkcyjnego środowiska, w którym przyszło nam żyć i z którego w pewnym sensie nie ma ucieczki. Dobra wiadomość jest taka, że przynajmniej jesteśmy w nim wszyscy razem. I możemy wspólnie uczyć się, jak przetrwać. To właśnie dysfunkcyjne środowisko wyrabia w nas złe nawyki, oducza życia i jedzenia zgodnie z indywidualnymi potrzebami, zmusza nas do przejadania się i trwania w poczuciu winy. Środowisko, które tym sposobem coraz więcej osób skazuje na nadwagę i otyłość, jest źródłem chorób cywilizacyjnych i licznych dolegliwości pogarszających jakość naszego życia. Ono zaszczepiło w nas myśl, że rozwiązaniem wszystkich problemów może być nowa dieta, świeży trend żywieniowy lub odpowiednio rozpisany kilkumiesięczny plan treningowy.


8

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

Jednocześnie to samo środowisko namawia nas na każdym kroku, by: spróbować nowego batonika proteinowego (ze składem, nad którym pracowało kilka laboratoriów chemicznych na całym świecie i w którym znajdziesz więcej cukru niż białka); odwiedzić właśnie otwartą w naszej okolicy sieć fast foodów z pysznymi nuggetsami z kurczaka wyhodowanego na hormonach wzrostu i pełnej palecie antybiotyków; zjeść pyszne, pożywne śniadanie w postaci kukurydzianych płatków śniadaniowych z całą furą sztucznie dodanych witamin (i równie dużą dawką cukru i/lub syropu glukozowo-fruktozowego). Na zdrowie! W ten sposób coraz częściej wciska nam się gówniane jedzenie: produkty mocno przetworzone, wyprodukowane jak najniższym kosztem, ubogie w składniki odżywcze, ale za to dzięki dużej zawartości soli, cukru i tłuszczu hipersmakowite, przez co nie możemy się im oprzeć. I wśród wszystkich zachęt płynących do nas z dysfunkcyjnego środowiska najmniej jest tych, by gotować samodzielnie w domu posiłki z prostych składników. Dlaczego? Przecież to zabiera czas, energię, pieniądze. Trzeba zrobić zakupy, potem stać nad garami, a na koniec je umyć razem z talerzami. Makabra! Lepiej wyjść do restauracji, kupić w dyskoncie gotowe danie do podgrzania w mikrofali lub – jeśli nam się powodzi – postawić na catering pudełkowy, prawda? Wszystko, byle nie gotować! A co, jeśli właśnie o to chodzi: byśmy dobrowolnie zaprzestali samodzielnego przygotowywania posiłków i zdali się w tym względzie całkowicie na przemysł żywieniowy? I tu powracamy do monotonii jako strategii oporu i sztuki przetrwania. Napisałem tę książkę, by wyjaśnić, dlaczego zazwyczaj nie jemy tego, co powinniśmy, i jak codzienna


Ta jedna rzecz, której nikt ci nie powiedział o jedzeniu

monotonia w kuchni i poza nią może nas wesprzeć w zmianie tej sytuacji. A przy okazji – mam taką nadzieję – całkowicie odmienić nasze życie. Brzmi jak szaleństwo? Cóż, w tym szaleństwie jest metoda. Jest jedna rzecz, która z jakiegoś powodu nie zmienia się w dynamicznej, płynnej rzeczywistości wokół nas. Zapytaj nawet twojego rodzinnego lekarza czy doświadczonego dietetyka lub światowej sławy naukowca zajmującego się badaniami nad żywnością, a wszyscy powiedzą to samo: masz jeść więcej warzyw i owoców, pełnoziarnistych produktów, orzechów i roś­lin strączkowych, a mniej produktów pochodzenia zwierzęcego i ultraprzetworzonej żywności. Do tego spożywaj przede wszystkim dania ugotowane na świeżo w domu. Ba, wydaj kilkaset dolarów na spersonalizowaną dietę przygotowaną przez jeden z tych modnych start-upów z Kalifornii, a i tak dostaniesz podobne zalecenie – choć może nieco ładniej opakowane. I zamiast zwyczajnych orzechów włoskich pojawią się w nim orzechy makadamia. Zdradzę więc już teraz, że tylko po części będzie to książka o tym, co jeść, bo… powszechnie wiadomo, co powinno stanowić podstawę twojego żywienia. Właściwe pytanie brzmi: skoro to takie proste i oczywiste, dlaczego tak wielu ludzi nie stosuje się do tych zaleceń? Dlaczego tak popularne są dziś fikuśne diety, dziwaczne trendy żywieniowe, no i skąd potrzeba przejadania się fast foodami i daniami instant z osiedlowego dyskontu? Jak powiedział Hamlet: „Oto jest pytanie!”. I tu odpowiedź jest już bardziej złożona. W ostatnich dekadach bardzo dużo pieniędzy i pracy włożono w to, żebyśmy uwierzyli, że to nasza wina. Moja, twoja,

9


10

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

nasza wielka wina… Mówi się nam: „To wy jesteście kowalami własnego losu (i jadłospisu), więc to wy jesteście odpowiedzialni za to, co jecie!”. Otyłość? To nasz błąd. Choroba serca lub cukrzyca? Też nasz błąd. Niedobory witamin i mikroelementów? To oczy­ wiście również nasz błąd. A co potem? Dieta, lekarstwa, suplementy, chodzenie na siłownię i takie tam. Wszystko oczywiście na jakiś czas, tylko by poprawić wyniki badań, zrzucić zbędne kilogramy. Następnie można wrócić do dawnych rozwiązań, a po czasie także do starych problemów. Błędne koło. Tak kręci się nasze życie i nasz świat. Praktycznie nikt z własnej woli nie powie ci: „Posłuchaj, odwal się od siebie, jeśli chodzi o jedzenie. Przecież to nie twoja wina!” No dobrze, zastanawiasz się teraz zapewne: Wszystko pięknie i ładnie, ale czy to w ogóle możliwe? Czy da się każdego dnia gotować i jeść to samo? No i czy to zdrowo? I tu z pomocą przychodzi mi David Lynch – jeden z najbardziej oryginalnych reżyserów naszych czasów. Lynch w licznych wywiadach dał się poznać przede wszystkim jako wielki admirator codziennej monotonii. Latami wprowadzał dziennikarzy w osłupienie, opowiadając, jak każdego kolejnego dnia spożywa dokładnie to samo śniadanie, lunch czy kolację. Przykład? Tuńczyk z pomidorami, serem feta i oliwą oraz kurczak z brokułami i odrobiną sosu sojowego. Lynch raczył się tymi dwoma daniami bez przerwy przez długie lata. Potem zaczął jeść cynamonową owsiankę z jabłkami, brokuły z czosnkiem i parmezanem oraz cheeseburgera w liściu sałaty zamiast w bułce. W jednej z rozmów przyznał też, że jego poranki wyglądają zawsze tak samo: budzi się, myje zęby, bierze prysznic, potem pije espresso i pali papierosa, a następnie medytuje.


Ta jedna rzecz, której nikt ci nie powiedział o jedzeniu

Jestem wielkim fanem Miasteczka Twin Peaks, Mulholland Drive czy Blue Velvet, jednak David Lynch nigdy nie był mi bliższy niż wtedy, gdy pierwszy raz przeczytałem o jego przywiązaniu do monotonii. Ja sam od dziesięciu lat jem to samo śniadanie, a od pięciu spożywam codziennie też takie samo drugie śniadanie i podwieczorek. Z kolei na obiad i kolację przygotowuję każdego dnia na świeżo bardzo podobne dania (makarony, curry, pieczone warzywa), zmieniając sezonowe produkty czy owoce. Co nie oznacza, że nie zdarza mi się zrobić gulaszu lub zupy, które odgrzewam kolejnego dnia. I ktoś mógłby powiedzieć, że jedzenie ciągle tego samego to dieta nieurozmai­cona, która nie pokrywa całego zapotrzebowania na witaminy i mikroelementy. Jednak – jak przekonasz się, czytając tę książkę – sekret tkwi w różnorodności posiłków, które spożywam każdego dnia, i jadłospisie, który zmienia się wraz ze zmianą pór roku. W tej książce pokażę ci, że można jeść powtarzalnie i różnorodnie. I że we współczesnym świecie bardzo często to jedyna droga do tego, by jeść zdrowo. Co ważne, tej monotonii w kuchni towarzyszy monotonia w codziennym życiu: poranne spacery przed śniadaniem, niezależnie od pogody, wyjścia z pieskiem, czas na rozmowę i wspólne oglądanie serialu z moją żoną Moniką, wreszcie te same godziny snu każdego dnia. To wszystko tworzy jeden system naczyń połączonych. Oboje zakochaliśmy się w naszej nudnej monotonii. Porzuciliśmy myślenie w kategoriach „zdrowych nawyków” i „codziennej rutyny”, bo te kojarzą się z dyscypliną, dużymi nakładami pracy, presją dietetyzmu i kultury fitness. Nie musi­ my stosować diet, śledzić trendów żywieniowych, ganiać na siłownię, by spalić dodatkowe kilogramy. I co najważniejsze:

11


12

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

nie musimy każdego kolejnego dnia zastanawiać się, co jeść. Bo jemy mniej więcej to samo. Monotonia i nuda są niezauważalne, nie wymagają starań, są w tle. To bardzo kojące. Szczególnie w szalonym świecie wokół nas. To był też powód, dla którego Lynch tak bardzo cenił sobie codzienną monotonię. Zapewniała porządek, sprawiała, że jego umysł zawsze wiedział, czego się spodziewać. Monotonia może więc uwolnić cię od codziennych zmartwień, pozwala wędrować i w pełni doświadczać tego, co ci się przytrafia. Według Lyncha im bardziej przewidywalne i klarowne jest nasze życie, tym ciekawsze może stać się nasze wnętrze. I to prawda. Może zatem wcale nie jest tak, jak wszyscy nam mówią? Może nie musimy ciągle doświadczać przyjemności, stymulować się tym, co nowe, trwać w pobudzeniu, by czuć, że żyjemy? Może nie musimy tkwić w nieustannym ruchu i zmianie, by wieść wystarczająco dobre życie? Być może monotonia, rutyna, nuda – wszystkie te rzeczy, które tak bardzo przerażają ludzi we współczesnym świecie i które każe się nam „przełamać” lub „przewalczyć” – wcale nie są takie złe? I może w takim razie dzięki monotonii wcale nie musisz: w kółko rozpoczynać nowej diety co pół roku, by po jej zakończeniu wrócić do dawnej wagi i narzekać, że nic na ciebie nie działa; wydawać fortuny na suplementy i „zdrową żywność”, która jest nią jedynie z nazwy, a potem dziwić się, że masz problemy ze zdrowiem; tracić długich godzin na śledzenie trendów żywieniowych na TikToku i Instagramie, które odmienią sylwetkę i życie, zamiast przeznaczyć ten czas na ugotowanie prostego, zbilansowanego posiłku;


Ta jedna rzecz, której nikt ci nie powiedział o jedzeniu

jeść poza domem, szczególnie w fast foodach, lub podgrzewać w domu dania instant, a potem za każdym razem dziwić się, dlaczego źle się czujesz lub znów masz to nieznośne uczucie przejedzenia? Dlatego tę książkę napisałem z myślą o osobach, które: tak jak ja, nie mogą już znieść tego ciągłego gadania o „wychodzeniu ze strefy komfortu” i stawaniu się najlepszą wersją siebie dzięki najnowszej diecie; tak jak ja, mają już dość presji, by ciągle wprowadzać nowości do każdego aspektu życia, doświadczać nieznanych bodźców, urozmaicać swoją codzienność, przełamywać rutynę i stale nad sobą pracować; tak jak mnie, męczą te nieustanne próby zrzucenia na nas całkowitej odpowiedzialności za to, co jemy. Jeśli masz tego wszystkiego po dziurki w nosie, to zdecydowanie jest to książka dla ciebie. Bo mówi o monotonii jako strategii oporu. Ale też sztuce przetrwania we współczesnym świecie, która zaczyna się… w kuchni. Sekret tkwi oczywiście w tym, że doświadczamy różnych typów monotonii. Jedne mogą nam służyć, bo są zgodne z naszymi potrzebami i ułatwiają nam życie, dzięki czemu – paradoksalnie – możemy więcej czerpać z każdego dnia. Inne mogą być dla nas zabójcze, ponieważ nie są kwestią naszego wyboru i wcale ich sobie nie życzymy. Dotyczy to właściwie wszystkiego: od jedzenia i spania, przez relacje z ludźmi, po pracę oraz to, jak spędzamy wolny czas. Pewnie nie zaskoczy cię też stwierdzenie, że znacznie łatwiej stać się zakładnikiem tej „złej” życiowej monotonii, niż wtoczyć swoją codzienność na tory

13


14

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

monotonii „dobrej”. Bo w jedną po prostu wpadamy, a drugą wypracowujemy. Jedna to efekt naszego zmęczenia, a druga wymaga naszego świadomego wysiłku – na szczęście tylko na początku. Konieczne jest jedynie wytyczenie codziennych ścieżek, stworzenie rytuałów, zaplanowanie wszystkiego, co potem będzie się powtarzało, oszczędzając nam czasu i pracy. Brzmi poważnie – jakby to był duży wysiłek. Nie martw się jednak, ta książka posłuży ci jako przewodnik. Powie, co i jak możesz zrobić, by zminimalizować swój trud i zmaksymalizować końcowe efekty. Ja sam zawdzięczam monotonii bardzo dużo: to głównie dzięki wprowadzeniu jej do mojej codzienności zrzuciłem siedemdziesiąt kilogramów nadwagi i odmieniłem swoje życie. Teraz chcę się podzielić z tobą moją wiedzą i doświadczeniami – całym know-how, którego brakuje w tej dziedzinie. Dlatego napisałem tę książkę, w której: Opowiem, kto i jak wmówił ci, że to wyłącznie ty decydujesz o tym, co jesz, i dlaczego cię okłamał. Pokażę, jak monotonia może nas chronić przed wspomnianym gównianym jedzeniem, którego pełno wokół, i jak żyć w tym dysfunkcyjnym środowisku na co dzień. Zachęcę do tego, by odwalić się od siebie w kwestii jedzenia, zrezygnować z perfekcjonizmu w gotowaniu i ćwiczeniach, a zamiast tego nauczyć się ufać sobie w wyborze tego, co najlepiej odpowie na twoje potrzeby. Opowiem, jak pracować nad nowymi nawykami w kuchni i poza nią, które wesprą cię we wprowadzeniu zdrowej monotonii w codziennym życiu. Podpowiem, jak zacząć przygotowywać w domu prawdziwe jedzenie i jak monotonia może ci pomóc oszczędzić czas w kuchni.


Ta jedna rzecz, której nikt ci nie powiedział o jedzeniu

Pokażę, jak kupować wartościowe produkty i na co uważać w trakcie zakupów. Podrzucę ci też kilka prostych inspiracji kulinarnych na początek, by było wokół czego improwizować. Monotonia będzie obecna na każdym poziomie tej książki, ponieważ jest tym, czego tak bardzo nam dziś trzeba. Pozwala zrzucić z nas presję doskonałości, stawia na regularność i stałość w miejsce wyczerpującego nieustannego rozwoju. Nie jest to jednak książka, w której znajdziesz odpowiedzi na dolegliwości zdrowotne. Jeśli twój lekarz lub dietetyk zalecił ci określoną dietę z powodów medycznych, skonsultuj z nimi wszelkie zmiany w sposobie żywienia. Nie jest to też książka, która ma sugerować, że modyfikacja diety rozwiąże wszystkie problemy i uchroni przed każdą chorobą. Oddziaływanie dysfunkcyjnego środowiska na nas nie ogranicza się do jadłospisu i trybu życia. Zresztą część naszych bolączek to kwestia genów. Niemniej szczególnie w dzisiejszym świecie nie da się przecenić wpływu na nas tego, co i jak jemy. Zamierzam więc pisać o wystarczająco dobrej zmianie w jedzeniu i w życiu. W szkole ocena dobra to mniej więcej 80 procent. Nie jestem wprawdzie fanem ocen i tradycyjnej szkoły, ale co tam: jak już robimy zmianę, niech będzie wystarczająco dobra, taka na 80 procent. W tej książce zachęcam cię więc do tego, by: w 80 procentach jeść prawdziwą żywność, czyli taką, która jest jak najmniej przetworzona lub przetworzona z udziałem naturalnych procesów; w 80 procentach jeść powtarzalne dania, które ci smakują i do przygotowania których (właśnie dzięki ich powtarzalności) zawsze masz w domu składniki;

15


16

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

w 80 procentach jeść dania przygotowane w domu przez ciebie lub członków twojej rodziny (i w ich towarzystwie); w 80 procentach jeść dania kuchni roślinnej i bazujące na produktach pełnoziarnistych (choć nic nie stoi na przeszkodzie, by stanowiły one twoją dietę w 100 procentach); w 80 procentach bazować na swoich świadomych potrzebach i smakach, kierując się nimi w przygotowaniu posiłków; w 80 procentach bazować w przygotowywaniu posiłków na samodzielnie i świadomie zakupionych produktach. Dlaczego to wszystko robić na 80 procent? Jesteśmy w końcu ludźmi i mamy swoje zachcianki. Wychodzimy z rodziną lub znajomymi na gofra czy burgera, chcemy uczcić ważne dla nas wydarzenie w restauracji, a czasami zamówić pizzę i zjeść ją w domu na kanapie, oglądając ulubiony serial z ukochaną osobą i równie kochanym pieskiem. I nie ma w tym nic złego. Sam to praktykuję, bo jest to nieodłączna część życia w XXI wieku. Tak jak napisałem, absolutnie nie czuję potrzeby robienia wszystkiego na 100 procent – także w tym względzie. Jeśli więc chcesz dowiedzieć się, jak monotonia może odmienić to, jak jesz, a w konsekwencji jak żyjesz na co dzień, przeczytaj tę książkę. Daj sobie szansę spojrzeć na współczesny świat z nieco innej perspektywy. Dla jednych nudnej, dla innych zbawiennej. To, jak ty ją ocenisz i czy monotonia stanie ci się bliska, zależy już tylko od ciebie!


Pytanie 1

JAK WMÓWILI CI, ŻE TYLKO TY DECYDUJESZ, CO JESZ – I DLACZEGO KŁAMALI?

C

zy zdarza ci się tracić kontrolę nad tym, ile jesz? Czy częste są sytuacje, w których się przejadasz, choć wcale tego nie chcesz? Czy zazwyczaj jesz nie to, na co masz ochotę, lecz to, co jest pod ręką – i tak się składa, że to akurat jakieś danie instant, fast food lub słodka przekąska? Jeśli odpowiesz twierdząco na którekolwiek z tych pytań, to – choć to może marne pocieszenie – pamiętaj, że nie tylko ty tak masz. To także sygnał, że ta książka jest napisana z myślą o tobie. Jedzenie w teorii powinno być jedną z najprostszych i najbardziej naturalnych rzeczy: jestem głodny – jem; jestem najedzony – przestaję jeść. Proste? Proste! Tylko nie w XXI wieku. A jak to wygląda w praktyce? Ponieważ żyjemy w ciągłym pośpiechu, nierzadko nie mamy czasu jeść wtedy, gdy jesteśmy


18

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

głodni. A kiedy już jemy, wpychamy w siebie nieraz byle co i jak najwięcej, bo tracimy nad tym kontrolę. Równie częste są też sytuacje, w których jemy i jemy, choć wcale nie jesteśmy głodni. Jak do tego doszło, że jedzenie zrobiło się takie trudne?! Czy to możliwe, że z nami – ze mną i z tobą – stało się coś złego? A może to wcale nie jest nasza wina? I przede wszystkim: czy my się w ogóle nad tym zastanawiamy? Dziś odżywanie przypomina funkcjonowanie w toksycznym środowisku pracy, w którym bywamy obiektem mobbingu lub innych niewłaściwych zachowań ze strony szefa bądź współpracowników. Problem w tym, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Przyzwyczajamy się z czasem do tej toksyczności, bierzemy ją za coś naturalnego lub w ogóle jej nie dostrzegamy, uznając, że przełożony znów przez przypadek zapomniał dodać nas do korespondencji lub nie miał innego wyjścia i musiał przydzielić nam zadanie poniżej naszych kwalifikacji. Podobnie jest z odżywianiem. Jesteśmy zanurzeni w rzeczywistości, która kształtuje w nas niewłaściwe wzorce zachowania i utrudnia budowanie zdrowej relacji z jedzeniem, a my z czasem uznajemy je za coś naturalnego i koniecznego. Zapiekanka z dyskontowej piekarni z rana zamiast pożywnego śniadania w domu? Zjedzenie w pracy wyłącznie małego batonika proteinowego, by potem wieczorem próbować zabić głód pizzą lub zestawem nuggetsów z fastfoodowej sieciówki? Celebrowanie sukcesów śmieciowym jedzeniem i dużą ilością taniego alkoholu, by następnego dnia dręczyć się poczuciem winy? Właśnie o tym piszę. To nie tak, że tego chcesz. Tak naprawdę to głównie wpływ środowiska, w którym wszyscy dziś żyjemy. Toksycznego


Jak wmówili ci, że tylko ty decydujesz, co jesz – i dlaczego kłamali?

środowiska, które utrudnia odżywianie się prawdziwym jedzeniem i rozpoznawanie indywidualnych potrzeb żywieniowych. Co w takim razie możesz zrobić? Zacznij od przeczytania tej książki, by: zainspirować się pomysłami na to, jak zmienić swoje otoczenie pod kątem jedzenia – a w konsekwencji sposób funkcjonowania na co dzień – tak by nauczyć się pomocnych wzorców żywieniowych i budowania wspierającej nas relacji z jedzeniem; dowiedzieć się, gdzie leżą dziś źródła problemów z odżywianiem i jak monotonia może wesprzeć cię w powrocie do prawdziwego jedzenia; przypomnieć sobie, że jedzenie jest prostą sprawą, jeśli tylko zadbamy o środowisko, w którym żyjemy – i w tym przypadku akurat naprawdę wiele zależy od nas! Na początek zadajmy sobie pytanie, od którego zacząłem ten rozdział: Jak wmówiono nam, że tylko my decydujemy o tym, co jemy – i dlaczego nas okłamano? Bez odpowiedzi na to pytanie i uświadomienia sobie pozycji, w jakiej się znajdujemy, trudno będzie przyznać, że mamy poważny problem z odżywianiem, i jeszcze trudniej będzie nam cokolwiek zmienić. Dlaczego więc jedzenie stało się takie trudne?

Dwa eksperymenty, który zmienią twoje myślenie o jedzeniu W 1982 roku młoda badaczka Kerin O’Dea zajmująca się żywieniem przeprowadziła eksperyment1. Wzięła w nim udział grupa Aborygenów, którzy chorowali na cukrzycę typu 2,

19


20

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

mieli zwiększone stężenie triglicerydów we krwi i wykazywali objawy insulinooporności. Wszystko to trapiło ich od czasu, gdy kilka lat wcześniej opuścili busz. O’Dea podejrzewała, że winna temu była zmiana diety, głównie spożywanie dużych ilości przetworzonych węglowodanów w połączeniu z siedzącym trybem życia. Dlatego dziesięciu uczestników eksperymentu porzuciło życie w miastach i powróciło do tradycyjnych siedzib oddalonych o dzień drogi od skupisk cywilizacji. Następnie cała grupa miała bazować w codziennym żywieniu na tym, co udało im się zebrać i upolować. Przed rozpoczęciem eksperymentu ich dieta nie różniła się od typowej „diety zachodniej”: odżywiali się produktami mącznymi, ryżem, cukrem i tanim, tłustym mięsem, pili napoje gazowane i alkoholowe. Znajdowały się w niej też ziemniaki, cebula oraz świeże warzywa i owoce w różnych ilościach. Za to w trakcie badania żywili się głównie owocami morza, mięsem kangura, ptactwem i tłustymi larwami miejsco­wych owadów. Jaki był wynik tego eksperymentu? Stan zdrowia wszystkich badanych uległ poprawie pod każdym względem, wszyscy schudli też średnio 8,12 kg. Zaburzenia metaboliczne związane z cukrzycą typu 2 uległy dużej redukcji lub całkowicie zniknęły po siedmiu tygodniach od powrotu do tradycyjnego trybu życia. Podobne rezultaty przyniosło inne badanie z początku lat dziewięćdziesiątych. Terry Shintani ze współpracownikami chcieli się przekonać, co się stanie, gdy dwadzieścioro jeden Jamajczyków2 z otyłością, nadciśnieniem tętniczym i hiper­ cholesterolemią porzuci zachodnią dietę na dwadzieścia jeden dni i zacznie się żywić tradycyjnymi hawajskimi posiłkami. Tamtejsza kuchnia to dania wysokowęglowodanowe,


Jak wmówili ci, że tylko ty decydujesz, co jesz – i dlaczego kłamali?

z niewielką ilością tłuszczu i średnią ilością białka. Badani mogli jeść ad libitum – według woli i upodobania. Tak jak w przypadku Aborygenów, i tutaj zanotowano znaczącą utratę wagi (średnio blisko o osiem kilogramów), obniżenie ciśnienia krwi, a także zmniejszenie stężenia glicerydów i cholesterolu. Powrót do tradycyjnej hawajskiej diety na zaledwie dwadzieścia jeden dni wpłynął zresztą na poprawę wszystkich mierzonych parametrów. Najnowsze badania pokazują, że tego samego doświadczymy także my, gdy odejdziemy od diety zachodniej i wrócimy do prawdziwego jedzenia. Jaki możemy z tego wysnuć wniosek? Wiele z naszych dzisiejszych problemów zdrowotnych to następstwo stosowania zachodniej diety. Dobrze zrobimy, powracając do bardziej naturalnych sposobów odżywiania się.

Trzy zasady na początek Być może myślisz sobie teraz: Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Od czego w ogóle zacząć? Cóż, dla mnie dobrą podpowiedzią na początek są trzy proste zalecenia Michaela Pollana, dziennikarza, wykładowcy Harvard University i autora książki W obronie jedzenia. Jak brzmią? „Jeść prawdziwe jedzenie. Niezbyt wiele. W większości pokarmy pochodzenia roślinnego”3. To podstawa sposobu żywienia, który w krajach anglojęzycznych określa się jako whole food plant-based diet. A co te zalecenia znaczą w praktyce? 1. Jedz nieprzetworzone pokarmy (świeże warzywa i owoce, rośliny strączkowe, mleko, mięso, jajka, suszone zioła i przyprawy), wybieraj oleje i oliwy

21


22

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

nierafinowane, naturalne syropy, jak syrop klonowy, oraz mąki pełnoziarniste, a w ograniczonym zakresie przetworzoną żywność (warzywa i ryby w puszkach), owoce w zalewie, tradycyjnie wytwarzane wędliny, sery, rzemieślniczo wypiekane świeże pieczywo i słodkie wypieki. Zdecydowanie ogranicz pokarmy ultraprzetworzone – nie wszystkie, do czego jeszcze wrócę, ale co do zasady najlepiej ich unikać. 2. Nie przejadaj się, a najlepiej stosuj zasadę z japońskiej Okinawy: hara hachi bu, czyli jedz tak, by być najedzonym w 80 procentach. I teraz pewnie zadajesz sobie pytanie: OK… ale jak to niby wyczuć? Cóż, tu z pomocą przyjdzie ci monotonia w jedzeniu. Gdy przygotowujesz posiłki z wymienionych produktów na świeżo, kontrolując przy tym odpowiednie proporcje i wielkość dań, a więc kiedy jesz mniej więcej ciągle to samo i w regularnych odstępach czasu, stajesz się znacznie uważniejszy i potrafisz dostrzec różne stopnie głodu i sytości. W ostatnich latach mógłbym pewnie policzyć na palcach obu rąk sytuacje, w których najadłem się „do pełna”. Na co dzień jem posiłki tak skomponowane i takiej wielkości, że niemal zawsze czuję lekki niedosyt. I ten niedosyt postrzegam właśnie jako brakujące 20 procent w hara hachi bu. 3. Jedz warzywa codziennie, mięso raz na jakiś czas. Wspominałem, że jednym z rozwiązań jest docenienie tradycyjnej kuchni. Dziś wielu z nas wydaje się, że ongiś znakiem firmowym polskiej kuchni były mięsne uczty ze stołami uginającymi się pod fikuśnymi daniami z dziczyzny, ptactwa i ryb. Tak rzeczywiście bywało – czego dowodem najstarsze książki kucharskie, takie jak


Jak wmówili ci, że tylko ty decydujesz, co jesz – i dlaczego kłamali?

Compendium Ferculorum Stanisława Czernieckiego – ale wyłącznie na dworach. Jednak nawet tam przestrzegano postu, a w dawnej Polsce dni postnych w ciągu roku mog­ł o być nawet… dwieście! Poza kuchnią dworską właściwie przez cały rok podstawą diety były rośliny, które urozmaicano tłuszczami (często pochodzenia zwierzęcego), miodem i nabiałem. Jadano głównie rzepę, skorzonerę, salsefię czy pasternak. Poza tym dania kuchni wiejskiej były oparte na różnych kaszach i żytnim chlebie. Chleb pszenny jedzono od święta, tak jak i mięsa. Może warto do tego wrócić?

Żywieniowy Matrix Dlaczego jednak tak nie jemy? Już tłumaczę! Jedna z reklam na moim Facebooku woła do mnie: Koniec śniadaniowej udręki! Sugeruje, że zamiast tracić czas i energię na przygotowanie czegoś w kuchni, mogę zalać proszek wodą. I oto jest! Idealny skład, odpowiednia dawka białka, węglowodanów i tłuszczów, wszystkie witaminy, wszystkie mikroelementy. Czy po takiej reklamie komuś chciałoby się jeszcze wejść do kuchni i zrobić sobie tradycyjne śniadanie?! Cóż, nazwijcie mnie staroświeckim naiwniakiem, ale jednak cały czas będę się „dręczył” moim omletem z płatkami orkiszowymi, orzechami włoskimi i żurawiną. Może to dlatego, że wychowałem się – jak całe moje pokolenie – na filmie Matrix i doskonale zdaję sobie sprawę, że ponad dwadzieścia pięć lat po jego premierze jest on bardziej aktualny niż kiedykolwiek wcześniej. Zwłaszcza w kontekście „pełnowartościowego jedze­nia w proszku”.

23


SPIS TREŚCI Wstęp. Ta jedna rzecz, której nikt ci nie powiedział o jedzeniu . . . . . . . . . . . . . .

7

Pytanie 1. Jak wmówili ci, że tylko ty decydujesz, co jesz – i dlaczego kłamali? . . . . . . . . . . .

17

Pytanie 2. Jak monotonia pomaga przetrwać w dysfunkcyjnym środowisku? . . . . . . . . .

49

Pytanie 3. Jak odwalić się od siebie i zaufać sobie w kuchni? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

81

Pytanie 4. Jak monotonia wspiera nas w wyrabianiu zdrowych nawyków? . . . . .

111

Pytanie 5. Jak monotonia pomaga przygotować w domu prawdziwe jedzenie? . . . . . . . . . .

143

Pytanie 6. Jak monotonia pomaga oszczędzać czas w kuchni (i poza nią)? . . . . . . . . . . . . .

173

Pytanie 7. Jak monotonia może ci pomóc w robieniu zakupów? . . . . . . . . . . . . . . . . . . 203 Pytanie 8. Jak monotonia w jedzeniu pomaga celebrować życie? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

233


316

Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem

Zakończenie. Monotonia jest najważniejsza w działaniu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 265 Suplement.

Kuchenne inspiracje . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

275

Przypisy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

311


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem by SIW Znak - Issuu