Skip to main content

Stany Zjednoczone Miłości

Page 1

Shaun David Hutchinson

Stany Zjednoczone Miłości Przekład Alicja Halik

Znak Horyzont Kraków 2022


Tytuł oryginału The State of Us Copyright © 2020 by Shaun David Hutchinson. All rights reserved Projekt okładki Maksymilian Rogaliński Opieka redakcyjna Karolina Pawlik Opieka promocyjna Maria Adamik-Kubala Adiustacja Kinga Kosiba Korekta Joanna Kłos Małgorzata Matykiewicz-Kołodziej Opracowanie typograficzne i łamanie Katarzyna Leja © Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o. © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2022 ISBN 978-83-240-8547-7

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2022. Printed in EU


DRE –  Fajne skarpetki. Fajne skarpetki? Nikt nigdy nie powiedziałby, że jestem gładki w obejściu. Tak naprawdę gdyby tylko istniał taki słownik, to pod zdjęciem przedstawiającym mnie, Andre Rosaria, znalazłaby się lista słów, które są przeciwieństwem przymiotnika „gładki”. Chropawy, grubiański, grudkowaty, gruzłowaty, nierówny, szorstki, zryty. Mógłbym wymieniać dalej, ale raczej nie powinienem. Wiecie, o co mi chodzi. Tylko co innego niby miałem powiedzieć Deanowi Arnaultowi, synowi największego wroga mojego ojca, a więc i mojemu największemu wrogowi? No dobra. Gdy mówiłem „wróg”, może rzeczywiście trochę przeginałem, ale nie zmieniało to faktu, że Dean był synem politycznej przeciwniczki mojego taty, która również starała się o fotel prezydencki. Jego poglądy budziły naprawdę sporo wątpliwości, więc Dean nie był kimś, z kim powinienem gadać – tyle że jego rodzina i moja rodzina znalazły się w tym samym miejscu i w tym samym czasie i ktoś nagle zdecydował, że to świetna okazja do zdjęć, więc ciągle nas ku sobie popychano. Musiałem coś powiedzieć, zanim sytuacja zrobiłaby się naprawdę niezręczna. Poza tym miał naprawdę fajne skarpetki. Dean Arnault uniósł rękę, by palcami przeczesać sobie włosy, zatrzymał się w pół ruchu, po czym opuścił ramię wzdłuż tułowia. Tak jakby usłyszał swoją matkę, strofującą go za to, że chce zniszczyć pracę stylistki, dzięki której wyglądał jak idealny przykład młodego republikanina. Jasne

7


włosy z wyraźnym przedziałkiem na boku i bez ani jednego zmierzwionego kosmyka, brązowe oczy, piegi na policzkach, rzymski nos, wyrazista linia szczęki i dołeczek w podbródku. Nie żebym uważał, że jest atrakcyjny. Na litość boską, miał na sobie mokasyny. Mokasyny! Niczym czterdziestopięcioletni mężczyzna w drodze do ekskluzywnego klubu ­golfowego, gdzie zamierza trafić do osiemnastu dołków bez przerywania dyskusji o potencjalnych inwestycjach. –  Dziękuję – odpowiedział Dean po chwili, która była zbyt krótka, żeby można ją było uznać za długą, ale zbyt długa, żeby nazwać ją krótką. Było tak, jakby działał w zwolnionym tempie, pewnie po to, by cenzorzy monitorujący go przez implanty w jego mózgu mieli szansę wypikać ewentualne skandaliczne słowa, zanim zostaną wypowiedziane. –  Czy mogliby państwo stanąć jeszcze bliżej siebie? – powiedział fotograf. – To zdjęcie trafi do podręczników szkolnych. –  O tak – powiedziała Janice Arnault. – A podpis pod nim będzie brzmiał: „Prezydentka Arnault z rodziną oraz jej kontrkandydat Tomás Rosario”. Wszyscy, łącznie z moimi rodzicami, roześmiali się – co najmniej jakby gubernatorka Arnault opowiedziała przezabawny żart, a nie właśnie zainsynuowała, że to ona wygra wybory, mimo że według sondaży brakowało jej do mojego ojca trzech punktów procentowych. –  A może – odezwałem się – będzie brzmiał… Matka uszczypnęła mnie w ramię, przez co zaskowytałem. Nie przestawała się uśmiechać, ale jej oczy mówiły mi, że teraz nie czas na moją niewyparzoną gębę i jeśli się nie zamknę, po powrocie do domu słono za to zapłacę. –  A może będzie brzmiał inaczej – wymamrotałem, ale nikt nie zwracał już na mnie uwagi. Może to i dobrze. Fotograf pstrykał zdjęcia, a ja starałem się nie robić żadnych niestosownych min, lecz nie było to łatwe. Już i tak poszedłem na ustępstwa, gdy włożyłem ten głupi beżowy garnitur – choć muszę przyznać, że wyglądałem

8


w nim naprawdę zjawiskowo. Gdyby to ode mnie zależało, miałbym na sobie jakąś bajeczną kreację w stylu sukniogarniturów ­Billy’ego Portera, w których pokazywał się już kilkukrotnie na czerwonym dywanie. Zgodziłem się nawet zmyć na dzisiejszy wieczór manicure, choć w proteście pomalowałem paznokcie u stóp na kolor mandarynkowego wrzasku. Oprócz tego pozwoliłem, żeby stylistka mojej mamy skróciła mi włosy o siedem centymetrów, podczas gdy mnie podobała się moja wcześ­ niejsza fryzura. Wszystko to sprawiło, że nie miałem cierpliwości do Janice Arnault i jej rodziny, która przypominała jakieś bractwo uniwersyteckie. –  Dre? – Tata szturchnął mnie, po tym jak fotograf poprosił o zdjęcia z samymi Arnaultami. – Chyba nie jesteś nadal na mnie zły, co? Wzruszyłem ramionami, nie spojrzałem w jego stronę. –  Zły? Dlaczego miałbym być zły? Przecież nie miałem żadnych planów, a ty wcale nie zmusiłeś mnie, żebym porzucił swoją najlepszą przyjaciółkę i zamiast tego zjawił się tutaj. –  Mel na pewno zrozumie – odpowiedział tata. – A ja nie użyłem siły. –  Bez różnicy. – Miałem kłopot z tym, żeby myśleć o moim tacie w ten sam sposób co inni. Dla połowy kraju był przyszłym przywódcą, przystojnym i pełnym pasji. Dla drugiej połowy był obcokrajowcem, który zabija dzieci i czci szatana, człowiekiem o predyspozycjach co najwyżej do tego, żeby prowadzić sklep osiedlowy. Ale dla mnie był facetem, który podczas smażenia naleśników śpiewa piosenki Beyoncé, a za mikrofon uznaje wtedy trzepaczkę do jaj, który boi się jaszczurek, który zmusza mnie do tego, żebym uczęszczał na głupie polityczne wydarzenia, gdy mam lepsze rzeczy do roboty, i który w przeciągu jednego cyklu wyborczego z Ojca Roku stał się Ojcem? Nie Znam Gościa. –  Z czasem będzie łatwiej, Dre. –  Masz na myśli czas, gdy już zostaniesz prezydentem, agenci tajnych służb będą kontrolować każdy nasz krok, a my będziemy musieli jeszcze bardziej uważać na dziennikarzy, lustrujących każdą minutę naszego życia i gnojących nas za każde potknięcie, kiedy tylko coś spieprzymy?

9


–  Nie przeklinaj, Dre – powiedziała mama, która stała obok Jose Calderona, despotycznego szefa sztabu wyborczego mojego ojca, i udawała, że wcale nie podsłuchuje. Tata stłumił śmiech. –  Nie będzie aż tak źle. –  Już jest. –  To przynajmniej nie będzie o wiele gorzej. – Objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Zauważyłem, że Dean na nas patrzy, ale szybko się odwrócił, jakby zawstydzony taką demostracją uczuć. Jego rodzice zapewne myśleli, że to niemęskie, gdy ojciec przytula syna. Dean ze swoim tatą wymieniali pewnie zdecydowane uściski dłoni albo ewentualnie skinienia głowy. – Poza tym – kontynuował tata – może jeszcze przegram. –  Modlę się o to co wieczór przed snem. –  Andre? – Jose pomachał w moją stronę, by zwrócić moją uwagę. – Fotograf chce zrobić kilka zdjęć z samymi dziećmi. –  Mam siedemnaście lat. Nie jestem dzieckiem. –  Zrób to dla mnie – powiedział tata. –  Nie ma opcji – odpowiedziałem, ale tata już zaczął popychać mnie w stronę Deana, który stał pod amerykańską flagą zawieszoną na wysokim maszcie. –  Wiem, że cię to nie bawi, Dre, ale to dla mnie ważne, okej? Potrząsnąłem głową. –  Dobra. Ale jesteś mi winien coś naprawdę dużego. Na przykład tak dużego jak samochód, o który od dawna proszę. Tata poklepał mnie po ramieniu. –  Nie ma szans. Baw się dobrze! Baw się dobrze. Jasne. Nie umiałem sobie wyobrazić świata, w którym spędzenie choćby jednej sekundy z Deanem Arnaultem można było nazwać „dobrą zabawą”, ale i tak poczłapałem w jego stronę – to było poświęcenie, do którego byłem zdolny, by pomóc mojemu tacie zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych.


DEAN Fotograf pomachał do mnie. –  Przybliż się trochę. Przecież cię nie ugryzie. Zerknąłem w stronę mojej matki, która stała z boku z rodziną Rosario i śmiała się z czegoś, chociaż ja nie potrafiłem sobie wyobrazić, co zabawnego widziała w całej tej sytuacji. –  Wiesz co, on się myli – powiedział cicho Andre, gdy się do niego przysunąłem. – Czasem gryzę. Andre miał oczy zielone jak algi, okolone długimi rzęsami. Jego ciemne włosy układały się w fale i opadały mu na czoło – jakimś cudem sprawiało to takie wrażenie, jakby z jednej strony spędzał dużo czasu na ich układaniu, a z drugiej – dopiero co się obudził. Przyznaję, byłem zazdrosny. Ja całe życie miałem tę samą fryzurę i wątpiłem, by Nora – szefowa sztabu wyborczego mojej mamy – pozwoliła mi coś zmienić, zanim zapewnimy sobie głosy potencjalnych wyborców. Objąłem Andre ramieniem i zdobyłem się na mój najbardziej ujmujący uśmiech. Chciałem mu pokazać, że jego gadanie na mnie nie działa. –  Tak trzymać! – powiedział fotograf i zaczął robić zdjęcia. To nie był pierwszy raz, kiedy spotkałem Andre Rosaria. Kampanie naszych rodziców przeplatały się zaskakująco często. Znałem go także z Potwornych Przebieranek – kanału internetowego, na którym wspólnie z partnerką, Mel, publikował filmiki o tym, jak krok po kroku wykonywać potworne makijaże. Zanim pan Rosario zdobył nominację Partii

11


Demokratycznej, Andre był bardziej rozpoznawalny niż jego ojciec. Ale to był pierwszy raz, kiedy zamieniliśmy ze sobą więcej niż trzy słowa, w sumie nadal nie byłem pewien, czy traktować go jak przyjaciela, czy jak wroga. –  Nie ja je wybrałem – powiedziałem, by podtrzymać konwersację, podczas gdy fotograf ustawiał nas w kolejnych pozach. –  Co? –  Skarpetki. – Uniosłem nogawkę spodni, by odsłonić jedną ­skarpetkę: szarą z jaskrawymi rysunkowymi pszczołami. Nie za bardzo pasowały do garnituru. – Stylistka je dla mnie wybrała. –  Dobrze wiedzieć. –  To znaczy? Andre wyszczerzył się jeszcze kilka razy do aparatu, zanim fotograf oznajmił, że skończyliśmy. Moi rodzice przesunęli się w głąb korytarza, a ja już miałem odejść w ich stronę, gdy chłopak się odezwał: –  Mówiłem Mel, to moja najlepsza przyjaciółka, że zwykle ubierasz się jak na pogrzeb, co w sumie pasuje na dziś, jako że mój tata zamierza zgładzić twoją mamę. A potem zauważyłem te skarpetki i pomyślałem, że może źle cię osądziłem, choć wychodzi na to, że jednak miałem rację. Mogłem odpuścić, ale samozadowolenie emanujące od Andre mi na to nie pozwoliło. –  Szefowa sztabu wyborczego mojej matki stwierdziła, że figlarny dodatek do stroju przemówi do zwykłych ludzi. Andre przekrzywił głowę. –  Czy ty właśnie nazwałeś mnie zwykłym? –  Nic takiego nie powiedziałem. –  Nieważne. Idź, podłącz się do jakiegoś gniazdka, żeby się podładować. –  Ach – mruknąłem – ha, ha. Bo jestem robotem… –  …zaprogramowanym do tego, by wykonywać rozkazy swojej mamusi. –  Zabawne – powiedziałem. – Tyle że wcale nie.

12


Andre stanął z rękami założonymi na piersi. Po chwili powiedział: –  Chwila, to była twoja riposta? – Skrzywił się. – Najwyraźniej umiejętność dyskutowania odziedziczyłeś po mamie. –  Zmiażdżyłbym cię w prawdziwej debacie. –  Ta, jasne. W korytarzu rozległ się głośny łoskot. Ktoś krzyknął. Dwoje agentów w czarnych garniturach pojawiło się znikąd i natychmiast zaczęło zaganiać Andre i mnie do garderoby przydzielonej mojej matce. Agentka, poważna kobieta o krótkich czarnych włosach, otworzyła drzwi i powiedziała: –  Pod żadnym pozorem nie wychodźcie z tego pomieszczenia. – Jej głos był surowy, a rozkaz nie podlegał dyskusji. –  Co się dzieje? – zawołał Andre. – Gdzie moi rodzice? Wszyscy cali? Ale agentka trzasnęła drzwiami bez odpowiedzi na jego pytania, a kiedy Andre spróbował je otworzyć, okazało się, że są zamknięte na klucz. Załomotał w nie parę razy, po czym oparł się o nie plecami i osunął się na podłogę. Całe to zajście trwało piętnaście, może dwadzieścia sekund i nie wiedziałem, co właściwie się wydarzyło, dlatego nie miałem pojęcia, czy to tylko fałszywy alarm i wszystko będzie dobrze, czy naprawdę coś się działo i miałem powody do zmartwień. –  Masz przy sobie telefon? – zapytałem. Zanim skończyłem mówić, Andre już sięgnął do kieszeni spodni, po czym zaczął stukać w ekran. Zrobiłem to samo. Próbowałem dodzwonić się do rodziców i do Nory, ale nie miałem zasięgu. –  Cholera! – Andre ściskał swój telefon, jakby zamierzał nim rzucić o ścianę, co zdecydowanie nie poprawiłoby naszej sytuacji. – Nie mogę się dodzwonić. –  Ja też nie – odpowiedziałem. –  Patrzę na ten antyk i w ogóle się nie dziwię. – Jego głos drżał. – To chyba model sprzed jakichś pięciu lat?

13


Zaczerwieniłem się. –  Mam tendencję do gubienia rzeczy. Przez to rodzice nie widzą sensu kupowania mi drogiego telefonu, skoro i tak pewnie go gdzieś zostawię. Andre zamilkł na chwilę, pewnie próbował za wszelką cenę przestać się martwić tym, co mogło się dziać za drzwiami. –  Dobrze wiedzieć, że nie jesteś idealny. –  Nigdy nie twierdziłem, że jestem idealny, Andre. –  W wiadomościach uwielbiają kreować cię w ten sposób. – Spojrzał na mnie. – W ich oczach jesteś jak Kapitan Ameryka, który pracuje społecznie z biednymi dzieciakami i uczy je czytać albo buduje domy jako wolontariusz. A ja w tym czasie zajmuję się mordowaniem szczeniaczków. Bałem się, co sprawiało, że chciałem odpyskować Andre, ale on też pewnie był przerażony. Zamiast tego sięgnąłem po butelkę wody, która stała na stole, i podałem mu ją. –  Masz. Pierwsza zasada kampanii wyborczej brzmi: pij dużo wody. –  Dzięki. – Andre wziął ode mnie butelkę, odkręcił ją, ale się nie napił. – Dre. –  Proszę? –  Mam na imię Dre – powiedział. – Tylko szef sztabu wyborczego mojego taty mówi na mnie Andre. I moja mama, ale tylko gdy jest naprawdę wściekła. Wtedy woła na mnie „Andre Santiago Rosario”, po czym zwykle następuje coś w stylu: „Coś ty narobił?!” w parze z jakimś drobnym przekleństwem. Uśmiechnąłem się wbrew sobie. –  Dobrze wiedzieć. I jestem pewien, że tajne służby mają wszystko pod kontrolą. Najprawdopodobniej to tylko alarm bombowy… Dre wytrzeszczył oczy. –  Myślisz, że ktoś podłożył bombę?! –  Tego nie powiedziałem… –  Wiesz co? Może lepiej już się nie odzywaj. –  Jasne – powiedziałem. – Nie ma sprawy.


DRE Stałem z uchem przyciśniętym do drzwi i starałem się usłyszeć, co się dzieje na korytarzu. Na którym panowała przedziwna cisza. Cisza sprawiająca, że w głowie kręciło mi się od wszystkich niebezpiecznych scenariuszy, które być może właśnie się rozgrywały. –  Słychać coś? – zapytał Dean. –  Nie. Nic. –  To może być dobry znak. –  Albo może oznaczać, że jacyś nienawidzący polityków faceci z bronią przetrzymują wszystkich w innym skrzydle szkoły jako zakładników i zamierzają zaraz ich powystrzelać, łącznie z naszymi rodzicami. –  Szczerze w to wątpię. –  No jasne – odpowiedziałem. – Twoja strona praktycznie oddaje cześć broni palnej, więc jestem przekonany, że twoi rodzice nie są w żadnym niebezpieczeństwie. Pierwsza debata odbywała się na uniwersytecie w Miami, co spotkało się z protestami Jose, który twierdził, że to daje gubernatorce Arnault przewagę. Ale mój tata nie miał nic przeciwko, a poza tym dzięki temu Jose ustalił, że druga debata odbędzie się w Nevadzie. Byłem przekonany, że cała ta sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby wydarzenie zorganizowano w jakimś nudnym stanie, na przykład w Dakocie Południowej. Dean siedział na sofie z nogą założoną na nogę, jakby miał zamiar zaraz zacząć popijać brandy i zapalić cygaro, wymieniając przy tym

15


seksistowskie uwagi. Próbował złapać sygnał i zalogować się do publicznego Wi-Fi, ale bez skutku. –  Jak możesz być taki spokojny? – zapytałem. –  Ufam, że agenci, którzy chronią naszych rodziców, mają wszystko pod kontrolą. –  No dobra, a ja nie. Ostatni raz byłem tak spanikowany, kiedy w naszej szkole doszło do strzelaniny. W poszukiwaniu czegoś do jedzenia podszedłem do stołu, z którego wcześniej Dean zabrał dla mnie wodę. Stały tam pojemniczki z jogurtem greckim, miski z owocami oraz musli. –  Gdzie się podziały normalne przekąski? –  Moja matka preferuje zdrowe jedzenie. Zjadłem garść musli, ale jak tylko je przełknąłem, od razu pożałowałem. –  To nie jest jedzenie. –  To dlaczego tak się nim napychasz? Okruszki opadły na poły mojego garnituru, gdy odparowałem: –  Bo moi rodzicie gdzieś tam są, a ja nie wiem, co się z nimi dzieje! Może siedzą w jednym pomieszczeniu z bombą, którą ktoś, kto nie ma żadnego doświadczenia, będzie musiał rozbroić w ostatniej sekundzie, więc przetnie czerwony czy tam niebieski drucik. Albo może po korytarzach skrada się uzbrojony psychol i tylko czyha, żeby kogoś zabić, a ja chciałbym pomóc, muszę pomóc, ale nie mogę, bo jestem zamknięty w tym pieprzonym pokoju z tobą. I jedyne, co mogę zrobić, poza wykopaniem tunelu, żeby stąd uciec, to pożeranie jedzenia, które nawet mi nie smakuje! Okej?! Uch! Gadanie z Deanem przypominało próby prowadzenia konstruktywnej dyskusji z agentem tajnych służb. –  Tak właściwie to ja nie lubię broni – powiedział. – Gdy miałem jedenaście lat, mój wuj chciał nauczyć mnie polować, ale ja nie potrafiłem usprawiedliwić zabijania czegoś, czego nie miałem nawet zamiaru później zjeść. A kiedy wuj zabił jelenia, płakałem tak bardzo, że zwymiotowałem.

16


–  No tak, jesteś wegetarianinem. Pamiętam, że gdzieś o tym czytałem. – Nabrałem truskawek do miski, ale jeszcze nie miałem pewności, czy zamierzałem je jeść, czy rzucać nimi w Deana, i ponownie zacząłem przemierzać pokój tam i z powrotem. Starałem się nie zastanawiać nad tym, czy moi rodzice są przetrzymywani w pokoju takim jak ten, czy są wciśnięci do szafy z tuzinem innych osób. – Co twoja mama myśli na temat tego, że jej syn nienawidzi broni i kocha zwierzęta? Dean wzruszył ramionami. –  To, że nie lubię broni, nie znaczy, że nie popieram prawa innych do jej posiadania. Przewróciłem oczami. A już myślałem, że zaczynamy się rozumieć. –  No jasne, że popierasz. –  Ty zapewne uważasz, że powinniśmy zebrać całą broń świata i wystrzelić ją w kosmos? –  Znacznie trudniej dokonać masowego morderstwa nożem. – Przerwałem, by posłać Deanowi zimne spojrzenie. – A tak w ogóle to jak możesz tu siedzieć i kłócić się o to ze mną, kiedy życie naszych rodziców jest w niebezpieczeństwie? Dean przez chwilę wytrzymywał moje spojrzenie, po czym odwrócił wzrok. –  Przepraszam – powiedział. – Myślałem, że jeśli zaczniemy się kłócić, nie będziesz zamartwiał się o swoich rodziców aż tak bardzo, jak ja martwię się o swoich. Otworzyłem usta, by uraczyć go kolejną obelgą, ale w ostatniej ­chwili się powstrzymałem. Dean chciał dobrze, mimo że zabrał się do tego w dziwny sposób. Sprowokowanie kłótni nie byłoby moją preferowaną metodą na odwrócenie jego uwagi, ale należało mu się uznanie za to, że w ogóle spróbował. –  Przepraszam, że puściły mi nerwy. Po prostu nie mogę przestać myśleć o tym, co właśnie może się dziać, a każdy scenariusz jest gorszy od poprzedniego.

17


–  Rozumiem – odparł Dean. – To był zły pomysł. A poza tym to nie byłaby wyrównana walka. Uniosłem brew. –  Myślałem, że już to ustaliliśmy? Zdziesiątkowałbym cię. –  Z historycznego punktu widzenia „zdziesiątkować” oznacza „zabić jednego na dziesięciu”, a współcześnie też nie używamy tego słowa w znaczeniu „pokonać kogoś lub coś”, ale raczej „zniszczyć pewną część czegoś większego”. Ta odrobina wdzięczności, którą zaczynałem do niego czuć, od razu się ulotniła. Ostatnie, czego było mi trzeba, to lekcja słownictwa z profesorem Deanem. –  Nieważne – powiedziałem. – I tak skopałbym ci tyłek. Kiedy Dean wreszcie na mnie spojrzał, zobaczyłem, że się uśmiecha. Mrugnął do mnie. –  Skoro tak twierdzisz. –  Tak twierdzę! –  Okej. –  Okej! – Nie przestawał się uśmiechać, więc zmarszczyłem brwi i ponownie zacząłem przemierzać pokój. – Nie wiem, za jakie grzechy utknąłem w jednym pomieszczeniu z tobą, ale cokolwiek to było, już tego żałuję. –  Nie utknąłeś tu ze mną – powiedział Dean. – Utknęliśmy tu razem, a moja matka zawsze powtarza, że wypadek to okazja w przebraniu. –  Twoja mama twierdzi także, że ludzie tacy jak ja nie zasługują na pełnię praw, więc wybacz, jeśli nie wierzę we wszystko, co mówi.


DEAN „Poznaj swojego wroga” – powiedziałaby moja matka. „Bądź uprzejmy dla nieznajomych” – rzekłby ojciec. Nie wiedziałem, czy Dre był nieznajomym, moim wrogiem czy może jednym i drugim. Miałem pewność jedynie co do tego, że mnie nienawidzi, choć w sumie nie było dla mnie jasne, co takiego zrobiłem, by zasłużyć sobie na jego gniew. Najwyraźniej wierzył w propagandę na temat mojej matki – że zamierza odwołać decyzję Sądu Najwyższego nadającą prawo do małżeństw parom jednopłciowym – ale przecież Dre w ogóle mnie nie znał. –  Mój ojciec odwołał swojego agenta tajnych służb. – Dre od pięciu minut chodził tam i z powrotem, zajadał truskawki i udawał, że nie istnieję. –  Nie wiedziałem, że tak można. Skinął głową. –  Jedyną osobą, która nie może odmówić ochrony tajnych służb, jest prezydent. – Zatrzymał się, by odłożyć miseczkę, która teraz była już niemal pusta. – Powiedział, że nie chce marnować pieniędzy podatników. –  Wygląda na to, że nie była to najlepsza decyzja. –  Idiotyczna. Tak podsumowała ją moja mama – powiedział. – Wrzeszczała na niego przed dwadzieścia minut, po czym powiedziała, że jeśli ktoś go skrzywdzi, niech lepiej od razu go zabije, bo jeśli nie, to ona to zrobi.

19


Za każdym razem, gdy Dre na mnie nie patrzył, kierowałem wzrok na drzwi. –  Z tego, co słyszę, to twój ojciec potrzebuje tajnych służb, by chroniły go przed twoją matką. Dre parsknął śmiechem i zaraz się zawstydził. –  Chyba masz rację. – Przestał się uśmiechać, po czym wyrzucił ramiona w górę. – Jak możesz być taki spokojny? Ja tu odchodzę od zmysłów. Jakim cudem ty nie odchodzisz od zmysłów? –  To, że nie wypowiadam na głos każdej strasznej myśli, która pojawia się w mojej głowie, nie znaczy, że nie jestem absolutnie przerażony faktem, że moja matka i ojciec znajdują się obecnie w sytuacji potencjalnie zagrażającej ich życiu. Jedyne, co mogę teraz zrobić, to modlić się o to, by wszystko było dobrze, bo inaczej zacznę walić w te drzwi, dopóki ktoś mi nie otworzy albo dopóki moje pięści nie zaczną krwawić. Spodziewałem się, że moja tyrada uciszy Dre na chwilę albo chociaż wprawi go w osłupienie, ale wyglądało na to, że przyniosła zupełnie odwrotny skutek. –  Byłem wściekły na tatę, że kazał mi z nim przyjść – powiedział. – Od czasu rozpoczęcia kampanii nie ma dla mnie czasu, chyba że czegoś ode mnie chce. Na przykład żebym podczas debaty był jego dzieciakiem na pokaz, tak jak dzisiaj. Tyle że mieliśmy z Mel plany, które musiałem przez niego odwołać, a teraz czuję się jak dupek, że byłem zły, bo przecież coś mu się mogło stać, a ja nawet nie chciałem tutaj być i miałem nadzieję, że przegra, a my będziemy mogli wrócić do normalnego życia. Nie chcę, żeby mój tata umarł w przeświadczeniu, że byłem na niego zły. Nie byłem pewien, czy Dre świadomie podzielił się ze mną tym wszystkim ani czy spodziewał się odpowiedzi. Wyraźnie zmagał się ze skomplikowanymi uczuciami związanymi z tym, że jego ojciec kandyduje na prezydenta. Doskonale to rozumiałem. –  Rozmawiałeś kiedyś z ojcem o tym, co właśnie mi powiedziałeś? Dre opadł na jeden z foteli odrobinę mniej spięty – po raz pierwszy, odkąd zostaliśmy zamknięci w garderobie. 20


–  Zanim zgłosił swoją kandydaturę, zapytał mnie, czy mam coś przeciwko. Nie potrafiłem ukryć szoku. –  Naprawdę? Dre skinął głową. –  Tak. Powiedział mi, że ma szansę, głównie dzięki temu, że zyskał sobie posłuch jako prokurator generalny, kiedy zajmował się sprawami imigrantów, ale obiecał, że jeśli wolę, to poczeka, aż skończę liceum. –  To dlaczego nie poprosiłeś go, żeby zaczekał? –  Bo nie myślałem, że ma jakiekolwiek szanse! – Szalony śmiech Dre wzbudził we mnie niepokój. Wydawało się, że stres zaczyna go przerastać, a ja zaczynałem się zastanawiać, czy nie będę bezpieczniejszy na korytarzu, ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że każdy z nas radzi sobie ze stresem w inny sposób. – Poradziłem mu, żeby spróbował, bo spodziewałem się, że przegra w prawyborach. Kto by głosował na mojego tatę, no nie? –  Okazało się, że sporo ludzi – powiedziałem. Śmiech Dre ucichł, a jego uśmiech znikł. –  Dokładnie. Kiedy umarło tamto dziecko, po tym jak na granicy zostało oddzielone od rodziców, a mój tata wygłosił swoje słynne przemówienie, pomyślałem sobie: „O cholera. Naprawdę ma szansę”. –  Pamiętam to przemówienie. Było dobre. – Było więcej niż dobre. Rozpaliło partię demokratów i pomogło Rosariowi wyróżnić się spośród innych kandydatów, czym ostatecznie zapewnił sobie nominację. –  Po tym zacząłem żałować, że nie poprosiłem go, żeby poczekał  – powiedział Dre. – Ale nie mogłem zmienić zdania, bo wyszedłbym na totalnego dupka. –  Co ci najbardziej przeszkadza? Zainteresowanie mediów? – zapytałem. Wzruszył ramionami. –  Częściowo. To znaczy, wiem, że w przyszłym roku skończę liceum i pójdę na studia, ale już teraz każdy mój krok jest obserwowany, osądzany i komentowany. 21


–  Byłeś sławny, zanim ktokolwiek wiedział, kim jest twój ojciec – odpowiedziałem. – Dlaczego teraz czujesz, że jest inaczej? –  Ludzi, którzy znają mnie z Potwornych Przebieranek, wcale nie obchodziło, kim jestem. Obchodziło ich tylko to, czy w następnym filmiku przygotujemy z Mel makijaż zombie, czy jednak zrobimy coś w stylu Cthulhu. A teraz cokolwiek bym zrobił, zawsze znajdzie się ktoś, kto wyczyta z tego jakąś deklarację. Ludzie, których nie znam, chcą wszystko o mnie wiedzieć. A ja nie chcę zmieniać świata, chcę po prostu zajmować się potwornym makijażem. –  Och. – Wydało mi się, że to niemądre: mieć tego rodzaju platformę i nie wykorzystywać jej do tego, by pomagać ludziom, ale nie chciałem wypytywać o to Dre. – Co jeszcze? –  Co? –  Powiedziałeś „częściowo”. Co jeszcze ci przeszkadza? Dre zwiesił ramiona. –  Wiem, że to zabrzmi głupio, ale tęsknię za tatą. Był jak mój najlepszy przyjaciel, a teraz nigdy nie ma go w domu. – Przez chwilę wydawało się, że się rozpłacze, ale szybko się otrząsnął. – W każdym razie chcę, żeby tata wygrał, bo to mój tata i byłby pierwszym prezydentem meksykańskiego pochodzenia, i serio myślę, że dałby sobie świetnie radę, ale jednocześnie chcę, żeby przegrał, bo jestem samolubny i podobało mi się moje dotychczasowe życie. –  Rozumiem cię. –  Serio? – Dre, zszokowany, zmarszczył brwi, jakbym przyznał się co najmniej do tego, że potajemnie wierzę w powszechną opiekę zdrowotną. – Myślałem, że ciebie to kręci. Że twoja szkolna szafka jest pokryta w środku naklejkami wyborczymi. Że wiesz, jak zamierzasz urządzić swoją sypialnię w Białym Domu. Wzruszyłem ramionami i skinąłem głową. –  To wszystko prawda, ale czasami zastanawiam się, jak by to było mieć normalne życie. Zanim stałem się synem republikańskiej kandydatki na prezydenta, byłem synem gubernatorki, a przed tym – synem 22


bohaterki wojennej. Media zawsze były nami zainteresowane, a ja nie znam innego życia. Od zawsze muszę się porządnie zastanawiać, w co się ubrać czy co powiedzieć. Ludzie drwią ze mnie przez to, że jestem taki skryty, ale wolę to niż drwiny z tego, że narobiłem sobie kłopotów albo przyniosłem wstyd rodzinie. Nie chcę ani jednego, ani drugiego, ale to ma swoją cenę. Nigdy nikomu o tym nie mówiłem, nawet moim przyjaciołom, ale w tamtym momencie wydawało mi się, że Dre jest jedyną osobą, która potrafi mnie zrozumieć. Oczy miał szeroko otwarte, jego spojrzenie wyrażało coś pomiędzy zaskoczeniem a współczuciem. – Nigdy bym nie pomyślał, że właśnie to będziemy mieć ze sobą wspólnego. – Powinieneś się cieszyć, że twój tata spytał cię o zdanie – powiedziałem. – Moja matka nie dała mi wyboru.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Stany Zjednoczone Miłości by SIW Znak - Issuu