Skip to main content

Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności

Page 1

AMERYK AŃSK A CHOROBA Szpitalne zapiski o wolności

T IMO T H Y SN Y DER PRZEKŁAD BARTŁOMIEJ PIETRZYK

ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2021


Tytuł oryginału Our Malady Copyright © 2020 by Timothy Snyder Projekt okładki Marcin Słociński Opieka redakcyjna Maciej Gablankowski Adiustacja Witold Kowalczyk Korekta Irena Gubernat Aneta Iwan Łamanie Irena Jagocha © Copyright for the translation by Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., 2021 © Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-7908-7 Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU


SPIS TREŚCI

Prolog. SAMOTNOŚĆ I SOLIDARNOŚĆ . . . . . . . . . . .

9

Wstęp. NASZA CHOROBA. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Lekcja 1. Opieka zdrowotna jest prawem człowieka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Lekcja 2. Odnowa zaczyna się od dzieci . . . . . 69 Lekcja 3. Prawda nas wyzwoli . . . . . . . . . . . . . . . . 89 Lekcja 4. Decydować powinni lekarze. . . . . . . 121 Zakończenie. Nasze wyzdrowienie . . . . . . . . . . . 147 Epilog. Wściekłość i empatia . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Podziękowania. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 161 O autorze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163 Przypisy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165


Prolog

Samotność i solidarność

Kiedy o północy przywieziono mnie na oddział ratunkowy, powiedziałem lekarzowi, że ogarnęła mnie niemoc. Bolała mnie głowa, czułem mrowienie w dłoniach oraz stopach, kasłałem i ledwie mogłem się poruszać. Co chwilę przechodziły mnie dreszcze. Dzień, który właśnie się rozpoczął – 29 grudnia 2019 roku – mógł być moim ostatnim. W mojej wątrobie urósł ropień rozmiaru piłki tenisowej, a zakażenie przedostało się do krwi. Wtedy nie byłem tego świadom, ale i tak wiedziałem, że coś jest ze mną bardzo nie tak. Niemoc oznacza oczywiście słabość i zmęczenie – uczucie, że nic nie jest tak jak trzeba i nic nie potrafimy z tym zrobić.


TIMOTHY SNYDER | amerykańska CHOROBA

Niemoc jest tym, co czujemy, gdy ogarnia nas choroba. W języku angielskim niemoc można określić jako malaise, a chorobę jako malady. Słowa te pochodzą z języka francuskiego oraz łaciny i są obecne w angielszczyźnie od setek lat; w czasach rewolucji amerykańskiej oznaczały zarówno niedomagania fizyczne, jak i tyranię. Po masakrze bostońskiej [starciu między amerykańskimi kolonistami a wojskiem brytyjskim w marcu 1770 roku – przyp. tłum.] grupa wybitnych mieszkańców miasta napisała list, w którym wzywała do położenia kresu „narodowej i kolonialnej chorobie”1. Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych pisali o chorobie i niemocy w odniesieniu do własnego zdrowia, a także kondycji założonej przez siebie republiki. Niniejsza książka traktuje o chorobie – nie mojej własnej, choć ta pomogła mi w dostrzeżeniu problemu, ale trapiącej całą Amerykę – „naszej powszechnej chorobie”, aby zapożyczyć sformułowanie Jamesa Madisona2. Nasza choroba to dolegliwość fizyczna, a zarazem zło polityczne, które ją otacza. Jesteśmy chorzy w sposób, który kosztuje nas wolność, oraz zniewoleni w sposób, który kosztuje nas zdrowie. Nasza polityka niesie przekleństwo bólu, nie zaś błogosławieństwo wolności. Kiedy zachorowałem pod koniec zeszłego roku, moje myśli zaprzątała wolność. Jako historyk spędzi­

10


Samotność i solidarność

łem dwadzieścia lat, pisząc o okrucieństwach XX wieku, takich jak czystki etniczne, nazistowski Holokaust i sowiecki terror. Od pewnego czasu rozmyślałem i mówiłem o tym, jak historia pozwala obronić się przed tyranią w teraźniejszości oraz zabezpieczyć wolność na przyszłość. Ostatnim razem, kiedy byłem w stanie wystąpić publicznie, wygłosiłem wykład o tym, jak Ameryka może się stać wolnym krajem3. Tego wieczoru odczuwałem ból, ale wykonałem swoją pracę, a potem udałem się do szpitala. To, co nastąpiło później, pomogło mi się głębiej zastanowić nad wolnością i Ameryką. Stojąc przed mównicą w Monachium 3 grudnia 2019 roku, miałem zapalenie wyrostka robaczkowego. Niemieccy lekarze to przeoczyli. Wyrostek pękł, a infekcja sięgnęła wątroby. Amerykańscy lekarze to zaniedbali. W ten sposób 29 grudnia znalazłem się na oddziale ratunkowym w New Haven w stanie Connecticut. W moim krwiobiegu krążyły bakterie, a ja wciąż myślałem o wolności. Podczas trzymiesięcznego pobytu w pięciu szpitalach od grudnia 2019 roku do marca 2020 roku sporządzałem notatki i szkice. Związek między wolnością i zdrowiem łatwo było pojąć w sytuacji, gdy wola nie była w stanie poruszyć ciałem, a samo ciało było obwieszone workami i wychodziły z niego rurki.

*

11


TIMOTHY SNYDER | amerykańska CHOROBA

Patrząc na poplamione roztworem soli fizjologicznej, alkoholem i krwią strony moich dzienników szpitalnych, widzę, że zapiski z New Haven z ostatnich dni roku traktują o potężnych emocjach, które uratowały mnie, kiedy byłem bliski śmierci. Wielka wściek­ łość na przemian z łagodną empatią utrzymywały mnie przy życiu i prowokowały do przemyślenia od nowa kwestii wolności. Pierwszymi słowami, które zapisałem na papierze w New Haven, były: „tylko wściekłość, samotna wściekłość”. Ogarnięty śmiertelną chorobą nie odczuwałem niczego czystszego i intensywniejszego od wściekłości. To uczucie przyszło do mnie w szpitalu nocą i stało się dla mnie pochodnią rozjaśniającą mrok, jakiego wcześniej nie znałem. 29 grudnia, po siedemnastu godzinach na oddziale ratunkowym, przeszedłem operację wątroby. Rankiem 30 grudnia, leżąc na wznak w szpitalnym łóżku z rurkami wychodzącymi z ramion i klatki piersiowej, nie byłem w stanie zacisnąć pięści, ale wyobrażałem sobie, że je zaciskam. Nie mogłem unieść się na łóżku, opierając się na przedramionach, ale widziałem siebie, jak to robię. Byłem kolejnym pacjentem na kolejnym oddziale szpitalnym, kolejnym zestawem niewydolnych organów, kolejnym nosicielem zakażonej krwi. Jednak nie czułem się tak. Czułem się zarazem unieruchomiony i wściekły.

12


Samotność i solidarność

Moja wściekłość była przy tym piękna oraz czysta, nieskalana żadnym celem. Nie gniewałem się na Boga – to nie była Jego wina. Nie gniewałem się na lekarzy i pielęgniarki – niedoskonałych ludzi w niedoskonałym świecie. Nie gniewałem się na przechodniów swobodnie chodzących po mieście poza moim królestwem pogniecionej pościeli i pozwijanych rurek, trzaskających drzwiami kurierów ani trąbiących kierowców ciężarówek. Nie gniewałem się nawet na bakterie ucztujące na mojej krwi. Moja wściekłość była zwrócona przeciw nicości. Wściekałem się na świat, w którym mnie nie było. Wściekałem się, więc byłem. Ta wściekłość rzucała światło, które ujawniało moją sylwetkę. „Cieniem samotnego jest wyjątkowe” – napisałem raczej niejasno w swoim dzienniku. Moje neurony dopiero zaczynały generować impulsy. Następnego dnia – 31 grudnia – mój umysł zaczął dochodzić do siebie po sepsie i środkach uspokajających. Nie byłem w stanie myśleć dłużej niż kilka sekund. Moje pierwsze dłuższe rozmyślania dotyczyły wyjątkowości. Nikt nigdy nie przechodził przez życie tak samo jak ja, dokonując dokładnie takich samych wyborów. Nikt nie spędzał sylwestra, będąc w dokładnie takiej samej sytuacji i odczuwając takie same emocje. Pragnąłem, aby wściekłość podźwignęła mnie z łóżka i wprowadziła w kolejny rok. Oczami duszy

13


TIMOTHY SNYDER | amerykańska CHOROBA

widziałem swoje martwe ciało i jego rozkład. Przewidywalność gnicia była czymś strasznym. Jest ono takie samo w wypadku każdego, kto kiedykolwiek żył. Chciałem nieprzewidywalności: własnej nieprzewidywalności i kontaktu z nieprzewidywalnością innych. Na kilka nocy wściekłość stała się moim życiem. Działa się tutaj i teraz, a ja chciałem więcej tego, co tutaj i teraz. Leżąc w łóżku, pragnąłem jeszcze kilku tygodni, a potem kilku kolejnych, podczas których nie wiedziałbym, co się stanie z moim ciałem, i nie wiedziałbym, co będzie się rozgrywać w moim umyśle, ale wiedziałbym, że osobą odczuwającą te uczucia i myślącą te myśli jestem ja. Śmierć zniweczyłaby moje poczucie tego, jakie rzeczy mogą i powinny być, poczucie tego, co możliwe i piękne. Jak napisałem w dzienniku, moja wściekłość była zwrócona przeciw tej nicości, „tej konkretnej nicości”. Ta wściekłość towarzyszyła mi za każdym razem tylko przez kilka minut, przynosząc ciepło i świat­ ło. Pomimo gorączki zazwyczaj odczuwałem zimno. W moim szpitalnym łóżku w sylwestra pragnąłem, aby wzeszło słońce i rozświetliło pokój. Chciałem poczuć na skórze jego promienie. Po trzech dniach dreszczy potrzebowałem czegoś więcej niż własnego ciepła, gdyż to uciekało przez cienką pościel, która nieustannie zwijała się wokół rurek wychodzących z mojej klatki piersiowej i ramienia. Wschodzące za grubymi

14


Samotność i solidarność

szybami zimowe słońce w Nowej Anglii daje niewiele ciepła; żyłem symbolami i pragnieniami. Nie chciałem, aby pochodnia w mojej głowie płonęła samotnym światłem. I w istocie nie byłem sam. Zaczęły się odwiedziny. Moja żona podniosła roletę i pokój zajaśniał bladym Nowym Rokiem. Kiedy zaczęli odwiedzać mnie inni ludzie, próbowałem zgadnąć, jak zareagują, widząc mnie bezsilnego w szpitalnym łóżku, ale tak naprawdę nie miałem pewności. Pamiętałem, że zdaniem niektórych spośród moich starych przyjaciół leczenie tych pacjentów, do których przychodzą odwiedzający, przebiega lepiej. Z pewnością tak właśnie jest, gdyż zdrowie oznacza bycie razem – na ten i na sto innych sposobów. Odwiedziny pomagają w byciu samym. Bycie częścią solidarnej wspólnoty umożliwia powrót do spokojnej samotności. Samo pojawienie się przyjaciół wystarczało, aby wywołać wspomnienia, łańcuchy skojarzeń prowadzące do naszej przeszłości. Przypomniała mi się chwila, kiedy jedna z koleżanek pragmatycznie wyjaśniała mi, dlaczego jej zdaniem należy odwiedzać pacjentów: było to wiele lat wcześniej, gdy to ja siedziałem przy jej łóżku w tym samym szpitalu, w którym teraz przebywałem, a ona była w ciąży i chora. Pomyślałem o jej dzieciach, a potem o swoich. Teraz ogarniał mnie odmienny nastrój: delikatna empatia.

15


TIMOTHY SNYDER | amerykańska CHOROBA

* Wściekłość była wyłącznie mną – moim życzeniem, aby być dźwiękiem, a nie echem, aby budować, a nie się rozpadać. Nie była skierowana przeciw niczemu poza całym wszechświatem i jego prawami martwoty. Przez noc czy dwie mogłem błyszczeć we własnym świetle. Jednak powoli i łagodnie nadszedł drugi nastrój, który podtrzymywał mnie na duchu w inny sposób: było to poczucie, że życie toczy się naprawdę wyłącznie wtedy, gdy nie chodzi tylko o mnie. Podobnie jak wściek­łość, ten nastrój nawiedzał mnie, kiedy byłem sam i niewiele mogłem samodzielnie zrobić, a całe poczucie ruchu, jakie miałem, pochodziło z wizji w mojej głowie. W tym nastroju czułem, że płynę przez czas, lecz nie sam, ale wspólnie z innymi ludźmi. Kiedy próbowałem narysować to uczucie w dzienniku, wyszedł mi niezgrabny, unoszący się na wodzie środek lokomocji przypominający nieco tratwę. Tratwę można sklecić stopniowo z różnych kawałków. Byłem częścią tej tratwy podobnie jak inni; płynęliśmy razem w tej samej wodzie, czasem bez wysiłku, a czasem obijając się wzajemnie i o skały. Jeżeli moja deska spadłaby w głębinę, tratwa mogłaby zboczyć lub się wywrócić. Jedne deski tratwy znajdowały

16


Samotność i solidarność

się dalej od mojej, a inne bliżej. Wyliczałem sobie sposoby, na jakie życie moich dzieci jest związane z moim. Liczyło się nie to, że jestem odrębnym bytem, ale to, że należę do nich: jestem ich ojcem. Każdy element ich istnienia wiązał się z oczekiwaniem mojej obecności. Nigdy nie były ode mnie oddzielone. Ich deski zawsze były powiązane z moją. Wyobrażałem sobie, co się zmieni beze mnie, poczynając od codziennych drobiazgów, z których składa się mentalny kalendarz rodziców: trening piłki nożnej, zadanie domowe z matematyki, czytanie na głos. Z bólem zdałem sobie sprawę, że wizja mojego syna i mojej córki beze mnie jest tak samo realna jak moje wcześniejsze życie z nimi. Oczyma duszy widziałem, jak ich przyszłość rozwija się pod moją nieobecność, a potem cofałem taśmę. Ta wyłaniająca się świadomość, że moje życie nie jest tylko moim własnym – ta delikatna empatia – oddaliła mnie od śmierci. Poczucie, że dzielę swoje życie z innymi, zaczęło się od moich dzieci, ale potem sięg­ nęło dalej – do przeróżnych desek składających się na tratwę. Przewalałem się przez fale, prąc naprzód ze wszystkimi, których znałem i kochałem, więc gdybym teraz odpadł, wszyscy by to odczuli. W tym nastroju nie czułem wściekłości, lecz unosiłem się na wodzie, pamiętając, kontemplując oraz wczuwając się w uczucia innych.

17


TIMOTHY SNYDER | amerykańska CHOROBA

Wściekłość pozwoliła mi ujrzeć siebie samego oraz nadała mojemu ciału i umysłowi wyraźną formę po wstrząsie. Empatia z kolei umieściła mnie pośród innych. W tym nastroju to, że jestem wyjątkowy, nie było tak ważne. Ważne było, że żyję wewnątrz innych ludzi, w ich wspomnieniach i oczekiwaniach, jestem podporą w ich życiu oraz kołem ratunkowym w trudnych momentach. Skoro moje życie nie było tylko moje, to moja śmierć też nie była tylko moja. Kiedy doszedłem do tego punktu, znów pojawiła się wściekłość. To nie może się zdarzyć. Empatia i wściekłość, choć zupełnie odmienne od siebie, działały ręka w rękę. Każdy nastrój ujawniał pewną prawdę, część mnie samego. Ale żaden z osobna nie wystarczał – potrzebne były obydwa. Aby wyzdrowieć i stać się wolnym, potrzebowałem pochodni i tratwy, ognia i wody, samotności i solidarności. Podejrzewam przy tym, że to, co dotyczy mnie, odnosi się także do innych.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności by SIW Znak - Issuu