Skip to main content

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu

Page 1

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 2

2015-12-16 14:50:16


Eric-Emmanuel Schmitt

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu

tłumaczenie Barbara Grzegorzewska

K R A KÓW 2 0 1 6

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 3

2015-12-16 14:50:16


Tytuł oryginału Monsieur Ibrahim et les fleurs du Coran Copyright © Editions Albin Michel – Paris 2001 Copyright © for the translation by Barbara Grzegorzewska Projekt okładki Katarzyna Borkowska Fotografia na pierwszej stronie okładki Copyright © Mohamad Itani / Trevillion Images Opieka redakcyjna Aleksandra Kamińska Adiustacja Barbara Poźniakowa Korekta Justyna Techmańska Łamanie Agnieszka Szatkowska

ISBN 978-83-240-3591-5

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie II, Kraków 2016 Druk: CPI Moravia Books s.r.o.

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 4

2015-12-16 14:50:16


Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę i poszedłem na dziwki. Moja świnka była pokrytą szkliwem porcelanową skarbonką koloru rzygowin z otworem, przez który można było wrzucić monetę, ale nie można było jej wyjąć. Tę jednokierunkową skarbonkę wybrał mój ojciec, bo takie właśnie miał podejście do życia: pieniądze są po to, żeby je mieć, a nie po to, żeby je wydawać. W brzuchu świnki było dwieście franków. Cztery miesiące pracy. Pewnego ranka, przed pójściem do szkoły, usłyszałem od ojca: – Mojżesz, czegoś tu nie rozumiem… Brakuje pieniędzy… Od dziś masz zapisywać w kuchennym zeszycie wszystko, co wydajesz na zakupy.

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 7

7

2015-12-16 14:50:16


Więc nie dość, że ochrzaniają mnie w szkole i w domu, nie dość, że piorę, uczę się, gotuję, tacham zakupy, nie dość, że mieszkam w wielkim ciemnym mieszkaniu, pustym i pozbawionym miłości, że jestem bardziej niewolnikiem niż synem adwokata bez spraw i bez żony, to jeszcze bierze się mnie za złodzieja! Skoro i tak podejrzewają mnie, że kradnę, to w końcu, co mi zależy. W brzuchu świnki było więc dwieście franków. Dwieście franków kosztowała dziewczyna na ulicy Paradis. Taka była cena męskości. Pierwsze chciały, żeby pokazać im dowód. Pomimo mojego głosu, pomimo mojej tuszy – byłem gruby jak beczka – nie chciały wierzyć, że mam szesnaście lat, pewnie obserwowały, jak dorastam, biegając z siatką pełną warzyw. Na końcu ulicy, w bramie, stała jakaś nowa. Pulchniutka, śliczna jak obrazek. Pokazałem jej pieniądze. Uśmiechnęła się. – Masz szesnaście lat? – Tak, dzisiaj skończyłem. Weszliśmy na górę. Ledwie mogłem uwierzyć, miała dwadzieścia dwa lata, była stara i miałem

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 8

8

2015-12-16 14:50:16


ją tylko dla siebie. Wytłumaczyła mi, jak się umyć, a potem jak się kochać… Ja oczywiście już to wiedziałem, ale dałem jej mówić, żeby się lepiej czuła, zresztą podobał mi się jej głos, trochę nadąsany, trochę zasmucony. W trakcie o mało nie zemdlałem. Na koniec pogłaskała mnie miło po głowie i powiedziała: – Trzeba będzie przyjść jeszcze raz i dać mi jakiś prezencik. To mi prawie popsuło całą radość: zapomniałem o prezenciku. No to z głowy, byłem już mężczyzną, przeszedłem chrzest bojowy między udami kobiety, nogi tak mi się trzęsły, że ledwo mogłem ustać, a już zaczynały się kłopoty: zapomniałem o sławetnym prezenciku. Pognałem do domu, wpadłem do swojego pokoju, rozejrzałem się wokół, szukając, co mógłbym jej ofiarować najcenniejszego, po czym pędem wróciłem na ulicę Paradis. Dziewczyna wciąż stała w bramie. Dałem jej mojego pluszowego miśka.

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 9

9

2015-12-16 14:50:16


Mniej więcej w tym samym czasie poznałem pana Ibrahima. Pan Ibrahim był zawsze stary. Od niepamiętnych czasów w rejonie ulic Bleue i FaubourgPoissonnière zawsze widziano go w sklepie, od ósmej rano do późna w nocy, wciśniętego między kasę a środki czystości, z jedną nogą w przejściu, a drugą pod pudełkami zapałek, w szarym fartuchu narzuconym na białą koszulę, z białymi zębami pod suchym wąsikiem i pistacjowymi, zielono-brązowymi oczami jaśniejszymi od brunatnej skóry upstrzonej plamami mądrości. Gdyż pan Ibrahim, w powszechnym mniemaniu, uchodził za mędrca. Pewnie dlatego, że od co najmniej czterdziestu lat był jedynym Arabem na żydowskiej ulicy. Pewnie dlatego, że dużo się uśmiechał i niewiele mówił. Pewnie dlatego, że zdawał się nie przejmować codzienną krzątaniną i zgiełkiem, zwłaszcza w wydaniu paryskim: trwał niewzruszenie na swoim taborecie, jakby do niego przyrósł, i tylko znikał, nie wiedzieć gdzie, między północą a trzecią rano.

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 10

10

2015-12-16 14:50:16


Tak więc codziennie robiłem zakupy i przyrządzałem posiłki. Kupowałem wyłącznie konserwy. Kupowałem je codziennie nie po to, żeby były świeże, nie, ale dlatego, że ojciec dawał mi pieniądze tylko na jeden dzień, zresztą tak było łatwiej! Kiedy zacząłem okradać ojca, żeby ukarać go za to, że mnie podejrzewał, zacząłem też okradać pana Ibrahima. Trochę się tego wstydziłem, więc aby zagłuszyć wstyd, w chwili płacenia mówiłem sobie w kółko: W końcu to tylko Arab! Co dzień patrzyłem panu Ibrahimowi w oczy i to mi dodawało odwagi. W końcu to tylko Arab! – Nie jestem Arabem, Momo, pochodzę ze Złotego Półksiężyca. Wziąłem zakupy i lekko oszołomiony wyszedłem na ulicę. Pan Ibrahim słyszał, jak myślę! A jeśli słyszał, jak myślę, to może wiedział też, że go oszukuję? Następnego dnia nie zwinąłem mu ani jednej puszki, za to spytałem:

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 11

11

2015-12-16 14:50:16


– Co to jest Złoty Półksiężyc? Bo przyznam, że przez całą noc wyobrażałem sobie pana Ibrahima, jak siedzi na księżycu i szybuje po rozgwieżdżonym niebie. – Tak nazywa się obszar, który rozciąga się od Anatolii do Persji, Momo. Następnego dnia dorzuciłem, wyjmując portmonetkę: – Nie nazywam się Momo, tylko Mojżesz. Następnego dnia on z kolei dorzucił: – Wiem, że nazywasz się Mojżesz, właśnie dlatego mówię na ciebie Momo, to brzmi trochę mniej groźnie. Następnego dnia, licząc monety, zapytałem: – A co to panu przeszkadza? Mojżesz to po żydowsku, nie po arabsku. – Nie jestem Arabem, Momo, jestem muzułmaninem. – To dlaczego mówią, że idą do Araba, skoro pan nie jest Arabem? – Bo „u Araba”, Momo, to znaczy „otwarte od ósmej rano do północy, a nawet w niedzielę”, kiedy się mówi o sklepie.

Schmitt_Pan Ibrahim i kwiaty Koranu_OK.indd 12

12

2015-12-16 14:50:16


Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę i poszedłem na dziwki.

Momo jest pogubionym, zaniedbywanym przez ojca chłopakiem. Jego dzieciństwo dobiega końca, a dorosłości nie ma się od kogo nauczyć. Aż do dnia, gdy podkrada konserwy w sklepie pana Ibrahima i zyskuje niezwykłego przyjaciela, który wkrótce staje się także jego opiekunem i duchowym przewodnikiem. Stary Arab – który tak naprawdę wcale nie jest Arabem – dobrze wie, że pewne myśli potrafią zatruwać ludzi niczym choroby. Spokojnie i z mądrością uczy Momo rzeczy, które nadają życiu sens, pomaga mu pozbyć się goryczy i pogodzić ze światem.

Siła przypowieści Erica-Emmanuela Schmitta tkwi w prostym, choć nie dla wszystkich oczywistym przesłaniu: nie jesteś skazany na swój los, możesz świadomie wpływać na swoje życie. To, czy jesteś szczęśliwy, zależy przede wszystkim od ciebie.

Cena 24,90 zł


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Pan Ibrahim i kwiaty Koranu by SIW Znak - Issuu