

SLONCE SWIECI
DLA HITLERA
zwyczajne zycie w III Rzeszy
PRZEKŁAD EMILIA SKOWROŃSKA
Tytuł oryginalny: Hitlerwetter. Das ganz normale Leben in der Diktatur: Die Deutschen und das Dritte Reich 1938/39
Copyright © 2022 by C. Bertelsmann Verlag, a division of Penguin Random House Verlagsgruppe GmbH, München, Germany
Redaktorka inicjująca: Natalia Hońca
Redaktorka prowadząca: Urszula IlnickaGębarowska
Koordynatorka procesu wydawniczego: Agata Błasiak
Opieka promocyjna: Agnieszka Madeja
Opracowanie językowe: CHAT BLANC Anna PoincChrabąszcz
Łamanie: Hanna Wiechecka
Projekt okładki: Ula Pągowska
Fotoedycja: Katarzyna Kiebała
Indeks: Grażyna Rompel
Żaden fragment niniejszej książki nie może być wykorzystywany ani powielany w jakiejkolwiek formie w celu szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji. Niniejsze dzieło jest wyłączone z eksploracji tekstów i danych (art. 4 ust. 3 dyrektywy (UE) 2019/790).
Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.
ISBN 9788384275313
Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, email: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU
Spis treści
Wstęp. Dobre życie? 9
I Pokój na ziemi 15 Boże Narodzenie 1938 roku: święto w trwożliwej nadziei
II Entuzjazm oraz strach i groza 49
30 stycznia 1939 roku: Adolf Hitler przemawia przed Reichstagiem
III Obowiązek bycia zdrowym 83 17 lutego 1939 roku: ustawa o uzdrowicielach (Heilpraktikergesetz)
IV W co wierzą Niemcy 121 25 marca 1939 roku: Deklaracja z Godesbergu
V Hitler obchodzi pięćdziesiąte urodziny 153 20 kwietnia 1939 roku: dzień specjalnego urlopu dla Niemców
VI Dzień Matki 185 21 maja 1939 roku: świeże kwiaty i nowe krzyże
VII „Praca uszlachetnia” 219 19 czerwca 1939 roku: apel o „akcję żniwną Hitlerjugend”
VIII Obietnica dobrego czasu 251
21 lipca 1939 roku: Siła Poprzez Radość – ogólnoniemiecka konferencja Rzeszy w Hamburgu
IX Rozpacz na emigracji 281
14 sierpnia 1939 roku: Szanghaj ogranicza imigrację
X Znowu na wojnie 315
1 września 1939 roku: niemieccy żołnierze napadają na Polskę
XI Mądrzy Niemcy – głupi Niemcy 349
10 października 1939 roku: obawy o regres szkolnictwa
XII Każdy z osobna 379
8 listopada 1939: zamach w Monachium
Bilans. Własna historia
Wstęp. Dobre życie?
Czy ludzie pod rządami dyktatora naprawdę mogą beztrosko leżeć na plaży? Spacerować zakochani ulicami, chodzić do kawiarni lub kina? Czy mogą tak po prostu tańczyć, śmiać się i cieszyć, grać w piłkę nożną i jeździć na urlop, zakładać rodzinę i planować przyszłość? Takie obrazki na pierwszy rzut oka nie pasują do naszej wizji Trzeciej Rzeszy. Przecież tych dwanaście lat stanowi najmroczniejszy rozdział historii Niemiec, naznaczony niewyobrażalnymi zbrodniami. Czy w tym czasie mogło istnieć coś takiego jak „normalne” życie, z dala od morderstw i zabójstw, życie z codziennymi radościami, troskami i nadziejami?
Na to pytanie próbuję odpowiedzieć w niniejszej książce, przyglądając się codzienności w narodowosocjalistycznych Niemczech –w reakcji na osobliwie podzieloną pamięć o dyktaturze, która do dziś kształtuje obraz historii u większości Niemców. Z jednej strony istnieją coraz obszerniejsze badania naukowe dotyczące okresu między rokiem 1933 a 1945, które wydobyły na światło dzienne imponującą wiedzę o strukturach władzy i wydarzeniach. Z drugiej strony istniała i nadal istnieje długa tradycja narracji rodzinnych, w których dominuje indywidualna pamięć pokolenia rodziców i dziadków. Wspomnienia i wiedza stały i stoją tu wobec siebie w relacji konkurencyjnej: o ile „album historii rodzinnej” wypełniony jest przede wszystkim tematami wojny i bohaterstwa, osobistego cierpienia, wyrzeczeń i gotowości do poświęceń, o tyle w „leksykonie wiedzy”
pojawiają się rozdziały poświęcone zbrodniom, wykluczeniu i zagładzie. Ów „leksykon” oferuje poznawczy dostęp do okresu narodowego socjalizmu, a „album” – dostęp emocjonalny2. Książka o codziennym życiu w dyktaturze może się przyczynić do przezwyciężenia tego podziału pamięci. Łączy ona bowiem wiedzę o strukturach dyktatury z doświadczeniami ludzi w owych strukturach funkcjonujących – codzienność i zbrodnie występują tu na równych prawach. W ten sposób może się udać przybliżyć lata 1933–1945 kolejnym pokoleniom i sprawić, by łatwiej się je rozumiało, a tym samym wyjaśnić, dlaczego tak wielu ludzi w tym kraju sympatyzowało z władzą narodowosocjalistyczną i przez tak wiele lat wspierało Trzecią Rzeszę, a inni tego nie robili. Tak bowiem do dziś brzmi kluczowe pytanie w rozliczeniu z tą epoką: dlaczego ta dyktatura mogła funkcjonować?
Tym samym niniejsza książka ma również wyraźnie aktualny motyw. Od lat nasilają się ataki na osiągnięcia cywilizacyjne naszej wolnościowej demokracji. Parlamentarzyści i urzędnicy są zniesławiani, państwo bywa wystawiane na pogardę, a jego wymagania wobec obywatelek i obywateli często są podważane, populiści otrzymują zaś przerażająco wiele aplauzu za swój atak na prawo i wolność. Czy uznanie dla życia w demokracji jest jeszcze wystarczająco silne? Czy Niemcy już zapomnieli, jak to jest żyć bez demokracji?
Pamięć o dyktaturze Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec wcale tu nie pomaga, gdyż od dawna postawa wobec historii Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), trywializowana mianem „ostalgii”, umożliwia głoszenie w przestrzeni publicznej, że „nie wszystko było wtedy złe”. Może to być zrozumiałe jako pocieszająca idealizacja własnej biografii, lecz w społecznym procesie uczenia się w obliczu katastrof niemieckich dyktatur takie stwierdzenie się nie sprawdza. Czy może istnieć dobre życie w dyktaturze? Dorastające pokolenia mają prawo oczekiwać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie –a historiografia ponosi tu część odpowiedzialności politycznej.
Niniejsza książka pokazuje, jak wygląda życie bez demokracji, podejmując narracyjną podróż w głąb dyktatury narodowosocjalistycznej. Analizowany jest w niej jeden rok w Trzeciej Rzeszy, a mianowicie okres między grudniem 1938 roku a listopadem 1939 roku.
Faza ta wyznacza – czego ludzie wówczas nie mogli jeszcze wiedzieć –również środek panowania narodowosocjalistycznego w sensie chronologicznym: w 1939 roku trwa ono już sześć lat i ma przed sobą kolejnych sześć. O ile pierwsze sześciolecie upływało pod znakiem stabilizacji dyktatury, o tyle drugie, wraz z początkiem II wojny światowej, miało zaprowadzić do upadku, masowej zagłady i totalnej klęski.
W wybranym tu dwunastomiesięcznym okresie wzięto pod lupę dwanaście tematów, z których każdy jest powiązany z konkretną datą. Na przykład w pierwszym rozdziale, poświęconym świętom
Bożego Narodzenia 1938 roku, jest mowa o pragnieniu „pokoju na ziemi”, natomiast o „lęku i grozie” autor wspomina w związku z dniem 30 stycznia 1939 roku, kiedy to Adolf Hitler zapowiada w Reichstagu „zagładę rasy żydowskiej w Europie”. Inne rozdziały opisują, jak zmieniła się codzienna praca, jak bardzo pogardzano intelektualistami, jakie oferty religijne i duchowe niosła epoka albo dlaczego Niemców nakłaniano do dbania o zdrowie i na przykład do rezygnacji z papierosów i alkoholu. Przyjrzymy się także urlopom z epoki – wielu ludzi wyjeżdżało na wypoczynek i również pod tym względem ufało oficjalnej obietnicy „dobrego czasu” – pokazuje to przykład 21 lipca 1939 roku, kiedy to tysiące ludzi przybyły do Hamburga na ogólnoniemiecki zjazd „Siła przez radość”. Że jednak nie ma dobrej przyszłości, stało się jasne najpóźniej 1 września 1939 roku, kiedy znów wybucha wojna – Niemcy mieli jeszcze świeżo w pamięci wojnę sprzed ćwierćwiecza… Warunki codziennego życia w ciągu tych dwunastu miesięcy są wyznaczane przez dyktaturę i jej struktury. To partia i państwo decydują o tym, czego uczy się w szkołach, nakłaniają młodzież do chodzenia z własnej woli na „patrole” i donoszenia na politycznych odmieńców, wpływają na zbieranie przez Niemców makulatury i starannie mytych kości, oficjalnie zalecają hodowlę królików angora i zapisywanie się świeżo upieczonych małżonek do specjalnie tworzonych „szkół oblubienic” na kursy macierzyństwa. I ludzie urządzają się w tych ramach. Badania historyczne już dawno wykazały, że dominującym odczuciem Niemców w tym okresie bynajmniej nie był strach przed osobistymi prześladowaniami. W równie
niewielkim stopniu kierowała nimi potrzeba podporządkowania się dyktaturze, którą by odrzucali. Przeciwnie – większość Niemców była w dużej mierze lub w pełni zadowolona z polityki i wnosiła swój wkład w funkcjonowanie systemu3.
Takie posłuszeństwo nie wymagało ani permanentnej kontroli, ani manipulacji ze strony propagandy narodowosocjalistycznej. Zwłaszcza w analizowanym tu okresie zarówno w ostatnich miesiącach pokoju, jak i jeszcze w pierwszych miesiącach wojny światowej dyktatura mogła w dużym stopniu liczyć na współpracę obywateli. Zdecydowana większość Niemców popierała Adolfa Hitlera, dzięki czemu stawał się jeszcze potężniejszy. Ma to znaczenie polityczne, ponieważ dyktator także potrzebuje poparcia i bez posłusznego narodu ostatecznie staje się bezsilny. „Jeśli podporządkowuję się prawom danego kraju – wyjaśniała filozofka Hannah Arendt w odniesieniu do epoki narodowego socjalizmu – w rzeczywistości wspieram jego konstytucję”. Kto zatem chciałby odmówić dyktaturze posłuszeństwa, nie może uczestniczyć w życiu publicznym i musi unikać wszelkich „miejsc odpowiedzialności”, w których pod pozorem zasady posłuszeństwa wymaga się wsparcia systemu politycznego4.
Dziś aż nazbyt dobrze wiemy, jak niewielu Niemcom udało się rozpoznać owe „miejsca odpowiedzialności” w codziennym życiu i w akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa trzymać się od nich z daleka. Większość Niemców w czasie dyktatury organizowała jakoś swoją codzienność, unikała możliwych niekorzystnych sytuacji dla siebie i swoich rodzin, a jednocześnie – w miarę możliwości – korzystała z oferowanych profitów. W praktyce dla większości z nich życie po 1933 roku z początku toczyło się dalej, choć pod innymi znakami politycznymi. Pojawiły się nowe organizacje i nowe obowiązki, zaistniało mnóstwo wielkich i małych „Führerów”, a na ulicach ludzie pozdrawiali się słowami „Heil Hitler”. A jednak nadal kursowały tramwaje i wakacyjne pociągi, dzieci chodziły do szkoły, ojcowie do pracy, matki zajmowały się domem i organizacją życia rodzinnego. Pod rządami narodowych socjalistów zmieniło się wiele – lecz przez długi czas zdecydowana większość elementów życia Niemców pozostała taka sama. Czym było to „normalne życie”,
w którym do codzienności już od dawna należało również to, co zbrodnicze? W którym bezprawie i samowola, mord i zabójstwo stały się „normalne”? Czy – również nawiązując do Hannah Arendt –można mówić o osobliwej „banalności zła” w codziennym życiu, która przyczyniła się do funkcjonowania Trzeciej Rzeszy?
To właśnie pozorna „normalność” czyni epokę narodowosocjalistyczną dla nas, urodzonych później, tak niepokojąco znajomą. Być może to życie nie jest aż tak obce, jak wydaje nam się na pierwszy rzut oka – i jak chcielibyśmy wierzyć. Dlatego też narracyjna podróż w czasie rozpoczyna się świadomie od święta, które i dziś jest nam dobrze znane: Bożego Narodzenia. W grudniu 1938 roku kraj jest zasypany śniegiem, biją dzwony, palą się świece, dzieci wpatrują się w prezenty szeroko otwartymi oczami…
Stara, piękna kolęda Frieden auf Erden und den Menschen ein Wohlgefallen [Pokój na ziemi ludziom dobrej woli] oczarowuje nas i pozwala nam dostrzec, jakie to szczęście, że bezpiecznie żyjemy w niemieckiej ojczyźnie pod przywództwem, którego zazdrości nam świat.
artykuł wstępny „Dortmunder zeitung” z 24 grudnia 1938 roku1
Pokój na ziemi
Boże Narodzenie 1938 roku: święto w trwożliwej nadziei
niemcy są piękne: w całym kraju tuż przed świętami zaczynają się obfite opady śniegu – a więc upragnione białe Boże Narodzenie jednak nadejdzie. Już od kilku dni panuje mróz, dzięki czemu biały puch nie topnieje i stwarza idealne warunki do wszelkiego rodzaju zimowych rozrywek. W pasmach gór średnich bardzo szybko tworzy się pokrywa śnieżna przekraczająca dwadzieścia centymetrów grubości. Dzieci biegną na sanki, a wielu dorosłych w miarę możliwości korzysta z okazji do długich spacerów. Zwłaszcza wokół rzek roztaczają się niezwykłe zimowe widoki: na Dunaju i Renie unoszą się kry, a na wolno płynącej Mozeli w niektórych miejscach lód już się zatrzymał i wszystko zamarzło. „Pokrywy lodowe przypominają zaorane pole – czytamy w jednym z artykułów prasowych – i tworzą wspaniały zimowy krajobraz”2. W okolicach Honnef pod Bonn dzieci cieszą się z zamarzniętej odnogi Renu, która zaprasza do jazdy na łyżwach. Czy ta przyjemność potrwa dłużej? Jeśli mróz się utrzyma – jak brzmi życzliwa rada lokalnej gazety – „Dzieciątko Jezus będzie wiedziało, co przynieść: łyżwy, sanki, ciepłe rękawice i szale”3. Jednak większość dzieci korzysta z okazji do zabawy jeszcze przed otrzymaniem prezentów: urządzają
bitwy na śnieżki i lepią bałwany. W niektórych miastach, ku radości najmłodszych, władze nie nadążają z odśnieżaniem. Z utrzymujących się mrozów cieszą się zresztą także browary w całym kraju: wysyłają one swoich pracowników do „pozyskiwania lodu”, podczas którego z odpowiednich stawów i jezior wyłamuje się duże kry i transportuje ciężarówkami do zakładowych chłodni. Piwo musi być przecież zimne, a dzięki tym „zbiorom” tuż pod własnymi drzwiami przede wszystkim małe i średnie zakłady ograniczają wydatki na sztuczny lód, który w przeciwnym razie musiałyby kupować4. Jednak ujemne temperatury i obfite opady śniegu prowadzą w wielu regionach nie tylko do wstrzymania żeglugi, lecz także do zakłóceń w ruchu kolejowym. Dla pracowników Niemieckich Kolei Rzeszy oznacza to cofnięcie już dawno zatwierdzonych urlopów świątecznych, ponieważ każdy dostępny mężczyzna zostaje wezwany do pracy. Kolej planuje – przynajmniej na większych stacjach –ustawić przy wszystkich zwrotnicach po jednym pracowniku, który będzie ją stale oczyszczał ze śniegu i lodu5. Sytuacja pogodowa powoduje także wzrost liczby wypadków drogowych, gdyż pojazdy raz po raz wpadają w poślizg na oblodzonych jezdniach. Zawieszone zostają również połączenia promowe z większością Wysp Wschodniofryzyjskich. Zmuszona sytuacją Lufthansa przeprowadza spektakularną, szeroko komentowaną w całym kraju akcję, w ramach której dwa samoloty lądują na prowizorycznych pasach na plaży wyspy Juist, aby na czas przed świętami Bożego Narodzenia sprowadzić matki i dzieci z powrotem na stały ląd6. Niemcy są piękne? W obliczu tej zimowej idylli bez wątpienia myśli tak wielu mieszkańców kraju. Jednak to wrażenie jest złudne. W ciągu ostatnich sześciu lat, odkąd rząd Hitlera sprawuje władzę, państwo uległo głębokiej przemianie. Wraz z mianowaniem Adolfa Hitlera kanclerzem Rzeszy 30 stycznia 1933 roku rozpoczęła się przebudowa systemu politycznego, która usunęła w Niemczech wszelkie pozostałości demokracji: zniesiono trójpodział władzy i wolne wybory, rozbito partie opozycyjne oraz wolne związki zawodowe, a od śmierci byłego prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga, która nastąpiła ponad cztery lata wcześniej, Hitler sprawuje władzę jako niekwestionowany Führer Niemiec. Ów osobliwy tytuł

Niemcy zgromadzeni z okazji mianowania Adolfa Hitlera kanclerzem Rzeszy 30 stycznia 1933 roku.
dyktator przyniósł ze swojej partii – dotąd nigdy nie był powiązany z żadnym urzędem państwowym.
W ostatnich latach NSDAP i jej organizacje trwale zakorzeniły się w codziennym życiu Niemców. Dzieci należą do Jungvolk lub Jungmädelbund, młodzież do męskiej Hitlerjugend (HJ) i Bund
Deutscher Mädel (BDM), organizacje zawodowe działają teraz pod narodowosocjalistycznymi auspicjami, a policja i wymiar sprawiedliwości niemal całkowicie przeistoczyły się w uległe narzędzia dyktatury. Rozpoczął się często przywoływany „nowy czas”, który wielu Niemców – używając języka propagandy – wita jako „narodowe odrodzenie” swojego kraju. Klęska 1918 roku, polityczne walki okresu Republiki Weimarskiej oraz wielka bieda gospodarcza są bowiem wciąż żywo obecne w ich pamięci. Ale czy teraz, w tym „nowym czasie”, rzeczywiście żyje im się lepiej?
Do codzienności tej epoki należy również fakt, że od 1933 roku wielu sąsiadów, współpracowników czy przyjaciół dosłownie „zniknęło”. Zwłaszcza w ostatnich latach Niemcy opuściły setki tysięcy
ludzi: liczni socjaldemokraci i komuniści, którzy już w Republice
Weimarskiej byli najzacieklejszymi przeciwnikami ruchu narodowosocjalistycznego, a także – przede wszystkim – Niemcy wyznania mojżeszowego, narażeni na fanatyczny, rasistowski antysemityzm. Ci z nich, którzy pozostali w kraju, muszą doświadczać stopniowej utraty praw obywatelskich i żyć w obawie przed zbiorowym mordem i zabójstwem. Jeszcze w poprzednim miesiącu przemoc eskalowała w niewyobrażalny sposób, a bezbronność tych ludzi w Niemczech została dramatycznie ukazana całemu światu. Kierownictwo narodowosocjalistyczne 9 listopada 1938 roku sprowokowało wymierzony w ludność żydowską pogrom na niespotykaną dotąd skalę. W całym kraju setki tysięcy Niemców – początkowo przede wszystkim grupy partii – stosowały w godzinach wieczornych i nocnych brutalną przemoc. Szacuje się, że podczas napaści lub w ich następstwie zginęło blisko tysiąc trzysta Żydów, a około dwudziestu siedmiu tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych7. Na niemieckich ulicach rozciągał się obraz zniszczenia: tysiące sklepów i domów mieszkalnych zostało zdemolowanych, a w następujących po tym grabieżach uczestniczyli już nie tylko zorganizowani sprawcy przemocy, lecz także liczni – bynajmniej nie tak uczciwi – współobywatele, którzy skorzystali z dogodnej okazji do wzbogacenia się. Od czasu tych pogromów setki spalonych synagog i domów modlitwy żydowskiej stoją pośrodku miast i wsi w kraju niczym ponure znaki ostrzegawcze. Życie Żydów w Niemczech narażone jest na otwarty terror. Niemiecka większość społeczeństwa tylko w niewielkim stopniu bierze czynny udział w tych napaściach, lecz w znacznie większym stopniu biernie się im przygląda lub odwraca wzrok. Jedynie nieliczni faktycznie przychodzą z pomocą swoim współobywatelom.
Ci, którym udało się opuścić kraj jeszcze przed listopadowym pogromem – w 1938 roku było to ponad czterdzieści tysięcy Żydów8 – na razie mogą czuć się bezpiecznie we Francji lub w Anglii, Szwajcarii, Polsce czy Stanach Zjednoczonych Ameryki i wykorzystać zbliżające się święta Bożego Narodzenia, by powrócić myślami do dawnej ojczyzny albo do pozostawionych tam towarzyszy drogi i krewnych. Kto natomiast utknął na miejscu i podlega niemieckim

9 listopada 1938 roku podczas masowych napaści na Żydów zdemolowano wiele tysięcy mieszkań, sklepów i miejsc kultu. Ulice Berlina dzień po pogromie.
prześladowaniom, być może spędza święta w więzieniu lub w jednym z licznych nowo powstałych obozów. Wśród osadzonych znajdują się między innymi liczni świadkowie Jehowy, Sinti i Romowie, homoseksualiści, duchowni oraz ci, którzy publicznie skrytykowali system. Socjaldemokraci, którym udało się uciec za granicę i teraz z Paryża obserwują wydarzenia w Niemczech, wykorzystując do tego swoje struktury emigracyjne, z uzasadnionym niepokojem w Boże Narodzenie 1938 roku myślą o pozostających w kraju towarzyszach. To właśnie dla nich, ich żon i dzieci zwolennicy socjaldemokracji, którzy spotykają się w swych kręgach w Berlinie, potajemnie zbierają z okazji świąt pieniądze na wsparcie9. SPD na emigracji wie, że w wielu niemieckich rodzinach właśnie w tych z założenia refleksyjnych dniach panują żałoba i smutek:
Która rodzina w blasku świec w wigilijny wieczór nie myśli o jakimś krewnym, dobrym przyjacielu lub bliskim znajomym
siedzącym w samotności celi w politycznym więzieniu albo w areszcie, którego przyczyn nie sposób nawet rozpoznać, lub z powodów religijnych czy rasowych usycha z tęsknoty i cierpi w obozie koncentracyjnym?10
Boże Narodzenie w obozie koncentracyjnym – to od 1933 roku również część niemieckiej rzeczywistości. Już bezpośrednio po objęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 roku bojówki partyjne przetrzymywały i maltretowały ludzi w tak zwanych lokalach szturmowych SA, w piwnicach i na podwórzach. Szybko zaczęły powstawać pierwsze obozy koncentracyjne, niekiedy w nieczynnych fabrykach, salach gimnastycznych lub schroniskach młodzieżowych, w opuszczonych więzieniach, na zamkach i w pałacach11. Do 1938 roku pod zwierzchnictwem budzącej grozę SS zorganizowano już duże obozy koncentracyjne – przede wszystkim w Dachau, które po 1933 roku wcześnie stało się „modelem” dla tego typu obozów, w 1936 roku w Sachsenhausen pod Berlinem, w 1937 roku w Buchenwaldzie koło Weimaru, w 1938 roku we Flossenbürgu w Górnym Palatynacie oraz w Mauthausen koło Linzu12.
Po listopadowym pogromie 1938 roku liczba osadzonych w tych obozach wzrasta na krótko do ponad pięćdziesięciu tysięcy. Zwłaszcza nowo przywiezieni więźniowie żydowscy są traktowani przez strażników ze szczególnym okrucieństwem. Mimo to znaczna część z nich zostaje do końca roku zwolniona pod warunkiem natychmiastowego opuszczenia kraju13. Inni deportowani pozostają w obozach jednak nawet w Boże Narodzenie 1938 roku. Należy do nich Rudolf Larsch, który po przejęciu władzy przez rząd Hitlera był prześladowany jako członek Komunistycznej Partii Niemiec, podobnie jak jego żona Käthe, zmarła wskutek ciężkich obrażeń ciała doznanych podczas przesłuchań prowadzonych przez gestapo. Wdowiec nie może się zająć czworgiem dzieci, ponieważ sam jest przetrzymywany w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Na Boże Narodzenie pozostaje mu tylko wysłać jednemu z synów kilka zdań na zadrukowanym formularzu listowym z pozdrowieniami i prośbą o opiekę nad rodzeństwem:
Miej, proszę, także oko na swoje rodzeństwo i pamiętaj, że wasz ojciec, choć daleko, zawsze myśli o Was z miłością. Niech święta przyniosą Wam radość, a dobre życzenia Waszego ojca niech Wam towarzyszą14.
Papier listowy obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie w demonstracyjny sposób ukazuje całkowite pozbawienie więźniów praw: „Dzień zwolnienia – głosi odpowiedni nadruk – nie może być obecnie podany”. Oraz: „Odwiedziny w obozie są zabronione, wszelkie zapytania w tej sprawie są zasadniczo bezcelowe”15.
Tak więc Boże Narodzenie 1938 roku Niemcy przeżywają jako święto pełne podziałów. Podczas gdy jedni spędzają te dni w więzieniach i obozach albo żyją w strachu przed grożącymi im prześladowaniami, zdecydowana większość pozostałych może obchodzić święta w dużej mierze w poczuciu bezpieczeństwa i całkiem szczęśliwie w kręgu najbliższych. Ludzie ci urządzili się w realiach dyktatury, mają stałą pracę i regularne dochody, korzystają być może

Wielu Niemców nie spędza czasu przed Bożym Narodzeniem we własnym domu, ale w obozie koncentracyjnym. Więźniowie obozu Sachsenhausen 19 grudnia 1938 roku.
z przywilejów albo jako mali i wielcy naziści są wręcz zadowoleni z tego, jak ich kraj się rozwinął w ostatnich latach. Dla nich w tych ośnieżonych grudniowych dniach rzeczywiście na pierwszym planie stoi Boże Narodzenie. W całym kraju piecze się i gotuje, trzeba zaprosić i ugościć krewnych, zdobyć prezenty dla bliskich. Bezpośrednio przed świętami centra miast są – jak we Wrocławiu –„pełne ludzi robiących ostatnie bożonarodzeniowe zakupy” 16. Kto jednak jest dobrze przygotowany i ma w tych dniach trochę czasu, może sam lub z rodziną pójść także do kina. Na czas świąt wchodzi na ekrany nowy film z Heinzem Rühmannem – Nanu, Sie kennen Korff noch nicht! [Jak to, nie znają państwo Korffa?]. Popularny aktor występuje w nim w jednej ze swoich wielkich ról. „Co trzy minuty przeżywa nową przygodę – reklamują film bońskie kina –wpada w straszliwe tarapaty, ale wygrywa wyścig, a wraz z nim nasze serca”17.
Reklama sklepów pracuje tymczasem na najwyższych obrotach. W gazetach codziennych jeszcze krótko przed świętami można znaleźć liczne rekomendacje zakupowe – płyt gramofonowych lub harmonijek ustnych18, papeterii listowej („piękny i praktyczny prezent bożonarodzeniowy”) albo porządnej butelki likieru ziołowego19. A „Völkischer Beobachter”, centralny organ NSDAP, życzy sobie dla towarzyszy „na bożonarodzeniowy stół książki ruchu”: przede wszystkim bestsellera nazistowskiej literatury, zabarwionej autobiograficznie bojowej publikacji Hitlera Moja walka, przemówień i artykułów Hermanna Göringa, który jako feldmarszałek i pełnomocnik do spraw Planu Czteroletniego uchodzi za drugiego najpotężniejszego człowieka w państwie, a także zebranych artykułów wstępnych ministra propagandy Josepha Goebbelsa. Młodzieży polecane są między innymi czytanka Kampf um Deutschland oraz obszerna księga HJ Jungen – eure Welt 20 . Zakup odbiornika radiowego na święta jest również jak najbardziej zgodny z intencjami państwa i partii. Dzięki takiemu urządzeniu – często nazywanemu „Volksempfänger” [odbiornik ludu] –kraj zostaje „włączony w wielki nurt życia narodu żywiej niż dotąd i może bezpośrednio uczestniczyć w kulturalnych i politycznych
wydarzeniach naszych czasów”. Dlatego zalecenie brzmi: „Teraz, gdy dokonywane są ostatnie zakupy świąteczne, pomyślcie także o radiu”21. Rzeczywiście, do 1939 roku w niemieckich gospodarstwach domowych znajduje się już ponad jedenaście milionów odbiorników radiowych, co oznacza wielokrotnie większą liczbę słuchaczy – z tego idealnego narzędzia propagandy szczególnie chętnie korzysta odpowiedzialny za nie minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels22. Cena „małego niemieckiego odbiornika”, który w tych dniach jest wyraźnie reklamowany jako urządzenie „o przekonującej jakości”, wynosi w grudniu 1938 roku trzydzieści pięć marek Rzeszy23. Prezent to drogi, a jednak dla większości dostępny – suma ta odpowiada mniej więcej tygodniowemu wynagrodzeniu brutto robotnika przemysłowego24. Dla porównania: kilogram marchwi kosztuje na rynku nieco ponad dziesięć fenigów, kilogram pomarańczy – o ile akurat są dostępne – około pięćdziesięciu fenigów25. Tak więc handel detaliczny odnotowuje w okresie Bożego Narodzenia dobre wyniki. Jednymi z gospodarczych beneficjentów właśnie w tym roku są producenci tradycyjnych akwizgrańskich pierników Printen. Cieszą się oni dziesięciokrotnym wzrostem obrotów, ponieważ korzystają z ogromnych robót przy tak zwanym Wale Zachodnim wzdłuż granicy. Przy budowie tej liczącej setki kilometrów linii umocnień na zachodniej granicy Niemiec zatrudnia się tysiące robotników, którzy najwyraźniej polubili ten tradycyjny wypiek. Ku radości producentów przed świętami Bożego Narodzenia zabierają go „teraz masowo do swych rodzinnych stron”26 – i, miejmy nadzieję, także bliskich w domu.
Ludzie obdarowują się więc na święta rzeczami stosownymi –a niekiedy również niestosownymi, ale wszyscy są zgodni, że takie niespodzianki i okazywanie uwagi nie są przeznaczone wyłącznie dla dzieci. Poza kwestią prezentów Niemcy coraz bardziej różnią się jednak w ocenie charakteru tych świąt Bożego Narodzenia. W minionych latach tradycyjne chrześcijańskie święto, podczas którego wierni obchodzą wcielenie Boga w postaci narodzin Jezusa Chrystusa, a tym samym przyjście Zbawiciela, miało bowiem silną konkurencję.
Narodowosocjalistyczne Niemcy przeciwstawiają chrześcijańskiej, rodzinnej Wigilii wariant ludoworasowy, który państwo i partia
chcą wykorzystać dla własnej polityki i propagandy. Uważnym obserwatorem tej zmiany jest romanista Victor Klemperer, który już przed laty stracił posadę profesora w Dreźnie, ponieważ mimo przejścia na protestantyzm wciąż uchodzi w Niemczech za „Żyda”. Pięćdziesięciosiedmioletni Klemperer notuje w swoim dzienniku, że według jego obserwacji w 1938 roku po raz pierwszy w okresie dyktatury narodowosocjalistycznej „bożonarodzeniowa refleksja w prasie została całkowicie zdechrystianizowana”. Teraz – jak pisze –chodzi niemieckiej duszy przede wszystkim o „ponowne narodziny światła” i „zmartwychwstanie Rzeszy Niemieckiej”, a nie o Jezusa napiętnowanego jako Żyda ani o momenty chrześcijańskoreligijne27.
Klemperer ma rację. Boże Narodzenie nie jest już tym, czym było w poprzednich latach. Coraz mniej w centrum uwagi znajduje się dawna biblijna opowieść, a coraz bardziej rzekome „germańskie” dziedzictwo „przodków” – cokolwiek ludzie mieliby przez to rozumieć. W każdym razie to właśnie przodkowie oraz ich przedchrześcijańskie rytuały i wyobrażenia religijne są teraz wynoszone do rangi wzoru. Przykładem jest uroczystość bożonarodzeniowa, na której w tych dniach gromadzą się cywilni pracownicy jednostki artylerii przeciwlotniczej w koszarach w Dortmundzie. Między wspólnym śpiewem (O Tannenbaum [O choinko]), kawą, ciastem i wyraźnie humorystycznym występem świętego mikołaja zakładowy mąż zaufania wygłasza oficjalne przemówienie, w którym wyjaśnia aktualne znaczenie „najpiękniejszego święta w całym roku” pod znakiem swastyki:
Boże Narodzenie jest świętem, które narodziło się w niemieckiej przestrzeni życiowej. Po mrocznych tygodniach nasi przodkowie tęsknili za jaśniejszymi dniami i krótszymi nocami, a gdy łowy przyniosły szczęście, na święto pieczono całego dzika lub jelenia. Gwiaździste sklepienie nieba przemawia do nas w świętą noc, a my odnajdujemy drogę powrotną do świętych obyczajów naszych przodków, których nie pozwolimy ani się wyprzeć, ani zniekształcić. Choinka również odpowiada starogermańskiemu zwyczajowi, a ozdoby na niej – jabłka i orzechy – są symbolami płodności nowego roku28.
Za tą patetyczną retoryką odnoszącą się do przodków polujących na zwierzynę i piekących dziki kryje się polityczny zamiar, by w możliwie największym stopniu uczynić Boże Narodzenie świętem czysto narodowosocjalistycznym. Bez Jezusa, bez pasterzy na polach i bez słowa o „Dobrej Nowinie”. Bo Boże Narodzenie – jak twierdzi oficjalne czasopismo narodowosocjalistycznego związku nauczycieli – „nigdy nie miało swego źródła w owym betlejemskim żłobie”, lecz jako święto ludów „nordyckich” powstało „wyłącznie pod firmamentem północnego nieba”29. W tym duchu także choinka w oficjalnym języku coraz częściej staje się „drzewkiem światła”, a wśród mężczyzn SS szczególną popularnością cieszy się pieśń o „poświęceniu drzewka światła”, w której wysławiane są „święta ziemia”, „wolny ród” oraz rzekomo jaśniejący z północy „blask zwycięstwa”30.
Ta reinterpretacja tradycyjnego chrześcijańskiego święta rodzinnego nie jest jednak bynajmniej wyłącznie sprawą NSDAP i kilku ideologów. Niemały udział mają w niej również etnolodzy – a więc uczeni oraz ci, którzy się za nich uważają. Postawili sobie oni za cel zwalczanie rzekomo „obcego rasowo” obyczaju, czyli tradycji, które za sprawą chrześcijaństwa przeniknęły do „niemieckiej” kultury. Poszukiwanie tego, co „germańskie”, w Bożym Narodzeniu trwa już od dziesięcioleci, lecz pod auspicjami państwa narodowosocjalistycznego przedstawiciele owego „germańskiego” dziedzictwa czują się teraz w swej antychrześcijańskiej agitacji u celu światopoglądowych marzeń31. W praktyce oznacza to w odniesieniu do Bożego Narodzenia 1938 roku między innymi, że dzieci powinny przygotowywać możliwie „germańskie” wypieki – tak zwane chleby figuralne z „mitycznymi postaciami dwunastu świętych nocy”, na przykład z Jeźdźcem na siwym koniu lub Panią Zimą, choć – jak wiadomo – nie mają one bynajmniej pochodzenia „germańskiego”. „Piernikowy dzik” – głosi dalej jedna z porad piekarniczych – „przypomina świąteczną pieczeń w noc wigilijną, a westfalskie «Wowölfe» już samą nazwą nawiązują do Wotana”32.
Pierwotne Boże Narodzenie ma według wyobrażeń NSDAP w przyszłości nosić nazwę Niemieckie Boże Narodzenie i obejmować trzy odrębne święta: obchody przesilenia zimowego w nocy
