Skip to main content

Wszystko, co ukrywamy

Page 1

PRZEKŁAD VIOLETTA DOBOSZ

ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2022


Tytuł oryginału Truths I never told you Copyright © 2022 by Lantana Management Pty Ltd Zdjęcia na pierwszej stronie okładki Shutterstock Projekt okładki Anna Slotorsz / artnovo.pl Opieka redakcyjna Pamela Bosak Opieka promocyjna Maria Adamik-Kubala Adiustacja Aleksandra Pietrzyńska Korekta Maria Zając Małgorzata Matykiewicz-Kołodziej Łamanie Marcin Słociński / monikaimarcin.com © Copyright for the translation by SIW Znak Sp. z o.o., 2022 Copyright © for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2022

ISBN 978-83-240-7989-6

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2022. Printed in EU


Prolog

Grace 14 WRZEŚNIA 1957 ROKU

Dręczy mnie ostatnio samotność w wielkiej rodzinie, najgorsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. W ciągu kilku ostatnich lat przekonałam się, że samotność jest gorsza od smutku. A to dlatego, jak sobie uświadamiam, że samotności z definicji nie da się z nikim dzielić. Dziś wieczorem są ze mną w domu jeszcze cztery istnienia, ale wszystkie wydają mi się nieosiągalnie dalekie, mimo że są zdecydowanie za blisko, by mogły być bezpieczne. Patrick powiedział, że wróci przed dziewiątą, i trzymałam się tej jego obietnicy przez cały dzień. O dziewiątej będzie w domu, powtarzałam sobie. Gdy Patrick tu będzie, nie zrobisz nic głupiego, wytrzymaj tylko do dzie­ wiątej. Powinnam już wiedzieć, że na tym człowieku nie można polegać. Jest 23:55, a ja nie mam pojęcia, gdzie się podziewa. Beth zaraz będzie się domagać karmienia, a ja czuję się taka zmęczona – i nerwy mam napięte jak postronki, jakby jej płacz miał sprawić, że rozlecę się na kawałki, choć jako matka czworga dzieci powinnam być przyzwyczajona. Strach przed tym płaczem odczuwam dosłownie w kościach, do tego napięcie w całym ciele, którego sama nie potrafię zrozumieć. Kiedy ostatnio udało mi się przespać więcej niż kilka godzin? Bez przerwy, dniami i nocami, towarzyszy mi przerażenie, że stracę nad sobą panowanie i kogoś skrzywdzę: Tima, Ruth, Jeremy’ego, Beth… albo siebie. 7


KELLY RIMMER

Zagrażam bezpieczeństwu swoich dzieci, ale nie ma nikogo innego, kto mógł­by je przed tym zagrożeniem ochronić. W ostatnich latach odebrałam twardą lekcję – im życie jest trudniejsze, tym głośniej odzywają się w człowieku uczucia. W zwyczajne dni bardziej ufam faktom niż emocjom, lecz gdy dopada mnie wrażenie, że świat się kończy, trudno mi jest dociec, skąd w ogóle biorą się moje myśli. Czy mój strach zakorzeniony jest w rzeczywistości, czy może umysł płata mi znowu figle? Nigdy nie mam pewności. Rozmyła się nawet granica między wyobraźnią a światem realnym i jest teraz tak płynna, że nie sposób dostrzec linii podziału. Czasem myślę sobie, żeby odejść, zanim stanie się coś złego, tak jakby usunięcie tego jednego elementu równania miało zapewnić im wszystkim bezpieczeństwo. Ale wtedy Tim obciera sobie kolano i biegnie do mnie, jak gdyby zwykłe przytulenie mogło ukoić ból całej ludzkości. Albo Jeremy daje mi znowu mokrego całusa w policzek, a ja przypominam sobie, że jestem jego całym światem, na dobre i na złe. Ruth przewiesza sobie przez ramię moją torebkę i chodzi za mną po domu krok w krok, bo dla niej jestem kimś godnym naśladowania. Albo Beth podnosi na mnie oczęta, ukazując w uśmiechu bezzębne dziąsła, gdy próbuję ją nakarmić, a serce ściska mi się z miłości, która naprawdę nie zna granic. Takie chwile przypominają mi, że wszystko się zmienia i że ta chmura już dwa razy nade mną zawisła i dwa razy odpłynęła, więc jeśli tylko wytrzymam, odpłynie znowu. Nie odczuwam jeszcze nadziei, choć nadzieja powinna być mi znana, ponieważ już kiedyś tę drogę przebyłam, a kiedy góry i doliny wydawały się nie do pokonania, ja je przezwyciężyłam. Stale próbuję odzyskać spokój i czasem, na krótką, lecz piękną chwilę, mi się to udaje. Ale bezwzględna, przykra prawda jest taka, że każda nadciągająca noc wydaje się ciemniejsza od poprzedniej. 8


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

Dziś wieczór stoję na krawędzi koszmaru. Dziś wieczór płacz mojego dziecka może sprawić, że zupełnie się rozsypię. Tak wiele rzeczy w tych dniach wprawia mnie w przerażenie, ale teraz przede wszystkim boję się samej siebie.


1

Beth 1996

– Co to za miejsce… no wiesz… gdzie jest to miejsce? Co… dzisiaj? Nie? To teraz. To miejsce. Tata, gdy przeprowadzam go na wózku przez drzwi domu, wyrzuca z siebie niekończący się potok słów, które nie bardzo mają sens. Za jego plecami wymieniamy z bratem Timem spojrzenia i wzdychamy z rezygnacją. Mowa ojca sprawia wrażenie całkiem składnej, dopóki się w nią człowiek uważniej nie wsłucha – trzyma się rytmu, brzmi dźwięcznie, ale w ostatnich dniach tata nie bardzo jest w stanie dobrać słowa. To, że plecie teraz same bzdury, jest właściwie jak najbardziej wytłumaczalne, a jednak serce się kraje, kiedy się go słyszy. Zegar szafkowy w kuchni wybił piątą po południu. Nie zdążyłam odebrać od teściowej syna o umówionej porze, a tata od dwóch godzin powinien być w domu opieki. Uparliśmy się, żeby pozwolić mu godnie opuścić dom na jego własnych warunkach, a on rano oświadczył, że chce zostać w pokoju sam i samodzielnie spakować się przed przeprowadzką. Obiecaliśmy sobie z bratem, że będziemy cierpliwi, i wystarczyło nam tej cierpliwości na cztery i pół godziny. Tim krzątał się po podwórku za domem, wykonując różne zaległe prace – usuwał rosnące pod iglakami chwasty, zbierał szyszki, strzygł żywopłot, który wybujał jak szalony. Dom taty w Bellevue na wschód od Seattle. Ostatnio tata był już zbyt chory, żeby zająć się własnym podwórkiem, a my utwierdziliśmy się w moim odwiecznym 11


KELLY RIMMER

przekonaniu, że gdyby ludzkość zniknęła, wystarczyłoby zaledwie kilka miesięcy, by przyroda całkowicie zawładnęła tutejszymi wypielęgnowanymi na tip-top ogrodami. Podczas gdy Tim starał się zaprowadzić jako taki porządek wokół domu, ja dziarsko myłam lakierowane podłogi, odkurzałam wykładziny w sypialniach i przeglądałam zawartość tatowej lodówki, wybierając to, co jeszcze nadawało się do zjedzenia, żeby obdzielić resztkami rodzeństwo. Ale za każdym razem, gdy wetknęłam głowę za drzwi sypialni, widziałam ojca siedzącego na łóżku obok niemal pustej walizki. Początkowo był spokojny i wydawało się, że w zamyśleniu przetwarza zmianę, która się miała dokonać. Na jego twarzy pojawia się teraz często spokojny, dziecinny uśmiech i w pierwszych godzinach uśmiech ten nie schodził z jego ust, nawet gdy tata rozglądał się dokoła, nawet gdy siedział w ciszy. Czas jednak płynął, a walizka wciąż była pusta, jeśli nie liczyć kapelusza i dwóch par skarpetek. – Nie mogę… gdzie jest ten… Zaczął się rozglądać po pokoju, jakby rozpaczliwie szukał czegoś, czego nie umiał nazwać, a tym bardziej znaleźć. Co rusz podnosił prawą rękę i zaciskał dłoń w pięść. Nie umieliśmy się domyślić, czego chce, on zaś nie potrafił nam tego powiedzieć, a im bardziej się starał, tym bardziej brakowało mu tchu, tak że po jakimś czasie pomiędzy jednym a drugim pomylonym, wymęczonym słowem z trudem już łapał powietrze. Niewinny uśmiech zniknął mu z twarzy, a desperacja przerodziła się niemal w panikę. Tim pomógł tacie wrócić na wózek i przewiózł go do salonu, a tam posadził przed telewizorem i żeby go czymś zająć, włączył kasetę z jednym z jego ukochanych czarno-białych filmów. Ja zostałam w sypialni i płacząc cicho, dokończyłam pakowanie, któremu ojciec najwyraźniej nie mógł podołać. Rankiem dotarło do taty, że przenosi się do domu opieki, i chociaż wyraził się jasno, że nie chce tam iść, zrozumiał chyba, że 12


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

musi. Teraz, po południu, wydaje się zwyczajnie zagubiony, a ja czuję, że dłużej już nie wytrzymam. Zaczynam go popędzać, bo ostatecznie pogodziłam się z myślą, że musimy to wreszcie mieć z głowy. U schyłku dnia, który donikąd nie prowadził, chyba jestem w końcu gotowa uciec się do metody „zerwania plastra” i jak najszybszego powierzenia taty opiece hospicyjnej. Szybko pcham jego wózek podjazdem, który Ruth, moja siostra, zbudowała na betonowych schodach, i dalej, na ścieżkę przecinającą frontowy trawnik. – Zamknij ścianę – rzuca tata przez ramię, oglądając się na Tima. W minionych tygodniach co jakiś czas kłóciłam się z ojcem, próbując go poprawiać, kiedy tak mylił słowa. Tim polecił mi, żebym się nie trudziła – tata nad tym nie panuje, a poprawianie go wcale nie rozwiąże problemu. Mój brat komunikuje się z ojcem zdecydowanie lepiej niż ja. Odpowiada bardzo łagodnym tonem: – Już zamykam te drzwi. Nic się nie martw. – Przepraszam za to wszystko – mówi tata i nagle wydaje się dokładnie tak samo zmęczony jak ja. – Już dobrze, tato – woła Tim, biegnąc ścieżką, żeby do nas dołączyć. – Nie pracujesz dziś, Timmy? Tim nie jest „Timmym” od co najmniej dwudziestu lat, jeśli nie liczyć pewnych rodzinnych sytuacji takich jak te, w których Jeremy chce go wkurzyć. Jeden mój brat ma czterdzieści dwa lata, drugi czterdzieści jeden, obaj zdobyli po kilka stopni naukowych, ale gdy tylko znajdą się w jednym pokoju, wciąż się przekomarzają jak nastolatkowie. Dziś bardzo bym chciała, by to dawne zdrobnienie oznaczało tylko tyle, że tata żartuje sobie wesoło z Tima tak jak Jeremy. – Wziąłem wolne – odpowiada spokojnie Tim. – Czy jedziemy do… no tam… – Tata marszczy czoło. Szuka właściwego słowa, odruchowo wymachując ręką w powietrzu 13


KELLY RIMMER

gdzieś przed sobą, po czym bezradnie zwiesza ramiona i wzdycha ciężko. – Czy jedziemy w to zielone miejsce? – Na pole golfowe? Nie, tato. Nie dzisiaj. Jedziemy do domu opieki, pamiętasz? Dopiero w tym roku dotarło do nas, że ojciec cierpi na demencję, i w takich chwilach jak ta znowu ogarnia mnie przerażenie, gdy pomyślę, jak długo to trwało, zanim to sobie uświadomiliśmy. Cztery lata temu tata przeszedł zawał, w następstwie którego stwierdzono u niego niewydolność serca. Jego stan systematycznie się pogarszał pomimo leków i rehabilitacji kardiologicznej, a pogorszeniu zdrowia fizycznego towarzyszyły pewne znaczące zmiany w osobowości i jak sądziliśmy, w funkcjach poznawczych. Stale brakowało mu słów, ale poza tym jego umysł wydawał się nietknięty. No i czy jest ktoś, komu nie zdarza się czasem szukać jakiegoś słówka? Gdzie zatem przebiega granica pomiędzy „nie tak bystry jak dawniej” a „cierpiący na zaburzenia neurologiczne”? Tim jest chirurgiem ortopedą, więc po latach szeroko zakrojonych studiów medycznych pewnie umiałby mi odpowiedzieć na to pytanie z najdrobniejszymi szczegółami. Jego oczy błyszczą jednak podejrzanie, gdy odprowadzamy tatę do samochodu, więc nie pytam. Tato wzdycha ciężko i kieruje uwagę znowu na mnie. Potrzebuje teraz stałego wspomagania oddechu i w jego nozdrzach nieustannie tkwią wąsy tlenowe. Czasem o tym zapominam i kiedy zerkam na jego twarz, znowu zaskakuje mnie ich widok, uświadamiający, co się właściwie dzieje – tata naprawdę umiera. Dowody są niezaprzeczalne… wąsy tlenowe, opuchnięta twarz, niezdrowy bladoszary odcień skóry. – Gdzie jest Noah? – pyta. – U Chiary. Moja teściowa uwielbia mego syna – swoje trzecie wnuczę, pierwszego w tym gronie chłopca. Dziś, kiedy podrzuciłam do niej Noaha, ledwo na niego spojrzała – zamiast tego mnie objęła i tuliła tak 14


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

długo, że w końcu musiałam się z jej uścisku uwolnić i szybko odejść. Lubię Chiarę, łączy nas świetna relacja. Okazuje się jednak, że naprawdę nie znoszę, kiedy mi współczuje, dlatego ten dzisiejszy uścisk był dziwnie żenującym doświadczeniem. – Odwiedziny? – mówi tata, natychmiast się ożywiając. – Innym razem, tato. Niedługo – obiecuję. Razem z moim rodzeństwem i ich współmałżonkami będziemy odtąd co dzień na zmianę odwiedzać tatę. Moja siostra, Ruth, przygotowała grafik wizyt w pierwszych dwóch tygodniach i powiesiła na lodówce w domu ojca, ale z jakiegoś powodu zostałam w nim pominięta. Ruth ma tyle na głowie, że taka pomyłka jest całkiem zrozumiała. Zauważyłam to kilka dni temu, jednak ciągle zapominam zadzwonić, żeby tę sprawę wyjaśnić. Pomagam tacie przesiąść się z wózka do samochodu, lecz kiedy chcę zamknąć drzwi, wyciąga rękę, żeby je przytrzymać. Nieruchomieje i w skupieniu marszczy czoło. Widzę jego twarz – te piękne niebieskie oczy podszyte smutkiem, opadające w kącikach usta. Rano Tim pomógł tacie się ogolić, tak że jego policzki są gładkie. Dopada mnie nagle wspomnienie, w którym tulę się do ojca po tym, jak się przewróciłam, dokładnie na tej samej ścieżce, pędząc któregoś ranka do szkolnego autobusu. Porządnie obtarłam wtedy kolano, a tato machnął kierowcy, żeby jechał, i obiecał, że sam odwiezie mnie do szkoły, kiedy się lepiej poczuję. Pamiętam, że tamtego dnia miał policzki szorstkie od zarostu, ale od ramion, którymi mnie oplatał, biło ciepło, a delikatny pocałunek w czoło natychmiast wypełnił mnie odwagą, dzięki której gotowa byłam się zmierzyć z płynącą mi po nodze strużką krwi. Wydaje się, jakby to było milion lat temu. Tak bardzo żałuję, że nie istnieje sposób, by mu odpłacić za tę przysługę, bym mogła mu dać takie poczucie bezpieczeństwa, jakie on tylekroć zapewniał mi przez te cztery dziesięciolecia. Ale uściski niewiele tu pomogą. Nic nie jest w stanie zmienić faktu, że nasz wspólny czas dobiega końca. – No, tato… – zaczyna Tim. 15


KELLY RIMMER

Ojciec jednak kręci gwałtownie głową, po czym spogląda wprost na mnie i mówi: – Beth. – Tak, tato? Jego wyraz twarzy w jednej chwili się zmienia – determinację zastępuje raptem obezwładniający smutek. W spojrzeniu pojawia się błaganie, a do oczu napływają łzy, gdy szepcze: – Przepraszam. – Nie masz za co przepraszać. – Mam – twierdzi z uporem i wyraźnie ogarnia go coraz większa frustracja wywołana pewnie moim nierozumiejącym spojrzeniem. – Ja… błąd i oczywiście nie tego. Bo jest mi przykro, a jej już nie ma. W tej chwili przede wszystkim dociera do mnie, jak bardzo mi brakuje jego swobody wypowiedzi. Problemy z komunikacją pogłębiały się przez ostatnie kilka miesięcy; teraz z ust taty dobywają się w najlepszym razie językowe strzępy nawiązujące do tego, co próbuje przekazać. – Tato… – Staram się wymyślić, co powiedzieć, ale nie umiem i razem z Timem przez chwilę tylko wpatrujemy się w niego skonsternowani, gdy usiłuje nam tłumaczyć. – Ja, gdy Gracie… sama. Pamiętasz? Jak to się mówi? Kiedy… i o n a wtedy przyszła, a ja próbowałem… – Do oczu znów napływają mu łzy i rozpaczliwie patrzy to na mnie, to na Tima, jakbyśmy mogli mu pomóc. – Wystarczy, tato – mówi stanowczo Tim, po czym dodaje delikatniej: – Już dobrze. Tylko się uspokój. Problemy językowe taty to pokłosie atrofii czołowo-skroniowej zwanej otępieniem semantycznym. Jego wspomnienia wciąż są nietknięte, za to ze sprawności językowej nie zostało prawie nic. Tim wzdycha ciężko i przesuwa dłonią po szpakowatej brodzie, a ja dopiero teraz zauważam, jaki jest zmęczony. Po raz pierwszy tego dnia wydaje mi się, że przeżywa to jeszcze bardziej ode mnie. 16


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

Znaleźliśmy się w okropnej sytuacji i wszystkim nam jest trudno, ale znam Tima i wiem, że to nie sama choroba ojca stanowi przyczynę jego udręki. W tym tygodniu powoli doprowadza go do obłędu typowe dla niego przesadne poczucie odpowiedzialności. Choć nie kto inny jak on jakimś cudem zdobył dla taty miejsce na oddziale hospicyjnym wspaniałego, nowego domu opieki na Mercer Island, to wciąż jeszcze, nawet w ostatniej chwili, próbuje znaleźć rozwiązanie, które pozwoli nam z tego miejsca jednak nie skorzystać. – Postępujemy słusznie – zapewniam go delikatnie. Próbowaliśmy połączenia domowej opieki pielęgniarskiej przez trzy, cztery dni w tygodniu z nocowaniem całego naszego rodzeństwa – Tima, Ruth i Jeremy’ego, i moim – w pozostałe dni. Funkcjonowaliśmy tak przez ostatnie siedem miesięcy, ale od początku było wiadomo, że nie jest to trwałe rozwiązanie, zwłaszcza w takiej sytuacji jak obecna, gdy tata wszedł w „ostatnią fazę” niewydolności serca. Tim mieszka czterdzieści minut jazdy stąd, w centrum Seattle, niedaleko swojego szpitala. Ma piękne mieszkanie, lecz na dwudziestym piętrze wysokościowca – niezbyt to odpowiednie miejsce dla taty, który miałby w nim dożyć swych ostatnich dni. Do tego jeszcze mój brat ma zupełnie szalone godziny pracy, a jego żona Alicia nie należy do najbardziej opiekuńczych osób. Ruth z kolei ma trójkę dzieci i prowadzi rodzinną firmę budowlaną. Jeremy jest profesorem nauk o Ziemi i jeśli nie uczy studentów, to podróżuje. Akurat teraz jest w Indonezji, gdzie prowadzi jakieś odczyty fal sejsmicznych czy czegoś takiego, a wiem, że drugi semestr następnego roku ma spędzić na uczelni w Japonii. Mój mąż Hunter i ja chyba jako jedyni w rodzinie moglibyśmy zaopiekować się tatą, bo przynajmniej na razie jestem przez cały czas w domu. Mieszkamy też niedaleko, więc po prostu wprowadzilibyśmy się do taty albo zabrali go do siebie – każdy z domów jest na tyle duży, że spokojnie by nas wszystkich pomieścił. Gdy 17


KELLY RIMMER

Jeremy próbował zasugerować takie rozwiązanie, powiedziałam mu, że niedługo wracam do pracy. Nie była to prawda, ale musiałam skłamać. Po cichu przedłużyłam urlop macierzyński o kolejne pół roku, jednak nie mam pojęcia, kiedy i czy w ogóle wrócę do placówki oświatowo-wychowawczej, w której pracowałam dotąd jako psycholog dziecięcy. Wiem zaś na pewno, że zwyczajnie nie podołam całodobowej opiece nad tatą… zwłaszcza ze świadomością tego, co się zbliża. – Żałuję, że nie możemy go zostawić w domu – mówi Tim milionowy już chyba raz. – Może powinienem był pomyśleć, żeby się tutaj wprowadzić… Podchodzę bliżej, obejmuję go ramieniem w pasie i kładę głowę na jego barku. – Daj spokój, Tim. Bądź realistą. Te dojazdy by cię wykończyły. Dojazdy albo własna żona. Przez ostatnie siedem miesięcy Tim opiekował się tatą przynajmniej raz w tygodniu – zwykle w swój jedyny wolny dzień, czasem przyjeżdżając wprost z nocnego dyżuru. Alicia towarzyszyła mu kilka razy, lecz nagle przestała w czymkolwiek pomagać. O ile wiem, jest teraz bardzo zajęta udawaniem „osobowości medialnej”. Ponieważ ostatnią fuchę jako aktorka czy modelka dostała co najmniej dziesięć lat temu, owo bycie „osobowością medialną” oznacza chyba przesiadywanie do południa w siłowni, a po południu ze znajomymi celebrytami w nadziei, że się załapie na jakąś fotkę paparazzich, by móc ponarzekać na brak prywatności. To prawda, że nigdy nie przepadałam za Alicią, ale decyzję, by tkwić bezczynnie, kiedy wszyscy zmagaliśmy się z opieką nad ojcem, nieprędko uda mi się jej wybaczyć. Jeremy od niedawna jest znowu singlem, lecz jego była dziewczyna Fleur też kilka razy starała się nas wesprzeć. Także mój mąż, Hunter, i mąż Ruth, Ellis, robili wszystko, żeby nam pomóc. Do diaska, nawet rodzice Huntera, Chiara i Wallace, pełnili dyżury, zwłaszcza po 18


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

narodzinach Noaha, kiedy zwyczajnie nie mogłam przyjechać do taty. To była praca zespołowa: Drużyna „Walshowie i Przyjaciele” – minus Alicia. I owszem, chyba jestem z tego powodu trochę rozgoryczona. – Dobrze się czujesz? – pyta mnie nagle Tim. Krzywię się i kiwam głową w stronę taty. – Bywało lepiej. – Właściwie nie chodzi mi o sytuację z tatą. Raczej… tak w ogóle. – Wypowiada te słowa tak ostrożnie, jakby na palcach starał się pokonać pole minowe. Spoglądam na niego zdziwiona. – Zdajesz sobie sprawę, że uciekasz się do defleksji? – A czy ty zdajesz sobie sprawę, że sama się do niej uciekasz? – odparowuje. Patrzymy na siebie przez chwilę, po czym oboje jednocześnie odpuszczamy i z pewnym oporem się uśmiechamy. – Posłuchaj, wszyscy jesteśmy teraz bardzo zajęci i czujemy się nieco przytłoczeni. Chcę tylko, byś wiedziała, że zawsze znajdę czas, jeśli będziesz miała ochotę porozmawiać. – Nic mi nie jest – zapewniam go. – Nie umiem się domyślić, co ci siedzi w głowie, Beth. Czasem się niepokoję, że nie dociera do ciebie, jak mało czasu mu zostało. Innym razem znowuż się martwię, że jesteś tego aż za bardzo świadoma… i może nie do końca sobie z tym radzisz? – Dużo się dzieje – mówię i zerkam na zegarek. – Naprawdę musimy już jechać. Tim wzdycha, po czym przytula mnie szybko i przechodzi na drugą stronę samochodu, żeby usiąść za kierownicą. Jeszcze jeden, ostatni raz oglądam się na dom, świadoma, że od teraz to już nie będzie „dom taty”, tylko „dawny dom taty”. Aż do tego roku, dopóki mógł swobodnie mówić, tato miał swoje powiedzenie – wszystko się zmienia. Odkąd pamiętam, 19


KELLY RIMMER

słowa te stanowiły domyślną reakcję na niemal każdą sytuację w naszym życiu. Gdy byłam dzieckiem, wypowiadał je tak często, że brzmiały dla mnie jak oklepany, pozbawiony znaczenia frazes – ale nie da się zaprzeczyć, że tato szczerze wierzył w tę sentencję. „Wszystko się zmienia” niosło mu pociechę w trudnych chwilach. Przypominało, by zachować pokorę, gdy wiodło się lepiej. A teraz, kiedy siedzę na tylnej kanapie samochodu, a dom powoli kurczy się we wstecznym lusterku, słowa te w kółko plączą mi się po głowie – prosta, acz niezaprzeczalna prawda. Lata bywały dobre i złe, jedne bardzo się ciągnęły, inne przemijały zbyt szybko… ale wszystko się zmienia i najlepsza, najradośniejsza era naszego życia rodzinnego dobiegła końca.

Grace 4 PAŹDZIERNIKA 1957 ROKU

Moja córeczka kończy dzisiaj roczek. U niektórych tak przełomowy moment wywołuje słodko-gorzkie odczucia. Wszak pierwsze urodziny oznaczają pożegnanie z bezradnym niemowlęciem i początek przemiany najpierw w ciekawskiego brzdąca, potem w rezolutnego przedszkolaka i tak dalej, i tak dalej, aż bezradne pisklę staje się w pełni opierzonym osobnikiem, który musi opuścić gniazdo. Pierwsze urodziny to namacalny dowód na to, że niewinny czas wychowywania dziecka nie trwa w nieskończoność. Nie żal mi okresu niemowlęctwa. Nie będzie mi brakowało mlecznego zapachu jej czółka ani intensywności, z jaką wpatrywała się w moją twarz, gdy ją karmiłam nad ranem. Nie będę jedną z tych matek, które lamentując nad upływem czasu czy smęcąc, jak to znowu chciałyby czekać na dziecko, marzą, żeby cofnąć zegar i rozpocząć wszystko od nowa. Nie, dla mnie zamknięcie tego 20


WSZYSTKO CO UKRYWAMY

rozdziału to powód do świętowania, bo jeśli historia się powtórzy, moje życie wkrótce znowu będzie lepsze. Ze względu na swoje małżeństwo i swoje zdrowie psychiczne naprawdę nie mogłam się już tego dnia doczekać. Nie mieliśmy pieniędzy na prezent i z tego powodu czuję smutek. Jestem pewna, że mnie na pierwsze urodziny rodzice obsypali prezentami, których jako tak małe dziecko nie potrafiłam nawet zrozumieć czy docenić, ale dzieciństwu mojej córki towarzyszą zupełnie inne okoliczności. Wychowuje się w skromnym domu w skromnej okolicy. Dzieli pokój z siostrą, bo choć ciągle budzą się nawzajem, mamy tylko trzy sypialnie, więc nikt z sześcioosobowej rodziny nie może liczyć na własny kąt. Sama dorastałam w domu tak dużym, że moja siostra i ja nigdy nie musiałyśmy przebywać w tym samym pomieszczeniu, chyba że same tego chciałyśmy. To dziecko dorasta zaś w mieszkaniu komunalnym, gdzie normą jest, że ledwo się wiąże koniec z końcem, a kiedy podrośnie i zdobędzie przyjaciół, będzie chodziło na urodziny, na których tort będzie tylko taki, na jaki uda się zaoszczędzić. Wychowywałam się w miejscu, gdzie ojcowie byli bankierami, prawnikami i politykami, a matki wynajmowały sprzątaczki i cukierników, by móc spędzać czas w salonach piękności. Moja matka zajmowała się dobroczynnością i sobą samą i choć czasami zachowywała się bardzo sztywno, to nie pamiętam, bym wątpiła kiedyś w to, że mnie kocha. Była stateczna i przewidywalna pod względem nastroju i temperamentu, silna i kompetentna jako matka i jako kobieta. Nosiła tytuły „żony” i „matki”, jakby to była korona, a nie spoczywające na jej barkach ciężkie brzemię. Gdybym mogła zmienić coś w życiu swojej córki, gdybym mogła jej coś dać, nie byłyby to prezenty urodzinowe, nie byłby to ładniejszy dom przy lepszej ulicy. Nie, gdybym mogła w naszej sytuacji zmienić tylko jedną rzecz, wybrałabym dla niej inną matkę. Wdzięczna jestem za wszystkie przyjemności swojego dzieciństwa, ale uczucie największej wdzięczności wywołuje u mnie 21


KELLY RIMMER

ta stateczna niezawodność, którą widziałam we własnej matce; sama jednak swoim dzieciom takiej pewności ofiarować nie umiem. Zasługują na lepszą mamę niż ta, którą obdarzyli je Bóg, los czy opatrzność, ale jestem na tyle samolubna, że modlę się nie o to, by się dla nich zmienić, lecz by znaleźć w sobie odwagę i odejść. Przez macierzyństwo dręczy mnie poczucie bezradności i znużenia, uwięzienia we własnych lękach i porażkach. Niczym skóra na moim brzuchu po tylu ciążach w tak krótkim czasie czuję się rozciągnięta tak, jakbym już nigdy nie miała wrócić do właściwego kształtu. Wszystko wydaje się beznadziejne. Ja sama czuję się beznadziejna. Lecz uczucia, nawet te wyraźne, niekiedy kłamią, po trzech latach wiem o tym aż za dobrze. Trzymam się już dość długo – być może ledwo, ledwo, ale się trzymam, a gdy cierpienie minie, będę z siebie dumna. Jeszcze chwila i znowu powinnam się poczuć jak człowiek. Do mojej duszy wniknie ciepło, a do świata powróci kolor. Nieme łzy ustąpią miejsca szczerym uśmiechom. Szloch ustąpi śmiechowi. Lęk nadziei. Wściekłość opanowaniu. Żądza, by szaleć i zadawać ból, raz jeszcze przerodzi się w wewnętrzną potrzebę kochania. Jeśli zdołam powstrzymać chaos… jeśli zdołam zatrzymać burzę… jeśli tylko zdołam jeszcze przez moment utrzymać się przy tym życiu, słońce znów wyjdzie zza chmur i życie rozpocznie się od nowa. Sto lat, moja kochana Beth. Oby w tym roku życie naprawdę rozpoczęło się dla nas wszystkich od nowa.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Wszystko, co ukrywamy by SIW Znak - Issuu