do czytania
pod redakcją
Zdzisława Najdera i
Romana Kuźniara
Znak Horyzont Kraków 2016
Spis treści Zdzisław Najder Słowo jako czyn . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Roman Kuźniar Słowo w poszukiwaniu wielkości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17
1. Konspirator 1. Elity i klasa pracująca. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2. Jak stałem się socjalistą. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3. Czym jest Polska Partia Socjalistyczna?. . . . . . . . . . . 4. Podwójne kajdany . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5. Proletariat żydowski na Litwie . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6. Pół roku „Robotnika”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7. Bunt więzienny w Irkucku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8. Bibuła – wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9. Bibuła – fragmenty rozdziału Kolporterka . . . . . . . . . 10. Bibuła – zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11. Dlaczego walczę?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
31 34 44 49 51 62 64 77 81 94 99
II. Zakochany 12. Listy do Leonardy Lewandowskiej . . . . . . . . . . . . . . . 105 13. Listy do Aleksandry Szczerbińskiej . . . . . . . . . . . . . . 115
SPIS TREŚCI
III. Komendant Legionów 14. Jesteście żołnierzami. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 15. Na posterunku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 125 16. Rozkaz na pierwszą rocznicę wybuchu wojny. . . . . . 127 17. Moje pierwsze boje: Ulina Mała . . . . . . . . . . . . . . . . . 129 18. O wartości żołnierza Legionów – fragmenty. . . . . . . . 170 19. W dziesiątą rocznicę powstania Legionów . . . . . . . . 190 20. Odważni myślą . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 21. Samotność legionistów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221 22. Było warto . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 224
IV. Naczelnik Państwa – mąż stanu 23. Siła i rozum . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 229 24. Była nas garstka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 231 25. Budowanie armii polskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 234 26. O armii narodowej. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 236 27. Polska i Ukraina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243 28. Przemówienie na Radzie Obrony Państwa. . . . . . . . . 245 29. Rozkaz na zakończenie wojny. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251 30. O powodach spiesznego powołania Sejmu Ustawodawczego. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 254 31. Charakterystyki generałów. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 32. Toast na cześć prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 266 33. Pożegnanie z wojskiem. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 267 34. Wspomnienia o Gabrielu Narutowiczu – fragmenty. . 283 35. Rok 1920 – fragmenty. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 314 36. Braterska waśń . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 322 37. Rok 1863 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 325 38. Przemówienie przy składaniu prochów Słowackiego na Wawelu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 347 Od wydawcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 353 Spis źródeł . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 354
I Konspirator
1. Elity i klasa pracująca1 Wilno, 18 maja
Gdyby ode mnie zależało kierownictwo sprawy rusyfikacji kraju tutejszego, doprawdy użyłbym do tego naszych klas uprzywilejowanych. Jesteśmy Polacy, a więc popędy stańczykowskie są w nas bardzo silne; dosyć jest na nas kiwnąć palcem, a zagrzmi wśród nas okrzyk: „przy Tobie, Panie, stoimy i stać chcemy”. Przykładów tej wstrętnej skłonności mógłbym przytoczyć mnóstwo. Oto na przykład nasze panie arystokratki i panie mające pretensje do arystokracji jadą nieproszone z wizytą do p. Orżewskiego, który jeszcze nie zdążył zmyć z rąk krwi nieszczęśliwych krożan2. Oto dalej adwokaci, kwiat naszej inteligencji, ostentacyjnie żegnają urzędnika, Artykuł z emigracyjnego czasopisma polskich socjalistów „Przedświt” z maja 1894 roku. Tytuły tekstów od redakcji. Szczegółowy spis źródeł wraz z pełnymi tytułami znajduje się na końcu książki (jeśli nie zaznaczono inaczej, przypisy pochodzą od redakcji). 2 Mieszkańcy miasta Kroże na Żmudzi w 1893 roku sprzeciwili się przebudowie kościoła na cerkiew. Władze carskie wezwały kozaków, którzy dokonali masakry mieszkańców. 1
31
PIŁSUDSKI DO CZYTANIA
członka sądu okręgowego, który niezbyt dawno nie pozwalał świadkom nieumiejącym po rosyjsku odpowiadać po polsku, pomimo że na to pozwala samo bezlitosne rosyjskie prawo. A nasza szanowna rada miejska, składająca się przeważnie z Polaków, która pozwala swemu burmistrzowi, p. Gołubinowowi, usuwać z urzędów miejskich Polaków, a naznaczać Rosjan. Panowie radni na Gołubinowie wyszli jak Zabłocki na mydle. Byli przekonani, że ten, jako szalenie głupi, będzie się powodował zdaniem ludzi, których mu przystawią jako członków zarządu. Tymczasem p. Gołubinow okazał się dostatecznie mądrym, by wszędzie postawić na swoim; pomimo opozycji rady, na miejsce architekta miejskiego naznaczył Rosjanina, pomimo tejże opozycji na miejsce weterynarza wsunął kacapa itd. Nasze klasy uprzywilejowane, jak zresztą to się dzieje na całym świecie, ideowo zbankrutowały i ugrzęzły w błocie sobkostwa i obrony „pozytywnych” (czytaj kieszeniowych) interesów. Przodownictwo w postępowym ruchu ludzkości stanowczo wypada w udziale klasie dotychczas upośledzonej – klasie pracującej. Na nieszczęście, u nas, głównie dzięki szalonemu uciskowi politycznemu i narodowościowemu, którego ostrze pozornie jest skierowane przeciwko wszelkim posiadaczom, a w gruncie rzeczy całym ciężarem spada na barki pracujących (czego, mówiąc nawiasem, nie chce zrozumieć niejeden doktryner), dzięki temu uciskowi świadomość swej siły i swych interesów bardzo powoli się rozpowszechnia wśród szerszej masy pracujących. W każdym razie zaznaczyć trzeba, że ślady wzrastania tej świadomości od czasu do czasu już się dają spostrzegać. Za przykładem Żydów krawców, o których strejku donosiłem wam w zeszłym roku, wśród 32
I. Konspirator
chrześcijańskich rzemieślników przejawia się niekiedy niezadowolenie ze zbytecznej troskliwości pp. majstrów o wyciskanie ze swych białych murzynów jak największej ilości krwi i potu. W jednym na przykład warsztacie, gdzie pracowały wyłącznie kobiety i jak pracowały – po 18 (!) godzin na dobę – po parodniowym strejku podwyższono płacę i zmniejszono czas pracy do 12 godzin. Teraz znowu zastrejkowali czeladnicy u majstra szewskiego Skindera, domagając się podwyższenia ich marnego zarobku. Strejk trwa już 2 tygodnie. W drugim znowu szewskim warsztacie p. majster nie pozwalał czytać najlegalniejszych książek przy robocie, dzięki jednak wymaganiom swych robotników musiał ustąpić. Wszystko to są strejki drobne, w każdym z nich uczestniczy bardzo nieliczna (do 20) garstka ludzi, lecz przyjąć trzeba pod uwagę, że same nawet warunki życia rzemieślników poza czasem pracy stają na przeszkodzie rozwojowi ruchu. Ogromna większość czeladników bowiem mieszka u swych majstrów, ciągle jest pod czujnym dozorem i okiem swego wyzyskiwacza. Dalej, warsztaty są drobne, każdy z nich zajmuje niewielu ludzi, więc możność skomunikowania się i szerszego obgadania swej sprawy jest ogromnie utrudnioną. Ogromnie też psuje sprawę przyjęta u nas wszędzie płaca akordowa, od sztuki. W każdym razie można być pewnym, że ruch robotniczy w Wilnie, pomimo swych pierwszych, słabych jeszcze kroków, wzrośnie niebawem tak, jak wzrósł on i w innych miejscowościach Polski. Rom3
3
Romantyk?
2. Jak stałem się socjalistą 1 Nazwałem siebie socjalistą w roku 1884. Mówię – nazwałem, bo nie oznaczało to wcale nabycia niezłomnych i utrwalonych przekonań o słuszności idei socjalistycznej. Byłem wówczas w gimnazjum wileńskim, należałem do kółka „Spójnia”, zawiązanego kilka lat przed tym, i razem ze swymi kolegami uległem modzie socjalistycznej, którą nam przywieźli starsi koledzy, studenci Uniwersytetu Petersburskiego. Otwarcie wyznaję, że była to moda, bo inaczej trudno mi nazwać ówczesną epidemię socjalizmu, która ogarnęła umysły młodzieży, rewolucyjnie czy tylko opozycyjnie usposobionej. Ogarnęła zaś do tego stopnia, że nikt z inteligentniejszych i energiczniejszych mych kolegów nie uniknął w swym rozwoju przejścia przez etap socjalistyczny. Jedni zo stali już socjalistami, drudzy przeszli do innych obozów, trzeci wreszcie wyrzekli się wszelkich aspiracji społecznych, lecz każdy z nich przez czas dłuższy lub krótszy był socjalistą. Artykuł z lwowskiego czasopisma dla młodych socjalistów „Promień” z 1903 roku. Powstał jako odpowiedź na przeprowadzaną przez redakcję ankietę. 1
34
I. Konspirator
Przede wszystkim więc, mówiąc o sobie, muszę wyjaśnić, czemu byłem w owym czasie rewolucyjnie usposobionym. Urodziłem się na wsi, w szlacheckiej rodzinie, której członkowie, zarówno z tytułu starożytności pochodzenia, jak i dzięki obszarowi posiadanej ziemi, należeli do rzędu tych, co niegdyś byli nazywani bene nati et possessionati. Jako possessionatus, nie zaznałem długo żadnej troski o materialne rzeczy i otoczony byłem w dzieciństwie pewnym komfortem. A że rodzeństwo moje było liczne i rodzice względem nas byli bardzo łagodni i serdeczni, mógłbym nazwać swe dzieciństwo – sielskim, anielskim. Mógłbym – gdyby nie zgrzyt jeden, zgrzyt, który sępił czoło ojca, wyciskał łzę z oczu matki i głęboko się wrażał w mózgi dziecięce. Tym zgrzytem było świeże wspomnienie o klęsce narodowej 1863 r. (urodziłem się w 1867 r.). Matka, nieprzejednana patriotka, nie starała się nawet ukrywać przed nami bólu i zawodów z powodu upadku powstania, owszem, wychowywała nas, robiąc właśnie nacisk na konieczność dalszej walki z wrogiem ojczyzny. Od najwcześniejszego dzieciństwa zaznajamiano nas z utworami naszych wieszczów, ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono historii polskiej, kupowano książki wyłącznie polskie. Ten patriotyzm rewolucyjny nie miał określonego kierunku społecznego. Matka z naszych wieszczów najbardziej lubiła Krasińskiego, mnie zaś od dzieciństwa zachwycał zawsze Słowacki, który też był dla mnie pierwszym nauczycielem zasad demokratycznych. Były one, naturalnie, u dziecka bardzo niejasne i mgliste, lecz przy moim żywym i nieco przekornym charakterze utrwalały się przy każdym sporze, które niekiedy matka żartem prowadziła. 35
PIŁSUDSKI DO CZYTANIA
Poza książkami tyczącymi się Polski czytałem dosyć dużo najróżnorodniejszych książek, wszystko, co mi tylko nawinęło się pod rękę. Najwyższe wrażenie sprawiały na mnie książki opisujące byt narodów klasycznych – Greków i Rzymian. Prawdopodobnie dlatego, że były przepełnione szczegółami walk o ojczyznę i opisami bohaterskich czynów. Oprócz tego byłem rozkochany w Napoleonie i wszystko, co się tego mego bohatera tyczyło, przejmowało mnie wzruszeniem i rozpalało wyobraźnię. Wszystkie zaś marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja. To ostatnie zresztą było zupełnie usprawiedliwionym. W owym czasie Rosja wylała na Litwę szumowiny swoje, najpodlejsze elementy, jakie posiadała, a opowiadania o łajdactwach i barbarzyństwie tej hordy Murawjowa były na ustach wszystkich. Zaznaczyć jeszcze dla ścisłości muszę, że matka od najwcześniejszych lat starała się rozwinąć w nas samodzielność myśli i podniecała uczucie godności osobistej, które w moim umyśle formułowało się w sposób następujący: tylko ten człowiek wart nazwy człowieka, który ma pewne przekonanie i potrafi je bez względu na skutki wyznawać czynem. Z takim usposobieniem i poglądami, o ile dziecinne myśli poglądami można zwać, wszedłem w progi szkolne. Zostałem uczniem pierwszego gimnazjum wileńskiego, mieszczącego się w murach dawnego Uniwersytetu Wileńskiego, byłej Alma Mater Mickiewicza i Słowackiego. Wyglądało tu, naturalnie, inaczej niż za ich czasów. Gospodarzyli tu – uczyli i wychowywali 36
I. Konspirator
młodzież – pedagodzy carscy, którzy do szkoły wnosili wszystkie namiętności polityczne, a za system mieli możliwe zgnębienie samodzielności i godności osobistej swych wychowanków. Dla mnie epoka gimnazjalna była swego rodzaju katorgą. Byłem, co prawda, chłopcem dosyć zdolnym, nigdym się nie zamęczał pracą i z łatwością przechodziłem z klasy do klasy, lecz gniotła mię atmosfera gimnazjalna, oburzała niesprawiedliwość i polityka pedagogów, nużył i nudził wykład nauk. Wołowej skóry by nie starczyło na opisanie bezustannych poniżających zaczepek ze strony nauczycieli, hańbienia wszystkiego, com się przyzwyczaił szanować i kochać. Jak silnym było wrażenie tego systemu pedagogicznego na mój umysł – można sądzić z tego, że dotąd jeszcze, gdym już przeszedł przez więzienia i Sybir i miał do czynienia z czynownikami różnego gatunku, w każdym przykrym śnie odgrywa taką lub inną rolę którykolwiek z moich miłych pedagogów wileńskich. W takich warunkach nienawiść moja do carskich urządzeń, do ucisku moskiewskiego wzrastała z rokiem każdym. Bezsilna wściekłość dusiła mię nieraz, a wstyd, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę znosić w milczeniu deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i ich historii, palił mi policzki. Uczucie przygnębienia, uczucie niewolnika, którego w każdej chwili, jak robaka, zgnieść mogą, leżało mi na sercu kamieniem młyńskim. Lata mego pobytu w gimnazjum zaliczam zawsze do najprzykrzejszych w swym życiu. Marząc ciągle o powstaniu, zacząłem się wówczas zastanawiać, czemu dotychczasowe się nie udały. Książek odpowiednich nie było, kłopoty majątkowe nieco 37
PIŁSUDSKI DO CZYTANIA
oddaliły moich rodziców od dzieci, w rozmowach zaś starszych o ostatnim powstaniu mówiono bardzo mało, a to, co mówiono, było dla mnie wstrętnym – uważano bowiem, że powstanie było nie tylko błędem, lecz i zbrodnią. Ze specjalną więc ciekawością czytałem to, co mogłem dostać, o rewolucji francuskiej. Podłoża społecznego tego ruchu, naturalnie, nie rozumiałem, natomiast byłem zachwycony zapałem i zajadłością rewolucyjną oraz udziałem wielkich mas ludowych. A gdym się zapytał, czemu my, Polacy, nie zdobyliśmy się na taką energię rewolucyjną, znalazłem jedyną odpowiedź – byliśmy i jesteśmy gorsi od Francuzów. Był to wielki cios zadany mojej dumie narodowej, lecz czekał mię jeszcze silniejszy. W owe czasy głośną była na całym świecie walka Narodnej Woli rosyjskiej z caratem. Odgłosy tej walki dochodziły, naturalnie, do Wilna i bohaterstwo jej nie mogło nie imponować mojej romantycznej głowie. Zarazem w Polsce było cicho. Proletariat, który wówczas działał w Warszawie, o tyle był słabym, że wpływy jego prawie nie dochodziły do Wilna, a poza nim w społeczeństwie polskim, wyczerpanym walką 1863 r., było tyle strachu, tyle czarnej reakcji, tyle oburzenia na każdą myśl żywszą, że porównanie Rosji z Polską wypadało wówczas dla mnie zawsze na korzyść Rosji. Byłem tym wprost upokorzony i stałem na rozdrożu. W tym właśnie czasie przyszła socjalistyczna moda. Moda ta dla nas, wilnian, szła ze wschodu, z Petersburga. Dla siebie osobiście uważam to za szczęście. Gdybym się spotkał w owe czasy z socjalizmem warszawskim, negującym otwarcie sprawy narodowościowe i występującym przeciwko tradycji powstańczej, byłbym tak opornym na jego wpływy, że razem z tymi niepotrzebnymi, według mnie, dodatkami odrzuciłbym 38
I. Konspirator
i samą ideę socjalistyczną. Petersburski socjalizm nie wymagał tej ofiary ode mnie, a zarazem dawał mi pewną nić przewodnią, pewien światopogląd, który wobec rozbicia poprzedniego z łatwością zajął jego miejsce. Petersburski, a raczej rosyjski ówczesny socjalizm nie był wcale tym, co obecnie ludzie nazywają tym imieniem. Była to dosyć dziwaczna mieszanina krytyki socjalistycznej burżuazyjnego ustroju z anarchistycznym ideałem samorządnych komun oraz z reakcyjną do pewnego stopnia wiarą w naród rosyjski, w którym jakoby, w przeciwieństwie do burżuazyjnego Zachodu, tkwiły pierwiastki komunistyczne w całej okazałości. Dla Europy socjalizm ten był nadkrytycznym, dla Rosji zaś pobłażliwym i w owym czasie przetwarzał się w najzwyczajniejszy radykalizm inteligencki, w którym ów mesjanizm rosyjski służył jako parawanik dla zakrycia braku pracy nad podniesieniem świadomości rosyjskiego ludu pracującego. W umysłach młodzieży polskiej w Wilnie ten dziwny socjalizm przełamywał się w sposób rozmaity. Niektórzy pod jego wpływem rusyfikowali się zupełnie i zrywali ze wszystkim, co polskie. Inni – a do tych należałem i ja – przyjmowali do pewnego stopnia, naturalnie bez sprawdzenia, twierdzenia rosyjskie o ich narodzie, natomiast główną zwracali uwagę na krytykę ustroju burżuazyjnego w Europie, którą to krytykę, naturalnie, przenosiliśmy i na swoje własne społeczeństwo. Studia swoje nad socjalizmem odbywaliśmy, czytając rozmaite rosyjskie utwory publicystyczne, dzie ła Laveleye’a2 i Iwaniukowa3. Co do mnie, rosyjskiej 2 3
Émile de Laveleye (1822–1892), ekonomista belgijski. Iwan Iwaniukow (1844–1912), ekonomista rosyjski. 39
PIŁSUDSKI DO CZYTANIA
publicystyki – Dobrolubowych4, Pisarewych5, Czerny szewskich6, Michajłowskich7 – nie znosiłem. Nużyła mię ta rozwlekła gadanina, niejasna i mglista, z mnóstwem aluzji do wypadków z życia społecznego i literackiego Rosji, która dla mnie była zupełnie obcą. Parę rzeczy tych pisarzy, którzy stanowili niezbędną szkołę każdego z socjalistów rosyjskich, przeczytałem dopiero na wygnaniu, kilka lat potem, i przyznam się, zwykle działały one na mnie strasznie usypiająco. Takim płytkim bardzo socjalistą wyruszyłem w 1885 r. do Uniwersytetu Charkowskiego. Polska młodzież, którą tu zastałem, nie zaimponowała mi. Była dosyć apatyczną, bez żadnych silniejszych aspiracji społecznych, ci zaś, co je mieli, byli prawie zupełnie zrusyfikowani. Rosyjscy studenci byli bardziej żywi, energiczni i ruchliwi. Starano się wciągnąć mnie do organizacji studenckiej Narodnej Woli, lecz stanowczo się temu oparłem, chodziłem tylko na posiedzenia kilku kółek samokształcenia, gdzieśmy czytali również nudnego dla mnie Ławrowa8. Książek polskich było tu mało, tęskniłem więc do kraju i do innego środowiska. Nieco zelektryzowała mię wiadomość o Proletariacie w Warszawie – akurat wówczas odbywał się sąd nad proletariatczykami, lecz żadnych informacji o nim wówczas zasięgnąć nie mogłem. Nikołaj Dobrolubow (1836–1861), rosyjski myśliciel, publicysta i krytyk literacki. 5 Dmitrij Pisariew (1840–1868), rosyjski krytyk literacki i publicysta, toretyk nihilizmu. 6 Nikołaj Czernyszewski (1829–1889), ekonomista i publicysta, jeden z pierwszych socjalistów rosyjskich. 7 Nikołaj Michajłowski (1842–1904), krytyk literacki, socjolog i publicysta rosyjski. 8 Piotr Ławrow (1823–1900), filozof, publicysta i działacz polityczny. 4
40
I. Konspirator
Przyszedłem tylko do przekonania, że trzeba zawiązać jakąś organizację, która by wypracowała program roboty socjalistycznej i u nas w domu. Z tą myślą zwierzyłem się z tego projektu paru kolegom wilnianom po powrocie z uniwersytetu na wakacje. Koledzy zgodzili się na to i uformowało się kółko składające się ze studentów petersburskich oraz mnie i kilku kolegów, którzy po ukończeniu gimnazjum pozostali w Wilnie. Postanowiliśmy wydawać dla siebie samych pisemko hektografowane i pracować nad wypracowaniem programu odpowiadającego potrzebom kraju. Wobec tego, że dzięki drobnym uchybieniom formalnym władza uniwersytecka w Charkowie wzbraniała się przyjąć mię na następny rok do uniwersytetu, postanowiłem rok ten pozostać w Wilnie, by potem jechać za granicę dla dalszego kształcenia się. W tym to czasie trafiły mi do rąk po raz pierwszy broszurki socjalistyczne polskie – Młota Kto z czego żyje i Liebknechta W obronie prawdy. Podobały mi się one znacznie więcej i trafiły bardziej do przekonania niż czytane dotychczas odpowiednie wydawnictwa Narodnej Woli. Zatem postanowiłem bliżej się zapoznać z samym socjalizmem i przeczytałem po rosyjsku pierwszy tom Kapitału Marksa. Nie powiem, by ta lektura sprawiła na mnie wielkie wrażenie. Chociaż wpływ rosyjski był niewielki, zdołał jednak zrobić pewne anarchistyczne spustoszenia w mej głowie. Abstrakcyjna logika Marksa oraz panowanie towaru nad człowiekiem nie pasowało do mego mózgu. W każdym razie lektura ta pogłębiła znacznie moje poglądy na społeczeństwo i bezwiednie zacząłem ulegać wpływowi logicznie zbudowanej koncepcji Marksa. Zresztą nie bardzo miałem czas na zastanawianie się nad sprawami teoretycznymi. Prowadziłem parę kółek 41
PIŁSUDSKI DO CZYTANIA
samokształcenia, zawiązałem trochę stosunków z robotnikami wileńskimi, zbierałem książeczki ludowe, hektografowałem nasze pisemko. Roboty było huk. Kółko nasze programu żadnego nie wypracowało, wyklarowało się jedynie, że wszyscy kładziemy nacisk na sprawę obrony od brutalnego wynaradawiania ludu, praktykowanego przez rząd rosyjski na Litwie. Z polskim ruchem w Królestwie nie mieliśmy nic wspólnego, bo był to czas zupełnego rozbicia Proletariatu. Na początku roku 1887 zostałem aresztowany w sprawie zamachu na życie Aleksandra III, do której to sprawy ja i brat starszy, wówczas student petersburskiego uniwersytetu, wypadkowo byliśmy zamieszani. Brat poszedł na katorgę, mnie skazano na pięć lat wygnania do Wschodniej Syberii. I tu dopiero, gdym spokojnie mógł rozmyśleć nad wszystkim, com przeszedł, stałem się tym, czym jestem. Przede wszystkim wyleczyłem się gruntownie z resztek ówczesnego rosyjskiego wpływu i przy bliższym poznaniu jak mnóstwa przedstawicieli ruchu rosyjskiego, tak również i literatury oraz publicystyki rosyjskiej, przestałem przeceniać znaczenie i siłę rewolucji rosyjskiej. W ten sposób oczyściłem sobie niejako drogę dla wpływów zachodnioeuropejskich. Następnie w Syberii, gdzie, wobec braku kultury, czynniki społeczne występują bez obsłonek w całej swej nagości, przyjrzałem się bliżej maszynerii caratu oraz jego wpływowi na życie ludzkie w samej Rosji i znienawidziłem ten potwór azjatycki, pokryty pokostem europejskim, jeszcze bardziej. Wreszcie rozmyślania i książki (tu, zniechęcony Spencerem9, przeczytałem jeszcze raz Marksa) ugruntowały 9
Herbert Spencer (1820–1903), angielski filozof i socjolog. 42
I. Konspirator
mię w socjalizmie. Zrozumiałem wówczas, że nie jest on tylko ideą szlachetnych ludzi, marzących o uszczęśliwieniu ludzkości, lecz staje się realną potrzebą ogromnej masy ludu pracującego z chwilą, gdy kulturalny i społeczny rozwój umożliwia mu zrozumienie zasad tej idei. A gdym się zastanawiał nad narodem, z którym mię wiązało wszystko, co cieszy, i wszystko, co boli, wszystko, co we mnie myśli, i wszystko, co czuje, przychodziłem do przekonania, że moje dziecinne marzenia i rojenia zespalają się z moim młodzieńczym światopoglądem. S o c j a l i s t a w P o l s c e d ą ż y ć m u s i d o n i e p o d l e g ł o ś c i k r a j u, a n i e p o d l e g ł o ś ć j e s t z n a m i e n n y m w a r u n k i e m zwyc i ę s t w a s o c j a l i z m u w P o l s c e. Na Syberii również poznałem dokładniej pierwsze kroki socjalizmu w Polsce. Jako kolegów wygnania miałem towarzysza Landego10 i kilku proletariatczyków, oprócz tego miałem możność przeczytania wielu socjalistycznych wydawnictw polskich, z którymi nie spotykałem się w Wilnie. Ostatecznie postanowiłem po powrocie do kraju wstąpić do Proletariatu i starać się o zreformowanie go w kierunku, który obecnie nazywa się PPS-owym. A że byłem odcięty od kraju i dalsze (po 1887 r.) ewolucje socjalizmu u nas były mi nieznane, z tym postanowieniem przyjechałem do domu w drugiej połowie 1892 r. i... ku wielkiej swej radości przekonałem się, że moja zamierzona praca reformatorska już jest zbyteczną.
Stanisław Landy (1855–1915), jeden z pierwszych socjalistów polskich.
10