After_You_sklad.indd 2
2016-05-11 15:17:31
JOJO MOYES
Kiedy odszedłeś tłumaczenie Nina Dzierżawska
After_You_sklad.indd 3
2016-05-11 15:17:31
Tytuł oryginału After You Copyright © Jojo’s Mojo Ltd, 2015 Copyright © for the translation by Nina Dzierżawska Projekt okładki Katarzyna Borkowska Fotografia na pierwszej stronie okładki Copyright © Mark Horn/Photonica/Getty Images Copyright © Marga Frontera/Moment Open/Getty Images Opieka redakcyjna Alicja Gałandzij Aleksandra Kamińska Ewa Polańska Opracowanie tekstu i przygotowanie do druku MELES-DESIGN ISBN 978-83-240-3573-1
Między Słowami ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków E-mail: promocja@miedzy.slowami.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2016 Druk: Abedik
After_You_sklad.indd 4
2016-05-11 15:17:32
Rozdział pier wszy
Tęgi mężczyzna przy drugim końcu baru się poci. Trzyma głowę nisko nad swoją podwójną szkocką, ale co kilka minut podnosi wzrok i ogląda się za siebie, w stronę drzwi. Cienka warstewka potu na jego skórze lśni w świetle jarzeniówek. Mężczyzna robi długi, drżący wydech, udając, że to westchnienie, i wraca do swojego drinka. – Halo. Przepraszam? Zerkam znad wycieranych kieliszków. – Mogę jeszcze raz to samo? Chcę mu powiedzieć, że to nie najlepszy pomysł, że to nie pomoże, a ochrona może nawet uznać, że jest w stanie wskazującym na spożycie. Ale to dorosły facet, do zamknięcia zostało piętnaście minut, a ja w świetle firmowych wytycznych nie mam powodu mu odmówić, więc podchodzę do niego, biorę szklankę i zbliżam ją do miarki. Mężczyzna kiwa głową w stronę butelki. – Podwójna – mówi i przesuwa tłustą ręką w dół po wilgotnej twarzy. – To będzie siedem funtów dwadzieścia pensów. Jest wtorek wieczorem, za piętnaście jedenasta, i dzień pracy w pubie Pod Koniczynką, irlandzkim lokalu na londyńskim 7
After_You_sklad.indd 7
2016-05-11 15:17:32
lotnisku East City Airport, który z Irlandią ma mniej więcej tyle wspólnego, co Mahatma Gandhi, powoli dobiega końca. Zamykamy dziesięć minut po odlocie ostatniego samolotu i w tej chwili jestem tutaj tylko ja, skupiony młody człowiek z laptopem, dwie rozchichotane kobiety przy stoliku numer dwa i mężczyzna popijający podwójnego jamesona i czekający albo na lot SC107 do Sztokholmu, albo na DB224 do Monachium – ten drugi ma czterdzieści minut opóźnienia. Siedzę tu od południa, bo Carly bolał brzuch i poszła do domu. Nie przeszkadza mi to. Nigdy nie mam nic przeciwko zostawaniu w pracy do późna. Nucąc cicho do wtóru Celtyckich dud ze Szmaragdowej Wyspy, cz. III, podchodzę i zbieram szkło ze stolika, przy którym dwie kobiety wpatrują się w jakiś filmik na ekranie telefonu. Zanoszą się swobodnym śmiechem osób po paru kieliszeczkach. – Moja wnuczka. Ma pięć dni – oznajmia blondynka, kiedy sięgam przez stół po jej kieliszek. – Śliczna – uśmiecham się. Wszystkie niemowlęta wyglądają dla mnie jak bułeczki z rodzynkami. – Mieszka w Szwecji. Nigdy tam nie byłam. Ale trzeba się wybrać, żeby zobaczyć pierwszą wnuczkę, prawda? – Oblewamy jej urodziny. – Znów wybuchają śmiechem. – Przyłączysz się do nas? No dalej, na pięć minutek możesz zapomnieć, że jesteś w pracy. Inaczej nigdy nie skończymy tej butelki na czas. – Oho! Pora na nas. Chodź, Dor. Komunikat na ekranie stawia kobiety do pionu. Zbierają swoje rzeczy, i może tylko ja zauważam chwiejność ich kroku, kiedy idą w stronę bramek. Odstawiam ich kieliszki na bar i rozglądam się po sali, czy nie ma tam czegoś jeszcze do pozmywania. 8
After_You_sklad.indd 8
2016-05-11 15:17:32
– Nigdy cię nie kusi? – Niższa kobieta wróciła po swój szal. – Słucham? – Żeby pod koniec pracy po prostu się tam przejść. Wskoczyć do samolotu. Mnie by kusiło. – Znowu się śmieje. – Dzień w dzień. Uśmiecham się tym zawodowym uśmiechem, który może wyrażać absolutnie wszystko, i odwracam się w stronę baru. Wokół mnie sklepy zamykają się na noc, stalowe rolety, chrobocząc, zjeżdżają w dół i zasłaniają absurdalnie drogie torebki i batoniki Toblerone, czekające na tych, którzy zapomnieli kupić upominki. Światła mrugają i gasną nad wyjściem numer trzy, pięć, jedenaście, ostatni podróżni tego dnia wznoszą się w nocne niebo. Violet, sprzątaczka z Konga, popycha wózek w moją stronę, idąc wolnym, kołyszącym krokiem, a jej podgumowane buty skrzypią na lśniącym marmoleum. – Dobry wieczór, złotko. – Dobry wieczór, Violet. – Nie powinno cię tutaj być o tej porze, kochanie. Powinnaś być w domu z najbliższymi. Co wieczór mówi dokładnie to samo. – Już niedługo – odpowiadam co wieczór tymi samymi słowami. Violet, usatysfakcjonowana, kiwa głową i rusza dalej. Skupiony młodzieniec od laptopa i spocony koneser szkockiej sobie poszli. Kończę odstawiać szklanki i kieliszki, podliczam utarg, sprawdzając dwa razy, dopóki wydruk z kasy nie zgadza się z zawartością szuflady. Zapisuję wszystko w rejestrze, sprawdzam nalewaki, notuję, co trzeba będzie zamówić. Dopiero wtedy zauważam, że płaszcz tęgiego mężczyzny ciągle wisi na stołku przy barze. Podchodzę do niego i zerkam na monitor. Pasażerowie lecący do Monachium właśnie wchodzą na pokład, gdybym miała 9
After_You_sklad.indd 9
2016-05-11 15:17:32
ochotę biec z płaszczem za tym człowiekiem. Zerkam jeszcze raz, a potem wolnym krokiem idę do męskiej toalety. – Przepraszam? Jest tu kto? Głos, który dobiega zza drzwi, jest zduszony i pobrzmiewa w nim histeryczna nutka. Wchodzę do środka. Amator szkockiej pochyla się nad umywalką i ochlapuje sobie twarz wodą. Jego skóra jest biała jak kreda. – Wywołują mój lot? – Dopiero zaczęli. Ma pan jeszcze kilka minut. Ruszam do wyjścia, ale coś mnie powstrzymuje. Mężczyzna wpatruje się we mnie oczami jak dwa małe guziczki pełne strachu. – Nie mogę. – Bierze papierowy ręcznik i wyciera nim twarz. – Nie mogę wsiąść do tego samolotu. Czekam. – Mam polecieć na spotkanie z moim nowym szefem i nie jestem w stanie. Nie odważyłem się powiedzieć mu, że boję się latać. – Kręci głową. – Nie boję się. Umieram ze strachu. Puszczam drzwi, które zamykają się za moimi plecami. – Co to za nowa praca? Mężczyzna mruga powiekami. – Y… części samochodowe. Jestem nowym starszym dyrektorem regionalnym, w nawiasie części zapasowe, w Hunt Motors. – To wygląda na poważne stanowisko – odzywam się. – Ma pan… nawias. – Długo na to pracowałem. – Mężczyzna głośno przełyka ślinę. – I dlatego nie chcę zginąć w ognistej kuli. Bardzo nie chcę zginąć w unoszącej się w powietrzu ognistej kuli. Kusi mnie, by mu powiedzieć, że właściwie to nie byłaby unosząca się w powietrzu ognista kula, tylko prędzej taka spadająca gwałtownie w dół, ale przypuszczam, że to by raczej nie pomogło. 10
After_You_sklad.indd 10
2016-05-11 15:17:32
Mężczyzna znów ochlapuje sobie twarz, a ja podaję mu następny papierowy ręcznik. – Dziękuję. – Robi drżący wydech i prostuje się, próbując wziąć się w garść. – Pewnie nigdy wcześniej nie widziała pani, żeby dorosły facet zachowywał się jak idiota, co? – Jakieś cztery razy dziennie. Szeroko otwiera małe oczka. – Mniej więcej cztery razy na dzień muszę kogoś wyławiać z męskiej toalety. Z reguły chodzi o strach przed lataniem. Mężczyzna mruga powiekami, wpatrując się we mnie. – Ale wie pan, tak jak mówię wszystkim pozostałym, żaden samolot z tego lotniska nigdy nie spadł na ziemię. Cofa się zdumiony. – Poważnie? – Ani jeden. – Nie było nawet… żadnego wypadku na pasie startowym? Wzruszam ramionami. – Tak naprawdę jest tu dosyć nudno. Ludzie odlatują, docierają tam, gdzie mieli dotrzeć, i wracają kilka dni później. – Opieram się o drzwi, żeby je uchylić. Jakoś wieczorem te toalety nigdy nie chcą ładnie pachnieć. – A zresztą osobiście uważam, że człowiekowi mogą się zdarzyć gorsze rzeczy. – No tak. W sumie racja. – Mężczyzna zastanawia się nad tym, zerkając na mnie z ukosa. – Czterech dziennie, mówi pani? – Niekiedy więcej. A teraz, jeśli nie ma pan nic przeciwko, to naprawdę muszę wracać. Klienci nie powinni widywać mnie zbyt często, jak wychodzę z męskiej ubikacji. Uśmiecha się i przez moment widzę, jaki może być w innych okolicznościach. Człowiek tryskający energią. Wesoły. Prawdziwy znawca części samochodowych produkcji kontynentalnej. 11
After_You_sklad.indd 11
2016-05-11 15:17:32
– Wie pan, zdaje mi się, że wywołują pański lot. – Jak pani myśli, nic mi się nie stanie? – Nic się panu nie stanie. To bardzo bezpieczne linie. Zresztą to raptem parę godzin z życia. Niech pan posłucha, SK491 wylądował pięć minut temu. Idąc do bramek, zobaczy pan stewardesy i stewardów, którzy przechodzą tamtędy w drodze do domu, cali roześmiani i rozgadani. Dla nich wsiąść do samolotu to mniej więcej tak, jak dla nas wsiąść do autobusu. Niektórzy robią to dwa, trzy czy cztery razy dziennie. A nie są głupi. Gdyby to nie było bezpieczne, toby się tam nie pakowali, prawda? – Jak wsiąść do autobusu – powtarza mężczyzna. – A pewnie nawet znacznie bezpieczniej. – No tak, to na pewno. – Podnosi brwi. – Na drogach roi się od idiotów. Kiwam głową. On poprawia sobie krawat. – No i to nie byle jaka praca. – Szkoda by było, żeby przepadła z takiego błahego powodu. Jak się pan już oswoi z tym, że jest pan w powietrzu, to wszystko będzie dobrze. – Może tak. Dziękuję… – Louiso – mówię. – Dziękuję, Louiso. Bardzo miła z ciebie dziewczyna. – Przygląda mi się z wahaniem. – Nie sądzę, żebyś… miała ochotę… wybrać się kiedyś ze mną na drinka? – Chyba wywołują pański lot – stwierdzam i otwieram przed nim drzwi. Mężczyzna kiwa głową i żeby pokryć zmieszanie, z przesadnym przejęciem klepie się po kieszeniach. – No tak. Faktycznie. Komu w drogę… 12
After_You_sklad.indd 12
2016-05-11 15:17:32
– Powodzenia z nawiasami. Dwie minuty po jego wyjściu zaglądam do kabiny numer trzy i odkrywam, że mój rozmówca pochorował się tam i nie zostawił ani kawałka czystej powierzchni. Docieram do domu kwadrans po pierwszej i otwieram drzwi do mieszkania, w którym panuje cisza. Przebieram się w spodnie od piżamy i bluzę z kapturem, a potem otwieram lodówkę, wyciągam z niej butelkę i nalewam sobie kieliszek białego wina. Jest okropnie kwaśne. Przyglądam się etykiecie i zdaję sobie sprawę, że musiałam je otworzyć poprzedniego wieczoru i zapomnieć je zakorkować, a później stwierdzam, że zbyt długie zastanawianie się nad takimi rzeczami nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Osuwam się na krzesło z kieliszkiem w dłoni. Na kominku stoją dwie kartki. Jedna od rodziców, z życzeniami urodzinowymi. „Wszystkiego najlepszego” mojej mamy przeszywa mnie jak cios sztyletu. Druga jest od siostry, która proponuje, że wpadną do mnie z Thomem na weekend. Kartka stoi tu od pół roku. Na sekretarce mam nagrane dwie wiadomości, jedną od dentysty. A jedną nie. – Cześć, Louisa. Z tej strony Jared. Poznaliśmy się w Dirty Duck, pamiętasz? W każdym razie wyszliśmy stamtąd razem. – Stłumiony śmiech pełen zakłopotania. – No więc… wiesz… było fajnie. I pomyślałem, że może byśmy to powtórzyli? Masz moje namiary… Kiedy w butelce nic już nie ma, zastanawiam się nad kupieniem następnej, ale nie chcę znów wychodzić. Nie chcę, żeby Samir z monopolowego znowu żartował sobie na temat mojej wiernej miłości do pinot grigio. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Nagle czuję przemożne zmęczenie, ale to taki rodzaj szumiącego w głowie wyczerpania, który zapowiada, że jeśli położę się do 13
After_You_sklad.indd 13
2016-05-11 15:17:32
łóżka, nie będę w stanie zasnąć. Przez chwilę myślę o Jaredzie i o tym, że miał paznokcie w dziwnym kształcie. Czy przeszkadza mi dziwny kształt paznokci? Wpatruję się w puste ściany salonu i raptem dociera do mnie, że tak naprawdę potrzeba mi świeżego powietrza. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem. Otwieram okno w korytarzu, chwiejnie wspinam się po schodach przeciwpożarowych i wreszcie wychodzę na dach. Za pierwszym razem, kiedy się tu znalazłam, dziewięć miesięcy wcześniej, pośrednik nieruchomości pokazał mi, że poprzedni lokatorzy urządzili tu ogródek dachowy, rozstawiając kilka ołowianych donic i ławeczkę. – Oczywiście oficjalnie nie należy to do pani – powiedział – ale tylko pani mieszkanie ma bezpośrednie wyjście. Myślę, że jest tu całkiem ładnie. Mogłaby pani nawet urządzić tutaj przyjęcie! Wlepiłam w niego wzrok, zastanawiając się, czy naprawdę wyglądam na osobę, która urządza przyjęcia. Od tamtego czasu rośliny dawno już zwiędły i uschły. Najwyraźniej opiekowanie się różnymi rzeczami nie jest moją mocną stroną. Teraz stoję na dachu, wpatrując się w mrugającą ciemność Londynu pode mną. Wokół mnie miliony ludzi żyją, oddychają, jedzą i się kłócą. Miliony istnień zupełnie oderwanych od mojego. Daje to dziwny rodzaj spokoju. Latarnie sodowe świecą, a nocne powietrze przenikają dźwięki miasta, wycie silników, trzaskanie drzwi. Kilka kilometrów na południe słychać odległy brutalny łoskot policyjnego śmigłowca, którego reflektor przeczesuje ciemność parku w poszukiwaniu jakiegoś zaginionego złoczyńcy. Gdzieś z oddali dobiega dźwięk syreny. Zawsze słychać jakąś syrenę. – Ani się pani obejrzy, a będzie się tu pani czuła jak w domu – powiedział pośrednik. Omal nie wybuchnęłam śmiechem. To 14
After_You_sklad.indd 14
2016-05-11 15:17:32
miasto wydaje mi się równie obce, jak zawsze. Chociaż właściwie od jakiegoś czasu wszędzie się tak czuję. Waham się przez chwilę, a potem robię krok i staję na gzymsie, z rozpostartymi ramionami, jak lekko wstawiony linoskoczek. Jedna stopa przed drugą, posuwam się ostrożnie naprzód po betonie, a wietrzyk łaskocze włoski na moich wyciągniętych rękach. Zaraz po przeprowadzce, kiedy było mi najciężej, czasami rzucałam wyzwanie samej sobie, zmuszałam się do przejścia po gzymsie z jednego końca budynku na drugi. Gdy dochodziłam do drugiego końca, śmiałam się na głos w nocne powietrze. Widzisz? – zwracałam się do niego w myślach. – Jestem tutaj, żyję, na samej krawędzi. Robię, jak mi kazałeś! Stało się to moim potajemnym nałogiem, ja, pejzaż miasta, komfort ciemności, anonimowość i pewność, że tu, w górze, nikt nie wie, kim jestem. Podnoszę głowę, czując powiew nocnego wiatru, słysząc pod sobą śmiech i stłumiony odgłos tłuczonej butelki. W stronę śródmieścia sunie wąż aut, widzę niekończącą się rzekę czerwonych tylnych świateł, samochodowy dopływ krwi. Jedynie godziny pomiędzy trzecią a piątą rano są względnie spokojne, pijani zwalili się na swoje łóżka, kucharze pościągali białe fartuchy, puby zaryglowały drzwi. Ciszę tych godzin tylko z rzadka przerywają nocne cysterny, otwierająca się kawałek dalej przy mojej ulicy żydowska piekarnia i spadające z miękkim pacnięciem na ziemię poranne gazety rozwożone przez furgonetki. Znam najdrobniejsze poruszenia miasta, bo przestałam sypiać. Gdzieś w dole zamykają White Horse, pełen hipsterów i mieszkańców East Endu, z których kilkoro awanturuje się na zewnątrz, a po drugiej stronie miasta szpital główny zbiera to, co zostało z chorych, rannych i tych, którym prawie udało się przetrwać kolejny dzień. Tu, na górze jest tylko powietrze, ciemność 15
After_You_sklad.indd 15
2016-05-11 15:17:32
i lot towarowy z Heathrow do Pekinu, i niezliczeni podróżni, w rodzaju amatora szkockiej, w drodze do jakiegoś nowego miejsca. – Osiemnaście miesięcy. Całe osiemnaście miesięcy. No to kiedy wreszcie będzie dość? – pytam w ciemność. I proszę bardzo – znów zaczyna we mnie wrzeć ten nieoczekiwany gniew. Robię dwa kroki przed siebie, patrząc na swoje stopy. – Bo wcale nie czuję, że żyję. W ogóle nic nie czuję. Dwa kroki. I jeszcze dwa. Dziś dojdę aż do rogu. – Nie dałeś mi, do cholery, żadnego życia, prawda? Nie bardzo. Po prostu zniszczyłeś moje dawne życie. Rozwaliłeś je w drobny mak. I co mam teraz zrobić z tym, co zostało? Kiedy w końcu poczuję… – Wyciągam ręce, chłodne nocne powietrze dotyka mojej skóry, a ja zdaję sobie sprawę, że znów płaczę. – Pieprz się, Will – szepczę. – Jak mogłeś mnie zostawić. Żal znów we mnie wzbiera, niczym nagły przypływ, intensywny, wszechogarniający. W chwili, gdy czuję, jak w nim tonę, z cienia odzywa się głos: – Chyba nie powinnaś tam stać. Robię półobrót i na schodach przeciwpożarowych miga mi drobna, blada twarz z szeroko otwartymi ciemnymi oczami. Jestem zszokowana, stopa ślizga mi się po gzymsie, mój ciężar nagle znajduje się po niewłaściwej stronie spadku. Serce podchodzi mi do gardła, a ułamek sekundy później czuję szarpnięcie w całym ciele. A potem, jak w sennym koszmarze, nagle jestem nieważka, w otchłani nocnego powietrza, moje nogi rozpaczliwie wymachują ponad głową, słyszę krzyk, który może wychodzić z moich własnych ust… Łup. A potem wszystko zalewa czerń.
After_You_sklad.indd 16
2016-05-11 15:17:32
GDY COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ NOWEGO SIĘ ZACZYNA. Nie myśl o mnie za często… Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj. Will Tyle że Lou nie ma pojęcia, jak to zrobić. I trudno jej się dziwić. A jednak Kiedy odszedłeś to nie tylko historia o podnoszeniu się po utracie miłości, lecz także inspirująca opowieść o nowych początkach. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się znajdować nowe powody, dla których warto czekać na każdy kolejny dzień.
Miłośnicy pisarstwa Jojo Moyes odnajdą w tej książce to, co najbardziej cenią w jej twórczości: ujmujący humor, autentyzm i zapadających w serce bohaterów. A ci, którzy jeszcze nie znają tej autorki, mogą być pewni, że po lekturze Kiedy odszedłeś popędzą do księgarń, by jak najszybciej nadrobić zaległości. Jojo Moyes to ulubiona autorka milionów czytelników, a jej powieści są światowym fenomenem wydawniczym. Udało jej się wyrównać rekord należący do Harlana Cobena i Stephena Kinga – trzy jej książki znalazły się równocześnie na listach bestsellerów „New York Timesa”. Powieści Moyes zostały przetłumaczone na 35 języków i rozeszły się w nakładzie ponad 9 milionów egzemplarzy. © Charlotte Murphy
Na listach bestsellerów książki Moyes wyprzedzają Dziewczynę z pociągu oraz powieści z cyklu Gra o tron. Poprzednia książka o perypetiach Lou Clark sprzedała się w ponad 5 milionach egzemplarzy, a film na jej podstawie trafia właśnie na ekrany kin. Cena 39,90 zł