Kazimierz Moczarski Rozmowy z katem
wstęp Norman Davies opracował Andrzej Krzysztof Kunert Znak Horyzont Kraków 2018
Projekt okładki Jakub Sowiński Opieka redakcyjna Krzysztof Chaba Opracowanie typograficzne Irena Jagocha Daniel Malak Korekta Małgorzata Biernacka Katarzyna Onderka Indeks Artur Czesak Copyright © by Elżbieta Moczarska 2002, 2007, 2017 Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o. Fragment Dziennika pisanego nocą © Estate of Gustaw Herling-Grudziński – fragment ten ukazał się w „Kulturze” (Paryż) 1979, nr 7–8 ISBN 978-83-240-4214-2
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie XVIII (III Znak), Kraków 2018. Printed in EU
I. O K O W O K O Z E S T R O O P E M
I. O KO
W OKO ZE
S TROOPEM
Bo cóż by warte były bunty i cierpienia, Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności, Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie [...] Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata? Antoni Słonimski, Do przyjaciół w Anglii
2 marca 1949 roku. Oddział XI Mokotowa, warszawskiego więzienia. Właśnie przeniesiono mnie do innej celi, gdzie siedziało dwóch mężczyzn. Ledwo drzwi przyryglowano, zaczęliśmy się „obwąchiwać” – jak to więźniowie. Ci dwaj mieli chwilowo przewagę w układzie stosunków wewnątrzcelowych, bo byłem do nich przekwaterowany. Co prawda i ja miałem jakieś szańce. Dla zanurzenia się w ochronnej rezerwie mogłem np. robić z siebie „słup soli” lub udawać „Janka z księżyca”. Oni nie byli w stanie stosować podobnych praktyk, bo tworzyli konstelację, w ruchu. – Sind Sie Pole?1 – pyta starszy, niewysoki, szczupły, z żylastymi rękami, kartoflanym brzuchem i dużymi brakami w uzębieniu. Kurtka feldgrau, więzienne spodnie, drewniaki. Koszula rozchełstana. – Tak. A panowie? – Niemcy. My jesteśmy sogennante Kriegsverbrecher2. 1
Sind Sie Pole ? (niem.) – Czy pan jest Polakiem ? ... sogennante Kriegsverbrecher (niem.) – ... tak zwani przestępcy wojenni (zbrodniarze wojenni). 2
9
10
R O Z M O W Y Z KAT E M
Rozpakowuję majdan, upycham graty. Starszy ułatwia te czynności, bez zachęty z mojej strony. Nie mówimy. Wszyscy przejęci. Ja wtedy tak mniej więcej myślałem: – Niemcy. Pierwszy raz w życiu będę z nimi bardzo blisko. Takich hitlerowców z lat okupacji pamiętam, jakby to było dzisiaj. Trudna sytuacja, ale w Mokotowie nieraz łączono w celach więźniów bez zaglądania w rubrykę narodowości. Niemcy. Dzieli mnie od nich wszystko – a więc i ciężar przeszłości, i postawa światopoglądowa. A łączy: interes ludzi w jednej celi. Czy taka więź sytuacyjna, nie wytworzona z dobrej woli, może być podobna do kładki nad przepaścią? Przerywam błyskawiczne refleksje, bo nawyk czuwania alarmuje: dlaczego ten drugi hitlerowiec jest bierny i wtulony w okno? Niebezpieczny, czy się boi? Przy zagospodarowaniu pomagał mi Gustaw Schielke z Hanoweru, długoletni zawodowy podoficer kryminalnej policji obyczajowej (Sittenpolizei). W czasie wojny SS-Untersturmführer3, archiwista krakowskiego urzędu BdS, czyli dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa4 w Generalnej Guberni. – Po sprawie? – pytam go. – Nie. – Długo w mamrze? – W Polsce: 1 rok, 9 miesięcy i 27 dni. Przedtem siedziałem w obozach aliantów w Niemczech Zachodnich. Jeszcze liczy dni, stawiając prawdopodobnie kreseczki na ścianie, z nadzieją, że opowie wnukom o więzieniu w Polsce – pomyślałem. Ten drugi, co niepokoił mnie, był wysokim i nawet pozornie barczystym mężczyzną. Zasłaniając część okna, ustawiał się pod światło. Trudno go obserwować. Znałem te metody. Ma kompleksy śledcze, więzienne – skonstatowałem – ale zachowuje się fachowo.
3 Untersturmführer (Untersturmführer w SS, SS-Untersturmführer w Waffen-SS) – najniższy stopień oficerski (odpowiednik stopnia Leutnant w Wehrmachcie), podporucznik. 4 Befehlshaber des Sicherheitspolizei und der Sicherheitsdienst (BdS) im Generalgouvernement (niem.), Dowódca Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie.
I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M
– Stroop – przedstawił się wreszcie. – Mein Name ist Stroop, durch zwei „o”. Vorname: Jürgen. Ich bin General-leutnant. Po polsku: division-general... Enchanté, Monsieur5. Podniecony, miał czerwone uszy. Ja chyba także. Przybycie do obcej celi lub poznanie więźnia to wielka emocja. Ledwo wymieniłem nazwisko, wtoczył się kocioł i zapach obiadu. Kalifaktorzy6, również Niemcy, dali moim kompanionom znak, że nie jestem kapuś. Od dawna znali mnie z różnych okoliczności życia mokotowskiego. Stroop dostawał, oficjalnie, podwójną porcję. Jadł z apetytem, systematycznie. Obiad w milczeniu. Zmuszam się do spokojnego połykania, aby nowi towarzysze nie spostrzegli, jak jestem poruszony. Więc to jest właśnie Stroop, zaufaniec Himmlera, warszawski SSund Polizeiführer7, likwidator stołecznego getta i poprzednik ukaranego przez nas Kutschery8. Siedzi o metr i zajada obiad. Pięćdziesięcioletni. Starannie, jak na więzienie, ubrany. Ciemnopąsowa wiatrówka, pod szyją biały halsztuk z chusteczki kunsztownie zawiązanej. Spodnie beige9. Trzewiki brązowe, lekko sfatygowane, wyczyszczone na glans. 5 Mein Name... (niem., franc.) – Moje nazwisko Stroop, przez dwa „o”. Imię: Jürgen. Jestem generałem-porucznikiem. Po polsku: generałem dywizji... Bardzo mi miło, proszę pana. 6 Kalifaktor – dawniej: kalefaktor (łac.), ubogi uczeń w szkołach zakonnych, który w zamian za utrzymanie palił w piecach, rąbał drwa i karał cieleśnie winowajców, w przenośni: pochlebca, donosiciel; w okresie PRL w gwarze więziennej kalifaktor – więzień funkcyjny, korytarzowy, często Niemiec. 7 Warszawski SS- und Polizeiführer (niem.) – Der SS- und Polizeiführer (SSPF) im Distrikt Warschau, Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski. 8 SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei (Brigadeführer SS i generał-major /generał brygady/ policji) Franz Kutschera (1904–1944), Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski od września 1943 r., który podpisywał obwieszczenia o masowych egzekucjach publicznych w Warszawie, dokonywanych przez Niemców od 16 października 1943 r. Zlikwidowany 1 lutego 1944 r. przez żołnierzy oddziału specjalnego „Pegaz” Kierownictwa Dywersji (Kedywu) Komendy Głównej Armii Krajowej (późniejszy batalion „Parasol” Armii Krajowej). Oficjalny komunikat o tej akcji opublikowano na łamach centralnego organu prasowego AK „Biuletynu Informacyjnego” 24 lutego 1944 r. (nr 8), nazywając w nim Kutscherę „głównym organizatorem trwającego od kilku miesięcy wzmożonego terroru”. 9 Beige (franc.) – beżowe.
11
12
R O Z M O W Y Z KAT E M
Schielke wiosłuje łyżką. Zjadł szybko, zanucił „In Hannover an der Leine, haben Mädchen dicke Beine”10, i jakby od niechcenia spytał: – Dawno pan siedzi? Odpowiedziałem. Zaproponował wtedy, że umyje moją menażkę. Musiał się spotkać z odmową, bo takie usługi przyjmuje się z pilnej potrzeby albo z przyjaźni. Stroop obiadował wolno. W końcu podał Schielkemu dwie miski do umycia. Przedtem popuścił spodnie, zapinając je w pasie na jeden z rezerwowych guzików, przyszytych przez niego na „średnie” lub „większe” nafaszerowanie brzucha. Schielke pucuje naczynia. Stroop milczący, przy stoliku podokiennym, oparty na łokciach, twarz w dłoniach. Mięsisty nos wystaje zza palców. Pozycja tragicznego mędrca. Zainteresowała mnie ta kontemplacja. Wiązałem ją z fotografiami Stroopowskiego „ołtarzyka” na stoliku. Obok Biblii leżały tam dwie paczki listów z NRF11, kilka książek, zeszyt, ołówki. Ale co mnie przede wszystkim uderzyło – to poliptyk fotograficzny rodziny Stroopa. Na kartonie pod każdym zdjęciem wykaligrafowane gotykiem napisy: „Unsere Mutter”, „Unsere Tochter”, „Unser Sohn” i „M e i n e F r a u”12. W zakamarkach „ołtarzyka” – drobne pamiątki, m.in. piórko kraski ze smugą błękitu i listek. Zasuszony listek brzozy. Kontemplacja Stroopa wydawała się melancholiczna, więc pytam, o czym duma. Nie wykluczałem odpowiedzi: „o swoich sprawach”, co oznaczałoby, że myśli o rodzinie i prosi, aby nie przeszkadzać. A Stroop rzekł: – Zapomniałem, jak po polsku nazywa się ptaszek, którego mianem określają u was młode kobiety. Jakoś tak: szy... szy... szybka czy podobnie? – Gdzie pan to słowo słyszał? 10
„In Hannover...” (niem.) – „W Hanowerze, nad rzeką Leine, dziewczęta mają grube nogi”. 11 Nazwę utworzonego we wrześniu 1949 r. państwa: Bundesrepublik Deutschland (BRD) tłumaczono w Polsce początkowo jako: Niemiecka Republika Federalna (NRF), dopiero po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1972 r. wprowadzając właściwą nazwę: Republika Federalna Niemiec (RFN). 12 „Unsere Mutter” ... (niem.) – „nasza matka, nasza córka, nasz syn, m o j a żona”.
I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M
– Na spacerze, gdy więźniowie kryminalni z ogólnych cel zagadywali aresztantkę z klasa biustem, która pracuje w pralni. Nie mogę tego słowa spamiętać. Co dzień je powtarzałem. Brzmi jak: szybka, szczyrka... – Może mówili: ścierka? Ale to nie ptaszek. – Na pewno był ptaszek. I na pewno nie szczerka. – Upiera się pan przy ptaszku, więc może sikorka? – Tak – rozpromienił się – szykorka, szykorka, die Meise. Tamta młódka z pralni przeginała szyję niby szykorka. – Jak generał sobie podje – zarechotał Gustaw Schielke – to robi się pies na młode baby. Nie te czasy, Herr General! A ponadto, jak żyję, nie widziałem szykorek z piersiami! Generał zgromił Schielkego wzrokiem. Po raz pierwszy zobaczyłem ołów w oczach Stroopa.
* Cela miała jedno łóżko, które można było podnosić i przytwierdzać na dzień do ściany (w żargonie więziennym zwane legimatą). Dotychczas spał na nim Stroop, a Schielke rozkładał siennik na podłodze. Przy końcu dnia musieliśmy ustalić nowy system spania. Stroop zwrócił się wtedy do mnie: – Idę na podłogę. Panu przysługuje łóżko, ponieważ pan jest członkiem narodu tu rządzącego i zwycięskiego, a więc narodu panów. (Powiedział: „Herrenvolk”). Osłupiałem. To nie była ze strony Stroopa komedia, poza lub grzeczność. On po prostu ujawnił swój pogląd na stosunki między ludźmi. Wylazły z niego wpajane od dzieciństwa: kult siły i służalstwo – nieuchronny produkt ślepego posłuszeństwa. Schielke poparł Stroopa. Uzasadniłem odmowę truizmem, że wszyscy więźniowie są równi w zakresie bytu więziennego. I do ostatnich dni ze Stroopem i Schielkem spaliśmy wszyscy na podłodze, na trzech siennikach. Nie wykluczam, że Stroop uważał mnie – jeśli idzie o tę sprawę – za wariata.
* Wkrótce po konflikcie z Schielkem na temat szykorki Stroop zaproponował obejrzenie książek. Miał ich około 180; większość
13
14
R O Z M O W Y Z KAT E M
z zasobów bibliotecznych więzienia. Wszystkie w języku niemieckim. Były tam dzieła naukowe (m.in. historyczne, geograficzne, gospodarcze), podręczniki szkolne, powieści, broszury i nawet druki propagandowe NSDAP13. Rzuciłem się na książki żarłocznie: objaw normalny w więzieniu. Początkowo przeglądałem teksty, ilustracje i mapy. Potem zaczytywałem się. No, i dyskutowaliśmy. Chłonąłem informacje o Niemczech oraz komentarze obu hitlerowców do zjawisk niezrozumiałych dla Polaka. Pogłębiałem znajomość niemieckiego. Słuchałem gawęd, naświetleń, opinii i – co jest nieuchronne – zwierzeń. Słuchałem opowiadań o miastach i wsi niemieckiej, o górach, dolinach, lasach, o życiu nie tylko miast, ale i rodzin, i poszczególnych jednostek. Przeżywałem zapach sieni i kuchni, pokojów jadalnych i salonów, knajp i ogrodów, bitew i tęsknot za Heimatem14. Szedłem – były żołnierz Armii Krajowej – ślad w ślad za życiem hitlerowca Stroopa, razem z nim, koło niego i jednocześnie przeciw niemu*, choć jasne, że nie z dozorcami więziennymi*.
* Jürgen Stroop. Ochotnik I wojny światowej. Były kombatant detmoldskiego pułku pruskiej piechoty. Współorganizator partii hitlerowskiej w księstwie Lippe. Maszeruje ulicami Norymbergi wśród ryków na cześć Hitlera. Pnie się – mimo słabego wykształcenia – po drabinie zaszczytów i protekcji SS-owskiej. Urzęduje w Münsterze i Hamburgu. Działa twardą ręką, często okrutnie i morderczo: w Czechosłowacji, Polsce, na Ukrainie i Kaukazie, w Grecji, zachodnich Niemczech, Francji i Luksemburgu. Kocha swoje i obce kobiety, ale tylko swoje dzieci. Rozmawia z politykami III Rzeszy, z Himmlerem i czołówką SS. Jeździ horchami i maybachami. Cwałuje konno
13 Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP (niem.) – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza. 14 Heimat (niem.) – ojczyzna, ziemia rodzinna. * Gwiazdkami zaznaczono fragment tekstu obecny w odpowiednim odcinku edycji Rozmów z katem na łamach „Odry” (1972, nr 4, s. 19), lecz usunięty przez cenzurę w pierwszych pięciu wydaniach książkowych w latach 1977–1985.
I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M
przez pola Teutoburskiego Lasu i Ukrainy. Nosi monokl i celebruje godność partyjnego generała. I nigdy nie powie inaczej o Hitlerze i Himmlerze, jak: Adolf Hitler i Heinrich Himmler; zawsze z imionami – w czym wyrażał się jego stale wiernopoddańczy stosunek do tych „wielkich ludzi Niemiec XX wieku”. Podążałem również za Stroopem w kwietniowe dni getta warszawskiego, choć trudno mi było czasem słuchać jego relacji z Grossaktion15. Czułem jeszcze dym tej dzielnicy mego miasta, pokonanej i palonej w 1943 roku. Towarzyszyłem mu także w sierpniowym mordzie 1944 roku – na generale-feldmarszałku von Kluge, oraz w likwidowaniu jeńców – lotników USA na obszarze Reńskiej Marchii Zachodniej.
* Dyskutowaliśmy o wielu sprawach – szczególnie w końcowym okresie wspólnego pobytu w celi. Stroop nie był gadułą, ale miał tendencję do opowiadania o sobie, m.in. do chwalenia się. Wlazły w niego dygnitarskie nawyki! Lubił mieć swoją publiczność. Teraz Schielke i ja byliśmy jego jedynymi słuchaczami. Ta okoliczność pozwoliła mi na zdobycie wielu wiarygodnych, choć przekazanych słowem, materiałów. Stroop nie opisywał chronologicznie swego życia. Czasem rozmawialiśmy godzinami o jednej kwestii. Innego dnia przeskakiwaliśmy z tematu na temat. Z tak prowadzonych rozmów starałem się skonstruować możliwie usystematyzowany tok książki. Gustaw Schielke często patrzył z innego niż Stroop punktu widzenia na niektóre fakty i zjawiska. Był raczej prostolinijny psychicznie. I grały w nim relikty świadomości socjaldemokratycznej oraz związkowo-pracowniczej z okresu młodości. Prawdy wygłaszane mimo woli (a może nieraz w sposób zamierzony) przez Schielkego
15
Grossaktion (niem.) – Wielka Akcja (Wielka Operacja), używana w sprawozdaniach Stroopa nazwa operacji „całkowitego zburzenia getta warszawskiego”, którą na rozkaz Heinricha Himmlera z 16 lutego 1943 r. przeprowadzał on od 19 kwietnia do 16 maja 1943 r. (szerzej opowiada o niej niżej).
15
16
R O Z M O W Y Z KAT E M
stanowiły odczynnik na jednostronność Stroopa. Były również narzędziem kontroli i uzupełnieniem Stroopowskich wynurzeń. Początkowo układ stosunków w celi cechowała ostrożność połączona ze zdziwieniem, wywołanym niezwykłością bądź co bądź sytuacji, potem – dyplomatyzowanie i język podtekstów, wreszcie – otwarte, czasem brutalne, wypowiadanie niektórych opinii i wiadomości. Stąd dochodziło do spięć.
* Czy nasze rozmowy były szczere? Wydaje mi się, że w dużej mierze t a k – szczególnie gdy już się dobrze poznaliśmy. Proste i niekłamane są wyznania więźniów w obliczu ostateczności. Była to jednak szczerość bierna, polegająca na unikaniu okoliczności, które mogłyby spowodować przypadkowe „zakapowanie” więźnia. Ponadto panował w celi klimat niepisanej umowy, żeby w zasadzie nie poruszać najdrażliwszych spraw lub mówić o nich oględnie. Byłoby nielojalne wobec Czytelnika, gdybym nie podkreślił, że dążyłem do szczerości, a przez to do wyłuskania możliwie pełnej prawdy o Stroopie i jego życiu. Moje zaszokowanie z chwilą znalezienia się z hitlerowcami, o czym piszę na początku, szybko przekształciło się w postanowienie: jeżeli już jestem ze zbrodniarzami wojennymi, to niech ich poznam, niech próbuję rozłożyć na włókna ich życiorysy i osobowość. Gdy to się uda, mam możność – choć w pewnym stopniu – odpowiedzieć s o b i e na pytanie, j a k i m ec h a n i z m h i s t o r y c z n y, p s y c h o l o g i c z n y, s o c j o l og i c z n y d o p r o w a d z i ł c z ę ś ć N i e m c ó w d o u f o r m ow a n i a s i ę w z e s p ó ł l u d o b ó j c ó w, k t ó r z y k i e r o w a l i R z e s z ą i u s i ł o w a l i z a p r o w a d z i ć s w ó j O r d n u n g16 w E u r o p i e i w ś w i e c i e.
* W czasie prawie dziewięciomiesięcznego pobytu ze Stroopem znajdowałem się więc oko w oko z ludobójcą. Stosunki między nami przebiegały w płaszczyźnie swoistej lojalności. Starałem się, choć to 16
Ordnung (niem.) – porządek, ład.
I. O KO W O KO Z E S T R O O P E M
z początku sprawiało mi niejaką trudność, widzieć w Stroopie tylko człowieka. On wyczuwał taką postawę, mimo że jasno akcentowałem inność oraz wrogość wobec myśli i działań, którym służył lub których dokonał. Stroop również nie próbował przechodzić na pozycję przyjaciela Polaków i ostrego potępiania własnych czynów. Ten wspólny pobyt stał się bodźcem i materiałem źródłowym do napisania niniejszej książki. Obraz, jaki przedstawiam, na pewno jest niecałkowity. I niewolny od moich komentarzy, choć usiłowałem tego unikać.
* Czy wiernie przekazuję istotę słów i postaw Stroopa oraz Schielkego? Myślę, że t a k. Tym bardziej że wkrótce po opuszczeniu więzienia poczyniłem notatki i zapiski, a niektóre elementy wypowiedzi Stroopowskich sprawdziłem w archiwach i dostępnej dokumentacji historycznej. I nigdzie nie natrafiłem na ślad, że Stroop w rozmowach ze mną kłamał czy zbyt podbarwiał. Pewne fragmenty Rozmów z katem mogą budzić nieporozumienie. Jeżeli podobne reakcje nastąpią, to będą – myślę – wywołane: albo n i e d o p a s o w a n i e m doświadczeń Czytelnika do opisywanych faktów, albo subiektywnymi t r u d n o ś c i a m i napisania tej relacji. Powtarzam: r e l a c j i, gdyż literaturyzowanie wydaje się być, w przypadku takiej książki, niewłaściwe. I jeszcze jedna sprawa. Dotyczy d i a l o g ó w, stosowanych dość często w niektórych rozdziałach Rozmów z katem. Może tych dialogów być za dużo, jak na niektóre gusty. Lecz mój 255-dniowy wspólny pobyt17 w trójkącie: Stroop, Schielke i ja (przez krótki czas był z nami czwarty współwięzień), charakteryzował się dialogiem – podstawową formą słownych kontaktów w niedużych celach. Jakże z tej formy nie korzystać, gdy idzie o prawdę?!
17
Autor przebywał w jednej celi więziennej ze Stroopem od 2 marca do 11 listopada 1949 r., a zatem 255 (dwieście pięćdziesiąt pięć) dni. W poprzednich wydaniach powtarzano podaną błędnie liczbę 225 dni.
17
18
R O Z M O W Y Z KAT E M
II. U
STÓP
B ISMARCKOWEGO C HERUSKA 1
SS-Gruppenführer i General-leutnant der Waffen SS – Stroop, znany jako Jürgen, nosił przez 46 lat, do maja 1941, imię Józef, wyznaczone przez tradycję rodzinną, matkę (Katarzynę z domu Welther) i ojca, Konrada Stroopa, dowódcę policji księstwa Lippe-Detmold. Rodzice Józefa byli katolikami. Ojciec nie demonstrował swego wyznania, za to matka – jak wynikało z opowiadań Stroopa w celi – miała cechy dewotki. Do więzienia mokotowskiego nadchodziły w latach 1947–1952 listy, pisane sztywnym, gotyckim szryftem, w których Witwe2 Käthe Stroop przesyłała synowi ewangeliczne błogosławieństwa – pomimo że był odstępcą od wiary (gdy został oficerem SS, zerwał z Kościołem rzymskokatolickim, deklarując się jako „Gottgläubig”3). Sądzę, że grzechów syna – za które siedział w Polsce, a przedtem w Landsbergu4 – matka nie uważała za przestępstwa. Tak wynikało z jej listów, które Stroop dawał mi do czytania.
1
Cheruskowie – jedno z najpotężniejszych plemion germańskich. Witwe (niem.) – wdowa. 3 Gottgläubig (niem.) – wierzący w boga. Sformułowanie to oznaczało przynależność do „religii germańskiej”, neopogańskiego kościoła III Rzeszy Niemieckiej, improwizowanej duchowej przybudówki nazizmu (określenie Richarda Grunbergera). W 1939 r. niemiecki rocznik statystyczny rejestrował jako gottgläubig prawie 3,5 miliona Niemców (5% populacji). 4 W Landsbergu w Bawarii mieściło się po zakończeniu II wojny światowej amerykańskie więzienie nr 1 dla niemieckich przestępców wojennych. Więziony tam Stroop (skazany na karę śmierci przez Amerykański Trybunał Wojskowy w Dachau 21 marca 1947 r.) został ekstradowany do Polski 30 maja 1947 r. 2
I I. U S T Ó P B I S M A R C KO W E G O C H E R U S KA
Wydawałoby się, że dowódca policji księstwa Lippe-Detmold to członek elity rządzącej i wyższy specjalista w swej profesji. Tymczasem Konrad Stroop miał stopień starszego wachmistrza policji i dowodził tylko pięcioma policjantami. Te fakty określały jego poziom zawodowy i wyznaczały pozycję społeczną.
* Księstwo liczyło przed I wojną ok. 150 tysięcy mieszkańców, ale do roku 1918 stanowiło samodzielne państewko kajzerowskiej Rzeszy. Książę Lippe-Detmold, mimo dynastycznej tradycji i rozległych koligacji, też nie był wielkim władcą. A jego szef policji – to w istocie komendant posterunku. Co innego, że nie było potrzeby zatrudniać tam wielu stróżów bezpieczeństwa publicznego. Leniwy bieg czasu, przywiązanie do miejsc rodzinnych, ustalone obyczaje i brak nowoczesnych form gospodarki – stwarzały stan ustabilizowanej, dobrej (z punktu widzenia prawa karnego) moralności. W miasteczkach i wsiach wszyscy na oczach wszystkich, więc lęk przed opinią publiczną mógł nieraz paraliżować chęć popełnienia przestępstwa. Ponadto ruchliwsze elementy i amatorzy przygody emigrowali stale, czasami licznie, do niedalekich rejonów westfalsko-reńskich, gdzie przemysł rósł jak na drożdżach.
* Oberwachtmeister5 Konrad Stroop (wywodzący się z westfalskiej rodziny chłopskiej) mieszkał w 11-tysięcznym mieście Detmoldzie, przy Mühlenstrasse, prawie w centrum miasta. Dawny żołnierz, wytresowany w posłuszeństwie wobec Boga, dalekiego kajzera6 i bliskiego Fürsta7-chlebodawcy. Całe życie wierny knecht8. W młodości
5
Oberwachtmeister (niem.) – starszy wachmistrz. Kajzer (z niem. Kaiser) – cesarz. 7 Fürst (niem.) – książę. 8 Knecht (niem.) – dosłownie: parobek, tu – piechur w wojsku niemieckim, zwłaszcza pruskim i krzyżackim. 6
19
20
R O Z M O W Y Z KAT E M
czasem burzył się – nie proletariacko, lecz b a u e r s k o9. Denerwowała go od czasu do czasu pańska postawa szlachty i arystokratów, ale rozumiał ich władanie ziemią, bo najskrytsze marzenia Oberwachtmeistra Konrada Stroopa, jak relacjonował w celi syn, sprowadzały się do posiadania własnego bauerhofu10. Przypuszczam, że gdy 26 września 1895 przyszedł mu na świat syn, właśnie Józef, to żona, Käthe, mogła powiedzieć do męża pod grubą pierzyną, przy Mühlenstrasse: – My co prawda nie jesteśmy jeszcze w towarzystwie, choć książę cię poklepuje, a mnie okazuje sympatię. Ale zrobię wszystko, i ty także, stary, żeby Józio stał się k i m ś. W Detmoldzie.
* Nieduży Detmold był od wieków stolicą owego państewka i rezydencją książąt Lippe; nosili oni dawniej tytuł hrabiowski. W przeciwieństwie do pobliskiego Lemgo, jedynego miasta hanzeatyckiego w księstwie, gdzie przy kupieckim skąpstwie założeń urbanistycznych ton nadają domy mieszczańskie, Detmold posiada stosunkowo dużo budowli reprezentacyjnych, dawnych książęcych, o charakterze użyteczności społecznej. Poza placami, parkami, ogrodami, alejami spacerowymi, oranżeriami, halą jazdy konnej itp. Detmold ma klasycystyczny gmach teatru, gdzie grywa się od półtora wieku opery. Ma Bibliotekę Krajową, Lippskie Muzeum oraz tzw. Heimatshaus11 ze zbiorami z dziedziny kultury. Ma siedemnastowieczny budynek dawnej administracji księstwa i barokowy niegdyś pałac, przebudowany w XIX wieku i zajęty przez Nordwestdeutschen Musik-Akademie12. Ma inne zabytkowe domy, galerię obrazów, kolekcję gobelinów, zbiory porcelany, Stare i Nowe Miasto, ratusz, kościoły kilku wyznań, rynek oraz wiele urządzeń komunalnych – wśród nich studnię, o której wielo19
Od: Bauer (niem.) – chłop. Bauerhof (z niem. Bauernhof) – zagroda wielkochłopska. 11 Heimatshaus (niem.) – tu: muzeum regionalne. 12 Nordwestdeutsche Musik-Akademie (niem.) – Północno-Zachodnia Niemiecka Akademia Muzyczna. 10
I I. U S T Ó P B I S M A R C KO W E G O C H E R U S KA
krotnie wspominał mi Stroop, z rzeźbą boginki i sarny (tzw. Donopbrunnen). Ale przede wszystkim szczyci się Detmold, „mały, czysty, garnizonowy i stołeczny”, zamkiem władców Lippe. Zamek w XVIII stuleciu zajmował jedną czwartą powierzchni miasta, leżącego w widłach Werry i Berlebecke. Nie lada instrumentem politycznej, społecznej i moralnej presji była taka obronno-zaczepna rezydencja władzy. Co słabszy mieszczanin musiał się był co dzień uginać wewnętrznie pod naporem kompleksu murów fürstowskich oraz przed siłą swego wyobrażenia o potędze feudała i kruchości własnej pozycji. Przez stulecia nie było dla mieszczanina z Detmoldu innej alternatywy jak bunt (a takie zjawisko zdarzało się w Lippe niezmiernie rzadko) lub koegzystencja z władzą. Wybierano prawie zawsze koegzystencję. Przeradzała się ona, w miarę przepływu pokoleń, w bezwzględne posłuszeństwo.
* Zgodnie z tradycjami Westfalii, zamek detmoldski to niegdyś „twierdza na wodzie”, otoczona zalewami fos ochronnych. Gdy Stroop się urodził, fosy pozostały już tylko z dwóch stron zamku, którego trzon – jak mówił Stroop w celi – jest czteroskrzydłowy i sprawia „wrażenie potęgi przy jednoczesnym umiarze”. Stroop nie znał się na architekturze i historii sztuki. Ale z jego dość szczegółowych opowiadań wywnioskowałem, że zamek wybudowano w stylu północnoniemieckiego renesansu z zachowaniem reliktów gotyku. Po wyjściu z więzienia wpadła mi w ręce praca dra Gerharda Petersa, działacza kulturalnego w Lippe. Natrafiłem w niej na taki komentarz o wystroju rzeźbiarsko-architektonicznym zamku: „Frontony, wykusze, ornamenty, naturalistyczne i abstrakcyjne ozdoby wzbudzają w swej całości romantyczną radość życia, wyrażającą prawość i pewność siebie panującej rodziny”. I powiedzcie sami, jak należy ustosunkować się do tych detmoldczyków?! Bo jeśli w roku 1960 naukowiec z Lippe publikuje takie schlebiające opinie o byłych władcach kraiku, to co się dziwić, że inny detmoldczyk, hitlerowiec Stroop, nasączony w młodości wypowiedziami analogicznych doktorów, również głosił chwałę
21
22
R O Z M O W Y Z KAT E M
rodziny fürstowskiej i potrzebę posiadania dóbr rycerskich (na Ukrainie). Oraz że miał, podobnie do dra Petersa, zaklepany na fest gwóźdź w mózgu – jak mówi się w żargonie więziennym. Otóż uznania dla każdej władzy, o ile ta władza czuwa nad zachowaniem „Ordnungu”, a więc kieruje twardo obywatelem.
* Detmold gromadził zawsze pewną liczbę ludzi wykształconych – naukowców i półnaukowców, artystów, poetów, muzyków, duchownych, nauczycieli, a nawet dziennikarzy. Bo wychodziły tam dwa, czasami trzy dzienniki. W Detmoldzie działały również regionalne towarzystwa naukowe, zespoły muzyczne, stowarzyszenia społeczne itp. Tu zorganizowano w 1802 roku pierwsze w Niemczech przedszkole dla dzieci, które istnieje po dziś dzień; założycielką jego była księżna Paulina zur Lippe z domu zu Anhalt-Bernburg, siostrzenica Katarzyny Wielkiej. Stroop tak opowiadał o akcji socjalnej fundatorki przedszkola: – Księżna Paulina, czczona przez całe Lippe, nie kupiła sobie wówczas kilku sukien, a pieniądze, uzyskane dzięki tym wyrzeczeniom, przeznaczyła na ufundowanie przedszkola. Była przyjaciółką żony Napoleona, cesarzowej Józefiny. – Przyjaciółką Józefiny! Fiu, fiu! Przyjaciółki często wzorują się na sobie. Czy wasza Paulinka nie przyprawiała mężowi rogów? – zażartowałem. – Dlaczego pan sugeruje świństwa księżnie Paulinie? – zaperzył się Stroop. – Przede wszystkim, naprawdę miłowany kochanek nie jest świństwem – odparłem. – A po drugie, mówiąc już poważnie, oceniam dodatnio działalność księżny w zakresie realnej pomocy matce i dziecku. Księżna zajmowała, na owe czasy, pozycję postępową. A to jest dużo. I tu zaczęła się dyskusja „problemowa”, „pryncypialna”. Spory w celi są kwestią swoistego sportu. Więc i ja uległem tej manii czy potrzebie, aż do chwili, gdy przypomniałem sobie zdanie Puszkina, w którym radzi, żeby z niektórymi unikać dysputy.
S PIS
S PIS
ILUSTRACJI
445
TREŚCI
Od wydawcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Norman Davies, Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
5 7
I. Oko w oko ze Stroopem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . II. U stóp Bismarckowego Cheruska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . III. Pod sztandarem Kajzera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . IV. Redaktor . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . V. Objawienie w Monachium . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VI. Lippe „wyraża wolę narodu” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VII. Posłuszny, syty i dostojny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . VIII. Na czele Block-Standarte . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . IX. Dachau, willa Benesza i wanna Churchilla . . . . . . . . . . . . . . . X. Złowróżbna sowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XI. Na „tyłowym” froncie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XII. Autostrada i marzenia ukraińskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIII. „Już był w ogródku...” Na Kaukazie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIV. Wprawki i uwertura do Grossaktion . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XV. Flagi nad gettem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVI. Wielkie łowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVII. Krzyż Walecznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XVIII. Aber ein guter Mann! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XIX. W siódmym germańskim niebie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XX. Marmurowa ambasada i żydowskie dywany . . . . . . . . . . . . . . XXI. Ośmioletni SS-owiec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXII. „Trzymałem ludność w garści!” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXIII. Stroop likwiduje feldmarszałka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . XXIV. Werwolf – ostatni szaniec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
9 18 35 44 56 68 82 98 107 122 135 143 152 164 188 208 224 238 255 274 287 301 315 335
446
SPIS TREŚCI
XXV. Mord na amerykańskich lotnikach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 358 XXVI. Szafot . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376
ANEKS 1. Kalendarium życia (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) . . . . . 2. Fragment początkowy pisma Kazimierza Moczarskiego wysłanego 24 lutego 1955 r. z więzienia w Sztumie do Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego w Warszawie opisujący czterdzieści dziewięć rodzajów „maltretacji i tortur” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3. Wyrok uniewinniający i rehabilitujący Kazimierza Moczarskiego (oraz współoskarżonych Eustachego Kraka i Alfreda Kurczewskiego) wydany przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy 11 XII 1956 (fragmenty) . . . . . . . . . . . . . . . . . 4. O Rozmowach z katem (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) . . . 5. Jak powstały Rozmowy z katem (wywiad Mieczysława Orskiego z Kazimierzem Moczarskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6. Andrzej Szczypiorski, O Kazimierzu Moczarskim . . . . . . . . . . . . 7. Zbigniew Herbert, Co widziałem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8. Jerzy Ficowski, Epitafium . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9. Gustaw Herling-Grudziński, fragment Dziennika pisanego nocą . 10. Tadeusz Konwicki, fragment książki Wschody i zachody księżyca . . .
399
408
412 414 416 419 432 434 435 436
Indeks osób . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 438
SPIS TREŚCI
447