Skip to main content

Nieznane przygody Mikołajka

Page 1

Tytuł oryginału Le Petit Nicolas. Le ballon et autres histoires inédites Mikołajek, postaci, przygody i charakterystyczne elementy świata Mikołajka są dziełem René Goscinny’ego i Jean‑Jacques’a Sempégo. © 2009 IMAV éditions / Goscinny‑Sempé Prawo rejestracji i korzystania z marek związanych ze światem Mikołajka zastrzeżone dla IMAV éditions. Le Petit Nicolas® jest znakiem zarejestrowanym. Wszelkie prawa do reprodukowania lub imitowania marki i wszelkich logotypów są zastrzeżone. www.petitnicolas.com Projekt okładki Maria Gromek Opieka redakcyjna Magdalena Talar, Kamila Biedrońska, Judyta Wałęga Adiustacja Maria Braunstein Korekta Małgorzata Biernacka, Aleksandra Małysiak, Katarzyna Onderka, Wojciech Lulek Łamanie Mariusz Warchoł, Dawid Kwoka Copyright © for the Polish translation by Barbara Grzegorzewska Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018 Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl. ISBN 978‑83‑240‑5068‑0 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30‑105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e‑mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie III 2018 Druk i oprawa: Colonel


Nieznane przygody Mikołajka


René Goscinny

Jean‑Jacques Sempé

Nieznane przygody Mikołajka Przełożyła Barbara Grzegorzewska

Kraków 2018


W

yobraźcie sobie, że czytacie słowa piosen‑ ki, nie znając jej melodii. Że oglądacie operę bez kostiumów i reżyserii. Że siedząc samot‑ nie nad tekstem, odkrywacie sztukę teatralną, bę‑ dąc zarazem zdrajcą i zdradzonym, ukochaną i po‑ rzuconą. Że zapoznajecie się ze scenariuszem filmowym, nie zważając na subiektywne spojrzenie kamery. Jakże ponuro wyglądałby taki świat i jak rzuto‑ wałby na nasze życie, czyniąc je jednostajnie szarym. Wyobraźcie sobię Fernandę, Penelopę albo żonę Hektora bez głosu Georges’a Brassensa, bez gitary ani kontrabasu. Fernanda na nikim nie wywarłaby wrażenia, Penelopa zadowoliłaby się swoim Ulisse‑ sem z przedmieścia, a żona Hektora, oschła i nie‑ czuła, nikogo by nie pocieszyła. Oczywiście pozo‑ stałyby wspaniałe rymy, ale z tych wszystkich

13


opowiedzianych w piosenkach historii zapamięta‑ libyśmy tylko… same historie. Podobnie stałoby się z Don Giovannim Mozarta w wersji bez pojedynku Don Juana z Komando‑ rem. W której pulpit dyrygenta zastąpiłby szpadę, a bas, zdany tylko na siebie, odtwarzałby finałową ucztę. Dzieło nadal byłoby wybitne, ale muzyka i dramat potraktowane z osobna nie miałyby już takiego oddziaływania ani nie budziłyby równie silnego wzruszenia. Wyobraźcie sobie, że nie bierzecie pod uwagę spojrzenia Truffauta, kiedy w swoim filmie opowia‑ da o dzikim dziecku, a tylko słyszycie dźwięki wy‑ dawane przez młodego Wiktora, nie chwytając ich sensu, który czeka na was ukryty gdzieś poza nimi. A teraz wyobraźcie sobie którąś z opowiastek Mikołajka pozbawioną ilustracji. Zostałaby sama historia, jej dramaturgia, język, obraz dziecięcego świata. Wzruszenie rodzi się z połączenia talentów dwóch twórców. Słowo jednego prosi się o kreskę drugiego. Bez niej traci swój koloryt. Co zatem zro‑ bić, by po przeszło trzydziestu latach uśmiech czło‑ wieka, którego już nie ma, znowu natchnął artystę, który żyje?

14


Jestem u Jean‑Jacques’a Sempégo. Pracownia przy bulwarze Montparnasse, na ostatnim piętrze trzydziestopiętrowego budynku. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to stół do rysowania. Na nim różne obrazki. Rozmazane farby układają się w kształt obłoków. Gospodarz mi tłumaczy: tutaj wycieram pędzle. – Jean‑Jacques – mówię – muszę z tobą poroz‑ mawiać. To dosyć skomplikowane. To znaczy, to nie jest łatwe. – Tak? – Otóż mam jeszcze dziesięć historyjek o Miko‑ łajku. Niby jest w nich to, co najważniejsze (słowa), ale brakuje najważniejszego (rysunków). – Tak... Napijesz się czegoś? Tłumię w sobie chęć na grenadynę albo sok porzeczkowy. Kiedy w grę wchodzi dzieciństwo, moje czy którejś z postaci, tracę nad sobą kon‑ trolę! – Bez twoich rysunków jego słowa nie mają sen‑ su. Rozumiesz, są jak... – Obłoki w czarno‑białym wydaniu? – No właśnie! Myślę wtedy o partyturze, gdzie nuty byłyby ko‑ lorowymi obłoczkami.

15


Partyturze napisanej na dwa głosy, z których je‑ den umilkł ponad trzydzieści lat temu. Pozostaje wciąż drugi. Wyszłam z pracowni, wsiadłam do windy i znów zanurzyłam się w miasto. Wyobrażałam sobie Jean‑ ‑Jacques’a patrzącego, jak oddalam się bulwarem Montparnasse. Mały ludzik otoczony obłoczkiem akwareli. Jedna z jego postaci. Kilka miesięcy później Jean‑Jacques prosi, że‑ bym go odwiedziła. – Chciałbym ci kogoś przedstawić – mówi. Onieśmielona jak młoda dziewczyna na pierw‑ szej randce, poprawiam włosy w windzie. Pracow‑ nia, do której od czasu poprzedniej wizyty wiele razy wracałam w wyobraźni, wydaje się jeszcze jaś‑ niejsza. A w niej czeka na mnie mały chłopiec. Na‑ prawdę. Ubrany w śmieszny sweterek, zasmucony brakiem zrozumienia ze strony dorosłych. Mikoła‑ jek, który wyszedł spod pędzla Sempégo trzydzieści lat po śmierci mojego (a także jego) ojca, wraca te‑ raz do życia na moich oczach. Czy widzimy go na opuszczonym placu, czy w nowo otwartym sklepie, przed szafką pełną bibelotów, czy marzącego z ko‑ legami o założeniu cyrku, z czerwonym balonikiem w dłoni, czy przysypiającego w loży teatralnej, to

16


wciąż ten sam mały Mikołajek – choć urodził się przed pięćdziesięcioma laty. Czułość bijąca z tych rysunków wywołuje błysk w moim oku (tak, Jean‑Jacques, chyba zaraz się cze‑ goś napiję!), gdy tymczasem Mikołaj, podekscytowa‑ ny czy zmęczony, figlarny i rozbrykany, sam śmieje się z tych historyjek, których nie znał. Fernanda znów budzi żądze latarnika, Don Gio‑ vanni ma na sobie kostium, grób Komandora jest przerażająco prawdziwy, a młody Wiktor wysławia się po mistrzowsku dzięki kamerze Truffauta. Sempé zatrzymał czas, lecz nie próbował go cof‑ nąć. Spojrzenie Mikołaja jest teraz może nieco bar‑ dziej mroczne. To spojrzenie dziecka, które ma za sobą pięćdziesiąt lat historii. Nie można wymazać z życia jego mrocznych chwil, trzeba z nimi żyć, a do blizn z czasem człowiek się przyzwyczaja. Anne Goscinny


Spis treści

Jajko wielkanocne Sweter Telewizja u Kleofasa Konkurs Nowy sklep Wizyta Prawdziwy cyrk! Balon Szkoła lojalności Teatr

27 41 57 73 89 103 117 133 149 163


Jajko wielkanocne


B

ARDZO LUBIĘ WIELKANOC,

wtedy fajnie się w do‑

mu bawimy. Tata zaczyna dzień od malowania jajek. Nie chce, żebym mu pomagał – mówi, że jestem niezdara i na pewno mam to po matce. Tata zaczyna malować jajka w jadalni, ale od lat – to znaczy od dwóch, bo wcześniej nie pamiętam – musi kończyć pracę na strychu, dlatego że zawsze stłucze jedno albo dwa

29


Jajko wielkanocne

jajka na stole w jadalni (w tym roku), albo na dywa‑ nie (w zeszłym roku), albo na sukience mamy (dwa lata temu, kiedy jeszcze byłem mały) i mama chce jechać do swojej mamy, i wszyscy płaczą. Kiedy tata wraca ze strychu, jajek jest mniej, niż kiedy tam szedł, ale za to są bardzo ładne! Niebie‑ skie, czerwone, zielone, we wszystkich kolorach, zu‑ pełnie jak spodnie taty. Tata jest bardzo dumny, kiedy mówię mu, że nigdy nic piękniejszego nie wi‑ działem. Mama też mówi tacie: „Możesz być z sie‑ bie dumny!”, i na pewno jest szczera, bo wcale się przy tym nie śmieje. Potem tata idzie do ogrodu schować jajka w tra‑ wie. Trawa jest bardzo wysoka, więc bardzo trudno


Jajko wielkanocne

je znaleźć. Tata tłumaczy się mamie, że chciał do‑ brze ukryć wielkanocne jajka i dlatego tak długo nie kosił trawnika. Dzisiaj zdarzył mu się mały wy‑ padek: pobił się z wielkim psem, który dostał się do ogrodu i też chciał znaleźć jajka. Tata zwyciężył. Ale nie mogłem od razu szukać jajek, bo czekałem na kolegów, którzy mieli przyjść mi pomagać. No i na podwieczorek. Koledzy przyszli i przynieśli fajne prezenty: czekoladowe jajka, czekoladowe kury i masę in‑ nych czekoladowych rzeczy. Mama powiedziała, że od samego patrzenia rozbolała ją wątroba. Ja rozchorowałem się dopiero po zjedzeniu, ale co tam, nie szkodzi, ja to lubię! Kiedy wszyscy już byli, tata zaprowadził nas do ogrodu i powiedział: – A teraz, dzieci, szukajcie jajek! Tata nigdy się z nami nie bawi, więc przygotowa‑ łem dla niego niespodziankę. – Ty też – zawołałem – szukaj razem z nami! Schowałem w trawie twój zegarek! Tata zrobił się cały czerwony, spojrzał na mnie groźnie, oczywiście dla zabawy, i też zaczął szukać. Pan Blédurt, nasz sąsiad, wyjrzał zza płotu i zapytał:

33


Nieznane przygody Mikołajka

– Nie jesteś trochę za duży na szukanie jajek? Co? A potem się roześmiał. Wtedy tata, który jeszcze nie znalazł zegarka, podniósł głowę i krzyknął: – Ty to byś nie znalazł nawet własnego nosa, że‑ by się wysmarkać, gdyby ci nie powiedzieć, że masz go pośrodku tej swojej tłustej gęby! Na to pan Blédurt oświadczył, że idzie o zakład, że znajdzie jajko w mniej niż trzydzieści sekund. Przeskoczył przez płot i wygrał, bo wpadając do na‑ szego ogrodu, rozgniótł jajko swoim zamszowym butem. Tata się strasznie śmiał, ponieważ but pana Blédurt zrobił się żółto‑niebieski. Pan Blédurt po‑ patrzył na tatę groźnie (nie dla zabawy), a potem go popchnął. Tata upadł i krzyknął, bo właśnie znalazł zegarek i trochę go uszkodził, kiedy na nim usiadł. Nie zobaczyliśmy, jak się skończyła sprzeczka, bo mama zawołała nas na podwieczorek. W ogrodzie zostali tylko pan Blédurt i tata, którzy na siebie krzy‑ czeli, no i ten wielki pies, bo właśnie skorzystał z okazji i znów przyszedł szukać jajek, których nam nie udało się znaleźć. W domu mieliśmy kupę zabawy! Piliśmy czeko‑ ladę, mama zrobiła tort czekoladowy i jedliśmy prezenty.

34


mikołajek nabiera kolorów! Tym razem opowiadania o paczce kumpli Mikołajka pojawiły się niespodziewanie, odnalezione w szufladzie Goscinny’ego. Te nieznane przygody Sempé zilustrował kolorowymi rysunkami, dzięki czemu historie o Mikołajku nabierają prawdziwych rumieńców. Najsłynniejszy francuski uczeń ma dwie cechy – nigdy się nie zmienia i nigdy się nie starzeje. A pomysłów na przygody nigdy mu nie brakuje. Co obejrzą w telewizji u Kleofasa? Czy uda im się otworzyć własny cyrk? Przekonajcie się sami, bo Mikołajek długo nie usiedzi w jednym miejscu!

„Kiedy w szkole mam dobre stopnie, rodzice pozwalają mi czasem zadzwonić do Kleofasa, żeby zaprosił mnie do siebie na telewizję. Kłopot tylko, że Kleofas jest najgorszym uczniem w klasie i jego rodzice za karę często nie pozwalają mu oglądać telewizji, a wtedy ja – to niesprawiedliwe – też nie mogę oglądać. Rodzice Kleofasa naprawdę przesadzają, no bo co w końcu, kurczę blade!”

c e na 39,9 0 z ł


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nieznane przygody Mikołajka by SIW Znak - Issuu