MONIKA
Michalik Nie zapomnę o tobie
KRAKÓW 2021
Projekt okładki Paweł Panczakiewicz / PANCZAKIEWICZ ART. DESIGN www.panczakiewicz.pl Fotografie na okładce Santorines/Shutterstock Eugene Chan/Unsplash Opieka redakcyjna Dominika Kraśnienko Opracowanie tekstu i łamanie Wydawnictwo JAK Copyright © by Monika Michalik Copyright © for this edition by Wydawnictwo Znak, Kraków 2021 ISBN 978-83-240-6232-4
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU
Rozdział 1
D
anka spojrzała w niebo i przyspieszyła kroku. Jej świeżo obcięte i wymodelowane w salonie włosy powiewały lekko na wietrze, zupełnie nieświadome, że za chwilę z pięknie ułożonej fryzury mogą się zmienić w mokre strąki. Ciemne chmury, zawieszone nisko nad budynkami, zdawały się ciężkie, pełne deszczu. Kobieta poprawiła torebkę na ramieniu. Rozejrzała się. Na ulicy nie było niemal nikogo, tylko młody listonosz z pochyloną głową szybko mknął na rowerze w jej stronę. – Dzień dobry! – zawołał. – Dzień dobry! – Kobieta odwróciła się do mężczyzny. – Miał pan coś dla mnie? – zapytała przez ramię. – Tak! Zostawiłem w skrzynce! – odkrzyknął z daleka, nawet nie oglądając się za siebie. – Niech się pani spieszy, będzie burza jak nic! – zawołał jeszcze i skręcił w lewo na skrzyżowaniu. Danka nie odpowiedziała listonoszowi, bo po pierwsze i tak by jej nie usłyszał, a po drugie dlatego, że nagle niebo wydało z siebie głośny pomruk.
•9•
– Oho! – szepnęła do siebie, chwyciła torebkę do ręki i pobiegła do domu. Zdyszana pchnęła metalową furtkę i zerknęła na zawieszoną na niej skrzynkę na listy. Zawahała się, ale ostatecznie wyjęła z kieszeni pęk kluczy. W pośpiechu otworzyła pojemnik i wyjęła całą zawartość. Wepchnęła wszystko do torebki, zamknęła skrzynkę i w ostatniej chwili schroniła się na ganku domu. O ile Danka miała nawyk zaglądania do skrzynki, ilekroć przechodziła obok, o tyle gdy wreszcie ją opróżniała, wyjęte listy znikały w jej torebce na długo. Czasami przypominały o sobie dopiero po kilku dniach, kiedy okazywało się, że torebka więcej korespondencji po prostu nie pomieści. Wtedy Danka wyjmowała wszystkie listy i je segregowała. Były to głównie ulotki reklamowe i przesyłki z banków oferujących niezwykle korzystnie oprocentowane pożyczki, które szybko lądowały w koszu. Niestety zdarzały się też rachunki do zapłacenia i, och, z nimi chętnie obeszłaby się tak samo! Tak, Danka nie lubiła przyjmować tej korespondencji i pewnie dlatego notorycznie o niej zapominała. Tak było i tym razem. Kiedy tylko weszła do domu, położyła torebkę na komodzie w przedpokoju, zdjęła buty i pospieszyła do kuchni. Spojrzała na zegar. Prawie czternasta. „Zaraz pewnie wróci Emilia” – pomyślała i wyjęła z lodówki plastry schabu przygotowane do panierowania. „Oby zdążyła przed burzą”. Z niepokojem zerknęła przez okno. Deszcz miarowo stukał o parapet, ale niebo zaczęło się przejaśniać. „No i bardzo dobrze” – odetchnęła z ulgą. Nie znosiła burzy, zwłaszcza kiedy jej córka była poza domem. Tym razem chyba nawałnica przeszła bokiem. Danka mogła spokojnie zająć się gotowaniem obiadu.
• 10 •
Nie dalej jak po kwadransie, kiedy dom wypełnił zapach smażonych kotletów, drzwi wejściowe trzasnęły i po chwili w kuchni pojawiła się Emilia. – Cześć, mamuś! – zawołała. – Ależ tu pachnie! O której obiad? – Za chwilę. – Danka się uśmiechnęła. – Jak tam spotkanie z koleżankami? Właściwie nie musiała pytać. Przecież widziała, że córka wróciła do domu w doskonałym humorze. – Całkiem miło! Tylko deszcz nas trochę przegonił. Dobrze, że miałam parasol. Przemokłabym do suchej nitki! – Emilia zdjęła gumkę z włosów i rozczesała je palcami. Złote fale miękko opadły na ramiona. – Dziewczyny ciągle namawiają mnie na studia – dodała, siadając przy stole. – Może to dobry pomysł. W dzisiejszych czasach matura i nawet tytuł technika to za mało. – Danka westchnęła i sięgnęła po talerz, na którym po chwili wylądowały ziemniaki, ogromny kotlet schabowy i surówka z kiszonej kapusty. – Ja już wybrałam. – Dziewczyna energicznie potrząsnęła głową. – Najpierw znajdę pracę, a potem, za jakiś czas, może pójdę na studia. Zaoczne – powiedziała i odebrała od mamy talerz. Danka się zamyśliła. Niespełna dziewiętnastoletnia córka była bardziej odpowiedzialna niż jej ojciec. Kobieta doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego Emilia nie zamierzała studiować stacjonarnie. Chciała ją odciążyć finansowo. A Dance z tego powodu serce rozdzierało się na pół. Z jednej strony cieszyła się, że córka nie myśli tylko o sobie, ale z drugiej… Jej najbliższe koleżanki za parę miesięcy wyjadą na studia. Będą mieszkały w akademikach i wiodły studenckie życie. I nie będą musiały
• 11 •
martwić się o pieniądze. A Emilia w tym czasie będzie chodziła do pracy? By zadbać o domowy budżet? – Masz już coś na oku? – zapytała, kiedy kończyły posiłek. – Tak jakby. – Emilia spojrzała na matkę. Oliwkowa bluzka, wykończona koronką przy dekolcie, podkreślała zielone tęczówki dziewczyny. – Wysłałam parę zgłoszeń. Również za granicę – dodała po namyśle i spojrzała ukradkiem na mamę. – Za granicę? – zdziwiła się Danka. – Był taki konkurs, ale raczej mam małe szanse go wygrać. – Nic mi nie wspominałaś o żadnym konkursie. – Kobieta zmarszczyła brwi. – No bo nie chciałam zapeszać, ale już długo się nie odzywają, więc chyba przepadło. Trzeba było przygotować po angielsku projekt animacji hotelowych dla pewnego greckiego hotelu. Wybiorą najlepsze zgłoszenie, a zwycięzca będzie mógł swój projekt zrealizować latem w tym hotelu za normalną pensję. – Brzmi ciekawie. – Do Danki nagle dotarło, że lada moment jej jedyne dziecko może wyjechać bardzo daleko i ona nie będzie miała na to wpływu. Emilia łypnęła okiem na matkę. – Mamo, nawet jeśli wyjadę… przecież po to wybrałam technikum o profilu turystycznym. – Wiem, kochanie, wiem. Przecież chcę dla ciebie jak najlepiej. Po prostu… będę tęsknić. – Póki co, czekam na odpowiedź, ale chyba już się nie doczekam. – Emilia wzruszyła ramionami i podniosła się, by zanieść talerze do kuchni. – A, no właśnie! – Danka pstryknęła palcami. – Listy! Miałam je wyjąć… – Poderwała się z krzesła i ruszyła do przedpokoju.
• 12 •
Wygrzebała z torebki ulotki i lekko zgnieciony list. Zerknęła na nadawcę i wstrzymała oddech. – Emi! – zawołała, nim w głowie pojawiła się myśl, że może byłoby lepiej nie pokazywać córce przesyłki. W ręku trzymała białą podłużną kopertę z niedbale postawionym błękitnym stemplem greckiego urzędu pocztowego. Danka przygryzła wargę. A gdyby jednak nie pokazywać córce tego listu? No bo skoro go wysłali, to pewnie ją przyjęli. Gdyby Emilia nie dowiedziała się o tym, być może zdecydowałaby się na studia? Nagle zapragnęła, by jej córka ten jeden jedyny raz pomyślała wyłącznie o sobie. Myśli kotłowały się w jej głowie, ale było już za późno na takie dylematy, bo Emilia, wyczuwając napięcie w głosie matki, przybiegła natychmiast i wpatrywała się w nią teraz w oczekiwaniu. – Co jest? – zapytała, widząc rodzicielkę sprawiającą wrażenie zawieszonej gdzieś w przestrzeni. Danka podała córce list. – To chyba na to czekałaś. Emilia otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale w tej samej chwili zmarszczyła brwi i już się nie odezwała. Trzymała przez chwilę kopertę w dłoniach, jakby nie wiedząc, co z nią zrobić. Raz po raz zerkała to na list, to na matkę. Wyglądała teraz jak mała bezbronna sarenka, której ktoś oznajmił, że nadszedł czas na pierwsze polowanie. – No, otwórz – zachęciła ją Danka. Utkwiła wzrok w przesyłce i głośno westchnęła. Jeśli wcześniej miała wątpliwości, czy w ogóle pokazać list Emilii, to teraz nie mogła się doczekać, by poznać jego zawartość. – No, dalej… – Położyła dłoń na ramieniu córki.
• 13 •
Wstrzymała oddech, kiedy dziewczyna wsunęła palec w wąską szczelinę w miejscu sklejenia koperty i zdecydowanym ruchem ją rozerwała. Po chwili wyjęła dokument. Danka zerknęła ponad jej ramieniem, ale list był napisany po angielsku, więc kobieta przeniosła wzrok na twarz córki. Miała nadzieję coś z niej wyczytać. Emilia, przesuwając wzrokiem po tekście, bezwiednie nawinęła kosmyk włosów na palec. Usta to unosiły się lekko w kształt uśmiechu, to marszczyły w dziubek. – Wszystko okej? – zapytała na wdechu Danka. – Co ci tam piszą? Emilia wreszcie podniosła wzrok znad gęsto zapisanego drobnym drukiem papieru. Jej oczy iskrzyły. W zielonych tęczówkach pojawiły się żółte refleksy, które dodały spojrzeniu blasku. – Chcą, żebym przyjechała do pracy – odparła niepewnie dziewczyna. – Wygrałaś! – zawołała Danka. – Nie do końca. – Emilia potarła zaróżowione policzki. – Wybrali inny projekt, ale moje zgłoszenie było na drugim miejscu i proponują mi pracę w charakterze obsługi hotelowej. – Ale jak to: obsługi? – Czyli w recepcji albo jako konsjerżka – wyjaśniła córka. – To dla mnie ogromna szansa, by sprawdzić swoją znajomość angielskiego. No i jeśli dobrze się spiszę, to może w kolejnym sezonie znowu mnie zatrudnią. – Świetnie! – Danka klasnęła z entuzjazmem w dłonie. Choć w żołądku ją ścisnęło, nie dała tego po sobie poznać. Cieszyła się pierwszym poważnym sukcesem córki. Tylko że Emilia nie wyglądała na szczęśliwą.
• 14 •
– Nie chcesz tam jechać? – Chcę! Tylko, no wiesz… Dotarło do mnie, że nie będziemy się widzieć dwa, może trzy miesiące. Nie chcę zostawiać cię samej. – Córuś! – Danka wyciągnęła ramiona i przygarnęła Emilię do siebie. – Przecież nie zostawiasz. Realizuj swoje marzenia. Jedź, zdobywaj doświadczenie i… baw się dobrze. Bo chyba nie będziesz musiała pracować od świtu do nocy? – Piszą, że codziennie osiem do dziesięciu godzin pracy i jeden dzień wolnego w tygodniu. – Dziewczyna z powrotem zagłębiła się w dokumencie. – Jako animator pracowałabym pewnie krócej – zadumała się. – To będziesz całymi dniami harować. Znając życie, te osiem do dziesięciu godzin skończy się na dwunastu. – Danka machnęła rękami. – W takich hotelach to się obcokrajowców wykorzystuje jak niewolników. Kobieta nigdy nie była za granicą i nie wiedziała, jak zarabia się na życie w kurortach hotelowych, ale wiele słyszała i czytała w magazynach plotkarskich o zagranicznych obozach pracy i wykorzystywaniu młodych Polek. Emilia przewróciła znacząco oczami, bo widząc minę matki, potrafiła odgadnąć jej myśli. – Mamo, nic mi nie będzie. Cały czas będziemy w kontakcie. Jeśli coś mnie zaniepokoi, to po prostu wrócę. – Wiem. Tylko mam wrażenie, że nie jesteś całkiem szczęśliwa. – Już straciłam nadzieję, że do mnie napiszą. A kiedy w końcu to zrobili, nadzieja znowu się rozbudziła. Sama nie wiem. Cieszę się i jednocześnie jest mi przykro. – Emilia osunęła się po ścianie i usiadła na chłodnych płytkach. – Czy to normalne?
• 15 •
Danka się uśmiechnęła. – Normalne – zapewniła. Sama przecież czuła to samo. Jednocześnie radość z sukcesu córki i strach, czy jej jedyne dziecko poradzi sobie samo tak daleko od domu. Usiadła obok Emilii i objęła ją ramieniem. – Słuchaj swojego serca. Nie rób niczego na siłę. Chcesz jechać? – Odgarnęła córce włosy za ucho, odsłaniając długi kolczyk ze srebrną kulką zawieszoną na końcu. Emilia zacisnęła usta w cienką linię, jakby się zastanawiała nad odpowiedzią, ale oczy jej błyszczały. Oczy. One znały już odpowiedź. W końcu dziewczyna kiwnęła głową. Nieznacznie, ale Danka to zauważyła. Przytuliła ją mocniej. „Może chociaż jej lepiej się ułoży – pomyślała. – Ja mogę sprzątać biurowce do końca życia, ale ona… Ona zasługuje na to, by spełniać się zawodowo. Ciężko na to pracowała”. Danka pobłogosławiła córkę w myślach i pocałowała w czubek głowy.
Rozdział 2
E
milia minęła bramki kontroli osobistej i jeszcze raz obejrzała się za siebie. Mama cały czas stała w miejscu, w którym się pożegnały. W dłoniach kurczowo ściskała torebkę, w oczach miała łzy. Emilia doskonale wiedziała, że walczy z całych sił, by się na dobre nie rozpłakać. Sama też czuła rosnącą gulę w gardle. Szybko pomachała jej ostatni raz i skierowała się do hali odlotów. Nigdy nie wyjeżdżała z domu na tak długo. Kiedy znalazła się w ogromnej poczekalni z mnóstwem czarnych metalowych krzeseł, zrozumiała, jak bardzo będzie tęsknić. Jako jedynaczka wychowywana bez ojca była niezwykle mocno związana z matką. Kiedy jej koleżanki narzekały na swoich „starych”, Emilia myślała o tym, że przynajmniej mają ich oboje. Nigdy nie poznała ojca, a mama unikała odpowiedzi na zadawane przez córkę pytania. Mówiła tylko zdawkowo, że ją zostawił. Każde kolejne pytanie sprawiało, że mocniej zaciskała usta, a niewielkie zmarszczki drgały wokół nich. Choć kobieta starała się nie dawać tego po sobie poznać, Emilia czuła, że za
• 17 •
tą zaciętą miną kryje się historia nieszczęśliwej miłości. Z czasem przestała pytać. Uznała, że może któregoś dnia mama sama poruszy ten temat. – Pasażerów lecących do Aten zapraszamy do bramki numer dziewięć – rozległ się niewyraźny dźwięk w głośnikach. Emilia wytężyła słuch. Po chwili komunikat został powtórzony po angielsku, a potem jeszcze raz po polsku. Dziewczyna poderwała się z miejsca i ruszyła we wskazanym kierunku. Błąkała się chwilę po terminalu, szukając bramki z numerem dziewięć. Przez tę jedną krótką chwilę, kiedy nie mogła jej znaleźć, poczuła wątpliwości, czy poradzi sobie sama za granicą. Wreszcie dotarła do grupy podróżnych, którzy tak jak ona wybierali się do Aten. Ustawiła się w kolejce do ostatniej kontroli lotniczej. Poczuła się nieswojo i samotnie. Przed nią stały rodziny z dziećmi i grupy przyjaciół, wyjeżdżające na wspólne wakacje. Było też kilka obejmujących się czule par. Tylko ona sama. Zawiesiła na jednym ramieniu plecak i przygotowała dokumenty. – Zapnij sobie ten plecak, bo cię okradną, a potem będzie na mnie – usłyszała za plecami. Emilia natychmiast zdjęła tobołek i zapięła suwak przedniej kieszonki. – Dzięki. – Spojrzała speszona na chłopaka, który stał tuż za nią. Był sporo wyższy, patrzył na nią z góry. Trudno było wyczytać z jego twarzy, o czym myśli, ale wydawał się raczej znudzony. – Nie ma za co – odparł. – Tylko pilnuj się bardziej – dodał. Tym razem na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. – Jasne – odpowiedziała krótko Emilia i odwróciła się do bramki. Wkrótce lotniskowy autobus podwiózł podróżnych do samolotu. Emilia spojrzała na bilet. Miała miejsce w tylnej części
• 18 •
samolotu. Pasażerowie tłoczyli się, chowali bagaże podręczne nad fotelami, siadali na odpowiednich miejscach. Wreszcie dziewczyna stanęła przy swoim rzędzie. Skrzywiła się, widząc, że chłopak, który stał za nią podczas odprawy, zajął jej fotel. – Sorry, ale mam miejsce przy oknie – powiedziała zniecierpliwiona. Była zmęczona, chciała wreszcie usiąść i spróbować zasnąć. Była dopiero piąta rano. Normalnie o tej godzinie nawet nie wystawiłaby nosa spod kołdry. – Okej. – Chłopak wstał i przepuścił dziewczynę. – Myślałem, że obok mnie usiądzie jakiś staruszek, któremu będzie obojętne, gdzie siedzi – dodał, kiedy już zajął miejsce obok Emilii. – Przykro mi, że cię rozczarowałam – odparła dziewczyna i zapięła pas bezpieczeństwa. – Nie no. Tego nie powiedziałem. – Chłopak spłonął rumieńcem. – Po prostu lubię siedzieć przy oknie. – Ja też. Nie myśl sobie, że ci ustąpię. – Wcale tak nie pomyślałem. – On również zapiął pas. – A ty tak sama? Na wakacje? – Mogłabym zapytać o to samo. Nie widzę, żeby ci ktoś towarzyszył. – A bo widzisz! Ja nie na wakacje jadę. Tylko do pracy – celowo powiedział ostatnie słowa głośniej. – Wygrałem staż w hotelu – dodał już ciszej. Emilia, która dotąd nie miała ochoty na rozmowy i raczej chciała spróbować odpocząć w czasie lotu, teraz z zainteresowaniem spojrzała na chłopaka. – Staż? – zapytała. – Mówisz serio? Uśmiechnął się, zadowolony, że zwrócił jej uwagę. – Serio, serio. Będę prowadzić animacje w hotelu.
• 19 •
– Nie wierzę! – zawołała Emilia, i widząc jego zaskoczoną minę, zapytała: – Wygrałeś konkurs? – Tak – odpowiedział niepewnie. – Skąd wiesz? – Zajęłam drugie miejsce. Zdaje się, że jedziemy do tego samego hotelu! – O kurde! Ale czad! – ożywił się chłopak i przeczesał palcami ciemne kręcone włosy. – No! Wyprzedziłeś mnie o tyle. – To mówiąc, Emilia uniosła dłoń na wysokość jego oczu i zbliżyła kciuk i palec wskazujący na odległość milimetra. Czuła, że coś ściska ją w żołądku. Nie była przygotowana na to, że tak szybko pozna człowieka, który zabrał jej pierwsze miejsce w konkursie. Zdziwiło ją, że tak ją to poruszyło. Pomasowała dłonią miejsce, w którym czuła ucisk. – Mateusz jestem. – Chłopak wyciągnął rękę. – Emilia. – No to już nie podróżujesz samotnie – stwierdził. – Masz mnie. – Mrugnął do niej i zaśmiał się głośno. Emilia nie odpowiedziała. Samolot ruszył i dziewczyna wyjrzała przez okno. Dotąd leciała samolotem tylko raz w życiu, prawie zapomniała, jakie to uczucie wzbijać się w powietrze. Teraz, kiedy poczuła, że prędkość wbija ją w fotel, przypomniała to sobie. Ukradkiem zerknęła na siedzącego obok niej chłopaka. Wyglądał na lekko zdenerwowanego. Zaciskał dłonie na podłokietnikach. Emilia znowu spojrzała w okno i obserwowała oddalające się drzewa i budynki, kiedy maszyna podrywała się do lotu. Co chwilę przełykała ślinę, by odetkać uszy. Wkrótce w samolocie zrobiło się ciszej, a sygnał dźwiękowy poinformował, że można już odpiąć pasy. Emilia tego nie zrobiła. Widziała kątem oka, jak siedzący obok Mateusz opiera się wygodniej w fotelu.
• 20 •
– Możesz się odpiąć – powiedział, czym wprawił dziewczynę w zakłopotanie. Myślała, że nie zauważył jej ukradkowego spojrzenia. – Taki się czujesz wyluzowany, jak odpinasz pas bezpieczeństwa? – Nie mogła powstrzymać się przed tą drobną uszczypliwością. – A ty taka bezpieczna, kiedy jesteś zapięta? – Mateusz nie pozostał jej dłużny. W odpowiedzi Emilia odwróciła się w stronę okna i zamknęła oczy. Czasami kiedy człowiek poznaje drugiego człowieka, to ma poczucie, że spotkał bratnią duszę. Tym razem jednak dziewczyna była pewna, że nie zapała sympatią do tego chłopaka.
Rozdział 3
G
niewasz się na mnie? – zapytał Mateusz, kiedy czekali w hali przylotów na swoje walizki. – A czemu tak myślisz? – Emilia zmarszczyła czoło. – Całą drogę się nie odzywałaś, teraz też trzymasz się z boku. – Powiedzmy, że nie obdarzyłam cię większą sympatią – odparła z rozbrajającą szczerością. – Jak to? – Chłopak wyraźnie się zdziwił. – Powiedziałem coś nie tak? – Nie. Po prostu nie nadajemy na tych samych falach. Mateusz wyprostował się. Stał przez chwilę bez ruchu, przyglądając się dziewczynie. – Co się tak gapisz? – Emilię irytowało, że aby dostrzec wyraz jego twarzy, musi zadrzeć wysoko głowę. – Myślałem, że zostaniemy kumplami. – Niby czemu? – prychnęła. – Przecież to niesamowite, że będziemy razem pracować. Na kilka tysięcy zgłoszeń wybrali akurat nasze! I siedzieliśmy razem w samolocie! Przecież to jakiś znak.
• 22 •
– Znak? Że co? – Emilia również się wyprostowała, a ręce oparła na biodrach. Mateusz nie odpowiedział. Próbował wyczytać z oczu dziewczyny, co ją ugryzło. Przecież w samolocie całkiem dobrze im się rozmawiało. Nagle doznał olśnienia. W jego oczach pojawiły się iskierki. – Wiem! – zawołał głośno. Niektórzy podróżni spojrzeli na niego z ciekawością. – Zazdrosna jesteś, że to nie ty wygrałaś! – Zwrócił tym na nich uwagę kolejnych współpasażerów, ale zdawał się tego nie zauważać. Emilia spłonęła rumieńcem. Widziała, jak niektórzy zerkają na nią i szepczą coś między sobą. Chciała coś odpalić temu zadufanemu w sobie chłopakowi, ale zdała sobie sprawę, że jeśli to zrobi, będzie miała już całkiem pokaźną widownię. Przewróciła zatem tylko oczami ze zniecierpliwieniem i zrobiła kilka kroków w bok. Nie miała ochoty na dalszą rozmowę. Najgorsze w tym było to, że chłopak niestety miał rację. Kłuło ją w sercu nieprzyjemne uczucie zazdrości, że to nie ona zwyciężyła w konkursie. Wkrótce na taśmie bagażowej zaczęły się pojawiać pierwsze walizki. Turyści sięgali po swoje bagaże i kierowali się ku wyjściu z lotniska. Przestali obserwować Emilię i Mateusza, zajęli się wypatrywaniem swoich toreb. Dziewczyna również zbliżyła się do taśmy. Już sięgała po swoją walizkę, kiedy Mateusz znowu pojawił się przy niej i chwycił bagaż. – Czy ja prosiłam o pomoc? – mruknęła do niego i pociągnęła za rączkę. – Co ty taka nadęta jesteś? – Cierpliwość Mateusza najwyraźniej się wyczerpywała. – Ja jestem nadęta? Chyba ty! – warknęła i ruszyła w stronę wyjścia.
• 23 •
Nie oglądała się za siebie. Szła szybkim krokiem długim podziemnym przejściem. Wreszcie dojrzała szklane drzwi, a za nimi postój taksówek i autobusów. Kiedy tylko znalazła się na dworze, uderzył ją powiew gorącego powietrza i blask słońca. Przed terminalem panował zgiełk, wszyscy zdawali się gdzieś spieszyć. „Prawdziwie wakacyjna atmosfera” – pomyślała Emilia i uśmiechnęła się bezwiednie do siebie. – Greckie powietrze udobruchało polską złośnicę – usłyszała nagle dobrze już jej znany głos Mateusza. Uśmiech natychmiast zastygł, a po chwili zniknął z jej twarzy. – Śledzisz mnie? – zapytała. Znowu w oczach chłopaka błysnęły iskierki. Tym razem, w świetle słonecznym, nie była pewna, czy były objawem ironii, czy może jednak sympatii. – Chodźmy, przystanek jest tam. – Wskazał głową na plac po prawej stronie, na którym stało zaparkowanych kilkanaście autobusów. Nie odpowiedział na zadane pytanie. Uznał, że żadna odpowiedź nie zadowoliłaby tej dziewczyny. Emilia patrzyła chwilę na gęste włosy chłopaka, które w upale zrobiły się jeszcze bardziej kręcone. Ku jej własnemu zdziwieniu zaintrygowały ją te drobne loczki okalające twarz. Podążyła za nowym współpracownikiem. – Rozejm? – Wyciągnął ku niej dłoń, kiedy zajęli miejsca w autobusie. – Daj spokój, będziemy razem pracować, może nawet dadzą nam wspólny pokój – zażartował. Emilia się roześmiała. – Dobra. Niech ci będzie. – Uścisnęła jego rękę. – Mam jednak nadzieję, że nie będziemy razem mieszkać. – Westchnęła. – Mnie by się podobało – odparł, wyjmując z plecaka butelkę wody.
• 24 •
Autobus ruszył i powoli włączył się do ruchu. Wkrótce znaleźli się na autostradzie. – W ogóle nie czuję, że jestem w Grecji – powiedziała Emilia bardziej do siebie niż do Mateusza, ale chłopak od razu spojrzał w okno. – Czego ci tu brakuje? – zapytał. – Palm chociażby. Ta autostrada wygląda całkiem podobnie jak nasza polska trasa nad morze. Tylko znaki drogowe są mniej czytelne. Mateusza zdziwiło to porównanie, ale musiał przyznać jej rację. I to nie tylko dlatego, że Emilia mu się spodobała. Szeroka asfaltowa droga, którą pędzili, zupełnie nie przypominała wąskich greckich dróżek, które można oglądać na większości zdjęć w internecie. Pobocza były wyschnięte, pokryte pożółkłymi resztkami trawy. Gdzieniegdzie rosły drzewa, ich korony poruszały się delikatnie pod wpływem pędzących samochodów, ale nie tworzyły scenerii rodem z egzotycznych pejzaży uświetniających wakacyjne katalogi wycieczkowe. Wkrótce autobus skręcił w zjazd z autostrady, a wtedy droga zrobiła się spokojniejsza, węższa. Zaczęli sunąć coraz bardziej krętymi serpentynami. Emilia cały czas obserwowała widoki za oknem, raz po raz wyjmowała telefon i robiła zdjęcie. Zieleni nadal było mało, ale za to więcej małych wiosek z niskimi domkami. Miejscami było widać w oddali granat morza. Emilia i Mateusz nie rozmawiali. Zmęczeni, coraz bardziej zagłębiali się w otaczający ich krajobraz. Zbliżali się do morza. Z każdym kolejnym zakrętem odsłaniały się widoki na malownicze zatoczki, mieniące się odcieniami błękitu. Pojawiły się palmy i drzewka oliwne.
• 25 •
Wreszcie autobus skręcił w jeszcze węższą uliczkę. Musiał teraz jechać bardzo powoli. Pierwsi turyści zmierzający w stronę plaży schodzili mu z drogi, by mógł przejechać. Gdy w końcu minęli białą kamienną bramę, ich oczom ukazał się kilkupiętrowy budynek z dużym napisem na szczycie: „SOKRATES”. – Witaj, przygodo – wyszeptał Mateusz. Emilia po raz pierwszy od startu autobusu zwróciła ku niemu wzrok. Chłopak sprawiał wrażenie, jakby właśnie spełniało się jego marzenie. Dostrzegła w nim coś, co było odzwierciedleniem jej samej.