PAWE Ł MACHCE WICZ
MUZEUM ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2017
Projekt okładki Marcin Słociński Zdjęcia na okładce Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Fot. Krzysztof Mystkowski/KFP „Politycy ręce precz od wystawy”. Fot. Bartosz Bańka/Agencja Gazeta Zdjęcie autora. Fot. Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta Recenzent Prof. dr hab. Rafał Stobiecki Opieka redakcyjna Krzysztof Chaba Wybór ilustracji Paweł Machcewicz Krzysztof Chaba Adiustacja Renata Włodek Korekta i łamanie Wydawnictwo JAK
Copyright © by Paweł Machcewicz © Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2017
ISBN 978-83-240-4252-4
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2017. Printed in EU
Zaczęło się od artykułu… Wszystko zaczęło się od artykułu, który opublikowałem w „Gazecie Wyborczej” w listopadzie 2007 roku1. Pisałem w nim o polsko-niemieckich sporach o historię, które nasiliły się w poprzednich latach. Ich centrum stanowiła dyskusja na temat oceny powojennych wysiedleń Niemców. W Polsce bardzo krytycznie oceniano działania Eriki Steinbach i Związku Wypędzonych, ale także szersze zjawisko, które z polskiej perspektywy odbierano jako koncentrowanie się rosnącej części niemieckiej opinii publicznej na cierpieniach Niemców w czasie wojny i bezpośrednio po niej: ofiarach ucieczek przed Armią Czerwoną (m.in. historia okrętu „Wilhelm Gustloff”, przypomniana choćby w powieści Güntera Grassa Idąc rakiem czy głośnym filmie telewizji ZDF), alianckich bombardowaniach czy powojennych „wypędzeniach”. Powszechne były obawy, że może to prowadzić do rewizji obrazu II wojny światowej, tak by wyeksponować niemieckie cierpienie zamiast winy. Największy sprzeciw w Polsce wywoływał wątek dotyczący powojennych „wypędzeń”, którym miała być poświęcona nowa instytucja muzealna w Berlinie, lansowana przez Związek Wypędzonych. W tej sprawie panował 1
Paweł Machcewicz, Muzeum zamiast zasieków, „Gazeta Wyborcza”, 8 listopada 2007. 11
MUZEUM
w Polsce bardzo szeroki, ponadpartyjny i ponadśrodowiskowy konsensus, wyjątkowy w kraju coraz silniej spolaryzowanym politycznie i ideowo. Większość głosów po polskiej stronie – pisałem w artykule w „Gazecie Wyborczej” – od lat kwestionowała zasadność wyodrębniania przymusowych wysiedleń jako jednego z najważniejszych problemów w XX-wiecznej historii Europy. W ten sposób zostałyby wyłączone z kontekstu II wojny światowej, niemieckiej agresji i zbrodni, bez których przesiedleń by w ogóle nie było. Warto bowiem pamiętać, że w ujęciach wielu niemieckich historyków i mediów, nawet bardzo odległych od Steinbach, wypędzenia Niemców włączane są w ciąg czystek etnicznych i przymusowych wysiedleń, które rozpoczynają się w Europie po wojnach bałkańskich z lat 1912–13, a których współczesną postacią były gwałty i wypędzenia dokonujące się w trakcie rozpadu Jugosławii. Głównym złem jest w takim ujęciu państwo narodowe, które eliminuje mniejszości, a wspólnym mianownikiem do oceny i odrzucenia tych działań – prawa człowieka w ich współczesnym rozumieniu. Według takiej logiki Polacy wypędzający Niemców realizowali dążenia do stworzenia jednolitego państwa narodowego. Byli ofiarami nazistowskich zbrodni, ale też sprawcami cierpień niewinnych Niemców. Podobnie jak Serbowie dopuszczający się zbrodni na Bośniakach czy Albańczykach. (…) Taka perspektywa deformuje rzeczywisty obraz historii. Ale nie tylko. Relatywizuje ona – nie wprost, lecz dzięki przyjętej optyce patrzenia na XX wiek – wyjątkowość doświadczenia i II wojny światowej, i totalitaryzmów, ich najwyższego zła i zbrodni przez nie popełnionych, niedających się logicznie wkomponować w żadne wydarzenia, których częścią byłyby 12
PAWEŁ MACHCEWICZ
wojny bałkańskie, rozpad Jugosławii czy najszerzej i najbardziej krytycznie interpretowane państwo narodowe z jego uciskiem mniejszości.
W swoim artykule proponowałem, by strona polska nie ograniczała się do jałowych protestów, które i tak nie zapobiegną powstaniu planowanego w Berlinie centrum muzealno-edukacyjnego poświęconego „wypędzeniom”. Argumentowałem, że właściwym rozwiązaniem byłoby przedstawienie własnej narracji skupiającej się na II wojnie światowej i jej skutkach. Narastające w poprzednich latach międzynarodowe spory (m.in. polsko-niemieckie, polsko-rosyjskie) o interpretację wydarzeń z lat 1939–1945 i ich konsekwencje pokazywały dobitnie, że to właśnie II wojna światowa pozostaje centralnym doświadczeniem dla narodów europejskich, bez którego nie da się zrozumieć także okresu kolejnych kilkudziesięciu lat, a nawet naszej współczesności. Najlepszym rozwiązaniem byłoby – dowodziłem w tym samym tekście – stworzenie w Polsce Muzeum II Wojny Światowej, które pokazywałoby Europie i światu całość doświadczenia II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem losów Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na ogół mało znanych w zachodniej części kontynentu i Stanach Zjednoczonych. Miałoby to w oczywisty sposób znaczenie dużo szersze niż tylko wpływ na historyczne spory polsko-niemieckie. Nowe Muzeum byłoby adresowane nie tylko do Polaków i Niemców, ale do wszystkich Europejczyków, a potencjalnie także do zwiedzających przybywających z innych kontynentów. Był to ten sam postulat, który formułowałem publicznie już w poprzednich latach: podjęcia próby poszerzenia pamięci historycznej „starej” Europy, oddzielonej przez kilka dziesięcioleci żelazną kurtyną, 13
MUZEUM
niezbyt interesującej się powikłaną historią narodów, które po zakończeniu wojny znalazły się pod radziecką dominacją, a ich wojenne losy też nie mieściły się w zwyczajowych wyobrażeniach zachodnich Europejczyków na temat tego największego w dziejach konfliktu. „Czas na polską inicjatywę na miarę miejsca, które moglibyśmy zajmować w Unii Europejskiej – przekonywałem na łamach »Gazety Wyborczej« – gdybyśmy sami nie skazywali się w niej na izolację, nie zamykali w oblężonej twierdzy. (…) W takim muzeum, którego dotąd nie ma w Europie, byłoby miejsce na pokazanie pełnego doświadczenia wojny, w tym widzianej z perspektywy narodów, które doznały totalitaryzmu nie tylko nazistowskiego, ale i radzieckiego”. Artykuł w „Gazecie Wyborczej” opublikowałem kilka tygodni po wyborach parlamentarnych w Polsce i zmianie rządu. Liczyłem, że daje to możliwość nowego otwarcia i zmian w wielu dziedzinach, zarówno w myśleniu o edukacji historycznej (nigdy nie lubiłem terminu „polityka historyczna” jako nierozerwalnie związanego z instrumentalnym wykorzystywaniem historii), jak i podjęciu próby wyjścia z impasu w stosunkach polsko-niemieckich, na których w ostatnich latach tak fatalnie zaciążyły spory o historię. W artykule pisałem, że Donald Tusk mógłby ogłosić powołanie Muzeum II Wojny Światowej „w trakcie swoich pierwszych wizyt w europejskich stolicach”, dzięki czemu od razu stałoby się przedmiotem szerokiej debaty. Nie spodziewałem się jednak aż tak szybkiej i pozytywnej reakcji, a szczerze mówiąc, raczej zakładałem, że nie będzie żadnej. Donalda Tuska nigdy wcześniej nie spotkałem. Byłem pewien, że po przejęciu władzy ma na głowie sporo ważniejszych spraw niż tworzenie muzeum. Wkrótce jednak po opublikowaniu artykułu w „Gazecie Wyborczej” o rozwinięcie mojego pomysłu 14
PAWEŁ MACHCEWICZ
poprosił mnie Wojciech Duda, redaktor naczelny cenionego intelektualnego periodyku „Przegląd Polityczny”, a od niedawna także doradca premiera Donalda Tuska. Znaliśmy się stąd, że wcześniej opublikowałem kilka tekstów w redagowanym przez Dudę piśmie. Na jego prośbę przygotowałem notatkę, w której bardziej szczegółowo zarysowałem koncepcję stworzenia Muzeum. Została ona przekazana premierowi Tuskowi przed jego wizytą w Berlinie w grudniu 2007 roku, gdzie – jak można było się spodziewać – strona niemiecka miała poruszyć kwestię „muzeum wypędzeń”, czyli ich „widocznego znaku”, jak przyjęło się mówić po tamtej stronie Odry. Pisałem w niej między innymi: Wojenne losy Polaków i innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej są – poza wąskim gronem specjalistów – bardzo mało znane na Zachodzie i powstanie „widocznego znaku” może tylko tę niedobrą sytuację utrwalić: koncentrując uwagę opinii niemieckiej i europejskiej na cierpieniach Niemców, doznanych m.in. z rąk Polaków. Tego niebezpieczeństwa nie da się do końca uniknąć nawet przy maksymalnej europeizacji „widocznego znaku”, czyli pokazywaniu w nim przymusowych przesiedleń także innych narodów, w tym Polaków. Dotychczasowe doświadczenie (m.in. wystawy i publikacje w Niemczech) pokazuje, że nawet w takim maksymalnie „otwartym” ujęciu marginalizowane będą rzeczywiste przyczyny wydarzeń (II wojna światowa, niemieckie zbrodnie), a przesiedlenia będą pokazywane jako efekt występujących w Europie od początku XX wieku (od wojen bałkańskich 1912–1913) dążeń do stworzenia jednorodnych państw narodowych pozbawionych mniejszości etnicznych. Ponieważ prawdopodobnie nie da się uniknąć jakiejś 15
MUZEUM
formy stworzenia „widocznego znaku” w Berlinie, konieczne jest, aby strona polska wysunęła w tym „sporze o pamięć” własną inicjatywę [podkreślenia w oryginale – PM], pokazała, że mamy swoje koncepcje, niesprowadzające się tylko do negacji projektów niemieckich. Może nią być idea stworzenia w Polsce Muzeum Drugiej Wojny Światowej.
Wskazywałem też, że realizacja projektu Muzeum II Wojny Światowej miałaby wielkie znaczenie w wymiarze symbolicznym: (…) – przeciwdziałałaby zdominowaniu niemieckiej i europejskiej pamięci historycznej przez problem „wypędzeń”; – pokazywałaby rzeczywiste ich przyczyny i kontekst, a więc wojnę, okupację, zbrodnie popełnione przez totalitarne dyktatury (III Rzeszę i ZSRR), martyrologię i opór Polaków i innych narodów; – zaznajamiałaby zachodnią opinię publiczną z wrażliwością historyczną Polaków (i innych narodów Europy Środkowej i Wschodniej, które włączyłyby się zapewne w ten projekt, jak Bałtowie); cenne byłoby zwłaszcza pokazywanie zachodnim Europejczykom, że dla ich »młodszych braci« w Unii Europejskiej złem był nie tylko nazizm, ale i komunizm2.
W trakcie wizyty w Berlinie Donald Tusk przedstawił kanc lerz Angeli Merkel ideę muzeum jako alternatywę „muzeum wypędzonych”, co jednak nie spowodowało wycofania się przez 2
Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Polsce jako przeciwwaga wobec »widocznego znaku« w Berlinie, archiwum autora. 16
PAWEŁ MACHCEWICZ
stronę niemiecką z jej własnych planów tworzenia „widocznego znaku”3. O Muzeum II Wojny Światowej premier mówił też w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”4. Tak błyskawiczne podjęcie i nagłośnienie mojego pomysłu odebrałem jako wyraz jednoznacznej chęci wyjścia z polsko-niemieckiego impasu na gruncie historii, a także rezultat poszukiwania przez premiera (i historyka zarazem, absolwenta Uniwersytetu Gdańskiego) nowych pomysłów na samym początku jego rządów. Mój trafił na wyjątkowo dogodny moment i klimat, a także wyjątkowo sprzyjającą ludzką konstelację – historyków u władzy. Był nim także Duda, bliski przyjaciel Tuska jeszcze z czasów studiów, z którym razem redagowali „Przegląd Polityczny”, gdy ukazywał się on w latach osiemdziesiątych w podziemiu. Dzięki temu tych kilka stron gazetowego tekstu, które nakreśliłem w listopadzie 2007 roku, zamieniło się wkrótce potem w rzeczywisty projekt tworzenia wielkiego muzeum historycznego. Było to dla mnie samego dość zaskakujące. Historycy publikują wiele tekstów, niekiedy także publicystycznych w wielkonakładowych gazetach, ale większość z nich nie przynosi żadnych wymiernych rezultatów. Tym razem miało być zupełnie inaczej. W następnych miesiącach na prośbę Wojciecha Dudy i szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego (z tego samego gdańskiego kręgu) przygotowałem kilka kolejnych
Jędrzej Bielecki, Propozycja Tuska dla Merkel, „Dziennik”, 10 grudnia 2007; idem, Tusk z Merkel o Gdańsku, „Dziennik”, 11 grudnia 2007. W tym samym numerze rozmowa z Wojciechem Dudą: To muzeum powinno być słynne jak Yad Vashem. 4 F.A.Z., Gespräch mit Donald Tusk, Die Geschichte ist wieder Ballast, 10 grudnia 2007. 3
17
MUZEUM
opracowań dotyczących muzeum, w tym kształtu wystawy głównej, jak również niezbędnych kroków organizacyjnych, by rozpocząć rzeczywiste prace. Donald Tusk zdecydował, że muzeum ma powstać w Gdańsku, mieście, w którym się urodził i spędził większość życia. Na rzecz takiego wyboru przemawiały poważne argumenty historyczne i symboliczne. Po pierwsze, Westerplatte, gdzie – według powszechnej w Polsce interpretacji – padły pierwsze strzały II wojny światowej. Po drugie, Gdańsk był także symbolem polskiej drogi do wolności – tutaj odbył się strajk w Stoczni w sierpniu 1980 roku, który doprowadził do narodzin „Solidarności”. O tych wydarzeniach miało opowiedzieć powstające w Gdańsku Europejskie Centrum Solidarności. Muzeum II Wojny Światowej miało pokazywać drugą stronę tej historii, a wspólnie składałoby się to na wielki dyptyk o historii Polski i Europy w XX wieku. Początkowo byłem zwolennikiem zbudowania Muzeum II Wojny w Warszawie, ale gdy zacząłem jeździć do Gdańska, poznawać to miasto, zgodziłem się, że muzeum bardzo dobrze wpisze się w jego historyczny pejzaż, będzie też korzystało z ogromnego boomu turystycznego, który przeżywał gród nad Motławą. W Warszawie było już sporo muzeów historycznych – z Muzeum Powstania Warszawskiego na czele. Powstawały kolejne – Muzeum Historii Żydów Polskich, Muzeum Historii Polski, wkrótce potem także Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Z tego punktu widzenia Gdańsk rzeczywiście okazał się dobrym wyborem. Tusk podjął też decyzję, że muzeum będzie budowane wyłącznie za polskie pieniądze i nie będzie tworzone w ramach partnerstwa z międzynarodowymi instytucjami, takimi jak Parlament Europejski czy Rada Europy. Rozważenie tego rozwiązania proponowałem w przywoływanej wcześniej 18
PAWEŁ MACHCEWICZ
notatce z grudnia 2007 roku, widząc w nim jedną z dróg do zapewnienia muzeum możliwości szerszego wpływu na europejską opinię publiczną, a także pozyskania środków finansowych, których w polskich budżecie nie było zbyt wiele, zwłaszcza na muzea. Kiedy nastąpiły późniejsze ataki na Muzeum II Wojny Światowej i oskarżenia o „kosmopolityzm”, „pseudouniwersalizm”, „służenie interesom Berlina i Brukseli”, okazało się, że decyzja Tuska była z pewnością słuszna, choć i tak nie uchroniła nas przed zarzutami „zaprzaństwa”, które będą nam towarzyszyły przez kolejne lata. Wkrótce ze strony otoczenia premiera padła propozycja, bym to ja podjął się tworzenia muzeum. Rzucając swój pomysł, w żadnym razie nie myślałem, że miałbym zostać dyrektorem muzeum, podjąć się gigantycznego zadania, które oznaczałoby nie tylko stworzenie wystawy, ale także prowadzenie budowy, ponoszenie odpowiedzialności za wszystkie kwestie organizacyjne, prawne, finansowe. Miałem, co prawda, za sobą doświadczenie tworzenia od podstaw innej dużej instytucji – pionu badawczo-edukacyjnego Instytutu Pamięci Narodowej. Była to historia trochę podobna do tej z muzeum. Zostałem w 2000 roku dyrektorem, a zarazem pierwszym pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN. Wymyślałem program jego działania, zatrudniałem pracowników, wreszcie kierowałem nim przez ponad pięć lat. Wszystko to działo się w atmosferze poważnych kontrowersji, gdyż powołanie i działalność Instytutu były krytykowane przez lewicowo-liberalną część polskiej opinii publicznej. Bez tych doświadczeń z pewnością nawet nie brałbym pod uwagę przyjęcia propozycji stworzenia od podstaw muzeum. Zajmowanie się w czasie mojej pracy w IPN tematami historycznymi budzącymi ogromne zainteresowanie społeczne 19
MUZEUM
i kontrowersje – jak dokumenty komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i jego agentura, zbrodnia w Jedwabnem – zaszczepiło we mnie bakcyla „historii publicznej” (public history, jak mówią Anglosasi). Bez niego w ogóle bym pewnie nie rozważał misji tworzenia Muzeum II Wojny Światowej, a nawet nie napisałbym artykułu, od którego wszystko się zaczęło. Zdawałem sobie jednak sprawę, że tym razem zadanie było jeszcze trudniejsze niż w przypadku IPN, choć nie potrafiłem w żadnym razie przewidzieć wszystkiego, co się będzie z tym wiązało przez kolejne lata. Nie odczuwałem przy tym szczególnej potrzeby zmiany swojego życia. Pracowałem naukowo w dwóch instytucjach: Instytucie Studiów Politycznych PAN, z którym byłem związany od czasu jego powstania w 1990 roku, oraz na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, gdzie bardzo lubiłem dydaktykę, miałem wielu ambitnych, inteligentnych studentów, z którymi praca sprawiała mi satysfakcję. Opublikowałem książkę o Radiu Wolna Europa, która była rezultatem wieloletnich badań, miałem pomysły na kolejne, w końcowej fazie była procedura uzyskiwania przeze mnie tytułu profesora „belwederskiego”, który ostatecznie nadał mi prezydent Lech Kaczyński w lutym 2009 roku. Nie miałem więc żadnej motywacji, by przewracać do góry nogami swoje życie. Jeżeli w ogóle myślałem o perspektywie zmian, to raczej luźno rozważałem zainteresowanie się tworzoną wtedy na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku katedrą studiów polskich. Sondowano mnie stamtąd, czy nie wziąłbym tego pod uwagę. Profesura na jednym z najlepszych na świecie uniwersytetów otwierałaby, rzecz jasna, zupełnie nowe perspektywy życiowe i naukowe, ale nie byłem wtedy gotów do wyjazdu z Polski na dłuższy czas. Po kilku tygodniach wahań, rozmów z rodziną i przyjaciółmi zdecydowałem się jednak przyjąć przedstawioną mi w imieniu 20
PAWEŁ MACHCEWICZ
premiera propozycję. Doszedłem do wniosku, że tego rodzaju oferta – stworzenia od podstaw wielkiego muzeum historycznego według własnego pomysłu – jest absolutnie wyjątkowa, nigdy się nie powtórzy i mimo wszystko trzeba spróbować, niezależnie od wszelkich wątpliwości i konieczności rewolucyjnej zmiany własnego życia. Objąłem stanowisko Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw Muzeum II Wojny Światowej. Nastąpiło to 1 września 2008 roku, w dniu o symbolicznym znaczeniu dla instytucji, która miała opowiadać historię wojny. Muzeum jeszcze nie zostało formalnie powołane, abym więc mógł podjąć jakiekolwiek przygotowania, zgodziłem się, by zatrudniono mnie w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na stanowisku doradcy premiera. Zyskiwałem przyczółek organizacyjny w Warszawie, sekretariat i możliwość odbywania spotkań, a także docierania do ludzi, którzy decydowali o powołaniu muzeum i finansowaniu jego budowy. Bez tych możliwości muzeum zapewne nigdy by się nie zmaterializowało, ale moja nominalna funkcja doradcy Donalda Tuska będzie potem wielokrotnie przeciwko mnie wykorzystywana. Będę oskarżany o to, że sam stałem się politykiem.
Muzeum, ale jakie? Jednym z pierwszych kroków, jeszcze przed formalnym powołaniem Muzeum w grudniu 2008 roku, było nakreślenie jego wstępnego kształtu i przede wszystkim jego wystawy. Zwieńczeniem tego wstępnego etapu było opracowanie zatytułowane „Muzeum II Wojny Światowej – zarys koncepcji programowej”, które przygotowałem wspólnie z dr. hab. Piotrem M. Majewskim, historykiem z Uniwersytetu Warszawskiego. Znałem go z wcześniejszej, wspólnej pracy w miesięczniku „Mówią Wieki”. 21
MUZEUM
Napisaliśmy, że polskie losy powinny być w muzeum szczególnie wyeksponowane, ale pokazywane na szerszym tle, jako część historii Europy i świata. „Jednym ze sposobów wyważenia proporcji pomiędzy sprawami polskimi i »obcymi« może być zastosowanie w narracji perspektywy porównawczej. Służyłaby ona ukazaniu podobieństw i różnic pomiędzy charakterem wojny i okupacji w Europie Zachodniej a Środkowo-Wschodniej…” – deklarowaliśmy już na samym początku naszych prac. Podkreślaliśmy też, że tam, gdzie będzie to możliwe, należy jak najszerzej uwzględniać specyfikę wojny i okupacji na Pomorzu, dzięki czemu muzeum stanie się częścią lokalnego pejzażu historycznego, bardzo interesującego, skupiającego w sobie wątki także o znaczeniu uniwersalnym. Zaznaczaliśmy też, że planujemy stworzyć muzeum wojny, ale nie muzeum militarne, jakich jest już wiele na świecie. W centrum naszej uwagi miała być ludność cywilna, która była główną ofiarą wojny. Będzie to potem jeden ze stałych wątków ataków na nasze muzeum, obok zarzutu uwzględniania doświadczeń innych narodów. Sporo uwagi poświęciliśmy tematowi przymusowych przesiedleń, który wówczas znajdował się w samym jądrze sporów polsko-niemieckich. Narrację o przymusowych migracjach należy rozpocząć – przekonywaliśmy – od działań podejmowanych przez III Rzeszę i ZSRR od samego początku wojny i przez cały jej okres (wysiedlenia Polaków z Pomorza i Wielkopolski już w 1939 r., pacyfikacja Zamojszczyzny, wysiedlenia ludności Warszawy po wybuchu i upadku powstania, przesiedlenia przez III Rzeszę Niemców z krajów bałtyckich, ZSRR, Rumunii i Południowego Tyrolu, wywózki Polaków i Bałtów w latach 1940–1941, a także Niemców nadwołżańskich, Tatarów krymskich, Inguszów, 22
PAWEŁ MACHCEWICZ
Karaczajów, Kałmuków po 1941 r.). Dopiero na tym tle należy pokazać ucieczki niemieckiej ludności cywilnej przed nadciągającą Armią Czerwoną oraz wysiedlenia Niemców z Polski, Czechosłowacji, Węgier i Jugosławii.
Mając na uwadze ówczesne spory polsko-niemieckie, podkreślaliśmy, że to jeden z najważniejszych fragmentów ekspozycji, który ma pokazywać, że wysiedlenia Niemców po zakończeniu wojny były nie tylko rezultatem dążeń do stworzenia państw jednolitych narodowo – jak głosi Związek Wypędzonych – ale przede wszystkim kontynuacją przymusowych migracji, które rozpoczęły na niespotykaną wcześniej skalę III Rzesza i ZSRR. W tej części wystawy należy też zaznaczyć, że nawet w najtragiczniejszym momencie dla niemieckiej ludności cywilnej – ucieczek przed Armią Czerwoną – kontynuowane były niemieckie zbrodnie: marsze śmierci z Auschwitz i innych obozów, np. na wybrzeżu bałtyc kim, w Palmnikach (Palmnicken) koło Pilawy 31 stycznia, dzień po tym, gdy zatopiony został „Wilhelm Gustloff”, wymordowano 3000 więźniów przepędzonych tam ze wschodniopruskich filii obozu koncentracyjnego, a kilka tysięcy innych więźniów zmarło lub zostało zamordowanych podczas „ewakuacji”.
Zapowiadaliśmy też, że wystawa pokaże te wydarzenia, które mają wielkie znaczenie z punktu widzenia Polski i innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej, a są prawie nieznane w Europie Zachodniej: zbrodnie dokonywane przez Niemców na ludności cywilnej w Polsce już we wrześniu 1939 roku, zbrodnie popełniane na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–1944, 23
MUZEUM
a także zupełnie inne znaczenie końca wojny dla poszczególnych narodów. Muzeum miało pokazać, że rok 1945 zachodnim Europejczykom przyniósł wolność, a Polakom – wyzwolenie spod okupacji niemieckiej, ale jednocześnie początek nowego zniewolenia: zależność od Moskwy i dyktaturę komunistyczną, które udało się odrzucić dopiero w 1989 roku, co można uznać za ostateczne przekreślenie konsekwencji wojny dla tych narodów, które znalazły się w bloku radzieckim. Gdy czytam „Zarys koncepcji programowej” po dziewięciu latach i otwarciu Muzeum, to z jednej strony uderza mnie konsekwencja w naszych wieloletnich pracach nad wystawą. Jej ostateczny kształt rzeczywiście oddaje najważniejsze założenia z samych początków całego przedsięwzięcia, a nawet niektóre konkretne pomysły ekspozycyjne już wtedy zarysowane, na przykład umieszczenie na wystawie interaktywnego modelu niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, której kod jeszcze przed wojną złamali polscy matematycy. Zwiedzający mogą kodować na nim swoje własne wiadomości. Pokazaniu cierpień niemieckiej ludności cywilnej – symbolem jest tu tragedia „Gustloffa”, a eksponatem dzwon wyłowiony z wraku tego okrętu – towarzyszy w tej samej sali opowieść o niemieckich zbrodniach dokonywanych w ostatnich tygodniach wojny. Ich egzemplifikacją są marsz śmierci ze Stutthofu oraz masakra w Palmnikach, w której uczestniczyli chłopcy z Hitlerjugend, o czym pisaliśmy już w programowym szkicu z 2008 roku. Z drugiej strony w ciągu ośmiu lat prac nad wystawą zmieniła się otaczająca nas rzeczywistość. Polsko-niemiecki spór o powojenne wysiedlenia znacznie stracił na ostrości. Przymusowe deportacje – zarówno wojenne, jak i te po zakończeniu wojny – są ważną częścią ekspozycji, ale nie budzą już większych emocji i kontrowersji, nie 24
PAWEŁ MACHCEWICZ
stały się częścią burzliwych dyskusji, które towarzyszyły ostatniej fazie tworzenia Muzeum i jego otwarciu. Od początku zakładaliśmy, że projekt tak ważnego muzeum powinien być poddany publicznej dyskusji. Przygotowany przez nas „Zarys koncepcji programowej” rozesłaliśmy najwybitniejszym polskim historykom zajmującym się II wojną światową, a także muzealnikom, którzy na nasze zaproszenie ocenili go w czasie spotkania w Warszawie w październiku 2008 roku. Uczestniczyło w nim kilkadziesiąt osób. W zdecydowanej większości do przedstawionego projektu odnieśli się oni pozytywnie, a nawet entuzjastycznie. Profesor Tomasz Szarota widział w nim zapowiedź … mądrego i odważnego przedsięwzięcia, które z jednej strony pokaże światu losy Polaków podczas II wojny światowej, z drugiej strony zaś pokaże nam Polakom cierpienia i martyrologię innych narodów, istnienie wspólnoty losu ludzi na terenach okupowanych, a także istnienie międzynarodowego ruchu oporu. W tym sensie przyszłe Muzeum II Wojny Światowej może spełnić także funkcję swoistego antidotum na, jakże dla nas typowe, połączenie megalomanii z kompleksem niższości.
„Zarys koncepcji programowej” został następnie opublikowany na łamach „Przeglądu Politycznego”5, był również dostępny na stronie internetowej Muzeum. Był to więc bardzo przejrzy 5
Paweł Machcewicz, Piotr M. Majewski, Muzeum II Wojny Światowej – zarys koncepcji programowej, „Przegląd Polityczny”, nr 91/92, 2008, s. 46–51; w tym samym numerze pisma zamieszczono także dyskusję historyków: Wokół idei Muzeum II Wojny Światowej. Zapis dyskusji (s. 52–62), oraz tekst na temat idei Muzeum autorstwa wybitnego historyka i filozofa prof. Krzysztofa Pomiana (s. 62–65). 25
MUZEUM
sty sposób tworzenia programu muzeum, który stał się przedmiotem środowiskowej debaty, a następnie został przedstawiony opinii publicznej, co wcale nie było standardem w przypadku tworzenia innych muzeów historycznych w Polsce.
„Dezintegracja narodu polskiego” Jesienią 2008 roku wybuchła wielka dyskusja o koncepcji programowej Muzeum, która swoją intensywnością i ostrością zaskoczyła mnie i moich współpracowników. Była zapowiedzią bezpardonowej wojny, jaką Prawo i Sprawiedliwość wypowiedziało Muzeum po przejęciu władzy w Polsce w 2015 roku, choć oczywiście wówczas nie mogłem tego przewidzieć. Nawet aktorzy byli już wtedy ci sami, którzy odegrają główne role w niszczeniu Muzeum osiem lat później – Jarosław Kaczyński, Jan Żaryn, Piotr Semka. Zdawaliśmy sobie oczywiście wcześniej sprawę, że historia od dawna budzi w Polsce ogromne emocje i kontrowersje, a niektórzy z nas – ci z doświadczeniem pracy w IPN – doświadczyli ich na własnej skórze. Pierwsza odsłona wojny o Muzeum trwała kilka miesięcy i w moim przekonaniu należała do najważniejszych sporów o historię toczonych w Polsce w tamtym latach. Była ona dobrą ilustracją różnych wrażliwości historycznych i wizji zajmowania się przeszłością, które od dłuższego czasu ścierały się ze sobą. Debata rozpoczęła się od krytyki koncepcji Muzeum na łamach dziennika „Rzeczpospolita”, wówczas – z Pawłem Lisickim jako redaktorem naczelnym – pisma o wyraźnej orientacji prawicowej. Jeden z publicystów tej gazety, Piotr Semka, zarzucił autorom koncepcji programowej Muzeum przyjęcie ponadnarodowej, uniwersalistycznej perspektywy wojny, co miało prowadzić do zamazywania roli odegranej przez Polskę. 26
SPIS TREŚCI „Paweł jest trupem” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 I. Początki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 II. Jak powstaje muzeum . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 III. Wojna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Niezamknięta historia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 287 Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 299