Projekt okładki Oksana Shmygol Fotografie na pierwszej stronie okładki i na skrzydełku Sławomir Janicki www.artjani.com Redaktorka prowadząca Sylwia Ciuła Opieka redakcyjna Paulina Gwóźdź Redakcja Ida Świerkocka Adiustacja Bogusława Wójcikowska Korekta Anastazja Oleśkiewicz Projekt layoutu i łamanie Adam Gutkowski goodkowskydesign.com Copyright © by Agnieszka Łopatowska Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2022 ISBN 978-83-240-6439-7
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2022. Printed in EU
Do Paryża po marzenia Mam wrażenie, że zawsze byłam mentalną paryżanką. Nie przypuszczałam jednak, że kiedyś będzie to moje miasto. Choć mieszkam we Francji stosunkowo niedługo, chcę wam pokazać, jak żyje się w Paryżu, co warto zobaczyć – oprócz miejsc, o których mówi każdy przewodnik turystyczny – gdzie zjeść i wybrać się po oryginalne zakupy. A przede wszystkim – gdzie szukać tej magicznej paryskiej aury, która sprawia, że człowiek, idąc ulicą, uśmiecha się sam do siebie i innych, czuje klimat miasta świateł, miłości i artystów. Podczas pandemii widziałam Paryż tak pusty jak nigdy. Korzystałam z wszelkich jego atrakcji bez tłumów i gigantycznych korków, które są nieodłącznymi elementami życia w tym mieście. Mogłam robić zdjęcia, na których nie było żywej duszy. Ale bez ludzi to nie to samo… Cieszę się, że wszystko wraca do normy. W Paryżu najbardziej fascynuje mnie to, że mogę sto razy iść tą samą ulicą, a i tak za sto pierwszym razem znajdę coś, co mnie zachwyci. A to warsztat jakiegoś niezwykłego człowieka tworzącego wspaniałe przedmioty, a to urokliwe podwórko, do którego prowadzi niepozorna brama, misterne rzeźby na fasadach budynków
Do Paryża po marzenia 7
i oryginalny street art. A do tego ludzie: paryżanie, mieszkańcy okolic i turyści, którzy razem tworzą koloryt tego miasta. Szykowne panie i eleganccy panowie, wyzwolona młodzież i śpiewające w głos niebieskie ptaki – barwne indywidua, których nie obchodzą konwenanse. O różnych kolorach skóry, orientacjach seksualnych, poglądach politycznych i spojrzeniu na życie. W metrze, w samochodach, na hulajnogach, skuterach i rowerach. Zapewne nie bez zatargów, ale żyją obok siebie, tak jak chcą, bo – jak wyjaśnił mi narzeczony w pierwszych dniach po moim przyjeździe tutaj – w Paryżu każdy może być kim chce. Pierwszą wycieczkę do, dla jednych, Miasta Świateł – choć dla mnie bardziej Miasta Miłości, o czym za chwilę – wyprosiłam u rodziców, gdy tylko granice Polski otworzyły się na Zachód. Zachłysnęłam się ludźmi, kolorami, zapachami, smakami i wolnością, którą się czuło w tym mieście. Do tej pory moją ulubioną przekąską podczas włóczęgi po jego ulicach jest bagietka z serem i szynką – pierwsza rzecz, którą udało mi się samodzielnie zamówić w obcym języku. Nic, że sprzedawca z Montmartre od razu wykrzyknął: „Polacy! Jak ja dawno nie rozmawiałem z Polakami!”. Część Disneylandu Paris była wówczas jeszcze w budowie, a w tym roku najsłynniejszy park rozrywki w Europie świętuje trzydzieste urodziny. Kiedy miałam okazję odwiedzić go ponownie, już jako dziennikarka pisząca między innymi o podróżach, może i nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak na dziecku, ale i tak świetnie się bawiłam.
W Paryżu możesz być kim chcesz 8
Przez te wszystkie lata od pierwszej wizyty swoją tęsknotę za życiem w cieniu wieży Eiffla rekompensowałam sobie oglądaniem francuskich filmów, z komediami Dany’ego Boona w dniu premiery, czytaniem książek i wywiadów z ich autorami, takimi jak na przykład Éric-Emmanuel Schmitt, którego bardzo cenię, oraz śledzeniem trendów modowych i kulinarnych. Prowadziłam redakcję lifestyle’ową w dużym portalu internetowym, pracowałam przy festiwalach muzycznych, rozmawiałam z pisarzami i muzykami podczas spotkań autorskich, uczyłam studentów dziennikarstwa, a po cichu marzyłam o wydaniu książki. Nie przypuszczałam, że kiedyś będę mieszkać „rzut beretem” i od królestwa Myszki Miki, i od bazyliki Sacré-Cœur. Do francuskiej stolicy przywiodło mnie, a jakże, uczucie. W końcu to Miasto Miłości. Swojego obecnego narzeczonego poznałam zimą 2020 roku, na kilka dni przed tym, jak cały świat zamknął się z powodu pandemii koronawirusa. Mieszkałam w Krakowie, gdzie się poznaliśmy, a on pod Paryżem, w urokliwym miasteczku Montmorency. Przed pierwszym globalnym lockdownem podjął dość ryzykowną decyzję. Kupił mianowicie bilet na ostatni rządowy samolot zwożący rodaków z Francji do Polski, żeby zamieszkać ze mną, licząc się z dwoma obowiązkowymi tygodniami kwarantanny i zamknięciem na nie wiadomo ile kolejnych dni we dwójkę. Przyjechał do prawie obcej kobiety, na którą był skazany dwadzieścia cztery godziny na dobę. Odważnie! W każdym razie przeżyliśmy wspaniałe chwile, również
Do Paryża po marzenia 9
dzięki pomocy rodziny i przyjaciół, którzy podstawiali nam pod drzwi nie tylko produkty niezbędne do przetrwania, ale też składniki potrzebne do wyczarowania romantycznych kolacji. Kiedy codziennie rano musieliśmy się pokazywać na balkonie policjantom sprawdzającym przestrzeganie przez nas zasad izolacji, wołał: „Koronażono, panowie do ciebie!”. Pół roku później nadszedł czas na podjęcie poważnych decyzji. Dzięki zgodzie na pracę zdalną mogłam przenieść się do Francji. Zabraliśmy ze sobą mojego kota Piekło, który od tamtej pory cieszy się francuską emeryturą, wymuszając na nas smakołyki do spróbowania: foie gras, mule, przegrzebki, kaczkę czy cielęcinę. Kiedy gotujemy, spogląda z lodówki niczym szczurek Rémy z kreskówki Ratatuj. Śmieję się, że pewnie w tajemnicy pisze jakąś kocią książkę kucharską. Wygląda na szczęśliwego. Sama też sobie szczęścia nie odmawiam. Mogę zająć się dalszym eksplorowaniem Paryża i okolic. Sąsiedztwo zobowiązuje. Na cmentarzu Les Champeaux w Montmorency, dosłownie sto metrów od naszej kamienicy, pochowanych było wielu utalentowanych Polaków. Zaczynając od wieszczów Adama Mickiewicza i Cypriana Kamila Norwida, których szczątki postanowiono przenieść na Wawel, po Juliana Ursyna Niemcewicza, hrabinę Delfinę Potocką i Olgę Boznańską. Żartuję, że wena krążąca tu od wieków w powietrzu powinna spływać na mnie każdego dnia. Książka, którą oddaję do waszych rąk, jest wypadkową patrzenia na Paryż przez świeżaka, czyli przeze mnie, i ludzi, którzy
W Paryżu możesz być kim chcesz 10
również pozostają pod wrażeniem tej fascynującej metropolii. Dziękuję im, że chcieli podzielić się swoimi historiami, a wam, że chcecie ze mną dzielić marzenia. Na dokładne poznanie stolicy Francji niewątpliwie potrzeba długich lat. Ale nawet jeśli przylecisz do Paryża tylko na weekend, zabierzesz stąd wiele pięknych wrażeń. A wtedy może i na siebie spojrzysz zupełnie inaczej…
W Paryżu możesz być kim chcesz 12
ROZDZIAŁ 1
Co francuskie oddajcie… Austriakom! Moją ulubioną formą podróżowania jest turystyka kulinarna, czyli podążanie tropem nowych smaków. Gdziekolwiek jestem, zawsze chcę poznać lokalne specjały i skosztować miejscowych produktów. Moim zdaniem nic tyle nie mówi o ludziach niż to, co, jak i kiedy jedzą. Podróżując po świecie, staram się jeść jak miejscowi. Zamiast ich butów wybieram talerze. Nie inaczej było w Paryżu. Zaraz po przyjeździe pierwsze kroki skierowałam do piekarni i cukierni, żeby spróbować tradycyjnych francuskich wypieków. Najpopularniejsze kulinarne symbole Francji to oczywiście croissanty i bagietki. Kiedy wybieramy się na śniadanie „na mieście”, mamy do wyboru zazwyczaj dwa zestawy. W pierwszym jest croissant czy inny słodki „wiedeńczyk”, masło, konfitura, sok i kawa, a w drugim bagietka, masło, ser, sok i kawa. Czasem dżem. Wiedeń przywołuję tu nie bez powodu. Wszystko bowiem wskazuje na to, że ani croissant, ani bagietka nie zostały wymyślone przez Francuzów.
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 13
Piekarnie działają od świtu do wieczoru, zazwyczaj siedem dni w tygodniu
W Paryżu piekarnie spotyka się właściwie na każdym kroku. Dekretem rządowym ustanowiono, że w niedziele i święta musi być czynna choć jedna boulangerie na każdą dzielnicę. Według tego aktu prawnego tak nazywać się mogą jedynie miejsca, w których pieczywo powstaje od początku do końca. Choć boulangeries są otwarte od świtu do późnego wieczoru, zazwyczaj i tak stoją do nich kolejki tych, którzy bez świeżej chrupiącej bagietki nie wyobrażają sobie nie tylko śniadania, ale i innych posiłków. Piekarnie można łatwo namierzyć po szyldach z bagietkami na fasadach budynków. Biorąc przykład z aptek, których neony w kształcie krzyża mogą się świecić tylko w czasie, gdy są czynne,
W Paryżu możesz być kim chcesz 14
szyldy piekarni, trafik, czyli punktów sprzedaży wyrobów tytoniowych (tabac) i kebabów też są włączone wtedy, gdy punkt jest otwarty, więc łatwo się zorientować, który jeszcze działa. Piekarnie zazwyczaj są połączone z cukierniami (pâtisserie), więc kupujemy tam również ciastka, które nie tylko są pyszne, ale tak piękne, że niemal pożera się je wzrokiem. Wróćmy jednak do bagietek. Jako dobro narodowe zostały opisane za pomocą norm, które mają być przestrzegane przez wszystkich zajmujących się ich wyrobem. Uregulowano je rządowym dekretem „chlebowym” z 1993 roku. Ma on za zadanie chronić rzemieślników działających na niewielką skalę przed nieuczciwą konkurencją ze strony supermarketów. Mrożone, pełne ulepszaczy, przyspieszaczy i spulchniaczy bagietki w supermarkecie dostaniesz za pięćdziesiąt eurocentów. W boulangerie zazwyczaj zapłacisz około jednego euro, ale masz zapewnioną wysoką jakość wypieku.
BAGIETKOWY ZAWRÓT GŁOWY Moja pierwsza samodzielna wyprawa do piekarni miała być zupełnie nieskomplikowana. Poprosić o jedną bagietkę, cóż za problem? Wtedy zrozumiałam, jak bardzo się mylę. Było ich mnóstwo! I żytnie, i włoskie, które przypominają grube blond warkocze, i czarne – z mąki barwionej sepią. A takie zwykłe, pszenne? Stały koło siebie w koszach, jedne z napisem blanche
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 15
(biała), drugie tradition (tradycyjna). Na pierwszy rzut oka różnią się tylko tym, że te ostatnie są posypane z wierzchu mąką. – Un baguette s’il vous plait – poprosiłam, będąc przekonana, że poprawnie, bo wydawało mi się, że dobrze powtórzyłam zdanie, które wypowiedziała osoba przede mną. Ponadto miałam wielką nadzieję, że sprzedawczyni dokona wyboru za mnie. – Une baguette – poprawiła mnie pani zza lady uprzejmie, aczkolwiek stanowczo. Trudno jej się dziwić, też bym się zdenerwowała, gdyby ktoś w moim rodzinnym Krakowie zamawiał jedną obwarzankę – nie mówiąc już o tym, że często obwarzanek mylnie jest nazywany preclem czy bajglem! Dostałam bagietkę białą, bo taką tutaj otrzymasz, kiedy nie dookreślisz wymagań, i postanowiłam zdecydowanie podciągnąć swój stan wiedzy na temat chrupkiego dobra narodowego Francji. O pomoc w ustaleniu bagietkowych niuansów poprosiłam Łukasza Kucharskiego, który wraz z żoną, Jadwigą Krawczyk, prowadzi w Paryżu dwie piekarnie: Maison du Pain (Dom Chleba) – w VI (58 rue du Cherche-Midi) i w XV dzielnicy, przy 17 rue Dupleix, gdzie się spotkaliśmy. Zaopatrują nie tylko okolicznych mieszkańców, ale też francuskie ministerstwa, restauracje, hotele i duże firmy. Łukasz jest piekarzem z zamiłowania i można to wyczuć nie tylko po tym, co mówi, ale też, co piecze. Tak pyszny razowy chleb na zakwasie będzie wam trudno znaleźć nawet w Polsce, a w Paryżu to towar na wagę złota.
W Paryżu możesz być kim chcesz 16
Obok niego na półkach leżą także bochenki, jakich nie dostaniecie w całej Francji, a wśród nich prozdrowotne chleby z różnych kompozycji mąk, na przykład orkiszowej, mielonej z pestek winogron czy mąki z dodatkiem czosnku niedźwiedziego. Na tłusty czwartek Łukasz własnoręcznie kręci sześć tysięcy pączków dla rodaków tęskniących za tą tradycyjną słodkością. Codziennie proponuje klientom, którzy wpadają specjalnie po nie każdego ranka, przynajmniej kilka do wyboru. Zamówić można tu wszystko, co oferuje szanująca się paryska boulangerie-pâtisserie. Oczywiście przygotowywane na miejscu, bez żadnych półproduktów. Żebym mogła lepiej wyobrazić sobie, jak powstają tutejsze wypieki, piekarz oprowadził mnie po swoim królestwie i zdradził jeden tajny składnik. – Do bazy ciasta na obie bagietki, i białą, i tradycyjną, idzie tyle samo składników: mąka, woda, sól i drożdże. Różnią się tym, że mąka na tę pierwszą jest bielsza i dodaje się do niej mniej wody – wyjaśnia Łukasz Kucharski. – Różnią się też procesami wytwarzania. Ciasto na zwykłe bagietki trzeba tego samego dnia uformować i położyć na siatkach, na których dochodzi, a ciasto na tradycyjne musi przez dobę leżeć w lodówce, żeby wytworzyły się w nim enzymy, dzięki czemu nabierze wymaganego smaku. Jest jeszcze jeden bardzo ważny składnik: do wszystkiego, co się robi, trzeba dodać serce. Kiedy daje się miłość pieczywu, ludzie zawsze będą je chwalić.
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 17
W Paryżu od lat organizowany jest konkurs na najlepszą bagietkę. Łukasz tłumaczy mi, w jaki sposób jury je ocenia. – Pierwsze, co sprawdzają, to czy śpiewa… – wyjaśnia, ściskając bagietkę palcami. Skórka trzaska, wydając miły dla ucha dźwięk. Przejeżdża nożem po wierzchu, lecą świeżutkie okruszki. – Dobrze – chwali. Przekrawa bagietkę wzdłuż. Ten test wypada trochę gorzej. – Widzisz, nie może być tak dużych dziur w środku. Muszą być mniej więcej takiej samej wielkości. Jurorzy sprawdzają regularność pęcherzyków i im są bardziej regularne, tym lepiej. Ale oprócz tego jest dobrze: miękisz ma być wilgotny, a skórka chrupiąca. Choć rodzajów bagietek jest niezliczenie wiele – w lutym przybierają nawet kształt serduszek – najbardziej oryginalne nie mają jednak nic wspólnego z idealnym wzorcem, o którym opowiadał mi Łukasz. W dzielnicy Le Marais, znanej z liberalizmu, zwłaszcza wobec społeczności LGBT+, są wypiekane bagietki w kształcie… penisów. W Legay Choc (33 rue Rambuteau) „magiczne bagietki” łypały z wystawy na klientów oczkami jak zabawki, odziane były ponadto w malutkie czapki i szaliki. Kiedy odwiedziłam to miejsce kilka miesięcy później, po remoncie, już nie były tak mocno wyeksponowane, ale nadal można je tam dostać. Pewnie stały się ofiarami sukcesu i więcej było chętnych na zrobienie im zdjęć, niż na zakupy. Są naprawdę smaczne i trzeba przyznać, że wychodzą z nich zwariowane kanapki. Do Le Marais
W Paryżu możesz być kim chcesz 18
wrócę jeszcze w kolejnych rozdziałach, bo to jedna z moich ukochanych dzielnic! A jeśli jesteśmy przy przysmakach o erotycznych kształtach, uwaga instagramerów przeniosła się na gofrowe członki i waginy. Do Le Quéquetterie (28 rue d’Aboukir) ustawiają się długaśne kolejki po gofry stylizowane na wszelkie okazje – od tęczowych wspierających członków społeczności LGBT+ po te w kształcie Trzech Króli, które świetnie wyglądają na zdjęciach. Nie wiem jeszcze, jak smakują, bo nie mam cierpliwości do stania w ogonku – jestem dzieckiem wychowanym w PRL-u, już się w kolejkach wystałam. Poczekam, aż ich sława przygaśnie.
ALE ŻEBY NOSIĆ JĄ W SPODNIACH?! Chęć Francuzów, aby nie tylko zachować, ale podbudować teorią swój narodowy symbol – bagietkę – jest godna podziwu, tym bardziej, że raczej trudno znaleźć dowody w historii, iż bagietka jest ich rodzimym produktem. A teorii na ten temat powstało wiele. Mówiono, że to piekarze Napoleona wymyślili pieczywo o takim kształcie, gdyż chciano, żeby mieściło się w kieszeniach spodni żołnierzy Wielkiej Armii. Szybko jednak pojawiły się co najmniej dwa argumenty na obalenie tej teorii. Po pierwsze, zmagania wojsk cesarskich zostały dobrze udokumentowane w sztuce i na żadnym obrazie nie widać, żeby żołnierzom wystawał chleb z nogawek. Nawet krótki. Po drugie, wszem wobec
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 19
Najbardziej oryginalne bagietki: w kształcie penisów
wiadomo, że bagietka na drugi dzień staje się tak czerstwa, że na polu bitwy mogłaby posłużyć jedynie jako broń. Inna teoria głosi, że przyczynił się do ich powstania nadzorca budowy paryskiego metra. Mężczyźni drążący tunele podziemnego pociągu nosili w kieszeniach noże do krojenia chleba. Ponieważ dochodziło między nimi do niesnasek, podczas których niebezpieczne narzędzia nader często wchodziły w ruch, Fulgence Bienvenüe miał namówić piekarzy, żeby wymyślili pieczywo, które będzie można dzielić bez użycia ostrych przedmiotów. Wydaje mi się jednak, że ta teza jest raczej palcem na wodzie Sekwany pisana.
W Paryżu możesz być kim chcesz 20
Trzeba chyba stanąć oko w oko z nieco już zapomnianą i gorzką prawdą: podłużne chleby stworzyli Austriacy. Za jednego z ich ojców jest uznawany August Zang, który wymyślił piec parowy zdolny do wytworzenia temperatury w wysokości 205 stopni Celsjusza, co pozwalało na zachowanie w pieczywie delikatnego miękiszu otulonego twardą skórką. W tym miejscu można wziąć po ziarnku z każdej opowieści o genezie bagietki. Bułką austriacką posilali się żołnierze patrolujący paryskie ulice po osadzeniu Napoleona na wyspie Świętej Heleny w 1815 roku. Przypadła ona do gustu zaciekawionym jej smakiem paryżanom, jednak to jeszcze nie był czas największej chwały tego pieczywa. W trakcie kryzysu spowodowanego pierwszą wojną światową francuskim piekarzom brakowało doświadczenia, kompetencji i składników, stworzyli więc pieczywo, które choć wyglądało nieco rachitycznie, łatwo było przygotować i mogły się tym zajmować nawet osoby niemające pojęcia o rzemiośle. Poza tym było po prostu smaczne. Dodatkowo bagietki okazały się idealnym rozwiązaniem, kiedy w 1920 roku rząd francuski zakazał rozpoczynania pracy w piekarniach przed czwartą rano. Aby zapewnić klientom świeże przysmaki na śniadanie, piekarze wybrali to proste w przygotowaniu pieczywo. Tyle możemy powiedzieć na temat bagietki… I weź tu teraz, człowieku, donieś ją do domu nienadgryzioną. To zadanie dla osób o woli tak żelaznej, jak wieża Eiffla.
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 21
W sklepach z wyposażeniem gospodarstwa domowego można kupić specjalne podłużne lniane torby na bagietki do powieszenia w kuchni. Niektóre wyłożone są folią, aby dłużej utrzymywały miękkość pieczywa. Najczęściej jednak Francuzi wybierają takie, w których bagietka czerstwieje w swoim naturalnym tempie. Jak nie zdążą zjeść, kupują nową. Ewentualnie zamieniają tę „starą” w grzanki, które dodają na przykład do tradycyjnej zupy cebulowej. Zwolennicy zero waste załamują ręce. Próbowałam w duchu tego nurtu pozyskiwać bułkę tartą, która z kolei tutaj nie jest specjalnie popularna, ale po wycieńczających fizycznie, bezowocnych próbach starcia suchej bagietki, rozdrobnienia młotkiem czy blenderem dałam sobie spokój. Kiedy zabraknie świeżej, zwyczajem mojej babci, skrapiam ją obficie wodą i podgrzewam w piekarniku.
POD PACHĄ – OUI, SPODEM DO GÓRY – NON! Trendsetterzy podpowiadają, jak bagietkę nosić. Otóż można ją nonszalancko umieścić pod pachą, bo zawsze jest zapakowana w torebkę albo arkusz papieru, w który sprzedawcy zawijają ją wypracowanym efektowym ruchem, skręcając jego dwa przeciwległe rogi. Można też kupić specjalną baguette bag z ekologicznej skóry, zarzucić na ramię i wybrać się na piknik do parku des Buttes-Chaumont, który powstał w miejscu dawnego kamieniołomu. Torba kosztuje około czterdziestu siedmiu euro i szczerze mówiąc, trudno mi znaleźć
W Paryżu możesz być kim chcesz 22
Bagietki nie mogą leżeć spodem do góry
uzasadnienie dla takiego wydatku. Francuzi zazwyczaj noszą zakupy w koszykach: plecionych, ciekawie zdobionych i przede wszystkim poręcznych. W większości wyprofilowanych tak, żeby nie uszkodzić bagietki. I żeby koniecznie zmieściły się jeszcze kwiaty! Wiadomo za to, jak bagietki nie wolno nosić. Otóż zawsze musi być ona ułożona skórką do góry. Nie kładziemy jej na stole skórką do dołu, jeśli chcemy uniknąć nieszczęścia, śmierci i głodu. Ten zwyczaj dotyczący w ogóle pieczywa, również w Polsce, ma korzenie w czasach, kiedy we Francji wykonywano jeszcze publiczne egzekucje. Piekarze zostawiali odwrócone bochenki katom, przedstawicielom znienawidzonego zawodu, aby było wiadomo, które
Co francuskie oddajcie… Austriakom! 23
są dla nich przeznaczone. Pozostali klienci wierzyli, że dotknięcie odłożonego dla kata chleba ześle na nich wszystko to, z czym się on kojarzy. Z czasem dołożono do tego nawet diabła i moce nieczyste. Odwołaniem w ogóle złego uroku z pieczywa u chrześcijan jest nakreślenie na nim nożem znaku krzyża. Od sprzedawczyń w jednej z piekarni usłyszałam też o dość współczesnym przekonaniu, że najatrakcyjniejszy mężczyzna to ten, który brzuch ma okrągły i miękki jak brioszka, a poniżej niezłą bagietkę… Taki niewinny branżowy żart we francuskim stylu.
PORADNIK Jeśli potrzebujesz świeżych drożdży, łatwiej dostać je w piekarni niż w sklepie spożywczym. Piekarnia może uratować ci życie między godz. 14.00 a 19.00, kiedy większość restauracji ma przerwę w serwowaniu posiłków. W niektórych boulangeries ekspedientki nie przyjmują już pieniędzy i kart kredytowych. Płaci się w automacie. Kiedy odwiedzisz Maison du Pain przy 17 rue Dupleix, zwróć uwagę na sufit. Widnieje na nim Ceres – rzymska bogini żniw.
Spis treści Do Paryża po marzenia
7
Rozdział 1 Co francuskie oddajcie… Austriakom!
13
Rozdział 2 Od wiedeńczyka po laguna, czyli historia croissantów
27
Rozdział 3 Dość tej słodyczy, chodźmy na tatara!
47
Rozdział 4 Le Marais: duma ważniejsza niż uprzedzenie
61
Rozdział 5 Tort Montmartre
79
Rozdział 6 Czym starsze, tym lepsze – vintage po parysku
Spis treści 349
101
Rozdział 7 Sztuka ulicy
121
Rozdział 8 Francuski szyk
147
Rozdział 9 Szlakiem historycznych zbrodni
175
Rozdział 10 Paryż popkulturalny
213
Rozdział 11 Jak poruszać się po stolicy Francji
251
Rozdział 12 Francuski kochanek
271
Rozdział 13 Fakty i mity o Paryżu
307
Zakończenie
331
Adresownik
335
Spis źródeł fotografii
347