Skip to main content

48 tygodni

Page 1

48 tygodni

Wydawnictwo Znak Krakรณw 2018


Projekt okładki Izabella Marcinowska Fotografia na okładce pecaphoto77 / iStock Zdjęcie autorki Adrian Błachut Opieka redakcyjna Dorota Gruszka Korekta Artur Czesak Martyna Żurawska

Copyright © by Magdalena Kordel © Copyright for this edition © by SIW Znak sp. z o.o., 2018 ISBN 978-83-240-5035-2

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I (II), Kraków 2016. Printed in EU


A OD S TAAPTONT IS IDLZŃ I EEŃ I ZLDI SI TNOTPAATD SO A

23 sierpnia 2002

P

rzed chwilą odebrałam telefon od Sylwii. Ostatnio dość dużo czasu spędzam w jej towarzystwie z racji tego, że jest przyjaciółką Sebastiana, a jak radośnie twierdzi mój mąż, jego przyjaciele muszą być też moimi przyjaciółmi. Mam na ten temat nieco inne zdanie. Szczególnie jeżeli owi przyjaciele są dawnymi sympatiami mojego męża, w których był zakochany na zabój. Sylwia należy do dziewcząt, które uważają, że są alfą i omegą (choć według mnie jest raczej małpą i amebą). Chodzi zawsze nienagannie ubrana, uśmiecha się z wyższością, a jej twarz pokrywa starannie zrobiony makijaż. Swoją drogą ciekawe, jak ona to robi, że nigdy nie zdarza jej się rozmazać ani potargać. Miłe to dziewczę, telefonując do nas i słysząc mój głos w słuchawce, mówi głośno i wyraźnie: „Cześć. Co słychać?”.

47


Samo to sylabizowanie wyrazów, jakbym była przygłucha i przygłupia, doprowadza mnie do szału. Przy A OD Sma TAAtak PTON T IS IDLZŃ Ijakby EEŃ I Zgłaskała LDI SI TNOTzarażonego PAATD SO A tym głos milutki, parchem kota. Gdy już zada to odwieczne pytanie, z ulgą w głosie prosi, bym zawołała do telefonu Sebastiana. Widocznie w swoim odczuciu spełnia naprawdę ciężki obowiązek, zniżając się do rozmowy ze mną. Ale żeby było śmieszniej, ostatnio po rozmowie z nią Sebastian przyszedł do mnie do kuchni, gdzie wyładowywałam wściekłość, szorując gary, i zapytał:  – Czy ty naprawdę nie możesz być dla niej trochę bardziej uprzejma? Sylwia skarżyła się, że wyczuwa w tobie jakąś niechęć. Przecież ona, w przeciwieństwie do ciebie, zwykle stara się być miła.  – Doprawdy? – spytałam ironicznie. – Czy dlatego traktuje mnie jak upośledzoną?  – Chyba jesteś przewrażliwiona. Ona jest po prostu kobietą interesu. Ma pewne zachowania wpojone w pracy.  – Gdyby rozmawiała ze swoimi klientami w takim tempie jak ze mną, przeprowadzenie jednej transakcji zajęłoby jej rok. Zresztą, co chcesz? Staram się być miła. „Na przykład – pomyślałam – nie pogryzłam jej, nie oblałam wrzątkiem, nie zrzuciłam z balkonu

48


(aczkolwiek miałam niejednokrotnie okazję) i nie zostawiłam jej nigdy sam na sam z naszym dzieckiem”. A OD S TAAPpopatrzył TONT IS IDLZna Ń I EEmnie Ń I ZLDprzez I SI TNOTchwilę PAATD SO A Sebastian zagadkowo, a potem powiedział:  – Cały twój problem polega na tym, że powinnaś coś zmienić. Wszystkie twoje dylematy wynikają z braku zajęcia.  – Czyli uważasz, że ja nic nie robię? – spytałam.  – Zapewne myślisz, że po twoim wyjściu do pracy odwiedza nas dobra wróżka, bo akurat Kopciuszek dał jej wolne, i zajmuje się praniem twoich skarpetek?  – Chryste, Natasza, ty nic nie rozumiesz. Przekręcasz wszystko, co powiem. Jesteś wiecznie podirytowana i rozdrażniona. Nic dziwnego, że nawet Sylwia zauważyła, że jesteś jakaś dziwna.  – No popatrz, popatrz, jak wy się dobrze rozumiecie – zasyczałam. – Może powinieneś się z nią ożenić, co?  – Nie będę z tobą rozmawiał w ten sposób. Później, jak ci przejdzie, porozmawiamy jak kulturalni ludzie. I poszedł do pokoju, gdzie rozwalił się na kanapie. Czule ściskając w ręku pilota, oddał się swojemu ulubionemu zajęciu  – oglądaniu telewizji. Od tamtego czasu Sylwia się do nas nie odezwała. Już zaczęłam się łudzić, że ma bardzo dużo zajęć lub że wysłano ją w wielomiesięczną delegację (najlepiej

49


za koło podbiegunowe), albo że może dostała amnezji, dopadła ją skleroza bądź w najgorszym wypadku złaA OD S TA APTON T IS IDLZŃ I EEŃ I masz! ZLDI SI T NOTPAATD SO A mała obie nogi i język, a tu Dzisiaj musiała zadzwonić i rozwiać moje słodkie złudzenia. Rozmowę zaczęła jak zwykle i jak zwykle zapytała o Sebastiana.  – Niestety, nie ma go w domu. Jest jeszcze w pracy. Przekazać coś? – zapytałam słodko.  – E nie...  – Przepraszam, chcesz może zapytać mojego męża, czy mamy wolny wieczór? – ciągnęłam dalej tonem ociekającym lukrem. Bo rzeczywiście kochana ta istota, rozmawiając ze mną (mam na myśli „co słychać”), nigdy nie zapyta, co robimy wieczorem, natomiast prosi do telefonu Sebastiana, by jemu zadać to arcytrudne pytanie.  – No tak... Ale...  – No to dawaj, nie krępuj się – zachęciłam ją. – Pytaj. Jestem dzisiaj w szczytowej formie intelektualnej. Na pewno sobie poradzę. W słuchawce zapanowała cisza. Po długiej chwili usłyszałam chrząknięcie i trochę niepewny głos:  – Tak, no więc, czy macie przypadkiem czas dzisiaj wieczorem?  – Miło, że o to pytasz – zaćwierkałam do słuchawki – ale obawiam się, że przypadkiem jesteśmy zajęci.

10 4


– Hm... To ja jeszcze zadzwonię do Sebastiana do pracy. Cześć. Usłyszałam stuk rzuconej z dużym impetem słuchawki. Przez chwilę miałam ogromną ochotę wybuchnąć serdecznym śmiechem, ale uświadomiłam sobie, że Sylwia z pewnością opowie wszystko Sebastianowi, który po przyjściu do domu zapewne mnie zabije, a w najlepszym razie zrobi piekielną awanturę. Odkładając powoli słuchawkę, zauważyłam, że nasza córka przygląda mi się z dużym zaciekawieniem.  – Czemu tak na mnie patrzysz? – zapytałam podejrzliwie.  – Tak się tylko zastanawiam, mamusiu – odparło grzecznie moje dziecko – dlaczego zgrzytasz zębami. Ostatnio mówiłaś, że tak zachowują się tylko dzieci, które mają robaki.


A OD S TAAPTONT IS IDLZŃ I EEŃ I ZLDI SI TNOTPAATD SO A

25 sierpnia 2002

J

ak to możliwe, że inne kobiety, mając więcej niż jedno dziecko, pozostają w miarę zdrowe na ciele i umyśle? Może są bardziej odporne. Albo głuche. Albo mają mężów, którzy intensywnie pomagają im w wychowywaniu potomstwa? Nie, to ostatnie można od razu odrzucić jako nierealne i zbyt fantastyczne  – wszyscy mężczyźni, których znam, na widok dzieci dostają wysypki i odruchu wymiotnego. I jak te kobiety przeżywają wakacje, kiedy przedszkola i szkoły nielitościwie zamykają swe podwoje? Po prostu nie wiem. Ja, która mam tylko jedno dziecko, lat sześć, oraz dorosłego męża, który zachowuje się, jakby był w wieku naszej córki, pod koniec wakacji czuję się jak po rocznej pracy w kamieniołomach. W głowie huczy mi od nieustannie zadawanych pytań typu: Mamusiu, co motylek ma

12 4


w środku? Mamusiu, czy ty mnie uwielbiasz? Mamusiu, jak dzieci wydostają się z brzuszka? Mamusiu, czy A OD S TAbraciszka? APTONT IS IDLZŃ I EEŃ I ZLDI SI TNOTPAATD SO A będę miała Braciszka?! Na samą myśl dostaję gęsiej skórki i robi mi się zimno. Jedno dziecko i mąż to wystarczająco duży stres. Chociaż ostatnio Sebastian, o zgrozo, zaczął napomykać o drugim dziecku. Stało się to tego samego dnia, kiedy przeprowadziłam interesującą rozmowę z Sylwią. Sebastian przyszedł z pracy i już od progu zaczął mi robić wymówki:  – Natasza, co się ostatnio z tobą dzieje? Sylwia dzwoniła i mówiła, że strasznie napadłaś na nią przez telefon.  – Coś takiego! I miałeś czas z nią rozmawiać? Ja jakoś nie mogłam ostatnio dostąpić tego zaszczytu.  – Nie zmieniaj tematu. Zrobiłaś jej dużą przykrość. Wiesz, jak ja się czułem, gdy musiałem się przed nią tłumaczyć?  – A czy ty wiesz, jak ja się czuję, gdy słyszę, że się przed nią tłumaczysz? Czy wiesz, jak ja się czuję, gdy ty bierzesz stronę każdego, ale nie moją? Wiesz? Chrzaniony egoista. Sebastian potarł ręką czoło. – Tak się właśnie zastanawiałem, co zrobić, by polepszyć twoje samopoczucie. I tak sobie pomyślałem... No wiesz... o drugim dziecku.

13 4


Popatrzyłam na niego ze zgrozą w oczach. Zwariował? Upił się? Pomylił mnie z kimś innym? A OD SjaTAA PTONT IS IDLZna Ń I EEmasochistkę? Ń I ZLDI SI TNOTPAA SO A  – Czy wyglądam –TD zapytałam, uśmiechając się rozkosznie.  – Posłuchaj, Nataszo, czy to nie jest odpowiedni moment? Przecież i tak nie pracujesz, Gosia ma już sześć lat, a ty najwyraźniej chcesz poczuć się komuś potrzebna. Sama ostatnio mówiłaś, że musisz zacząć się samorealizować.  – Hm... I uważasz, że szczytem moich marzeń jest ciąża, której pierwszą połowę spędzę w łazience, wymiotując do sedesu, a drugą – siusiając do niego? To w twoim przekonaniu moja samorealizacja ma polegać na zmienianiu zasranych pieluszek i nieprzespanych nocach? Wiesz co, ja już to przerabiałam. Dzięki za powtórkę. Nie ze mną te numery, Brunner.  –  Czyli od razu mówisz nie? Tak? A nie sądzisz, że w takich sprawach powinno liczyć się zdanie obojga partnerów?  – O tak, właśnie dajesz mi przykład. My, Sebastian, postanowiliśmy mieć dziecko.  – Jesteś okropna!  – No cóż, uczę się od najlepszych – warknęłam.  – Nie ma mowy. Wybij sobie z głowy drugie dziecko. Na pewno nie teraz. Gdybym je urodziła, musiałabym je od razu zabić albo pozbyć się pierwszego.

14 4


Sebastian odwrócił się ostentacyjnie i, urażony do głębi, zaczął udawać zapatrzenie w okno. Tak naprawA OD S TA TONT IS IDLZmnie Ń I EEŃ I wyrzuty ZLDI SI TNOT PAATD SO A i spródę czekał, ażAPdopadną sumienia buję się do niego przymilać. Znałam na pamięć ten scenariusz i nieraz, by rozładować sytuację, udawałam, że łapię się na ten ograny chwyt. Ale dość tego. Skoro ma ochotę się boczyć, niech się boczy. Odwróciłam się i sięgnęłam po książkę.  – Czyli teraz – dobiegło mnie od strony okna – zamierzasz się do mnie nie odzywać, tak? Ja się staram, myślę, jak poprawić ci samopoczucie, a ty się obrażasz? „No, nie wytrzymam” – pomyślałam, starając się powstrzymać atak śmiechu. Sebastian wyglądał jak Gosia, gdy odmawiało się jej kupienia lizaka.  – To myśl dalej – zaproponowałam. – To podobno dobry objaw, takie myślenie.  – Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że wyglądasz bardzo pociągająco, kiedy się gniewasz? – zaćwierkał Sebastian, zmieniając nagle ton głosu i podchodząc bliżej.  – To ty się gniewasz – uściśliłam. – I nic z tego – uprzedziłam jego zamiary. – Gosia jest w łazience i robi pranie lalkom.  – Nasze życie seksualne jest w stanie zaniku – jęknął, robiąc nieszczęśliwą minę.  – Pomyśl, że przy drugim dziecku zanikłoby zupełnie.

15 4


–  Myślisz?  – Ja to wiem. Nie pozwoliłabym ci dotknąć się nawet dwumetrowym kijem. Ale swoją drogą, masz rację. Muszę pomyśleć trochę o sobie. Już nawet chyba wiem, co będę chciała robić w najbliższej przyszłości.  – Co? – zainteresował się natychmiast.  – No wiesz, proponuję porozmawiać o tym kiedy indziej, jak już sama będę wszystkiego pewna – mruknęłam wymijająco. Jedna różnica zdań na dzień to stanowczo dość jak na zupełnie przeciętne małżeństwo.


A OD S TAAPTONT IS IDLZŃ I EEŃ I ZLDI SI TNOTPAATD SO A

7 września 2002

D

zisiaj Sebastian wrócił do domu z bardzo niewyraźną miną. Przez pierwsze pół godziny, zamiast, jak to miał w zwyczaju, wygniatać kanapę i jękliwie narzekać, że jeszcze nie ma obiadu, snuł się za mną po domu, usiłując nawiązać miłą i lekką rozmowę. Oczywiście po chwili dołączyła do niego Gosia i tak po naszym mieszkaniu poruszaliśmy się w czymś na kształt pochodu. W końcu, doprowadzona do granic wytrzymałości, odwróciłam się i zapytałam:  – No więc o co chodzi?  – Hm... Chciałem ci powiedzieć – zaczął mój mąż, ale się zająknął. – Że bardzo ładnie wyglądasz – dokończył szybko i poszedł do kuchni. Skonsternowana zerknęłam na swój poplamiony pomidorem podkoszulek i rozciągnięte spodnie. No cóż,

17 4


o gustach podobno się nie dyskutuje. „A może – pomyślałam – on chce mi dać do zrozumienia, że powinA OD S TAAPdbać TONT ISo siebie?” IDLZŃ I EEŃ I Ale ZLDIod SI TNkiedy OTPAATto D SO A nam bardziej mój małżonek zrobił się taki delikatny? Nie, to nie to. Zagadka rozwiązała się przy obiedzie. Sebastian po raz pierwszy od wielu dni nie miał apetytu. Grzebał w talerzu, popatrując na mnie. W końcu nabrał wielki haust powietrza i z determinacją powiedział:  – Muszę ci coś powiedzieć. Na pewno będziesz na mnie zła, że wcześniej nie uzgodniłem tego z tobą, ale...  – Ale – zachęciłam go, odsuwając talerz z zupą jak najdalej od siebie. Chciałam w razie czego uniknąć pokusy rzucenia nim w Sebastiana.  – Zapisałem się na naukę gry w tenisa – wyrzucił w końcu z siebie. – No wiesz, sama zawsze mówiłaś, że powinienem zacząć się trochę ruszać. Tak więc zapisaliśmy się z Damianem.  – Hm... A kiedy znajdziesz na to czas? – zainteresowałam się, bo mój niezawodny instynkt mówił, że gdzieś tu jest jakiś haczyk. Sebastian poruszył się nerwowo.  – No cóż... – Odkaszlnął. – Treningi są w soboty i w niedziele. Wiem, wiem, zaraz zaczniesz robić mi wymówki, że to czas, który powinienem poświęcić Gosi...

18 4


– Nie będę ci robić wymówek – przerwałam mu wspaniałomyślnie. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. A OD Sdobrze, TAAPTONTże IS Itak DLZsię Ń I EEstało, Ń I ZLDIbo SI TNjaOTteż PAATmam D SO A ci coś  – Nawet do powiedzenia. Postanowiłam wrócić na studia. Sebastian przez chwilę milczał, a potem rzekł:  – Ale przecież ty nie cierpiałaś ekonomii!  – Nie będę studiowała ekonomii. Zapisałam się na filologię polską.  – Nie, no, bardzo się cieszę, ale... Ile to będzie kosztowało?  – To jedne z najtańszych studiów, semestr kosztuje tylko półtora tysiąca.  – To jednak spora suma. – Mój mąż się zasępił.  – Doprawdy nie wiem, czy możemy sobie teraz na to pozwolić.  – No cóż – westchnęłam z udawanym smutkiem – w takim razie będę musiała poprosić o pożyczkę tatę.  – Nie zrobisz tego! Nie wiedzieć czemu, Sebastian czuł przed moim ojcem ogromny respekt. Wystarczyło, by tata na niego spojrzał i ten duży mężczyzna stawał się nagle małym, potulnym chłopcem.  – Chyba nie będę miała wyboru – rozłożyłam ręce – skoro nas nie stać. A swoją drogą, ciekawa jestem, ile kosztuje twoje nowe hobby?

19 4


– Wiesz, źle się wyraziłem. Na koncie jest jeszcze trochę pieniędzy. Nie możesz pozwolić, by twój ojciec OżeD S nie TAAPumiem TONT IS IDLzaspokoić ZŃ I EEŃ I ZLD I SI TNOTpodstawowych PAATD SO A myślał,A twoich potrzeb! – wybuchnął. – Przecież on by mnie pożarł żywcem – dokończył ponuro.  – Nie rozumiem, dlaczego tak się go boisz. Wydaje mi się, że tatuś w gruncie rzeczy cię polubił.  – Aha! Ty po prostu nie widzisz, jak on na mnie patrzy. Nigdy mi nie daruje, że zabrałem mu jego ukochaną córeczkę. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby wzrok mógł zabijać.  – Mając takie doświadczenia, ty na pewno będziesz inaczej traktował chłopców Gosi  – wtrąciłam przebiegle.  – Niech się tylko taki odważy tutaj pokazać! Kości poprzetrącam, ze schodów spuszczę!  – Nie mamy schodów – zauważyłam z uśmiechem.  – Wybuduję, obok domu postawię, żeby mieć taką przyjemność! Gosia, która do tej pory grzecznie bawiła się na dywanie, budując coś z klocków, podniosła na nas błękitne ślepka i powiedziała:  – A ja to mam już trzech kochanków. W pokoju zapanowała pełna napięcia cisza.

20 4


– Hm... Chyba masz na myśli kolegów? – zagadnęłam delikatnie. Moje dziecko obrzuciło mnie spojrzeniem pełnym politowania.  – Mam kochanków. Bo ja ich wszystkich kocham. Jak dorosnę, to się z nimi ożenię.  – Ze wszystkimi?  – Żartujesz? – Moje dziecko pokręciło głową z wyraźną dezaprobatą. – Żeby każdy krzyczał „kiedy będzie obiad”? Ożenię się z nimi po kolei. Pani w przedszkolu powiedziała, że najlepszym sposobem na nudę są zmiany. Sebastian usiadł w fotelu i przez dłuższą chwilę przetrawiał tę wiadomość. Potem, nie patrząc na mnie, rzekł dramatycznym głosem: – Chyba już dziś zacznę budować te schody. Muszą być bardzo wysokie, bardzo kręte i bardzo strome...


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
48 tygodni by SIW Znak - Issuu