L e sz ek Koł a kowsk i
Jezus ośmieszony Esej apologetyczny i sceptyczny
Posłowie Jan Andrzej Kłoczowski OP Przekład Dorota Zańko
wydawnictwo znak kr aków 2014
O
Jezusie przeczytać można, co tylko się chce. Po pierwsze, że nigdy nie istniał. Albo że, owszem, istniał, ale nie został ukrzyżowany; ktoś inny zawisł na krzyżu za miast Niego. Albo że został ukrzyżowany, ale nie umarł na krzyżu; ocknął się w grobie, skąd wyszedł, by umrzeć kilka dni później. Albo że ożenił się z Marią Magdaleną i miał dzieci. Albo że, jeśli przyjrzeć się bliżej, był trocki stą lub zwolennikiem Fidela Castro. Albo że był po prostu tylko żydowskim na cjonalistą. Albo że był przybyszem z innej galaktyki.
7
Leszek Kołakowski
Albo że był homoseksualistą, a święty Jan Apostoł był jego kochankiem. Albo że był Murzynem. Albo że nie miał określonej płci, tylko był jednocześnie mężczyzną i kobietą (a więc, prawdopodobnie, hermafrodytą). Albo że był istotą bezcielesną. To wszystko zupełnie mnie nie interesuje. Po mijam w dodatku wszystkie badania historycz ne prowadzone w ciągu ostatnich dziesięcio leci, wszystkie uczone analizy Ewangelii, ich języka, ich wiarygodności i różnic w ich treści. Myślę o Jezusie jako o elemencie składowym cywilizacji europejskiej, myślę więc o Nim ta kim, jaki był postrzegany przez wieki, zgodnie z wyobrażeniami i stereotypami, które znane są nam wszystkim nie tylko z lektury Nowego Testamentu, ale także z niezliczonych obrazów, figur w kościołach, kazań, kościelnej trady cji, a nawet kolęd. Myślę więc o Jezusie takim,
8
Jezus ośmieszony
jaki jest obecny w pamięci nas wszystkich, któ rzy wierzyliśmy i żyliśmy w tej kulturze. My ślę, by tak rzec, o micie, nie zakładając jed nak, że „mit” oznacza historię nieprawdziwą, fikcję, wytwór wyobraźni (określenie „mitycz ny” dotyczy sposobu postrzegania i nie ma to nic wspólnego z prawdziwością jakiejś histo rii). Unikam pytania, jak w narracji ewange licznej odróżnić prawdziwe od wyobrażonego, to, co jest do przyjęcia, od tego, co niepew ne. Myślę o Jezusie prawdziwym, a to znaczy: prawdziwie, rzeczywiście i niezbywalnie obec nym w naszej historii. Ta obecność obejmuje wszystkie Jego słowa, wszystkie cuda, modli twy i nauki. Akceptuję więc wszystko to, co przekazała nam tradycja: że narodził się z Maryi Dziewi cy dzięki działaniu Ducha Świętego, zapowie dzianego najpierw przez anioła; że pasterze i Mędrcy ze Wschodu, oświeceni znakami, zło żyli Mu hołd w żłobie; że mając dwanaście lat,
9
Leszek Kołakowski
prowadził dysputy z rabinami w Świątyni Jero zolimskiej; że został ochrzczony przez Jana i był kuszony przez diabła po czterdziestu dniach postu; że nauczał w miastach Galilei, chodził po wodzie, wprowadził ryby do sieci, uzdra wiał niewidomych, trędowatych, paralityków i opętanych, wskrzesił Łazarza, zamienił wodę w wino, rozmnożył chleb, wypędził kupców ze świątyni; że został wydany przez Judasza, spo żył ze swymi uczniami ostatnią wieczerzę; że został oskarżony przez żydowskich kapłanów, niechętnie ukrzyżowany przez Piłata, że zstąpił do piekła, powstał z martwych i wstąpił do nie ba. A oprócz tego, że był synem Bożym, który przyszedł na ziemię, żeby odkupić grzechy ro dzaju ludzkiego. Akceptuję to wszystko dlate go, że to w ten sposób nasza cywilizacja zasy milowała Jezusa i poprzez to się ukształtowała, oraz dlatego, że myślę wewnątrz tej cywilizacji. Chodzi więc o pewną wiarę w obrębie kultury. Jeśli idzie o wiarę religijną, ją również pomijam.
10
Jezus ośmieszony
Odsuwam także teologię – chrystologiczne spory są fascynującym tematem historycznym, ale nie muszę ich rozważać, kiedy zastanawiam się nad moimi pytaniami. Te pytania można sformułować krótko: czy nasza kultura prze żyje, jeśli zapomni Jezusa? Czy wierzymy, że jeśli Jezus zostanie wygnany z naszego świata, ten świat przepadnie? Dlaczego potrzebujemy Jezusa? Kiedy mówię o „zapomnieniu”, nie rozu miem tego dosłownie. Jego imię nie jest zapo mniane. Jezus jako osoba nie jest nawet znie nawidzony czy atakowany; rzadko zdarza się, żeby ktoś głosił nienawiść do Jezusa, bardzo często natomiast ludzie powołują się na Jego imię, żeby udowodnić, że to On mocno wspie ra ich sprawy publiczne czy prywatne, poli tyczne czy religijne. Czasami jest ośmiesza ny (Nadstaw drugi policzek! Daj bandytom więcej, niż żądają! Módlcie się za tych, któ rzy was uciskają i nienawidzą! Śmiechu warte,
11
Leszek Kołakowski
prawda?), ale – częściej – ludzie się Nim po sługują. A jednak to, że jest zapomniany, nie wymaga udowadniania; każdy, kto przeczyta Ewangelie i zastanowi się nad życiem, jakie nas otacza i jakie prowadzimy, dojdzie do takiego wniosku. Czy był Bogiem? Nie mam pojęcia. Ale je śli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On. W przesłaniu Jezusa jest przynajmniej jed na rzecz, która nie wzbudza wątpliwości i nie jest kontrowersyjna: to, że całe Jego życie i całe nauczanie toczy się w cieniu dnia ostatniego, dnia nieuchronnego Sądu. Bez tego apokalip tycznego oczekiwania niczego w chrześcijań stwie nie da się zrozumieć. Tak jak święty Jan Chrzciciel Jezus nie tylko zapowiadał Króle stwo i przypominał ludziom, żeby okazywali skruchę i przygotowywali się do Paruzji w po korze i z nadzieją: On to Królestwo zaczął budować. Ku zrozumiałej zgrozie kapłanów
12
Jezus ośmieszony
żydowskich oskarżających go o uzurpację pra wa, które ma tylko Bóg, przebaczał grzechy. Przebaczał grzechy nie w sensie osobistym, nie tak jak każdy z nas może przebaczyć innym zniewagi i zranienia, których od nich doznał, ale w takim, że je znosił, unieważniał, wymazy wał z życia. „Remittuntur tibi peccata tua”*. Kto mógł tak powiedzieć? Fałszywy Mesjasz lub Mesjasz prawdziwy; szaleniec lub Christos – Pomazaniec, szatański uzurpator lub Boży wy słannik; bluźnierca lub ten, kto ma klucze do Królestwa. Unieważnić grzechy nie znaczy wy rzec się prawa do kary albo do uczucia gniewu i oburzenia. Nie, to coś więcej niż akt moral ny i prawny – to akt ontologiczny, jeśli moż na tak powiedzieć, równy aktowi stworzenia ex nihilo; to unicestwienie świata takiego, jaki * Słowa Jezusa do uzdrowionego paralityka: „Odpuszczają ci się twoje grzechy” (Mt 9, 2 i Łk 5, 20). Wszystkie przypi sy pochodzą od redakcji. Tłumaczenie tekstów biblijnych według Biblii Tysiąclecia, wyd. 5.
13
Leszek Kołakowski
był przed przebaczeniem, zbrukanego i pogrą żonego w zamęcie przez grzech – nieważne, jaki grzech, choćby tylko jeden grzech – i od tworzenie świata w jego czystości; jest to po wtórne stworzenie wszechświata. Ten, kto ma tę niezwykłą moc, musi być pełnomocnikiem Stwórcy, jeśli nie Stwórcą samym. Jezus nie tylko więc zapowiadał Królestwo – On je przynosił. I właśnie dlatego że je przynosił, mógł powiedzieć z pewnością, że wszystko, co robimy i myślimy, musi być podporządkowane sprawie Końca, który się przybliża. Dla dro gocennej perły Królestwa, pretiosa margarita, trzeba nam sprzedać wszystkie dobra, jakie posiadamy (Mt 13, 45–46). Wszystkie nasze ziemskie strapienia, wszystkie pragnienia, na miętności, wszystko, co mamy, nasze doczes ne nadzieje, wszystko to blaknie, a nawet znika w obliczu tej najważniejszej troski. Zbliża się Koniec, straszliwa katastrofa po przedzająca nowy świat, świat, który zostanie
14
Jezus ośmieszony
na nowo stworzony. Kiedy nastąpi? Jezus oczy wiście nie określił żadnego dokładnego termi nu Sądu Ostatecznego, powiedział nawet wy raźnie, że nie zna tego dnia (Mt 24, 36) i że zna go tylko Ojciec. Ale dość jasno dawał do zro zumienia, że ten dzień jest bliski, bardzo bliski, że żyjące wówczas pokolenie po okresie strasz liwego ucisku (Mt 24, 34) ujrzy Syna Czło wieczego przychodzącego na obłokach niebie skich z aniołami, którzy zgromadzą wybranych z czterech stron świata (Mt 24, 30–31). A jednak ta ostateczna godzina nie nadeszła i kolejne pokolenia chrześcijan znalazły się wo bec przykrego dylematu. Czy to możliwe, żeby Jezus się pomylił? Tego pytania nie dało się uniknąć. Niektórzy odpowiadali: kiedy Jezus zapowiadał nieuchronny Koniec, nie myślał w kategoriach ludzkich – czyż święty Piotr nie powiedział w swoim liście, że u Boga tysiąc lat jest jak jeden dzień? „Wkrótce” w sensie boskim może znaczyć równie dobrze „dziś wieczór”,
15
Leszek Kołakowski
jak „za dziesięć tysięcy lat”; jednak prawdą jest, że wraz z przyjściem Chrystusa Królestwo za częło już powstawać, że od chwili Jego śmierci ludzkość w swej istocie jest zbawiona. Inni mówili: Jezus jako człowiek nie był ani wszechwiedzący, ani wszechmocny (dowodem na to, że nie wiedział wszystkiego, jest właśnie przyznanie, że nie zna terminu tego wielkie go dnia). Można przyjąć, że nie był nieomylny co do faktów (takich jak data Sądu), to jednak nie zmniejszało ani nie zubażało jego godności Syna Bożego. Jeszcze inni mówili: głównym przesłaniem Jezusa wcale nie jest oczekiwanie wielkiego wy darzenia. To raczej afirmacja teraźniejszości jako początku Królestwa, to obecność Boga, który, ukryty, odsłania się za pośrednictwem swego Syna. Niepotrzebne są więc spekulacje na temat ostatniego dnia. Chrześcijaństwo to radość z teraźniejszej obecności Bożej, obja wionej w Jezusie.
16
Jezus ośmieszony
Jakkolwiek by było, okazało się, że chrześ cijanie są zdolni zarówno do przyjęcia wia ry w misję Zbawcy, jak i idei Sądu Ostatecz nego. Nie umieli jednak postrzegać swoich trosk i swego życia w boskiej wizji czasu, tak więc istniało ryzyko, że apokalipsa, odsunięta w przyszłość całkowicie nieokreśloną i nie da jącą się określić, straci wszelkie uchwytne zna czenie. Jednakże idea apokalipsy bynajmniej nie obumarła. Oczekiwanie wielkiego Końca, kiedy trwoga i nadzieja łączą się ze sobą w nieroz dzielną całość, powracało z ogromną siłą w okresach katastrof, potwornej nędzy, strasz liwego ucisku, śmiertelnych niebezpieczeństw. Wiele razy Kościół wyraźnie i jasno zakazywał wiernym spekulacji na temat daty tego nie uchronnego dnia i robienia bezwartościowych obliczeń – widział w tym przywłaszczanie sobie atrybutów boskich i chęć posiadania większej wiedzy, niż miał sam Jezus Chrystus.
17
Leszek Kołakowski
W krytycznych momentach różnych epok hi storycznych było jednak wystarczająco dużo powodów religijnych i społecznych, by przewi dywanie Końca zawładnęło umysłami, przekła dając się na ruchy millenarystyczne. To prze widywanie niewątpliwie istnieje nadal wśród nas – zarówno w formie chrześcijańskich sekt chiliastycznych produkujących niepewne obli czenia i ogłaszających dokładne przepowiednie, które się nie sprawdzają, jak i w formie świa domości tej innej apokalipsy, apokalipsy woj ny światowej – wojny ostatniej. Jeżeli w tej perspektywie próbujemy roz ważać znaczenie, jakie ma świadomość Koń ca dla naszej epoki, musimy dokonać ważne go rozróżnienia eschatologicznych oczekiwań pierwszych chrześcijan lub ich współczesnych następców i naszego wielkiego strachu przed gigantycznym kataklizmem, który pochłonie ziemię. Ci, którzy słuchali Jezusa, lub ci, któ rzy byli pierwszymi czytelnikami Ewangelii
18
Jezus ośmieszony
i Objawienia, oczekiwali Końca, który miał na dejść wkrótce i nieuchronnie jako rezultat in terwencji boskiej, i powtórnego przyjścia Syna Bożego. Ale to, co nas gnębi, to trwoga przed końcem, który spowodujemy my sami. Pomie szanie tych dwóch oczekiwań lub dwóch ro dzajów strachu jest niebezpieczne. Dzień Sądu nie jest określony w czasie, ale jest nieuchron ny. Chrześcijanie wierzyli w to i wierzą nadal, nawet jeśli ta wiara zdaje się nie mieć wielkiego znaczenia w ich życiu. Tymczasem wierzyć, że koniec świata, przygotowany i spowodowany przez nas samych, jest nieunikniony, to przy czyniać się do jego nadejścia. Niedopuszczal ne moralnie jest głosić nieuchronność wojny światowej i unicestwienia cywilizacji, a w na stępstwie także fizycznej egzystencji człowie ka. Możliwa wojna światowa byłaby dziełem ludzkim, a więc da się jej uniknąć. Mówić, że przyjdzie nieuchronnie, to mówić, że myśle nie, jak jej zapobiec, jest jałowe i próżne, to
19