Skip to main content

Było...wspomnienia z młodości

Page 1

Tamara Kołakowska Było... Wspomnienia z młodosci

redakcja

Agnieszka Kołakowska

wydawnictwo Znak Kraków 2021


Projekt okładki i grafiki Adam Gutkowski goodkowskydesign.com Fotografia na okładce Archiwum prywatne rodziny Fotografie na wkładkach Archiwum prywatne rodziny Redaktor prowadzący Kinga Janas Opieka redakcyjna Anna Szulczyńska Adiustacja Anna Szulczyńska Korekta Małgorzata Biernacka Katarzyna Onderka Łamanie Piotr Poniedziałek © Copyright by Agnieszka Kołakowska © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-6171-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU


Dzieciństwo i rodzina


Urodziłam się 16 października 1928 roku w Łodzi na Południowej 20. To przecznica ulicy Piotr­ kowskiej (głównej ulicy) od jej gorszego końca, blisko placu Wolności, za którym zaczynały się Bałuty – wówczas dzielnica żydowskiej biedoty, późniejsze getto. Pamiętam ciemny duży pokój stołowy z balkonem wychodzącym na typowe podwórko-studnię, buraczkowe tapety w moim pokoju i Stasiusię – moją nianię. Była duża, miękka, ciepła. Wydaje mi się, że pamiętam też źle pachnące rynsztoki z brudną wodą na ulicy, ale może to wspomnienie późniejsze.

15


Było... wspomnienia z młodości

Mam jedną rzecz z tamtego okresu: mama przywiozła mi do Oksfordu pościel, na której leżała po urodzeniu mnie – przejechała ta pościel z Łodzi przez Sarny i Penzę do Uzbekistanu, wróciła do Łodzi, a teraz leży u mnie w szafie. Na początku lat trzydziestych przenieśliśmy się do mieszkania na Piotrkowskiej – Piotrkowska 99, trzecie piętro, od frontu, chyba drugi dom od rogu ulicy Andrzeja Struga. Na dole była kwiaciarnia, a po drugiej stronie Piotrkowskiej, naprzeciwko, sklep ze sportowymi ubraniami Plihala. Z kwadratowego holu wejściowego drzwi na lewej ścianie do sypialni, na wprost do gabinetu ojca, obok – do jadalni, a na prawej ścianie do poczekalni. Między sypialnią a gabinetem drzwi. Balkon frontowy chyba z gabinetu. Sypialnia – jak sypialnia. Meble orzechowe: wielkie łóżko, dwa stoliki nocne, szafa. W gabinecie ojca duże biurko tyłem do okna, fotel, krzesła, tapczan, oszklona szafa z książkami, stół

16


Dzieciństwo i rodzina

z materacykiem do badania dzieci, waga. Z książek pamiętam Życie zwierząt Brehma w niebieskiej oprawie i jakieś tomy rosyjskie. Tapczan był ważny jako miejsce poobiedniej drzemki ojca i „bajek przez sen”. Stołowy – ciemnawy, w rogu balkon na podwórze, typowe dla takich mieszkań orzechowe meble: duży rozkładany stół, moc krzeseł, kredens, pomocnik, stolik przy balkonie. Poczekalnia – wyścielana kanapka z oparciem, krzesła czy foteliki, niewielki stół. Ze stołowego długi korytarz prowadził do kuchni. Po drodze, po prawej stronie, był mój pokój, dalej łazienka. Mój pokój miał dwa okna, kremowe meble – stół, krzesła, szafa, łóżko, wisząca półka na książki. Pod jednym oknem stał pulpit do odrabiania lekcji, bo to uważano za zdrowe dla dziecka. Między oknami przez ostatnie dwa–trzy lata było pianino. Na początku miałam dziecinne łóżko z siatką, a w „prawdziwym” spała wychowawczyni. W każdym pokoju był kaflowy piec.

17


Było... wspomnienia z młodości

Kucharka miała mały pokój za kuchnią. Pokojówka była „na przychodne”. Do prania przychodziła praczka, a co jakiś czas pojawiała się na parę dni domowa krawcowa.

Rodzice Ojciec, Izaak Dynenson, urodził się w 1894 roku w Grajewie. (Wówczas była to Rosja, w dwudziestoleciu Polska, następnie ZSRR, obecnie Białoruś). Był trzecim z czworga rodzeństwa. Ojciec jego Pinkus* – księgowy – zmarł w 1904 roku. O dzieciństwie ojca wiem niewiele poza tym, że grał na skrzypcach (jest zdjęcie chłopca z lokami grającego na skrzypcach), uczył się w rosyjskim gimnazjum w Białej Podlaskiej i mieszkał tam na stancji. W domu było ubogo. Ze szkoły wyniósł doskonałą znajomość języka

*  Pinkus Dynenson jest pochowany na żydowskim

cmentarzu w Łodzi. Kilka lat temu odnalazłyśmy i odnowiłyśmy jego grób (przyp. AK).

18


Dzieciństwo i rodzina

rosyjskiego i literatury rosyjskiej, a także dobry niemiecki. W czasie studiów w Warszawie dawał korepetycje, biedował i chyba nie zawsze starczało na porządne jedzenie. O studiach w Bratysławie opowiadał niewiele, czasem tylko, dla zabawy, mówił coś po czesku – tongue-twister nie do powtórzenia. Pamiętam z lat przedwojennych, że przychodził na obiad zmęczony, krótko odpoczywał, potem przyjmował pacjentów w domu, a później chodził na wizyty domowe. Zawsze zajmował się wszystkimi chorymi w rodzinie – moimi ciotkami, kuzynkami, kuzynami: kontaktował z odpowiednimi specjalistami, był przy badaniach, organizował konsylia i uczestniczył w nich, był na sali operacyjnej przy zabiegach. Z rozmów przy obiedzie (przez ostatnie dwa czy trzy lata przed wojną jadałam obiad już nie w dziecinnym pokoju, ale z rodzicami) wynikało, że dużo uwagi poświęcał działalności w łódzkim zarządzie Związku Lekarzy. Pojawiły się tam nastroje i wystąpienia antysemickie,

19


Było... wspomnienia z młodości

doszło do rozłamu w łódzkim oddziale, kiedy to lekarze pochodzenia żydowskiego i część lekarzy o rdzennie polskich rodowodach utworzyli osobną organizację (Stowarzyszenie Lekarzy Województwa Łódzkiego). Ojciec był współzałożycielem i członkiem zarządu tego Stowarzyszenia. Działali tam między innymi doktor Aleksander Margolis oraz doktor Tomaszewicz – późniejszy profesor chirurgii powojennego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Łódzkiego (potem Akademia Medyczna, obecnie Uniwersytet Medyczny). Mama, Fania z Wekslerów – śliczna, eleganc­ ka, wesoła – była czwartą z pięciorga rodzeństwa. Ojciec był zamożnym kupcem. Gdy rodzina zamieszkała w Kijowie, mama chodziła tam do rosyjskiej szkoły, tam też przeżyła rewolucję 1917 roku, wielokrotne zmiany władzy w latach 1917–1920, kolejne aresztowania ojca i brata przez bolszewików, „białych”, petlurowców. Wedle opowiadań jej samej, a także jej rodzeństwa, była ulubienicą ojca i starszego brata,

20


Dzieciństwo i rodzina

jako dziecko zawsze wesoła i psotliwa, jako młoda dziewczyna towarzyska, dowcipna, dbająca o elegancję. Lubiła bawić się, tańczyć, cieszyła się powodzeniem. Opowiadanie bajek nie wychodziło jej dobrze i chyba niewiele było wspólnego czytania czy dłuższych zabaw. Śpiewała rosyjskie piosenki i polskie szlagiery, żartowała ze mną, niby psociła. Dbała o to, żebym ładnie wyglądała, o stroje, maniery, grzeczne zachowanie. Z rodzicami przebywałam właściwie mało, bo wszystkimi codziennymi sprawami do 1938 roku zajmowała się wychowawczyni. Było codzienne przywitanie się z nimi przed szkołą, krótsze czy dłuższe „dobranoc”, wspólne wizyty rodzinne, wyjazdy do Warszawy z obojgiem rodziców albo z mamą, a w ostatnim roku przed wojną odprowadzanie do szkoły przez ojca. W domu panowała zawsze atmosfera pogodna, ciepła i przyjazna. Nie słyszałam nigdy kłótni między rodzicami, nie zdarzało się podnoszenie głosu. Ojciec opowiadał różne historyjki i „bajki przez sen”, pokazywał książki ze swojej biblioteki,

21


Było... wspomnienia z młodości

zabierał w niedziele na „spacery w nieznane”. Kiedy coś przeskrobałam, mówił, że się nie gniewa, tylko martwi. Starał się, żebym nie stała się rozpieszczoną jedynaczką, uczył poczucia obowiązku, dyscypliny, odpowiedzialności, tępił samochwalstwo, wywyższanie się. Skutecznie – może nawet nazbyt – wpajał przekonanie, że kłamać nie wolno i że ma być sprawiedliwie. Uczył też, że trzeba pomagać słabszym i liczyć się z innymi. Z zasady nie zgadzał się, żeby odwozić mnie samochodem do szkoły („bo inne dzieci nie mają aut”), a żeby pokazać, że nie trzeba za bardzo liczyć się z bon tonem i tym, „co inni sobie pomyślą”, w drodze do szkoły podskakiwał na ulicy i śmiał się z mojego zażenowania. Może to wpojone poczucie sprawiedliwości sprawiło, że pewnego dnia, kiedy poczułam się niesprawiedliwie potraktowana – zapewne jakiś zakaz, kara czy nagana – postanowiłam wyprowadzić się z domu. Zapakowałam swoją małą walizeczkę (nie pamiętam, co zapakowałam ani na czym polegała niesprawiedliwość), włożyłam palto i wyszłam, z zamiarem przeniesienia się

22


Dzieciństwo i rodzina

do babci Heleny. Zawrócono mnie ze schodów. Obiecywałam sobie, że jako dorosła będę pamiętać, co czują i myślą dzieci. Chyba nie dotrzymałam tej obietnicy. Ówczesne środowisko rodziców to zasymilowane rodziny pochodzenia żydowskiego, głównie lekarze – koledzy ojca z żonami. Był też inżynier, adwokat, znajomi mamy z czasów rosyjskich. Rodzice często rozmawiali po rosyjsku między sobą, a niemal zawsze z rodziną warszawską. Chciałam wiedzieć, co mówią, i z własnej inicjatywy zaczęłam uczyć się czytać po rosyjsku. Pamiętam, jak wyglądała ta książeczka z bukwami, czyli cyrylicą, ale nie kto mnie uczył. Tematu religii w domu nie było. Nikt w dzieciństwie nie mówił ze mną (poza lekcjami religii w szkole) o Bogu, tradycji, żydostwie. Przestrzeganie tradycji ograniczało się do piątkowych kolacji u babci Heleny. Były świece, ryba, chałka, ale nie pamiętam, żeby była jakaś modlitwa. Babcia utrzymywała chyba koszerną kuchnię, lecz w pokoleniu mojego ojca tradycje religijne

23


Było... wspomnienia z młodości

nie były już przestrzegane w domu. Mama pościła co roku w Sądny Dzień, ale paliła w czasie tego postu papierosy. W te piątkowe wieczory u babci Heleny dzieci bawiły się w pokoju wuja Wolusia. Dzieci to Irka i Zosia, córki Beniamina Dynensona, starszego brata ojca, a także Aruś i Gerszonek Marcuscy – starsi ode mnie o parę lat synowie cioci Estery, młodszej siostry babci Heleny. Babcia Helena, matka mojego ojca, była postawną i przystojną kobietą, zawsze w czerni, z siwym kokiem. Wydawała mi się dostojna i poważna. Mieszkała ze swoją podobnie jak ona owdowiałą siostrą Rózią i z synem – wujem Wolusiem – księgowym. Mówiła ładną polszczyzną, ale z ciocią Rózią przechodziła czasem na jidysz. Pamiętam ich mieszkanie przy ulicy Narutowicza. Babcia Helena szydełkowała i robiła na drutach, wszystkie dziewczynki w rodzinie miały sweterki jej roboty, a mój czerwony z 1939 roku służył mi w czasie wojny, zanim z niego wy­ rosłam.

24


Spis treści

Agnieszka Kołakowska, Słowo wstępne  . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Drzewo genealogiczne  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6-7 Dzieciństwo i rodzina  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 Podróż (1939–1946)  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43 Po wojnie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Rodzina łódzka i rodzina warszawska  . . . . . . . . . . . . . . 97


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Było...wspomnienia z młodości by SIW Znak - Issuu