Skip to main content

Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie

Page 1

I k a

g r a b o ń

KAWA Instrukcja obsługi na jpopularniejszego napoju na świecie

KRAKÓW 2017


SPIS TREŚCI Rozdział I NIE ROZMAWIAM Z NIKIM PRZED PIERWSZĄ KAWĄ 8 Rozdział II ŚWIAT W ZAPACHACH

20

Rozdział III CHEMEX I SPÓŁKA, CZYLI ALTERNATYWY

36

PRZEWODNIK PO PARZENIU KAWY

50

Rozdział IV KAŻDY TO ROBI

100

Rozdział V ZANURZ SIĘ CAŁY

132

Rozdział VI WYDRIPUJ SIĘ

164

Rozdział VII W ŻYCIU TRZEBA SIĘ SPARZYĆ

176

Rozdział VIII JAK DWA ZIARENKA KAWY

184

Rozdział IX NA CHŁODNO

222

Rozdział X JAK TEGO NIE…

244

Rozdział XI I’M SWEET ENOUGH

270

SŁOWNICZEK PODZIĘKOWANIA BIBLIOGRAFIA

288 294 298


Podobno lekarze są napędzani kofeiną, programiści zamieniają kawę w kod, a technicy laboratoryjni rodzą się z kubkiem kawy w dłoni. Najlepsze randki to te przy kawie. Przy kawie się otwieramy, zawieramy przyjaźnie, zwierzamy, planujemy podbój świata. Kawa to magiczny napój, który zdanie „zostaw mnie w spokoju albo giń” zmienia w „dzień dobry, jak się masz?”, który wprawia w świetny nastrój, nadaje smak i rytm o poranku.


JAK TO SIĘ U MNIE ZACZĘŁO?

P

oszukiwania nowej branży miałam rozpocząć z chłodną głową, niespiesznie analizując oferty i rozwiązując liczne testy zawodowe,

póki nie znajdę swojego zawodu marzeń. Godnego rzucenia studiów

filmowych i wielkiej reżyserskiej przyszłości. W praktyce jednak wylądowałam na warsztatach malarskich w jednym z najpiękniejszych

miejsc w Polsce – w Borach Tucholskich. W przerwie pomiędzy jednym i drugim obrazem, grzybobraniami czy odkrywaniem zapachów

nieznanego mi lasu postanowiłam stworzyć listę rzeczy, które lubię.

I tak powstał ów spis. Ze skromności nie nazwę go długim.

– Nie widziałaś gdzieś kartki z listą rzeczy, które lubię?

– A jak wyglądała?

– No duża biała kartka z napisem: KAWA.

Aby nie psuć sobie humoru, zerknęłam na tę listę pod dużym kątem

z góry, w nadziei, że znajduje się na niej chociaż jedno słowo więcej.

Jednak jakkolwiek na nią spoglądałam, wciąż była tam tylko kawa. Cis­

nęłam kartkę w kąt i w posępnym nastroju dla ukołysania nadszarpniętych nerwów udałam się po kojące tiger latte do znanej sieciówki.

Popijając je leniwie, po raz pierwszy w życiu zadałam sobie pytanie:

skąd się bierze kawa? W tym momencie niemalże niebiosa się rozwarły, trąby i chóry anielskie triumfalnie zagrzmiały, a światło spłynęło na mnie i niczym rącza łania galopem rzuciłam się do komputera. Moje

podejrzenia były słuszne: branża kawowa to coś więcej niż picie kawy w kawiarni, bo przecież ta kawa skądś się bierze.

Wszystko zaczyna się od kilku dojrzałych wisienek na krzewie…

Kawa rodzi się na plantacji, jak każdy inny owoc. Owoce kawy nawet

przypominają znane nam dobrze czereśnie i wiśnie, jednak ich miąższ

jest zdecydowanie bardziej cierpki i kwaskowaty, a cały skarb kryje się

w pestkach, czyli w ziarnach. Praca na plantacji, zwłaszcza arabiki, to nie zawsze łatwy kawałek chleba. Istnieją dwa rodzaje kawy: arabika

11


i robusta. Ta pierwsza zwykle jest szlachetniejsza, delikatniejsza, ta

druga – cięższa, bardziej tekturowa i gorsza jakościowo. No i oczywi-

ście zgodnie ze wszystkimi prawami Murphy’ego arabiki są zdecydo-

wanie trudniejsze w uprawie, mało odporne na zimno, zmiany atmosferyczne, szkodniki czy niskie położenie upraw. Mocno generalizując:

robusta, trochę jak chwast, wyrośnie wszędzie, jak karaluch przetrwa wszystko – dzięki tym cechom jest niebywale tanim wypełnia-

czem paczek kawy – jednak w smaku rzadko może równać się arabi-

ce. Plantatorzy zajmujący się najszlachetniejszymi odmianami arabik

12


nie mają w życiu łatwo – a to szkodnik, a to mróz ciągle próbują zni-

weczyć wielomiesięczny trud pracy nad ziarnem. Tak jak w przypadku innych owoców: winogron czy jabłek, na najlepszych plantacjach te

dojrzałe zbierane są ręcznie, a później poddawane różnym metodom

obróbki dla osiągnięcia różnych efektów smakowych. Kawa może być

myta, może być suszona na słońcu, może być poddawana lekkiej kontrolowanej fermentacji w celu osiągnięcia słodyczy. No kurczę, kto by

się tego spodziewał? W wyniku obróbki uzyskuje się surowe, zielone

ziarno transportowane do palarni. Następnie jest wypalane i ocenia-

ne wizualnie i sensorycznie. I tak dowiedziałam się, że istnieje taki za-

wód jak sensoryk.

BO KAWA JEST JAK WINO

Tak jak wino ma sommelierów, kawa ma sensoryków, którzy profesjonalnie zajmują się jej oceną organoleptyczną. Sensoryk w palarni

na specjalnych formularzach ocenia jakość kawy: jej balans, słodycz, kwasowość, czystość, posmak i cielistość (czyli odczucie tłustości

i jedwabistości na języku i podniebieniu). Najwyższy poziom sen-

soryka to Q grader – aby nim zostać, trzeba zdać bardzo trudny dla

nosa i podniebienia egzamin. Czyli każdy Q grader jest sensorykiem,

ale nie każdy sensoryk jest Q graderem. To między innymi Q graderzy

oceniają, czy kawa zasługuje na miano specialty coffee. Niby uwielbiam zapachy, nie przepuszczam żadnego – ale żeby z tego robić swo-

ją pasję i nową wielką miłość? No i właściwie czemu nie? Prychnę-

łam rozkosznie i dumnie wypięłam pierś, bo to był wtedy plan w sam raz na moje życie.

NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o tym, jak kawę przyrządzać

i wypalać, jak na nią reagować i czego się po niej spodziewać. Prze-

szłam jak wiosenna burza przez pierwsze szkolenia w Java Coffee

University i zostałam baristką, a później szkoliłam się z metod oceny jakości kawy u pierwszego polskiego Q gradera Filipa Bartelaka.

I tak poznałam…

13


SPECIALTY COFFEE Czym jest specialty coffee? To pokrótce kawa najwyższej jakości, ale

nie według reklam i speców od marketingu, tylko według sędziów sen-

sorycznych: kiperów, Q graderów. To kawa oceniana najwyżej w testach. Co bierze się pod uwagę w takim kawowym teście? Po pierwsze, jakość zielonego, czyli surowego (niewypalonego) ziarna. Tak

jak ze zgniłego jabłka nie będzie szarlotki, tak ze zgniłego ziarna ka-

wowca nie będzie dobrej kawy, dlatego po zbiorach jakość tego surowca oceniają właśnie Q graderzy. Sprawdzają, czy próbka referen-

cyjna kawy nie zawiera kamyczków, patyczków i innych obcych ciał,

czy ziarna nie są zgniłe, sfermentowane, niedojrzałe, zjedzone przez

insekty, pęknięte… Wreszcie poddają też ocenie kolor i zapach zielo-

nego ziarna. Ziarno powinno być zielonkawe, oliwkowe, szarożółta-

we, nigdy czarne czy zbyt jasne – świadczy to o defekcie. A jak pachnie zielone ziarno? Trochę jak świeży groszek cukrowy, trochę jak zielone zboże, trochę trawiaście. Obce zapachy są wykluczające dla

specialty. Defekty są skrupulatnie podliczane – poważne defekty (jak

zepsute ziarno) dyskwalifikują próbkę z oceny. Do specialty mogą się

dostać tylko kawy, które mają maksymalnie kilka drobnych defektów

(jak popękane ziarna).

Na tym etapie dzieli się jakość kawy na kilka podstawowych seg­

mentów:

SPECIALTY (najwyższa jakość, gourmet) – do 5 drobnych defektów

PREMIUM (bardzo dobra) – do 8 defektów, możliwy poważniejszy defekt

EXCHANGE (dobra) – do 23 defektów, możliwe poważniejsze defekty BELOW STANDARD (poniżej standardu) – do 86 defektów, możliwe

poważniejsze defekty

OFF (zła, odpad) – powyżej 86 defektów, możliwe poważniejsze defekty

Co ważne, kawy, które zostają zdyskwalifikowane (odpad) ze wzglę-

du na obce ciała, zapachy, obecność ziaren zgniłych, spleśniałych czy

14


sfermentowanych, wcale nie trafiają na śmietnik czy kompost. Wręcz

przeciwnie! To właśnie te kawy często lądują na sklepowych półkach w złotych opakowaniach. Dlatego najbezpieczniej zaopatrywać

się w kawy lepszej jakości – nawet jeśli nie specialty, to premium. Picie kawy dobrej jakości

staje się nałogiem, choć w pierw-

szym odczuciu zupełnie odbie-

ga od ustalonego w głowie ARCHETYPU KAWY. Kiedy wzięłam

pierwszy łyk czarnej kawy lep-

szej jakości, nie usłyszałam w głowie anielskich chórów, nie

doznałam objawienia. Miałam ra-

czej mieszane uczucia. Bo ta kawa nie smakowała jak kawa! Smakowała jak dobrej jakości EARL

GREY z dodatkiem świeżych mo-

reli i cytryny. Z odrobiną znane-

go mi kawowego smaku. Zero goryczy, zero „kawowości”. To była

kawa z Etiopii, z regionu Yirga-

Po ocenie surowego ziarna kawa jest wypalana. Wtedy dopiero badana jest w CUPPINGU, czyli ocenie sensorycznej. Na tym etapie ocenia się smak i aromat wypalonych ziaren, wypełniając specjalny formularz. Pod uwagę bierze się: aromat, flavor (smakowitość – połączenie smaku z aromatem), posmak, kwasowość, słodycz, cielistość, balans. Próbka kawy może tutaj zdobyć maksymalnie 100 punktów – i aby można było ją zaliczyć do specialty, musi otrzymać tych punktów przynajmniej 80. Poniżej 80 spada do kategorii premium.

cheffe z Java Coffee Company.

Wkrótce, podczas cuppingu, na którym zostały postawione obok siebie ziarna specialty, premium i komercyjne, okazało się, że to, co

w mojej głowie funkcjonowało jako „naturalny smak kawy”, tak na-

prawdę było goryczą, aromatem spalenizny, popiołu, asfaltu. I że kawa, w zależności od regionu, metod uprawy, jakości gleby, sposobu

obróbki i wypalania, daje z siebie o wiele, wiele więcej niż te trzy mizerne i nieprzyjemne aromaty. Że czasem wystarczy postawić obok

siebie to, co się zna, i coś nowego, a zupełnie zmienia się punkt wi-

dzenia. Nagle się czuje, że dotychczasowa jakość czy styl życia to nie

to. I wtedy można zadać sobie pytanie, czy zostaję przy tym, co znam,

czy próbuję nieznanego.

15


NIE ROZMAWIAM Z NIKIM PRZED PIERWSZĄ KAWĄ Podobno rano przed pierwszą kawą jestem nieznośna. Długo tego nie

zauważałam. Kiedyś się dziwiłam, że wchodząc do pracy, zawsze do-

stawałam kawę w progu. Jeszcze nie zdążyłam zrzucić kurtki, a już ktoś wciskał mi filiżankę do ręki. Cóż, darowanej kawie nie zagląda

się w zęby, więc potulnie ją piłam. Któregoś dnia zobaczyłam rysunek, który krążył wśród współpracowników: ja jako wielkie zombie

z chemexem w dłoni i z podpisem: GDY JĄ ZOBACZYSZ, KAWY JEJ NIE

ŻAŁUJ. Wtedy dowiedziałam się, że bez porannej kawy jestem niemi-

ła, odpowiadam pomrukami i morduję wzrokiem. Wtedy też zrozumiałam, dlaczego Yzma (mój pies) stawała pod drzwiami gotowa na

spacer, dopiero gdy odstawiłam pusty kubek do zlewu.

Teraz, by nikogo nie terroryzować, swoją pierwszą kawę piję

w domu. I tak jak przed pierwszą kawą jestem nieznośna, tak przed

poznaniem jej byłam nieznośna dla samej siebie w życiu. Wolałam

tkwić w swoich utartych schematach, przyzwyczajeniach, żyć w tym,

co było mi znane – mimo że nie było to dla mnie dobre. Dzięki ka-

wie dowiedziałam się, że przyczyn różnych niepożądanych zachowań – jej i własnych – należy szukać u źródła. Na etapie jej rozwoju,

dojrzewania, obróbki. I że coś można zmienić, poprawić, ulepszyć. Że nie trzeba zadowalać się tym, co nie jest dobre. Po co pić coś, co

nie jest smaczne, a zawiera mnóstwo chemii i toksycznych substan-

cji, skoro można pić coś lepszego? Po co tkwić w relacjach i sytuacjach, które są destrukcyjne, skoro można traktować siebie lepiej?

Praca nad sobą bardzo przypomina drogę kawy od krzaczka do fili-

żanki: jest ciężka, wymaga zaangażowania i własnych nakładów, ale

odwdzięcza się nową jakością. Otwiera nowe możliwości. Rewolu-

cja Trzeciej Fali Kawy (zob. rozdział IV, Każdy to robi) była moją rewolucją w życiu, które stało się naprawdę fajne. To życie, w którym kawa to dopiero początek!

16


ROZMOWY PRZY KAWIE

D

o niedawna kawa kojarzyła się z gorzkim „szatanem” w filiżan-

ce. Zero smaku, spalenizna, za to jak kopała! Teraz wiemy już, że

kawa to owoc, którego smak powinien być wyczuwalny. Trzecia Fala

to wydobycie z ziarna najlepszego smaku i aromatu. To jakość, a nie

ilość. Większość małych palarni sprowadza zielone ziarno od zaufa-

nych brokerów lub bezpośrednio z plantacji (DIRECT TRADE).

Ścieżka kawy od krzaczka do fili-

żanki jest bardzo przejrzysta. Do-

DARTH VADER POLSKIEJ SCENY KAWOWEJ

kładnie wiadomo, skąd kawa po-

AGNIESZKA ROJEWSKA to mistrzyni Polski

tacji, a czasem z jakiego obrębu

świata Latte Art 2017, trenerka. Zwyciężczy-

bie internetu kontakt z plantato-

Show Barista & Farmer. Nazywana Darthem

chodzi – nie tylko z jakiego kraju

Barista 2015 i 2016, mistrzyni Polski Latte

danej plantacji. Przejrzystość ni-

ni licznych światowych konkursów, brała

rami jest znacznie łatwiejszy niż

Vaderem polskiej sceny kawowej.

i regionu, ale nawet z jakiej plan-

Art 2014, 2016, 2017, druga wicemistrzyni

gdy nie była tak prosta – w do-

udział w międzynarodowym Coffee Reality

kiedyś. Dzisiaj bariści startujący

w Mistrzostwach Barista wybierają ziarno już nie tylko w palarni,

ale na etapie plantacji, niejedno-

krotnie współpracując z planta-

torami. Zdawać by się mog­ło, że

na temat kawy już wszystko zo-

stało powiedziane, jednak niektó-

rzy bariści nie przestają zaskaki-

wać. Zawsze z zainteresowaniem

(a wręcz z wypiekami na twarzy)

oglądam Mistrzostwa Świata Barista i śledzę najnowsze trendy.

Każdego roku zadziwiają mnie

nowe, świetne pomysły naszej

17

Fot. Marta Grudzień


obecnej mistrzyni Polski Barista i Latte Art Agnieszki Rojewskiej. To ona pokazała licznie zgromadzonym, że mleko można spienić za

pomocą french pressa (podczas swojego występu na World Bari-

sta Championship zaskoczyła tym grono sędziowskie) i teraz za jej

przykładem wielu home baristów, czyli domowych kawoszy, wła-

śnie w ten sposób pieni mleko. To ona rozpropagowała wynalazki takie jak Kofi Beer.

Jak to się u Ciebie zaczęło? Dlaczego kawa? To absolutny przypadek. Kończyłam pierwszy rok studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, mając w planach karierę menedżera piłkarskiego. Udało mi się wcześniej zaliczyć sesję i szukałam pracy na wakacje, a ponieważ dojeżdżałam do Poznania i często na pociąg trzeba było poczekać, wpadałam na kawę do sieciówki Coffeeheaven. Pewnego razu po prostu, spontanicznie, złożyłam tam CV. Przyjęli mnie i tak to się zaczęło. Pierwsze szkolenia, przelewanie dużych ilości mleka… Wtedy była to dla mnie po prostu praca. Później pojawił się Mateusz Gaca (wówczas pracownik Coffeeheaven, dziś właściciel Brismana Kawowego Baru w Poznaniu) ze swoim malowaniem na kawie, nadarzyły się pierwsze wewnętrzne zawody. To był start, maglowanie YouTube’a, żeby zrozumieć, jak to się maluje na tej kawie – i tak już zostało. Było coraz więcej zawodów, zdobywania nowych umiejętności i wiedzy, z czasem też coraz ciekawsza praca, w miejscach, gdzie profesjonalnie podchodzi się do kawy. Tak jest już od ośmiu lat.

Jesteś dwukrotną mistrzynią Polski Barista. Ile czasu i środków pochłania jeden taki start w mistrzostwach? Tak naprawdę bycie zawodnikiem na poważnie to praca na etat, nie tylko na miesiąc przed rywalizacją. To trochę tak jak w zawodowym sporcie – ośmiogodzinny trening to praca. Przygotowanie do mistrzostw powinno się zaczynać na kilka miesięcy przed startem. Oczywiście w przypadku zawodów kawowych to nie jest osiem godzin parzenia kawy. Wykonuje się dużo pracy koncepcyjnej, szuka się odpowiedniej kawy, pracuje z roasterem nad jej profilem, szuka tego „niezwykłego”

18


espresso, tworzy ów drink, układa prezentację… W końcowej fazie to już powtarzanie całego cyklu w kółko. Oczywiście potrzebne są też na to pieniądze. Taki start „na serio”, z szansami na arenie międzynarodowej, to kilkadziesiąt tysięcy złotych lub więcej.

Dlaczego nazywają Cię Darthem Vaderem polskiej sceny kawowej? Na moich pierwszych Mistrzostwach Polski Latte Art rysowałam na swoim „designer latte” podobiznę Dartha Vadera, oczywiście przy dźwiękach

Imperial March. Jak dziś patrzę na ten wzór, to myślę, że jest on bardzo łatwy do wykonania, ale to jeden z moich ulubionych wzorów ze względu na sposób, w jaki powstał. Po pierwsze, było to wyzwanie na zasadzie: „Ale Vadera na kawie nie zrobisz?”, „Nie?! To patrz!”, a po drugie, podeszłam do tematu w niestandardowy sposób. Zamiast się zastanawiać, co mogę złożyć z elementów, które umiem wylać, pomyślałam, jak wylać, żeby osiągnąć założony efekt. Z początku Vader wyglądał jak wystraszony czołgista, ale z czasem nabrał kształtów.

Brałaś udział w wielu mistrzostwach, zawodach, a nawet w kawowym reality show. Co było dla Ciebie największym wyzwaniem? Hm, trudno wskazać jedną taką rzecz. Spędzenie kilku minut na scenie za każdym razem jest dla mnie wyzwaniem, które kosztuje mnie bardzo dużo. Jestem osobą dość nieśmiałą, o introwertycznym usposobieniu (w co niewiele osób chce uwierzyć), a wybrana przeze mnie droga zmusza mnie do łamania tej bariery. Co ciekawe, nigdy nie pamiętam tych kilku minut spędzonych na scenie między „czas start” i „czas stop”.

Czy masz swoją ulubioną kawę? Nie mam ulubionej metody parzenia. Jeśli chodzi o ziarna – są kawy, których smak bardzo dobrze pamiętam. Wryły mi się w pamięć, ale mam nadzieję, że ta ulubiona kawa jeszcze przede mną.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie by SIW Znak - Issuu