

katarzyna wielka i potiomkin
Przekład: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka i Piotr Chojnacki (część I–V)
Władysław Jeżewski (część VI–VIII)
ZNAK
HORYZONT
Kraków
2026
Tytuł oryginału
Catherine the Great and Potemkin
Copyright © Simon Sebag Montefiore 2000
Pierwsze polskie wydanie ukazało się pod tytułem Potiomkin. Książę książąt
Projekt okładki
Urszula Gireń
Ilustracje na okładce
Vigilius Eriksen, Portret Katarzyny II, 1762, domena publiczna autor nieznany, Portret Grigorija Potiomkina, 1847 (kopia obrazu Jana Chrzciciela
Lampiego z ok. 1784–1788), domena publiczna
Konsultacja
Prof. dr hab. Paweł Wieczorkiewicz
Redakcja
Elżbieta Derelkowska
Redaktorka inicjująca tego wydania
Karolina Pawlik
Redaktor prowadzący tego wydania
Adam Zechenter
Redaktorka językowa tego wydania
Agnieszka Mąka
Opieka promocyjna tego wydania
Karolina Domańska
Koordynacja procesu wydawniczego tego wydania
Agata Błasiak
Korekta
Magdalena Wołoszyn-Cępa
Mapy oraz drzewa genealogiczne
Marcin Słociński
Indeks
Tomasz Babnis
Opracowanie typograficzne i łamanie
Dariusz Ziach
© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026
© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
ISBN 978-83-8367-827-6
Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I (IV), Kraków 2026. Printed in EU
SPIS TREŚCI
Źródła ilustracji 11
Śmierć na stepie
CZĘŚĆ I. POTIOMKIN I KATARZYNA WIELKA 1739–1762
1. Chłopiec z prowincji 39
2. Gwardzista i wielka księżna: zamach stanu 61
3. Pierwsze spotkanie: nieostrożny zalotnik carycy 81
CZĘŚĆ II. ZBLIŻENIE 1762–1774
4. Cyklop 101
5. Bohater wojenny 114
6. Najszczęśliwszy z żyjących 136
CZĘŚĆ III. RAZEM 1774–1776
7. Miłość 153
8. Władza 169
9. Małżeństwo: Madame Potiomkin
10. Złamane serce i zrozumienie
CZĘŚĆ IV. NAMIĘTNE PARTNERSTWO 1776–1777
11. Jej faworyci 219
12. Jego siostrzenice 242
13. Księżne, dyplomaci i szarlatani 255
CZĘŚĆ V. KOLOS 1777–1783
14. Bizancjum 279
15. Cesarz 289
16. Trzy małżeństwa i korona 305
17. Raj Potiomkina: Krym 315
CZĘŚĆ VI. WSPÓŁWŁADCA 1784–1786
18. Imperator południa 337
19. Brytyjscy kryminaliści i czeczeńscy wojownicy 363
20. Anglomania: Benthamowie w Rosji i cesarz ogrodów 375
21. Biały Murzyn 395
22. Jeden dzień Grigorija Aleksandrowicza 414
CZĘŚĆ VII. APOGEUM 1787–1790
23. Czarodziejski teatr 441
24. Kleopatra 455
25. Amazonki 470
26. Żydowscy kozacy i amerykańscy admirałowie, czyli wojna Potiomkina 484
27. Szturm Oczakowa 503
28. Moje sukcesy są twoimi 518
29. Wspaniały i okrutny, czyli Sardanapal 533
30. Morze krwi, Izmaił 554
CZĘŚĆ VIII. OSTATNI TANIEC 1791
31. Piękna Bitynka 565
32. Karnawał i kryzys 574
33. Ostatnia droga 589
Epilog. Życie po śmierci 597
Osoby 617
Mapy 620
Drzewa genealogiczne 622
Przypisy 627
Bibliografia 713
Indeks osób 737
PRZEDMOWA
Katarzyna Wielka i Potiomkin na dwa stulecia zostali zepchnięci na margines historii. Mówiło się głównie o ich romansie, rozwiązłych obyczajach, mrocznych sekretach. Mieli opinię opętanych władzą i seksem, groteskowo nieudolnych. Ale nie tak dawno doczekali się politycznej rehabilitacji, a dziś, na początku XXI wieku, znów są na pierwszym planie, tu, gdzie historia krzyżuje się z teraźniejszością.
Bez pomocy kamer lub świadków naocznych historyk nie może wiedzieć, co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami sypialni i gabinetów – chyba że protagoniści pozostawili po sobie korespondencję, w której niczego nie ukrywali. Katarzyna i Potiomkin napisali tysiące takich listów, poświęconych głównie dwóm sprawom: miłości i władzy. Dzięki nim wiemy, co mówili i myśleli, znamy niezwykłą żarliwość ich miłosnej namiętności. Wiemy o nich więcej niż o wielu politykach z dzisiejszej epoki cyfrowej. „Czy można kochać kogoś innego, gdy poznało się Ciebie? – pisała Katarzyna. – Na całym świecie nie ma mężczyzny, który by Ci dorównał… O, panie Potiomkin! Jakimż to przedziwnym sposobem tak rozstroiłeś umysł, który słynął dotąd jako jeden z najtęższych w Europie?”. Ich oburzająco libertyński styl życia i niebywałe triumfy polityczne rozpalały wyobraźnię zachodnich krytyków rosyjskich sukcesów i ekscesów. „To był Potemkin, wielkość naszej ery/ Gdy mężobójstwo i nierząd są w cenie”* – pisał Byron, a brytyjskie gazety rozwodziły się o nimfomanii Katarzyny i fałszywych wioskach Potiomkina. Ale według ludzi, którzy naprawdę znali ich oboje, caryca i jej faworyt byli wyjątkowi, genialni, ambitni; ich talenty uzupełniały się: „Nic dziwnego, że się kochają, są przecież tacy sami” – pisał jeden ze świadków epoki. Katarzyna była
* Fragment Don Juana Byrona w przekładzie Edwarda Porębowicza [przyp. tłum.].
zapewne najwybitniejszą władczynią czasów nowożytnych. Książę de Ligne miał Potiomkina za „najbardziej niezwykłego człowieka, jakiego znałem… Geniusz, geniusz i jeszcze raz geniusz”. Sami uważali się za patriotów służących ze wszystkich sił Rosji – koronie, narodowi i państwu. Byli wytrawnymi politykami i trzeźwymi wizjonerami, którzy ufali sobie i darzyli się podziwem, bo łączyła ich też bliska więź uczuciowa.
Ale byli też realistami. Potiomkin mówił, że zadaniem polityka jest „polepszyć sprawy”. Udało im się znacznie więcej. Za cel postawili sobie rozszerzenie Imperium Rosyjskiego na południowe ziemie Ukrainy, które nazwali „Noworosją”. Przyłączyli do Rosji rozległe połacie tego terytorium (1774, 1775 i 1791) oraz Krym (1783), gdzie założyli Flotę Czarnomorską i nową bazę morską w Sewastopolu. Zbudowali wiele miast, między innymi Odessę, i poszli dalej, na Kaukaz, ustanawiając protektorat nad Gruzją (1783). Ich imperialne aspiracje sięgały Bliskiego Wschodu, gdzie Katarzyna poparła miejscowych watażków arabskich w osmańskich prowincjach na terenie dzisiejszej Syrii i Libanu. Od 1772 do 1774 roku wojska rosyjskie okupowały Bejrut. W latach osiemdziesiątych XVIII wieku Katarzyna i Potiomkin planowali inwazję na Iran (wówczas Persja), a żeby udzielić poparcia Ormianom, zamierzali najechać tereny obecnej Turcji i Iraku w ówczesnym imperium osmańskim. Kolosalne sukcesy Katarzyny i Potiomkina na południu można porównać do tych, jakie na północy odniósł wcześniej Piotr Wielki. Cesarzowa i jej faworyt zmienili równowagę sił w Europie, a rządzona przez nich Rosja stała się imperium mającym interesy na Bliskim Wschodzie i w rejonie Morza Śródziemnego. Kolonizacja Noworosji i aneksja Krymu zmieniły polityczny środek ciężkości Rosji i jej obraz jako imperialnego mocarstwa. Ten nowy obraz przetrwał upadek dynastii Romanowów. Po zamęcie rewolucji 1917 roku i wojny domowej Lenin i Stalin zręcznie utrzymali przeważającą większość romanowowskiego imperium (stracili tylko Polskę, Finlandię i kraje bałtyckie), tworząc fasadę dobrowolnego Związku Sowieckiego piętnastu republik. Stalin nie lubił rozpasanej ekstrawagancji Katarzyny i Potiomkina – wzorował się raczej na surowych, męskich władcach, takich jak Piotr Wielki – ale podziwiał ich jako polityków: „Geniusz Katarzyny – rzekł kiedyś – polegał na tym, że wybrała księcia Potiomkina… do rządzenia państwem”. Kiedy jednak w 1991 roku Związek Sowiecki się rozpadł, Rosja straciła wszystkie republiki, w tym najważniejszą – Ukrainę. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 2000 roku, w czasie gdy na prezydenta Rosji został wybrany dynamiczny i bezwzględny były kagiebista Władimir Putin. Któż mógłby się spodziewać, że aparatczycy nowego reżimu
będą chętnie czytać moją książkę i z ożywieniem o niej rozprawiać? Mało tego, organizowali nawet sekretne spotkania z niżej podpisanym, aby dyskutować o politykach nieżyjących od ponad dwóch stuleci. Muszę przyznać, że robiło to cokolwiek surrealistyczne wrażenie. Zdaniem Putina i jego podwładnych upadek ZSRS i utrata imperium były jedną z największych katastrof XX wieku. Kreml uważał Katarzynę i Potiomkina za wielkich bohaterów, a ich sukcesy na Kaukazie, Krymie i Ukrainie za wręcz czarodziejskie i mające podstawowe znaczenie dla mocarstwowej pozycji Rosji. Katarzyna i Potiomkin przez długi czas pozostawali w niełasce u historyków sowieckich. Widziano w nich przede wszystkim przedstawicieli zniewieściałych i dekadenckich sfer arystokratycznych. Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zacząłem zbierać w rosyjskich archiwach materiały do tej książki, okazało się, że z części dokumentów nie korzystano od czasów Mikołaja II. Dziś Katarzyna i jej najważniejszy faworyt znów stali się modni i są natchnieniem dla nowego reżimu, który łączy tęsknotę za imperium z nacjonalistycznymi ambicjami. Kreml z początku XXI wieku to osobliwa współczesna hybryda, w której pozłacany majestat imperium Romanowów stapia się z ponurą chwałą stalinowskiego supermocarstwa.
Nowym przywódcom, którzy są często wysokimi oficerami dawnego KGB, obce są oświeceniowa kultura i humanistyczne zainteresowania Katarzyny i Potiomkina. Natomiast bardzo interesują się ich autokratycznym i imperialnym dziedzictwem, zwłaszcza na południu Rosji. Osiemnastowiecznej parze władców i dzisiejszym mieszkańcom Kremla wspólna jest wiara w prestiż i dyscyplinę państwa oraz w skuteczność autokratycznych metod rządzenia niekarnym narodem rosyjskim, przekonanie o wyjątkowej misji cywilizacji rosyjskiej w świecie, a także idea, że Rosja nie może być wielkim mocarstwem bez Ukrainy i Krymu. Puszkin dobrze rozumiał, ile Potiomkin dokonał dla Katarzyny i Rosji: „Imię niezwykłego Potiomkina zostanie uwiecznione ręką Historii – pisał. – Podzieli on z Katarzyną jej wojenną chwałę, gdyż zawdzięczamy mu Morze Czarne”. Dzieje tej osobliwej pary cesarskiej są ważne dwieście lat po śmierci obojga przede wszystkim z powodu podbojów Potiomkina, założonych przez niego miast i floty.
W 2008 roku prezydent Putin zdecydował się na wojnę z Gruzją, aby potwierdzić rosyjską hegemonię na tym obszarze. W lutym 2014 roku przeciwstawił się próbom podejmowanym przez Amerykę i Unię Europejską przeciągnięcia niepodległej Ukrainy na swoją stronę. Przy użyciu żołnierzy w nieoznakowanych mundurach, czyli tajemniczych „zielonych ludzików”, zajął, a potem anektował Krym. Od rozpadu Związku Sowieckiego było to
pierwsze odzyskane przez Rosję terytorium. W czasach sowieckich Krym należał do Federacji Rosyjskiej, ale Stalin tuż przed swoją śmiercią postanowił podarować go Ukrainie. Następcy wykonali jego wolę i w 1954 roku półwysep wszedł w skład Ukraińskiej Republiki Sowieckiej. Zachował jednak wojskowe, imperialne i mistyczne znaczenie dla Rosji.
To właśnie na zielonym Krymie w 988 roku wielki książę kijowski Włodzimierz Wielki przyjął chrześcijaństwo. Na to wydarzenie powołał się Potiomkin w 1783 roku, namawiając Katarzynę w jednym z listów do natychmiastowej aneksji Krymu. W 2014 roku Putin oświadczył: „Krym jest dla Rosji święty jak jerozolimskie Wzgórze Świątynne dla judaizmu i islamu”. Po tym sukcesie Moskwa rozpoczęła potajemną wojnę w celu osłabienia niepodległej Ukrainy i oderwania od niej wschodnich regionów. Za przykładem Katarzyny i Potiomkina powszechnie nazywano je „Noworosją”. Ta cyniczna wojna –pochłaniająca tysiące niewinnych ofiar, toczona skrycie przez żołnierzy rosyjskich w nieoznakowanych mundurach, a otwarcie przez nacjonalistycznych najemników – ma zapewne potwierdzać anachroniczne, choć popularne przeświadczenie, że Rosja sprawująca kontrolę nad Ukrainą to wciąż wielka Rosja. W 2015 roku, broniąc swoich tradycyjnych interesów na Bliskim Wschodzie, Rosja udzieliła pomocy wojskowej reżimowi syryjskiemu, który od dawna jest jej klientem. Podobną politykę pierwsza prowadziła Katarzyna II w osmańskiej jeszcze Syrii, choć znacznie konsekwentniej robił to car Mikołaj I, a potem przywódcy sowieccy w czasach zimnej wojny. Jednakże w systemie autokratycznym sukces tych działań i ich ostateczny wynik zależą od tego, czy przywódca, prezydent Putin, utrzyma się u władzy, i od umiejętności jego następców.
Katarzyna i Potiomkin to bodaj najbardziej oświeceni i humanitarni władcy, jakich miała Rosja w swoich dziejach, choć trzeba powiedzieć, że poprzeczka nie jest zawieszona szczególnie wysoko. Błyskotliwi i obdarzeni wyobraźnią, tolerancyjni i wspaniałomyślni, namiętni i ekscentryczni, ekstrawaganccy i ceniący uroki życia, pracowici i ambitni bardzo różnili się od dzisiejszych przywódców Rosji, ponurych potomków Związku Sowieckiego. A mimo to, o dziwo, w XXI wieku ich historyczne znaczenie jest większe niż kiedykolwiek.
Simon Sebag Montefiore, wrzesień 2015
PROLOG
ŚMIERĆ
NA STEPIE
Książę książąt
Jeremy Bentham o księciu Potiomkinie
Czyim łożem – ziemia, dachem – błękit niebios, Komnatą – dokoła pustkowia przestwór?
Nie tyż to, przez fortunę wybrany, Taurydzki pan nad pany?
Nie tyż to ze szczytu sławy Spadłeś na posłanie z trawy?
Gawriił Dierżawin, Wodospad
Tuż przed południem 5 października 1791 roku powolna kawalkada powozów w asyście pieszych w liberii i szwadronu Kozaków w mundurach czarnomorskiej roty zatrzymała się na piaszczystej drodze u stóp samotnego zbocza wśród bezmiaru besarabskiego stepu. Dziwne to miejsce popasu dla orszaku ważnej osobistości: w polu widzenia nie było żadnej oberży, ani śladu choćby najlichszej chaty. Pierwsza znieruchomiała wielka, sypialna karoca zaprzężona w osiem koni. Pozostałe – prawdopodobnie najwyżej cztery – zwolniły i stanęły obok na trawie, piesza i konna eskorta zbliżyła się, by sprawdzić, co się stało. Wszyscy wysiedli, a słysząc władczy, lecz pełen bólu męski głos, pospieszyli w stronę wielkiej karocy.
– Już dość! – mówił książę Potiomkin. – Dosyć! To nie ma sensu!
Wewnątrz karocy sypialnej siedziało trzech lekarzy o zmartwionych twarzach i hrabina, szczupła kobieta o wydatnych kościach policzkowych
i potiomkin i kasztanowych włosach. Książę, leżący na specjalnych noszach, był zlany potem. Chwilami jęczał. Jeden z lekarzy przywołał Kozaków, by podnieśli pacjenta. – Wynieście mnie z karety... – rozkazał Potiomkin. Wszyscy rzucili się, by spełnić ten rozkaz, jak inne, które wydawał w Rosji od dłuższego czasu. Kozacy i generałowie ze świty stanęli przy otwartych drzwiach i powoli, ostrożnie wynieśli obolałego olbrzyma. Hrabina wysiadła z karocy za księciem, trzymając go za rękę i ocierając jego rozpalone czoło. Po jej twarzy spływały łzy. Kilku mołdawskich chłopów pasących bydło na stepie podeszło bliżej, żeby popatrzeć, co się dzieje. Zobaczyli najpierw bose stopy, potem nogi i rozchełstany szlafrok. Widok ten sam w sobie nie był niczym niezwykłym, Potiomkin zwykle witał cesarzowe i ambasadorów boso i w rozchełstanym szlafroku. Tym razem było jednak inaczej. Zachował jeszcze swoją lwią słowiańską urodę i grzywę włosów, znaną w całym imperium, oraz zmysłowy grecki profil, dzięki któremu w młodości zyskał przydomek „Alcybiades”1. Wciąż wyróżniał się olbrzymią posturą i szerokimi barami. Teraz włosy opadające na rozpalone czoło przyprószyła siwizna, a brak umiaru i nadmierna ambicja odcisnęły widoczne piętno na jego ciele i twarzy. Jak cyklopi miał jedno oko, drugie było ślepe, co nadawało mu wygląd pirata. Pierś pozostała szeroka i owłosiona. Zawsze pełen sił, teraz przypominał już raczej wspaniałe zwierzę, które stało się tylko górą mięsa. Tą niezwykłą postacią pośrodku dzikiego stepu był Najjaśniejszy Książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Grigorij Potiomkin, przypuszczalnie mąż carycy Rosji, Katarzyny Wielkiej, z pewnością miłość jej życia, największy przyjaciel, współwładca cesarstwa i partner marzeń. Był księciem Taurydy, feldmarszałkiem, naczelnym wodzem armii rosyjskiej, wielkim hetmanem Kozaków czarnomorskich i jekaterynosławskich, wielkim admirałem Floty Czarnomorskiej i Kaspijskiej, przewodniczącym Kolegium Wojskowego, wicekrólem południa i być może następnym królem Polski lub jakiegoś stworzonego przez siebie państewka.
Książę – lub Serenissimus, jak mówiło się o nim w całym Cesarstwie Rosyjskim – panował z Katarzyną II przez prawie dwa dziesięciolecia. Znali się lat trzydzieści, a wspólne życie wiedli przez blisko dwadzieścia. Książę jednak wymykał się, i nadal wymyka, wszelkiemu zaszufladkowaniu. Katarzyna uważała go za rozumnego młodzieńca i wzięła sobie na kochanka w czasach kryzysu. Po skończeniu romansu pozostał jej przyjacielem, partnerem, ministrem i współcarem. Zawsze obawiała się go, szanowała i kochała – ale ich związek był bardzo burzliwy. Nazywała go swoim „olbrzymkiem”, „tygrysem”, „idolem”, „bohaterem”, „największym ekscentrykiem”2. Był „geniuszem”, który
rozbudował jej imperium, stworzył Flotę Czarnomorską, podbił Krym, wygrał drugą wojnę turecką i założył takie słynne miasta jak Sewastopol i Odessa. Od czasów Piotra Wielkiego Rosja nie miała męża stanu dorównującego mu marzeniami i czynami.
Serenissimus prowadził własną politykę – czasem inspirującą, czasem donkiszotowską – i stworzył swój własny świat. Chociaż jego władza zależała od współpracy z Katarzyną, myślał i zachowywał się niczym wszechwładny monarcha (uważał się zresztą za jednego z suwerennych władców europejskich). Zadziwiał cudzoziemskie rządy i dwory tytanicznymi osiągnięciami, erudycją i doskonałym gustem, a jednocześnie szokował arogancją, rozwiązłością, gnuśnością i przepychem3. Choć nienawidzono jego potęgi, to nawet wrogowie podziwiali inteligencję i kreatywność.
Teraz ten bosonogi książę, podtrzymywany przez Kozaków, opadał na trawę. Działo się to w miejscu odległym i malowniczym, na ziemiach należących wcześniej do sułtana osmańskiego, a podbitych przez Potiomkina, przy drodze z Jass do Kiszyniowa. Choć przez dwieście lat niewiele się tu zmieniło, dziś trudno to miejsce zidentyfikować4.
Kozacy położyli Potiomkina na niewielkim wzniesieniu przy drodze, skąd rozciągał się rozległy widok. Na prawo znajdowała się zielona dolina, niknąca w oddali między pokrytymi krzakami i wyschniętą wysoką trawą wzgórzami. Z lewej zalesione pagórki rozmywały się we mgle. Na wprost przed podróżnymi widniała dróżka, najpierw opadająca, a potem wznosząca się, która wiodła na szczyt wzgórza porośniętego ciemnymi drzewami i krzakami. Potiomkin, uwielbiający podróżować karetą w deszczowe noce5, zarządził postój w miejscu pełnym dzikiego piękna6.
Jego świta pasowała do otoczenia. Kreacje egzotycznych i cywilizowanych towarzyszy Potiomkina odzwierciedlały sprzeczności księcia: „Książę Potiomkin to symbol potężnego Cesarstwa Rosyjskiego – napisał książę de Ligne, który doskonale go znał – i jak ono pełen pustyń i kopalni złota”7. Jego dwór – gdyż był niemal królem, chociaż Katarzyna złośliwie nazywała go basse-cour*, w połowie drogi między dworem królewskim a chłopskim podwórzem8 – pojawił się na stepie.
Wielu towarzyszy księcia już popłakiwało. Hrabina, jedyna kobieta w tym towarzystwie, nosiła powłóczyste rosyjskie szaty o długich rękawach, takie jakie lubiła jej przyjaciółka caryca, ale już pończochy i buciki były ostatnim krzykiem francuskiej mody i zostały sprowadzone przez samego Serenissimusa
* Gra słów: cour to po francusku dwór; basse-cour – podwórze [przyp. wyd.]
prosto z Paryża. Jej podróżna biżuteria pochodziła z niezrównanej kolekcji bezcennych diamentów Potiomkina. Poza tym świtę Potiomkina stanowili generałowie i hrabiowie we frakach i mundurach z szarfami, medalami, w trójrożnych kapeluszach, którzy nie wyróżnialiby się wśród konnej gwardii londyńskiej lub na jakimkolwiek innym osiemnastowiecznym dworze, ale też nie brakowało garstki kozackich atamanów, książątek ze Wschodu, mołdawskich bojarów, zbuntowanych ottomańskich paszów, sług, duchownych, pospolitych żołnierzy – a także biskupów, rabinów, fakirów i mułłów, w których towarzystwie Potiomkin lubował się szczególnie. Nic nie relaksowało go bardziej niż dyskusja o teologii bizantyjskiej, zwyczajach wschodnich plemion, na przykład Baszkirów, czy palladiańskiej architekturze, holenderskim malarstwie, włoskiej muzyce, angielskich ogrodach…
Biskupi paradowali w luźnych szatach prawosławia, rabini nosili pejsy judaizmu, osmańscy buntownicy turbany, pantalony i pantofle Wysokiej Porty. Mołdawianie, prawosławni poddani sułtana osmańskiego, odziani byli w wysadzane drogimi kamieniami kaftany i wysokie kapelusze obszyte futrem i naszywane rubinami, zwykli rosyjscy żołnierze mieli czapki „potiomkinówki”, płaszcze, lekkie buty i spodnie z koźlęcej skóry, zaprojektowane dla ich wygody przez samego księcia. Wreszcie Kozacy, w większości Zaporożcy, z długimi wąsami i ogolonymi głowami z pozostawionym, opadającym na plecy osełedcem, nosili zakrzywione kindżały, grawerowane pistolety i charakterystyczne długie spisy. Patrzyli na księcia ze smutkiem, gdyż Potiomkin kochał Kozaków. Jedyną kobietą w tym gronie była trzydziestosiedmioletnia bystra i wyniosła siostrzenica Potiomkina, hrabina Aleksandra Branicka, o wielkich wpływach politycznych, działająca na swoich własnych prawach. Romans
Potiomkina z carycą oraz bezwstydny korowód szlachcianek i kurtyzan szokował nawet francuskich dworzan, którzy pamiętali Wersal Ludwika XV. Czy naprawdę za kochanki miał pięć swoich siostrzenic o legendarnej urodzie?
Czy kochał hrabinę Branicką najbardziej ze wszystkich?
Hrabina rozkazała, by rozwinąć na trawie perski dywan. Położono na nim delikatnie Potiomkina. –
Chcę umrzeć na stepie – powiedział książę po chwili.
Poprzednie piętnaście lat spędził, podróżując po rosyjskich pustkowiach tak szybko, jak można było w XVIII wieku: „Szlak jego podróży znaczyła smuga iskier” – napisał w odzie do Potiomkina Wodospad poeta Gawriił Dierżawin. Jako człowiek żyjący w nieustannym ruchu, który z rzadka przemieszkiwał w swych niezliczonych pałacach, Serenissimus dodał, że nie chce umrzeć w karocy9. Pragnął zasnąć na stepie.
Tego ranka Potiomkin poprosił swoich ukochanych Kozaków, by zbudowali mu prowizoryczny namiot ze swoich spis pokrytych kocami i futrami. Był to pomysł charakterystyczny dla księcia, jak gdyby surowość małego kozackiego obozowiska mogła wyleczyć wszystkie jego cierpienia.
Zmartwieni lekarze, Francuz i dwóch Rosjan, zebrali się wokół leżącego księcia i opiekującej się nim hrabiny, ale niewiele mogli już zrobić. Katarzyna i Potiomkin zawsze uważali, że lekarze są lepszymi graczami przy karcianym stoliku niż uzdrowicielami u łoża boleści. Caryca żartowała, że jej szkocki lekarz wysłał na tamten świat większość ze swoich pacjentów kuracjami stosowanymi na każdą przypadłość: osłabiającymi środkami na wymioty i puszczaniem krwi. Lekarze bali się, że zostaną obwinieni, jeśli książę utraci życie, ponieważ na rosyjskim dworze często rzucano oskarżenia o otrucie. A ekscentryczny Potiomkin był wielce niezdyscyplinowanym pacjentem: otwierał wszystkie okna, polewał sobie głowę wodą kolońską, pożerał w całości solone gęsi z Hamburga, popijając je galonami wina – a teraz wyruszył w męczącą podróż przez step.
Książę ubrany był w drogi jedwabny szlafrok wykończony futrem, przysłany mu przed kilku dniami przez carycę z Sankt Petersburga, oddalonego o niemal dwa tysiące wiorst. Wewnętrzne kieszenie pełne miał sekretnych listów od carycy, w których konsultowała się z nim, plotkowała po przyjacielsku i omawiała politykę imperium. Ona większość listów od niego zniszczyła, ale książę na szczęście romantycznie zachował ich wiele od niej w kieszeni na sercu. Prowadzona przez dwadzieścia lat korespondencja ukazuje równoprawną i zdumiewająco owocną współpracę dwojga polityków i kochanków, która zadziwiała nowoczesnością, poruszała bliskością i wywierała wrażenie zręcznością w zarządzaniu państwem. Ich romansowi i sojuszowi politycznemu nie dorównywały związki Marka Antoniusza i Kleopatry, Ludwika XVI i Marii Antoniny, Napoleona i Józefiny – ani pod względem uczuciowym, ani siły. Jak wszystko w przypadku Potiomkina, jego życie z Katarzyną również spowijają mroki tajemnicy: czy potajemnie wzięli ślub? Czy mieli potomstwo? Czy naprawdę dzielili władzę? Czy faktycznie zgodzili się zostać partnerami, mając jednocześnie wielu innych kochanków? Czy Potiomkin stręczył carycy młodych faworytów, a ona pomagała mu uwodzić jego siostrzenice, zamieniając pałac cesarski w rodzinny harem?
W miarę jak jego choroba to nasilała się, to znów słabła, podróżom księcia towarzyszyły pełne troski listy i przesyłki od Katarzyny, w których wysyłała mu szlafroki i podbijane futrem płaszcze, beształa za przejadanie się, nieprzyjmowanie leków, błagała go, by wypoczywał, i modliła się do Boga, żeby nie odbierał
jej ukochanego. Potiomkin szlochał, gdy je czytał. W tej właśnie chwili kurierzy władczyni galopowali w dwóch różnych kierunkach przez Rosję, zmieniając zmęczone konie w cesarskich stacjach pocztowych. Jedni pędzili z Sankt Petersburga z ostatnim listem Katarzyny do księcia, drudzy z Mołdawii z ostatnim listem księcia do niej. Tak było od dawna – oboje zawsze z niecierpliwością wyglądali najświeższych wiadomości od siebie. Tym razem listy były smutne. „Mój drogi przyjacielu, książę Grigoriju Aleksandrowiczu – napisała caryca 3 października – otrzymałam Twoje listy z dwudziestego piątego i dwudziestego siódmego kilka godzin temu i jestem w najwyższym stopniu zmartwiona (…). Modlę się, żeby Bóg przywrócił Cię do zdrowia”. Kiedy pisała te słowa, nie martwiła się aż tak bardzo, ponieważ zwykle listy z południa docierały do stolicy w dziesięć dni, choć pędząc na złamanie karku, dałoby się je dostarczyć w siedem10. Dziesięć dni wcześniej Potiomkin zdawał się zdrowieć – stąd spokój Katarzyny. Ale wieści otrzymane przez nią 30 września, pisane, zanim zdrowie księcia zaczęło się poprawiać, sprawiły, że jej listy były pełne trwogi. „Martwię się bezgranicznie Twoją chorobą – pisała – na rany Chrystusa, jeśli zajdzie taka konieczność, bierz każdego lekarza, który może Ci ulżyć. Błagam Boga, by przywrócił Ci energię i zdrowie tak szybko, jak tylko to możliwe. Do widzenia, mój przyjacielu (…). Przesyłam Ci płaszcz podbity futrem (…)”11. Niestety – o ile płaszcz dotarł wcześniej, żaden z listów nie doszedł na czas. Gdzieś na przestrzeni dwóch tysięcy wiorst, które dzieliły tych dwoje, kurierzy musieli się minąć. Katarzyna nie byłaby taka optymistyczna, gdyby przeczytała list Potiomkina z 4 października: „Matuszko, Najmiłosierniejsza Pani –podyktował swojemu sekretarzowi – nie mam siły dłużej znosić tych mąk.
Jedyną ucieczką jest odejście z tego miasta, rozkazałem wieźć się do Mikołajowa. Nie wiem, co ze mną będzie. Najwierniejszy i najbardziej wdzięczny poddany”. List napisany został ręką sekretarza, ale patetycznie, u dołu Potiomkin naskrobał słabą i drżącą ręką: „Jedyną ucieczką jest odejście”12. Bez podpisu.
Ostatni plik listów Katarzyny otrzymał dzień wcześniej. Przywieziony był w worku najszybszego kuriera Potiomkina, brygadiera Bauera, wiernego adiutanta, którego książę często wysyłał do Paryża po jedwabne pończochy, do Astrachania po zupę ze sterleta, do Sankt Petersburga po ostrygi, do Moskwy po tancerkę lub gracza w szachy, do Mediolanu po nuty, genialnego skrzypka lub nową dostawę perfum. Bauer tak często i tak daleko wyjeżdżał dla kaprysu Potiomkina, że w żartach często prosił o takie epitafium: Cy git Bauer sous ce rocher, fouette, cocher!13*
* „Pod tym kamieniem leży Bauer, woźnico, jedź dalej!”
Zebrani wokół księcia na stepie urzędnicy i dworzanie rozmyślali o znaczeniu tej chwili dla Europy, carycy, dla wciąż trwającej wojny z Turkami, możliwości działań przeciwko rewolucyjnej Francji i niepokornej Polsce. Armie i floty Potiomkina podbiły rozległe połacie ziem osmańskich wokół Morza Czarnego i w dzisiejszej Rumunii: teraz wielki wezyr sułtana miał nadzieję wynegocjować z nim pokój. Na dworach Europy – od nasiąkniętego porto pierwszego lorda skarbu, Williama Pitta w Londynie, któremu nie udało się powstrzymać wojny Potiomkina, do hipochondrycznego starego kanclerza, księcia Wenzela von Kaunitza w Wiedniu – uważnie śledzono chorobę kochanka Katarzyny.
Jego plany mogły zmienić mapę kontynentu. Potiomkin żonglował koronami jak klaun w cyrku. Czy ten błyskotliwy wizjoner uczyniłby się królem? Czy też większą władzą dysponował jako małżonek carycy Wszechrosji? Gdyby się koronował, czy zostałby królem Dacji, w dzisiejszej Rumunii, czy Polski, gdzie dzięki rozległym posiadłościom był feudalnym magnatem? Ocaliłby Polskę czy podzielił? Nawet gdy leżał na stepie, polscy możni zbierali się sekretnie i oczekiwali na jego tajemne rozkazy.
Odpowiedzi na owe pytania można by poznać dzięki rezultatom tego desperackiego wyjazdu z ogarniętych gorączką Jass do nowego miasta Mikołajowa, położonego w głębi lądu, dokąd chory podążał. Mikołajów to jego ostatnie miasto. Założył ich wiele, jak bohater, któremu próbował dorównać, Piotr Wielki. Potiomkin projektował każde swoje miasto, traktując je z uczuciem, jak drogą kochankę lub cenne dzieło sztuki. Mikołajów (obecnie na Ukrainie) był bazą morską i wojskową na brzegach Bohu. Potiomkin zbudował sobie pałac w stylu mołdawsko-tureckim nad samą rzeką, by podmuchy wiatru od wody złagodziły jego gorączkę14. Dla umierającego była to długa podróż.
Orszak wyruszył w drogę poprzedniego dnia. Noc spędzili w przydrożnej wiosce i wyjechali o ósmej rano. Po przebyciu pięciu wiorst Potiomkin poczuł się tak źle, że przeniesiono go do karocy sypialnej. Zdołał jeszcze do niej wsiąść15 . Po kolejnych pięciu wiorstach zatrzymali się właśnie tutaj16.
Hrabina tuliła w ramionach jego głowę: przynajmniej ona, ukochana siostrzenica, była tutaj, jedna z dwójki najlepszych przyjaciół w jego życiu. Druga to oczywiście sama caryca, z niepokojem oczekująca na wieści tysiące wiorst dalej. Tymczasem na stepie zlany potem Potiomkin jęczał, wstrząsany dreszczami i konwulsjami.
– Płonę – mówił. – Cały płonę!
Hrabina Branicka, zwana przez Potiomkina i Katarzynę „Saszeńką”, uspokajała go, ale odpowiedział, że ciemnieje mu w oczach, że już nic nie widzi
i potiomkin i słyszy tylko głosy. Ślepota jest oznaką spadającego ciśnienia krwi, charakterystycznego dla umierających. W malarycznej gorączce, z prawdopodobnie niedomagającą wątrobą i zapaleniem płuc, po latach nałogowego przepracowywania się, szaleńczych podróży, napięcia nerwowego i nieokiełznanego hedonizmu, jego metabolizm wreszcie nie wytrzymał. Książę spytał lekarzy: – Czym możecie mnie teraz leczyć?
Doktor Sanowski odparł, że trzeba pokładać nadzieję w Bogu. Wręczył księciu, który łączył w sobie zarówno złośliwy sceptycyzm francuskiego oświecenia, jak i przesądną pobożność rosyjskiego chłopstwa, podróżną ikonę.
Potiomkin znalazł w sobie resztki sił, by ją wziąć i ucałować.
Stojący z boku stary Kozak zauważył, że książę gaśnie, i powiedział to z szacunkiem, z tą wrażliwością na śmierć, jaka jest udziałem ludzi pogranicza, żyjących blisko natury. Potiomkin zdjął ręce z ikony. Branicka chwyciła jego dłonie, następnie go uścisnęła17. W ostatnim momencie jego myśli poszybowały w stronę ukochanej Katarzyny i wymamrotał:
– Przebacz mi, litościwa Matko-Władczyni18.
Po tych słowach zmarł19. Miał 52 lata.
Zgromadzeni wokół zamarli w ciszy, która zawsze towarzyszy odejściu wielkiego człowieka. Hrabina Saszeńka łagodnie ułożyła jego głowę na poduszce, a potem zasłoniła twarz dłońmi i upadła bez przytomności. Niektórzy łkali głośno; wielu uklękło do modlitwy, wznosząc ręce do nieba; inni się obejmowali, pocieszając wzajemnie. Lekarze patrzyli na pacjenta, którego nie udało im się ocalić; inni przyglądali się jego twarzy z otwartym jednym okiem. Z lewej i prawej siadły grupy mołdawskich bojarów i kupców, obserwujących, jak Kozak próbuje okiełznać stającego dęba konia; zwierzę zapewne wyczuło, jak „zatrząsł się ziemski glob” z powodu tego „nie w porę, nagłego odejścia!”20 Żołnierze i Kozacy, weterani wojen potiomkinowskich – wszyscy płakali. Nie zdążyli nawet rozstawić namiotu dla swego pana.
Tak zmarł jeden z największych mężów stanu Europy. Współcześni, chociaż znali jego pełen sprzeczności charakter i dziwactwa, cenili go wysoko. Wszyscy odwiedzający Rosję chcieli poznać tę żywiołową postać. Zawsze pozostawał –wyłącznie dzięki sile swej osobowości – w centrum uwagi: „Kiedy był nieobecny, rozmawiano tylko o nim; jeśli był obecny, przyciągał wszystkie spojrzenia”21. Po spotkaniu nikt nie wychodził rozczarowany. Jeremy Bentham, angielski filozof, który zatrzymał się w jego włościach, nazwał go „Księciem książąt”22. Książę de Ligne, który znał wszystkich wielkich swej epoki, od Fryderyka Wielkiego do Napoleona, opisał Potiomkina jako „najbardziej niezwykłego człowieka, jakiego poznałem (…), ponurego pośród przyjemności,
nieszczęśliwego z bycia zbyt szczęśliwym; nieumiarkowanego we wszystkim, z łatwością się oburzającego, posępnego, niestałego, głębokiego filozofa, zdolnego ministra, wysublimowanego polityka albo dziesięcioletniego chłopca (…). Co jest sekretem jego magii? Geniusz, geniusz i jeszcze raz geniusz; naturalne zdolności, wspaniała pamięć, niezwykła wzniosłość ducha; złośliwość bez chęci krzywdzenia, fortel bez przebiegłości (…), sztuka podbijania wszystkich serc w jego lepszych chwilach, wielka hojność (…), wyrafinowany gust – i wytrawna znajomość ludzi”23.
Hrabia de Ségur, który znał Napoleona i Washingtona, powiedział, że „ze wszystkich osobistości tą, która najbardziej mnie zafascynowała i znajomość z którą stała się dla mnie najważniejsza, był słynny książę Potiomkin. Cała jego osobowość była niezwykle oryginalna z powodu nieprawdopodobnej mieszaniny wielkości i małości, lenistwa i aktywności, ambicji i niefrasobliwości. Taki człowiek wszędzie słynąłby ze swej oryginalności”.
Lewis Littlepage, amerykański podróżnik, zapisał, iż „zadziwiający” Serenissimus był w Rosji potężniejszy niż kardynał Wolsey, książę Olivares i kardynał Richelieu w swych królestwach24.
Aleksandr Puszkin, urodzony osiem lat po śmierci księcia na besarabskim stepie, podzielał fascynację Potiomkinem, wypytywał jego wiekowe siostrzenice i zapisywał ich opowieści: książę, mawiał często, „był dotknięty ręką historii. Obaj ci niezwykli mężczyźni dopełniali się w pewien sposób, tworząc kwintesencję rosyjskości”25. Dwadzieścia lat później lord Byron nadal pisał o człowieku, którego nazywał „zepsutym dzieckiem nocy”*26. Rosyjska tradycja nakazywała, by zamknąć zmarłemu oczy i położyć monety na powiekach. Na oczach bogaczy spocząć powinny monety złote. Potiomkin był bogatszy od wielu królów, ale nigdy nie nosił przy sobie pieniędzy. Nie miał ich również żaden z magnatów w jego otoczeniu. Nastąpił więc niezręczny moment przeszukiwania kieszeni, obmacywania żakietów, wzywania lokajów: nic. Ktoś zwrócił się do żołnierzy.
Siwy Kozak, który obserwował agonię Potiomkina, wyciągnął pięciokopiejkówkę. Tak więc oko księcia zamknęła skromna miedziana moneta. Ten paradoks w chwili śmierci natychmiast przeszedł do legendy. Być może to ten sam stary Kozak cofnął się i wymruczał: „Żył na złocie, umarł na trawie”. To powiedzenie stało się wkrótce znane i wielkim księżnym, i zwykłym żołnierzom: kilka lat później malarka Elisabeth Vigée-Lebrun zapytała pewną
* Ten i dalsze cytaty z Don Juana Byrona w przekładzie Edwarda Porębowicza, Byron, Wybór dzieł, t. 3, Don Juan, Warszawa 1986.
starą księżną z Sankt Petersburga o śmierć Potiomkina: „Ach, moja droga, ten potężny książę, który miał tyle diamentów i tyle złota, zmarł na trawie!” –odparła księżna, zupełnie jakby Potiomkin popełnił nietakt i zszedł z tego świata na jednym z jej trawników27. Podczas wojen napoleońskich rosyjska armia śpiewała w marszu pieśni o śmierci Potiomkina „na stepie, na rozesłanym płaszczu”28. Poeta Dierżawin dostrzegł romantyzm śmierci tego nieznającego hamulców męża na łonie natury, opisując ją jako „mgłę na rozdrożu”29. Dwaj obserwatorzy na dwóch krańcach imperium – hrabia Fiodor Rostopczyn (słynny z tego, że w 1812 roku spalił Moskwę) w pobliskich Jassach i szwedzki poseł hrabia Curt Stedingk w odległym Sankt Petersburgu30 – wygłosili dokładnie te same słowa: „Jego śmierć była równie nadzwyczajna, jak jego życie”31.
Cesarzowa musiała dowiedzieć się jak najszybciej. Saszeńka Branicka mogła ją poinformować – donosiła już Katarzynie o zdrowiu Potiomkina – ale była zbyt oszołomiona. Wysłano więc galopem adiutanta, by opowiedział o wszystkim oddanemu i niezmordowanemu sekretarzowi księcia, Wasilijowi Popowowi. Nastąpił ostatni, niemal rytualny moment. Gdy pogrążony w smutku konwój skierował się w stronę Jass, ktoś postanowił oznaczyć miejsce śmierci księcia, by wybudować tam pomnik dla upamiętnienia jego wielkości. W pobliżu nie było żadnych kamieni. Gałęzie rozrzuciłby wiatr. Wtedy ataman Paweł Hołowaty, który znał Potiomkina od trzydziestu lat, wziął spisę od jednego z Kozaków zaporoskich. Zanim dołączył do tylnej straży orszaku, podjechał do niewielkiego wzniesienia i wbił włócznię w ziemię32. Kozacka spisa na oznaczenie miejsca zgonu Potiomkina była niczym strzała, rzekomo użyta przez Robin Hooda, by wybrać miejsce pochówku.
Tymczasem Popow otrzymał wiadomość i natychmiast napisał do cesarzowej: „Spadł na nas cios! Najłaskawszego Pana, Najjaśniejszego Księcia Grigorija Aleksandrowicza nie ma już wśród żywych” 33. Popow powierzył list zaufanemu młodemu oficerowi, rozkazując mu, by nie spoczął, dopóki nie dostarczy straszliwych nowin.
Siedem dni później, 12 października o szóstej po południu34, kurier ten, odziany w pełną szacunku czerń – i pokryty drogowym kurzem – przywiózł list Popowa do Pałacu Zimowego. Cesarzowa zemdlała. Jej dworzanie myśleli, że doznała wylewu. Wezwano doktorów, by puścili krew. „Łzy i rozpacz” – tak Aleksandr Chrapowicki, prywatny sekretarz Katarzyny, opisał jej szok. – „O ósmej puścili krew, o dziesiątej poszła do łóżka”35. Była całkowicie załamana; nie wpuszczano do niej nawet wnucząt. „To nie kochanka żałowała – napisał Szwajcar, cesarski wychowawca, który rozumiał ich
związek – tylko przyjaciela”36. Nie mogła spać. O drugiej w nocy wstała, by napisać do swego lojalnego i pedantycznego zaufanego, philosophe Friedricha Melchiora Grimma:
Właśnie spadł na mą głowę straszliwy, śmiertelny cios. O szóstej po południu posłaniec przyniósł tragiczną wieść, że mój ulubieniec, mój przyjaciel, niemal moje bóstwo, książę Potiomkin z Taurydy, zmarł w Mołdawii po około miesięcznej chorobie. Nie możesz sobie wyobrazić, jak jestem załamana…37
Pod wieloma względami cesarzowa nigdy się nie otrząsnęła po śmierci Potiomkina. Wraz z nim zakończył się złoty okres jej panowania. Podobnie stało się z jego reputacją: Katarzyna wyznała Grimmowi w tę tragiczną, bezsenną noc, gryzmoląc przy świetle świecy w apartamentach w Pałacu Zimowym, że dokonania Potiomkina zawsze wprawiały w zakłopotanie zazdrosnych „plociuchów”. Wrogowie, nie mogąc zwyciężyć go za życia, pokonali po śmierci. Ledwo ostygł, a już krążyły zjadliwe legendy o dziwacznym charakterze księcia, zaciemniając jego osiągnięcia na dwieście lat.
Katarzyna byłaby zadziwiona i zbulwersowana, gdyby dowiedziała się, że dziś jej „bóstwo” i „mąż stanu” znany jest najlepiej z potwarzy i filmu. Pamięta się go za historyczne oszczerstwo o „wsiach potiomkinowskich”, podczas gdy naprawdę budował miasta, i z Pancernika Potiomkina, opowieści o zbuntowanych marynarzach obwieszczających rewolucję, która, wiele lat po jego śmierci, zniszczyła jego ukochaną Rosję. Tak więc legendę Potiomkina stworzyli wrogowie Rosji, zazdrośni dworacy i niezrównoważony następca Katarzyny, Paweł I, który zemścił się w ten sposób na kochanku swej matki. W XIX wieku Romanowowie, którzy stali na czele skostniałej, zmilitaryzowanej biurokracji, łącząc to z iście wiktoriańską pruderią, czerpali z chwały Katarzyny, ale wstydzili się jej życia prywatnego, zwłaszcza roli „półcara” Potiomkina38. Ich sowieccy następcy podzielali te skrupuły, równocześnie rozdmuchując ich kłamstwa (chociaż ostatnio okazało się, że Stalin*, gorliwie studiujący historię,
* „Na czym polegał geniusz Katarzyny Wielkiej?” – zapytał Stalin swego zausznika Andrieja Żdanowa podczas słynnej dyskusji o historii latem 1934 roku. I odpowiedział sam sobie: „Jej wielkość polegała na tym, że wybrała Potiomkina i innych utalentowanych kochanków do rządzenia państwem”. Autor poznał tę opowieść podczas zbierania materiałów do książki Stalin. Dwór czerwonego cara (Magnum, Warszawa 2004), przeprowadzając wywiad z Jurijem Żdanowem, synem Andrieja i późniejszym zięciem dyktatora, który jako chłopiec był świadkiem tej sceny.
prywatnie podziwiał Potiomkina). Nawet najwybitniejsi historycy zachodni wciąż traktują księcia bardziej jak rozwiązłego błazna i nieumiarkowanego rozpustnika niż męża stanu*. Wszystkie te elementy złożyły się na fakt, że książę nie zajął należnego mu miejsca w historii. Katarzyna Wielka, nieświadoma przyszłych oszczerstw, opłakiwała swego przyjaciela, kochanka, żołnierza, męża stanu i zapewne małżonka przez resztę swego życia.
Dwunastego stycznia 1792 roku Wasilij Popow, zausznik księcia, wrócił do Sankt Petersburga ze specjalną misją. Przywiózł najukochańsze skarby Potiomkina – tajne miłosne i w sprawach państwowych listy Katarzyny, nadal powiązane w paczki. Część z nich była naznaczona łzami umierającego Potiomkina, który czytał je wciąż i wciąż od nowa, świadomy, że nigdy już nie ujrzy Katarzyny.
Caryca przyjęła Popowa. Wręczył jej listy. Władczyni odprawiła wszystkich poza Popowem i zamknęła drzwi. Rozpłakali się obydwoje39. Minęło niemal trzydzieści lat, odkąd po raz pierwszy ujrzała Potiomkina w ten sam dzień, kiedy przejęła władzę i stała się cesarzową Wszechrosji.
* Pewien szanowany profesor historii z Cambridge podsumował w 1994 roku polityczne i wojskowe zdolności Potiomkina zabawnym, ale całkowicie bezpodstawnym twierdzeniem, że „brakowało mu pewności siebie wszędzie poza sypialnią”.
CZĘŚ Ć I POTIOMKIN
I KATARZYNA WIELKA
1739–1762
