

STEPHEN DANDO-COLLINS

KORZENIE SZALEŃSTWA
U WŁADZY
PRZEŁOŻYŁA
JOANNA RUMIŃSKA-PIETRZYK
ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2026
Tytuł oryginału
Caligula: The Mad Emperor of Rome
Copyright © 2019 by Stephen Dando-Collins
Projekt okładki
Marcin Słociński
Ilustracje na okładce
Kaligula, rycina z książki Żywoty cezarów autorstwa Swetoniusza, Philadelphia 1883; Miasto Rzym w okresie republikańskim, rycina z książki Geschichtsbilder autorstwa Friedricha Polacka, 1896; Widok Rzymu z Zamkiem Świętego Anioła, Mostem Świętego Anioła
i Bazyliką św. Piotra, rycina autorstwa Jacobusa Baptista, według rysunku Lievina Cruyla, Amsterdam 1729
Redaktor inicjujący
Adam Zechenter
Redaktor prowadzący
Adam Zechenter
Redaktorka językowa
Kamila Sowińska
Opieka promocyjna
Maria Adamik-Kubala
Koordynacja procesu wydawniczego
Agata Błasiak
Adiustacja
Kinga Kosiba
Korekta
Paweł Denkowski, Joanna Kłos
Mapy
Marcin Słociński
Fotoedycja na podstawie oryginalnego wydania
Adam Zechenter
Opracowanie typograficzne i łamanie
Dariusz Ziach
© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026
© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
ISBN 978-83-8427-577-1
Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl
Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU
Rozdział I syn legionów
Przerażony chłopiec, który za kilka dni miał obchodzić drugie urodziny, tulił się do ciężarnej matki, patrząc na gęstniejący wokół nich tłum zbuntowanych żołnierzy. Był późny sierpień 14 roku naszej ery. Opisywane wydarzenia rozgrywały się w letnim obozie warownym czterech legionów, czyli pułków armii rzymskiej, nad Dolnym Renem. Obóz leżał rzut kamieniem od stosunkowo nowej osady – wówczas znanej jako Oppidum Ubiorum, a dziś jako Kolonia – zajmującej niewielką owalną wyspę niedaleko zachodniego brzegu rzeki. Przez pięćdziesiąt dwa lata od swego powstania była siedzibą germańskiego plemienia Ubiów, które rzymski dowódca Marek Wipsaniusz Agrypa nakłonił do przeniesienia się ze wschodniego brzegu Renu na zachodni i przyłączenia się do imperium rzymskiego. Tego letniego dnia naczelny dowódca wszystkich ośmiu legionów rzymskich stacjonujących nad Renem przebywał poza obozem. Nazywał się Germanik Juliusz Cezar, miał zaledwie dwadzieścia dziewięć lat i należał
do rodziny cesarskiej. Był prawnukiem siostry Oktawiana Augusta, pierwszego cesarza Rzymu, a zarazem bratankiem i przybranym synem jego następcy Tyberiusza. Germanik był też ojcem dziecka, które w nadreńskiej kwaterze otoczył tłum wzburzonych żołnierzy. Chłopczyk nosił imię Gajusz Juliusz Cezar Germanik, a ponieważ ubierano go w czerwoną tunikę wzorowaną na żołnierskim stroju oraz sandały wykonane przez legionowych rzemieślników, zyskał pieszczotliwy przydomek Kaligula, czyli Ciżemka*.
Jak wspomina Seneka, który poznał Kaligulę już jako dorosłego mężczyznę, uroczy maluch stał się ulubieńcem żołnierzy, którzy traktowali go jak maskotkę i talizman przynoszący szczęście1.
Przystojny, wysportowany i charyzmatyczny ojciec Kaliguli cieszył się niezwykłym mirem wśród Rzymian.
U Swetoniusza można przeczytać, że „według zdania większości historyków, ilekroć dokądkolwiek przybywał lub skądkolwiek wyjeżdżał, witały go lub żegnały tłumy. Z tego powodu niejednokrotnie omal nie stracił życia”2. W istocie to właśnie popularność mężczyzny sprawiła, że protest w obozie pod Kolonią nabrał niebezpiecznego wymiaru i mógł przerodzić się z wybuchu niezadowolenia w wojskowy zamach stanu. Z drugiej jednak strony sympatia, jaką cieszył się jego synek, pozwoliła Germanikowi odzyskać kontrolę nad zbuntowanymi legionistami.
Kilka dni wcześniej do legionów stacjonujących nad Renem dotarła wieść, że po czterdziestu pięciu latach panowania zmarł w Rzymie cesarz August. Zapewnił on
* Tak na przykład u Tacyta; gdzie indziej Sandałek, Bucik. (Wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki).
Germanik przebywał wówczas w pobliskiej Galii, gdzie nadzorował doroczny pobór podatków. Jego dwaj najstarsi synowie, którzy nie weszli jeszcze w wiek nastoletni, pozostali w Rzymie i mieszkali na Palatynie, w rezydencji ojca, wraz ze swoją babką Antonią, najmłodszą córką Marka Antoniusza. Tam pobierali nauki razem z innymi dziećmi z rodziny cesarskiej. W maju August odesłał Kaligulę z Rzymu do matki, Agrypiny Starszej, pod opieką kilkuosobowej świty, w tym lekarza, którego polecił kobiecie zatrzymać przy sobie na wypadek, gdyby okazał się potrzebny. Swetoniusz pisze, że Kaligula w dzieciństwie cierpiał na epilepsję, dlatego część współczesnych historyków przypuszcza, że to właśnie z tego powodu August chciał, by chłopcu w podróży towarzyszył lekarz. Epilepsja u małych dzieci ujawnia się jednak zazwyczaj dopiero około trzeciego roku życia, tymczasem w tamtym czasie Kaligula miał zaledwie dwadzieścia jeden miesięcy. Obecność lekarza należy więc raczej tłumaczyć zwykłą ostrożnością3.
Gdy Germanik dowiedział się o śmierci Augusta, nie od razu udał się w drogę powrotną z Galii do Kolonii. Przebywał wówczas na ziemiach plemion belgijskich – obejmujących mniej więcej teren dzisiejszej Belgii – gdzie nakazał miejscowym wodzom złożyć przysięgę wierności Tyberiuszowi jako następcy rzymskiego tronu, po czym
syn legionów 35 imperium dekady ładu i bezpieczeństwa po latach wojen domowych zapoczątkowanych przez Juliusza Cezara. Gdy zabrakło trwałego fundamentu, armia – zarówno na Bałkanach, jak i nad Renem – szybko zaczęła chwiać się w posadach niczym dom wzniesiony na piasku. W szeregach armii dolnoreńskiej niepewność błyskawicznie przerodziła się w bunt.
Okazało się, że bunt rozpoczął się w szeregach V Legionu Alaudae i XXI Legionu Rapax, których żołnierzy werbowano spośród obywateli rzymskich w Hiszpanii i Syrii. Jako pierwsi przeciw władzy oficerów wystąpili świeżo wcieleni rekruci, niedawno przysłani z Rzymu przez Augusta, aby uzupełnić stany osobowe jednostek. Do legionów powoływano zwykle poborowych, zawsze jednak obywateli rzymskich. Bunt w Kolonii podsycali natomiast dawni niewolnicy – wyzwoleńcy – którym obiecano obywatelstwo w zamian za dwadzieścia lat dobrze wynagradzanej służby w legionach, w czasie gdy sytuacja na granicy nad Renem pozostawała niespokojna. Na wieść o śmierci cesarza nowi poborowi zaczęli domagać się skrócenia czasu służby, podwyższenia żołdu oraz ukarania centurionów, którzy często byli okrutni. Niezadowolenie szybko udzieliło się weteranom obu legionów, a następnie objęło także pozostałe oddziały w obozie pod Kolonią: I Legion i XX Legion Valeria Victrix4.
Przeciwko znienawidzonym centurionom zwrócili się ich właśni podkomendni, którzy brutalnie bili swoich dowódców, po czym spychali ich z wysokich murów obozu albo wrzucali do Renu. Jeden z zaatakowanych oficerów uciekł do Aulusa Cecyny, głównodowodzącego armii dolnoreńskiej, by błagać go o pomoc. Gdy żołnierze otoczyli ich z dobytymi mieczami, Cecyna – z obawy o własne życie – pozwolił im odciągnąć nieszczęsnego centuriona. Gdy porywczy młody trybun zorientował się, że generał znalazł się w opałach, utorował sobie drogę przez tłum
y kontynuował pobór podatków. Dopiero gdy dotarły do niego wieści o buncie legionistów, przerwał misję i pośpiesznie wrócił nad Ren.
Przez kilka dni szeregowi żołnierze sami sprawowali kontrolę nad obozem: wystawiali warty i ustalali hasła, podczas gdy bezsilni oficerowie siedzieli w namiotach z wyprawionej skóry wraz z żoną i synem Germanika. W końcu naczelny dowódca powrócił z Galii, aby zażegnać kryzys.
– Germanik Cezar powrócił! – rozległ się okrzyk i setki żołnierzy wyległy przez główną bramę obozu, by powitać swojego wodza.
Wyszli mu naprzeciw z mieczami w pochwach, wyraźnie zakłopotani. Gdy Germanik w otoczeniu niewielkiej świty adiutantów wkroczył przez otwarte drewniane wrota w obręb szańców, zobaczył tysiące żołnierzy gromadzących się na głównej ulicy obozu. Zamiast powitać go przyjaznym okrzykiem, większość milczała albo szeptała między sobą. Weteran z ponad trzydziestoletnim stażem na służbie podbiegł do Germanika i chwycił go za dłoń. Nie ucałował jej jednak, jak nakazywał obyczaj, lecz włożył palce wodza do swoich ust.
– Dotknij moich bezzębnych szczęk, Cezarze! – błagał żołnierz. – Daj mi odejść ze służby!
– Spójrz na moje członki, Cezarze! – zawołał inny stary legionista. – Są powykrzywiane ze starości. Na co się jeszcze przydam armii?
Żołnierze, ośmieleni zuchwałością weteranów, zaczęli tłoczyć się wokół Germanika, a wielu z nich podniesionym głosem wykrzykiwało swoje żądania.
syn legionów 37 i wyprowadził dowódcę w bezpieczne miejsce. Tym trybunem był Kasjusz Cherea. Warto zapamiętać to imię, Cherei przyjdzie bowiem odegrać pierwszoplanową rolę w życiu –i śmierci – Kaliguli.
– Uformujcie się w kohorty, towarzysze, abym mógł do was przemówić! – zawołał na to Germanik.
– Tak lepiej będziemy cię słyszeli! – padła butna odpowiedź, a wielu żołnierzy ostentacyjnie skrzyżowało ręce na piersi.
Germanik odwrócił się do swojego osobistego trębacza stojącego w świcie za nim i kazał mu dać sygnał do wyprowadzenia sztandarów5.
Trębacz uniósł do ust długi, smukły, zakrzywiony instrument, a po chwili rozległ się donośny sygnał. Na ten znak chorążowie kohort i legionów posłusznie pobiegli do obozowych kaplic po insygnia swoich oddziałów, po czym przynieśli je na plac główny. Na rozkaz wodza trębacz ponownie zadął w instrument – tym razem był to sygnał do zbiórki. Dwadzieścia tysięcy legionistów ustawiło się w kohortach, czyli batalionach liczących po czterysta osiemdziesiąt osób, choć wielu uczyniło to z wyraźną niechęcią. Germanik wszedł na podwyższenie zwane trybunałem.
Choć należał do rodziny panującej, łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi każdego stanu – potrafił z nimi rozmawiać i żartować, czym wzbudzał powszechną sympatię. Tego dnia jednak słuchacze nie byli mu przychylni. Zebrane oddziały milczały, gdy oznajmił, że jego przybrany ojciec Tyberiusz będzie odtąd ich władcą, a cesarstwo znajdzie się w dobrych rękach. Następnie poruszył sprawę buntu. – Towarzysze – rzekł, wodząc po nich wzrokiem –gdzie się podziała żołnierska skromność, gdzie dawnej dyscypliny sława? Dokąd trybunów, dokąd setników żeście wygnali?*6
* Dialogi, choć opatrzone przypisem, są stylizacją.
W odpowiedzi żołnierze zaczęli wykrzykiwać skargi na okrucieństwo i chciwość dowódców, a niektórzy odsłaniali plecy, by pokazać pręgi po chłostach. Wielu narzekało na nadmiar obowiązków i marny żołd. Sędziwi weterani błagali, by pozwolono im odejść ze służby, zanim umrą pod bronią, oraz wypłacono odprawy obiecane przez Augusta. Wkrótce wszystkie te głosy zlały się w ogłuszający zgiełk, lecz pośród skarg Germanik dosłyszał coś, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło. Ludzie nie występowali przeciw niemu; sprzeciwiali się systemowi, który zmuszał ich do pozostawania w służbie długo, choć już od dawna – ich zdaniem – należał im się odpoczynek.
Sprzeciwiali się temu, co postrzegali jako bezduszną władzę odpowiedzialną za ten stan rzeczy. Byli przekonani, że Germanik, słynący z dobroci, jest przywódcą innego pokroju.
– Jeśli pragniesz władzy cesarskiej, Cezarze – zawołał ktoś z tłumu – damy ci ją!
Odpowiedziały mu gromkie wiwaty, a skargi wkrótce utonęły w gorączkowych apelach, by Germanik obwołał się cesarzem, oraz w deklaracjach, że legiony bez wahania poprą jego roszczenia do tronu. Tyberiusza mało kto bowiem lubił. Germanik nie chciał słuchać tak jawnie buntowniczych słów, lecz został zakrzyczany. Gwałtownie zeskoczył z trybunału i próbował odejść, ale żołnierze wystąpili z szeregów i naparli na niego, a niektórzy groźnie zwrócili ku niemu broń.
– Wolałbym umrzeć, niż wyzbyć się wierności memu ojcu – oświadczył Germanik, który miał na myśli Tyberiusza. Dobywszy miecza, zrobił gest, jakby chciał wbić go sobie w pierś.
– Nie, Cezarze! – zawołali żołnierze, którzy chwycili go za ramię i powstrzymali cios dokładnie tak, jak przewidział młody generał.
Część legionistów uznała jednak ten gest za blef i zaczęła prowokować Germanika, by spełnił swoją groźbę.
Niejaki Kaluzydiusz podał dowódcy własną broń.
– Proszę, użyj mojego miecza, Cezarze – powiedział, zapewne z drwiącym uśmiechem. – Jest ostrzejszy niż twój7.
Ludzie ze sztabu Germanika otoczyli go i pospiesznie zaprowadzili do namiotu dowództwa, gdzie czekali na niego syn oraz żona Agrypina – elegancka dwudziestoośmioletnia potomkini królewskiego rodu. Była ona córką zmarłego generała Marka Agrypy, zaufanego człowieka cesarza Augusta, i Julii, córki Augusta – a zatem kuzynką Germanika.
Dziadkiem Germanika był Marek Antoniusz, rywal Augusta pokonany przez niego w krwawej walce o władzę nad Rzymem. Małżeństwo Agrypiny i Germanika połączyło więc kilka wielkich rodów rzymskich, dotąd zwaśnionych. Nie brakowało w nim jednak miłości: Germanik i Agrypina byli sobie bezgranicznie oddani, co nie uszło uwadze Rzymian. Gdziekolwiek małżonkowie pokazywali się publicznie, witano ich z entuzjazmem; dla współczesnych byli oni kimś w rodzaju Johna F. Kennedy’ego i Jackie Kennedy albo księcia Harry’ego i Meghan Markle.
W namiocie Germanik odbył naradę z dowódcą armii dolnoreńskiej oraz czterema generałami stojącymi na czele legionów stacjonujących w Kolonii. Wspólnie analizowali sytuację i zastanawiali się, jak najskuteczniej zażegnać kryzys. Najbardziej niepokoiło Germanika to, że gdy tylko wojownicze plemiona germańskie po wschodniej stronie
Renu dowiedzą się o buncie legionistów, przeprawią się przez rzekę i najadą rzymską Galię, pozbawioną należytej obrony. W czasie narady nadeszła wiadomość, że przywódcy buntu wysłali posłańców do czterech legionów armii Górnego Renu, stacjonujących w Mogontiacum (dzisiejszej Moguncji), i wezwali je, by przyłączyły się do wojsk znad Dolnego Renu, splądrowały Kolonię, a potem złupiły całą Galię.
Aby zdusić bunt w zarodku, Germanik wystosował do żołnierzy list. Zdawał sobie sprawę, że wiele ich skarg było uzasadnionych. Starsi legioniści wstępowali do służby na szesnaście lat, lecz osiem lat wcześniej August wydłużył ten okres do dwóch dekad. Teraz Germanik jednym rozkazem przywrócił szesnastoletni czas służby. Tych, którzy służyli ponad dwadzieścia lat, natychmiast przeniesiono w stan spoczynku. Żołnierzy mających za sobą szesnaście lat służby zwalniano pod warunkiem, że w razie potrzeby stawią się ponownie jako evocati – członkowie rzymskiej rezerwy wspierającej regularne wojsko w sytuacjach nadzwyczajnych, a więc formacji przypominającej współczesną Gwardię Narodową.
Germanik zgodził się także wypłacić obiecane odprawy, które pokrył z własnych środków oraz z pieniędzy swoich generałów. Następnie pospiesznie udał się w górę rzeki do legionów stacjonujących w Mogontiacum, w bazie założonej przez jego ojca – Druzusa Starszego. Druzus zmarł w tej okolicy, o czym przypominała kamienna wieża wzniesiona ku jego czci. Tam Germanik ogłosił te same decyzje, które podjął wobec armii dolnoreńskiej.
Wydawało się, że bunt został zażegnany i mały Kaligula mógł w spokoju obchodzić drugie urodziny u boku
41
Obóz, z którego wyjechali senatorowie, ponownie pogrążył się w chaosie. Oficerowie Germanika zaczęli go obwiniać, że popełnił błąd, kiedy zgodził się na ustępstwa wobec buntowników. Sytuacja – mówili – wymknęła się spod kontroli. Jeden z generałów zwrócił się do Germanika w obecności jego żony i dziecka:
– Możesz nie dbać o własne życie, Cezarze. Ale dlaczego narażać małego syna i brzemienną żonę i trzymać ich wśród szaleńców, którzy podeptali wszelkie prawa ludzkie? Przynajmniej ich odeślij w bezpieczne miejsce.
– Nie! – oświadczyła lojalna żona Germanika Agrypina, która nie była potulną kobietą. Jej dziadek August przed laty chwalił ją za bystrość, lecz napominał, by wyzbyła się wyniosłego, afektowanego sposobu mówienia i pisania. Gdy Germanik próbował nakłonić ją do wyjazdu, stanowczo i dumnie pokręciła głową. – Jestem potomkinią Augusta – powiedziała – i dobrze wiem, jak postąpić w obliczu niebezpieczeństwa!8
y rodziców. Po kilku tygodniach jednak sytuacja znów wymknęła się spod kontroli. Z Rzymu przybyła delegacja senatorów na naradę z Germanikiem, a po obozie lotem błyskawicy rozeszła się pogłoska, że zamierzają oni unieważnić jego ustępstwa – co istotnie uczynili. Legioniści ponownie się zbuntowali. Senator stojący na czele poselstwa nie zginął z rąk rozwścieczonego tłumu tylko dlatego, że osłonił go aquilifer – chorąży niosący insygnia I Legionu. Germanik odesłał senatorów do Rzymu pod eskortą konnicy pomocniczej, która nie przyłączyła się do buntu. Żołnierze oddziałów posiłkowych nie byli obywatelami rzymskimi; obywatelstwo otrzymywali dopiero po dwudziestu pięciu latach służby.
Upór żony, by trwać u jego boku, wzruszył Germanika do łez. Mężczyzna zrozumiał jednak, że jego podkomendny ma rację i trzeba odesłać rodzinę w bezpieczniejsze miejsce. Objąwszy Agrypinę, powiedział jej, że ona i Kaligula muszą natychmiast opuścić obóz wraz z żonami pozostałych dowódców. Wysyłał ją do Augusta Treverorum (dzisiejszego Trewiru), stolicy plemienia Trewerów – sprzymierzeńców Rzymu, którzy tworzyli jedną z najlepszych formacji kawaleryjskich w armii cesarskiej. Widok był przejmujący: Agrypina wychodziła przez bramę bez eskorty, trzymając na rękach maleńkiego syna, a za nią podążały pozostałe żony senatorów; wiele z nich zawodziło z rozpaczy.
Zbuntowani żołnierze zaczęli wychodzić z namiotów, by zobaczyć, co się dzieje. Ich ciekawość przerodziła się w gniew, gdy okazało się, że Agrypinie i Kaliguli kazano wyjechać – i to do Trewerów, do obcych! Wielu z nich wierzyło ponadto, że Kaligula urodził się właśnie w ich obozie, przez co czuło z nim szczególną więź. Później miejsce jego narodzin stało się przedmiotem sporów, lecz większość autorów uważa, że przyszedł na świat w Ancjum, na zachodnim wybrzeżu Italii. Swetoniusz podaje, że sam Kaligula uważał Ancjum za miejsce swego urodzenia9. Gdy jedni żołnierze pobiegli zagrodzić drogę Agrypinie, inni udali się do namiotu Germanika, by wyrazić swój sprzeciw. Tam Germanik, otoczony rozgorączkowanym tłumem, zgromił wojsko, któremu przypomniał o wcześniejszych zwycięstwach odniesionych pod jego osobistym dowództwem – między innymi o dokonaniach XX Legionu Valeria Victrix podczas wojny w Panonii. Następnie bardzo umiejętnie zagrał na ambicji żołnierzy. Dwa lata wcześniej rzymski dowódca Publiusz Kwinktyliusz Warus
Gdy żołnierze – zgodnie z przewidywaniami – gromko zaprotestowali przeciw temu pomysłowi, Germanik wezwał ich, by odnowili przysięgę wierności, usunęli przywódców buntu i ruszyli za nim na wyprawę przeciw Germanom, aby pomścić poległych towarzyszy. Zwykle legiony rzymskie prowadziły kampanie wojenne od marca do października, lecz przez ostatnie dwa sezony oddziały nad Renem głównie kopały szańce i wykonywały ciężkie prace obozowe. Popadały przez to w nudę i biedę, podczas gdy wojska na innych rubieżach zajmowały się zabijaniem i łupieniem. Apel Germanika odniósł zamierzony skutek, rozbudził bowiem w żołnierzach zapał.
– Ukarz winnych, Cezarze, a nam, którzy zbłądziliśmy, przebacz – rozległ się okrzyk. – I prowadź nas przeciw wrogowi!
– Każ wrócić swojej żonie – wołali inni – i niech dziecię legionów znów będzie z nami. Nie oddawaj ich Galom niczym zakładników!
Germanik podniósł rękę i oznajmił: nadchodząca zima, a także potrzeba zapewnienia żonie w połogu opieki doświadczonych położnych sprawiają, że Agrypina musi
y poprowadził swoje trzy legiony na zgubę w germańskiej zasadzce w Lesie Teutoburskim, na wschód od Renu. Po tej katastrofie, która przeszła do historii jako „klęska Warusa”, August zakazał swoim wojskom działań poza granicą Renu. Dumnych rzymskich żołnierzy bardzo to drażniło – wojownicy rwali się, by pomścić towarzyszy z wybitych w pień legionów, a Germanik dobrze o tym wiedział. Teraz oznajmił buntownikom: sprzymierzeni z Rzymem Belgowie zaproponowali, że wkroczą do Germanii w imieniu Rzymu i ukarzą plemiona odpowiedzialne za klęskę Warusa.
udać się do Augusta Treverorum. Mały syn dowódcy wróci jednak do obozu.
– Resztę zaś sami załatwcie – dodał10.
Ustępstwo, w ramach którego Germanik zręcznie wykorzystał małego Kaligulę jako kartę przetargową, wywołało entuzjazm wśród zgromadzonych żołnierzy. Natychmiast zwrócili się oni przeciw przywódcom buntu.
Ci sami ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej karnie słuchali prowodyrów rebelii, zakuli ich w łańcuchy i zawlekli przed dowódcę I Legionu, aby ich osądził. Starszy trybun wprowadzał każdego z obwinionych na mównicę, przed którą stali żołnierze z dobytymi mieczami.
– Winny czy niewinny? – wołał trybun.
Gdy tłum wykrzykiwał „winny!”, nieszczęśnik spychany był z podestu ku żołnierzom, ci zaś skwapliwie rąbali go mieczami. W ten sposób oddziały Germanika same rozprawiły się z buntownikami w swoich szeregach i położyły kres niepokojom. „[I] rad był mordom żołnierz, jakby się sam rozgrzeszał” – pisze rzymski historyk Tacyt11.
Teraz jednak Germanik musiał dotrzymać danego słowa i poprowadzić legiony na wyprawę na wschód od Renu – wbrew wyraźnemu rozkazowi zmarłego cesarza i bez zgody rzymskiego senatu.
Rozdział II
kaligula na moście
Pod koniec 14 roku i wiosną roku następnego Germanik realizował obietnicę złożoną swoim wojskom. Weteranów przeniósł w dawno należny stan spoczynku, a pozostałych żołnierzy z ośmiu legionów nadreńskich poprowadził ku Germanii. Armią Górnego Renu dowodził Cecyna, armią Dolnego Renu natomiast – Gajusz Siliusz, spowinowacony z Germanikiem. Błyskawiczne ofensywy Rzymian raz po raz zaskakiwały Germanów. Po każdej krwawej porażce plemiona jednoczyły się jednak ponownie pod wodzą trzydziestotrzyletniego księcia Chattów. Jego germańskie imię brzmiało Hermann, lecz Rzymianie znali go jako Arminiusza – imię to otrzymał, kiedy służył jako dowódca germańskich oddziałów posiłkowych w rzymskiej armii dolnoreńskiej. To właśnie Arminiusz dowodził zasadzką, w której zostały unicestwione legiony Warusa. W trakcie tych kampanii wojska Germanika odnalazły i pochowały szczątki wymordowanych legionistów Warusa, pojmały ciężarną żonę Arminiusza oraz jego teścia, a przede wszystkim – co dla Rzymian miało największe
znaczenie – odzyskały jednego z trzech świętych orłów, insygniów rozbitych legionów. Lud rzymski ogarnęła wielka radość, a senat uhonorował Germanika prawem do uroczystego przemarszu ulicami Rzymu. Był to pierwszy triumf przyznany od czasu zwycięskiej defilady Augusta sprzed czterdziestu czterech lat.
Sukcesy Germanika i jego rosnąca popularność, dzięki której stał się niemal bohaterem ludowym, kazały Tyberiuszowi postępować z najwyższą ostrożnością. Choć na polecenie Augusta usynowił Germanika, nie darzył go ani sympatią, ani zaufaniem. Po pewnym wahaniu latem 14 roku pięćdziesięciosiedmioletni Tyberiusz objął władzę jako drugi cesarz Rzymu. Od tej pory bacznie i podejrzliwie śledził poczynania swojego przysposobionego syna.
Robert Graves, autor książki Ja, Klaudiusz oraz ceniony brytyjski tłumacz Żywotów cezarów Swetoniusza, uważał, że Tyberiusz nigdy nie rozumiał Germanika, a Germanik – Tyberiusza1. Ten pierwszy nie potrafił uwierzyć, że nagłe wyprawy adoptowanego syna do Germanii nie służą żadnemu ukrytemu celowi. Germanik widział w nich sposób na umocnienie wierności legionów nadreńskich wobec Rzymu i Tyberiusza, natomiast sam cesarz oraz jego najbliżsi doradcy sądzili, że młody wódz próbuje jedynie zaskarbić sobie przychylność wojska kosztem władcy. Tyberiusz, głęboko podejrzliwy wobec Germanika, niechętnie chwalił jego sukcesy, nie szczędził mu za to krytyki, gdy dowiedział się, że osobiście zaangażował się w pochowanie szczątków poległych legionistów Warusa.
Germanik przerzucił drogą wodną do Germanii cztery legiony wraz z odpowiadającą im liczebnie grupą oddziałów posiłkowych. Pozostałe cztery legiony połączonych
Cecynę, ruszyły krótszą trasą i przekroczyły Ren na tymczasowym moście z łodzi zbudowanym przez rzymskich inżynierów wojskowych. Późnym latem, po zakończeniu działań, Germanik odesłał połowę sił pod dowództwem Cecyny drogą lądową, sam zaś wrócił z pozostałymi oddziałami drogą morską.
Droga Cecyny na zachód, ku Renowi, prowadziła przez mokradła wąskimi groblami, które Rzymianie nazywali długimi mostami. Arminiusz wiedział, że rzymski generał nie będzie skłonny porzucić mozolnie posuwającego się taboru – nie bez powodu zwanego impedimenta – obejmującego artylerię legionów, zapasy i łupy. Odwrót musiał więc postępować powoli, co dawało germańskiemu wodzowi czas na przegrupowanie rozbitych sił i uderzenie na Rzymian w chwili, gdy będą przechodzić przez groble. Wtedy bowiem rozciągnięte kolumny legionów staną się szczególnie podatne na atak.
Tymczasem żona Germanika Agrypina urodziła ich pierwszą córkę. Dziewczynce także nadano imię Agrypina, choć współcześni historycy nazywają ją Agrypiną Młodszą. Kolonia z dumą podaje się za miejsce jej narodzin, Swetoniusz stanowczo jednak twierdził, że obie starsze córki Germanika przyszły na świat w Galii. Najbardziej prawdopodobnym miejscem narodzin Agrypiny Młodszej wydaje się Trewir, mimo że w późniejszych latach szczególnym uczuciem darzyła ona właśnie Kolonię. Wiosną 15 roku, gdy tylko połóg dobiegł końca, Agrypina wróciła z niemowlęciem do obozu wojskowego, gdzie czekał Kaligula. Germanik wyruszył już wtedy na kolejną wyprawę do Germanii.
y armii nadreńskich, dowodzone przez jego zastępcę
Pod koniec lata Agrypina przebywała w Kolonii, gdy nadeszła wiadomość, że jej mąż wraca z Germanii drogą morską, a armia Cecyny wędruje lądem. Wkrótce dotarły jednak bardziej niepokojące wieści: legiony Cecyny walczą o życie na długich mostach. Rzymianie z trudem posuwali się po groblach, musieli bowiem odpierać Germanów przedzierających się przez mokradła i atakujących z obu stron, podczas gdy kolejne oddziały wroga uderzały na tabor zamykający kolumnę.
Cecyna próbował zorganizować obronę taboru, lecz jego koń padł przeszyty germańskimi włóczniami i zrzucił dowódcę na ziemię. Generałowi groziło osaczenie, ale żołnierze I Legionu osłonili go, a następnie przypuścili kontratak. Germanik nadał później temu legionowi przydomek Germanica – zapewne w nagrodę za rolę, jaką odegrał podczas tej akcji2.
Dopiero wtedy Cecyna zdecydował się poświęcić tabor. Gdy Germanie oblegli porzucone wozy i zajęli się grabieżą, wyczerpane oddziały rzymskie zdołały dotrzeć na twardszy grunt i utworzyć wokół obozu pierścień obronny. Także tam zostały jednak otoczone przez wroga. Arminiusz poprowadził szturm, który przełamał rzymską linię obrony, lecz legiony zdołały się przegrupować i wyparły przeciwnika z umocnionego obozu. Następnego dnia Cecyna poprowadził wojsko ku Renowi i przedarł się przez linie nieprzyjaciela.
Wskutek tych walk powrót Rzymian nad Ren znacznie się opóźnił. W obozie w Kolonii kolejne dni upływały bez żadnych wieści o losach armii Cecyny, a wśród wyższych oficerów rzymskich rósł strach, że została ona rozbita. Oznaczałoby to, że Germanowie mogą wkrótce dotrzeć
