Fanny Joly
Pralinka nie owija w bawełnę i lu str ował Ro na n Ba d el
Tytuły oryginałów Cucu la praline gagne le gros lot Cucu la praline à Paris Cucu la praline au sommet Projekt okładki Maria Gromek Ilustracja na okładce Ronan Badel Opieka redakcyjna Kamila Biedrońska Adiustacja Judyta Wałęga Korekta Barbara Wójcik Małgorzata Kłosowicz Łamanie Dawid Kwoka
Copyright © Gallimard Jeunesse, for the text by Fanny Joly and the illustrations by Ronan Badel Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2019 Copyright © for the translation by Magdalena Talar
ISBN: 978-83-240-5136-6
Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytac.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2019 Druk i oprawa: BZGraf S.A.
Fanny Joly
Pralinka
nie owija w bawełnę Ilustrował Ronan Badel Przełożyła Magdalena Talar
Kraków 2019
Przyjrzyjcie im się dobrze, bo występują w tych opowiadaniach... Alinka Mętlik, lat osiem, nazywana przez swoich braci Pralinką-dziecinką
Wiktor, jej najstarszy brat
Jan-Maksencjusz, drugi brat, zwany Janem-Maksem albo Jaksem
Krzyś Trufla, jej ukochany
Krzyś Gąbka
Wanda, koleżanka Babuni
Celina, jej najlepsza przyjaciółka
„Łyse-Kolano” (Teodor Jałowiec)
Adela, krawcowa
Józek i Ksawera
I. Turbodziewiarka
Rozdział 1. Jest tu kto?
To była idealna niedziela. Czerwcowe niebieskawe niebo wyglądało jak śpiochy niemowlaka olbrzyma. Słońce jak zwykle wykonywało swoją pracę, to znaczy świeciło, ale nie za bardzo. Tak jak lubię: koszmarne upały rozmiękczają mi mózg. Była jedenasta przed południem. Od czasu do czasu pojawiały się maleńkie obłoczki, jakby chciały przypomnieć, że chmury w ogóle istnieją. Ale nie narzucały się: szybko znikały za sąsiednimi dachami, dzwonnicą, pagórkami w oddali… 11
Turbodziewiarka
Leżałam na ręczniku plażowym w różowe kwiaty (jest nowy, uwielbiam go) na środku balkonu należącego do pokoju moich braci. Zanim przejdę dalej, muszę doprecyzować dwie lub trzy rzeczy, zwłaszcza dla tych, którzy mnie nie znają. (Co? Są jeszcze ludzie, którzy mnie nie znają? To się MUSI zmienić! Żartowaaaałam). A zatem: G nazywam się Alinka Mętlik, lat osiem, G mam dwóch BEZNADZIEJNYCH braci, a czasem nawet WSTRĘTNIE beznadziejnych,
12
JesT Tu kTo?
G nazywają się Jan-Maksencjusz (albo Jaks, albo Mad Maks), lat dziewięć, i Wiktor, lat jedenaście, G mieszkamy w Wesołkowie, niedaleko morza, G nasz dom stoi przy ulicy Pingwinów dwadzieścia siedem, G moi bracia śpią w jednym pokoju z balkonem, G ja śpię sama w osobnym pokoju. Oczywiście wcale mi to nie przeszkadza! Wolałabym już zrezygnować z balkonu, niż mieć któregoś brata na karku. Ale do rzeczy. W chwili gdy zaczynałam opowiadać tę historię, moich braci NIE było w pokoju, bobym się oczywiście wyniosła. Zaszyli się w garażu i majsterkowali przy jednym z tych swoich „supertajnych projektów”. Co mnie to obchodziło? Mogli sobie robić, co chcieli, do woli, miałam to całkowicie w nosie. Jedyną rzeczą, która mnie w życiu interesuje, jest to, żeby mi dali spokój. W tę niedzielę tak właśnie było – cieszyłam się spokojem jak królowa. Królowa Wesołkowa. Lewym uchem słyszałam, jak Witek i Jaks nadal pukają, piłują, coś przybijają jak stuknięci. Prawym uchem słyszałam dźwięki muzyki Groratona, ulubionego (beznadziejnego) rockowego 13
Turbodziewiarka
zespołu Wiktora, puszczanej na jego odtwarzaczu, tym, którego zabrania mi dotykać. Z kuchni doszedł mnie smakowity zapach szparagów. Kiedy mama gotuje szparagi, otwiera okna, bo uważa, że brzydko pachną. Nie zgadzam się. Uwielbiam ten zapach, zawsze zatrzymuję go na chwilę w nosie, żeby się nim rozkoszować. Uwielbiam szparagi. Wy też? Ale do rzeczy. Pozwoliłam moim myślom popłynąć między szparagi, a potem do najwspanialszego chłopca w mojej szkole – Krzysia Trufli. Wyobrażałam sobie, że na niebie wypisuję listę jego zalet: G ładnie pachnie, G słucha, gdy do niego mówię, G wydaje się, że uważa moje słowa za bardzo interesujące, G jest dobrze uczesany, G często ubiera się na niebiesko, czyli w kolorze, który świetnie pasuje do różowego, mojego ulubionego koloru, G jest doskonały, G niepokonany w… Nagle trzasnęła bramka. – Jest tu kto? 14
JesT Tu kTo?
Babunia szła przez ogród w kapeluszu z brązowymi (to jej ulubiony kolor, a mój znienawidzony) pomponami. Za nią szedł drugi kapelusz z pomponami (fioletowymi)… Mama wyszła na ganek. – Małgorzato, co za niespodzianka! – Nie jesteś ubrana, Sabino? – Jak to? – zaprotestowała mama; naprawdę ma na imię Sabina, a pod fartuchem była przecież ubrana. Babunia nie wyglądała na zadowoloną. – Przypominam ci, że Lulu SPECJALNIE przejechała całą Francję! Fioletowy kapelusz lekko się uniósł. Pod nim znajdowała się najlepsza przyjaciółka babuni Lucynka Pakunek (pseudonim Lulu). – Och, twój syn ma dziurawą pamięć! – westchnęła mama. Nie bardzo rozumiałam, co mają dziury do pamięci, poza tym że teraz oprócz szparagów pachniało awanturką. – Patryyyku! – zawołała mama, a zabrzmiało jak „Paniiiku!”. Zwinęłam ręcznik i szybko zeszłam na dół. Dalej sprawy potoczyły się równie szybko. Wyjaśnienie: 15
Turbodziewiarka
ta niedziela trzynastego czerwca była świętem KRRW, Klubu Robótek Ręcznych w Wesołkowie (dokąd uczęszcza babunia). Oto dlaczego przyjechała Lucynka. Zanim bowiem przeprowadziła się do Szmaragdowych Wód*, mieszkała w Wesołkowie i też należała do klubu. Babunia wielokrotnie powtarzała tacie, już od POCZĄTKU LUTEGO, żeby zakreślił czerwonym świecącym pisakiem trzynastego czerwca w kalendarzu, ale zapomniał (zresztą nie wydaje mi się, że istnieje czerwony świecący pisak, no w każdym razie my nie mamy takiego w domu). Mimo to dostał po uszach jak ośmiolatek. Spuścił nos na kwintę, jakby miał siedem, a może nawet sześć lat… – Dobrze. My idziemy! Spróbujcie do nas dołączyć, byle prędko i ODPOWIEDNIO ubrani! – oświadczyła babunia, biorąc przyjaciółkę pod rękę. Mama pobiegła po chłopaków do garażu. – Musimy? No nie! Naprawdę MUSIMY? – marudził Jaks. Witek próbował się wymówić, że ma dużo nauki (odkąd ten pan mądraliński poszedł do siódmej klasy, uważa się za nie wiadomo kogo). * 16
Przeczytaj o tym w pierwszym tomie moich przygód, Pralinka.
JesT Tu kTo?
– Cisza! Idźcie się ubrać, jak trzeba! – uciął tata. Ruszyłam na górę założyć swoją najpiękniejszą sukienkę, tę księżniczki, w groszki*. Na wierzch, ponieważ jestem miła, narzuciłam sweter w kolorze gęsiej kupy, który babunia wydziergała mi pod choinkę. Liczyłam, że go zdejmę, gdy tylko go zauważy. Bardzo kocham babunię, ale gdyby dziergała mi mniej swetrów, kochałabym ją jeszcze bardziej. Tak się niestety nie stanie, bo uwielbia dziergać, a nikt nie ośmiela się jej powiedzieć, że jej sweterki są tragiczne.
* O tym również przeczytasz w pierwszym tomie moich przygód. 17
Wygląda na to, że Koszmarny Karole k ma godnego sieb ie przeciwnika. A właściwie przeci wniczkę – Alinkę M ętlik. Chciałoby się rzec: nareszci e! Mi ch ał ru si ne k
e jest słodziutka. Alinka-Pralinka ni ego się nie boi, Ta dziewczynka nicz iat. zdanie i zdobywa św rozrabia, ma własne ej rośnie z ni Mam nadzieję, że wy rem. kobieta z charakte do rota we ll ma n
Byłabym najszczęśliwszą dziewczynką na świecie, gdyby nie moi złośliwi starsi bracia, którzy wymyślają same wstrętne wstrętności! Przezywają mnie WAZELINKĄ, wszędzie zostawiają śmierdzące SKARPETKI i są największymi ŻARŁODZIEJASZKAMI moich cukierków, a kiedy proszę ich o spokój, to rozpętują PIEKŁO. A ja mam tyle rzeczy do zrobienia! Wybieram się do Paryża z moim ukochanym Krzysiem Truflą i planuję zostać sławną akrobatką. A, i mam jeszcze w planach wygrać maszynę, dzięki której zrobię najokropniejsze swetry świata. Domyślacie się, kto dostanie je w prezencie?
TO JA, ALINKA (pamiętajcie, żeby nie nazywać mnie Pralinką!). Wracam z nowymi, jeszcze bardziej szalonymi przygodami!
PRZECZYTAJ TAKŻE:
nie jest Szkoda, że Pralinka kole. naszą lekturą w sz zo sia , lat 6 Cena 36,99 zł