Skip to main content

Nie trzaskaj drzwiami. Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą

Page 1


Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą

Znak Horyzont Kraków 2026

Monika

Projekt okładki i ilustracje wewnątrz książki

Maria Antonina Mazurek instagram.com/mariantonina_illustration

Redaktor inicjujący

Krzysztof Chaba

Redaktorka prowadząca

Magdalena Kowalewska

Opieka promocyjna

Klaudia Kusy

Koordynatorka procesu wydawniczego

Agata Błasiak

Redaktorka językowa

Agnieszka Mąka

Adiustacja

Magdalena Wołoszyn-Cępa

Korekta

Maria Zając

Karina Bednarska-Markot

Opracowanie typograficzne i łamanie

Edycja

Copyright © by Monika Janiszewska & Renata Korolczuk

Copyright © for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-544-3

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

CO W NAS ZWYCIĘŻA: CIEKAWOŚĆ CZY RACZEJ

Jakbyś miała porządek, to… ............................ 141

Ile ty masz lat? ....................................... 145

Jak w szkole? Śmieci wyniesione? Zmywarka rozpakowana? 148

Jak ty nie, to ja też nie ................................ 153

Wiem, co czujesz ..................................... 158

Przecież cię słucham. O co ci chodzi? ................... 161

Z tobą nie da się rozmawiać! ........................... 165

Ja mogę sobie mówić, a ty nic. Do końca miesiąca zero komputera! ........................................ 169

Jak ty wyglądasz?! Tak z domu nie wyjdziesz! ............ 173

A ty wiecznie niezadowolona… ........................ 179 Przez ciebie się spóźnię! ..............................

zmarnować sobie życie?

Nie spodziewałam się, że tak mnie oceniasz ............. 189 Bo ty nigdy, bo ty zawsze… ............................ 193

Gdybym ja odezwała się tak do swojej matki… ........... 196

Jak nie zaliczysz sprawdzianu, to koniec

Znasz to? Stoisz przed pokojem nastolatka. Zamkniętym rzecz jasna. Pojawia się niepewność i kłębek niewspierających myśli. „I co będzie tym razem? Czy uda nam się zamienić kilka zdań po ludzku? Czy może znów na moje pytania odburknie mi coś pod nosem? Czy znowu się nawzajem nakręcimy? Ja już chyba nie potrafię z nią rozmawiać. Jakby mi ktoś dziecko podmienił. Czy to się kiedyś zmieni? Czy jeszcze będzie miło i spokojnie?”

„No dobra. Trzy... dwa... jeden... Boże, spraw, żebym tym razem zagaiła z sensem, a ona nie ziała jadem!”

Puk, puk.

Chwilę później… – Rany, ale tu chlew!

Kurtyna…

Jak schrzanić szansę na rozmowę czterema słowami? Proszę bardzo, oto kilka klasyków rzucanych, często bezwiednie, na przywitanie:

Jak było w szkole?

Znowu oglądasz jakieś bzdury?

Zabrałbyś się za lekcje…

Boże, jaki tu syf!

Gary zniosłeś, psa wyprowadziłeś?

Znowu leżysz i gnijesz?

Warto chwilowo przemilczeć to, że w kuchni brakuje już kubków, że pożyczone od nas cienie do powiek nie zawędrowały z powrotem do naszej kosmetyczki, że na łażenie po galerii energia się znalazła, ale już na rozpakowanie pralki niekoniecznie.

Nie chodzi o to, że mamy siedzieć potulnie i na nic nie zwracać nastolatkom uwagi, ale dobrze jest nie robić tego na dzień dobry lub chwilę pomyśleć, co właściwie chcemy powiedzieć i po co.

Są rzeczy ważne i ważniejsze. Bliska, ciepła, szczera rozmowa zalicza się raczej do tych ważniejszych. Szkoda spalić okazję do niej poprzez litanię pretensji. Przypomnieć o niezniesionych naczyniach czy rzuconej niedbale kurtce zawsze zdążymy. Same się wszak nie przemieszczą. Niestety.

Co więcej, istnieje spora szansa, że nasz nastolatek podejdzie z o wiele większym entuzjazmem do nielubianych i nudnych czynności, gdy wcześniej się z nami pośmieje czy podzieli trudami dnia.

Przecież my też nie chcielibyśmy, by nasz partner czy partnerka witali nas od progu tekstem: Naprawdę, Grażyna? Żeby tak utytłać lustro w łazience...? Nie do pojęcia.

Albo: Dopiero co byłem na myjni. Celowo wjeżdżasz w te kałuże czy co?

A może: A ty znów z nosem w telefonie? Od tygodnia czekam, aż naprawisz zawias w szafce. Może w końcu to zrobisz?

No i po tym przeuroczym powitaniu my czym prędzej, z dziką rozkoszą, pędzimy polerować lustro lub naprawiać zawias. A potem spędzamy wspólnie przemiły wieczór, dzieląc się tym, co dla nas ważne. Ta…

Jeśli jednak jesteście bliżej pomstowania pod nosem na tego lub tę, z kim dobrowolnie (sic!) od lat żeglujecie przez życie, i ostatnią rzeczą, na jaką macie ochotę tego dnia, jest zacieśnianie z nim lub z nią – w jakikolwiek sposób – więzi, to bingo! Tak właśnie się czują nasze dorastające dzieciaki, gdy „na wjazd” dostają słowne bęcki.

Kiedy ostatnio przydarzyła się wam głębsza rozmowa?

Taka, dzięki której dowiedzieliście się o swoim dziecku czegoś nowego. Albo ono o was. Możliwe, że dość dawno. Może myślicie teraz: „Łatwo powiedzieć…”.

No tak, to nie jest takie proste, a młodzież ze swojej strony niekoniecznie ułatwia nam sprawę.

– Co robisz?

– Nic.

– Co u ciebie?

– Okej.

Wciąż nie ten moment. Tu zaspany, tam zmęczony. Tu dopiero przyszedł, tam właśnie wychodzi.

Jak zwiększyć szansę na udaną rozmowę? Jak małymi krokami budować przestrzeń do dzielenia się tym, co ważne, osobiste, intymne? Jak przejść ze stanu niepewności i pustki w głowie do poczucia spokoju i autentycznego zaciekawienia?

Zaciekawienia tym, jak nasz nastolatek czuje i rozumie świat.

Jak się zachwycić swoim dorastającym dzieckiem na nowo? A jest czym się zachwycać, bo ono każdego dnia jest nieco inne, buduje siebie kawałek po kawałku.

[13] [WSTĘP]

I nawet jeśli daje nam do zrozumienia, że to są „jego sprawy”, to tak naprawdę bardzo potrzebuje bliskości, wymiany myśli, bycia widzianym i słyszanym. Potrzebuje rozmów akceptujących, lekkich, o wszystkim i o niczym.

Wejść do pokoju i… co dalej? O tym właśnie jest ta książka.

CO RODZICE WIEDZĄ O SWOICH

DORASTAJĄCYCH DZIECIACH?

Moi myślą, że wiedzą o mnie wszystko. Ja wiem, że nie wiedzą o mnie tak naprawdę niczego. Jak to jest z wami?

Macie dobry kontakt z rodzicami, jak wiele im mówicie?

To wpis pochodzący z forum serwisu Vitalia, zamieszczony przez osobę o nicku w.dole.

Mineralka123 odpisuje:

Kontakt mam średni, z tatem mało rozmawiam, z mamą częściej, ale również z Nią mam problemy, by się dogadać.

Nie zwierzam się, jak mam jakiś problem, tylko próbuję rozwiązać go sama. Moi rodzice też myślą, że wszystko o mnie wiedzą. A najlepsze jest to, że nawet nie wiedzą, czym się interesuję, jakiej muzyki słucham, z kim się spotykam, nic… [zachowana oryginalna pisownia – dop. red.].

Gdyby tak się zastanowić, to właściwie każdy rodzic zderza się od czasu do czasu z faktem, że jego rozeznanie w życiu nastoletniego domownika potrzebuje solidnego apdejtu.

Taka oto scenka sytuacyjna wieczorową porą.

[19]

Rodzic: Dawno nie było u nas Oliwki.

Nastolatka: No i…?

Rodzic: Dziwię się, bo wpadała kiedyś dość często.

Nastolatka: No właśnie, mamo, KIEDYŚ! Już nie jest w mojej paczce. Ty nigdy nie nadążasz… (Tu następuje ostentacyjne westchnięcie i przewrócenie oczami).

W innym domu…

Rodzic: Niespodzianka! Zamówiłam pizzę! Zrobimy sobie wieczór filmowy, jak kiedyś? Fajnie, co?

Nastolatka: Czy ja wiem…

Rodzic: Bierz talerz i chodź. Już włączam!

Nastolatka: Ale co to jest?

Rodzic: No, jak to co? Twój ulubiony serial. Zawsze się na nim obśmiewałyśmy jak norki.

Nastolatka: O bożeee. Tylko nie to. To jest totalny krindż i w ogóle mnie już nie śmieszy. Przypominam, że mamy rok dwa tysiące dwudziesty piąty. Heloł?! Po prostu wezmę tę pizzę do siebie i pooglądam coś na kompie. Dziena, pa!

Czasem możemy odnieść wrażenie, że zmiany „ustawień fabrycznych” zachodzą u naszej pociechy dosłownie z dnia na dzień. I tak nastolatka, która jeszcze tydzień temu w niedzielny poranek pochłaniała ze smakiem przeulubione racuchy, w kolejną niedzielę patrzy na talerz z racuchami niemalże z pogardą i rzuca: „Nie wiesz, że nie jem słodkiego? Ktoś w tym domu musi zacząć zwracać uwagę na to, co jemy”.

Albo syneczek lat jedenaście, do wtorku fan wieczornego kakao, oznajmia w środę, że kakao piją maluchy, że to żenada,

[ROZDZIAŁ 1. MAMO, TATO, CZY MY SIĘ ZNAMY?]

że nie traktujemy go poważnie i w ogóle jesteśmy do kitu, a świat jest podły. Kurtyna.

Kto ma na stanie mniej lub bardziej zaawansowanego nastolatka, ten wie doskonale, o co chodzi. Dziś jest tak, a jutro śmak. Dziś lubię, jutro nie cierpię. Dziś mam ochotę, jutro nie tknę. Dziś delikatny koreański pop, jutro – alternatywka. Dziś pastelowe wdzianko, jutro czerń od stóp do głów.

Trudno się w tym wszystkim połapać. Można pomyśleć: „To jego/jej świat, nie muszę być z tym na bieżąco, i tak zaraz wymyśli coś nowego. Mało mam swoich spraw na głowie?

Praca, kredyt, dom, schorowani rodzice, przyjaciółka w tarapatach, młodsze dzieci, którym trzeba pomóc z nauką. I tak można by długo wymieniać. A co się jeden temat uda domknąć, to kolejny się otwiera. Never”.

I jasne, kula ziemska się nie zatrzyma, jeśli umknie nam, że nasza latorośl woli obecnie Lady Gagę od Taylor Swift, chętniej zamówi pizzę diavolę niż margheritę i zerka częściej na Wiktora zamiast na Kubę. W końcu nie da się być zawsze i ze wszystkim na bieżąco, nie o wszystkim musimy wiedzieć i nie wszystko zostanie nam powiedziane.

Warto jednak od czasu do czasu zrobić sobie przegląd rozmów, jakie w ciągu ostatnich tygodni udało nam się uskutecznić kolejny

TRZASKAJ DRZWIAMI]

z młodzieżą kochaną. Czy nie jest aby tak, że w codziennej wymianie zdań nie ma tak właściwie pogłębionych rozmów, że już dawno nie dowiedzieliśmy się o sobie niczego nowego?

BTW, nie sądzicie, że blisko dziewięćdziesiąt procent komunikacji w rodzinie sprowadza się do pokrzykiwań z różnych pomieszczeń?

– Wstawaj!

– Obiad!

– Znieś gary! – Co?! – Zaraz!

– Nie słyszałem(-łam)!

Nastolatek original

Piszemy to w założeniu z przymrużeniem oka, choć chciałoby się powiedzieć: coś w tym jest.

Młodzież ze swej strony niekoniecznie ułatwia sprawę. Bo jak odpowiada stuprocentowy nastolatek, nastolatek original, a nie jakaś tam byle jaka podróbka? O ile w ogóle coś odpowiada, bo czasem wydaje wyłącznie odgłosy stanowiące miks pomruków i westchnięć: „mhm”, „ekhm”, „ech”, „ach”.

Oto kilka klasycznych „mikrodialogów”.

Matka: Co czytasz?

Córka: Książkę.

Matka: Co oglądasz?

Syn: Film.

Ojciec: Co porabiasz?

Córka: Nic…

Ojciec: Jak w szkole?

Syn: Jak zawsze.

Matka: Nic mi ostatnio nie mówisz…

Córka: No i...?

Matka: Pogadajmy…

Syn: Seeerio? Teraz?

Tak że ten. Lekko nie jest. Ale taka już rola rodzica, by się nie poddawać i każdego dnia podejmować próby nawiązania kontaktu. Wiele, bardzo wiele prób. Bo to nie jest tak, że nasze dorastające dziecko otworzy się przed nami niczym Sezam na magiczne hasło: „Pogadajmy”. Bo akurat my mamy czas na pogaduchy, my mamy na to przestrzeń. Podczas podwózki na trening, tuż po szkole czy w trakcie, gdy nasza pociecha szykuje się na spotkanie ze znajomymi – czytaj: gdy jest myślami zupełnie gdzie indziej, gdy jest podekscytowana nadchodzącym wydarzeniem albo jeszcze kompletnie nie ochłonęła po wymagającym dniu w szkole. Czy to ma szansę się udać? Mało kiedy. Czy będzie to spalona rozmowa? Z dużym prawdopodobieństwem – tak.

Ktoś może pomyśleć: „I co, mam chodzić wokół książątka na palcach i łaskawie czekać, aż udzieli mi audiencji? Niedoczekanie! A co z moim czasem? Ja mam przecież o wiele więcej obowiązków”.

Komunikacyjny off-road

Cóż, nie da się zaprzeczyć, że wykrojenie czasu na spokojną rozmowę w grafiku zabieganych rodziców nie jest proste. Jesteśmy w ciągłym biegu, niedoczasie, niezrobieniu, niedomknięciu. No właśnie, jesteśmy czy zdajemy się być? Bo na przeskrolowanie socjali jakiś kwadransik tu i tam zwykle się znajdzie.

Wracając do sedna – to zawsze my, rodzice, ponosimy odpowiedzialność za jakość relacji ze swoimi dziećmi. I nie ma znaczenia, czy są one niemowlętami, czy też niebawem będą podchodzić do matury. Próbujemy, zagajamy. Szukamy sposobu, klucza, wytrychu. Może po obiedzie, a może późnym wieczorem. W przedsionku, w kuchni, w salonie i… w pokoju naszego potencjalnego rozmówcy – choć to strefa, do której nie tak łatwo się dostać, a zarazem, jak pokazuje życiowe doświadczenie, teren pod napięciem. Łatwo tu wdepnąć na minę pod tytułem: „W sumie to chciałam miło pogadać, ale ten bajzel sprawił, że mnie szlag trafił, więc weszłam w tryb burn it all”. No więc w każdym możliwym pomieszczeniu i przy każdej możliwej okazji.

Dobrze takim rozmowom robi jakaś dowolna aktywność w tle – wspólny spacer z psem, pieczenie babeczek, gra w kosza,

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nie trzaskaj drzwiami. Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą by SIW Znak - Issuu