Skip to main content

Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo

Page 1

Kamil Janicki

amy

Polskiego Imperium KOBIETY, KTÓRE ZBUDOWAŁY MOCARSTWO

Pr awdziwe historie

Znak Horyzont Kraków 2017


Projekt okładki Adam Pietrzyk Fotografia na pierwszej stronie okładki Agnieszka Rzymek, www.agarzymek.com Sesja zdjęciowa Modelka Dorota „Thinloth” Wacławik Organizacja sesji Fundacja Nomina Rosae Opieka redakcyjna Krzysztof Chaba Wybór ilustracji Natalia Gawron Kamil Janicki Adiustacja Judyta Wałęga Korekta Aleksandra Ptasznik Grażyna Rompel Indeks Rafał Kuzak Konsultacja merytoryczna Adam Szabelski Opracowanie ilustracji i łamanie Katarzyna Leja Copyright © by Kamil Janicki © Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2017 ISBN 978-83-240-4248-7 Partner wydania www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2017. Printed in EU


Spis treści

W CIENIU PIERWSZEJ MONARCHINI NIEZAWODNA ŻONA WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA I JEJ CÓRKA   9 PANI PIĘCIU KRÓLESTW ELŻBIETA ŁOKIETKÓWNA  87 ANATOMIA POGARDY WSZYSTKIE KOBIETY KAZIMIERZA WIELKIEGO   141 RĘKA KRÓLEWNY I CAŁE KRÓLESTWO LATA CHAOSU I NIEPEWNOŚCI   229 OSTATNIE OGNIWO JADWIGA ANDEGAWEŃSKA NA POLSKIM TRONIE   273

Nota Autora  365 Wybrana bibliografia  369 Indeks osób  387 Źródła ilustracji  395


W CIENIU PIERWSZEJ MONARCHINI NIEZAWODNA ŻONA WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA I JEJ CÓRKA


Kraków, połowa sierpnia 1385 roku

N

ie będę powtarzać po raz drugi… – wycedziła przez zęby Jadwiga. Ręce jej drżały, twarz miała rozpaloną, oczyma miotała błyskawice. Z sykiem wypuściła z płuc powietrze, wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i, wbrew zapowiedziom, ponowiła rozkaz: – Macie natychmiast otworzyć bramę. Kara spotka każdego, kto mi się sprzeciwi… Głos miała donośny. A gdyby nawet taki nie był, to i tak każdy usłyszałby, co ma do powiedzenia. Gwardziści i dworzanie nie ważyli się otworzyć ust, zagłuszyć jej, zaprotestować. Stali w szeregu na skraju dziedzińca, odgradzając swoją panią od ciężkich dębowych wrót Wawelu. Z oddali scena mogła wydawać się groteskowa. Jedenastoletnia dziewczynka o złocistych włosach opadających puklami na ramiona grozi całej gromadzie dorosłych mężczyzn. Z bliska jednak obraz nie budził żadnej śmieszności. Rozwścieczona nastolatka odznaczała się posturą dorosłej niemal kobiety. Rysy miała stanowcze, ton głosu władczy. Przede wszystkim zaś: była królem. Nie królową, nie małżonką władcy, ale właśnie pełnoprawnym monarchą, jednoosobowo odpowiedzialnym za losy kraju. Formalnie wciąż jeszcze uchodziła za dziecko. Pełnoletnia, przynajmniej w świetle prawa i obyczaju, miała się jednak stać już za kilka miesięcy. I każdy, kto ośmielił się jej sprzeciwić, musiał brać po uwagę, że wkrótce spadnie na niego najprawdziwsza furia. Z oczu strażników dało się wyczytać wahanie. Może nawet któryś wycofał się, pospiesznie znikając sprzed oblicza Jadwigi. Pozostali z zebranych też się odsunęli, rozluźniając rozciągnięty wokół monarchini kordon. Nikt ich nie dyscyplinował. Dostojnicy, którzy nakazali zatrzymanie

–


12

kamil janicki | damy polskiego imperium

władczyni, wiedzieli, że ich obecność przy samej bramie nie jest na dobrą sprawę konieczna. Wierzeje były zatrzaśnięte, kołowrót zablokowany, klucze ukryte. Nikt nie mógł przedostać się na drugą stronę fortyfikacji, chyba że gotowy był rzucić się w przepaść z wielometrowych wałów. Jadwiga doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ale nie zamierzała się godzić, by po raz kolejny podejmowano decyzję w jej imieniu. Od niemal roku tkwiła w złotej klatce. Traktowano ją jak rekwizyt, jak piękną wizytówkę królestwa, ale uparcie nie liczono się z jej zdaniem.  –  Dość… – niemal krzyknęła. I nie miała na myśli wyłącznie sceny rozgrywającej się przed jej oczami, ale wszystko, co spotkało ją w ciągu ostatnich tygodni i miesięcy. Podniosła głos jeszcze bardziej, stanowczo oznajmiając:  –  Nikt, a już na pewno nikt z was, nie będzie mi mówić, kogo wolno mi wpuszczać do łóżka! Szmer oburzenia i konsternacji przetoczył się wśród zebranych. Ktoś żachnął się, słysząc takie słowa z ust królowej. Ktoś wyszeptał: „Boże, broń…”. Ale Jadwiga nie zamierzała słuchać, co wielcy panowie i ich pomagierzy mają do powiedzenia. Za długo już zgadzała się milczeć i być posłuszną. Teraz zwróciła się nie do strażników swojego pięknego więzienia, nie do nadętych i zawsze wiedzących lepiej urzędników, ale do służących, pokojowców. Ludzi, których wielka polityka niewiele obchodziła. I którzy to jej samej byli bezgranicznie wierni. Rozkaz był krótki.  –  Przynieście mi siekierę – zażądała. Nie chciano jej usłuchać? Dobrze. W takim razie weźmie sprawy we własne ręce. I osobiście utoruje sobie drogę do wolności, rąbiąc bramę w drzazgi. W tej konkretnej chwili Jadwiga nie marzyła o niczym innym, jak tylko o ucieczce z Wawelu. Nie pamiętała, że o ten bastion władzy przez całe dekady walczyła jej babka Elżbieta i że to za jego murami kryła się ona w sądnym dniu, gdy rozwścieczony tłum począł mordować jej pobratymców. Tym bardziej nie przeszło jej przez myśl, że siedemdziesiąt lat wcześniej na tym samym miejscu stała jej prababka i imienniczka. Tamta kobieta nawet nie myślała o umykaniu z twierdzy. Wawel był dla niej zwieńczeniem życiowych planów. I jedyną nagrodą, o którą naprawdę warto było walczyć.


Smutna i tajemnicza. Jadwiga Andegaweńska na niepublikowanym szkicu Jana Matejki.


14

kamil janicki | damy polskiego imperium

Niskie ambicje O tym, co działo się przed narodzinami Elżbiety, matka nie chciała opowiadać. Nazbyt bolesne i poniżające były to doświadczenia. Księżna Jadwiga pochodziła z linii władców Wielkopolski. Często pisze się o niej Jadwiga Kaliska, bo to właśnie w grodzie nad Prosną jej ojciec najdłużej utrzymywał się u władzy. Zmarł, gdy księżniczka była zaledwie paroletnim dzieckiem, nie mógł więc wpłynąć na jej małżeństwo i dalsze losy. Decyzją krewniaków rękę Jadwigi oddano Władysławowi, już za życia nazywanemu „Łokciem” czy też „Łokietkiem”. Zgodnie z przydomkiem, był to człowiek bardzo niskiego wzrostu. Mizernej posturze towarzyszyły jednak wielkie ambicje i awanturnicza natura. Łokietek swoją karierę zaczynał jako książę mikroskopijnego państewka na Kujawach. Nawet tam nie miał zresztą pełnej władzy, bo tron musiał dzielić z młodszym bratem, Kazimierzem. Jak wiele innych książątek rozczłonkowanej Polski dysponował władztwem tak małym, że wyszedłszy na wieżę swojego zamku, był w stanie sięgnąć wzrokiem aż po granice sąsiedniego księstwa. Całe jego wojsko dało się pomieścić w jednej sali, a skarbiec, zasilany podatkami ściąganymi z nie więcej niż kilkuset zagród, permanentnie świecił pustkami. W kraju nie brakowało dostojniejszych książąt. Gdyby sporządzić ich ranking według posiadanych wpływów i prestiżu, Łokietek pewnie nie załapałby się nawet do pierwszej dziesiątki. Karty rozdawali Henryk Probus rządzący Wrocławiem, Przemysł II panujący nad Wielkopolską i może jeszcze książę płocki Bolesław. Łokietek wiedział jednak, jak wkradać się w łaski potężniejszych sąsiadów, jak korzystać wszędzie tam, gdzie bije się dwóch ludzi lepiej umocowanych od niego. I jak ryzykować, choćby głową, o ile stawka jest tego warta. W 1289 roku wydawało się, że za sprawą siły woli i bezczelności Władysław dotrze na sam szczyt. Jego armia stanęła pod Krakowem. Miastem, które po stu pięćdziesięciu latach od rozbicia państwa na dzielnice wciąż było uważane za najważniejszy punkt Polski. Za gród, w którym koncentruje się władza, który każdemu suwerenowi przydaje autorytetu. A nawet: pozwala marzyć o odwróceniu biegu dziejów, zjednoczeniu kraju i włożeniu


W cieniu pierwszej monarchini

15

królewskiej korony. Miejsce to miało znaczenie tym większe, że krakowski tron pozostawał pusty. Lokalny książę, Leszek Czarny, zmarł nagle, nie sporządziwszy testamentu. Nie miał też żadnych synów zdolnych przejąć schedę. W efekcie rozpoczął się paniczny wyścig po władzę między całą kawalkadą książąt. W pierwszej chwili Łokietek w ogóle się w tej rywalizacji nie liczył. Występował nie jako samodzielny gracz, ale wyłącznie sojusznik silniejszych członków piastowskiego rodu. W politycznych projektach nie tylko nie przewidywano dla niego żadnego tronu, ale nawet – żadnej znaczącej nagrody za udział w wojnie. Na dobrą sprawę w ogóle nie dostrzegano jego obecności. Łokietek sprytnie wyzyskał ten fakt, wierząc, że miejscowe elity prędzej opowiedzą się za początkującym księciem niż za kimś, kto ma już doświadczenie w tłamszeniu opozycji i w ograniczaniu roli doradców. Kujawianin wykiwał swoich protektorów i rzeczywiście zjednał sobie poparcie jednej z małopolskich fakcji politycznych. Ku powszechnemu zaskoczeniu Kraków znalazł się w jego rękach. I choć nie udało mu się zdobyć ufortyfikowanego Wawelu ani na dłużej utrzymać w grodzie Kraka, to Łokietek już zdołał wyrobić sobie renomę i awansować do czołówki polskich książąt. W tej właśnie przepojonej żądzą władzy, podlanej zdradą i podstępem atmosferze doszło do ślubu niespokojnego księcia z dziedziczką wielkopolskich tytułów. Związek miał wzmocnić Łokietka, a Jadwidze Kaliskiej zapewnić dostatnią przyszłość u boku coraz silniejszego dynasty. O ile jednak do roku 1289 niskiemu władyce nieodmiennie sprzyjała fortuna, to ledwie stanął na ślubnym kobiercu, a szczęście natychmiast postanowiło się od niego odwrócić. Każdy kolejny sukces, zamiast chwały, przynosił coraz to nowsze trudności i kompromitacje. Kraków niespodziewanie wpadł w ręce nawet nie któregoś z dalszych, piastowskich krewniaków, ale – coraz bardziej pazernej czeskiej dynastii Przemyślidów. Łokietek zdobył bogaty Sandomierz, jednak to trofeum tylko wystawiło go na atak najeźdźców z południa. Wojna była krótka, acz wyjątkowo bolesna dla ambitnego nowicjusza. Łokietek stracił terytorialne nabytki, wycofał się aż do Sieradza i podjął straceńczą obronę przed Czechami. Wzięto go do niewoli, zmuszono do poniżających ustępstw.


16

kamil janicki | damy polskiego imperium

Ego księcia było boleśnie posiniaczone. Los tymczasem postanowił raz jeszcze z niego zadrwić. W 1296 roku, po tym jak w zamachu zginął jeden z jego najbliższych sojuszników, Łokietek przejął władzę w Wielkopolsce. Nagle należała do niego cała niemal północna część kraju i na nowo można było podjąć plany stawienia oporu Czechom. A przynajmniej tak się przez krótką chwilę wydawało. Awans, zamiast poprawić sytuację Łokietka, naraził go tylko na nowe cięgi. Jadwiga z przerażeniem obserwowała, jak w gruzy sypie się cała jej rzeczywistość. Jej mąż w 1299 roku był najsilniejszym z Piastów. A już w 1300 stracił wszystko. Każdą ziemię, każdy majątek i tytuł. Czesi przegnali go z kraju niczym jakiegoś bandytę. Łokietka czekała tułaczka, która zrodzi przeróżne legendy. Nawet po całych stuleciach będzie się opowiadać, że książę znalazł schronienie w tajemniczej grocie nieopodal Ojcowa albo że zawędrował do samego Rzymu. W rzeczywistości o jego wojażach niewiele wiadomo. Łokietek znika z horyzontu, pozostawiając żonę na pastwę losu, bez środków do życia, bez perspektyw i jakiegokolwiek wsparcia. Jadwiga zmuszona jest samodzielnie stawić czoła przeciwnościom. Ukrywa się przed Czechami, wiedząc, że ci nie omieszkają wtrącić jej do lochu, wykorzystać do swoich gierek politycznych lub do zaszantażowania Łokietka. Księżna, przyzwyczajona do usługującej służby, teraz udaje zwyczajną włościankę. Schronienie znajduje w osadzie Radziejów na Kujawach. Pod swój dach przygarnia ją mieszczanin Gerek – jeden z niewielu ludzi wciąż wiernych przegnanemu księciu. Mijają lata, a Jadwiga obserwuje, jak Czesi coraz odważniej poczynają sobie nad Wisłą i Wartą. Ich pan Wacław II koronuje się w katedrze gnieźnieńskiej na polskiego króla. Dzieli państwo wedle własnego uznania, władzę w poszczególnych prowincjach oddając w ręce obcokrajowców. Wydaje się niekwestionowanym zwycięzcą. Dla Jadwigi to najciemniejszy okres życia. Nie chodzi tylko o biedę i brak perspektyw. Księżnej nieodmiennie musi też towarzyszyć strach. Ma małe dzieci, nie posiada majątku ani krewnych gotowych się za nią opowiedzieć. Zdana jest na dobrą wolę swojego gospodarza, która w każdej chwili może się przecież wyczerpać. Nawet jeśli w pierwszych miesiącach jest traktowana z szacunkiem godnym władczyni, to po kilku latach staje się tylko coraz bardziej kłopotliwym


W cieniu pierwszej monarchini

17

Łokietek pod Ojcowem Wojciecha Gersona. Piękna legenda, ale czy cokolwiek więcej?

balastem. Niewykluczone, że musi pracą własnych rąk zarabiać na lokum i na utrzymanie w tajemnicy swojej tożsamości. Czy Łokietek kiedykolwiek się z nią kontaktuje? Czy zdradza jej swoje zamierzenia, podnosi ją na duchu? Czy chociaż daje znać, że wciąż żyje? Nie wiadomo. Bardzo możliwe, że jego powrót jest dla Jadwigi równie wielkim zaskoczeniem, co dla dawnych poddanych. A już szczególnie – dla Wacława II. Łokietek pojawia się w Polsce w roku 1304. Wykorzystuje rosnące niezadowolenie z obcych rządów i polityczne problemy króla Czech i Polski. Wie, że Wacław wplątał się w spór z papieżem. I to spór z kategorii tych, które niezwykle trudno przeciąć. Wzrost wpływów Czecha jest nie w smak Stolicy Apostolskiej i najpotężniejszym dynastiom kontynentu. Zepchnięty do defensywy król nie jest w stanie interweniować na rubieżach swojego rozległego państwa. Łokietek dostrzega przerwę w obronie, wykorzystuje okazję i zajmuje małopolską Wiślicę. Stąd rozpoczyna powolną walkę o odzyskanie dawnej pozycji. A przy tym – o odzyskanie swojej rodziny.


18

kamil janicki | damy polskiego imperium

Spotkanie z Jadwigą nie może nastąpić natychmiast. Jeśli ryzyko towarzyszyło księżnej przez ostatnie lata, to teraz – gdy Łokietek na nowo zaczął mieszać szyki Wacławowi – tylko wzrosło. Wiślicę dzieli od Radziejowa trzysta kilometrów, nadzorowanych przez wiernych Czechom starostów. Nie brakuje na tych ziemiach lojalistów i kombinatorów, zdolnych zrozumieć, że najbliżsi obalonego księcia to skarb pozwalający zbić prawdziwą fortunę. W końcu tylko schwytanie rodziny wojowniczego dynasty może skłonić go do złożenia broni. Księżna czeka, a jej mąż przez kolejne tygodnie i miesiące toczy wojnę o to, by dotrzeć na Kujawy. Nie wiadomo, kiedy dokładnie widzą się po raz pierwszy. Okoliczności spotkania też pozostają tajemnicą. Znamy tylko jego bezpośrednie skutki. Dziewięć miesięcy później, już w roku 1305, rodzi się córka książęcej pary, Elżbieta.

Cena niewdzięczności To nie był czas na zmiany, na wychylanie nosa poza bezpieczną kryjówkę i podejmowanie zbędnego ryzyka. Bardzo więc możliwe, że Elżbieta przyszła na świat w miejscu, w którym ostatnie lata spędziła jej matka. Pod dachem gospodarza Gerka. Zapewnienie Jadwidze opieki podczas porodu i po rozwiązaniu było ostatnią z przysług wiernego mieszczanina. Nie pozostała ona bez nagrody. Gdy tylko sytuacja nieco się uspokoiła, Łokietek przekazał Gerkowi władzę w Radziejowie, mianując go wójtem miasta i przyrzekając, że ten intratny urząd przejdzie na jego potomków. Jakiekolwiek wspomnienia z życia w Radziejowie musiały zatrzeć się w umyśle Elżbiety. Jeśli sięgała pamięcią do lat dzieciństwa, to stawał przed nią obraz nie kujawskiej mieściny, ale… zakonnic w długich habitach. Jej matka była kobietą surowego obyczaju i niezwykłej religijności. Lata poniewierki tylko pogłębiły przywiązanie księżnej do zasad wiary i do zakonnego rygoru, tak że niektórzy historycy nazywają ją wprost dewotką. Przywiązanie do Kościoła przechodziło zresztą w rodzinie Jadwigi Kaliskiej z pokolenia na pokolenie. Dziadek małej Elżbiety, Bolesław, nieprzypadkowo


W cieniu pierwszej monarchini

19

Stary Sącz na rysunku Napoleona Ordy. Czy to tutaj lekcje pobierała mała Elżbieta?

nosił przydomek „Pobożny”. Babka Jolenta została uznana za błogosławioną. O to, by dziewczynka poszła w ślady przodków, miały teraz zadbać siostry ze zgromadzenia klarysek w Starym Sączu. Zakon ten kierował się bardzo restrykcyjną regułą, a jego członkinie wiodły żywot w odcięciu od brudów doczesnego życia. Polecono im, by wzięły pod swoje skrzydła małą Elżbietę, dorastającą na wawelskim wzgórzu. Książęca córka uczyła się modlitw i poznawała tajniki łaciny. Za sprawą pobożnych tutorek nie miała żadnych problemów z czytaniem, a pewnie też potrafiła samodzielnie stawiać znaki na pergaminie. Wkuwając na pamięć kolejne psalmy, kontemplując zasady wiary i zgłębiając prawidła etykiety, niewiele jednak mogła słyszeć o świecie polityki. Wiedziała oczywiście, że konkurent jej ojca, Wacław II, bardzo szybko zmarł na gruźlicę, a jego jedyny syn, Wacław III, został podstępnie zadźgany. I to jeszcze zanim zdążył pójść w ślady taty i koronować się na polskiego króla. Słyszała pewnie nawet plotki, wedle których to sam Władysław Łokietek stał za skrytobójczym mordem.


20

kamil janicki | damy polskiego imperium

Zagmatwane wydarzenia kolejnych lat musiały już jednak umykać jej pełnemu zrozumieniu. Ojciec stale prowadził walkę o zjednoczenie kraju pod swoim panowaniem. Srożył się na własnych, niewystarczająco wiernych ­poddanych, wchodził w spory z Brandenburczykami, rzucił rękawicę Krzyżakom, którzy podstępem zajęli Pomorze Gdańskie. A wreszcie – wszedł w paradę dynastii Luksemburgów, która przejęła władzę w Czechach po wytępionych Przemyślidach. Słowem, wiecznie był zajęty i wiecznie nieobecny w życiu swoich dzieci. Dużo więcej Elżbieta musiała wiedzieć o działalności matki. To księżna Jadwiga odpowiadała za jej właściwe wychowanie, kontrolowała postępy w nauce i dokładała starań, by dać godny przykład córce. Ona też była jej niezawodną obrończynią. Elżbieta wiedziała, że nawet w najtrudniejszych chwilach mama sprawi, że wszystko będzie dobrze. Dowodów nie trzeba było szukać daleko. Wystarczało wspomnieć burzliwy rok między majem 1311 a czerwcem 1312 roku. Księżniczka miała sześć, siedem lat, nie mogło jednak umknąć jej uwadze, jak bardzo zdenerwowani są wszyscy doradcy ojca, jak mało czasu poświęcają jej rodzice i jak wielu ludzi pilnuje każdego jej kroku. Na Wawelu, który dotąd stanowił ogromny plac zabaw małej dziewczynki, zaczęło się robić straszliwie duszno. Wszędzie kręcili się uzbrojeni po zęby żołnierze, Elżbieta słuchała ciągłych napomnień i ostrzeżeń, a zabarykadowane bramy i przejścia sprawiały, że czuła się jak w rozległym, ale jednak więzieniu. Nie mogła oczywiście rozumieć, co właściwie się dzieje. A księżna Jadwiga raczej nie chciała straszyć sześciolatki informacją, że władza jej ojca znowu zawisła na włosku. Bez Krakowa pozycja Łokietka była żadna. Mieszczanie dobrze o tym wiedzieli. Wielu było zdania, że z wciąż słabego księcia trzeba wyciskać kolejne przywileje i dobra. Obławiać się i obrastać w piórka, wykorzystując status niekwestionowanej stolicy. Byli też jednak tacy, którzy wybiegali dalej w przyszłość. Łokietek to już nie był żaden nieporadny chłoptaś. Dało się poznać, że przy pierwszej okazji zacznie dokręcać śrubę poddanym. I nie przestanie, aż ucichną wszelkie głosy sprzeciwu. O ileż lepiej – myślano – wyglądałaby sytuacja, gdyby tron na powrót objął obcy monarcha, niemający czasu na wtykanie nosa w lokalne sprawy! A do tego władca, któremu


W cieniu pierwszej monarchini

21

podlegałyby wielkie ośrodki handlu i który mógłby otworzyć dla Krakowa szlaki kupieckie, znieść cła, utorować elitom metropolii drogę do bogactwa? Sny o potędze niepostrzeżenie przepoczwarzyły się w zupełnie poważne plany. Książę nawet się nie spostrzegł, a z rady miasta wygryziono wszystkich jego stronników. Pełną kontrolę nad stolicą przejął miejscowy wójt Albert. I ogłosił otwarty bunt przeciwko władcy. Kraków wypowiedział posłuszeństwo Łokietkowi. Jego śladem poszły Wieliczka, Sandomierz. Do rebeliantów dołączyli też mnisi z dwóch wpływowych klasztorów, w Miechowie i Jędrzejowie. Albertowi zamarzyło się, że do objęcia tronu wezwie króla Czech, Jana Luksemburskiego. Człowieka, który i tak twierdził, że to on jest legalnym następcą Wacławów II i III. A tym samym: jedynym godnym kandydatem na króla Polski. Wójt roił sobie, że w efekcie wszystkich tych działań stosunki na nowo ułożą się w sposób, za którym tęskniło wielu mieszczan. Sąsiedzi z południa obejmą Wawel, Kraków odzyska pełną niezależność, a trakty na Śląsk i do Kotliny Czeskiej staną otworem. Oczywiście przy okazji trzeba by zmusić Łokietka do ponownej banicji, a jego żonę – do poszukania sobie jakiegoś nowego Radziejowa i kolejnego naiwnego lojalisty pokroju Gerka. Taki scenariusz bardzo się podobał krakowskim rajcom. Trudniej było się z nim jednak zgodzić Jadwidze. Ona za żadne skarby nie zamierzała znów żegnać się z książęcym życiem, władzą i poczuciem własnej godności. Wiedziała, że nie może zrobić nawet jednego kroku w tył. W walce z buntownikami rola władczyni okazała się nawet ważniejsza od tej, którą wziął na siebie Łokietek. Książę opuścił Wawel i ruszył w stronę Nowego Sącza, by zebrać wierne sobie oddziały oraz zawezwać sojuszników. Mieszczanie liczyli na to, że pod nieobecność Piasta nikt nie stawi im oporu. Przypuścili decydujący szturm na wawelską fortecę. Tak, by Łokietek już nie miał do czego wracać. Bardzo musieli się zdziwić, gdy wyszło na jaw, że zamek wcale nie jest pozbawiony obrońcy. Rolę dowódcy garnizonu wzięła na siebie Jadwiga. I już się postarała, by atak zakończył się sromotną klęską. Informacja o tym, że matka uratowała rodzinę i przyszłość dynastii, mogła dotrzeć do małej Elżbiety dopiero po paru latach. Łokietkowi nikt jednak nie musiał wykładać zasług małżonki. Zdaje się, że autorytet Jadwigi – już


22

kamil janicki | damy polskiego imperium

wcześniej znaczny – teraz dosłownie poszybował w górę. To nie książę wydał najważniejszy dokument rzucający światło na historię buntu wójta Alberta. Zrobiła to właśnie księżna. Dzięki temu wiemy, że sukces Jadwigi nie miał wyłącznie militarnego charakteru. Fakt, że Łokietek w chwili najcięższej próby mógł się oprzeć na mieszkańcach Sącza, też wypada powiązać z władczynią. Sądecczyzna tradycyjnie podlegała paniom Wawelu i stanowiła ich oprawę na wypadek śmierci mężów. Jadwiga była więc zwierzchniczką tutejszych miast, a dodatkowo – protektorką bliskiego jej i posiadającego ogromne wpływy na południu kraju zgromadzenia klarysek. W zachowanym dyplomie księżna utyskuje na krakowian, którzy „małżonka naszego miłego, nas i dzieci nasze wiarołomnie odstąpili”. „Innego księcia nam na zagładę i wygnanie z państw naszych wprowadzić usiłują” – podkreśla w chwili, gdy losy jej panowania wciąż pozostają niepewne. Jadwiga mogła żalić się sądeczanom, bo oni pozostawali jej stuprocentowo wierni. Właśnie dla nich przeznaczone były dokument i powiązane z nim nagrody. „Wspomniani mieszczanie sądeccy, nie chcąc brać udziału w zdradach, jako mężowie prawi i stale nam oddani, niewzruszonymi się okazali” – podkreśliła Jadwiga. I zwolniła lojalnych poddanych z należnych sobie podatków. Jeśli chodzi o krakowian, księżna rzecz jasna nie ograniczyła się do słów. Zemsta monarchini była straszna. W lokalnej kronice czytamy, że prowodyrów buntu Łokietek „okrutnie włóczył końmi i przywleczonych poza miasto na szubienicy w pożałowania godny sposób zawiesił. Tam miały zwłoki ich wisieć tak długo, dopóki zgniłe ścięgna nie rozwiązały spojenia kości”. Kara dosięgła całą radę miejską. Książę zlikwidował urząd wójta, rządzącego dotąd stolicą, i przejął pełną kontrolę nad metropolią. To były ciemne dni dla krakowskich Niemców. Podobnie jak większość polskich miast tej epoki także gród Kraka był ośrodkiem opanowanym przez przybyszy z Rzeszy. Oni właśnie rozdawali karty w lokalnej polityce, oni posiadali największe majątki. Oni wreszcie podżegali do rebelii. Inny rocznik podaje, że zająwszy miasto, żołnierze Łokietka kazali każdemu schwytanemu mężczyźnie mówić: „Soczewica, koło miele młyn”. Jeśli nie był w stanie wypowiedzieć słów – a tym samym zdradzał, że nie jest Polakiem – zabijali go na miejscu. Relacja na pewno jest przesadzona. Gdyby karę odniesiono do każdego


W cieniu pierwszej monarchini

23

mieszczanina, zgermanizowany Kraków zupełnie by się wyludnił. Nie znaczy to jednak, że obeszło się bez zbiorowych mordów. Po prostu książę wiedział, w którym momencie powiedzieć „Stop”, a tym samym – nie unicestwić najważniejszego miasta w kraju. Sam wójt Albert uratował głowę, kolejne lata spędził jednak w lochu, z dala od Krakowa. Jego losy splotły się ściśle z historią księżnej Jadwigi. Zachowała się rzewna pieśń o jego zrywie i o karze, być może ułożona przez jakiegoś przyjaciela buntownika. W utworze wójt występuje pierwszoosobowo, żaląc się na swoją katorgę. Przyznaje, że „nie podźwignął się już” po rebelii i nie zdołał powrócić do rodzinnego miasta. Wszystko zaś… na skutek gniewu księżnej pani. „Byłem bowiem oskarżony o niewdzięczność wielką wobec monarchini polskich ziem” – brzmią oddane prozą słowa pieśni.

Pieczęć królowej Jadwigi. To właśnie dokumenty monarchini pozwalają zrozumieć kluczowe momenty dziejów zjednoczonego królestwa.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo by SIW Znak - Issuu