Skip to main content

Henryk V. Największy wojownik na angielskim tronie

Page 1


H K R DAN JONES

Przekład

ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2026

Jakub Jedliński

Tytuł oryginału

Henry V: The Astonishing Triumph of England’s Greatest Warrior King

© Dan Jones, 2024

This translation of Henry V is published by SIW Znak by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc.

Projekt okładki

Urszula Gireń

Ilustracja na okładce

Fragment ryciny przedstawiającej Henryka oraz księcia Alençon pod Azincourt, źródło: James Grant, British Battles on Land and Sea, Vol. I, London, Paris & New York ok. 1880, Alamy/BE&W

Redaktorka inicjująca

Karolina Pawlik

Redaktor prowadzący

Adam Zechenter

Redaktorka językowa

Kamila Sowińska

Opieka promocyjna

Aneta Kozłowska

Koordynacja procesu wydawniczego

Agata Błasiak

Adiustacja

Kinga Kosiba

Korekta

Maria Zając, Magdalena Wołoszyn-Cępa

Mapy

© Jamie Whyte

Spolszczenie map

Marcin Słociński

Indeks

Tomasz Babnis

Opracowanie typograficzne i łamanie

Dariusz Ziach

© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-511-5

Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU

Spis treści

Część I. Książę (1386–1413)

Rozdział pierwszy. Chłopiec w czarnym słomkowym

...........................................................................

Rozdział drugi. Książę pokoju ...........................................

Rozdział trzeci. „Oto otwieram wasze groby”.....................

Rozdział czwarty. Brutalna sprawiedliwość

Rozdział piąty. „Zacny kuzyn” ............................................ 75

Rozdział szósty. „Dojrzały mąż u władzy” ...........................

Rozdział siódmy. Książę Walii ............................................

Rozdział ósmy. „Wielki trud i starania” ..............................

Rozdział dziewiąty. „Jego cudowna moc” ........................... 127

Rozdział dziesiąty. Zbrodnie i kary ..................................... 139

Rozdział jedenasty. „Cnotliwy książę” ................................

Rozdział dwunasty. Zamachy stanu i rady .......................... 165

Rozdział trzynasty. Święty ogień 180

Rozdział czternasty. Ballady i swawole ............................... 192

Rozdział piętnasty. „Nawałnica, co z wysoka strąca” .......... 202

Rozdział szesnasty. „Synowie niegodziwości” ..................... 212

Część druga. Król (1413–1422)

Rozdział siedemnasty. „Inny człowiek” .............................. 227

Rozdział osiemnasty. Fałszywi przyjaciele .......................... 237

Rozdział dziewiętnasty. Droga ku wojnie 253

Rozdział dwudziesty. „Zmienna i kapryśna fortuna” ......... 266

Rozdział dwudziesty pierwszy. Ognie piekielne ................. 281

Rozdział dwudziesty drugi. „Mała błogosławiona gromadka” .......................................................................... 295

Rozdział dwudziesty trzeci. Triumfy................................... 315

Rozdział dwudziesty czwarty. „Postrach wszystkich” .......... 331

Rozdział dwudziesty piąty. „Któż jest ów wielki pan?” ....... 344

Rozdział dwudziesty szósty. „Mizerny żołnierski żywot”

Rozdział dwudziesty siódmy. „Rzeczy mają się teraz zupełnie inaczej” ................................................................. 369

Rozdział dwudziesty ósmy. „Długa bitwa”

Rozdział dwudziesty dziewiąty. Á Clarence! .........................

Rozdział trzydziesty. Do Jerozolimy ...................................

Wprowadzenie

Medyk się denerwuje. John Bradmore jest najlepszym chirurgiem w Anglii. Prowadzi cenioną praktykę w Londynie. Leczy zamożną i wpływową klientelę, w tym samego króla. Jego pewność siebie – niemal arogancja –to cecha, która od starożytności wyróżnia najlepszych lekarzy.

Ten przypadek jest jednak inny.

W swojej karierze Bradmore wielokrotnie udowodnił, że potrafi – często dzięki wykorzystaniu śmiałych i nowatorskich metod – wyleczyć pacjentów, których inni lekarze uznali za straconych. Przywrócił zdrowie kobiecie cierpiącej na skrofuły – infekcję węzłów chłonnych tak groźną, iż powszechnie się sądzi, że tylko dotyk króla może ją uleczyć. Opracował technikę leczenia opadającej powieki. Gdy londyński cieśla rozciął sobie dłutem tętnicę ramienną, Bradmore uratował mu życie dzięki przypaleniu rany proszkiem własnego wynalazku.

Pewnego razu poświęcił niemal miesiąc na kurowanie królewskiego służącego – zarządcy pawilonów – który uległ „diabelskiemu podszeptowi” i chciał pozbawić się życia przez wbicie sobie sztyletu w trzewia i rzucenie się na ścianę swojej komnaty. Żaden z tych przypadków nie był jednak równie delikatny jak ten, którym teraz miał się zająć.

W lipcu 1403 roku Bradmore został wezwany do zamku Kenilworth, odległego o ponad sto sześćdziesiąt kilometrów

od Londynu. Czeka go długa podróż po wyboistych drogach prowadzących do środkowej Anglii – historycznej siedziby rodu potężnych książąt Lancaster, regionu wstrząsanego zamieszkami.

To jednak nie podróż jest problemem, nawet w czasie tych wielkich niepokojów, które doprowadziły Anglię na krawędź wojny domowej. Bradmore nie martwi się też wymaganiami zamożnych klientów.

Problemem jawi się ryzyko, które podejmuje.

Czekającemu w Kenilworth pacjentowi, jednemu z najważniejszych członków rodu Lancasterów, nie potrafił pomóc żaden z lekarzy, którzy dotychczas go badali, i Bradmore jest dla niego ostatnią deską ratunku.

Chory to kilkunastoletni chłopak, urodzony przed szesnastoma laty w Monmouth. Udało mu się przetrwać krwawe wydarzenia, które od pewnego czasu nękały Anglię. To obiecujący wojownik, miłośnik muzyki i literatury, amator sportu i łowów.

Najstarszy syn i dziedzic człowieka, który cztery lata wcześniej stał się pierwszym królem Anglii z rodu Lancasterów – Henryka IV.

Oto Henryk, książę Walii.

Wszyscy spodziewali się, że umrze.

21 lipca w bitwie pod Shrewsbury, na granicy Anglii i Walii, został zraniony w twarz strzałą z długiego łuku.

Nie do końca wiadomo, jak do tego doszło. Książę powinien był założyć hełm z zasłoną chroniącą twarz. Możliwe, że podniósł ją albo zdjął przyłbicę, żeby się napić lub objąć spojrzeniem pobojowisko skąpane we krwi. Nie ma jednak większego znaczenia, jak do tego doszło. Faktem jest, że przed kilkoma dniami żelazny grot strzały wbił się w miejsce przy nosie księcia. Przebił się przez policzek, rozerwał chrząstki i ciało, po czym utknął na głębokości piętnastu centymetrów, w tylnej części czaszki.

W pewnej chwili ktoś – niewykluczone, że sam ranny –szarpnął za brzechwę, która oderwała się od grota. Pośród panującego zamieszania wydawało się, że najgorsze minęło.

Nic jednak bardziej mylnego. Gdy książę opuścił pole bitwy, na którym – wedle wszystkich relacji – dał dowody niezwykłej odwagi, nadal zagrażało mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Tylko dzięki cudowi grot nie wbił się kilka milimetrów dalej, co doprowadziłoby do oślepienia rannego, uszkodzenia jego mózgu lub śmierci na miejscu. Lecz nadal wewnątrz głowy ma ważący uncję kawałek metalu.

Następca tronu, ocalony dzięki łutowi szczęścia, potrzebował kolejnego cudu. To Bradmore musiał go dokonać. Jeśli nie usunie grotu, tylko kwestią czasu będzie uszkodzenie naczyń krwionośnych w głowie rannego lub zakażenie krwi.

Medyk ma plan, jak usunąć ostrze, a następnie zamknąć i wyleczyć obrażenie. W torbie wiezie wszystko, czego potrzebuje: tampony do rozszerzania ran, antyseptyki na bazie miodu i wina, czyste opatrunki oraz narzędzie chirurgiczne własnego projektu – przypomina wziernik, którym Bradmore zamierza uchwycić grot, tak by nie uszkodzić przy tym tkanek. Umie przyrządzać maści, żeby zatamować krew, balsamy na gojenie i oleje do obmywania ran. Ma ogromne doświadczenie i pewną rękę.

A jednak jak każdy dobry chirurg wie, że nie wszystko jest w stanie przewidzieć. Brudny kawałek metalu w ludzkim ciele, w pobliżu rdzenia kręgowego, wiąże się – jak podpowiada mu wiedza – z ryzykiem wystąpienia drgawek u pacjenta. („Najbardziej obawiałem się konwulsji” – zapisał później Bradmore).

Atak mogły wywołać wcześniejsze zniszczenia delikatnej tkanki w głowie pacjenta. A także zakażenie wtórne, bolesne skurcze wywołane działaniem toksyn, które współcześnie łączymy z tężcem. Gdyby się pojawiły, bez wątpienia doprowadziłyby do śmierci księcia.

Co więcej, nawet jeśli uda się uniknąć ataku, nadal będzie to długotrwała operacja – wiele godzin żmudnej chirurgii bez niezawodnego znieczulenia, po której nastąpią tygodnie opieki pooperacyjnej. Bradmore da z siebie wszystko. Jego pacjent będzie musiał okazać nieprzeciętną odporność na ból. I oby Bóg był po jego stronie.

Bradmore ma zatem powód, żeby się denerwować. Czeka go jedna z najtrudniejszych operacji, jakie kiedykolwiek przeprowadzono w Anglii. Choćby nie popełnił żadnego błędu, szanse powodzenia są marne. Za to najdrobniejsza pomyłka sprawi, że zapisze się w pamięci potomności jako człowiek, który zabił najstarszego z czterech synów króla i zmienił linię sukcesji do korony.

Konsekwencje porażki są jasne. Chirurg nie wie jednak, co wyniknie z udanej operacji.

Nie może bowiem przewidzieć – podobnie jak nikt inny, łącznie z samym chorym – że ten szesnastoletni chłopiec, cierpiący w Kenilworth, wyrośnie na niezwykłego człowieka.

Będzie królem uważanym jeszcze przez wiele pokoleń za największego średniowiecznego władcę Anglii.

Ten młodzieniec pewnego dnia stanie się Henrykiem V. Henryk, jako dowódca, wygra bitwę pod Azincourt, będzie zdobywcą, który zrealizuje stare marzenie Plantagenetów o tronie Francji.

Będzie władcą, któremu lepiej niż komukolwiek w jego czasach uda się zaznaczyć swoją pozycję na arenie międzynarodowej, a przy tym zachować harmonię w polityce krajowej.

Będzie wspierał język angielski jako mowę poetów i patriotów.

Będzie królem wychwalanym przez pokolenie, które go znało, czczonym przez tych, którzy przyszli po nim, a ostatecznie uwiecznionym przez Williama Shakespeare’a, który stworzy jego legendę.

Będzie zasiadał na tronie tylko przez dziewięć lat i cztery miesiące, a umrze zaledwie jako trzydziestopięciolatek, a jednak zdominuje pejzaż historyczny Anglii pełnego średniowiecza i późniejszych epok jako niedościgły ideał władcy, człowiek, który wykonywał swoje zadania dokładnie tak, jak tego od niego oczekiwano.

Zostanie uznany za jednego z dziewięciu zasłużonych. Tytana. Angielskiego Aleksandra Wielkiego. Młody Henryk VIII, jego następca i krewny, będzie traktować Henryka V jako idola i niemal obsesyjnie go naśladować. Shakespeare stworzy studium charakteru władcy, ukaże go jako bohatera, który z szalonego młodzieńca zmienia się w poważnego i trzeźwo myślącego monarchę. Pośród najciemniejszych dni drugiej wojny światowej przykład zwycięstw Henryka we Francji będzie wykorzystywany przez angielskich reżyserów do podtrzymania morale narodu zagrożonego przez nazizm. Nawet Winston Churchill, który żywił mieszane uczucia wobec Henryka V, nazwie go „przebłyskiem świetności” w „ciemnej, niespokojnej historii angielskiego średniowiecza”1.

Pod koniec XX wieku imię Henryka V nie przestanie budzić zachwytu i czci. W każdym pokoleniu znajdzie się wprawdzie historyk, który za wszelką cenę będzie próbował obalić legendę tego władcy – zazwyczaj przedstawi go jako oziębłego, gwałtownego i nadmiernie ambitnego podżegacza wojennego. Królowi zarzuca się, że jego kampania przeciwko Francji spowodowała ogromne ludzkie cierpienie, a ostatecznie okazała się tylko stratą czasu i pieniędzy, gdyż zdobyczy na kontynencie nie udało się utrzymać. Ale są to jedynie głosy wołających na pustyni.

Zdecydowanie częściej badacze rozumieją, czego oczekiwano od średniowiecznego władcy, i zgadzają się z głosem jednego z najbardziej wyważonych i wpływowych współczesnych mediewistów, który w 1972 roku stwierdził, że Henryk V

„był największym człowiekiem, jaki kiedykolwiek zasiadał na tronie Anglii”.

Czy Henryk V zasługuje na to miano? Jestem o tym przekonany. By obronić tę tezę, nie można jednak odwoływać się tylko do jednej bitwy – jego zwycięstwa pod Azincourt w 1415 roku – ani tylko do wojowniczego charakteru i odwagi monarchy.

Żeby zrozumieć przyczynę tak spektakularnego sukcesu

Henryka V, pojąć, z czego wynikał podziw, jakim darzono go po śmierci, i co sprawia, że jego legenda wciąż budzi respekt wśród historyków – trzeba spojrzeć na cały jego życiorys, a nie jedynie lata królewskie.

Henryk zmarł młodo, a królem był tylko przez jedną czwartą swego życia. O jego wyjątkowości i skuteczności (poza szczęściem, które jak każdy wielki człowiek umiejętnie wykorzystywał) zdecydowało zarówno dwadzieścia sześć lat poprzedzających koronację, jak i dziewięć lat panowania. Wielu historyków wychwala Henryka V za to, co osiągnął jako król, podkreśla, że udało mu się podźwignąć Anglię z zapaści, w którą osunęła się w okresie ponurych rządów jego kuzyna Ryszarda II (1377–1399) oraz burzliwego panowania jego ojca Henryka IV (1399–1413). Udało mu się to dzięki umiejętnemu połączeniu imponujących sukcesów militarnych z wewnętrzną stabilizacją opartą na konsensusie.

Rzadko docenia się, jak dobrze Henryk był przygotowany do objęcia władzy, gdy w 1413 roku zasiadł na tronie. Aby zrozumieć króla, trzeba najpierw poznać księcia. Na tym założeniu zbudowałem tę książkę.

To jest nowa biografia Henryka V. Już od dłuższego czasu przymierzałem się do jej napisania.

Ponad dekadę temu ukazała się moja książka Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii2, opowiadająca dzieje dynastii od wstąpienia na tron Henryka II w 1154 roku aż po obalenie Ryszarda II w 1399 roku. Dwa lata później napisałem

Wojnę Dwóch Róż. Upadek Plantagenetów i triumf Tudorów3 , obejmującą lata 1420–1525.

Między nimi pozostał klin – niczym cyfra V w imieniu

Henryka V.

Nie dlatego, że temat mnie nie pociągał. Przeciwnie. Fascynował mnie tak bardzo, że czekałem, aż zyskam więcej doświadczenia w pisaniu, by móc się zająć tą wielką postacią.

Biografia Henryka V to niemałe wyzwanie. Król ten należy do najbardziej intrygujących bohaterów średniowiecza, a równocześnie jest jednym z najtrudniejszych do zrozumienia.

Miał opinię człowieka surowego, wręcz oschłego, lecz bywał teatralny w zachowaniu i zadziwiająco biegły w sztuce występowania przed publicznością.

Zahartowany wojownik i twardy żołnierz, od lat chłopięcych decydował o życiu i śmierci swoich wrogów, zasłynął z rozkazu przeprowadzenia masakry jeńców po bitwie pod Azincourt. Jednocześnie kochał sztukę i literaturę, był oczytany i miał talent muzyczny, który objawiał się w kompozycjach i grze na licznych instrumentach, między innymi na harfie. Był też przywódcą, który popełnił wiele błędów, mylił się co do przyjaciół i członków rodziny oraz podejmował ryzykowne decyzje, które – jak się zdawało – prowadziły ku katastrofie. Mimo to w decydujących momentach zawsze odnosił zwycięstwa.

Żaden inny władca nie zrobił tyle, by wyprowadzić Anglię z gospodarczego marazmu i szkodliwych podziałów politycznych oraz przywrócić jej szacunek w Europie. Dał przykład przywództwa w czasach kryzysu, trafnego również w czasach, gdy piszę te słowa. A jednak wyjątkowe zwycięstwo, jakie odniósł – zdobycie francuskiej korony i podbój północnej części królestwa Francji – stało się zarzewiem nieszczęścia trzech pokoleń jego rodaków, które przybrało postać Wojny Dwóch Róż.

Był nieodrodnym synem swojego ojca, uświetnił i ocalił dynastię Lancasterów, która w 1399 roku przejęła koronę

w Anglii. Często jednak w jego sposobie sprawowania władzy – i sympatiach politycznych – można dostrzec rys nieudolnego i afektowanego Ryszarda II, króla obalonego w 1399 roku.

Te sprzeczne cechy charakteru Henryka sprawiają, że jest on trudnym, choć atrakcyjnym tematem biografii. Podobnie jak zniekształcony obraz tego władcy w powszechnej świadomości historycznej, który zbytnio akcentuje jego wspaniałe zwycięstwo pod Azincourt, a niewystarczająco skupia się na jego życiu przed tym, jak stał się królem i zwycięzcą.

Biorąc pod uwagę niezwykłe czyny Henryka V, intensywność jego krótkiego życia i jego wyjątkowe znaczenie dla historii Anglii, uznałem, że władca ten zasługuje na poświęconą mu w całości książkę.

Dlatego właśnie przez ostatnie dziesięć lat planowałem napisanie biografii, która będzie portretem monarchy i człowieka, a równocześnie stanie się dopełnieniem tomów Plantageneci i  Wojna Dwóch Róż – nie tyle trzecią częścią trylogii, ile ostatnim elementem tryptyku.

Oto ta książka.

Sporo już powiedziałem o historii, którą zamierzasz przeczytać. Zanim zaczniemy, warto jednak wspomnieć o jeszcze dwóch kwestiach.

Pierwsza dotyczy struktury. Jak już zaznaczyłem, książki na temat Henryka V często mają zachwiane proporcje. To znaczy, że wyraźnie koncentrują się na latach, w których był on królem (1413–1422), a bardzo niewiele miejsca poświęcają czasowi sprzed jego wstąpienia na tron (1386–1413).

Uważam, że to błąd. Koronację Henryka V poprzedzały lata obfitujące w wydarzenia i bezcenną naukę. Henryk V nie urodził się jako następca tronu, ale od osiągnięcia wieku mniej więcej dziesięciu lat znajdował się w bezpośredniej bliskości monarchy, a od trzynastego roku życia był pod względem politycznym i wojskowym aktywnym dziedzicem korony.

A jednak tylko Shakespeare – który tworzył w świecie teatru i świadomie konstruował swoją opowieść wokół całkowicie zmyślonego obrazu młodego Henryka jako hulaki, kobieciarza i pijaka – w pełni rozumiał, że aby pojąć postać Henryka, musimy równie dobrze poznać młodzieńczego księcia Henia*. Ta książka swoją budową próbuje złagodzić tę dysproporcję. Niemal każdy poważny biograf Henryka traktował dwudziestosześcioletni okres jego nauki jako krótki wstęp do zasadniczej części historii jego życia. Czytelnik tej opowieści dopiero w połowie lektury odkryje, że Henryk został królem.

Druga kwestia, o której muszę wspomnieć, to styl. Z zasady książki historyczne pisze się w czasie przeszłym. Sam zawsze tak robiłem. Historia z definicji jest badaniem wydarzeń z przeszłości – lub ich obecnych skutków. Zwykle opisywanie ich w ten sposób ma sens.

Zwykle. Ale nie zawsze.

Nie można wykluczyć, że w samej próbie napisania biografii postaci ze średniowiecza tkwi sprzeczność. We współczesnym sensie słowo „biografia” zakłada wgląd w psychikę bohatera i badanie jego świata wewnętrznego, czego średniowieczne źródła zwykle nie umożliwiają.

Henryk V to nie królowa Wiktoria. O ile mi wiadomo, nie prowadził dziennika. Jego osobiste uwagi i przemyślenia trzeba wyłuskiwać ze źródeł, których celem nie było ukazanie umysłu władcy przyszłym badaczom. Dysponujemy przede wszystkim rozkazami i relacjami o czynach monarchy. Niczym więcej.

Jak zatem można ożywić Henryka V? Jak zbliżyć się do władcy i pozostać odpowiedzialnym historykiem? Jak wejść w jego duszę tak, by nie wkroczyć w świat hollywoodzkiej fikcji?

* W. Shakespeare, Henryk V, [w:] Tragedie i kroniki, przeł. S. Barańczak, Kraków 2013, s. 1234 [przyp. tłum.].

Moja odpowiedź, którą przedstawiam tu z pokorą, ale bez skrępowania, brzmi: przez styl narracji, opisywanie wydarzeń z życia w czasie teraźniejszym.

Henryk jedzie. Walczy. Modli się. Planuje. Rządzi.

Jest tuż obok. Żyjemy, tak samo jak on, przy podejmowaniu kolejnej decyzji i mierzeniu się z kolejnym kryzysem. Opuszczamy swoje wygodne miejsce w odległej przyszłości i musimy razem z nim – w czasie rzeczywistym – zmagać się ze średniowiecznymi realiami.

Mam nadzieję, że w wyniku tego odrobinę nieortodoksyjnego podejścia Henryk stanie się na kolejnych stronach bliższym nam człowiekiem. Mam nadzieję, że – podobnie jak ja – czytelnik dostrzeże w nim osobę o nieoczekiwanej głębi i wyrafinowanym smaku, w której współistnieją sprzeczne wpływy, nawarstwiające się w nim przez całe życie.

Wierzę również, że czytelnik – tak jak ja – dostrzeże, jak Henryk z coraz większym uporem stara się ukryć za maską, by jak najmniej się odsłonić. I podobnie jak ja poczuje dreszcz, gdy uda nam się przeniknąć przez tę zasłonę.

Henryk będzie robił to, co uzna za stosowne. A my będziemy mu towarzyszyć i – mam nadzieję – pod koniec poczujemy, że znamy go lepiej, niż wydawało się to możliwe.

Oto Henryk V. Ruszajmy.

Dan Jones Staines-upon-Thames wiosna 2024

CZĘŚĆ I Książę

1386–1413

Boże mój! Ta kraina wspaniała, lecz kapryśna, wypędziła, zgładziła, doprowadziła do zguby

lub ruiny wielu królów, władców i wielkich ludzi, a ciągle jest naznaczona waśnią, niezgodą i zazdrością…

Król Ryszard II

Chłopiec w czarnym słomkowym kapeluszu

Młoda kobieta rodzi w izbie nad bramą zamku

Monmouth, przysadzistej warowni wznoszącej się u zbiegu dwóch rzek, na żyznym, zielonym pograniczu między Anglią a Walią.

Nazywa się Maria de Bohun. To niemal dziecko – ledwie szesnasto-, siedemnastoletnie jasnowłose dziewczę o wysokim czole, szeroko rozstawionych oczach i owalnej twarzy zwężającej się ku delikatnej, zaokrąglonej brodzie. Jej skronie okala kaskada złotych loków1.

Maria jest piękna – a przynajmniej tak będzie się ją przedstawiać. Jednakże w pierwszym porodzie nie ma nic atrakcyjnego. To brzemię i powinność, jakie Bóg nałożył na córki Ewy po grzechu pierworodnym: „wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła”*, przyprawiające kobietę o rozpacz i „myśl, że może nie przeżyć”2. Powinność ta dotyczy każdej młodej kobiety wywodzącej się z wyższych sfer, takich jak Maria, która poślubiła wpływowego mężczyznę – zapewnić ciągłość rodu. Musi rodzić dzieci tak często, jak to możliwe.

* Rdz 3,16. Jeśli nie podano inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia (przyp. tłum.).

Po raz pierwszy wypełnia swoją powinność, po raz pierwszy wyda dziecko na świat3. Jest przerażona, tak jak większość podobnych jej kobiet. A jeśli się nie boi – to powinna. Pisana jest jej bowiem śmierć w czasie porodu.

Maria wyszła za mąż w wieku około dwunastu lat. Przez jakiś czas rozważała życie klasztorne, na wzór cichych sióstr od klarysek, które udzielały jej nauk. Ten okres jednak skończył się gwałtownie 5 lutego 1381 roku na dworze odległym o ponad trzysta kilometrów od zamku Monmouth, gdzie poślubiła Henry’ego Bolingbroke’a, zaledwie czternastoletniego arystokratę.

Młode pary, takie jak Bolingbroke i Maria, otrzymują liczne dary, a ich ślub jest prawdziwym, wystawnym widowiskiem. Zapłacił za nie teść Marii, Jan z Gandawy, książę Lancaster, stryj króla i największy możny Anglii. W prezencie ślubnym książę podarował Marii rubiny. Od szwagierki młoda małżonka dostała ozdobne puchary i dzbany na wino.

Jakiś czas potem jej mąż, młody Bolingbroke, dał jej dziecko. Dziś, w izbie wieży bramnej zamku Monmouth, to dziecko przyszło na świat.

Nie ma większego znaczenia, że nie zapamiętano dokładnej daty jego urodzin. Znacznie później zostanie ona ustalona w traktacie astrologicznym, który łączy talenty dziecka z ruchami ciał niebieskich.

Astrolog z nieprawdopodobną precyzją wyznaczy datę narodzin księcia na: 16 września 1386 roku.

Godzinę jedenastą dwadzieścia dwa przed południem4. Urodził się chłopiec.

Dostał imię po ojcu.

Młody książę Henryk oddycha*5

* „Młody książę Henryk” to określenie używane w relacjach rodzinnych.

Anglia, w której urodził się Henryk, jest państwem liczącym dwa miliony dwieście tysięcy mieszkańców, władanym przez króla, a zarządzanym przez niewielką i zamkniętą kilkutysięczną kastę złożoną z arystokratów i duchownych6. Przynależność do tej kasty wiąże się z olbrzymimi przywilejami, niewyobrażalną dla większości zamożnością, dłuższą przewidywalną średnią życia, lepszym sposobem odżywiania, większymi wolnościami oraz zaszczytem zapisania czynów i spraw dla potomności. To przepustka do władzy. To prawda, że w królestwie istniały instytucje, których rolą było organizowanie i kontrolowanie tej władzy: Korona, Kościół i parlament, a także sądy, uniwersytety i gildie kupieckie. Miały one swoje szczególne, wypracowane w ciągu wieków prawa i normy. Chociaż władza była wyrażana przez urząd, kontrolę nad nią sprawowali członkowie kilkudziesięciu rodów właścicieli ziemskich – takich jak ten, w którym urodził się Henryk; arystokratyczna koteria, której przeszłość i przyszłość splatają się za sprawą małżeństw. Są to ludzie, którzy posiadają dobra ziemskie, wymierzają sprawiedliwość, dowodzą wojskami i utożsamiają cele osobiste z celami królestwa.

Sprawy mają się tak od niepamiętnych czasów i ulegają jedynie najbardziej niezauważalnym, stopniowym zmianom.

Pięć lat przed narodzinami Henryka, w czasie ogarniętego chaosem lata 1381 roku, całą Anglię objął bunt chłopski, którego uczestnicy zabijali swoich panów i domagali się zniesienia ich zwierzchności. Te żądania zostały zignorowane, a uczestnicy rozruchów – surowo ukarani. Rebelianci pytali retorycznie: „Gdy Ewa przędła, Adam rył / Kto wtedy jaśniepanem był?”7. Jednakże uczeni niewiele dbali o utopijne kuplety. „Jeśli więc jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością” – odpowiadali8.

Owo jakieś kierowanie odbywa się przez związaną pokrewieństwem arystokrację. Henryk ma więc niemało

szczęścia, że przyszedł na świat w rodzie Lancasterów, jako pierworodny najstarszego syna.

Patriarchą domu Lancasterów jest czterdziestosześcioletni

Jan z Gandawy, najbogatszy i najbardziej wpływowy arystokrata w Anglii. Jest żołnierzem, dyplomatą, mecenasem pisarzy – między innymi Geoffreya Chaucera – oraz protektorem Johna Wycliffe’a, radykalnego teologa. Ma liczne potomstwo z dwiema żonami: Blanką, zmarłą matką Bolingbroke’a, oraz Konstancją Kastylijską, aktualną księżną. Ponadto nieślubne dziecko urodziła mu dama dworu Konstancji, Katarzyna Swynford, która ostatecznie także zostanie księżną.

Jan z Gandawy jest nie tylko księciem Lancaster, lecz także posiadaczem pięciu innych tytułów, a jego dobra ziemskie – rozciągające się od Lancashire i Anglię Środkową po Walię i wschodnią Anglię – ustępują rozległością jedynie królewskim. Jest najstarszym z trzech żyjących synów zmarłego króla Edwarda III. Jego braćmi są czterdziestopięcioletni Edmund Langley, książę Yorku, prostoduszny domator niezbyt zainteresowany polityką czy wojaczką i mający mierne zdolności w tych obszarach, oraz trzydziestodwuletni Tomasz Woodstock, książę Gloucesteru – erudyta, powszechnie szanowany, ale nieprzyjazny i niechętny głupcom, do których zalicza bratanka, dziewiętnastoletniego króla Ryszarda II. Stosunki Jana z Gandawy z Ryszardem również są skomplikowane; swego czasu król rozważał zgładzenie stryja. Książę Lancaster lepiej jednak niż inni potrafił trzymać krewnego w garści. Co więcej, Jan z Gandawy sam zgłaszał pretensje do korony. W chwili narodzin młodego Henryka przebywa zagranicą, na czele pięciotysięcznej armii walczy o tron iberyjskiego królestwa Kastylii i Leónu, do którego prawa rości sobie jego żona Konstancja.

Tak wygląda sytuacja przywódcy Lancasterów. To – przy pomyślnych wiatrach – może odziedziczyć młody Henryk. Może zostać nawet królem Hiszpanii. A pewnego dnia co

najmniej stanie się najważniejszym możnym w Anglii, o ile Jan z Gandawy i dziewiętnastoletni ojciec chłopca, Bolingbroke, zdołają odpowiednio zarządzać dziedzictwem Lancasterów i przekażą mu je w takim samym stanie – i o ile młody Henryk sam nie narazi się ich chimerycznemu krewnemu, królowi.

Kiedy Henryk się urodził, Ryszard II panował już od dziesięciu lat. Na tron wstąpił w 1377 roku, jako zaledwie dziesięciolatek. Jego rodzicami byli najstarszy syn Edwarda III, książę Edward – niezrównany wojownik, później znany jako Czarny Książę – oraz Joanna z Kent, bratanica króla Edwarda II. Gdy Ryszard został koronowany, cały kraj świętował, a Londyn kipiał niepohamowaną radością. Edward III rządził przez pięćdziesiąt lat i chociaż w swoim przepychu należał do największych monarchów w historii Anglii, jego panowanie naznaczone było korupcją, podziałami i marazmem.

Ryszarda witano więc jak wybawiciela. Lecz gdy dorósł, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Był głęboko wyczulony na rytuały i królewski ceremoniał oraz wierzył w wielkość monarszego majestatu – państwowego, a nawet kapłańskiego. W polityce skłaniał się jednakże ku pokojowi za granicą i tyrańskiej surowości w kraju, co stało w sprzeczności z oczekiwaniami stawianym władcom z dynastii Plantagenetów.

Bolingbroke jest niemal w tym samym wieku co Ryszard, a jednocześnie trudno sobie wyobrazić bardziej odmienne osobowości. Przez pewien czas wychowywali się razem*. W wieku dziesięciu lat zostali pasowani na rycerzy w tym samym czasie – w dzień Świętego Jerzego, 23 kwietnia 1377 roku – przez swego słabego i zniedołężniałego dziadka, Edwarda III. Kilka miesięcy później Edward zmarł, Ryszarda koronowano na jego następcę, a Bolingbroke otrzymał

* Ryszard urodził się 6 stycznia 1367 roku, Bolingbroke – prawdopodobnie 15 kwietnia tego samego roku.

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Henryk V. Największy wojownik na angielskim tronie by SIW Znak - Issuu