Skip to main content

Niedowiarstwo moje

Page 1

jรณzefa hennelowa Niedowiarstwo moje

wydanie drugie zmienione i poprawione

WydaWnictWo Znak โ ข krakรณW 2020


Projekt okładki Michał Pawłowski Opieka redakcyjna Marta Anna Zabłocka Redakcja Ilona Klimek Adiustacja Ewdokia Cydejko Korekta Barbara Gąsiorowska Łamanie Irena Jagocha

Copyright © by Józefa Hennelowa © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2020 ISBN 978-83-240-5992-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie II, Kraków 2020. Printed in EU


Rachunek sumienia

Rachunku sumienia uczono i uczą na katechizacji – technicznie i dokładnie. Ma być zawsze uporządkowany: w rozdziałach, punktach, pytaniach. Przypomina zadanie dla księgowego, otwierającego książki kasowe, żeby przechodzić z pozycji do pozycji, sprawdzać, obliczać. I wreszcie kończyć szczegółowym zestawieniem pod „winien”. A przecież to zupełnie nie tak, jeśli początkiem tej czynności byłaby potrzeba omal urzędnicza: sprawdzenie, w czym nie jestem w porządku i o ile. Nie, to nie tak. Odkładam więc wszystkie spisy i pytania i zostawiam przed sobą tylko Psalm 51: Ja bowiem znam występki swoje i grzech mój zawsze jest przede mną. Tobie samemu zgrzeszyłem I uczyniłem to, co złe w oczach Twoich.

Z rozważań Tischnera przez przyjaciół nagranych (Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny 1980 r.) darowane nam zostaje 9


Confiteor

zdanie klucz: „Bóg jest bliżej nas niż my samych siebie”. Na to, by rachunek sumienia był potrzebny jak oczywistość, jak coś najbardziej naturalnego pod słońcem, musi być świadomość obecności Tego, który został zraniony, zdradzony, może nawet odrzucony zupełnie, i to mimo że był najbliższy, potrzebny tak jak nikt, swój. Teraz chcę odzyskać tę bliskość, uzyskać prawo uproszenia, by rany zadane Mu przeze mnie zagoiły się. Jego rany. To nie jest w mojej mocy, tylko w Jego, ale dopiero na moją prośbę zgodzi się to uczynić. Nie chcę być w sytuacji przechodnia, który podczas złego przekraczania jezdni skarcony został policyjnym gwizdkiem i teraz czeka na mandat, przepytując sam siebie, o który paragraf kodeksu chodziło. Ani w sytuacji wezwanego do urzędu skarbowego dłużnika, któremu zaraz wyciągną rejestr nieuiszczonych należności i lepiej, żeby sam miał go przedtem w pamięci. To są karykatury sakramentu pokuty. Tu chodzi o mojego Boga. „Tobie samemu…” Będę pytać samego siebie o swój grzech rozbity na dni, na warianty sytuacji, na całą gamę natężeń złej woli albo braku dobrej, ale zawsze o jedno i to samo: o zranienie mojego Boga. Tego, który mnie kocha. Będę wszystko przed Nim porządkować dla tej jednej sprawy: by wiedzieć, za co mam przepraszać. Wiem, uczyli mnie kiedyś, że Dekalog wylicza najpierw nakazy i zakazy odnoszące się do Boga, a dopiero potem do bliźniego. I tych drugich jest więcej. Dwa są także przykazania miłości. I może nawet łatwiej mi nieraz pomyśleć o zranionym przeze mnie człowieku. Wtedy prędzej przychodzi 10


Rachunek sumienia

wstyd, żal, chęć odrobienia złego. Ale skoro powiedziano mi, że cokolwiek robię innemu – złego czy dobrego – robię to Jemu samemu, bo On jest w każdym, i tak muszę wrócić w końcu do tej samej prawdy: to o Niego chodzi. „Tobie samemu zgrzeszyłem…” Mogę porządkować swoją przeszłość – wszystko jedno, czy chodzi o miniony dzień, czy o rok czy więcej – właśnie według Dekalogu, skoro On mi go dał. Ale mogę i inaczej, tak jak wyznaję z wszystkimi na początku każdej mszy św.: „że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Nie będę wtedy narażony na pokusy prześlizgiwania się nad niektórymi strefami potencjalnych win – że na pewno nie mnie się tyczą. Świat wewnętrzny każdego z nas dzieje się we wszystkich tych strefach: jest światem myśli i słów, uczynków popełnionych i zaniechanych, decyzji i zaniedbań. „Myślą…” Jeszcze nic złego się nie stało, jeszcze wszystko skryte jest w sercu, nieprzeniesione nie tylko na działanie, ale nawet na wyraz twarzy, na odruch czy gest. Po cóż mam udawać, że wina popełniona myślą jest winą mniejszego kalibru, skoro doskonale wiem, jak straszliwą siłę z sobą niesie, a przede wszystkim, jak niewyobrażalny potencjał. Od niechęci po nienawiść, od pretensji do ślepej zawiści, od żalu do zapiekłości w odmawianiu przebaczenia nawet przed sobą. Tylko ja jestem gospodarzem i świadkiem, jaka jest skala moich możliwości 11


Confiteor

ku złemu albo jaka siła blokady przed dobrem, które czeka za progiem. A równocześnie to ja wiem, jak jestem słaby wobec potrzeby zamienienia moich myśli na lepsze: odrzucenia potrzeby osądzania, wyzbycia się postawy zgorszenia, otworzenia stwardniałego serca na współczucie, zgody na potrzebę nadziei, która nie dopuszcza lęku przeczącego Opatrzności. Moja myśl jest nie tylko światem relacji z drugim człowiekiem, ale i wprost z Bogiem właśnie: światem, w którym więcej niż gdziekolwiek indziej winno być miejsca dla Niego samego, dla odniesienia do Niego i do Jego niepojętej miary wszystkich rzeczy. To w mojej myśli ma dokonywać się modlitwa, czyli stan świadomej obecności przed Nim, kontaktu najbliższego, jaki da się pomyśleć, bo przecież nie gdzieś na zewnątrz, ale w głąb, skoro „bliższy jest mnie niż ja sam”. Rachując się z myśli, pytam więc nie tylko: czy staram się przebaczyć? czy osądzałem drugiego człowieka? (skrywając w podświadomości satysfakcję, że ja tak nie postępuję, ja taki nie jestem) czy umiałem nie życzyć źle?, ale również: czy nie wątpiłem w Jego Opatrzność nade mną? czy nie zatruwałem się smutkiem beznadziei? czy wzywałem Go i prosiłem, żeby zostawał przy mnie, gdy jest trudno? Wreszcie – czy myślałem o Nim?… „Mową…” Niby nic, słowo. Ulotne, przypadkowe, tak łatwe do wypowiedzenia. W nieograniczonej liczbie. Artykułowane 12


Rachunek sumienia

odruchowo, omalże podświadomie. A siłę słowa – większą nawet od tego, co robię – poznaję wtedy, gdy okazuje się, że mój bliźni o wiele łatwiej godzi się zapomnieć mój uczynek niż moje słowo właśnie. Że słowo zdradza więcej niż uczynek. I właściwie jest niewymazywalne. Pozostawia ranę niegojącą się. Poznaję to najlepiej na sobie samym. Weźmy na przykład sąd o mnie samym usłyszany przypadkiem, nie dla moich uszu przeznaczony. Wyzwisko trafiające w samo serce mojej prawdziwej słabości. Epitet zdradzający prawdziwą wrogość, dotąd maskowaną całkiem życzliwym czy bodaj gładkim obejściem. A odwołać słowo raz rzucone? Może okazać się, że nie sposób, że ono żyje już własnym życiem, nad którym nie mam władzy. Dlatego rachuję się ze słów. Tych raniących, które zostaną. Wypowiadanych w gniewie, który je potęguje. Niesprawiedliwych. Takich, jakie ranią rozmyślnie. Takich, jakie krzywdzą, bo poniżają mojego bliźniego albo odmawiają mu wartości. Wypowiadanych w wyrachowaniu, które przystaje na fałsz. Oszukujących tego, do którego je kieruję i który oczekuje ode mnie prawdy, a jej nie dostaje. Pokrętnych, nadużywanych, niedających prawdziwego świadectwa temu, co słowami tymi nazywam. Ale także rachuję się ze słów marnowanych, niepotrzebnych, byle jakich. Z niezdolności do ich powstrzymywania, niezdolności do skupienia się nad światem myśli, znikających, ledwo zaczynam pleść trzy po trzy. Ze słów trwoniących możliwość ciszy, w której będę lepiej rozumiał, inaczej oceniał, 13


Confiteor

mocniej pragnął. Z szumu słów, przez które nie potrafię usłyszeć Jego, chcącego przecież mówić do mnie. Rachuję się z niezdolności do milczenia. „Uczynkiem…” Jeśli jestem człowiekiem pełnym energii, o setkach możliwości działania, obracającym się w niejednym świecie i wśród tysiąca okazji, okazać się może, że rejestr moich win dających się ująć w konkret jest długi i spektakularny. Przemoc i zdrada, okrucieństwo i poniewieranie drugim, decyzje krzywdzące innych i decyzje przywłaszczające mnie samemu korzyści mi nieprzynależne, zagarnianie cudzego dobra, chciwość uniemożliwiająca dostęp komukolwiek do tego, do czego prawo przyznaję tylko samemu sobie. Gniew i pożądanie, i nienawiść, i okrucieństwo realizowane na tysiąc sposobów, widoczne dla oczu innych albo głęboko skryte przed kimkolwiek, a równie niesprawiedliwe. Ale może być i tak, że jestem mały i bierny, bo takie jest moje życie. Taki mój temperament. Brak mi zresztą okazji, może miałem je kiedyś, ale teraz już jest ich coraz mniej. I tak przechodzę w myślach przykazanie po przykazaniu, najłatwiej tłumaczące się na zabronione mi uczynki, i stwierdzam, że chyba jestem w porządku. Nie zabijaj? Nie cudzołóż? Nie kradnij? Nie pożądaj? Ależ nic z tych rzeczy nie zdarza się w moim życiu. Jakże bym mógł? Może nawet: jakże bym potrafił…? 14


Rachunek sumienia

Wtedy podziękuję Jemu, że nie niosę na sobie tych właśnie win, że mi tego oszczędził, że nawet nie stałem nigdy przed pokusą, by uderzyć, zagarnąć, użyć siły niesprawiedliwie, pójść za pożądaniem, które krzywdzi albo poniewiera, albo zdradza. Częściej bowiem to nie były próby, z których wychodziłbym zwycięsko, lecz zwyczajny brak okazji. A wtedy, by widzieć siebie prawdziwie, zapytam o ten czwarty rozdział mojego myślenia o winie: „… i zaniedbaniem…” Ewangelista opowiedział mi to najdobitniej. „I ujrzawszy go, minął”. Leżącego na poboczu drogi pobitego, obrabowanego człowieka pozostawił bez pomocy jeden kapłan po drugim. Kiedyś w Ameryce powtórzono to doświadczenie z seminarzystami, którzy mieli za zadanie szybko przejść dziedziniec, by zdążyć na rozważania na temat przypowieści o dobrym Samarytaninie. I zachowali się identycznie, myśląc, że w danej chwili co innego jest ich prawdziwym obowiązkiem. Mogę się nie zgadzać z wielu przypowieściami ewangelicznymi (na przykład z tą o równym wynagrodzeniu dla robotników w winnicy przychodzących do pracy o różnym czasie albo tą o pochwalonym przez pana włodarzu fałszującym rachunki wespół z nieuczciwymi dzierżawcami), ale tę przypowieść rozumiem w pełni już od pierwszej lektury. To jest ten obecny w moim życiu, nieubłaganie i wciąż obecny – człowiek, któremu nie pomogłem… Każdy z nas ma takich. 15


Confiteor

I żaden rachunek sumienia nie może ich pominąć. Ilekroć więc rachuję się z tego, za co mam przepraszać Jego samego, muszę odnaleźć w moich dniach codziennych i świątecznych właśnie Jego samego w osobie tego, kogo tyle razy minąłem. Bez dobrego słowa, bez gestu pojednania, bez chęci podzielenia z nim swojego czasu i możliwości. Może choćby tylko modlitwy za niego, a może nawet samego wysiłku wyobraźni, pamięci, zgody na to, by chcieć go zauważyć jako człowieka. Lecz ja mogę zaniedbywać także siebie samego. Tracąc czas, marnując okazje do poznania i przeżycia czegoś dobrego, odrzucając wysiłek wzbogacenia siebie na rzecz jałowej, a jakże wygodnej bylejakości życia, odrzucając możliwość pokonania niedobrych myśli i marnych uczuć przez zdobycie się na coś lepszego, piękniejszego, czystszego. Mogę być niedobry dla siebie, a przecież jestem kimś bardzo drogim dla Niego, bo umarł za mnie. W rachunku, jaki przeprowadzam sam ze sobą, to marnowanie siebie samego jest pozycją bardzo ważną. A to wcale nie znaczy, w końcowym bilansie, że mam się sobą zajmować bez końca. I że ma mnie przygnębiać końcowy stan uczynionych obliczeń. Byłoby to zagubienie się w pułapce bez wyjścia. Bo to nie ja jestem swoją nadzieją i nie ja jestem źródłem dobra. Cały ten rejestr to tylko droga do jak najszybszego zwrócenia się wprost do Niego: taki, jaki jestem, obciążony winami i ledwo wlokący się z braku sił, potrzebuję Jego jako lekarza i lekarstwa równocześnie. To nie ja uprzątnę moje serce ze zła – byłoby ono wtedy może jeszcze bardziej 16


Rachunek sumienia

niebezpiecznym miejscem dla zła następnego, czającego się za rogiem. To On sam będzie się tym zajmował. Mam tylko pozostawać jak najbliżej i prosić, by się to mogło dokonywać. Tego mi nie wolno zapomnieć: „Było dwóch dłużników: jeden był mu winien dziesięć tysięcy talentów, a drugi dziesięć. A gdy nie mogli oddać, darował obu. Który więc bardziej go kocha?”. Po to liczę moje winy. Po to właśnie.


Spis treści

Zamiast wstępu  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5

CONFITEOR Rachunek sumienia  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Winy Kościoła, winy moje   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Człowiek, któremu nie pomogłam  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . To, co najważniejsze: skrucha  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Czym jest dla mnie życie duchowe?  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

9 18 21 23 27

ŚWIADKOWIE Czy święte są wśród nas?  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dzieje duszy po stu latach  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Chrześcijanin w dzisiejszym świecie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Moi patronowie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Sługa wierny i dobry  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Twarze proboszczów  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Msza na Leskowcu  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Ona miała imię i pięcioro dzieci  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Patron Kazachstanu  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

33 38 45 51 56 60 65 68 70

173


Spis treści

ŚWIADECTWA Dziennikarstwo służebne – fikcja czy powinność?  . . . . . . . . . . 77 Co to jest prywatność  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 80 Obrót koła  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Kościoły ubogie – oczekiwanie wiernych?  . . . . . . . . . . . . . . . . 85 Dwa listy  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 89 Niesprawiedliwe  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 97 Nie uciekajcie…   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 100 Jak się modlę?  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Krucyfiks czy billboard?  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 107 Ta jedna zmiana  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109 Rozmawiać o znakach  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 W kolorze białym  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 114 Medytacja o rodzinie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 CREDO Brat Jezus Chrystus  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 W Wigilię  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129 Wejdźcie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131 Wśród nocnej ciszy  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133 „Nie było miejsca dla Ciebie…”  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 Świętowanie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 138 „Przyszedł do swoich…”  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 140 Bez domu  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 142 Pomyśleć o nich obu  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 144 Pojedynek  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 146 Idą z Tobą (Droga Krzyżowa)  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149 Zmartwychwstał…  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 156 Piosenka  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 161 Medytacja na Zesłanie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 164 A potem?  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 167


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Niedowiarstwo moje by SIW Znak - Issuu