Skip to main content

Coraz bliżej albo coraz mniej

Page 1

JÓZEFA HENNELOWA

CORAZ BLIŻEJ ALBO CORAZ MNIEJ

Wydawnictwo Znak Kraków 2017


Projekt okładki Michał Pawłowski www.kreskaikropka.pl Fotografia na okładce Adam Golec /Agencja Gazeta Opieka redakcyjna Przemysław Skrzyński Redakcja Ilona Klimek Adiustacja Małgorzata Biernacka Korekta Katarzyna Węglarczyk Łamanie Ryszard Baster

© Copyright by SIW Znak sp. z o.o. ISBN 978-83-240-4985-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2017. Printed in EU


9 czerwca 2012, sobota

Chciałabym zatytułować te zapiski, ilekolwiek ich jeszcze powstanie, Coraz bliżej albo Coraz mniej. Co wybrać? Rozliczanie się z życia czy oczekiwanie na to, co naprawdę ważne? Czy to, że koniec życia coraz bliższy, czy to, że czasu zostaje coraz mniej – a to on jest zadaniem, od którego nie ma ani wymówki, ani usprawiedliwienia. Nie będę teraz rozstrzygać, to pewnie zdecyduje się samo. Bardzo dawno temu, chyba jeszcze przed wojną, uświadomiłam sobie, że nic nie jest ważniejsze niż to, co robię właśnie teraz. Setki razy uznałam tę konstatację za banalną, ale nigdy nie zdołałam jej zapomnieć. Bo to jest prawda, która nigdy się nie zmieni. Choć ciągle jeszcze nie wiem, czy pomocna. Ranek niebieski i słoneczny, jak już od wielu dni.

13


Coraz bliżej albo coraz mniej

14 czerwca 2012, czwartek

A może w tamtym moim odkryciu ważne jest tylko słowo „teraz”? To, co ma je wypełnić, nie musi być najważniejsze, choćbym ja tak uznała. Może przecież się nie udać, może być omyłką, może zostać przerwane przez Tego, który nam czas przydziela. Byle nie ulec złudzeniu, że ważniejsze jest „przedtem” albo „potem”, bo przecież ani nad jednym, ani nad drugim nie panuję. Kiedy w „teraz” wkracza przeszłość, pełno w niej ocen i resentymentów, a one wcale nie muszą być sprawiedliwe. Kiedy wkracza „potem”, czyli to, co jeszcze nie istnieje, nadzieje tym bardziej mogą zawieść. Tylko „teraz” mam naprawdę do ­oddania. 20 lipca 2012, piątek

Tracę chęć oglądania programów telewizyjnych, które do niedawna wydawały mi się nawiązaniem kontaktu, urzeczywistnioną obecnością kogoś, kto zapobiega samotności. Kto naprawdę mówi, teraz, niemal wprost do mnie, bo o sprawach, które akurat się dzieją i mnie też obchodzą. Już nie. Mija kwadrans czy dziesięć minut z godzinnego programu, a ja naciskam wyłącznik. Zniechęca zwłaszcza ta pewność siebie „gospodarza” czy gościa ekranu, że 14


2012

on w ogóle ma prawo do takiego ostentacyjnego manifestowania opinii. Przecież to uzurpacja. Świat medialny jawi mi się jako coraz bardziej umowny. Choć już się rozrósł do rozmiarów kosmosu… W jednym z tygodników opinii poruszający materiał o ratowaniu „rzeczy niepotrzebnych”. Bo niepotrzebność to wyzwanie, które wzbiera. Jak chmura, jak kataklizm. Tak, niepotrzebny jest stary sprzęt, bo wynaleziono lepszy. Tak, niepotrzebne są książki, bo mamy Internet, a radio i telewizja wytężają wszystkie siły, żeby być niezastąpione. To sięga jednak bez porów­nania głębiej. Dopiero co rozmawiałam z kimś, kto opowiadał, że w domu jego syna nie ma żadnej fotografii rodzinnej, a wnuki (wiek studencki) wyrastają w przekonaniu, że pamiątki to tylko kłopotliwy, nikomu nieprzydatny chłam, więc trzeba się strzec ich zbierania. Myślę, że oni nie są wyjątkiem, wręcz przeciwnie. Boję się, że już niebawem będziemy się na próżno rozglądać za niejednym śladem naszej przeszłości. Czy to przemawia na rzecz „coraz bliżej”, a więc obojętności, czy jednak ratowanie owych „rzeczy niepotrzebnych” jest jednym z tych obowiązków, których nie wolno nam się zrzec? A zupełnie osobne pytanie, do którego będę chciała wrócić (może niejeden raz), brzmi: co ­robić ze słowami ludzi, ludzi niepotrzebnych… Wczoraj Ola opowiedziała mi o drzewach wyciętych koło kościółka w naszym pobliżu, starych 15


Coraz bliżej albo coraz mniej

drzewach, zamiast których wyrosną bloki zasłaniające świątynię. A myśleliśmy: jak to dobrze, że postawiono ją w takim pięknym miejscu. 21 lipca 2012, sobota

Umarł Andrzej Łapicki. Pracowałam pod jego przewodnictwem w sejmowej komisji kultury w sejmie „kontraktowym”. Dzięki swoim rolom filmowym i teatralnym obdarował nas wszystkich najpiękniejszymi przeżyciami. Umarł cicho, w domu, we śnie, do końca nie odchodząc na margines, choć miał już osiemdziesiąt osiem lat. Śmierć jak dar najwyższego rzędu. Jak mój ojciec („położę się na chwilę”), jak Jurek Janik w wagonie zdążającym do Warszawy, jak Wisława Szymborska zasypiająca w domu, jak prezes krakowskiego KIK-u Andrzej Potocki na progu mieszkania po powrocie z niedzielnej mszy, jak Stefan Swieżawski odpoczywający w fotelu po powrocie z kaplicy klasztornej… Tajemnica przywileju najwyższej miary, nad którą zastanawiać się nie należy ani przez moment, bo odpowiedzi nikt z nas nie dostanie i nie dociecze. Tylko znowu uświadamiam sobie tę jedną niewzruszoną prawdę, że choć „coraz bliżej” i „coraz mniej” wiążą się z pewnością nieporównywalną z niczym innym, wszystko, co należy do tych dwóch wymiarów, jest w całości w rękach Boga 16


2012

i tak na pewno pozostanie. I jest tak zarówno wtedy, gdy życiorys jakiegoś świętego albo świętej informuje, że wszystko na ten temat było im wiadome (dane do poznania?), jak i wtedy, gdy do samego końca pozostaje pytanie: Czy to jeszcze nie teraz? Jak u „małej” Teresy z Lisieux… 26 lipca 2012, czwartek

Znowu fakt, który nie może pozostawić nikogo obojętnym, nawet najstarszych z nas. Skąd ten upór w realizowaniu idei, która nazywa się „związki partnerskie”? Sejm nie chce nad tym nawet obradować. Ale relacje, echa, komentarze sygnalizują jakieś potrzeby, których do niedawna nie mogliśmy nawet uznać za realnie istniejące: żeby zaprowadzić ład, który dla naszego świata był dotąd przeciwieństwem ładu, „normalność” dotąd nienormalną, przyznawanie praw za nic, bo bez przyjęcia odpowiedzialności i bez zobowiązań. Czy wzruszyć ramionami, czy zatroskać się tak mocno jak może nigdy dotąd? 1 września 2012, sobota

Refleksja autokrytyczna: jaką naiwnością było spodziewać się, że pozostając w wymiarze czasu, mogę w jakikolwiek sposób oczekiwać wyczuwalnego zbliżania 17


Coraz bliżej albo coraz mniej

się do wieczności! Wieczność nie jest przecież odmiennym rodzajem czasu czy jego innym wymiarem, nie daje się ani wyobrazić, ani tym bardziej odliczać. „Coraz bliżej” nie może być więc zmierzone, chociaż jest głęboko prawdziwe. To jeszcze jeden przyczynek do tajemnicy niepojętości Boga, o której przypomniał Jan Paweł II podczas konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, 17 sierpnia 2002 roku, mówiąc, że Bóg jest także Panem czasu. Za to czas, który nie przestaje nas otaczać, pulsu­ je w tym roku z taką intensywnością, jakiej chyba nikt nie spodziewał się jeszcze kilka tygodni wcześniej. Dalej odczuwam niepotrzebność własnego spieszenia z bieżącymi komentarzami (od których zresztą roi się nieustannie), ale patrząc na wszystko, co się wydarza, jako na coś coraz bardziej odległego, nie potrafię, jak się okazuje, znaleźć w sobie zgody na to, aby nic już mnie nie obchodziło. Bo także świat pomału zostawiany, na którego marginesie ciągle jeszcze się mieszczę, to jest jedyny świat, który kiedyś i mnie także powierzono jako zadanie własne. A teraz, o czym się przekonuję, pozostają sprawy, przy których chciałoby się – a może nawet trzeba – postawić pytanie, co się z nimi stanie: czy zaowocują i jak? Czy przynajmniej będą rokować owocowaniem? Bo chciałoby się, nawet odchodząc, pozostawić je z uczuciem ulgi, a może i wdzięczności. 18


2012

2 września 2012, niedziela

Największym darem tego lata było, podpisane 17 sierpnia na Zamku Królewskim w Warszawie, „Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji” – zjednoczony głos polskiego Kościoła katolickiego i rosyjskiej Cerkwi prawosławnej w sprawie pojednania między narodami polskim i rosyjskim. Reakcja była wieloraka i wiele w tych głosach zdarzyło się niepojętych nieporozumień. Ale zaskoczenie, jakie stanowiło „Przesłanie”, było otwarciem nadziei dotąd niewyobrażalnej. Teraz kwestia decydująca to pytanie, czy tę nadzieję będziemy żywili i podtrzymy­ wali my wszyscy, którzy powinniśmy to robić, bo to do nas „Przesłanie” było adresowane, a nie do samych hierarchów, ani tym bardziej nie do graczy politycznych. To pytanie musi pozostać jako najważniejsze i oby nie było bolesne. W tych dniach przemknęła przez serwisy informacyjne niemal nie zauważona wiadomość stanowiąca niesłychanie wyrazistą ilustrację otwierających się problemów: z Moskwy do Paryża wyruszyła symboliczna konna wyprawa kozacka (w historycznych mundurach, ale bez broni) dla przypomnienia dwustulecia zwycięstwa Rosji nad Napoleonem i kolejnych etapów pokonywania jego armii. Bo tak przecież przedstawiają się fakty historyczne, w których 19


Coraz bliżej albo coraz mniej

zmienić nic nie można. Ale my, sąsiedzi, po dziś dzień śpiewamy w hymnie narodowym o Napoleonie, który nas nauczył, „jak zwyciężać mamy”. Te dwa obrazy mogą się tylko zderzyć, a nigdy pogodzić, a i to trzeba przyjąć w procesie pojednania, kiedy mamy podejmować próby zbliżania się do siebie. Słusznie Tadeusz Mazowiecki podkreśla w tekście Potrzebujemy dobrych symboli we wrześniowym numerze „Znaku”, że pojednanie to proces, i to bardzo złożony. Ale w niczym by to nie usprawiedliwiało ani nieprawdziwej wersji, że nie ma tutaj czego jednać, ani hurraoptymizmu frazeologicznego. 9 września 2012, niedziela

Jeszcze jeden dopisek, żeby zamknąć ten problem: dzisiaj, w tę niedzielę, miała być odczytana treść „Wspólnego przesłania do narodów Polski i Rosji” we wszystkich kościołach Polski. Informacja o „Przesłaniu” nie pojawiła się jednak ani w mszy telewizyjnej transmitowanej z Łagiewnik, ani w mszy radiowej przekazywanej z kościoła pod wezwaniem Świętego Krzyża w Warszawie. Dlaczego? Tego chyba nikt nie wie. Parę milionów ludzi mogło w ten sposób o niczym się nie dowiedzieć… Dla mnie jednak osobiście to nie sprawa pojednania narodów jest najważniejszym składnikiem 20


2012

wspaniałego daru sierpniowego, lecz to, że jest to być może pierwszy wspólny akt chrześcijańskiej postawy podjęty przez prawosławie i katolicyzm. Najgłębsze i najboleśniejsze pęknięcie chrześcijaństwa, sprzed tysiąca lat, nagle zaczyna się otwierać na możliwość przezwyciężenia tego dramatu. Jeżeli bowiem chcemy coś wspólnie przekazywać światu nie znajdującemu miejsca na Boga, będziemy to mogli robić tylko w prawdziwej wspólnocie, a więc bez podziału. Ta nadzieja wydaje mi się tak olbrzymich rozmiarów, że rozumiem, iż trzeba będzie czekać na jej owoce. 10 września 2012, poniedziałek

Sierpień w tym roku był także miesiącem obrachunków związanych z zawartymi trzydzieści dwa lata temu porozumieniami gdańskimi. Obrachunków wielorakich: gorszących i pocieszających. To nie było święto porozumień – tak głęboko jesteśmy w tym momencie podzieleni. Najbardziej jednak brakowało mi w tamtej chwili rachunku sumienia tej grupy zawodowej, w której sama przez całe życie uczestniczyłam. To świat dziennikarzy i redaktorów – świat mediów winien był zdobyć się na wyznanie: „Nasza bardzo wielka wina”. Bo przecież to media ostatniego dwudziestolecia ponoszą odpowiedzialność za zdumiewającą pasję uczenia ludzi, że polityka to 21


Coraz bliżej albo coraz mniej

nie „rozumna troska o dobro wspólne”, ale namiętne eksploatowanie wrogości jednych do drugich, zamienianie przeciwników we wrogów, upowszechnianie oskarżeń i inwektyw (im głupszych i bardziej obraźliwych, tym więcej razy), marnowanie czasu na dyskusje ignorantów o grach politycznych zamiast próby pokazania, opisania i zrozumienia procesów, które naprawdę wzbierają w społeczeństwach. A także za beztroskę w traktowaniu zasady, że dziennikarstwo nie ma nic wspólnego z reklamami, które powinny być obecne w mediach tylko z powodu potrzeb materialnych. Symbolicznym zjawiskiem w tej dziedzinie, zjawiskiem o szczególnej wymowie, stało się organizowanie pseudodyskusji, których uczestnicy mówią równocześnie. Stało się to tak powszechne, że nikt się tego nawet nie wstydzi. Ani gospodarze, ani ich goście. Ale zjawisko to ma swoje korzenie i przyczyny bardzo głębokie i zastanawiające, perspektywicznie wydaje mi się ono chyba najistotniejsze dla naszego czasu. A nawet jako prognoza przyszłości. Świat XXI wieku jest już, i niewątpliwie będzie, światem, w którym każdy chce się wypowiedzieć, chce być czytany, być słyszany. To ta chęć przecież jest istotą Internetu i oferowanych tą drogą form przekazu. Osobną sprawą jest, czy można się wypowiadać, pozostając anonimem, przede wszystkim jednak 22


2012

zastanawia ta potrzeba mówienia, a nie rozmawiania, które przecież polega na słuchaniu i rozumieniu tych, którzy wymieniają się słowami. Niezależnie od tego, czy chodzi o wspólnotę lokalną, a nawet tylko domową, czy o szerszą społeczność – o naród albo o wspólnotę w wymiarze międzynarodowym – jej spoiwem nie jest mówienie, ale rozmowa. Rodzina rozmawia, a nie przerywa sobie wzajemnie albo mówi chórem. Czy zostaniemy rodziną, tego nikt nie wie. 12 września 2012, środa

Na moim niewielkim blokowisku już drugi raz w ciągu kilku lat zdarzyło się coś, o czym naturalnie ani nie pisały gazety, ani czego nie relacjonowała telewizja. A jednak uważam to za sygnał, którego znaczenie wydaje mi się większe, niż potrafię obecnie ocenić, bo jest to dla mnie niewytłumaczalne. W jednym z mieszkań umarł samotny sąsiad. Mało kto miał z nim kontakt i może była to także jego wina. Ale po jego śmierci sąsiedzi ­zorientowali się, co się stało, dopiero wtedy, gdy zaalarmowało ich to, co się dzieje z ciałem, które tygodniami leży bez pogrzebu… A przecież żyjemy niemal w centrum dużego miasta, w cieniu wieży kościelnej i gotowiśmy twierdzić, że nasze więzi społeczne 23


Coraz bliżej albo coraz mniej

i narodowe są lepsze niż w wielu krajach, które chętnie byśmy pouczali i nawracali. Ja wiem, że to nie jest logiczne i nie wiadomo, jak to wytłumaczyć, ale aż takiej przepaści samotności nie można przecież uznać za zjawisko, z którym wolno by się było pogodzić.

Na początku września Bydgoszcz obchodziła wydarzenie typu: spektakl rekonstrukcyjny. Chodziło o pierwsze dni wojny odtworzone przez aktorów. Usłyszany przypadkiem komentarz radiowy jednej z młodych osób, które to oglądały, wydał mi się szczególnie charakterystyczny: „Jak to dobrze, że można było coś zobaczyć na żywo, a nie tylko czytać w książce o martwych faktach…”. Zrozumiałam, że trzy pokolenia, jakie nas dzielą, zmieniają także naszą potrzebę poznawania. Jest czas, kiedy doświadczenie wzbiera na każdej stronie czytanej książki albo nad każdym grobem ofiar tamtego czasu. A potem przeszłość staje się tak daleka, że dwudziestolatkowi potrzebne są pseudobombardowania i pseudostrzały. Potrzebny jest spektakl. To chyba jest ich szczęście, ale nie wiem, czy także nie zubożenie.

24


Spis treści

bp Grzegorz Ryś, Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 2012 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 2013 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41 2014 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 2015 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133 2016 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 181 2017 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 223


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Coraz bliżej albo coraz mniej by SIW Znak - Issuu