Skip to main content

Życie w średniowiecznym mieście

Page 1

FRANCES GIES · JOSEPH GIES

Przekład: Jakub Janik

Wydawnictwo Znak Horyzont Kraków 2018


Tytuł oryginału Life in a Medieval City Copyright © 1969 by Joseph and Frances Gies All rights reserved. Projekt okładki Oksana Shmygol Obraz na pierwszej stronie okładki Domena publiczna Opieka redakcyjna Monika Basiejko Wybór ilustracji Jakub Janik Opracowanie ilustracji Katarzyna Leja Adiustacja Ewa Penksyk-Kluczkowska Korekta Grażyna Rompel Indeks Tomasz Babnis Opracowanie typograficzne i łamanie Katarzyna Leja © Copyright for the translation by SIW Znak Sp. z o.o., 2018 Copyright © for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2018 ISBN 978-83-240-4295-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. K ­ ościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2018. Printed in EU


spis treści

Prolog.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Rozdział 1. Troyes 1250.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Rozdział 2. Dom mieszczanina.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 Rozdział 3. Średniowieczna pani domu.. . . . . . . . . . . . . . 77 Rozdział 4. Poród i dzieci.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 101 Rozdział 5. Śluby i pogrzeby.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 119 Rozdział 6. Drobna przedsiębiorczość.. . . . . . . . . . . . . . 135 Rozdział 7. Duże interesy.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165 Rozdział 8. Lekarz .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 187 Rozdział 9. Kościół. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 207 Rozdział 10. Katedra.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 229 Rozdział 11. Szkoła i uczeni.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 Rozdział 12. Księgi i autorzy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 275 Rozdział 13. Nowy teatr.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 299 Rozdział 14. Klęski. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 313


Rozdział 15. Władze miejskie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329 Rozdział 16. Wielki jarmark w Szampanii.. . . . . . . . . . . 351 Po roku 1250.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 373 Genealogia hrabiów Szampanii.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 385 Przypisy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 389 Bibliografia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 401 Indeks.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 417 Podziękowania. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 423 Źródła ilustracji.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 425


1 troyes

1250


A Bar, à Provins, ou à Troies Ne peut estre, riches ne soies. [W Bar lub w Troyes czy też w Provins Bogaczem zaraz stajesz się.] Chrétien de Troyes, Życie Wilhelma z Anglii (przeł. J. Janik)


pierwszym tygodniu lipca z dróg, które przecinają szeroką równinę Szampanii, unosiły się chmury pyłu. Ze wszystkich stron – z Paryża i zachodu, od Châlons i północy, od Verdun i północnego wschodu, z Dijon leżącego na południowym wschodzie, Auxerre i Sens i z południa – długie karawany jucznych zwierząt brnęły w kierunku wspólnego celu: tak zwanego gorącego jarmarku w Troyes. Niektórzy już pokonali setki kilometrów, by w ogóle dotrzeć do granic Szampanii. Transporty tkanin z Flandrii jechały na południe starą rzymską drogą z Bapaume. Kupcy niemieckiej Hanzy spływali Sekwaną na swoich statkach aż do Rouen, gdzie przesiadali się na jednostki o małym zanurzeniu lub wynajmowali zwierzęta juczne. Italczycy żeglowali z Pizy lub Genui do Marsylii albo ruszali trasą nazywaną Strada Francesca z Florencji do Mediolanu. Jeśli decydowali się na tę drugą trasę, w dalszej kolejności pokonywali Małą Przełęcz św. Bernarda w Alpach Sabaudzkich prowadzeni wzdłuż urwisk

W

47


ŻYCIE W ŚREDNIOWIECZNYM MIEŚCIE

i przez zaspy, obchodzili lodowe rozpadliny pod pieczą przewodników w wełnianych czapkach, rękawicach i butach z kolcami. Po zachodniej stronie gór schodzili w dolinę Izery i dalej zmierzali w kierunku Vienne oraz Lyonu. Tu na ostatni etap wędrówki dołączali do nich handlarze z Hiszpanii i Langwedocji i razem ­podążali dalej na północ doliną Saony lub na północny zachód przez Autun czy też wynajętymi łodziami i po prostu spływali rzeką. W płaskim terenie juczne zwierzęta były w stanie pokonać od piętnastu do dwudziestu dwóch mil dziennie, dźwigając na grzbietach towar o wadze 300–400 funtów. Kurierzy podróżowali szybciej: flamandzcy handlarze suknem dysponowali specjalną linią pomiędzy jarmarkami Szampanii a Gandawą, na której pokonywano dwieście mil w cztery dni. Ale już grupie kupców z Florencji dotarcie do Szampanii zajmowało trzy tygodnie, nawet jeśli nie działo się nic nadzwyczajnego. Ponieważ wozy łatwo grzęzły w błocie podczas deszczowej pogody, to nie one, a właśnie juczne zwierzęta – konie, osły i muły – stanowiły podstawę karawan handlowych. Do największych kupieckich bolączek należały cła i myta. Płacono za każdą przeprawę przez rzekę, czy to wspaniałym mostem awiniońskim, czy lichym promem, czy zwyczajnym brodem. Podobnie rzecz się miała z wieloma drogami, nawet tymi zbudowanymi przez Rzymian. Większość ludzi ciągnących na jarmarki podróżowała w konwojach, czasami poprzedzanych przez poczet 48


1. TROYES 1250

sztandarowy i ochranianych po bokach przez łuczników oraz pikinierów. Tego typu pokaz siły żołnierskiej niejako reklamował też wartość przewożonych dóbr. Same trakty były wystarczająco bezpieczne, przynajmniej za dnia. Poza tym kupcy zdążający na jarmark ­cieszyli się dodatkowymi gwarancjami bezpieczeństwa wynikającymi z traktatów, które władcy Szampanii ­zawierali z sąsiednimi wielmożami. Owego konkretnego roku 1250 pewien kupiec został obrabowany z partii sukna oraz skórek wiewiórczych, w momencie gdy przejeżdżał przez ziemie księcia Lotaryngii. Władca, wypełniając zobowiązania traktatowe, wypłacił handlarzowi odszkodowanie. Kraina, przez którą przyjezdni podążali do Troyes, była gęsto zalesiona, ale w ciągu poprzednich dwóch stuleci i tak dokonano dość znacznych wycinek i zagospodarowano sporo nieużytków. Zwiększyła się liczba zamków, wsi i klasztorów. Ludzkie siedziby otoczone były polami uprawnymi i pastwiskami, na których widać było owce i bydło. Tuż za murami miasta leżały pola i ogrody należące bezpośrednio do mieszkańców Troyes. Przybywający na jarmark wjeżdżali do miasta przez jedną z bram dzielnicy handlowej. Od zachodu była to Porte de Paris albo Porte d’Auxerre, od północy ­Porte de la Madeleine lub Porte de Preize, wreszcie od południa można było wjechać przez Porte de Cronciaus. Na mur koloru piaskowego1, wysoki na dwadzieścia stóp i gruby na osiem składały się ściany zewnętrzne z nieregularnych bloków wapienia i gruz wypełniający 49


1. TROYES 1250

przestrzeń w środku. Ponad murem wznosiły się dachy, kominy i kościelne wieże. Przybysze przekraczali suchą fosę po moście zwodzonym, mijali dwuskrzydłowe żelazne odrzwia bramy strzeżone przez dwie wieże wartownicze. Te niezwykle mocne małe fortece połączone były ze sobą trzema przejściami: jedno znajdowało się pod drogą, drugie bezpośrednio nad nią, a trzecie na poziomie muru. Kręcone kamienne schody prowadziły z wież do sklepionych pomieszczeń. Ktoś, kto wjeżdżał przez Porte de Paris, trafiał od razu do najnowszej części miasta – dzielnicy handlowej na zachód od Rû Cordé, kanału stworzonego przez odnogę Sekwany. Sto jardów w prawo wyrastała Wieża Wicehrabiego2, pierwotnie forteca należąca do głównego zastępcy hrabiego. Urząd ten stopniowo przekształcił się w dziedziczną synekurę, w połowie trzynastego wieku obsadzaną przez trzy rodziny. Sama wieża była już wtedy zwykłym anachronizmem. W pobliżu znaleźć można było także otwartą przestrzeń w kształcie trójkąta – targ zbożowy. Na jego północnym krańcu stał szpital św. Bernarda. Dwie główne arterie komunikacyjne przecinały dzielnicę handlową ze wschodu na zachód. Pierwszą z nich była Rue de l’Epicerie, ulica, która zmieniała kilkukrotnie swoją nazwę, zanim dotarła do kanału. Na północ od niej leżała druga arteria: Grande Rue biegnąca od Porte de Paris do mostu pozwalającego przedostać się na obszar starego miasta, szeroka na trzydzieści stóp i wybrukowana kamieniem3. Grande Rue była wyraźnie 51


ŻYCIE W ŚREDNIOWIECZNYM MIEŚCIE

szersza i o wiele prostsza w porównaniu z bocznymi uliczkami, na których musieli się przeciskać jeźdźcy, a czasem nawet i piesi. Przykładowo ruelle des Chats – Koci Zaułek – miał tylko siedem stóp szerokości. Nawet jednak na głównej arterii można było odnieść wrażenie, że budynki się tłoczą – trzy i czterokondygnacyjne domy o konstrukcji szkieletowej cisnęły się wzdłuż

52


1. TROYES 1250

ulicy, a w górze nachylały się ku sobie ich oparte na kroksztynach, nieregularnych kształtów wyższe kondygnacje. Fasady malowano na czerwono i niebiesko albo okładano płytkami; często zdobiono je deskami, sztukateriami czy ząbkami. Kolorowe szyldy wisiały nad Średniowieczne domy w Troyes. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczną konstrukcję opartą na drewnianym szkielecie oraz pomieszczenia na parterze, gdzie znajdowały się sklepy lub warsztaty.

53


ŻYCIE W ŚREDNIOWIECZNYM MIEŚCIE

drzwiami tawern, a nad sklepami i warsztatami symbole poszczególnych zawodów. Sklepy otwierały się na ulicę – opuszczone fronty kramów służyły za lady wystawiennicze do handlowania butami, pasami, sakiewkami, nożami, łyżkami, garnkami i patelniami, a nawet różańcami. Wewnątrz widać było uwijających się przy pracy właścicieli i ich uczniów. Większość ludzi przemieszczała się pieszo – rzemieślnicy w barwnych szatach i pończochach, mieszczki w sukniach i pelerynach, kryjące włosy pod białą podwiką, kupcy w płaszczach podbijanych futrem, a tu i ówdzie czarny czy brązowy habit księdza lub mnicha. Gęgające gęsi uciekały spod końskich kopyt, psy i koty wylegiwały się na progach domów albo poszukiwały żywności razem z gołębiami. Z okazji jarmarku ulice czyszczono, ale specyficzny zapach miasta czuć było bez przerwy. Odór zwierzęcych odchodów i śmieci mieszał się z przyjemniejszymi woniami z garkuchni i domów. Najostrzejszy smród panował w pobliżu handlarzy ryb, sukienników, rzeźników i najgorszych ze wszystkich – garbarzy. W dwunastym stuleciu rozwój zakładów garbarskich i rzeźni doprowadził do pojawienia się typowego dla średniowiecznego ośrodka problemu – koryto rzeki ­Vienne dosłownie dławiło się od odpadów. Hrabia Henryk I Szczodry zlecił przekopanie kanału z górnego biegu Sekwany, co wzmocniło nurt Vienne i spłukało zanieczyszczenia. Niemniej dzielnice rzeźników i garbarzy nadal pozostawały najmniej pożądanym 54


1. TROYES 1250

sąsiedztwem w mieście. Miejscowości takie jak ­Troyes prawnie nakazywały właścicielom domów i sklepów czyszczenie ulicy przed budynkiem i zakazywały wylewania ścieków wprost na nią. Niemniej tego typu rozporządzenia odnosiły jedynie połowiczny skutek. Również deszcz potęgował problem, zamieniając niewybrukowane ulice w potoki błota.

Ta rycina z XIV-wiecznego traktatu pokazuje nam wnętrze średniowiecznej kuchni – jednego z najważniejszych pomieszczeń ówczesnego domu mieszczańskiego.

55


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Życie w średniowiecznym mieście by SIW Znak - Issuu