LUTY 2018 NR 1
wydanie specjalne Przedpremierowy
fragment
najnowszej powieści
Katarzyny Michalak
„Promyk słońca”
„Nie osiągnęłabym TAK WIELE, gdyby nie pasja i determinacja” wywiad z Katarzyną Michalak
Dlaczego
QUIZ bohaterką której powieści jesteś?
kochamy
literaturę kobiecą? 10 najważniejszych powodów LUTY 2018 NR 1
1
J
KOCHANE CZYTELNICZKI I DRODZY CZYTELNICY, ak to się zaczęło? Skromnie: od słonecznej „Poczekajki”. Czy wtedy, dziesięć
lat temu marzyłam, że kiedyś sięgnę „Gwiazdki z nieba”? Nie. Ale na pierwszej wydanej książce nie poprzestałam. Zaczęłam pisać następną i oto dziś: ponad 30 bestsellerowych tytułów, setki ciekawych wywiadów, tysiące wiernych Czytel ników i miliony ciepłych komentarzy. To wszystko zaledwie w ciągu dekady. Z tej okazji chciałabym bardzo podziękować wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy przez ten czas byli ze mną, nie szczędzili dobrych słów, wspierali w trudnych chwilach i przede wszystkim… czytali moje książki! W 2008 roku rozpoczęłam moją pisarską karierę. Nie przypuszczałam, że wszystko tak się potoczy. Tak fantastycznie! Choć nieraz bywało trudno i smutno, a kilka razy naprawdę byłam bliska zamknięcia rozdziału pt. „Moje pisarstwo”. Dziś wiem jedno: nie zamieniłabym tego czasu na nic innego. Chciałabym więc podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i emocjami. I oto trzymacie w rękach specjalny dodatek, który powstał z myślą o moim jubileuszu oraz zbliżającej się premierze najnowszej książki „Promyk słońca”. W środku znajdziecie m.in. przedpremierowy fragment powieści o dalszych losach Nataniela, Marty, Mateusza, Emilki i jeszcze kogoś… Możecie tutaj również przeczytać wywiad, który – mam nadzieję – okaże się dla Was interesujący. Jeśli ktoś z was zastanawia się, dlaczego niektóre książki są tak popularne, warto przeczytać „10 powodów, dla których kochamy literaturę kobiecą”. A na koniec coś, co tygryski naprawdę lubią: krótki „QUIZ – którą bohaterką jesteś?”. W końcu niejedna z nas marzy o tym, aby chociaż przez chwilę grać główną rolę. Dziękuję, że jesteście. Przecież całą tę radość i pasję ostatnich dziesięciu lat za
wdzięczam Wam…
WYWIAD NIE OSIĄGNĘŁABYM TAK WIELE, GDYBY NIE PASJA I DETERMINACJA
Kocha książki, i to z wzajemnością. Jest autorką ponad trzydziestu bests ellerowych powieści.– Mam kilka pomysłów na przyszłość. Po pierwsze, pracuję z produ-
centem nad ekranizacją
jednej z moich powieści.
Piszę scenariusz, co bardzo mi się podoba. Mam oczywiście dalsze plany pisarskie,
choćby rozpoczęcie kariery międzynarodowej – mówi
Katarzyna Michalak, która w 2018 roku obchodzi jubileusz swojej kariery.
R
ozpoczynając przygodę z pisaniem, spodziewała się Pani, że właśnie tak potoczy się przyszłość? Przygodę z pisaniem rozpoczęłam, kiedy w ogóle nauczyłam się pisać. Miałam wtedy z sześć lat, ale rzeczywiście jako praw dziwa pisarka zadebiutowałam dziesięć lat temu. Czego się spo dziewałam? Bardzo cieszyłam się na widok mojej pierwszej po wieści, „Poczekajki”, na księgarskich półkach. Było to naprawdę niesamowite, niewiarygodne. Prawdę mówiąc, do dziś trochę nie wierzę, że to jawa, że naprawdę piszę te książki, a Czytelnicy kupują je w tysiącach, dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Trochę to dla mnie jak sen. I boję się czasami, żeby – jak to ze snami bywa – nagle się nie skończył. Od lekarza weterynarii po bestsellerową pisarkę. To dość zaskakująca kariera. Jak wyglądały początki? Po pierwsze, trzeba odkryć swoje talenty, mocne strony – każ dy jakieś ma. Nie dzieje się tak, że jeden jest wybrańcem Boga, a inny nadaje się tylko „do łopaty”. Uważam, że każdy z nas
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak sp. z o.o. Adres wydawcy: ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków centrala: tel. (12) 61 99 500
został obdarzony czymś wyjątkowym. Ale nie każdemu chce się talent rozwijać, pracować nad nim, bo to już nie sama przy jemność, ale ciężka praca. Sukces to jedna czwarta talentu i trzy czwarte pracy. Na szczęście bym nie liczyła, chociaż się przydaje. Życie częściej rzucało mi kłody pod nogi, niż mnie rozpieszcza ło, jednak mimo to nie przestałam pisać. A gdy już skończyłam pierwszą książkę, zebrałam się na odwagę i wysłałam ją do kil ku wydawców. Udało się dopiero za drugim podejściem. Potem było jeszcze więcej ciężkiej pracy, odkrywania następnych ta lentów – do projektowania okładek, montażu filmów, fotografii artystycznej – i chyba też więcej odwagi, bo nie poprzestałam na pierwszej powieści, nie trzymałam się jednego gatunku. Ciągle sięgam wyżej, eksperymentuję, nie boję się trudnych tematów. Na pewno nie osiągnęłabym tak wiele, gdyby nie pasja i determi nacja. One też się przydają. Gdy coś już sobie wymarzę, znajdę tę swoją gwiazdkę z nieba, to po prostu do tego dążę. I to właśnie podstawa sukcesu: oddawać się swojej pasji całym sercem i du szą i dążyć do spełnienia. LUTY 2018 NR 1
3
Czyta Pani wszystko, co wpadnie w ręce, a jak to jest z pomysłem na książkę? Pojawia się nagle czy jest to raczej długotrwały proces? Raczej nagle. Kiedyś, na samym początku mojego pisania, czerpałam pomysły ze snów. Miałam genialnie kolorowe, przygodowe sny. Potem, gdy podjęłam w moich powieściach poważniejsze tematy, zaczęły one same do mnie przychodzić. Pamiętam, jak przeczytałam o tragedii młodej matki, która za biła swoje maleństwo, chcąc je chronić. Miała psychozę popo rodową. To wydarzenie, napomknięte w jakiejś gazecie, zbie gło się ze spotkaniem przeze mnie bezdomnej młodej kobiety, której historia również mną wstrząsnęła. Z tych dwóch opo wieści, prawdziwych, i jeszcze jednej, która również wydarzyła się naprawdę, powstała jedna z najmocniejszych i najbardziej cenionych przez Czytelniczki książek „Bezdomna”. Równie silnym bodźcem, tym razem do powstania Leśnej Trylogii – historii zaczynającej się pięknym, niewinnym opisem domu na leśnej polanie, ale o treści po prostu roztrzaskującej serce na kawałki – była niepozorna książeczka „X Pawilon. Katow nia UB na Rakowieckiej”. Z niej wysnułam moim zdaniem najlepszą opowieść, „Leśną Polanę”, i dwa następne tomy. Tak więc inspiracją może być chwila, jedno spotkanie, sen, książ ka, wreszcie po prostu... pomysł. Tak było z Serią Mazurską, z „Gwiazdką z nieba”. Któregoś dnia po prostu zaczęła mi się opowiadać. I domagać spisania... W każdej książce porusza Pani trudne i skomplikowane problemy społeczne. Po to piszę. To jest moja misja, powołanie. Nie chcę, żeby moje książki były szufladkowane jako zwykłe romansidła , i nie lu bię tego. Chcę w nich przemycić coś więcej. I Czytelniczki to
Życie częściej rzucało mi kłody pod nogi, niż mnie rozpieszczało, jednak mimo to nie przestałam pisać. A gdy już skończyłam pierwszą książkę, zebrałam się na odwagę i wysłałam ją do kilku wydawców. Udało się dopiero za drugim podejściem. Potem było jeszcze więcej ciężkiej pracy, odkrywania następnych talentów. Mówi Pani o odkrywaniu kolejnych talentów – czy w takim razie możemy spodziewać się czegoś zaskakującego w najbliższym czasie? A tych, które już wykorzystałam, nie wystarczy? (śmiech) Mam kilka pomysłów na przyszłość. Po pierwsze, pracuję z producentem nad ekranizacją jednej z moich powieści. Piszę scenariusz, co bardzo mi się podoba: dialogi i akcja. Bardzo lubię remontować domy z duszą i urządzać wnętrza. Myślę nad kupnem starego dworu i doprowadzeniem go do dawnej świetności. Mam oczywiście dalsze plany pisarskie – choćby rozpoczęcie kariery międzynarodowej, ale to chyba nie jest za skoczeniem. (śmiech) Może Pani zdradzić, do jakiej książki planowana jest ekranizacja? „W imię miłości” – to opowieść o dziewczynce, Ani Krasce, która walczy o życie swojej mamy. Skąd się bierze ta wszechstronność? Przyznam, że nie mam pojęcia. Może bierze się to z mojej cieka wości świata? Od dzieciństwa uwielbiałam dużo wiedzieć, dużo umieć. Do dziś interesuje mnie właściwie wszystko. Z równym zainteresowaniem śledzę poszukiwanie czarnych dziur i listy bestsellerów. Czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce, nawet jeśli jest to opis silnika Diesla. Naprawdę… (śmiech) 4
PROMYK SŁOŃCA
doceniają. Przeżywają przygody bohaterów jak swoje wła sne, dzięki temu dowiadują się, „jak by to było, gdyby”. I to wszystko bezpiecznie, siedząc w fotelu czy leżąc pod ciepłą kołdrą we własnym łóżku. Cieszy mnie bardzo, że wracają do moich książek po wielokroć. Że te historie zostawiają w nich ślad. Również niesamowite jest, gdy mówią, jak moje książki zmieniły ich życie. Że dzięki nim pokochały czytanie, zaczę ły zmieniać swoje relacje z rodziną czy otoczeniem. To jest wspaniałe. Największa nagroda dla mnie jako pisarki. Mam również nadzieję, że moje powieści otwierają Czytelnikowi oczy na problemy, o których nie wiedział, a które mogą stać się jego udziałem. Może dzięki temu nie popełni błędów bo haterki? Może uratuje to czyjeś życie? Zdarza się czasem utknąć w miejscu podczas pisania, czy może nie wstaje Pani od biurka, dopóki nie skończy? Zdarza się, że nie mogę usiąść do tego biurka. Ale pocieszam się, że to przypadłość wszystkich pisarzy. Uwielbiamy wy myślać historie i pisać słowo „koniec”. Wszystko pomiędzy jest męką pańską (śmiech). Nigdy jednak nie zdarzyło mi się – gdy już usiadłam, otworzyłam plik z powieścią – że nic nie przychodziło mi do głowy. Mój umysł i moja wyobraźnia natychmiast wskakują na najwyższe obroty i nie nadążam ze spisywaniem tego, co spływa mi pod palce. Bywają momenty,
Nie chcę, żeby moje książki były szufladkowane jako zwykłe romansidła, i nie lubię tego. Chcę w nich przemycić coś więcej. I Czytelniczki to doceniają. Przeżywają przygody bohaterów jak swoje własne, dzięki temu dowiadują się, „jak by to było, gdyby”. że nie mogę się oderwać. Tylko obolały kręgosłup i łzawiące oczy zmuszają mnie wtedy do odpoczynku. Aha, jeszcze jakieś dziecko, najczęściej moje, domaga się obiadu czy przywiezie nia ze szkoły. (śmiech) Być może niewiele osób o tym wie, ale nie mieszkacie już w Polsce… Sercem nigdy Ojczyzny nie opuściłam, jedynie ciałem. Od ponad roku mieszkam na stałe w Australii. Przede wszystkim ze względu na młodszego syna. Zależało mi, żeby posługiwał się językiem angielskim równie biegle jak polskim. Do tego pogoda. Jestem zdecydowanie ciepłolubna. Gorącolubna! Klimat podrównikowy, a w takim teraz przebywam, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Słońce niemal cały rok, w zimie ponad 25 stopni, w lecie nie mniej niż 30 – i jestem szczęśliwa. Ale za Polską tęsknię tak bardzo, że co kilka miesięcy wyru szam w ponad trzydziestogodzinną podróż do kraju. Za czym najbardziej Pani tęskni? Za książkami po polsku. Za tym, że wchodzę do księgarni peł nej polskich książek. Tam są jedynie stoiska w hipermarketach. Tęsknię za naszymi miastami, które mają swój klimat i historię dłuższą niż dwieście lat. Oczywiście za rodziną i przyjaciółmi. I jeszcze za naszym jedzeniem: pierogami i barszczem czerwo nym!!! Rozmarzyłam się… Łatwo przywiązuje się Pani do nowego miejsca? Bardzo łatwo. Przeprowadzałam się w moim życiu tyle razy... Kiedyś próbowałam policzyć, w ilu domach wiłam gniazdo, ale było tego zbyt wiele. To chyba widać w moich powieściach, w ciągłym poszukiwaniu tego jedynego miejsca, które wreszcie będzie moje i tylko moje – azylu, gdzie poczuję się bezpieczna. Z drugiej strony to chyba dobrze, bo łatwiej godzę się ze stra tą. Nie łamie mnie, nie jest druzgocąca, jak dawniej. Dziś dom noszę w sercu. Tam, gdzie są moje dzieci, nasza mała rodzina, tam jest moje miejsce na ziemi. A z czego jest Pani najbardziej dumna? Zawodowo? Bez cienia wątpliwości z pierwszego miejsca w rankingu czytelnictwa Biblioteki Narodowej w 2015 roku. To osiągnięcie nieprawdopodobne! Ze wszystkich pisarzy pol skich i zagranicznych moje książki były czytane najczęściej! I oczywiście nominacja do nagrody Bestseller Empiku 2017 dla „Gwiazdki z nieba” – to również niesamowite, że moja książka była jedną z pięciu najczęściej kupowanych polskich powieści. Coś wspaniałego! Prywatnie natomiast, że udało mi się uzyskać australijską wizę stałego pobytu. Proszę mi wie rzyć, że nie było to łatwe. Wręcz przeciwnie. Chyba tak trudne jak debiut literacki! Mogę tu spokojnie mieszkać i kształcić dzieci. Jaki będzie rok 2018 dla Katarzyny Michalak? Czego możemy się spodziewać? Chciałabym wydać powieść szczególną, która zapadnie w pa mięć Czytelników, tak jak „Poczekajka” – moja pierworodna. Mam kilka pomysłów, jak mogłabym uczcić to dziesięciolecie,
muszę się jedynie na któryś zdecydować. Mam również na dzieję, że ruszą zdjęcia do filmu na podstawie „W imię miło ści”. To jedno z moich Wielkich Marzeń – ujrzeć moją powieść przeniesioną na duży ekran. Na pewno również zacznę pisać powieść przeznaczoną dla Czytelników na całym świecie. No szę ją w sercu od wielu lat. Najwyższa pora spisać tę historię. Miałam również nadzieję, że wydam w tym roku powieść mo jego życia, czyli „Miasto Walecznych”, ale jeszcze nie nadszedł czas... Czy powie nam Pani na koniec parę słów o „Promyku słońca”? Pierwsi recenzenci są zgodni: nieprzewidywalny, poruszający. „Promyk” nie tylko dla Czytelnika, ale i dla mnie był nieprze widywalny od samego początku, bo... miało go w ogóle nie być. „Gwiazdkę z nieba” zaplanowałam jako jednotomową, pogodną opowieść. Moi bohaterowie są jednak nieobliczalni – niektórzy, jak czarny charakter Siergiej Sodarow – pojawiają się, mimo że do opowiadanej historii ich nie zapraszałam, i powieść staje się wielowątkowa, fabuła się rozrasta. Właśnie z pojawieniem się Siergieja stwierdziłam, że w jednym tomie po prostu się „nie zmieszczę” i wtedy pojawił się pomysł – z tytułem i okładką –
Sercem nigdy Ojczyzny nie opuściłam, jedynie ciałem. Od ponad roku mieszkam na stałe w Australii. Przede wszystkim ze względu na młodszego syna. Zależało mi, żeby posługiwał się językiem angielskim równie biegle jak polskim.
na tom drugi. A w połowie „Promyka” już wiedziałam, że nie domknę wszystkich wątków i tak oto powstaje Seria Mazurska. „Promyk” zaskoczył mnie – i na pewno zaskoczy Czytelniczki – również tym, że niemal od pierwszego rozdziału wiedziałam, jak się potoczą losy jednego z głównych bohaterów. A nigdy tego nie planuję. Po prostu zasiadam do pisania i całkowicie oddaję się w ręce wyobraźni. Teraz jednak musiałam doprowadzić bohate rów i historię od punktu P jak początek do punktu Z jak Zapla nowane Zakończenie. Było to ciekawe, nie powiem... Powiedzia łabym coś więcej o fabule, ale nie tym razem. Niech będzie tak zaskakująca, jak Czytelniczki spodziewają się tego po książkach Katarzyny Michalak. Uprzedzam jedynie, że przydadzą się chus teczki. Tak ze dwie paczki, bo będą łzy. Czy z radości, czy ze smut ku? Przekonacie się, moje drogie Czytelniczki, już niedługo... LUTY 2018 NR 1
5
przedpremierowy fragment najnowszej książki
Katarzyny Michalak Już wkrótce, bo 28 lutego, do sprzedaży trafi najnowsza książka Katarzyny Michalak – „Promyk słońca”. To opowieść o namiętnościach tak silnych, że mogą wszystko zburzyć lub ocalić. Autorka ponownie zabiera nas do świata bestsellerowej „Gwiazdki z nieba”, najpopularniejszej powieści obyczajowej ubiegłego
roku. W oczekiwaniu na premierę publikujemy specjal-
dostatek. Nie ten, to będzie inny, którego miastowi do lasu podrzucą na zatracenie. Co innego krowa czy prosiak – o te się dbało, bo przynosiły zysk. Pies był jedy nie darmozjadem, niczym więcej… Nataniel zaparkował, wydobył pieska z transportera, wziął na ręce i wszedł do ciemnego, chłodnego korytarzyka. Drzwi prowadzące do gabinetu były otwarte, zapukał więc we framugę, a sły sząc: „Proszę! Zapraszam!”, wszedł do środka, głaszcząc drugą ręką drżącą na całym ciele psinę. O dziwo, przy szafce z lekami stała, ustawiając buteleczki sobie tylko zna nym systemem, dwudziestoparoletnia rudowłosa i szarooka dziewczyna, którą Nataniel widział tu po raz pierwszy.
– Dyplomu jeszcze nie mam, chociaż praktykę jak najbardziej. Jeśli chce pan jednak poczekać na wujka, powinien wrócić za pół godziny. Nataniel spojrzał na Trusię. Czekać pół godziny z tym kłębkiem strachu? – Zastrzyki umie pani robić? – musiał się upewnić. Zaśmiała się. – Jak najbardziej. Ćwiczyłam na sobie. Zdecydowany wyjść stąd jak najszybciej – ze względu na Trusię, rzecz jasna, bo roz mowa z fajną, uroczą dziewczyną wcale mu nie przeszkadzała – postawił pieska na sto liku, a ona, ta Zosia Micińska znaczy się, od razu podeszła do pieska, objęła go serdecz nie i głaszcząc po łebku, zaczęła uspokaja jąco przemawiać. Trusia nadstawiła uszka.
do tego. Oczy, aż za duże jak na drobną, szczupłą twarz, skryła za grubymi szkła mi okularów. Nos usiany piegami i ogni ste włosy związane w koński ogon – oto cała doktor Zosia. Ale… miała w sobie coś tak kojącego, taki spokój i serdecz ność, że Nataniel – porównując tę dziew czynę z równie rudowłosą i wielkooką Oliwią – dał duży plus Zosi Micińskiej. – Proszę mówić mi po imieniu. – Uniosła nań spojrzenie i znów się uśmiechnęła. Ład ny miała uśmiech. Ciepły. Bez krzty fałszu. – Tylko jeżeli ty będziesz mówiła po imieniu mnie. – Nie ma sprawy. Zajrzałam do naszej kartoteki, zastrzyki dzisiaj się kończą, ale za dwa tygodnie wypadałoby zaszczepić Trusię przeciwko wściekliźnie.
Obserwował dziewczynę przez cały ten czas. Nie należała do piękności, miała zbyt ostre rysy, nieco nieregularne do tego. Oczy, aż za duże jak na drobną, szczupłą twarz, skryła za grubymi szkłami okularów. Nos usiany piegami i ogniste włosy związane w koński ogon – oto cała doktor Zosia. Ale...
nie dla Was fragment książki!
N
ataniel wstał z samego rana. Wyjrzał przez okno z nadzieją, że przywita go słońce, tak jak wczoraj, i z ulgą ujrzał jasny krąg przedzierający się dzielnie przez siwe chmury. Zapo wiadali wiosenne burze, ale może dziś los uśmiechnie się do Mazur i podaruje im nieco słonecznego blasku. Wyszedł przed dom, z rozkoszą wciąg nął do płuc powietrze pachnące jak ni gdzie indziej. Pąkami liści rwącymi się do życia. Wiosennym deszczem, drobnymi kroplami skapującym na żyzną, świeżą ziemię. A już najbardziej obietnicą, tak właśnie: obietnicą nowego dnia, kiedy wszystko, co najlepsze, dopiero przed tobą. Trusia zatańczyła u jego stóp, popi skując radośnie. Pogłaskał pieska po łebku. Uśmiechnął się sam do siebie. Był szczęśliwy, tak po prostu. Nie oczeku jąc niczego od życia, dziękował za to, co ma. Trochę absurdalne wydało mu się to uczucie właśnie dzisiaj, gdy Emilka była w szpitalu, Siergiej był w szpitalu i Mar ta z Mateuszem też na dobrą sprawę byli w szpitalu, ale… Nataniel wierzył, że wszystko będzie dobrze. Promień słoń ca padł na nagi tors młodego mężczyzny. Mięśnie zagrały pod skórą. Czuł się pe łen życia i energii, gdy nie zważając na wiosenny chłód, chwytał w dłoń siekierę i rozłupywał pieniek brzozy na pół. Za
6
PROMYK SŁOŃCA
Drogi do lecznicy były dwie: jedna na skróty, przez las, a potem szosą asfaltową, druga dłuższa, za to bardzo malownicza – okalająca jezioro – i tę Nataniel wybrał, jeszcze za mało mając wiosny i słońca. Jezioro lśniło błękitem i srebrem, łąki i polany zieleniły się nieśmiało, chłopak jechał wolno, rozkoszując się wiosennym, pogodnym dniem. Podjazd przy lecznicy świecił pustkami.
chwilę rozpali w kominku. W domu od razu zrobi się ciepło i przytulnie. Zje szybkie śniadanie, oporządzi zwie rzęta, najpierw własne, potem Siergieja, następnie krótka wizyta z Trusią u we terynarza i koło południa będzie w szpi talu, przy Emilce. Może dziś ją wypiszą? I dziewczynka wróci z nim do domu? Przed południem, wróciwszy z ran cza, wziął Trusię na ręce i mimo iż piesek popiskiwał błagalnie, szóstym zmysłem czując, co go czeka, zamknął biedaczkę do transportera i wstawił na tylne sie dzenie terenówki. – Nie bój się, mała – rzucił przez ramię do pieska, który kilka dni temu zaczął po kasływać. – Jeszcze tylko jeden zastrzyk i koniec. Możemy uznać cię za wyleczoną. Drogi do lecznicy były dwie: jedna na skróty, przez las, a potem szosą asfaltową, druga dłuższa, za to bardzo malownicza – okalająca jezioro – i tę Nataniel wybrał, jeszcze za mało mając wiosny i słońca. Jezioro lśniło błękitem i srebrem, łąki i polany zieleniły się nieśmiało, chłopak jechał wolno, rozkoszując się wiosen nym, pogodnym dniem. Podjazd przy lecznicy świecił pustka mi. Nie tylko dlatego, że pora była wcze sna, po prostu miejscowi rzadko chodzili ze swoimi zwierzakami do lekarza. Wy dawać stówę na zastrzyki, bo pies zacho rował?! Wolne żarty. Psów jest ci na wsi
– Dzień dobry – odezwał się, nieco zmieszany, bo dziewcząt w gabinecie weterynarza się nie spodziewał. – Przy szliśmy na zastrzyk. Nieznajoma, odziana w zielony le karski fartuch, odstawiła buteleczkę z lekiem i uśmiechając się do Nataniela, czy raczej Trusi, szeroko, wskazała dło nią stół. Biedna psina na ten widok za częła trząść się jeszcze bardziej. – Doktora Rumskiego nie ma? – zapytał. – Jestem jego zmienniczką, właśnie kończę studia. Zofia Micińska. Wyciągnęła do Nataniela rękę, a gdy podał swoją, przedstawiając się, odpo wiedziała mocnym uściskiem. Spodo bało mu się to. Lubił, gdy dziewczyna podawała zdecydowaną dłoń, a nie coś miękkiego i nijakiego jak żelowa wkład ka do butów.
– Kto jej to zrobił? – zapytała półgło sem dziewczyna, wskazując puste oczo doły pieska. – Byli właściciele – mruknął. – Ośle pili i zostawili w lesie. Przybłąkała się do mnie i oto jest. Radzi sobie bez oczu całkiem nieźle – dodał. Pokręciła głową bez uśmiechu, zbada ła sunię uważnie, cały czas przemawiając do niej cicho i łagodnie, po czym pode szła do biurka, sprawdziła w komputerze, co ma podać, i raz-dwa-trzy było po za strzyku. Trusia, wygłaskana przez młodą lekarkę i uszczęśliwiona, nawet nie za uważyła szybkiego ukłucia. – Jest pani czarodziejką – odezwał się Nataniel pełen podziwu. Obserwował dziewczynę przez cały ten czas. Nie należała do piękności, mia ła zbyt ostre rysy, nieco nieregularne
– Wiem, pamiętam. Mam to zapisane w kalendarzu. – Naprawdę? – zdziwiła się. Należał do nielicznych, którym nie trzeba było przypominać o szczepie niu psa. Lekarze weterynarii uwielbiali takich pacjentów. Nie dlatego, że przy nosili dochód, lecz dlatego, że dbali o zwierzęta nie tylko gospodarskie, ale i domowe. – Na długo zostaniesz w okolicy? – Sam siebie zdumiał tym pytaniem. Co go niby obchodzi, czy pani doktor zosta nie tu czy nie? A jednak… – Mam do zaliczenia jeszcze trzy koń cowe egzaminy, ale te parę razy do War szawy dojadę. Od środy mieszkam na stałe z mamą. – Jesteśmy więc sąsiadami – stwierdził, czując zadowolenie, które wcale mu się LUTY 2018 NR 1
7
W jej głosie nie było nic więcej oprócz şyczliwości, gdy mówiła o Siergieju. Jeśli Nataniel doszukiwał się resztek uczuć, cienia romansu, musiał się rozczarować. Pozytywnie rzecz jasna. – Nie widziałam go szmat czasu – dorzuciła, cały czas głaszcząc Trusię, która ułoşyła się wygodnie na stole i podstawiała łepek pod dobrą, czułą dłoń lekarki. – Nadal prowadzi tę stadninę? nie podobało. „Chyba nie zaczniesz podry wać tej dziewczyny? Mało ci tęsknoty za Oliwią?� – sarknął na siebie w duchu. – Mieszkasz w chacie po drugiej stro nie jeziora? Niedaleko rancza Sodarowa? – Znasz go? – Na dźwięk tego nazwiska od razu się nastroszył. Pamięć brutalnie podsunęła mu wspomnienie Siergieja i Iwony. Na pomoście, którego juş nie ma‌ – Przed studiami pracowałam u niego. Przy koniach. Domyślasz się, şe uwiel biam konie, jak chyba kaşdy weterynarz. Fajny człowiek. Ratuje zwierzęta z trans portów śmierci. Za to naprawdę go lubię. W jej głosie nie było nic więcej oprócz şyczliwości, gdy mówiła o Sier gieju. Jeśli Nataniel doszukiwał się resz tek uczuć, cienia romansu, musiał się rozczarować. Pozytywnie rzecz jasna. – Nie widziałam go szmat czasu – do rzuciła, cały czas głaszcząc Trusię, która ułoşyła się wygodnie na stole i podsta wiała łepek pod dobrą, czułą dłoń lekar ki. – Nadal prowadzi tę stadninę? – Ja się teraz zajmuję jego końmi – od parł. – Jeśli chcesz, moşesz wpaść. Nie potrzebuję pomocy przy codziennych obowiązkach, ale moglibyśmy pojechać w teren. – Super! Tego mi właśnie w Sennej bra kowało! Miłego towarzystwa do długich włóczęg! Kiedy tylko znajdziesz czas, a ja nie będę miała dyşuru w lecznicy, ślij ese mesa. Proszę, oto numer mojej komórki. 8
PROMYK SĹ OĹƒCA
– Podała mu prostą białą wizytówkę z imieniem, nazwiskiem, adresem, tele fonem i wizerunkiem zabawnego corgi. Przyjął ją z uśmiechem. – Mój telefon‌ – Mam w kartotece. – Będę dzwonił. Uporam się tylko z pilnymi obowiązkami i będę dzwonił – zapewnił, czując, şe bardzo pragnie to warzystwa tej dziewczyny w samotnych dotychczas wędrówkach. – Jeśli nie przydarzy się to w najblişszym tygo dniu, nie myśl, şe zapomniałem, dobrze? Pewnie o tym nie wiesz, ale opiekuję się córeczką znajomej. Jest nieco absorbu jąca, jak to pięciolatka, ale na co dzień mieszka z Martą Kraszewską‌ – Urwał nagle. „Po co jej to mówisz, na miłość boską?! Tej dziewczyny nie interesuje twoje şycie rodzinne! Ogarnij się, czło wieku, i zamilcz!� – zbeształ się w duchu. – Wiem wszystko. – Uśmiechnęła się. – Marek Sidło nie omieszkał streścić mi wydarzeń ostatnich miesięcy, gdy tylko natknęłam się na niego przy spoşywczym. Z godzinę mi nawijał o tobie, twojej dziew czynie, doktor Kraszewskiej i jej córce. – Ja juş nie mam dziewczyny. Roz staliśmy się – sprostował, rumieniąc się mimowolnie. – O tym teş wspomniał. Szczerze cię nie cierpi, ale podziwia, a zyskać po dziw w oczach sołtysiaka to naprawdę coś. Prędzej zasłuşyłbyś na łaskawość
rekina niş Sidły. – Ze śmiechem, jak kumpel kumpla, poklepała Nataniela po ramieniu. – To co? Jesteśmy umówieni na randkę w siodle? – Jesteśmy. Uregulował naleşność, wziął Trusię na ręce i juş miał wychodzić, gdy odwró cił się, şeby po raz ostatni, ostatni na dziś, spojrzeć na miłą twarz tej dziewczyny. – Dziękuję, Zosiu – rzekł z głębi ser ca, nie bardzo wiedząc, za co jest jej wdzięczny. Czy za propozycję wspól nych włóczęg czy za‌ normalność, z jaką się z nią rozmawiało. Miła odmiana po obłędzie, który go dopadł wraz z Iwoną, i krótkim szaleństwie z Oliwią, które po zostawiło pustkę w sercu. – Pamiętaj o szczepieniu! – zawołała, gdy wsiadał z pieskiem do samochodu. – Nie zapomnę. Ale prędzej, mam na dzieję, spotkamy się w stajni Sodarowa. I tu się mylił. Bo plany planami, a los i tak robi, co chce. Było dobrze po południu, gdy wró cił do domu. Ostatnim punktem dnia była wizyta w szpitalu, u Emilci, która nie mogła juş pewnie doczekać się wuj ka Nataniela, „samotna i opustoszała�. Jeszcze musiał dokończyć rąbanie drew na dziś, bo zbierało się na wiosenną bu rzę. Ściągnął koszulę, czując na nagiej skórze przyjemny chłód, uniósł siekierę i jednym ciosem rozłupał polano. W momencie, gdy kładł je na stos i sięgał po następne, Trusia, leşąca dotąd grzecznie obok, uniosła się na sztywnych łapkach i warknęła ostrzegawczo. Na taniel wyprostował się, osłonił oczy od słońca, a potem odłoşył powoli siekierę. Drogą od strony lasu nadchodziła Oliwia. Śliczna, wiosenno-płomienna Oliwia. Widząc chłopaka, przyspieszy ła kroku, a potem ruszyła biegiem. Za śmiechem wpadła mu w ramiona, on obrócił ją dokoła, uradowany tak samo jak dziewczyna. Nagrodziła go za tę ra dość długim, namiętnym pocałunkiem. Przez parę uderzeń serca nie mógł się od niej oderwać, całując jej wargi tak samo zachłannie. Wbiła paznokcie w sprę şystą skórę na jego plecach, a on jęknął z nagłego poşądania. Wsunął dłoń mię dzy jej uda. Przytrzymała ją, ocierając się o jego palce. Doktor Zosia, o której przed chwilą jeszcze myślał, teraz znik nęła z jego şycia, jakby nigdy w nim nie zaistniała. Była tylko Oliwia. Obłędnie pociągająca, pełna ognia Oliwia. – Dokończymy w domu? – zaszeptał. Błysk w jej złotych źrenicach wystar czył za odpowiedź.
WÂ nietypowej roli
Dają do myślenia, pozwalają oderwać się od rzeczywistości i zmieniają światopogląd – tak właśnie działają na nas ksiąşki. A co powieści Katarzyny Michalak zmieniły w şyciu innych? Tym razem w rolę pisarek wcieliły się najwierniejsze czytelniczki.
W
szystko zaczęło się od „Bez domnej�. Ta historia sprawiła şe w mojej głowie zapaliła się lampka: NIE OCENIAJ. Niestety, w tym nieşyczli wym świecie mamy tendencję do stereo typowego postrzegania ludzi, a niejed nokrotnie to bardzo krzywdząca ocena. Ksiąşki Katarzyny Michalak pokazują, şe za kaşdym człowiekiem stoi jego historia, często tragiczna, a şycie przecieş nie jest tylko czarne ani tylko białe. Nie oceniaj my więc pochopnie. Ja juş nie oceniam. Joanna Urbańska
K
siÄ…Ĺźki Pani Kasi utwierdziĹ‚y mnie w przekonaniu, Ĺźe kobieta moĹźe być jednoczeĹ›nie delikatna i silna. DziÄ™ki nim wiem, Ĺźe nigdy nie wolno przestać marzyć, poniewaĹź nawet ab surdalne pragnienia siÄ™ speĹ‚niajÄ…. Pani Kasia ze swoimi bohaterkami pokazujÄ…, Ĺźe nie ma rzeczy niemoĹźliwych. đ&#x;˜Š Jej historie odsĹ‚aniajÄ… róşne oblicza czĹ‚o wieka i potwierdzajÄ… fakt, Ĺźe miĹ‚ość to najpotęşniejsza moc. Agnieszka Majda
P
rzygodÄ™ z ksiÄ…Ĺźkami pani Kasi Michalak zaczęłam od „Nie od dam dzieciâ€?. Ta historia uĹ›wiadomiĹ‚a mi, jak kruche jest Ĺźycie. JesteĹ› teraz, a za pięć minut ciÄ™ nie ma. Ile tracimy cza su na gĹ‚upoty zamiast te chwile spÄ™dzić z bliskimi? Minionego czasu nikt nam nie odda. Trzeba szanować Ĺźycie i cieszyć siÄ™ nim, bo nie wiemy, co czeka nas za ro giem. TwĂłrczość pani Kasi uzmysĹ‚owiĹ‚a mi, Ĺźe Ĺźycie to zlepek zdarzeĹ„ wesoĹ‚ych i smutnych. W jej ksiÄ…Ĺźkach odnajduje my swoje Ĺźycie. Przyjmujemy los z po korÄ…. DziÄ™kujÄ™ za wszystkie ksiÄ…Ĺźki, za wszystkie opowieĹ›ci i z niecierpliwoĹ›ciÄ… czekam na kolejne. đ&#x;˜Š Monika PieĹ„kowska
Ĺš
miało mogę powiedzieć, şe dzięki ksiąşce „Sklepik z Niespodzianką. Bogusia� powróciłam znowu po długich
latach do czytania! Jako dziecko czyta łam duĹźo, potem nie mogĹ‚am znaleźć dla siebie odpowiedniej tematyki. OdĹ‚o şyĹ‚am czytanie na czas nieokreĹ›lony. I tak byĹ‚o aĹź do wakacji, gdy pojechaĹ‚am w okolice Koszalina i kupiĹ‚am wĹ‚aĹ›nie pierwszÄ… część „Sklepiku z Niespodzian kÄ…â€? (czy to zbieg okolicznoĹ›ci, Ĺźe Bogusia rĂłwnieĹź znalazĹ‚a siÄ™ w tych okolicach?). PochĹ‚onęła mnie tak bardzo, Ĺźe prawie całą przeczytaĹ‚am w pociÄ…gu. Na miejscu musiaĹ‚am kupić sobie kolejne ksiÄ…Ĺźki, bo znowu chciaĹ‚o mi siÄ™ czytać. Kto wie, ile jeszcze zmarnowaĹ‚abym czasu na nie czytanie, gdyby nie ta ksiÄ…Ĺźka? đ&#x;˜Š Pani Kasiu, dziÄ™kujÄ™ za przywrĂłcenie mnie do grona czytelnikĂłw! Katarzyna Skolimowska
D
ziÄ™ki ksiÄ…Ĺźkom Pani Kasi otwoÂrzyĹ‚am siÄ™ na rodzimÄ… li teraturÄ™. đ&#x;˜Š WczeĹ›niej czytaĹ‚am ksiÄ…Ĺźki, ale zagranicznych autorĂłw. W bibliotece polecono mi „PoczekajkÄ™â€?. Pani biblio tekarka tak zachwalaĹ‚a ten debiut, Ĺźe nie mogĹ‚am nie wypoĹźyczyć. Dzisiaj czytam głównie ksiÄ…Ĺźki polskich autorek, takie kupujÄ™, wypoĹźyczam i sama poĹźyczam innym. Ostatnio babcia wzięła do czyta nia ostatni tom LeĹ›nej Trylogii. đ&#x;˜Š Nie mogĹ‚a siÄ™ doczekać, bo byĹ‚a druga w ko lejce. Pierwsza byĹ‚a siostra. Joanna Szarek
K
siÄ…Ĺźki pani Kasi nauczyĹ‚y mnie delektowania siÄ™ kaĹźdÄ… chwilÄ… z mojÄ… rodzinÄ…, caĹ‚owania rÄ…czek moje go 2,5-letniego synka, sĹ‚uchania ludzi, szacunku do samej siebie i wielu innych uczuć, z ktĂłrych pewnie nie zdajÄ™ sobie sprawy. DziÄ™ki nim mogÄ™ podróşować bez wychodzenia z domu. đ&#x;˜Š Dorota Mikulska
T
en, kto przeczytał chociaş jed ną ksiąşkę pani Kasi, wie, şe od tej pory będzie uzaleşniony. Polecam wszystkim zamiast porady psychologa
na zimową depresję. Wystarczy sięgnąć np. po „Ogród Kamili�, potem zamknąć oczy i delektować się magicznym ogro dem przez wiele dni. Te kolory cudow nych róş, te zapachy... To jest MAGIA. Irena Kozłowska
D
ziÄ™ki ksiÄ…Ĺźkom Katarzyny Michalak pomyĹ›laĹ‚am trochÄ™ o sobie – otulona kocem czytam i czy tam, nie majÄ…c wyrzutĂłw sumienia, Ĺźe na chwile „zaniedbujÄ™â€? rodzinÄ™. W koń cu dziecko rĂłwnieĹź potrzebuje czasu z tatÄ… na wyłączność – nikt nie zbuduje takiej stacji kolejowej jak tata đ&#x;˜Š Wró ciĹ‚am do marzeĹ„ z przeszĹ‚oĹ›ci, ktĂłre co raz mocniej dajÄ… o sobie znać. PrzecieĹź na marzenia nigdy nie jest za późno! ZrobiĹ‚am w koĹ„cu porzÄ…dek na pół eczce z ksiÄ…Ĺźkami, a przy okazji w swo jej gĹ‚owie. ZauwaĹźyĹ‚am teĹź drobiazgi w swoim Ĺźyciu, ktĂłre gdzieĹ› mi umknę ły, a ktĂłrymi warto siÄ™ cieszyć. Emilia Gryzik
K
ilka lat temu, właśnie po prze czytaniu ksiąşki pani Kasi, zarejestrowałam się jako potencjalny dawca szpiku i ciągle czekam... Elşbieta Małysa
K
siąşki Katarzyny Michalak pozwoliły mi na łagodne przej ście z aktywnego şycia zawodowego na wcześ niejszą emeryturę. Gdy praco wałam, czytałam duşo mniej. Dopiero „W imię miłości� przekonało mnie do regularnego czytania. Ksiąşki te uświa domiły mi, şe wszystko w naszym şyciu dzieje się z jakiegoś powodu i nie ma sy tuacji bez wyjścia, a marzenia są po to, aby się spełniały. ŝycie jest pełne niespo dzianek. Trzeba być czujnym i gotowym na to, co niesie nam los. Uśmiechajmy się do ludzi tak jak pani Kasia do swoich czytelników. Pani Kasiu, za piękne ksiąş ki i uśmiech z głębi serca dziękuję. Maria Broda LUTY 2018 NR 1
9
Dlaczego kochamy
literaturę
kobiecą OTO
Idź już, chcę sprawdzić, co słychać u mojego Wiktorka! – tak pewnego dnia moja przyjaciółka „odwdzięczyła” mi się za obdarowanie jej najnowszą książką Katarzyny Michalak. Dodam, że Wiktorek to nie mąż czy synek Dagmary, a bohater Leśnej Trylogii. Mogłabym się śmiertelnie obrazić, gdyby nie fakt, że często sama nie mogę się doczekać, aż kolejne tomy moich ulubionych autorów wpadną mi w ręce. A tak przy okazji, i tak zawsze wolałam Marcina. To właśnie Dagmara zaraziła mnie miłością do tzw. literatury kobiecej. Przyznaję, że wcześniej bar dzo przeze mnie niedocenianej. Te książki wciągają bardziej niż jakikolwiek serial. I to nie tylko mnie. W kolejce po najnowszy tom czeka jeszcze babcia Dagi i kilka naszych koleżanek. Jeśli nie możemy się doczekać na papierowe egzemplarze, kupujemy e-booki w przedsprzedaży. „Połykamy” premiery w jedną noc, a później żałujemy, że trzeba tak długo czekać na dalszy ciąg historii.
10 – naszym zdaniem –
najważniejszych powodów, dla których kochamy kobiece książki. 1. WCHODZIMY W INNY ŚWIAT W fotelu, na kanapie, w tramwaju, w szpitalu, podczas przerwy na uczelni – nie ma złego miejsca na przeniesienie się do in nego świata. Opuszczamy na chwilę naszą rzeczywistość, zo stawiamy problemy i troski, przenosząc się do miejsca, które urządził dla nas ktoś inny. Poznajemy nowych ludzi, zwiedza my nowe zakątki, absorbują nas zupełnie inne sprawy. To daje wytchnienie od codzienności. 2. W BOHATERKACH WIDZIMY SIEBIE Co ja bym zrobiła na jej miejscu – ile razy zadawałaś sobie to pytanie? W tym „drugim” świecie czasem czujemy się jak w lu strzanym odbiciu. Przecież bohaterki są takie jak my. To kobie ty, które stąpają twardo po ziemi, ale nie boją się marzyć. Nie mają w życiu łatwo, ale potrafią walczyć o swoje. Mają wrogów, lecz potrafią się przed nimi uchronić. A przede wszystkim tak jak my – chcą być szczęśliwe i kochane. Choćby dzięki temu trudno się z nimi nie utożsamiać. 3. ZAKOCHUJEMY SIĘ W BOHATERACH Czasem w tych samych, w których kochają się nasze książko we odpowiedniczki, czasem w zupełnie innych, ale kochamy się w mężczyznach z kobiecych powieści. Bo jak się nie kochać w uroczych, szarmanckich, romantycznych facetach, których, 10
PROMYK SŁOŃCA
zdaje się, nie ma już wcale tak wielu w realnym świecie? A to, że czasem się co do nich pomylimy? Cóż, za zwroty akcji odpo wiedzialni są już autorzy. I życie… 4. ROZWIĄZUJEMY ZAGADKI Nie może być tylko miło i romantycznie, przecież zanudziły byśmy się na śmierć! A jeśli o tym mowa – mała zbrodnia jesz cze nikomu nie zaszkodziła. Odwieczna walka dobra ze złem nadal nas fascynuje, więc w fabułach kobiecych książek mile widziane są wątki kryminalne. Przecież kobiety są nie tylko wrażliwe, ale też sprytne i dociekliwe. 5. ĆWICZYMY PAMIĘĆ To jest była żona tego, tamten miał romans z tamtą, a ich dziecko ma już… siedem lat – książki wydawane w seriach ukazują się średnio raz do roku, a trzeba zapamiętać, kto w nich był kim. Wiesz, jakie to wspaniałe ćwiczenie pamięci? Połączenie faktów, ułożenie w głowie drzewa genealogiczne go bohaterów po długich miesiącach przerwy to naprawdę świetny trening mózgu. 6. PODRÓŻUJEMY, NIE RUSZAJĄC SIĘ Z KANAPY Australia, Nowy Jork, leśna polana – możesz się tam znaleźć w kilka sekund. Wystarczy otworzyć książkę na odpowiedniej
stronie. Nieważne, że od lata nie miałaś porządnych wakacji, a o wyjeździe zagranicznym możesz tylko pomarzyć. Bohate rowie podróżują za Ciebie, pokazując Ci najciekawsze zakątki świata. A jednocześnie przypominają, że wszędzie dobrze, ale najlepiej tam, gdzie się czujesz najbezpieczniej. 7. POZNAJEMY LUDZKĄ PSYCHIKĘ Nigdy nie sądziłaś, że ludzie są zdolni do takich podłości, okru cieństw i oszustw? Nie chcę Cię martwić, ale wielu autorów czerpie inspiracje z życia – swojego, swoich bliskich i znajo mych albo też z medialnych doniesień. I choć przeplatane są fikcją, poszczególne zdarzenia są prawdziwe. Lepiej wyciągać wnioski i wystrzegać się złych ludzi. Jednocześnie – oczywiś cie – otaczać się dobrymi. 8. POBUDZAMY WYOBRAŹNIĘ Są książki, które nie powinny się skończyć. Chcemy, żeby trwa ły. Żeby nasi bohaterowie budowali swój świat nadal. Żeby
pozwolili nam w nim trwać. A przecież wraz ze słowem „koniec” ich historia nie musi się urwać. Możesz im sama wymyślać dal sze losy. Nawet jeśli masz tylko pięć minut w kolejce do kasy. 9. WZRUSZAMY SIĘ… Bez wzruszeń to nie miałoby sensu – po co czytać kobiece książki, przy których łza się nie zakręci w oku? Najlepsze są takie, które dotykają nas do głębi. Znajdują najczulszy punkt w naszej duszy i delikatnie na niego naciskają. Wtedy wiemy, że staliśmy się trochę lepsi. Że coś się zmieniło. Na plus. 10. …I ŚMIEJEMY DO ŁEZ Wzruszenia wzruszeniami, ale zdrowo się uśmiać też jest warto. Cięte riposty, drobne gafy czy humorystyczne życiowe mądrości zapadają w pamięć. To przecież najczęściej właśnie nimi zara żamy kolejne czytelniczki książek, które pokochałyśmy. Agnieszka Łopatowska, Interia
jesteś
którą z bohaterek
Najwspanialsze w książkach jest to, że dzięki nim można dowiedzieć się czegoś o sobie. Sprawdź, która bohaterka powieści Katarzyny Michalak do złudzenia przypomina Ciebie, i przeczytaj, co macie ze sobą wspólnego! 1. JAK REAGUJESZ NA ŻYCIOWE NIEPOWODZENIA? a) Rzucam się w wir pracy. b) Zamykam się w sobie i nie chcę z nikim o tym rozmawiać. c) Dzwonię do najlepszej przyjaciółki lub przyjaciela. 2. GDY POJAWIASZ SIĘ NA SPOTKANIACH TOWARZYSKICH, TO: a) Starasz się być miła i taktowna dla wszystkich. b) Jesteś cicha, ale chętnie rozmawiasz z ludźmi. c) Jesteś duszą towarzystwa. 3. PRZYJACIELE MÓWIĄ O TOBIE, ŻE: a) Rozwiążesz każdy problem. b) Jesteś dobrym słuchaczem. c) Jesteś przebojowa i atrakcyjna. 4. O CZYM MARZYSZ? a) O prawdziwej miłości. b) O małym uroczym domku na wsi. c) O szczęśliwej rodzinie.
NAJWIĘCEJ A Jesteś Martą z „Gwiazdki z nieba” Charakterem przypominasz Martę. Jesteś spokojna, rozważ na, ale jednocześnie bardzo stanowcza. Mocno stoisz obiema nogami na ziemi, jednak niekiedy potrafisz dać unieść się emo cjom i namiętnościom, co powoduje, że dla niektórych jesteś zagadką nie do rozwiązania. NAJWIĘCEJ B Jesteś Gabrysią z „Leśnej Polany” To właśnie z tą bohaterką masz najwięcej wspólnego. Kochająca się rodzina to dla Ciebie gwarancja szczęścia na całe życie. Przyjaciółki uważają Cię za świetną towarzyszkę, ponieważ zawsze potrafisz wysłuchać drugiej osoby oraz udzielić trafnej rady. Nie lubisz mówić o swoich uczuciach, ale po pewnym czasie znajomości okazuje się, że jesteś przy jaciółką na całe życie.
NAJWIĘCEJ C Jesteś Adelą ze „Sklepiku z Niespodzianką” Jesteś przebojowa i atrakcyjna. Uwielbiasz błyszczeć w to 5. ZAPROSIŁAŚ DO SIEBIE PRZYJACIÓŁKI – warzystwie mężczyzn. Wszyscy uznają Cię za osobę bardzo JAK SIĘ PRZYGOTOWUJESZ? a) Zawsze masz coś w lodówce, więc jesteś przygotowana. pewną siebie, jednak w głębi duszy uważasz, że jest zupełnie b) Kilka dni wcześniej sporządzasz listę i robisz zakupy. inaczej. Cechuje Cię wielki temperament. Dzięki życzliwości c) W ostatniej chwili przygotowujesz zimne przekąski i krakersy. udaje Ci się utrzymywać dobre relacje z otoczeniem.
LUTY 2018 NR 1
11
Co warto przeczytać? Seria Mazurska
Seria Kwiatowa
Seria z Kokardką
Seria Owocowa
Leśna Trylogia