Skip to main content

Elżbieta II. O czym nie mówi królowa?

Page 1

Marek Rybarczyk

II

El偶bieta O czym nie m贸wi kr贸lowa?

TAJEMNICE, SEKRETY, ZDRADY. OTO PRAWDZIWA HISTORIA EL呕BIETY II.


Marek Rybarczyk

ELŻBIETA II O CZYM NIE MÓWI KRÓLOWA?

KRAKÓW 2016


Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2016 Druk: Colonel


Dzieciństwo. Za murami pałacu

Elżbieta była od dziecka uczona dystansu do własnych emocji. Wychowywano ją na starą malutką. „Nie pozwalano jej płakać publicznie. Miała się nawet nie skrzywić, kiedy upadnie i stłucze kolano”  – wspomina jedna z krewnych przyszłej królowej. Na szczęście nie dorastała w atmosferze koszarowej dyscypliny, tak jak jej ojciec. Wręcz przeciwnie  – była obiektem adoracji. Znikający rodzice Ojciec Bertie  – przyszły król Jerzy VI  – i matka, także Elżbieta, zrobili wiele, by nie powtórzyć błędów Jerzego V, który terroryzował swoich synów. Mała Elżbieta była jednym z najbardziej rozpieszczanych dzieci w historii Wind­sorów  – często dostawała prezenty, a rodzice chętnie okazywali jej miłość. Nie znaczy to jednak, że mogła liczyć na ich ciągłą uwagę i troskę. Była typową latoroślą brytyjskich arystokratów. Długie wyjazdy zagraniczne i obowiązkowe punkty kalendarza royalsów, takie jak polowania, sprawiały, że Elżbietę wychowywały piastunki. Kiedy miała sześć miesięcy, rodzice zniknęli na pół roku. Na polecenie króla pojechali do Australii, między innymi do Canberry, by otworzyć nowy budynek parlamentu. Po powrocie obsypali Elżbietę zabawkami. Dziewczynka, niemal dwa razy starsza niż w chwili ich wyjazdu, ledwo poznawała rodziców. W pałacu Buck­ingham odbyło się uroczyste powitanie. Na widok dziecka księżna rzuciła się, by je wycałować. Kilka tygodni później malutka Elżbieta znowu została sama. Rodzice wyjechali na polowanie. Nawet biorąc poprawkę na epokę mniej rozkochaną w prawach dzieci, nie sposób nie przyznać racji jednemu z królewskich bibliotekarzy Wind­sorów, który powiedział kiedyś

19


Rozdział 1

20

z przekąsem o panującym w Wielkiej Brytanii domu hanowerskim: „Rodzi złych rodziców, którzy jak kaczki depczą swoje dzieci”. Jak pisze Lacey, jednym z pierwszych gestów, których nauczyła się malutka Elżbieta, było machanie rączką. Od najwcześniejszych chwil w trakcie spacerów i występów publicznych towarzyszył jej tłum żurnalistów i fanów monarchii. Została wychowana w przedziwny, dworski, słodko-gorzki sposób. To porzucana i zostawiana sama sobie, to uwielbiana i przekonywana o własnej wyjątkowości. W czasie półrocznego wyjazdu rodziców niania starała się, by maleństwo o nich nie zapomniało. Pokazywała więc niemowlęciu zdjęcie matki i powtarzała: „Mummy”. Efekty były zdumiewające. Dziewczynka, mijając na korytarzach portrety przodków, krzyczała z zapałem: „Mummy, mummy, mummy!”. W takich okolicznościach przyszła Elżbieta II nauczyła się mówić słowo, na które inne matki czekają każdego dnia z biciem serca. Wnieście bambino! Dziewczynka o twarzy aniołka z obrazów Botticellego robiła to, co wszystkie dzieci. Przeszła długi okres fascynacji rzucaniem przedmiotami. Ofiarą jej pasji padali także oficjalni goście przybywający do książęcej pary do rezydencji przy Piccadilly 145. Podczas nieobecności rodziców Elżbieta była obiektem szczególnego kultu ze strony dziadków. Mieszkała wówczas w pałacu Buck­ingham i przynoszono ją parze królewskiej w porze podwieczorku. Lilibet, ubraną w biały stroik, uczesaną i upudrowaną, stawiano uroczyście przed obliczem królowej.


Dzieciństwo. Za murami pałacu

Sztywna zwykle babcia Maria na widok wnuczki wznosiła płaczliwy okrzyk: „Oto nadchodzi bambino!”. W małej Elżbiecie zakochany był nawet jej srogi dziadek, król Jerzy V, na którym lubiła jeździć na barana, krzycząc: „Dziadzia Anglia!”. Bezkarnie nazywała go Wielkouchem i bawiła się, rozrzucając zapałki lub talie kart albo oplatając meble wełną. „Wiesz, mamo, byłam bardzo niegrzeczna. Nawet nie wiesz jak”  – mówiła Elżbieta księżnej Strathmore. „No to mi powiedz i będę wiedzieć”. „Nic nie powiem”  – ucinała malutka Elżbieta. Od małego była naprawdę uparta. Karol II, czyli Pies Pluto Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej zamek Wind­ sor odwiedził na zaproszenie królowej producent teatralny Jack Wilson. Przez przypadek artysta poznał sympatyczny sekret ro­ dziny królewskiej. Atmosfera w pałacowej jadalni była nieco po­ nura. Wrażenie wzmacniały portrety Constable’a, Reynoldsa i Ga­ insborougha. Zakochani w dzieciach Wind­sorowie chcieli jakoś rozweselić wystrój pokoju. Zatrudnili więc malarza. Otrzymał on oryginalne zadanie: na odwrotnej stronie drogocennych płócien miał namalować postacie z kreskówek Walta Disneya. Wynik wysiłków artysty pokazał Wilsonowi towarzyszący mu służący. „Zatrzymał się w pewnej chwili, ostrożnie zrobił na pal­ cach kilka kroków po dywanie, odwrócił portret Karola II i po­ kazał zdumionemu gościowi Psa Pluto z długimi zwisającymi uszami”  – relacjonuje z satysfakcją Kitty Kelly w książce The Royals. Ale to nie koniec historii. Kiedy Wilson dotarł do bawialni, zastał tam królową i jej trzynastoletnią córkę Elżbietę bawiącą się zabawkami na podłodze. Przywitał się i spytał nastolatkę, jak się czuje. Otrzymał zaskakującą i dość impertynencką odpowiedź. Młoda Elżbieta podniosła dłoń i skinęła nią w dół. „No, skłońże się, człowieku, skłoń, i to już!”  – rozkazała zdumionemu Wilsonowi.

21


Rozdział 1

22

Piastunki nieustannie towarzyszące Elżbiecie  – Marion Crawford (Crawfie), garderobiana Margaret MacDonald (Bobo) i Clara Knight (Allah)  – starały się nadrobić niedopatrzenia wychowawcze rodziców i dziadków. Uczyły młodą księżną porządku i szacunku dla starszych. Bobo MacDonald, córka kolejarza, wpoiła przyszłej królowej zamiłowanie do oszczędności. Elżbieta ostrożnie odpakowywała prezenty w Boże Narodzenie, by zachować papier na następny rok. „Elżbieta stała się aż nazbyt metodyczna i pedantyczna. Potrafiła wstawać kilka razy w nocy, by ustawiać równo buciki i układać ubrania”  – pisała potem Crawford w wydanej w Stanach Zjednoczonych książce The Little Princesses [Małe księżniczki], za którą została wyklęta przez Wind­sorów. Dziś powiedzielibyśmy, że to objawy nerwicy natręctw. „Małgorzata wprawia mnie w dobry humor, z Elżbiety jestem dumny”  – mawiał ponoć dyplomatycznie Jerzy VI, zaniepokojony przesadną akuratnością córki. Niby od następczyni tronu można oczekiwać właśnie pracowitości i precyzji, tyle że monarcha powinien robić wrażenie kogoś bliższego poddanym. Crawfie i Bobo  – prawdziwe matki królowej Dziwne jest życie w złotej klatce: piastunki, bony i guwernantki za­ stępują książętom rodziców i przyjaciół. Z całego korowodu niań Lilibet najważniejsze były Crawfie, czyli Marion Crawford, oraz Bobo, czyli Margaret MacDonald.

Crawford zatrudniła w 1932 roku matka królowej, wówczas księżna Yorku. Miała pomagać w opiece nad córkami  – siedmio­ letnią Elżbietą i młodszą o cztery lata Małgorzatą. Przyszły król Jerzy VI udzielił guwernantce krótkiego instruktażu: „Na litość boską, proszę tylko nauczyć dziewczynki porządnie pisać. O nic


Dzieciństwo. Za murami pałacu

więcej pani nie proszę”. Crawfie zrobiła z pewnością dużo więcej  – była właściwie jedyną stałą nauczycielką Elżbiety od dziewiątego do osiemnastego roku życia. Choć lekcji tych nie było zbyt wiele  – Elżbieta uczyła się nie więcej niż dwie godziny dziennie.

Crawford wiernie służyła Wind­sorom przez szesnaście lat. Była tak oddana, że przełożyła nawet własny ślub, by nie sprawiać kło­ potu royalsom. Kiedy w 1950 roku opublikowała w Stanach Zjed­ noczonych swój bestseller, pamiętnik The Little Princesses, z dnia na dzień została uznana za zdrajczynię. Musiała zniknąć i nigdy już nie zobaczyła żadnej ze swoich podopiecznych. Określenia to do a crawfie zaczęto używać w pałacach jako synonimu czasownika „zdradzić”. Crawfie spotkała surowa kara, choć jej ciepła książeczka była elementem kampanii zacieśniania stosunków brytyjsko-amerykańskich, a jej treść została uzgod­ niona z Foreign Office. Zresztą w pamiętniku nie było żadnych rewelacji, po prostu pozwalał zrozumieć, jak trudne jest dzieciń­ stwo w złotej klatce. „Inne dzieci były dla nich jak istoty z odle­ głego świata. (...) Dziewczynki bardzo chciały porozmawiać z nimi i się zaprzyjaźnić, ale nie patrzono na to zbyt przychylnie”, pisała opiekunka. Z relacji Crawford dowiadujemy się też, jak wielkim uczuciem trzynastoletnia Elżbieta obdarzyła Filipa już od pierw­ szego spotkania w 1939 roku. Sama Crawfie nie była tak za­ chwycona: „Strasznie się popisywał”  – wspominała. Wszystkie te niedyskrecje najlepiej podsumowała młoda Elżbieta już jako kró­ lowa. „Nikomu nie będziemy umieli w pełni zaufać”  – rzuciła pod­ czas jednej z rodzinnych dyskusji. Była w tym odrobina przesady, bo królowa miała drugą piastunkę z dzieciństwa, której zwierzała się aż do jej śmierci. Była nią Bobo, Margaret MacDonald, postać jak na królewski pałac zupełnie niezwykła.

Córka kolejarza z Inverness wychowała się w małym domu przy torach. Zaczęła się opiekować Elżbietą wkrótce po jej narodzinach. W ciągu kilku lat zaskarbiła sobie ogromne zaufanie swojej pod­ opiecznej. Spała z nią w jednym pokoju i dzieliła wszystkie dzie­ cięce dramaty i tajemnice. Bobo odgrywała ważną rolę także w ży­ ciu dorastającej księżniczki. To jej następczyni tronu zwierzała się

23


Rozdział 1

ze swoich wątpliwości co do Filipa (podczas drugiej wojny świa­ towej, gdy on pływał po morzach i oceanach, a ona dziergała dla niego skarpety i szaliki). Także potem, kiedy Elżbieta została kró­ lową, Bobo była jedyną osobą, którą darzyła głębokim zaufaniem: praktyczna, spokojna Szkotka dobrze wpływała na Lilibet, miesz­ kała na stałe w pałacu Buck­ingham i towarzyszyła jej w większo­ ści zagranicznych wojaży (oficjalnie była królewską garderobianą). Monarchini brała u niej lekcje oszczędności, z której słynie do dziś. To od Bobo nauczyła się chomikować na kolejną okazję papier po prezentach na Boże Narodzenie i urodziny.

Bobo i Elżbieta były ze sobą tak blisko, że piastunka przyszłej królowej miała zwyczaj mówić o sobie i o swojej podopiecznej, jakby były jedną osobą. „Dziś się zaręczyłyśmy”  – oświadczyła dumnie MacDonald wiosną 1947 roku, kiedy Jerzy VI w końcu zgodził się na związek córki z księciem Filipem. Bobo wyjechała z Elżbietą nawet w podróż poślubną. To właśnie do niej na kilka dni przed śmiercią zwrócił się Jerzy VI, gdy na lotnisku Heathrow

24

żegnał córkę przed podróżą do Afryki. „Opiekuj się księżniczką”  – poprosił ciężko chory władca. Zmarł we śnie 6 lutego 1952 roku. Bobo żyła jeszcze długo, do 1993 roku, zawsze była najwierniej­ szą przyjaciółką królowej, może dlatego mało kto o niej słyszał.

Dziewczynka z podziwem obserwowała, jak ojciec godzinami czyta korespondencję dostarczaną w wielkich czerwonych pudłach. Zaszczepił w niej obowiązkowość, przedsiębiorczość i staranność. Wyczuwała, że jest kimś ważniejszym od zwykłych ludzi. Widziała, jak skłaniają przed nią głowę dopiero co poznani dorośli. Kiedy na jej widok salutował żołnierz w budce przed pałacem, lubiła się z nim droczyć. Chodziła tam i z powrotem, a on posłusznie machał rękami. Początkowo nic nie wskazywało, by miała zostać królową. Nagle stała się drugą w kolejce do tronu (po ojcu) za sprawą


Dzieciństwo. Za murami pałacu

dramatycznych wydarzeń z 1936 roku  – najcięższego dla monarchii w XX wieku. Ten rok  – tak jak pół wieku później annus horribilis i tragiczna śmierci Diany w 1997 roku  – zachwiał w posadach monarchią Wind­sorów. W ciągu niespełna dwunastu miesięcy odeszło dwóch królów. Pierwszy zmarł 20 stycznia, choć jak wyszło na jaw dopiero po latach, nie do końca samodzielnie. Drugi abdykował, czym wprawił Brytanię w osłupienie. Późnym styczniowym wieczorem 1936 roku dziadek Elżbiety, król Jerzy V, dostał zastrzyk z zabójczą dawką morfiny. Wykonał go osobiście jego lekarz. Skrócił w ten sposób cierpienia śmiertelnie chorego króla. Nie była to eutanazja. Nie chodziło o chęć ulżenia mu w cierpieniach, tylko o to, by dać szansę „The Times” na publikację specjalnego żałobnego wydania. Gdyby król zmarł później, już w nocy, wiadomość zdążyłyby najpierw podać popołudniówki i byłby wstyd. „Jerzy V wypełnił obowiązek monarchy epoki mass mediów, i to w wersji ekstremalnej. Zmarł na czas, by trafić do porannych wydań gazet” – podkreśla Robert Lacey. Ten zabieg – szokujący i nielegalny – pozostał tajemnicą stanu aż do lat siedemdziesiątych XX wieku. Drugi król odszedł w grudniu feralnego roku, choć był okazem zdrowia i odchodzić nie musiał. Syn Jerzego V, rządzący jako Edward VIII, abdykował po trzystu dwudziestu pięciu dniach. Wywołało to szok i kryzys, o którym brytyjskie dzieci uczą się dziś w szkole.

25


W młodości nieśmiała i zamknięta w sobie, ale też atrakcyjna jak pin-up girl i zdyscyplinowana jak żołnierka. Zna się na koniach jak mało kto i zawsze wie, na którego postawić. Nie znosi braku punktualności, herbatę pije w porcelanie tylko jednego producenta, a dla monarchii była gotowa poświęcić szczęście jedynej siostry. Jej powiernikami byli ukochana niania i Winston Churchill. Nigdy nie miała być królową.

Elżbieta II Kim jest kobieta, która wyrosła na jedną z najbardziej stanowczych władczyń w historii Europy? Co skrywa jej zawsze opanowana twarz? Doświadczony autor, były dziennikarz BBC i korespondent w Londynie, Marek Rybarczyk, z werwą i polotem rysuje pełen niuansów portret jednej z najbardziej znanych, a jednocześnie skrytych postaci we współczesnej historii. Kobiety uwielbianej przez miliony Brytyjczyków i znanej na całym świecie. Władczyni, która stała się symbolem wielkiego niegdyś imperium i która żelazną ręką wprowadziła ród Windsorów w XXI wiek, pokonując liczne wewnętrzne i medialne burze.

Cena 39,90 zł


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Elżbieta II. O czym nie mówi królowa? by SIW Znak - Issuu