Wojciech drewniak
Krakรณw 2018
Projekt okładki Piotr Cebo Fotografie autora na okładce oraz wewnątrz książki Martyna Bakun Opieka redakcyjna Krzysztof Chaba Researcher Paweł Chilczuk Strony tytułowe rozdziałów Piotr Cebo Fotoedycja Marta Hamera Weryfikacja merytoryczna Tomasz Babnis Korekta Aleksandra Ptasznik Aneta Iwan Indeksy Paweł Chilczuk Opracowanie typograficzne i łamanie Edycja Copyright © by Agencja Produkcji Telewizyjnej i Reklamowej Big-Art Tomasz Okoń © Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2018 ISBN 978-83-240-4277-7 Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
HBC, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2018. Printed in EU
Spis treści No i znowu ten wstęp... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Rozdział 1 Nasi pierwsi hakerzy – Enigma . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Rozdział 2 Niespodzianka po polsku – Westerplatte . . . . . . . . . . . 37 Rozdział 3 Honor z brawurą – bitwa nad Bzurą. . . . . . . . . . . . . . 63 Rozdział 4 Pierwsi polscy komandosi – cichociemni . . . . . . . . . . . 87 Rozdział 5 Łomot z POLotem – bitwa o Anglię . . . . . . . . . . . . . . 109 Rozdział 6 Flota jak ze złota – nasi marynarze na wojnie . . . . . . 139
7
Historia Bez Cenzury Rozdział 7 Codzienność w piekle – jak się żyło w czasie okupacji? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163 Rozdział 8 Zabójczy underground – akcje zbrojne naszego podziemia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 191 Rozdział 9 Niemożliwe? Dajcie to Polakom! – bitwa o Monte Cassino . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 219 Rozdział 10 [bez wymyślnych tytułów] – Powstanie Warszawskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243 Rozdział 11 Wyrolowani – Polacy w operacji Market Garden. . . . 275 Indeks tematyczny Rozważny i romantyczny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 303 Indeks nazwisk Spis ważnych (i tych mniej istotnych) postaci występujących w książce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 309
W
iem, że dla wielu osób najważniejszym osiągnięciem niemieckiej myśli technicznej jest silnik 1.9 TDI. Zdaję sobie również sprawę, że wiele osób ciężko będzie przekonać, że jest inaczej, jednak może ten rozdział trochę pomoże w batalii słownej z fanatykami Passatów. Otóż moim zdaniem na miano technologicznego majstersztyku z Niemiec zasługuje Enigma. Niepozorne urządzenie szyfrujące, które miało pomóc naszym zachodnim sąsiadom wygrać wojnę. Tylko po co tutaj rozdział o Enigmie, skoro cały świat wie, że przecież Anglicy złamali w końcu ten szyfr? Gówno wie. Bo to nie kto inny jak Polacy byli architektami tego sukcesu.
Na dzień dobry (chyba że ktoś czyta wieczorem, to sorry) musimy cofnąć się do czasów przed II wojną światową. W sumie to o kaaaawał czasu, ponieważ maszyny szyfrujące to dość stary wynalazek. Czemu? Bo od wieków wiadomo, że informacja jest czymś absolutnie bezcennym, zwłaszcza w wojsku.
19
Historia Bez Cenzury Musi być nie tylko sprawnie przekazana, ale też zabezpieczona w razie przechwycenia jej przez wroga. Zatem przez lata kombinowano, jak stworzyć możliwie najskuteczniejsze szyfry. To akurat nie był największy problem, dużo gorzej było z czasem ich kodowania i odczytywania. Przez kawał czasu robiono to ręcznie, a w czasie wojny, kiedy często każda minuta jest na wagę złota, był to spory problem. Zaczęto więc eksperymentować z maszynami, które zmieniały litery i tworzyły zaszyfrowany przekaz. Dla mnie, kogoś, kto z wynalazcą ma tyle wspólnego, co Hannibal z weganizmem, absolutnie zachwycające jest to, że pierwsze takie maszyny powstawały już w… XV wieku! Przez kolejne stulecia urządzenia te ulepszano, aż wreszcie… Przyszedł rok 1918, który był ważny dla świata z wielu powodów – skończyła się I wojna światowa, Polska odzyskała niepodległość, powstały estońskie siły powietrzne, ale również pewien Niemiec – Artur Scherbius – złożył wniosek o przyznanie mu patentu na maszynę szyfrującą. Ta wielka machina, która nijak nie przypominała niepozornej skrzyneczki, jaką potem stała się Enigma, działała na zasadzie bębenków rotacyjnych, które wyglądały jak duże koła zębate. Żeby być dokładnym, to jeszcze dodam, że początkowo były cztery takie bębenki – trzy kręciły się w tę samą stronę, a jeden w przeciwną i nazywał się „Umkehrwalze”, co jest informacją totalnie
20
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
nieprzydatną, o czym przekonacie się, sprawdzając to hasło w indeksie na końcu książki1. Pan Scherbius zabrał swój wynalazek na imprezę branżową – kongres Międzynarodowego Związku Pocztowego (swoją drogą brzmi to jak jedna z nudniejszych imprez na świecie), na której znawcy tematu bardzo docenili Enigmę. Bo wiecie, miłośnicy urządzeń szyfrujących to nie tylko wojskowi – skuteczne utajnianie informacji przed konkurencją leży też w interesie szanujących się firm, które może by i kupiły sobie po Enigmie, ale niestety czasy były, jakie były. O co chodzi? Ano o to, że było świeżo po dość tęgiej wojnie i generalnie mało kto miał kasę na takie cuda techniki jak Enigma. Poza tym wynalazek sam w sobie może i miał potencjał, ale wymagał jeszcze poprawek i zdecydowanej redukcji masy, bo prototyp ważył około 50 kilo, czyli tyle co około pięćdziesięciokilogramowy wór piachu. Albo dwa wory piachu po około 25 kilo. Taki ze mnie matematyk! Dobra, wracamy do Enigmy… Bo szczęście jednak uśmiechnęło się do niemieckiego wynalazcy. Oto bowiem w 1926 roku Enigmą zaczęła interesować się niemiecka marynarka wojenna. Wojskowi tajniacy w tajemnicy skontaktowali się z firmą Scherbiusa i po dokładniejszym zapoznaniu Przeczytane? No przecież pisałem, że to nieistotne, wracaj do czytania rozdziału :) 1
21
Historia Bez Cenzury się z Enigmą poprosili, żeby na ich potrzeby przygotował specjalną, odrobinę zmodyfikowaną wersję maszyny szyfrującej. Rozkazali również zrobić coś, co pozornie wydaje się głupim pomysłem – mianowicie zabronili wycofania Enigmy z oferty firmy. Czemu ludzie z Kriegsmarine chcieli, żeby parafrazując rosyjskiego klasyka, taki sprzęt można było kupić w każdym sklepie? Bo po pierwsze ich wersja miała być zmodyfikowana, ale co najważniejsze – gdyby nagle zaczęto na wielką skalę wycofywać z oferty potężną machinę szyfrującą, to nawet najbardziej pierdołowaty wywiad na świecie domyśliłby się, że coś jest na rzeczy i z jakiego sprzętu zaczęli korzystać Niemcy, bo w międzyczasie zainteresowanie tym sprzętem wyraziły też wojska lądowe. Zatem komercyjna sprzedaż Enigmy miała być stopniowo i naturalnie wygaszana. Polakom udało się kupić jedną z takich komercyjnych wersji, jednak to jeszcze nie był przełomowy moment. Do niego za chwilę dojdziemy, natomiast w międzyczasie opowiedzmy sobie w prostych słowach, na jakiej zasadzie działała Enigma. Spokojnie, nie będziemy wdawać się tutaj w superdokładne szczegóły, bo byłoby to zwyczajnie nudne. No bo co nam da informacja, że część kodującą w zwykłej Enigmie (bez wojskowych przeróbek) tworzył bębenek wyjściowy, bębenki ruchome, walec obrotowy, było też sześć połączeń wtyczkowych. Zamiast tego lepiej powiedzieć, że elementy te współtworzyły
22
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
urządzenie, które potrafiło zakodować wiadomość na około 5 172 165 503 971 832 752 302 775 832 450 732 675 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 sposobów. Serio, to nie tak, że wpisałem tutaj przypadkowe liczby – możliwość kombinacji była ogromna! A jak wyglądał proces szyfrowania? Najpierw trzeba było ustawić wirniki, czyli takie wystające kółka zębate, w odpowiedni sposób. Potem operator Enigmy wprowadzał na klawiaturze maszyny literkę – wtedy wirniki dokonywały „zakodowania” i na Enigmie zapalała się lampka pokazująca literkę zaszyfrowaną. Czaicie? Pewnie większość tak, ale może na przykładzie będzie jeszcze łatwiej. Pan Niemiec wciskał literkę „B”, wirniki robiły „magię” i podświetlała się literka „K”. To znaczyło, że w tym szyfrze „K” to tak naprawdę „B”. I tak po jednym znaku kodowano wiadomość. No a jak ją potem rozczytywano? Kluczem było to, żeby odbierający ustawił wirniki tak samo jak nadawca. Jak to się już zrobiło, to było z górki – wciskało się literkę „K”, a wirniki odkodowywały i podświetlała się literka „B”. Ten wynalazek był niesamowity, ale to nie tak, że nie miał minusów. Zdecydowanie najbardziej upierdliwe było to, że Enigmę musiały obsługiwać dwie osoby, bo nie miała wbudowanej maszyny do pisania. Robota wyglądała zatem w ten sposób, że jedna osoba wpisywała na
23
Historia Bez Cenzury klawiaturze tekst, a druga przez radiostację nadawała podświetlające się literki z szyfrem. Natomiast po drugiej stronie jedna osoba wciskała odebrany szyfr, a druga zapisywała rozkodowany tekst na maszynie, żeby przekazać go dalej. Dzisiaj wydaje nam się to strasznie pracochłonne, co oczywiście jest prawdą, natomiast w tamtych czasach technologia nie pozwalała na więcej. Nie to, żeby Niemcy nie próbowali – stworzyli nawet trochę wersji, nazwijmy je Enigmą Lux, z wbudowaną maszyną do pisania, ale musieli je szybko wycofać, bo psuły się bardziej niż forma Krychowiaka w PSG. Naturalnie to nie tak, że wywiady innych państw nie połapały się, że Niemcy zmienili sprzęt szyfrujący. Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale wtedy każdy śledził każdego i agenci wszystkich państw nasłuchiwali każdej możliwej wiadomości, później próbując ją rozszyfrować. Szybko się zorientowano, że Niemcy coś kombinują. Pierwsi za łamanie kodu zabrali się Anglicy, ale szło im to równie żałośnie jak wskrzeszenie Top Geara bez Clarksona, Maya i Hammonda. Przede wszystkim podeszli do sprawy od totalnie złej strony – założyli, że szyfry nie są generowane przez maszynę, tylko mają jakiś klucz odnoszący się na przykład do jakiejś książki. Wiecie, że przykładowo kluczem jest książka Historia Bez Cenzury 2: Polskie Koksy i szyfrowanie polegało na tym, że nadawano komunikat: „69,4,7”, po czym osoba po drugiej stronie brała
24
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
książkę do ręki, otwierała na stronie 69, namierzała czwartą linijkę, a w niej siódme słowo i już wiedziała, że chodzi o słowo „powstanie”. Inni angielscy kryptolodzy myśleli, że klucz polega na czym innym, i szukali charakterystycznych powtórzeń, na podstawie których z kontekstu z czasem mogliby rozszyfrować język. Francuzi też próbowali, ale idąc tym tropem, mogli i sto lat próbować i na nic by nie wpadli. Zupełnie inaczej do sprawy podeszli… tak jest – Polacy. Nasi szybko zauważyli, że trzeba do tego podejść matematycznie, jednak pewnie też zeszłoby im długo, zanim zorientowaliby się, jak działa nowa aparatura Niemców. Najlepiej byłoby mieć egzemplarz i na jego podstawie rozpracowywać szyfr. Ale jak to zrobić? Sposobów mogło być wiele, włącznie z wysłaniem superagenta na niebezpieczną misję, żeby ten wykradł tajny sprzęt, ale nie, to nie tego typu historia. Bo prawda jest taka, że nasi mieli wręcz GIGANTYCZNEGO farta. O co chodzi? Otóż pewnego dnia 1929 roku warszawski urząd celny nadał w trybie alarmowym wiadomość do biura szyfrów Wojska Polskiego. Okazało się, że do urzędu celnego trafiła jakaś niespodziewana paczka, ale co jeszcze ciekawsze, bardzo szybko pojawił się też pewien tajemniczy mężczyzna. Nikt go nie wzywał, a gość wyrósł jak spod ziemi. Poza tym był agresywny jak Decade Of Therion, domagał się natychmiastowego zwrotu paczki i powoływał się na znajomości
25
Historia Bez Cenzury w konsulacie. A pytany o to, co takiego ważnego jest w owej przesyłce, zmieszany odpowiadał, że to aparatura radiowa, która została tu przypadkiem przysłana, i koniecznie trzeba ją odesłać do Rzeszy. Takie zachowanie wzbudziło duże podejrzenia naszych celników, co więcej – czas był po ich stronie. Tak się bowiem złożyło, że była sobota po południu, więc jako że w urzędach nikt już nie pracował, to powiedziano tajemniczemu Niemcowi, że nic już dzisiaj nie załatwi i ma przyjść w poniedziałek. Wściekły facet wyszedł, a nasi chłopcy ostrożnie otworzyli podejrzaną skrzynkę i ich oczom ukazała się… tak jest – maszyna szyfrująca! Celnicy obfotografowali sprzęt, wszystko dokładnie pomierzyli, przerysowali okablowanie i zabezpieczyli paczkę tak, żeby nie dało się poznać, że była otwierana. W ten sposób Polacy dowiedzieli się, czego nasi zachodni sąsiedzi używają do kodowania wiadomości. A Niemcy nie wiedzieli, że my wiemy, że oni nie wiedzą, że my wiemy. To, że wiedziano, jak Enigma wygląda, nie było jednak jednoznaczne z tym, że Polacy złamali jej szyfr. Byłoby to za piękne i za proste. Należało dokładnie odkryć zasadę jej działania i zrekonstruować maszynę, której oryginał przecież oddano Niemcom, żeby nie było przypału. Co zatem zrobiono? Jeszcze w tym samym roku w Poznaniu rozpoczął się kurs kryptologii, na który zaproszenie dostało 20 najlepszych studentów tamtejszego uniwersytetu. I teraz pewnie
26
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
jacyś ultrasi z UW czy UJ cali zapluci krzyczą: „A czemu z Poznania? Toć u nas najlepsi fachowcy! Elita spod gołębnika, jak mawiał Eryk Brodnicki!”. Spokojnie, nie ma się co spinać. Chodzi o to, że tamtejsi studenci, z racji położenia Poznania, bardzo dobrze znali język niemiecki. Przecież przed przyjściem na studia był im wciskany z wielkim uporem w ramach germanizacji. Dobra, skoro to już sobie wyjaśniliśmy, teraz opowiedzmy sobie coś więcej o tym kursie. Prowadzili go oficerowie, spece od wywiadu, których cel był prosty – z tej dwudziestki najlepszych wyłonić absolutnych debeściaków, którzy dołączą do wywiadu. Okazała się nimi trójka wirtuozów matmy – Jerzy Różycki, Henryk Zygalski i Marian Rejewski. Ten ostatni był takim perfekcjonistą, że mimo ukończenia kursu z jednym z najlepszych wyników dodatkowo, żeby się jeszcze doszkolić, wybrał się na rok na niemiecki uniwersytet w Getyndze, gdzie matematyka była na tak wysokim poziomie, jak spalanie w kombajnie Bizon. Tak czy inaczej 1 września 1932 roku chłopaki rozpoczęli pracę w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego. Ich zadaniem było, a jakże – jak najszybsze rozpracowanie Enigmy i poznanie niemieckiego szyfru. Trzeba zaznaczyć coś, w co pewnie nie wszyscy uwierzą, ale o dziwo tak było. Otóż dużą rolę w początkowej fazie polskich badań nad Enigmą odegrała pomoc… Francuzów. Też jestem w szoku. Ale o co
27
Historia Bez Cenzury dokładnie chodzi? Ano o to, że ich wywiad dotarł do instrukcji obsługi Enigmy, którą… uznał za bezużyteczną! I pewnie tylko dlatego przodkowie Platiniego oddali nam ją bez większego problemu. Jedyne, czego Francuzi byli w kwestii Enigmy pewni, to fakt, że każda wiadomość zaczynała się od pewnego klucza złożonego z trzech liter. Nie wiedzieli jednak, co z tą wiedzą począć, toteż dali Polakom listę tych kluczy pochodzących z wiadomości, jakie przechwycili na niemieckich falach w ciągu dwóch miesięcy, i życzyli miłej zabawy z technologią, której nie byli w stanie ogarnąć. Natomiast nasi kryptolodzy błyskawicznie zrozumieli, o co może w tym wszystkim chodzić… Korzystając z matematycznych wzorów, których przytaczanie nie ma tu sensu, chłopaki sprawnie rozpracowali, na jakiej zasadzie Enigma łączy bębenki wewnątrz. Jednak największym problemem okazało się złamanie kluczy, o których już wcześniej wspomniałem. Co to takiego było? Pamiętacie, jak mówiliśmy sobie o działaniu Enigmy? Otóż klucze to nic innego jak sposób ustawienia bębenków przed nadaniem wiadomości i przed jej rozszyfrowaniem. Jak już dobrze wiecie, obie Enigmy musiały być ustawione tak samo, żeby cała robota miała sens. Teoretycznie samą kombinacją początkowego klucza można było stworzyć 17,5 tysiąca kombinacji! Złamanie takiego zabezpieczenia skutecznie zniechęciłoby wielu specjalistów… ale nie Polaków! Nasza Czadowa Trójka
28
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
wiedziała, że klucze zawsze składają się z trzech liter powtórzonych dwa razy, na przykład ABC ABC. Czemu dwa razy? Żeby odbiorcy na bank użyli tego samego klucza co nadawcy. Mało tego! Klucz był zmieniany codziennie! Polscy kryptolodzy wyjątkowo postanowili nie ograniczać się tylko do matematyki, ale posłużyli się odrobiną psychologii i zapewne własnym doświadczeniem. Otóż pomyśleli, że jeśli klucz zmienia się codziennie, a nadający wiadomości Niemcy muszą przekazać ogromne ilości informacji każdego dnia, to w końcu zaczną iść na łatwiznę i będą jako klucze wpisywać dzisiejsze odpowiedniki haseł typu „dupa8” albo „admin1”. Toteż Jerzy Różycki, Henryk Zygalski i Marian Rejewski postanowili posłużyć się metodą „na chama” i kombinowali z kluczami typu AAA, ABC czy XYZ. Do tego dodali trochę matematycznych cudów, które niewiele mi mówią, ale może komuś się przydadzą – kluczy charakterystycznych, metody statystycznej i metody równych liter – i w ostatnich dniach grudnia 1932 roku mogli cieszyć się pierwszą rozszyfrowaną od początku do końca depeszą Reichswehry. Całkiem dobrze się składało, bo już w kolejnym roku do władzy doszedł Hitler i jego kumple. Jak to się dla nas skończyło, jeszcze nie raz sobie w tej książce opowiemy. Warto jednak przy tej okazji zaznaczyć, że w tym czasie wiele osób w naszym kraju uważało, iż dojście do władzy wąsatego kurdupla będzie dla Polski
29
Historia Bez Cenzury bezpieczną zmianą. Dziś wiemy, że delikatnie rzecz ujmując, nie mieli racji. Niestety byłoby zbyt pięknie, gdyby raz rozkodowana Enigma pozostała taką już na zawsze. O niemieckich służbach na przestrzeni lat można powiedzieć wiele złego, ale na bank nie można im zarzucić lenistwa. Służby naszych zachodnich sąsiadów ciągle ulepszały swoją maszynę kodującą. Poza tym szyfry zaczęto zmieniać częściej niż raz dziennie, ale spokojnie. Polacy i z tym sobie radzili. Niesamowitą robotę wykonał Marian Rejewski, tworząc cyklometr – specjalne urządzenie, które pozwalało sprawnie ustalać kolejność wirników. Żeby wyjaśnić sobie, jak to działało, musielibyśmy znowu zagłębić się w odmęty nauk ścisłych, których nie ogarniam, więc nie będę zmyślał. Najważniejsze jest to, że za pomocą cyklometru rozpracowywano niemieckie depesze aż do 1938 roku! Niestety na rok przed rozpoczęciem II wojny światowej hitlerowcy poszli już kompletnie na całość i zaczęli zmieniać ustawienia maszyn już nawet nie kilka razy dziennie, ale przed każdą nadaną wiadomością. Nie to, żeby naszych kryptologów jakoś to przerosło. Tu z kolei popisał się Henryk Zygalski. Stworzył tak zwane płachty Zygalskiego. To były takie arkusze perforowane, bardzo podobne do tych stosowanych w pianolach (czyli takich jakby pozytywkach z przyczepionym pianinem). Dla wszystkich 26 możliwych
30
Nasi pierwsi hakerzy – Enigma
pozycji jednego wirnika stworzył po jednej takiej płachcie. Takich zestawów zrobił sześć i zabawa polegała na tym, żeby żmudnie nakładać je na siebie, aż pozostanie tylko jeden otwór, który był rozwiązaniem zagadki – pokazywał ustawienie wirników. Ale to nie wszystko, bo nasi chłopcy stworzyli też bombę! Nie chodzi jednak o taką bombę konwencjonalną, którą zrzuca się z samolotów, a o tak zwaną bombę kryptologiczną. To bardzo mocna nazwa na coś, co moglibyśmy śmiało porównać do pierwowzoru komputera! Tutaj pierwsze skrzypce odegrał Marian Rejewski, który zaproponował połączenie mechanizmów szyfrujących z aż sześciu Enigm. Co to dało? Ten obliczeniowy kolos potrafił sprawdzić kilkanaście tysięcy kombinacji w mniej niż dwie godziny, co na tamte czasy było fantastycznym wynikiem. Niestety im bliżej wojny, tym Niemcom coraz mocniej zależało na utajnianiu swoich depesz, więc na początku 1939 roku dodali do maszyny kolejne wirniki, co niepojęcie wręcz zwiększyło liczbę opcji szyfrowania. Czy nasi by sobie z tym poradzili? Pewnie tak, jednak sprawa zaczynała się komplikować, bo na nowe rozwiązania potrzeba było nie tylko czasu, ale i o wiele większego budżetu. Na stanie mieliśmy sześć bomb kryptologicznych, a do spokojnego obsłużenia coraz większej ilości informacji zaszyfrowanych w nowy sposób potrzebowano przynajmniej dziesięć razy tyle. Do tego dochodziły jeszcze płachty
31