Skip to main content

Mindhunter. Tajemnice elitarnej jednostki FBI zajmującej się ściganiem seyjnych przestępców

Page 1

Wkrótce oryginalny serial Netflixa na podstaWie książki W reżyserii davida Finchera – tWórcy Siedem, Zodiaka i Zaginionej dZiewcZyny

John douglas Mark Olshaker

mindhunter

Prawdziwa historia legendarnego agenta FBI, którego wspomnienia posłużyły między innymi do stworzenia postaci Hannibala Lectera.


John Douglas, Mark Olshaker

MINDHUNTER Tajemnice elitarnej jednostki FBI zajmującej się ściganiem seryjnych przestępców

tłumaczenie Jacek Konieczny

Kraków 2017


Tytuł oryginału Mindhunter: Inside The FBI’s Elite Serial Crime Unit Copyright © 1995 by Mindhunters, Inc. Originally published by Scribner, a Division of Simon & Schuster, Inc. Copyright © for the translation by Jacek Konieczny Projekt okładki Magda Kuc Fotografia na okładce Copyright © Julie McInnes / Moment / Getty Images Opieka redakcyjna Artur Wiśniewski Przemysław Pełka Adiustacja i łamanie Pracownia 12A Korekta Patrycjusz Pilawski ISBN 978-83-240-3747-6 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2017 Druk: READ ME


ROZDZIAŁ 1

W umyśle mordercy

Wejść w skórę myśliwego. Na tym polega moja rola. Wyobraźcie sobie scenę z filmu przyrod­ niczego, gdzie lew na sawannie w parku Serengeti zauważa przy wo­ dopoju duże stado antylop. Widzimy, jak wyławia wzrokiem jedno spośród tysięcy zwierząt: słabe, bezbronne, w jakiś sposób odmienne. To ono prawdopodobnie padnie zaraz jego łupem. Podobnie polują niektórzy ludzie. Jeżeli wcielam się w jednego z nich, dzień w dzień wyruszam na łowy, wypatrując w tłumie ofiary. Powiedzmy, że jestem w galerii handlowej wypełnionej tysiącami ludzi. Wchodzę do salonu z grami wideo. Kiedy omiatam wzrokiem hordę dzieciaków, muszę to zrobić jako łowca, jako profiler – muszę wy­ chwycić z tłumu potencjalną ofiarę. Muszę rozpoznać, które dziecko jest najsłabsze, które łatwo będzie upolować. Muszę uwzględnić jego ubiór. Muszę wychwycić niewerbalne sygnały, które wysyła. Mam na to zaledwie ułamek sekundy, a więc muszę być w tym naprawdę do­ bry. Kiedy już podejmę decyzję, kiedy przystąpię do działania, muszę wiedzieć, w jaki sposób wyprowadzić dziecko z galerii, nie wywołując zamieszania ani nie wzbudzając podejrzeń. Jego rodzice pewnie robią zakupy dwa piętra niżej. Nie mogę sobie pozwolić na najmniejszy błąd.

23


Rozdział 1

Towarzyszący polowaniu dreszczyk emocji stymuluje łowców. Po­ dejrzewam, że gdyby dało się odczytać napięcie elektryczne na ich skó­ rze w momencie wypatrzenia ofiary, otrzymalibyśmy taki sam wynik jak u polującego lwa. Nie ma znaczenia, czy chodzi o ludzi polujących na dzieci, młode kobiety, emerytów, prostytutki lub jakąkolwiek inną możliwą do wyodrębnienia kategorię, a nawet tych, którzy wydają się dobierać ofiary losowo. Wszyscy są do siebie pod pewnymi wzglę­ dami podobni. Jednocześnie różnią się i pozostawiają ślady indywidualnych cech charakteru, więc dzięki nowemu orężowi pozwalającemu na wyodręb­ nienie określonych typów brutalnych przestępców możemy ich wy­ tropić, aresztować i skazać. Większą część kariery agenta specjalnego FBI poświęciłem na udoskonalanie tego oręża, a ta książka jest kroniką tych wysiłków. Od zarania cywilizacji najstraszliwsze zbrodnie prowo­ kowały do postawienia pytania: kto byłby zdolny do tak potwornego czynu? Profile psychologiczne i analizy miejsc zbrodni, jakie opraco­ wujemy w Jednostce Wsparcia Dochodzeń FBI, próbują na to pytanie odpowiedzieć. Zachowanie jest odzwierciedleniem osobowości. Nie zawsze jest rzeczą łatwą, a już na pewno nie jest rzeczą przy­ jemną, postawienie się w pozycji sprawcy lub wejście w jego umysł. Na tym właśnie polega zadanie moje i ludzi, którymi kieruję. Staramy się wcielać w postacie zbrodniarzy. Każdy detal miejsca zbrodni zawiera jakąś informację na temat nie­ zidentyfikowanego sprawcy. Dzięki znajomości szczegółów ogromnej liczby spraw oraz rozmowom z ekspertami – czyli samymi przestęp­ cami – nauczyliśmy się interpretować te wskazówki, tak jak lekarze in­ terpretują symptomy choroby. Oni formułują diagnozę na podstawie zbioru symptomów powiązanych ze znaną im z doświadczenia cho­ robą; my dochodzimy do pewnych konkluzji, kiedy wskazówki zaczy­ nają układać się zgodnie z określonym wzorcem. Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku na potrzeby naszych badań przeprowadziłem cykl rozmów z osadzonymi w więzieniach

24


W umyśle mordercy

mordercami. Pewnego razu znalazłem się w towarzystwie groźnych przestępców w starym kamiennym gotyckim więzieniu stanowym w Baltimore. Każdy ze skazanych – morderca policjantów, morderca dzieci, handlarz narkotyków i człowiek od brudnej roboty – był na swój sposób interesujący, mnie jednak zależało na rozmowie z jakimś mor­ dercą gwałcicielem na temat jego modus operandi. Zapytałem obec­ nych więźniów, czy w ich placówce przebywa ktoś taki.  – Tak, Charlie Davis – powiedział jeden z nich, ale pozostali zaraz dodali, że pewnie nie będzie chciał rozmawiać z agentem federalnym. Ktoś poszedł po niego na dziedziniec i ku powszechnemu zaskocze­ niu Davis dołączył do naszego grona, zapewne z ciekawości i nudy. Nie ulega wątpliwości, że moim sprzymierzeńcem był nadmiar wol­ nego czasu więźniów. Do zaplanowanych spotkań z więźniami zawsze staraliśmy się moż­ liwie najlepiej przygotować. Zapoznawaliśmy się z aktami policyjnymi, zdjęciami z miejsca zbrodni, wynikami sekcji zwłok, stenogramami z procesu sądowego – wszystkim, co mogło rzucić jakiekolwiek światło na motywy i osobowość określonego mordercy. Trudno w inny spo­ sób zabezpieczyć się przed podejmowanymi przez więźniów próbami wciskania nam kitu. Tym razem z oczywistych powodów nie mogłem się przygotować, ale postanowiłem uczynić z tego swój atut, przyzna­ jąc się na wstępie do ignorancji. Davis był potężnie zbudowanym mężczyzną po trzydziestce. Mie­ rzył prawie dwa metry, był gładko ogolony i miał starannie przycze­ sane włosy.  – Masz nade mną przewagę, Charlie – stwierdziłem. – Nie wiem, za co siedzisz.  – Zabiłem pięć kobiet – wyjaśnił. Poprosiłem, aby opisał miejsca zbrodni i sposób uśmiercania ofiar. Davis dorabiał jako kierowca karetki pogotowia. Jego sposób działania polegał na tym, że dusił jakąś kobietę, ciało umieszczał na poboczu au­ tostrady w rejonie swojego szpitala, składał telefonicznie anonimowe zawiadomienie, a następnie sam na nie reagował i odnajdywał zwłoki.

25


Rozdział 1

Nikt z przybyłych na miejsce nie przypuszczał, że morderca układa ofiarę na noszach. Satysfakcję sprawiały mu całkowita kontrola nad sytuacją i precyzyjne planowanie zbrodni. Tego rodzaju informacje na temat metod działania przestępców były dla mnie niezwykle cenne. Wybór duszenia jako metody zabijania świadczył o impulsywnej naturze tego czynu. Davisa interesował przede wszystkim gwałt.  – Widzę, że to cię kręci – zauważyłem. – Gdybyś mógł, byłbyś poli­ cjantem i dysponował realną władzą, a nie wykonywał jakąś podrzędną pracę poniżej swoich kwalifikacji. Wybuchnął śmiechem i przyznał, że jego ojciec był porucznikiem policji. Na moją prośbę opisał dokładnie przebieg morderstw. Śledził jakąś atrakcyjną młodą kobietę, która, powiedzmy, zatrzymała się na par­ kingu przed restauracją. Wykorzystując znajomości ojca, zdobywał na policji dane właściciela samochodu, a kiedy dysponował nazwiskiem, dzwonił do restauracji i prosił o powiadomienie kobiety, że zostawiła włączone światła. Wychodziła na parking, a on ją atakował: wpychał do samochodu, swojego lub jej, spinał jej ręce kajdankami i odjeżdżał. Każde z pięciu morderstw opisał z takimi detalami, jakby odtwa­ rzał sobie jego przebieg w pamięci. Kiedy doszedł do ostatniego, po­ wiedział, że przykrył czymś dziewczynę leżącą na przednim siedzeniu samochodu. Wcześniej o tym nie wspominał. Postanowiłem jeszcze bardziej odejść od zwyczajowego schematu rozmowy.  – Pozwól, że coś ci powiem, Charlie. Nie układają ci się relacje z ko­ bietami, a kiedy popełniałeś pierwsze morderstwo, miałeś też problemy finansowe. Dobiegałeś trzydziestki, wiedziałeś, że ze swoimi kwalifi­ kacjami powinieneś wykonywać znacznie lepszą pracę. Byłeś z tego powodu sfrustrowany i miałeś poczucie braku kontroli nad życiem. Ostrożnie przytaknął. Dobra nasza! Chociaż jak na razie mówiłem tylko o rzeczach, które były łatwe do odgadnięcia.  – Do tego doszedł poważny problem z alkoholem – ciągnąłem. – Wpadłeś w długi. Kłóciłeś się z kobietami, z którymi mieszkałeś. – Nie

26


W umyśle mordercy

wspominał, że z kimś mieszkał, ale byłem pewien, że tak. – W te wie­ czory, kiedy nie mogłeś wytrzymać, ruszałeś na łowy. Na matkę nie podniósłbyś ręki, więc musiałeś się wyładować na kimś obcym. Widziałem, że język ciała Davisa stopniowo ulegał zmianie. Zaczy­ nał się przede mną otwierać. Kontynuowałem, rozwijając te szczątkowe informacje, którymi już dysponowałem.  – Ostatnią ofiarę zabiłeś w znacznie delikatniejszy sposób. Sprawy potoczyły się inaczej niż poprzednio. Po gwałcie pozwoliłeś jej się ubrać. Kiedy leżała w samochodzie, przykryłeś jej głowę. Wcześniej tego nie robiłeś. Po raz pierwszy cała sytuacja nie sprawiła ci przyjemności. Rozmowy z więźniami nauczyły mnie, że kiedy zaczynali uważ­ niej słuchać, oznaczało to, że trafiłem w czuły punkt. Umiejętność do­ strzeżenia tego momentu wykorzystywałem później podczas zwykłych przesłuchań. Widziałem, że Davis zamienił się w słuch.  – Powiedziała coś, co sprawiło, że na myśl o morderstwie zrobiło ci się przykro. A jednak to zrobiłeś. Niespodziewanie poczerwieniał jak burak. Wyglądał, jakby wpadł w jakiś trans. Oczami wyobraźni musiał przenieść się na miejsce zbrodni. Chwilę się wahał. Kobieta powiedziała, że jej mąż ma po­ ważne problemy zdrowotne. Choruje, może nawet umiera. Martwiła się o niego. Może próbowała Davisa zwieść, a może mówiła prawdę – tego się nie dowiemy. Tak czy inaczej, jej słowa wyraźnie go poruszyły.  – Nie zakryłem twarzy. Wiedziała, kim jestem, więc musiałem ją zabić. Chwila milczenia.  – Zabrałeś coś, co do niej należało, prawda? – spytałem wreszcie. Ponownie przytaknął i przyznał, że zajrzał do jej portfela. Wyjął fo­ tografię przedstawiającą kobietę z mężem i dzieckiem zrobioną w okre­ sie Bożego Narodzenia. Było to nasze pierwsze spotkanie, ale coraz lepiej potrafiłem go so­ bie wyobrazić.  – Poszedłeś potem na jej grób, zgadza się, Charlie?

27


Rozdział 1

Oblał się rumieńcem. Musiał śledzić relacje w mediach, bo wiedział, gdzie została pochowana.  – Poszedłeś, ponieważ akurat to morderstwo sprawiło ci dyskom­ fort. Przyniosłeś coś na cmentarz i zostawiłeś na grobie. Pozostali więźniowie siedzieli w milczeniu, śledząc uważnie prze­ bieg rozmowy. Nigdy nie widzieli Davisa w takim stanie.  – Przyniosłeś coś na grób – powtórzyłem. – Co to było, Charlie? Przyniosłeś zdjęcie z portfela, prawda? Zdobył się na przytaknięcie i zwiesił głowę. Nie były to żadne czary ani magiczna sztuczka, jak mogło się wyda­ wać pozostałym więźniom. Jasne, wiele elementów musiałem zgadnąć, ale korzystałem z bogatego doświadczenia, które zgromadził (i nadal gromadzi) nasz zespół. Odkryłem na przykład, że mordercy, zgodnie ze starym przesądem, faktycznie często odwiedzają groby ofiar, choć niekoniecznie z takich powodów, jak się zwykło sądzić. Zachowanie jest odzwierciedleniem osobowości. Profilowanie przestępców jest niezbędne także dlatego, że zmie­ nił się charakter samych zbrodni. Wszyscy słyszeli o morderstwach związanych z narkotykami popełnianych masowo w większości ame­ rykańskich miast albo o przestępstwach przy użyciu broni palnej będą­ cych na porządku dziennym i przynoszących wstyd naszemu państwu. Różnica polega na tym, że dawniej ofiarami większości przestępstw – zwłaszcza brutalnych – byli ludzie w jakiś sposób powiązani ze sprawcami. Ta prawidłowość zanika. Jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku w Stanach Zjednoczonych wykrywano grubo ponad 90 procent spraw­ ców morderstw. Ten wskaźnik to już historia. Obecnie – mimo im­ ponującego postępu naukowego i technicznego, mimo nadejścia ery informatycznej, mimo znacznie większej liczby znacznie lepiej wy­ szkolonych i wyposażonych policjantów – liczba morderstw rośnie, a wykrywalność spada. Ofiarami coraz częściej padają „obcy”. W wielu sprawach nie potrafimy określić motywu zbrodni, a przynajmniej mo­ tywu w jakiś sposób oczywistego lub „logicznego”.

28


W umyśle mordercy

Dawniej stróże prawa nie mieli specjalnego problemu z wyjaśnie­ niem większości brutalnych przestępstw. Dochodziło do nich wskutek wybuchów najbardziej podstawowych emocji, które znamy z własnego doświadczenia: gniewu, chciwości, zazdrości, pazerności, pragnienia zemsty. Po zlikwidowaniu przyczyny emocjonalnego problemu prze­ stępstwa ustawały. Ktoś ginął, na tym sprawa się kończyła, a policja zazwyczaj wiedziała, kogo i dlaczego szukać. W ostatnich dekadach ujawnił się nowy typ przestępcy – seryjny morderca. Ten nie przestaje zabijać, dopóki nie zostanie schwytany lub zabity, do tego uczy się na własnych błędach i doskonali w po­ pełnianiu zbrodni. Piszę „ujawnił się”, ponieważ do pewnego stop­ nia towarzyszył nam od zawsze, na długo przed latami osiemdziesią­ tymi XIX wieku i Kubą Rozpruwaczem uważanym powszechnie za pierwszego seryjnego mordercę czasów nowożytnych. Termin „seryjny morderca” nie ma żeńskiego odpowiednika, ponieważ – z powodów, które omówię później – niemal wszyscy prawdziwi seryjni mordercy są mężczyznami. Należy pamiętać, że seryjne morderstwa są zapewne znacznie star­ szym zjawiskiem, niż nam się wydaje. Opowieści i legendy o czarow­ nicach, wilkołakach i wampirach mogły opisywać w istocie akty prze­ mocy tak odrażające, że w odizolowanych od świata miasteczkach Europy i kolonizowanej Ameryki nie potrafiono dostrzec w nich – oczywistego dla nas – dzieła ludzi zdegenerowanych. Uważano, że tylko istota nadprzyrodzona mogła dopuścić się takich potworności. Bo przecież nie jeden z nas. Seryjni mordercy i gwałciciele to zazwyczaj jednostki całkowicie zdegenerowane, dopuszczające się szokujących czynów. Najtrudniej ich schwytać ze wszystkich sprawców brutalnych przestępstw. U źródeł ich zachowań leżą często czynniki znacznie bardziej skomplikowane niż wspomniane podstawowe emocje, co z kolei powoduje, że trud­ niej te zachowania przewidzieć. Ludzie ci mają ograniczoną zdolność do przeżywania normalnych uczuć, takich jak współczucie, wyrzuty sumienia czy skrucha.

29


Rozdział 1

Czasami można ich schwytać tylko w jeden sposób: trzeba nauczyć się myśleć jak oni. Jeśli ktoś sądzi, że zamierzam zdradzać ściśle strzeżone policyjne sekrety, które wyposażyłyby potencjalnych przestępców w „narzędzia” zbrodni, chciałbym od razu zapewnić, że moim zamiarem jest wyłącz­ nie stworzenie kroniki rozwoju podejścia behawioralnego w opracowy­ waniu profili psychologicznych przestępców, analizie kryminalistycz­ nej i postępowaniu prokuratorskim. Choćbym chciał, nie mógłbym napisać podręcznika zbrodni. Po pierwsze, nawet doświadczeni i uty­ tułowani agenci, których zapraszamy do współpracy, muszą przejść dwuletnie szkolenie. Po drugie, im bardziej przestępca, choćby najbar­ dziej przebiegły, stara się uniknąć wykrycia lub skierować nas na fał­ szywy trop, tym więcej zostawia wskazówek ułatwiających analizę jego zachowań. Jak ustami Sherlocka Holmesa wyraził to wiele dekad temu sir Ar­ thur Conan Doyle: „Gdy zachodzi coś niezwykłego, łatwo chwycić jakąś nić, po której dojdzie się do sedna sprawy, a im przestępstwo prostsze, tym nić tę trudniej jest wykryć”*. Innymi słowy, im więcej mamy in­ formacji o zachowaniu przestępcy, tym pełniejszy powstaje profil i tym dokładniejszą analizę możemy przedstawić policji. Z kolei im lepszym profilem dysponuje policja, tym bardziej może zawęzić grupę podej­ rzanych i skuteczniej szukać sprawcy. W tym miejscu muszę sprostować kolejne fałszywe przekonanie. Członkowie Jednostki Wsparcia Dochodzeń, wchodzącej w skład Na­ rodowego Centrum Analizy Brutalnych Przestępstw (National Center for the Analysis of Violent Crime) w Quantico, nie łapią przestępców. Powtórzę, bo to ważne: członkowie Jednostki Wsparcia Docho­ dzeń nie łapią przestępców. To zadanie lokalnych wydziałów policji, które – biorąc pod uwagę ogrom spoczywającej na nich odpowiedzial­ ności – radzą sobie z tym zupełnie nieźle. Naszą rolą jest wsparcie * A. Conan Doyle, Tajemnica doliny Boscombe, tłum. nieznany, w: tenże, Przygody Sher­locka Holmesa, Warszawa 2010, s. 86 (przyp. tłum.).

30


W umyśle mordercy

policji w odpowiednim ukierunkowaniu śledztwa, a następnie zapro­ ponowanie technik proaktywnych, czyli prowokacji pomagających w wywabieniu przestępcy z ukrycia. A kiedy policjanci go już schwy­ tają – ponownie kładę nacisk na fakt, że to oni łapią przestępcę, a nie my – próbujemy opracować strategię, która ułatwi prokuratorowi za­ prezentowanie na sali sądowej prawdziwej sylwetki oskarżonego. Potrafimy tego dokonać dzięki własnym badaniom i specjalistycz­ nemu doświadczeniu. Policjanci z małego miasteczka ze Środkowego Zachodu mogą po raz pierwszy zetknąć się z przypadkiem seryjnego mordercy, a moja jednostka zajmowała się setkami, jak nie tysiącami, podobnych spraw. Zawsze powtarzam agentom: „Jeżeli chcecie zro­ zumieć artystę, musicie poznać jego obrazy”. Przez lata obejrzeliśmy wiele „obrazów” i przeprowadziliśmy pogłębione rozmowy z wieloma „wybitnymi artystami”. Dane potrzebne do funkcjonowania Jednostki Nauk Behawioral­ nych (Behavioral Science Unit), która później przekształciła się w Jed­ nostkę Wsparcia Dochodzeń (Investigative Support Unit), zaczęli­ śmy gromadzić na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Choć większość książek, jak słynne Milczenie owiec Tho­ masa Harrisa, wyolbrzymia i upiększa naszą rolę, dramatyzując ją na potrzeby fabuły, naszych poprzedników można częściej znaleźć w be­ letrystyce niż w literaturze faktu. C. August Dupin, detektyw amator z opublikowanego w 1841 roku klasycznego opowiadania Edgara Alla­na Poego Zabójstwo przy rue Morgue, był zapewne pierwszym w historii profilerem. Opowiadanie to opisuje chyba pierwszy przypadek wyko­ rzystania przez profilera proaktywnej techniki mającej wywabić z ukry­ cia prawdziwego sprawcę i tym samym oczyścić z zarzutów niewinnego człowieka, który trafił do więzienia. Podobnie jak funkcjonariusze należący sto pięćdziesiąt lat później do mojej jednostki, Poe rozumiał znaczenie opracowania profilu psy­ chologicznego w sytuacji, gdy dowody materialne nie wystarczają do rozwikłania wyjątkowo brutalnej i z pozoru bezsensownej zbrodni. „Pozbawiony zwykłych środków pomocniczych analityk – pisał – wnika

31


Rozdział 1

w ducha swego przeciwnika, utożsamia się z nim i niejednokrotnie od pierwszego rzutu oka odkrywa sposób (niekiedy do niedorzecz­ ności prosty), jak go wciągnąć w zasadzkę lub popchnąć w błędne obliczenia”*. Chciałbym przy okazji wspomnieć o pewnym drobiazgu. Monsieur Dupin lubił pracować samotnie w gabinecie, zamknąwszy okna i za­ ciągnąwszy kotary, dzięki czemu w pracy nie przeszkadzał mu nawet najmniejszy promyk światła ani inny sygnał z zewnętrznego świata. My niestety nie mamy w tej kwestii wyboru. Nasze biura w Akademii FBI w Quantico znajdują się kilka pięter pod ziemią, w miejscu, gdzie miała być centrala dowodzenia służb federalnych na wypadek stanu zagrożenia narodowego. Czasami mówimy, że pracujemy w Podziem­ nym Centrum Analizy Brutalnych Przestępstw – biura znajdują się osiemnaście metrów pod ziemią. Żartujemy, że to dziesięć razy głębiej niż zwłoki pochowane na cmentarzu. Angielski pisarz Wilkie Collins przedstawił profesję profilera w pio­ nierskich powieściach Kobieta w bieli (opartej na motywach prawdzi­ wego śledztwa) oraz Kamień księżycowy, ale dopiero nieśmiertelny bohater sir Arthura Conan Doyle’a Sherlock Holmes spopularyzował na całym świecie tę formę analizy kryminalistycznej, i to w kostiumie ­wiktoriańskiego Londynu rozświetlonego słabą poświatą gazowych latarni. Największy komplement, jaki można złożyć każdemu z nas, to porównać go do słynnego detektywa. Poczułem się ogromnie za­ szczycony, gdy przed laty przy okazji śledztwa w sprawie morderstwa w stanie Missouri w nagłówku artykułu opublikowanego w „St. Louis Globe-Democrat” nazwano mnie „współczesnym Sherlockiem Hol­ mesem z FBI”. Co interesujące, w tym samym czasie gdy fikcyjny Holmes rozwią­ zywał skomplikowane i wprawiające w zdumienie zagadki, na East Endzie prostytutki mordował prawdziwy Kuba Rozpruwacz. Dwie * E.A. Poe, Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze, tłum. S. Wyrzykowski, Poznań 2010, s. 343 (przyp. tłum.).

32


W umyśle mordercy

postacie usytuowane na przeciwległych krańcach prawa i po obu stronach granicy dzielącej rzeczywistość od fikcji zawładnęły do tego stopnia wyobraźnią mas, że w wielu „współczesnych” opowiadaniach o Sherlocku Holmesie, pisanych przez miłośników Conan Doyle’a, de­ tektyw podejmuje się schwytania mordercy z Whitechapel. W 1988 roku poproszono mnie o analizę sprawy Kuby Rozpruwa­ cza na potrzeby pewnego programu telewizyjnego. Do swoich prze­ myśleń na temat najsłynniejszego niezidentyfikowanego mordercy w historii powrócę w dalszej części książki. Tymczasem musiał upłynąć ponad wiek od Zabójstwa przy rue ­Morgue Poego i pół wieku od publikacji opowiadań o Sherlocku Hol­ mesie, aby tworzenie behawioralnych profili psychologicznych prze­ stało być literacką fikcją i zaistniało w realnym świecie. Od lat czterdzie­ stych XX wieku do połowy pięćdziesiątych w Nowym Jorku grasował terrorysta podkładający w miejscach publicznych ładunki wybuchowe. W ciągu piętnastu lat Szalony Bomber przeprowadził ponad trzydzie­ ści zamachów. Jego celem były między innymi stacje kolejowe Grand Central i Pennsylvania oraz sala koncertowa Radio City Music Hall. Bardzo dobrze pamiętam te wydarzenia, ponieważ byłem wtedy ma­ łym chłopcem i mieszkałem na Brooklynie. Zdesperowana policja skontaktowała się w 1957 roku z psychiatrą z Greenwich Village doktorem Jamesem A. Brusselem. Ten obejrzał fotografie miejsc podłożenia ładunków i starannie przeanalizował szy­ dercze listy wysyłane przez zamachowca do prasy, po czym na podsta­ wie ogólnych wzorów behawioralnych, które zaobserwował u sprawcy, doszedł do szeregu szczegółowych wniosków, między innymi, że jest on paranoikiem nienawidzącym swojego ojca, darzy obsesyjną miłoś­ cią matkę i mieszka w jednym z miast w stanie Connecticut. Na końcu pisemnej analizy Brussel poinstruował policję: Szukajcie grubego mężczyzny w średnim wieku, urodzonego za granicą, wyznania rzymskokatolickiego, nieżonatego, mieszkającego z bratem

33


Rozdział 1

lub siostrą. Kiedy go znajdziecie, prawdopodobnie będzie miał na sobie dwurzędowy garnitur. Zapięty na ostatni guzik.

Sformułowania zawarte w niektórych listach wskazywały, że zama­ chowiec z dużym prawdopodobieństwem jest niezadowolonym pra­ cownikiem (obecnym lub byłym) nowojorskiego zakładu energetycz­ nego Consolidated Edison. Po przeanalizowaniu grupy podejrzanych pod kątem profilu sporządzonego przez doktora Brussela policja wy­ typowała niejakiego George’a Metesky’ego, który pracował w Con Ed w latach czterdziestych, zanim jeszcze rozpoczęły się zamachy. Kiedy funkcjonariusze pojechali do Waterbury w stanie Connecticut, aby aresztować grubego, nieżonatego, urodzonego za granicą katolika w średnim wieku, okazało się, że Brussel pomylił się tylko w jednym: mężczyzna mieszkał nie z bratem lub siostrą, ale z dwiema niezamęż­ nymi siostrami. Policjant poinformował Metesky’ego, że zostanie odwie­ ziony na stację kolejową, i kazał mu się przebrać. Po chwili mężczyzna wyłonił się z sypialni w dwurzędowym garniturze. Zapiętym na ostatni guzik. Zapytany, w jaki sposób doszedł do tak niesłychanie trafnych wnios­ ków, doktor Brussel wyjaśnił, że w swojej praktyce psychiatry zwykle najpierw bada pacjenta, a następnie próbuje przewidzieć jego zacho­ wania w określonych sytuacjach. Opracowując profil terrorysty, po prostu odwrócił procedurę. Starał się odgadnąć cechy charakteru na podstawie pozostawianych poszlak. Z perspektywy niemal czterdziestu lat sprawa Szalonego Bombera wydaje się dość łatwa, niemniej w owym czasie stanowiła kamień mi­ lowy w rozwoju dziedziny wiedzy, którą nazwano później naukami be­ hawioralnymi w kryminalistyce. Doktor Brussel, który pomagał póź­ niej policji w rozwiązaniu sprawy Dusiciela z Bostonu, był pionierem w tej dziedzinie. Mimo że często nazywa się ten proces dedukcją, fikcyjni bohatero­ wie jak Dupin czy Holmes, a w realnym świecie Brussel i jego następcy, odwoływali się w istocie do myślenia indukcyjnego, czyli wyciągania

34


W umyśle mordercy

z drobnych elementów zbrodni wniosków ogólniejszej natury. Kiedy w 1979 roku przybyłem do Quantico, instruktorzy pracujący w Jed­ nostce Nauk Behawioralnych, między innymi jeden z jej twórców, Ho­ ward Teten, zaczynali stosować metodę doktora Brussela do rozwią­ zywania spraw opisywanych przez policjantów na zajęciach Akademii Narodowej FBI. W tamtych czasach dysponowali wiedzą na temat po­ jedynczych przypadków, do tego niepopartą rzetelnymi badaniami na­ ukowymi. W takim właśnie stanie zastałem tę dziedzinę wiedzy, kiedy zacząłem się nią zajmować. Wspomniałem już, jak ważną rolę odgrywa umiejętność postawie­ nia się w sytuacji niezidentyfikowanego mordercy i „wniknięcia” w jego umysł. Z naszych badań i doświadczeń wynika, że równie istotna – choć często niezwykle bolesna i przerażająca – jest umiejętność wejścia w skórę ofiary. Dopiero kiedy potrafimy w miarę precyzyjnie określić, jak zareagowałaby na wyrządzone jej potworności, możemy w pełni zrozumieć zachowanie i reakcje sprawcy. Aby poznać sprawcę, trzeba przyjrzeć się zbrodni. Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku wydział policji z małego miasteczka w stanie Georgia przysłał mi akta przerażającej sprawy. Ładna czternastolatka, mażoretka w zespole tanecznym szkoły średniej, została porwana z przystanku dla autobusów szkolnych, od­ ległego mniej więcej sto metrów od jej domu. Częściowo nagie zwłoki dziewczyny znaleziono kilka dni później w zalesionym zakątku od­ wiedzanym często przez zakochanych, piętnaście kilometrów od jej domu. Ustalono, że została wykorzystana seksualnie, a zmarła na sku­ tek uderzenia tępym narzędziem w głowę. Nieopodal ciała leżał duży zakrwawiony kamień. Aby dokonać rzetelnej analizy, musiałem dowiedzieć się możli­ wie najwięcej na temat ofiary. Ustaliłem, że była miła i ładna; wyglą­ dała dokładnie na swoje czternaście lat, a nie, jak niektóre nastolatki, na dwadzieścia jeden. Wszyscy zapewniali, że nie była rozwiązła ani nie miała w zwyczaju flirtować. Z całą pewnością nie brała narkoty­ ków ani nie piła alkoholu. Poza tym charakteryzował ją ciepły i pełen

35


Rozdział 1

życzliwości stosunek do ludzi. Sekcja zwłok wykazała, że w chwili gwałtu była dziewicą. Dzięki tym niezwykle cennym informacjom zrozumiałem, w jaki sposób zachowywała się w trakcie porwania, a to z kolei umożliwiło ustalenie, jak w tej konkretnej sytuacji działał morderca. Doszedłem do wniosku, że człowiek ten nie planował morderstwa, ale popełnił je w panice, kiedy ku jego zaskoczeniu (mającemu źródło w wypaczo­ nej, „karmiącej się iluzjami” psychice) dziewczyna go odtrąciła. To z kolei pozwoliło mi lepiej zrozumieć osobowość mordercy, a opra­ cowany przeze mnie profil naprowadził policję na mężczyznę podej­ rzanego o dokonanie rok wcześniej gwałtu w położonym nieopodal większym mieście. Znajomość ofiary pomogła mi również w opra­ cowaniu strategii, którą policja wykorzystała podczas przesłuchania podejrzanego, który zgodnie z moimi przewidywaniami przeszedł pozytywnie badanie wykrywaczem kłamstw. Szczegóły tej fascynu­ jącej i poruszającej sprawy opiszę w dalszej części książki, teraz zdra­ dzę tylko, że podejrzany przyznał się zarówno do morderstwa, jak i gwałtu popełnionego rok wcześniej. Został skazany, a gdy piszę te słowa, oczekuje na wykonanie wyroku śmierci w jednym z więzień w stanie Georgia. Kiedy uczymy podstaw tworzenia profili psychologicznych oraz analizy miejsca zbrodni, staramy się wpoić agentom FBI lub funkcjo­ nariuszom służb porządkowych uczęszczającym na kursy Narodowej Akademii FBI, że muszą odtworzyć w myślach przebieg całego zda­ rzenia. Mój kolega Roy Hazelwood, który do przejścia na emeryturę w 1993 roku przez wiele lat wykładał podstawy tworzenia profili psy­ chologicznych, dzielił analizę na trzy odrębne pytania i fazy: co, dla­ czego i kto. Co się stało? Pytanie to obejmuje wszystkie elementy potencjalnie istotne z punktu widzenia zachowań sprawcy. Dlaczego doszło do przestępstwa i dlaczego miało taki, a nie inny przebieg? Dlaczego morderca okaleczył zwłoki ofiary? Dlaczego nie za­ brał żadnych wartościowych przedmiotów? Dlaczego w domu nie ma

36


W umyśle mordercy

śladów włamania? W jaki sposób można wyjaśnić wszystkie elementy zbrodni istotne z behawioralnego punktu widzenia? To z kolei prowadzi do trzeciego pytania. Kto mógł popełnić taką zbrodnię z tych powodów? Odpowiedzieć na te pytania – to cel, jaki sobie stawiamy.


Wejść W umysł myśliWego. To moja rola. Kiedy patrzę na tłum ludzi w galerii handlowej, wypatruję ofiary. Próbuję rozpoznać, kogo będzie najłatwiej schwytać. Muszę poczuć dreszczyk emocji, który odczuwa polująca bestia. Tylko tak będę mógł ją złapać.

miNDHuNTeR Mroczna książka Johna Douglasa – jednego z najwybitniejszych profilerów w dziejach FBI. Douglas badał miejsca zbrodni dokonywanych przez najgroźniejszych psychopatów, próbował przewidzieć kolejne ruchy seryjnych morderców i stawał z nimi oko w oko. Stał się pierwowzorem postaci agenta Jacka Crawforda z filmów o Hannibalu Lecterze. Teraz dzieli się opowieściami o swoich najsłynniejszych śledztwach i ryzykownych próbach wniknięcia w najmroczniejsze zakamarki umysłów psychopatów.

Żeby złapać seryjnego mordercę, musisz spojrzeć na świat jego oczami. musisz zacząć myśleć jak bestia.

Cena 39,90 zł

Na podstawie książki miNDHuNTeR powstał wyprodukowany przez NeTFliX serial w reżyserii DAViDA FiNCHeRA – twórcy sieDem i ZoDiAKA.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Mindhunter. Tajemnice elitarnej jednostki FBI zajmującej się ściganiem seyjnych przestępców by SIW Znak - Issuu