JACEK DEHNEL
K R I K V L A T POWIEŚĆ
W serii Proza PL ukazały się: Sylwia Chutnik, Jolanta Sylwia Chutnik, W krainie czarów Zośka Papużanka, On Żanna Słoniowska, Dom z witrażem Magdalena Tulli, Szum Michał Witkowski, Fynf und cfancyś Michał Witkowski, Margot
Więcej na: www.seriaproza.pl
Dehnel_Krivoklat.indd 2
2016-03-30 12:36:26
Jacek Dehnel
Krivoklat czyli ein 枚sterreichisches Kunstidyll
Krak贸w 2016
Dehnel_Krivoklat.indd 3
2016-03-30 12:36:26
Copyright © by Jacek Dehnel Projekt okładki Magda Kuc według pomysłu Jacka Dehnela Zdjęcie autora Copyright © Szymon Szcześniak/LAF Cytat z Kalkwerku w przekładzie Ernesta Dyczka i Marka Feliksa Nowaka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1986. Cytat z Korekty w przekładzie Marka Kędzierskiego, Czytelnik, Warszawa 2013. Cytat z Partyjki w przekładzie Gabrieli Mycielskiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980. Redakcja Marianna Sokołowska Opieka redakcyjna Agata Pieniążek Magdalena Suchy-Polańska Korekta Magdalena Matyja-Pietrzyk Anna Niklewicz Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-3628-8
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2016 Druk: CPI Moravia Books s.r.o.
Dehnel_Krivoklat.indd 4
2016-03-30 12:36:26
Nie boi się pan, zapytał mnie kiedyś jakiś dziennikarz po jednym z procesów, że jak pan tak niesie ten kwas siarkowy w butelkach, to on panu gdzieś wycieknie i pana poparzy, a ja odpowiedziałem, że dla sztuki trzeba się czasem poświęcić, co poszło jako nagłówek, wytłuszczonym, powiększonym drukiem, ale tak naprawdę jest z tym pewien problem, bo przecież butelki muszą być z jednej strony szczelnie zakręcone, z drugiej zaś w każdej chwili gotowe do tego, żeby je odkręcić, wyjąwszy je precyzyjnym, szybkim ruchem z kieszeni płaszcza lub kurtki, choć od lat już właściwie wyłącznie płaszcza, za kurtkami nie przepadam od czasu porażki w sali z Przymierzającą perły Vermeera w Dahlem Museum w Berlinie, kiedy butelka wysunęła mi się przedwcześnie z kieszeni i strażnik kategorycznym tonem skierował mnie do szatni,
9
Dehnel_Krivoklat.indd 9
2016-03-30 12:36:26
owiem pod żadnym pozorem nie wolno wnosić żadb nych płynów do sal muzealnych, przecież równie dobrze mógłby pan w tej butelce wnieść kwas siarkowy i próbować zniszczyć jeden z obrazów, powiedział, przez co na całe lata nabawiłem się urazu do tej sali, a właściwie do całego Dahlem Museum w Berlinie, i nigdy już nie próbowałem stanąć przed Przymierzającą perły, by precyzyjnym, szybkim ruchem odkręcić butelkę i oblać Vermeera kwasem siarkowym, względnie oblać przy jednej okazji kilka obrazów, co zależałoby od refleksu najbliżej stojącego strażnika albo od pozostałych zwiedzających, którzy na ogół wolą nie ryzykować, sądząc, niebezpodstawnie, że jestem tak zwanym wariatem. Rozważyłem i wypróbowałem już cały szereg systemów i lubię myśleć, że w innym, lepszym świecie, gdzie mężczyźni w pewnym wieku, oblewający kwasem siarkowym dzieła sztuki, a nawet arcydzieła sztuki w słynnych, a nawet najsłynniejszych muzeach, cieszyliby się nieco inną niż w naszym opinią, być może leksykony i encyklopedie zawierałyby hasło Krivoklata Metoda albo Krivoklata System albo nawet Krivoklatowski System Spryskiwania Kwasem Siarkowym, KSSKS, a ja mógłbym w ystępować z gościnnymi wykładami i wyjaśniać, jak opanowałem do perfekcji przenoszenie i stosowanie pojemników kwasu siarkowego, wtrącając kilka zabawnych anegdotek
10
Dehnel_Krivoklat.indd 10
2016-03-30 12:36:26
o nieudanych eksperymentach, a nawet, jeśli atmosfera wykładu pozwalałaby na aż taką swobodę, pokazując długą beżową bliznę na lewym podudziu, wynik niedoszłej próby uszkodzenia portretu Halsa w Dreźnie za pomocą spryskiwacza do okien. Ostatecznie jednak, choć z całą pewnością nie polecałbym spryskiwacza, muszę przyznać z pewnym zawstydzeniem, że opakowania, jeśli tylko wykonane są z tworzywa odpornego na kwas siarkowy, właściwie nie odgrywają większej roli, nie ma doskonalszego systemu niż dobrze zakręcona butelka z odpornego na kwas siarkowy tworzywa, szybki ruch odkręcający i oblanie obrazu, przy czym jeśli sala, w której znajduje się wybrany obraz, jest niedaleko od toalety, co da się sprawdzić na każdym planie muzealnym, jaki otrzymuje się przy wejściu wraz z biletem, można pokusić się o mocniejsze zakręcenie, a nawet zaklejenie taśmą butelki na czas jej przewożenia i wnoszenia do budynku muzeum, a następnie odklejenie taśmy i poluzowanie nakrętki w zaciszu kabiny toaletowej, ale tak naprawdę nic nie zastąpi zręczności, a tę najłatwiej uzyskać poprzez ćwiczenie, toteż wielokrotnie ćwiczyłem polewanie obrazu, czy raczej jego reprodukcji, zazwyczaj wodą, zawsze jednak stosując tę butelkę, z której miałem skorzystać w najważniejszym, koronującym całe starania momencie. Przez ostatnie
11
Dehnel_Krivoklat.indd 11
2016-03-30 12:36:26
tygodnie, odkąd wreszcie udało mi się kupić kwas siarkowy i zrobić sobie pewne nadzieje na przepustkę z Centrum Medycznego Zamek Immendorf, z oczywistych przyczyn nie miałem gdzie i jak ćwiczyć, bo zagroziłoby to powodzeniu całego mojego przedsięwzięcia, a nie mógłbym sprawić większej radości strażnikom Dlouhemu i Auerbachowi, jak zdradzając się z tym, że ukryty za rosłym świerkiem albo tują w zam kowym parku, ćwiczę polewanie wodą przybitej w tym celu do pnia rosłego świerka albo tui reprodukcji jakiegoś znanego renesansowego płótna, powiedzmy, Tycjana, podprowadzonej z teki Arcydzieła malarstwa włoskiego, od lat kurzącej się w szpitalnej bibliotece, ale pocieszam się, że opakowania, w których kupiłem kwas siarkowy, poręczne litrowe butelki, są w sprzedaży od dawna i stosowałem je już zarówno w Wiedniu, jak i w Dreźnie, za każdym razem przećwiczywszy to wcześniej wielokrotnie, mogę więc liczyć przynajmniej na jeden obraz, jeśli nie na dwa lub trzy obrazy. Oczywiście pozostaje pytanie, czy byłoby zadowalające oblanie dwóch czy trzech sąsiednich obrazów tylko dlatego, że wiszą jeden przy drugim, w jednym ciągu, a strażnik akurat stoi w drzwiach do sąsiedniej sali i czyta albo ogląda coś na swoim telefonie, ale pytanie takie może stawiać sobie człowiek, który do oblewania obrazów kwasem
12
Dehnel_Krivoklat.indd 12
2016-03-30 12:36:26
siarkowym ma stosunek obojętny, by nie rzec amatorski, i który tym samym nigdy nie zaryzykowałby utraty swojego tak zwanego normalnego życia i swojej tak zwanej normalnej rodziny tylko po to, żeby zrujnować cienką warstwę farby, a najpewniej wyłącznie werniksu na jakimś pięćsetletnim płótnie czy desce; taki człowiek, wiem to aż za dobrze, z pewnością uznałby ową transakcję za nieopłacalną, bowiem, i owszem, nie pogardzi pospolitym wandalizmem, chętnie zarysuje komuś karoserię kluczem od skrzynki na listy, nagryzmoli sprejem na ścianie, nawet i zabytkowej, proszę bardzo, przyjemność jest, a ryzyko nie zapiera tchu w piersiach, ale już zniszczenie mienia o znacznej wartości finansowej i kulturowej całkowicie go paraliżuje. Natomiast ktoś taki jak ja, traktujący sprawę poważnie i, że ujmę to bez fałszywej skromności, profesjonalnie, ma na to pytanie jednoznaczną, i to jednoznacznie negatywną odpowiedź, zdaje sobie bowiem sprawę, że muzealnicy mają tendencję do wieszania arcydzieł w pewnym oddaleniu od innych arcydzieł, żeby oko widza odpoczęło między jednym wodospadem genialności a drugim, chyba że mamy do czynienia z cyklem obrazów, wtedy muzealnicy powieszą je jeden obok drugiego, mają bowiem, wbrew obiegowej opinii, fatalny gust, tak zwane obcowanie z dziełami sztuki wcale w nich gustu
13
Dehnel_Krivoklat.indd 13
2016-03-30 12:36:26
nie wyrabia, nie wyostrza, przeciwnie, stępia gust, tak że kiedy widzą cykl, działają jak pierwsza lepsza dekoratorka wnętrz, gorzej, jak pocztowa urzędniczka, która wiesza cztery talerze z kotkami w jednym rządku, idealnie równo, są bowiem zestawem, a zestaw to świętość nierozbijalna, zaś stłuczenie jednego z czterech talerzy z kotkami jest niepowetowaną stratą i niejedna urzędniczka pocztowa, a także niejeden muzealnik wolałby w głębi serca stracić bezpowrotnie cały cykl niż jeden z obrazów czy też talerzy, bowiem zestaw zdekompletowany uderza w najgłębsze podstawy jego czy też jej uporządkowanego stosunku do świata. Ponieważ chcę niszczyć koniecznie arcydzieło lub arcydzieła, a nie jedno arcydzieło i kilka przeciętnych płócien jakiejś szkoły czy warsztatu, to mam dwa wyjścia: albo muszę zaatakować cykl – choć przecież naprawdę wybitnych cyklów nie ma w malarstwie tak znowu wiele, nie oszukujmy się, nierzadko w cyklu arcydziełem jest tylko jeden z trzech, czterech czy nawet sześciu obrazów, nawet dziesięciu obrazów, w dodatku bywa, że każdy z nich wisi na ścianie na zupełnie innym kontynencie, lecz jeśli choćby fatalny gust muzealników sprawił, że wszystkie wiszą razem, to i tak z Czterech spraw ostatecznych Boscha nie oblałbym niczego oprócz Wniebowstąpienia zbawionych, z Żywota Świętej Urszuli Correggia wyłącznie
14
Dehnel_Krivoklat.indd 14
2016-03-30 12:36:26
Sen świętej, z Triumfów Cezara Mantegni ostatecznie mógłbym zniszczyć Niosących wazy, ale wszystkie one są już tak zniszczone, że nie miałbym sumienia do tego się dokładać, a już z takich czterech Alegorii miłości Veronesa, reprodukowanych zresztą na osobnych kartach w tece Arcydzieła malarstwa włoskiego, do oblania nie nadaje się ani jedno, ani jedno płótno – albo zostaje mi drugie wyjście, to jest muszę znaleźć salę, w której między jednym arcydziełem a drugim jest akurat taki odstęp, który będę w stanie pokonać między pierwszym atakiem a momentem, w którym obezwładni mnie strażnik lub ktoś ze stojących bliżej zwiedzających, choć raczej strażnik, zwiedzający bowiem rzadko odkrywają w sobie żyłkę bohaterską; między jednym atakiem a drugim upływa zbyt krótki czas, żeby zdążyli wyobrazić sobie samych siebie na zdjęciach w gazetach i w serwisach informacyjnych, natomiast jest to czas wystarczająco długi, by uznali atakującego za wariata, bo z uznaniem kogoś za wariata większość ludzi radzi sobie w ułamku sekundy, w zasadzie z mało czym większość ludzi radzi sobie tak szybko jak z uznaniem kogoś za wariata, przybierają więc postawę i minę zająca na muszce strzelby, przybierają postawę i minę człowieka, który wprawdzie chciałby ratować bezcenne arcydzieło sztuki, rzucać się, pędzić, obezwładniać, ocalać dziedzictwo
15
Dehnel_Krivoklat.indd 15
2016-03-30 12:36:26
nas wszystkich, ale nie jest w stanie, ponieważ akurat w tym momencie z bliżej niewiadomych przyczyn został zającem. Mając tak zawężony wybór, strzegłem się zawsze, by nie obniżyć swoich kryteriów i na przykład nie zdecydować się na dwa czy trzy płótna znane, ale nie arcydzielne, tylko dlatego że wiszą w dogodnej od siebie odległości, albo też na znany cykl, powieszony zgodnie z fatalnym gustem muzealników na jednej ścianie, ale przecież cykl niedoskonały, z którego tylko jedno płótno mógłbym z czystym sumieniem nazwać arcydziełem i z czystym sumieniem oblać kwasem siarkowym, ponieważ zdaję sobie doskonale sprawę, że ceną za mój atak będzie to, co zwykle, czyli powrót, i to na lata całe, do jakiegoś szpitala, zakładu czy centrum medycznego, z jego nieznośnymi pacjentami, posiłkami, warsztatami artystycznej terapii zajęciowej, gdzie przygłupi urzędnicy niższego szczebla, cierpiący na jakieś mało istotne zaburzenia psychiczne, lepią koty z papier-mâché, a sfiksowane stare panny – aniołki z gliny, i gdzie nade wszystko władzę sprawują ludzie najbardziej pozbawieni gustu, czyli lekarze specjaliści od terapii sztuką, a zatem będzie to cena wysoka, ja zaś jestem gotów zapłacić tak wysoką cenę wyłącznie za zniszczenie arcydzieła lub arcydzieł. Pochlebiam sobie, że nigdy nie zniszczyłem zwykłego dzieła, przy czym
16
Dehnel_Krivoklat.indd 16
2016-03-30 12:36:26
ani razu nie chodziło mi o tak zwane wyrządzenia szkód w mieniu o znacznej wartości, cała ta medialna obsesja wokół strat, to liczenie w szylingach, w markach, potem w euro, to drukowanie kwot dużymi cyframi, obowiązkowo czarno-żółtymi lub czarno-czerwonymi, w wielkim otoku, z czarno-żółtymi lub czarno-czerwonymi wykrzyknikami, wszystko to zawsze głęboko mnie zniesmaczało, gdyż mam wyrobione zdanie na temat podawania wartości Dürera czy Tycjana, a już zwłaszcza Vermeera, który od lat nie pojawił się na rynku, więc każda spekulacja na temat jego cen to czysty wymysł, a poza wszystkim: to, że Portret brzydkiej mieszczki w kryzie Rembrandta sprzedano gdzieś za tyle a tyle tysięcy czy milionów, nie oznacza, że jego Autoportret kosztowałby tyle samo, bo ma mniej więcej taką samą powierzchnię i jest mniej więcej z tego samego okresu, na taki pomysł może wpaść tylko kompletny idiota. A jednak za każdym razem, kiedy zniszczyłem jakiś obraz, przy czym słowo zniszczyłem jest, niestety, zawsze użyte na wyrost, pomimo bowiem licznych prób każdy z oblanych obrazów został w końcu, jak to się nazywa w slangu konserwatorów i dziennikarzy, uratowany, a także ocalony, a także uchroniony od zniszczenia, nie spowodowałem zatem, niestety, ani jednej tak zwanej niepowetowanej straty, tak czy owak, za
17
Dehnel_Krivoklat.indd 17
2016-03-30 12:36:26
k ażdym razem prasa austriacka, zwłaszcza zaś pewne jej tytuły, z uporem drukowała dyrdymały o tak zwanej niepowetowanej stracie, opatrzone dużą liczbą zer, obowiązkowo czarno-czerwonych lub czarno-żółtych, bo jakiś pozbawiony gustu i wyobraźni redaktor zadzwonił do jakiegoś pozbawionego gustu i wyobraźni marszanda czy historyka sztuki, który powiedział mu: Pięć milionów, dziesięć milionów, piętnaście milionów, bo na tej a na tej aukcji za tyle poszedł Portret brzydkiej mieszczki w kryzie, a to ten sam autor i ten sam okres. Ja natomiast nie oblałbym kwasem siarkowym Portretu brzydkiej mieszczki w kryzie, nawet gdyby wisiał rama w ramę z Autoportretem Rembrandta, choć akurat autoportrety Rembrandta i Portret Tytusa, jeden lepszy od drugiego, w głowach muzealników są tak podobne, że zlały im się w cykl i zostały powieszone w Kunsthistorisches Museum dogodnie, jeden przy drugim; załóżmy jednak, że wiszą osobno, a sala jest znacznie większa niż sala obecna i muszę biec od jednego do drugiego, w dodatku zwichnąłem kostkę i z ledwością chodzę, a co dopiero biegam, to przecież i tak nie obleję kwasem siarkowym Portretu brzydkiej mieszczki w kryzie, wolę poprzestać na jednym Rembrandcie, ale za to arcydzielnym, i pozostaje tylko kwestią długich rozmyślań, którym z autoportretów w tym celu się posłużę, przy
18
Dehnel_Krivoklat.indd 18
2016-03-30 12:36:26
czym nie wykluczam, że może ostatecznie stanąć na Portrecie Tytusa, który w moim pojęciu wcale nie ustępuje najlepszym autoportretom Rembrandta.
Dehnel_Krivoklat.indd 19
2016-03-30 12:36:26
Krivoklat, wieloletni pacjent zakładów dla psychicznie chorych, obwołany przez austriacką prasę „Kwasowym Wandalem”, ma za sobą historię niszczenia dzieł sztuki w najsłynniejszych muzeach Europy. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Najnowsza powieść Jacka Dehnela, pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, to przepojona czarnym humorem, wyrzucona na jednym oddechu opowieść o sztuce, miłości i człowieku, który nie boi się sprzeciwić społeczeństwu.
JACEK DEHNEL (ur. 1980)
Cena 37,90 zł
w serii
więcej na: www.seriaproza.pl
pisarz, poeta, tłumacz. Zdobywca Paszportu „Polityki” i Nagrody Fundacji im. Kościelskich, wielokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike. Jego książki ukazały się w 13 krajach.