Skip to main content

Na krańce świata. Podróż historyka przez historię

Page 1

Norman Davies

Na krańce świata Podróż historyka przez historię Przekład

Elżbieta Tabakowska

Znak Horyzont Kraków 2017


Tytuł oryginału Beneath Another Sky. A Global Journey Into History Copyright © by Norman Davies Polskie wydanie jest samoistnym dziełem i mogą wystąpić w nim istotne różnice względem oryginału. Projekt okładki i opracowanie graficzne Witold Siemaszkiewicz Ilustracja na okładce Caspar David Friedrich, Etapy życia, Museum der Bildenden Künste, Lipsk Fot. © VCG Wilson / Corbis via Getty Images Fotografia autora na skrzydełku Daniel Malak Opracowanie map Jeff Edwards Tłumaczenie map Rafał Szmytka Opieka redakcyjna Maciej Gablankowski Rafał Szmytka Anna Szulczyńska Konsultacja merytoryczna Maciej Gablankowski Rafał Szmytka Adiustacja Jadwiga Gell Beata Trebel-Bednarz Korekta Jadwiga Grell Katarzyna Mach Katarzyna Onderka Indeks Artur Czesak Łamanie Irena Jagocha Copyright © for the translation by Elżbieta Tabakowska Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017 ISBN 978-83-240-4169-5 Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2017. Druk: Colonel, Kraków


Spis treści

Wstęp. Szlak złoty   9 Imperium. Europejska historia na eksport   45 Rozdział 1 BAKI-BAKU Płonące Wieże w krainie ognia   79 Rozdział 2 AL-IMARAT Góry pieniędzy i przepaście nieporozumień   127 Rozdział 3 DILLI Dalici, świątynie, salwy honorowe i Hindutva  181 Rozdział 4 MELAYU Amuck, czyli amok u błotnistego zbiegu rzek   233 Rozdział 5 SINGAPURA Miasto-wyspa lwów i tygrysów   283 Rozdział 6 MORIS Ziemia Kreolów i ptaka dodo   331 Rozdział 7 ORIENS W stronę wschodu słońca   373 Rozdział 8 TASSIE Koniec świata końca świata   413


8

spis treści

Rozdział 9 KIWILAND Nieloty po drugiej stronie rowu i długie białe chmury   471 Rozdział 10 OTAHEITI „W pogoni za rajem” w „dalekim kraju”   525 Rozdział 11 TEJAS Komancze, Latynosi i traperzy: przyjaciele i wrogowie   585 Rozdział 12 MANNAHATTA Dziedzictwo Delawarów, Holendrów i niemałej liczby niewolników   635 Rozdział 13 TRANSATLANTYK Tam i z powrotem   693 Rozdział 14 FRA Wejście na pokład, loty, katastrofy, zniknięcia i lądowania   717 Przemyśleć kanon na nowo. Główny nurt historii i jej „aerodynamiczny cień”   755 Indeks osób   779 Źródła ilustracji   827


ROZDZIAŁ PIERWSZY

BAKI-BAKU Płonące Wieże w krainie ognia


eśli mierzyć dystans w linii prostej lub wzdłuż trasy odrzutowca, zaJchodnie wybrzeże Morza Kaspijskiego leży w odległości 4365 kilo-

metrów od przylądka Land’s End. Wyznacza jeden z krańców Europy, a Land’s End – drugi. Bezpośrednia trasa odrzutowca biegnie nad kanałem La Manche, nad Paryżem, Bawarią, Austrią, Węgrami, Rumunią, Morzem Czarnym, Gruzją i Azerbejdżanem. Piękne, mające kształt półksiężyca miasto Baku jest miejscem, w którym kończy się Europa. (Gdyby jechać ze wschodu na zachód, byłoby miejscem, gdzie Europa się zaczyna). Ma fantastyczne położenie na brzegu Morza Kaspijskiego; spogląda wprost ku wschodzącemu słońcu. Na północy, po lewej stronie, leżą Rosja i ujście potężnej Wołgi. Na południu, po stronie prawej, znajduje się Iran. Na zachodzie, za plecami, rozciągają się kraje kaukaskie – Gruzja, Armenia i Azerbejdżan. Na wschodzie wreszcie, dokładnie po drugiej stronie skrzących się wód Morza Kaspijskiego, leżą republiki Azji Środkowej, wyznaczające dawny jedwabny szlak. Miejscowi Azerowie nazywają miasto „Baki”. To Rosjanie, którzy przyszli później, nazwali je „Baku” i przekazali tę nazwę reszcie świata. Morze Kaspijskie jest uznawane za największy śródlądowy bezodpływowy zbiornik wodny na powierzchni Ziemi. To ogromne jezioro, bardziej przypominające morze, jest jakieś pięć razy większe od amerykańskiego Lake Superior czy afrykańskiego Jeziora Wiktorii, zasilają go rzeki Kura, Wołga i rzeki Uralu, a Baku leży niemal 30 metrów poniżej poziomu morza. Jezioro to uległo degradacji w znacznie mniejszym stopniu niż jego sąsiad, mniejsze Morze Aralskie, które pod koniec XX wieku niemal całkowicie wyschło. Ale i jemu zagrażają zanieczyszczenia i skutki parowania. Nazwę „Kaspijskie” utrwalili starożytni Grecy, zapożyczając ją od nazwy lokalnego plemienia, lecz Turcy, Turkmeni i Azerowie nazywają je Hazar Denizi, „morzem Chazarów”, od nazwy plemienia władającego tymi obszarami w okresie od VII do X wieku. Nie wszyscy się zgadzają, że Baku jest europejskie. Są tacy, którzy twierdzą, że należy do Azji. Większość argumentuje, że leży w miejscu, w którym nachodzą na siebie Europa i Azja. Turystyczne reklamy mówią


82

norman davies | na krańce świata

o „europejskim uroku w orientalnej scenerii”. Geografowie, którzy pod koniec XVIII wieku wytyczyli międzykontynentalną linię graniczną między Europą i Azją wzdłuż grzbietów Uralu, umieszczali tę granicę na południu, w kierunku Kaukazu i Bosforu, wzdłuż rzeki Ural, północno-zachodniego wybrzeża Morza Kaspijskiego i basenu rzeki Kury. Jeśli przyjąć taki podział, to Baku i północny Azerbejdżan leżą w granicach kontynentu europejskiego, a wszystko poniżej Kury – w Azji. Baku jest dziś stolicą niepodległej republiki Azerbejdżanu, od roku 1991 pełnoprawnego członka ONZ i niestałego członka Rady Bezpieczeństwa. Azerbejdżan ma 86 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni i 9,5 miliona mieszkańców, jest więc większy od kilkunastu spośród krajów członkowskich Unii Europejskiej; pod względem wielkości jest porównywalny z Portugalią czy Republiką Czeską, a także z częścią państw byłej strefy wpływów ZSRS. Jego obywatele – Azerbejdżanie – również są w przeważającej większości Azerami, a więc ich ojczystym językiem jest azerski. Kraj można opisać za pomocą pięciu określeń: „były sowiecki”, „muzułmański”, „kaukaski”, „turkijski”, „bogaty w ropę naftową”. Baku nie należy do miejsc, do których łatwo dotrzeć. Postsowiecki aparat biurokracji Azerbejdżanu urządza potencjalnemu podróżnemu tor przeszkód, który przywodzi na pamięć okres zimnej wojny. Jeśli wierzyć oficjalnej stronie internetowej, ekspresową wizę wjazdową można dostać w ciągu trzech dni. Wobec tego dzwonię do konsulatu w Londynie:  – Ekspresowa wiza, trzy dni?  – Tak, odpowiada głos – za okazaniem zaproszenia z ministerstwa w Baku. Moje zaproszenie nie jest z ministerstwa.  – Więc co mam zrobić? Martwa cisza. Po licznych meandrach i zwrotach akcji wiza ostatecznie się materializuje po szesnastu dniach. Mam dwa dni, żeby dolecieć do Frankfurtu. Wtedy, opuściwszy konsulat, widzę, na czym polega haczyk. Chociaż w konsulacie sprawdzono, że lot mam zarezerwowany na dwudziesty pierwszy, wizę wjazdową wydano na dwudziesty drugi. Wszystkie osoby ubiegające się o wizę azerbejdżańską zostają poinformowane o jeszcze jednym problemie: Wobec stanu wojny z Armenią rząd Azerbejdżanu odmawia zezwolenia na wjazd obywatelom Armenii oraz obywatelom wszystkich innych krajów pochodzenia ormiańskiego (...) Bez uprzedniej


baki-baku

83

zgody (...) rząd Azerbejdżanu kategorycznie zabrania wszelkich wizyt w separatystycznym regionie Górskiego Karabachu (...), a także na terenach sąsiednich oraz w enklawach, które stanowią de iure część Azerbejdżanu, natomiast pozostają pod kontrolą Armenii. Obywatele innych krajów, którzy wjadą na te okupowane ziemie, zostaną objęci stałym zakazem wjazdu do Azerbejdżanu i wpisani na listę persona non grata1.

Tak więc odwiedzający Azerbejdżan nie może rozważać wypadu do „regionu separatystycznego”. Może najwyżej sobie o nim poczytać i spróbować stawić czoło komplikacjom. Region, który zazwyczaj prezentuje się światu pod jego rosyjską nazwą „Górny Karabach”, znany jest w Azerbejdżanie jako po prostu Karabach – „Czarny Ogród”, a w samym regionie – pod ormiańską nazwą Arcach. Mój dawny kolega z London University profesor David Lang utrzymuje, że nazwa Arcach pochodzi od imienia Artaksesa I, króla Armenii (190–159 p.n.e.)2. Dziś kraj jest rządzony przez autonomiczną Republikę Arcach, czyli Republikę Górskiego Karabachu, powiązaną z Armenią. Toczący się wokół niego konflikt trwa od 1918 roku3. Na lotnisku we Frankfurcie komputer dokonujący automatycznej odprawy żąda ode mnie potwierdzenia, że mam wizę. Potem pyta o datę jej wygaśnięcia, ale nie o pierwszy dzień ważności. Zaznaczam w odpowiedniej kratce moją zgodę na poważne konsekwencje finansowe, jakie grożą tym, którzy podają Lufthansie fałszywe informacje, i zgodnie z planem odbieram kartę pokładową. Ale trudno mi się zdecydować. Samolot wyląduje o dziewiątej wieczorem. Wiza zacznie być ważna dopiero o północy. Czy to przestępstwo? Pasażerowie, którzy lecą ze mną, dzielą się na trzy wyraźnie różne grupy. Osoby należące do pierwszej wyglądają jak zwyczajni Europejczycy: wysoka kadra urzędnicza, turyści, ekspaci, studenci. Grupa druga składa się z ludzi, którzy niewątpliwie nie są Europejczykami: Chińczycy i Japończycy, Hindusi i inni Azjaci rozmaitych nacji. Natomiast trzecia grupa, najliczniejsza, odznacza się niezwykle jednolitymi cechami: kruczoczarne włosy, czarne jak węgle oczy, czarne jak atrament brwi, orle 1 Warunki uzyskania wizy wjazdowej do Azerbejdżanu, dokument Azerbejdżańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wg Wikipedia, dostęp 2013. 2 Ibidem. 3 T. De Waal, Black Garden: Armenia and Azerbaijan Through Peace and War, New York 2003; V. Gabreliyan, Artsakh: The Land and People of Karabakh, Yerevan 2011.


84

norman davies | na krańce świata

nosy i blada skóra. To muszą być, jak sądzę, prawdziwi mieszkańcy Kaukazu, a nie ludzie, których rząd USA wyobraża sobie jako przedstawicieli rasy kaukaskiej. U kobiet zauważam kilka chust, ale żadnych dżalabij i burek. W moim przewodniku po Kaukazie jest mnóstwo zakazów. Nie żuć gumy. Nie podnosić głosu. Niezrozumiałe azerbejdżańskie przysłowie mówi: „Poznać głupca po śmiechu”. Nie pokazywać palcem. Nie dotykać ludzi. Nie podnosić nóg, tak żeby było widać podeszwy butów. A przede wszystkim nie wspominać o Armenii. Nie wygłaszać komentarzy na temat rządzącej dynastii Alijewów. Bezmyślne słowo może spowodować, że znajdziesz się w następnym samolocie do domu4. Kiedy wchodziłem na asfaltową płytę terminalu międzynarodowego lotniska Baku Heydar Aliyev, uderzył mnie widok złotego księżyca, poczułem podmuch gorącego powietrza i przypływ silnych wątpliwości. Od bezpieczeństwa dzieliły mnie jeszcze trzy godziny. Czy mam spróbować zostać w hali przylotów, czy też może zdać się na intuicję? Jestem ostatni w kolejce. Oficer sprawdzający paszporty wygląda na zmęczonego. Leniwie zagląda mi w twarz, długo wpatruje się w nieważną wizę wjazdową do Rosji, każe mi popatrzyć w oko kamery i przykłada pieczątkę w moim paszporcie. Ale kiedy mi go z powrotem wręcza, jego wzrok pada na liczbę 22. Nagle się ożywia:  – Proszę pana, pana wiza nie jest ważna na dziś, dziś jest dwudziesty pierwszy.  – Ale słowo daję, wydała mi ją ambasada Azerbejdżanu.  – Pana wiza jest ważna od jutra, nie od dziś. Proszę tu zostać. Oficer oddala się z moim paszportem w ręce. Rozglądam się z niepokojem, czy ambasada przypadkiem kogoś po mnie nie wysłała, jak to się czasem zdarza, i spoglądam na rozkład lotów w poszukiwaniu samolotu, który odlatywałby przed północą. Jest jeszcze ostatni lot do Aszchabadu w Turkmenistanie, o 22.30. Zjawia się oficer starszy stopniem:  – Proszę pana, pana wiza nie jest ważna na dziś.  – Nie rozumiem – w waszej ambasadzie widzieli mój bilet.  – Pana wiza jest ważna od jutra, nie od dziś. Proszę tu zostać.  – Tak, wiem. Już mam pieczątkę w paszporcie. Oficerowie naradzają się, wymieniając pełne konsternacji spojrzenia. Jeden wskazuje na mnie, drugi na drogę do wyjścia. Podążam wzrokiem za jego palcem i rośnie we mnie nadzieja. Jakaś grupa – wyglądający znajomo dyplomaci – żegna się z kolegą; wciąż jeszcze stoją przy 4 S. Adamczak i in., Gruzja, Armenia i Azerbejdżan, Bielsko-Biała 2013, s. 14–15.


baki-baku

85

barierce. Zastanawiam się, czy zdają sobie sprawę z mojej kłopotliwej sytuacji, skoro wcześniej wysłałem kopie swoich dokumentów. Urzędnicy podchodzą, żeby mi ogłosić swój werdykt, i ambasador rusza do ataku:  – Dobry wieczór panom. Ten pasażer jest moim gościem. Czy mogę w czymś pomóc?  – Dobry wieczór, ekscelencjo. Wiza tego pasażera jest nieważna na dziś.  – No właśnie. Panie oficerze, to godne pochwały, że pan to zauważył. Czy byliby panowie skłonni przyjąć moje osobiste zapewnienie, że ten pan będzie się odpowiednio zachowywał przez następnych kilka godzin? Bramka się otwiera. No, niewiele brakowało. Łatwo mogli mnie odesłać do Turkmenistanu. Ambasador oświadczył, że spotkanie z prezydentem jest mało prawdo­podobne, ale możliwe. „Jeśli do niego dojdzie – mówi – zadzwonimy do pana i w ciągu godziny stawimy się w pałacu”. * * * Pierwsze wrażenia, na podstawie tego, co widać w nocy z lotniskowej limuzyny, to obraz starożytnego orientalnego miasta, które się znalazło w kleszczach superszybkiej modernizacji. Nowe SUV-y są o wiele liczniejsze niż stare łady; powoli mijają modne butiki, jadąc spokojnie trzypasmowymi alejami, kpiąc z nie pasujących do tego obrazu londyńskich taksówek. Rosyjskie imperialne budowle przeplatają się z islamskimi fasadami, minaretami, stacjami metra i drapaczami chmur. Wznoszące się na szczycie wzgórza, oświetlone neonami, apetycznie zaokrąglone Płomienne Wieże dominują na horyzoncie. Widać je jeszcze z balkonu mojego hotelu w starym śródmieściu, gdzie się instaluję w wygodnym pokoju z perskimi dywanami na podłodze z desek i z bogato haftowaną narzutą na łóżku. Zawieszona nad hotelową umywalką duża błękitna plakietka informuje: „woda zdatna do picia”. Pierwszą połowę następnego dnia zajmuje mi rekonesans. Strome uliczki Starego Miasta, Isheri Sheher, wciąż jeszcze są strzeżone murami obronnymi, które strzegą labiryntu pasaży, wiszących nad głową balkonów, meczetów, placów targowych i muzeów. Okrągła Baszta Dziewicza, Qiz Qalasi, z XII wieku spogląda na zatokę; zbudowano ją z okrąg­ łych, ciasno dopasowanych wapiennych bloków; emanuje solidnością i siłą. Natomiast znajdujący się w pobliżu kompleks pałacowy szachów


86

norman davies | na krańce świata

Szyrwanu jest w ostatniej chwili podnoszony z ruin. W wiekach XV–XVIII był siedzibą panującej dynastii; nie mógłby liczyć na wysokie miejsce na liście pierwszoligowych zabytków islamskiej architektury. Spośród budowli religijnych najwspanialszy jest meczet Djuma, a najstarszy – meczet Muhammeda z XI wieku, w 1723 roku na wpół zburzony przez rosyjską kulę armatnią. Według przewodnika dla turystów nacierającą rosyjską flotę niemal natychmiast potem zatopił sztorm. Stoisk z pamiątkami i sklepów z antykami jest pełno na każdym rogu. Kupujących widać niewielu; sprzedawcy drzemią na swoich krzesełkach, a to, co mają do zaoferowania, przedstawia się dość żałośnie. Kołyszą się zawieszone na sznurkach błyskotki i pocztówki, piętrzą się ułożone w stosy dywany, tańczą na wietrze jedwabne szale, połyskują rozłożone na kocich łbach ręcznie kute miedziane tace. Na każdym stoisku można kupić za grosze czapki i hełmy żołnierzy Armii Czerwonej, epolety i medale; czapki – kopie spiczastych „tatarskich” hełmów, jakie nosili bolszewiccy żołnierze. Moim jedynym prawdziwym znalezis­ kiem było oprawione w ramki świadectwo zakupu akcji brytyjskiej kompanii naftowej z 1919 roku, pięknie wydrukowane na biało-zielonym papierze: Baku Consolidated Oilfields Ltd. Połączone na mocy Ustawy o kompaniach z lat 1908–1917 z kapitałem ₤ 2500 000 Zaświadczenie nr 18910 Liczba nabytych akcji .................................................................... podzielonych na 1 250 000 akcji uprzywilejowanych „A” o wartości jednostkowej ₤1 i numerach 1 do 1 250 000 włącznie (...), oraz 1 250 000 akcji zwykłych „B” o wartości jednostkowej ₤1 (...). Dla akcji „A” stopa nieskumulowanej dywidendy uprzywilejowanej wynosi 8 procent w skali rocznej; dla akcji „B” ustala się prawo uczestnictwa pari passu we wszelkich zyskach przekraczających 8 procent w skali rocznej; przysługuje im też prawo pierwszeństwa przy rozdziale zysków. Niniejszym zaświadcza się, że ....................................... (nazwisko) zamieszkały ..................................................................... (adres) jest pełnoprawnym właścicielem ................................ (liczba) w pełni opłaconych akcji zwykłych „B” o wartości jednostkowej jednego funta, ponumerowanych według numeracji na marginesie, kompanii BAKU CONSOLIDATED OILFIELDS LTD., zgodnie z memorandum i ustawami spółek członków Kompanii.


baki-baku

87

Sporządzono w siedzibie i opatrzono zwykłą pieczęcią Kompanii w dniu ............... (data) .................. (miesiąc) .................. (rok) Sekretarz: Dyrektor: Kompania zobowiązuje się nie przenosić własności żadnej akcji bez wydania odnośnego zaświadczenia, które należy złożyć przed rejestracją jakiegokolwiek transferu.

Zaświadczenie zostało wydane w Londynie i prawdopodobnie przeleżało u kogoś na strychu co najmniej siedemdziesiąt lat. Schodząc stopniami prowadzącymi w dół wzgórza, dociera się do najdłuższej ulicy przelotowej Baku, Prospyekt Neftlarsi, czyli Prospektu Nafciarzy. Osiem pasów pędzącego, ryczącego klaksonami ruchu można bezpiecznie przekroczyć tylko wyłożonymi marmurem podziemnymi przejściami prowadzącymi na nadmorski Bulwar. Jego budowę ukończono w 1910 roku; niegdyś był rezerwatem rosyjskiej elity imperium, dziś jest parkiem narodowym i ulubioną trasą spacerów wszystkich mieszkańców miasta. Trzy równoległe pasy wspaniałej zieleni ciągną się na długości kilkunastu kilometrów wzdłuż łukowatej linii wybrzeża – od ogromnego masztu flagowego po odległe suwnice portu. Mnóstwo na nich klombów z podzwrotnikowymi kwiatami, rabat obsadzonych kaktusami, importowanych rzadkich drzew – czereśni, magnolii, palm, baobabów – ocieniających alejki, po których tłumy spacerowiczów mogą się przechadzać, nasiąkając ozonem. Mijamy fontanny muzyczne, przystań promów, teatr lalek i muzeum dywanów oraz centralnie położoną siedzibę rządu Azerbejdżanu. Ta ogromnych rozmiarów budowla, wzniesiona w epoce stalinowskiej, w latach 1936–1952, w pseudomarokańskim stylu, była dawniej „Domem Sowieckim” – siedzibą sowieckiej władzy, nad której fasadą górował od dawna już nieobecny pomnik Lenina. Niedawno ukończone Centrum Kultury imienia Heydara Aliyeva, zaprojektowane – podobnie jak Softbridge Building w Ośrodku Badań Bliskowschodnich kolegium świętego Antoniego w Oksfordzie – przez pochodzącą z Iraku brytyjską architekt Zahę Hadid, jest usytuowane w pewnej odległości od wybrzeża. Połyskująca perłowobiałą ceramiką i szkłem budowla o płynnych kształtach jest cudem „ekstremalnej architektury”; podobnie jak Kryształowa Hala Eurowizji i Stadion Olimpijski, w ciągu zaledwie roku Centrum wzbogaciło tutejszy zbiór niezwykłych budowli. Moją przewodniczką była młoda absolwentka uniwersytetu nosząca imię Nakazet, co znaczy „Radość”. Miała kruczoczarne brwi, kruczoczarne włosy, kruczoczarne oczy, kruczoczarne rzęsy, dobrą znajomość angielskiego i zbijającą z tropu postawę pełnej szacunku atencji.


88

norman davies | na krańce świata

– W samolocie spotkałem pani braci – mówię, ale źle skierowany żart nie odnosi żadnego efektu.  – Co pan chciałby zobaczyć? – pyta raz po raz, tak jakbym to ja powinien to wiedzieć. Wreszcie, w okolicy pory obiadowej, mówię:  – Jakąś restaurację. Siadamy w ośmiokątnym ogródku, ze stolikami biegnącymi od zadaszonych tarasów do znajdującej się pośrodku fontanny.  – Co chciałby pan zjeść? – pyta Nakazet.  – Cokolwiek z wyjątkiem mięsa. Na co pojawia się przede mną cały nadziewany szczupak, z głową i ogonem zwieszającymi się poza stolik. Nakazet kategorycznie odmawia udziału, a ja pokonuję jakieś ćwierć ryby. Samotny wieczorny spacer przed snem jest mniej stresujący. Złoty księżyc znów się pojawił, oświetlając kręte uliczki Kasby. Miauczą bezdomne koty, z balkonów spoglądają w dół stare kobiety, nad głową trzepoce pranie. Idzie się w kółko i w kółko, coraz niżej, aż wreszcie ukazują się mury obronne. Przekraczając wąską bramę, wchodzi się wprost w XXI wiek. W letnim kinie w ogrodzie za filharmonią idzie jakiś romantyczny rosyjski film. Młode pary trzymają się za ręce, wbrew panującym regułom. Ludzie siedzą pod drzewami, popijając sok z owoców i obserwując tańczące na niebie kolorowe światła Płonących Wież. Jest ciepło, ale wietrznie; od morza wieje nie morska bryza, ale ciężki, huczący wiatr, którego porywy trzęsą gałęziami. Przewodnik mówi, że średniowieczna perska nazwa miasta brzmiała Badkube – „uderzenie wiatru”. Plac Fontann na obrzeżach starego śródmieścia jest ulubionym miejscem spotkań mieszkańców Baku w dzień i dobrze znaną sceną wieczornych rendez-vous. Dawniej znany był jako Parapet; wieczorem wypełnia go tłum par i samotnych spacerowiczów – wszyscy szukają tu orzeźwienia, jakie niesie chłodne powietrze wytwarzane wokół kilkunastu pióropuszy wznoszącej się i opadającej wody: Dla turysty, który znalazł się tu po raz pierwszy, kwadrans spędzony obok Placu Fontann może się okazać sporą niespodzianką. Nie tylko z powodu oszałamiającej urody azerskich kobiet, ale także dlatego, że niejedna z przechadzających się tędy dziewczyn ma na sobie strój, który według europejskich norm uchodziłby za odważny. Nawet Pierwsza Dama, Mehriban Alijewa, lubi się pokazywać w roli femme fatale z lat sześćdziesiątych XX wieku. (...) W Azerbejdżanie tradycyjnych wartości nigdy do końca nie


baki-baku

89

wymazano. (...) Mnóstwo kobiet, które się tu spotyka, mieszka z rodzicami i musi przestrzegać surowych wskazań godziny policyjnej (...) Można oczekiwać, że [poza granicami miast] spotka się o wiele bardziej konserwatywne sposoby życia, a nawet enklawy islamskich tradycji. (...) Małżeństwa często bywają aranżowane przez rodziny, a na obszarach rolniczych nie jest niczym niezwykłym małżeństwo poprzedzone porwaniem5.

Nocne życie koncentruje się na pobliskiej ulicy Abdulkarim Ali-Zadeh, a przewodniki ostrzegają przed podziemnymi klubami, które noszą eufemistyczną nazwę Klubów Disco. Ich ekskluzywnym odpowiednikiem jest bar Chevalier w hotelu Grand Europe. Wydanie „Azernews” – „azerbejdżańskiej gazety numer 1” – z tego tygodnia przynosi zwykłą porcję informacji o wystąpieniach i spotkaniach prezydenta oraz wieści o wojnie z Armenią: Prezydent Ilham Alijew wraz z małżonką, Mehriban Alijewą (...) uczestniczył w odsłonięciu pomnika ofiar ludobójstwa, wzniesionego w mieście Guba na północy kraju dla upamiętnienia ofiar masakry na ludności tych terenów popełnionej w 1918 roku przez wojska bolszewickie i ormiańskie.

Azerowie najwyraźniej nie mają zamiaru zgodzić się na to, żeby wojowniczy Ormianie prześcignęli ich w roszczeniach do ludobójstwa: W samym Baku i jego okolicach, w miastach Guba, Szamaki, Gojczaj, Karabach i Lankaran, w okresie między marcem i wrześniem 1918 roku zamordowano (...) dziesiątki tysięcy muzułmanów oraz miejscowych Żydów. W samym tylko rejonie Guba zniszczono 167 wsi. Pomnik stanął w pobliżu masowego grobu (...) odnalezionego podczas budowy stadionu w 2007 roku (...) Prezydent Alijew z małżonką zasadzili wokół pomnika jabłonie. (...) Prezydent Alijew powiedział, że Ormianie popełnili podobne zbrodnie zaledwie dwadzieścia lat temu. Podczas wojny z lat 1991–1994 niszczyli wszystko, łącznie z meczetami i innymi pomnikami historycznymi. 5 www.azerb.com/az-sex.html?i=1, dostęp 2013; www.naughtynomad.com/2012/12/16/ city-guide-baku-azerbaijan, dostęp 2016.


90

norman davies | na krańce świata „Ci, którzy popełnili tamte zbrodnie, dziś próbują przedstawiać się światu jako ludzie cywilizowani”, powiedział prezydent. Prezydent ostrzegł, że jeśli Armenia nie zaprzestanie okupacji, Azerbejdżan będzie zmuszony użyć siły, aby odzyskać kontrolę nad swoim terytorium. „Mamy dziś dość siły (...) Azerbejdżan ma dziś najpotężniejszą armię w rejonie Kaukazu (...) Wydatki na wojsko przewyższają wysokość całego budżetu Armenii o 30–50 procent”6.

W tym samym numerze znalazł się inny artykuł, opisujący przygotowania do obchodów Dnia Naftowca 20 września. Dzień ten jest rocznicą podpisania w 1994 roku „umowy stulecia”, na mocy której konsorcjum złożone z 13 międzynarodowych przedsiębiorstw naftowych zainwestowało łącznie 57 miliardów dolarów w złoża gazu i ropy naftowej u wybrzeży Azerbejdżanu. Oficjalne źródła nie wyjaśniają, że „umowa stulecia” była ściśle powiązana z kwestią zakończenia wojny azersko-ormiańskiej o Górski Karabach. Dopóki trwały walki, dopóty konsorcjum nie wyrażało chęci inwestowania. Wobec tego, mimo niekorzystnej sytuacji militarnej, Azerbejdżan ogłosił zawieszenie broni, aby sobie umożliwić podpisanie umowy. Dwadzieścia lat później prezydent mógł się chwalić, że wpływy państwa z handlu ropą zapewniły krajowi przewagę militarną, jakiej dawniej nie było. Dochód narodowy wzrósł ponad ośmiokrotnie7. Ponadto Azerbejdżan uzyskał dostęp do międzynarodowych rurociągów, które dostarczają jego produkty do oceanicznych terminali. Jeden z nich, BTC (czyli Baku-Tbilisi-Ceyhan), uruchomiony w 2006 roku, tłoczy ropę do śródziemnomorskiego terminalu w Turcji. Inny, TAP (czyli Transadriatic Pipeline – gazociąg transadriatycki), obecnie w budowie, będzie transportował gaz wzdłuż południowego korytarza gazowego przez Grecję, Albanię i Włochy do krajów Unii Europejskiej. Państwowa spółka naftowa Republiki Azerbejdżanu – SOCAR – od uzyskania niepodległości zainwestowała 60 miliardów dolarów amerykańskich. Trzeci artykuł wychwala artystyczne osiągnięcia azerskiego poety, Seyyeda Mohammada Hosseina Behjat-Tabriziego (1906–1988), powszechnie znanego jako „Shahriar”. Tytuł jego poematu epickiego Heydar Baba Salam („Pozdrowienia dla starego Heydara”) odnosi się do góry w pobliżu Tabriz w Iranie, gdzie poeta spędził idylliczne dzieciństwo na wsi. Dla celów promocyjnych można go też uznać za pochlebne 6 „Azernews”, nr 72 (875), wrzesień 2013. Cena 49 gapików. 7 Stabilising the Pipedreams of Europe, w: Azerbaijan: A Phoenix Rising, The Report Company, 2013, s. 5–6.


baki-baku

91

odniesienie do twardego polityka sowieckiego Azerbejdżanu Gejdara Alijewa. Poemat został wydany w 1954 roku i natychmiast stał się klasykiem po obu stronach granicy. Shahriar był irańskim Azerem, który pisał także w języku farsi, i nieustająca łaskawość władz wobec niego pokazuje, jak postsowiecki Azerbejdżan ceni sobie kulturowe powiązania z liczną populacją azerską, nawiązując do możliwości ostatecznego zjednoczenia z (irańskim) południowym Azerbejdżanem. Podobnie jak Polacy w XIX wieku, wielu Azerów uważa się za członków narodu poddanego rozbiorom. Należycie ostrzeżony co do wątpliwego charakteru oficjalnej informacji, wyruszyłem na kolejną wyprawę na cypel, na którym wzniesiono Płonące Wieże i z którego rozciąga się widok na zatokę. Londyńska taksówka z rykiem brała ostre zakręty i w zamian za ogromną sumę 2 manatów i 54 gapików wysadziła mnie obok nowo wybudowanego meczetu na szczycie. To tu znajduje się skupisko świętych miejsc Baku. Po jednej stronie, za parlamentem, jest cmentarz Fәxri Xiyaban zamykający Aleję Zasłużonych w sowieckim stylu, gdzie obecnie wznosi się mauzoleum nieżyjącego prezydenta Heydara czy Gejdara Alijewa. Dalej ciągną się w dół trzy długie aleje – przy pierwszej znajdują się groby ludności cywilnej, ofiar masakry przeprowadzonej w 1990 roku przez Armię Radziecką; przy drugiej – groby żołnierzy poległych w wojnie azersko-ormiańskiej z lat 1987–1994; przy trzeciej – groby żołnierzy Armii Islamskiej, zabitych w 1918 roku. Kwiatów i portretów zmarłych jest mnóstwo. Jest nawet nowy pomnik brytyjski upamiętniający poległych w pierwszej wojnie światowej. Nad wiecznym ogniem pamięci wznosi się smukła islamska wieża. Nic nie wskazuje na to, co tu stało ponad dwadzieścia lat temu. Otóż był to nadnaturalnych rozmiarów pomnik pseudobohatera Siergieja Kirowa, bolszewickiego wodza, który w latach 1921–1926 stał na czele komunistycznej partii Azerbejdżanu i którego potem awansowano i przeniesiono do Leningradu. Kirow padł ofiarą morderstwa, które w 1934 roku dało początek stalinowskim czystkom. Aby ukryć zbrodnię, Stalin bezwstydnie wylansował kult tej niezbyt świetlanej jednostki8. Nie ma też żadnych znaków, które by wskazywały, gdzie znajdował się pomnik Dwudziestu Sześciu Komisarzy, zajmujący poczesne miejsce aż do roku 2006, kiedy go zburzono. Techniki kształcenia wybiórczej pamięci, doskonalone przez Sowietów, są dziś wykorzystywane przeciwko nim. 8

Por. R. Conquest, Stalin and the Kirov Murder, London 1989; M.E. Lennoe, The Kirov Murder and Soviet History, New Haven 2010.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Na krańce świata. Podróż historyka przez historię by SIW Znak - Issuu