przeogromny
krokodyl
i
i n ne zwie rzę ta
3 op ow iada ni a dl a najm ło dszych
Ilustrował Quentin Blake
przeogromny
krokodyl
i
i n ne zwie rzę ta
Ilustrował Quentin Blake Przełoż y ła Katarz yna Szczepańska-Kowalczuk
Kraków 2018
Tytuł oryginału The Enormous Crocodile The Magic Finger The Giraffe and the Pelly and Me Ilustracje na okładce Quentin Blake Redakcja Aleksandra Smoleń Korekta Barbara Wójcik Katarzyna Onderka Łamanie Piotr Poniedziałek
The Enormous Crocodile © Roald Dahl Nominee Ltd, 1978 Illustrations copyright © Quentin Blake, 1978, 2001 The Magic Finger © Roald Dahl Nominee Ltd, 1966 Illustrations copyright © Quentin Blake, 1995, 2001 The Giraffe and the Pelly and Me © Roald Dahl Nominee Ltd, 1985 Illustrations copyright © Quentin Blake, 1985, 2001 Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018 Copyright © for the translation by Katarzyna Szczepańska-Kowalczuk ISBN 978-83-240-4946-2 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2018 Druk i oprawa: Colonel
Przeogromny
KroKodyl
6
W największej, najbardziej zamulonej burej rzece Afryki pławiły się dwa krokodyle. Ich łby sterczały tuż nad wodą. Jeden z nich był wprost przeogromny, drugi nie taki duży. – Wiesz, co chciałbym dzisiaj zjeść na obiad? – zapytał Przeogromny Krokodyl tego mniejszego. – Nie. Co takiego? – spytał Mniejszy. Przeogromny Krokodyl wyszczerzył w uśmiechu setki białych szpiczastych zębów. – Dziś na obiadek – powiedział – marzy mi się soczysty mały dzieciak. – Ja ich nigdy nie jadam – żachnął się Mniejszy. – Żywię się wyłącznie rybami! – Ho, ho, ho – parsknął Przeogromny. – Założę się, że gdyby jakiś tłusty, soczysty bachor przyszedł się taplać w rzece, od razu byś go schrupał. – Mylisz się – odparł Mniejszy. – Dzieci są twarde i łykowate. Twarde, łykowate, obrzydliwe i gorzkie. – Też mi coś! „Twarde i łykowate”! – kpił Przeogromny. – „Obrzydliwe i gorzkie”! Co ty za bzdury pleciesz? Są pyszne i soczyste! – Mają gorzki smak – upierał się Mniejszy. – Trzeba posypać je cukrem, żeby się dały zjeść. – Dzieci są większe od ryb – przekonywał go Przeogromny. – Od razu dostajesz większą porcję.
7
– Ależ z ciebie łakomczuch – zadrwił Mniejszy. – Jesteś chyba najbardziej żarłocznym krokodylasem w całej rzece. – Chciałeś chyba powiedzieć najdzielniejszym. Jestem jedynym, który odważy się teraz wyjść z wody i ruszyć przez dżunglę do miasta w poszukiwaniu dzieciaków do jedzenia. – Już kiedyś to zrobiłeś – prychnął Mniejszy. – I co z tego wynikło? Dzieci pouciekały na twój widok. – Tak, ale tym razem wcale mnie nie zobaczą – zapewnił Przeogromny. – Oczywiście, że cię wypatrzą – odparł Mniejszy. – Jesteś taki ogromny i taki brzydki, że trudno cię nie zauważyć. Przeogromny Krokodyl znów się uśmiechnął, a jego ostre zębiska błysnęły w słońcu jak noże. – Nikt mnie nie zauważy – powiedział – bo tym razem mam sprytny plan i obmyśliłem różne chytre podstępy. – Chytre podstępy? – zdziwił się Mniejszy. – W życiu nie wykazałeś się ani odrobiną sprytu. Jesteś najdurniejszym krokodylasem w całej rzece. – Najmądrzejszym – sprostował jego przyjaciel. – Dziś na obiadek będę wcinał soczystego, tłustego dzieciaka, a ty będziesz tu tkwił z pustym brzuchem. Żegnaj.
8
Przeogromny Krokodyl przepłynął na drugi brzeg i wypełzł z wody. Tuż nad rzeką, w grząskim, śliskim mule stało jakieś wielkie stworzenie. Był to Hipopotam Wali-Pagór. – Cześć, cześć – powiedział. – A dokąd to się zmierza o tej porze? – Mam sprytny plan i obmyśliłem różne chytre podstępy – pochwalił się Krokodyl. – O rany! – Westchnął Wali-Pagór. – Założę się, że knujesz coś podłego. Przeogromny Krokodyl uśmiechnął się do Wali-Pagóra i odpowiedział mu tak: Mam zamiar napchać mój głodny pusty brzuch, Mniam, mniam, mniam, mniam, ach, najem się za dwóch! – Cóż to będzie pysznego? – zapytał hipopotam. – Spróbuj zgadnąć. Ta pychotka porusza się na dwóch nogach. – O nie, to nie może być chyba… – zdumiał się Wali-Pagór – chyba nie masz zamiaru pożreć dziecka? – Oczywiście, że mam – odparł Krokodyl. – Ty paskudny, sssmętny brutalu! – oburzył się hipopotam. – Mam nadzieję, że ktoś cię wreszcie złapie, ubije i zrobi z ciebie zupę krokodylową! Przeogromny Krokodyl tylko się zaśmiał i ruszył dalej w stronę dżungli.
9
magiczny
Palec
Państwo Greggowie mieszkają na farmie obok nas i mają dwóch synów. Chłopcy nazywają się Philip i William. Czasami ich odwiedzam i bawimy się razem. Ja jestem dziewczynką i mam osiem lat. Philip ma tyle samo co ja. William jest od nas o trzy lata starszy, czyli skończył już dziesięć. Naprawdę? O, przepraszam. Jedenaście. W zeszłym tygodniu Greggom przydarzyło się coś okropnie śmiesznego. Spróbuję opowiedzieć wam o tym najlepiej jak potrafię. 39
Otóż najulubieńszym zajęciem pana Gregga i jego dwóch synalków jest polowanie. Co sobotę biorą spluwy i ruszają do lasu. Tropią zwierzęta, w tym ptaki, by je zastrzelić. Nawet ośmioletni Philip ma własną strzelbę. Nie znoszę polowania. Wprost n i e z n o s z ę. To, że faceci i chłopaki zabijają zwierzęta wyłącznie dla rozrywki, wydaje mi się nie w porządku. Ponieważ tak uważam, próbowałam wyjaśnić Philipowi i Williamowi, że nie powinni tego robić. W czasie każdej wizyty na ich farmie starałam się wybić im z głów polowanie, ale oni tylko się ze mnie śmiali. Raz nawet powiedziałam coś panu Greggowi, on jednak przeszedł koło mnie, jakbym była powietrzem.
40
Pewnej soboty zobaczyłam Philipa, Williama i ich tatę wychodzących z lasu. Nieśli pięknego, młodziutkiego jelenia. Ten widok tak mnie rozzłościł, że zaczęłam na nich krzyczeć.
41
Żyrafa
Peliś i ja
96
W mojej okolicy jest staroświecki drewniany dom, który stoi samotnie przy jednej z ulic. Marzę, żeby go zwiedzić w środku, ale drzwi są zawsze zamknięte, a gdy zaglądam przez okno, widać tylko ciemność i kurz. Wiem, że na parterze musiał kiedyś być sklep, bo na fasadzie domu został po nim wyblakły napis ŁAKOCIE. Mama wytłumaczyła mi, że dawniej w naszych stronach mówiło się tak na słodycze. Teraz za każdym razem, ilekroć widzę ten szyld, wyobrażam sobie, jak wspaniały musiał być stary sklep z cukierkami. Ostatnio na szybie jego witryny ktoś nabazgrał: NA SPRZEDAŻ. Pewnego ranka zauważyłem, że zdrapano NA SPRZEDAŻ, a napaćkano: SPRZEDANE. Stanąłem i gapiłem się na nowy napis i strasznie żałowałem, że to nie ja kupiłem ten budynek, bo wówczas mógłbym znowu otworzyć w nim sklep ze słodyczami. Zawsze chciałem mieć coś takiego. Ten z moich marzeń byłby wyładowany z góry do dołu dropsami firmy Sherbert, karmelowymi krówkami, rosyjskim toffi, pastylkami pudrowymi, trufelkami i tysiącem innych pyszności. O, mamo! Czegóż bym nie dokonał, gdybym tylko dostał ten lokal w swoje ręce!
97
Kiedy znowu poszedłem zobaczyć co z „Łakociami” i przez ulicę przyglądałem się uroczemu staremu budynkowi, z okna na drugim piętrze wyleciała nagle ogromna wanna i rymsnęła na środek jezdni. Chwilę potem tą samą drogą wypadła biała porcelanowa muszla klozetowa z drewnianą deską. Wylądowała obok wanny i roztrzaskała się na kawałeczki. Za nimi pofrunęły jeszcze zlew kuchenny, pusta klatka dla ptaków, łoże z baldachimem, dwa termofory, koń na biegunach, maszyna do szycia i cała fura różnych innych przedmiotów. Pomyślałem, że może to jakiś szaleniec robi demolkę wewnątrz domu, bo wkrótce przez okna zaczęły wylatywać fragmenty klatki schodowej i kawałki
98
poręczy, a później z szurgotem runęła z nich lawina starych klepek parkietu. Potem zapadła cisza. Czekałem i czekałem, ale żaden dźwięk nie dobywał się więcej z wnętrza domu. Przeszedłem przez ulicę i stanąłem tuż pod jego oknami. – Jest tam kto? – zawołałem. Nikt mi nie odpowiedział. W końcu zrobiło się tak ciemno, że już musiałem wracać. Domyślacie się jednak, że następnego ranka znów tam pobiegłem, by sprawdzić, jak rozwija się sytuacja. Kiedy stanąłem przed budynkiem, od razu zauważyłem nowe drzwi. Poprzednie – brązowe i odrapane – zostały usunięte, a na ich miejsce wstawiono nowiusieńkie czerwone. Te nowe były świetne. Były dwa razy wyższe od poprzednich i wyglądały dziwacznie. Nie mogłem tylko zrozumieć, po co komuś tak gigantyczne wejście, o ile nie jest olbrzymem. Poza tym ktoś zeskrobał z witryny słowo SPRZEDANE i teraz cała szyba pokryta była różnymi napisami. Sterczałem, starając się je odczytać i zrozumieć, co one w ogóle znaczą. Próbowałem też bezskutecznie usłyszeć lub wypatrzeć jakiś ruch w środku… aż nagle… kątem oka… dostrzegłem, że jedno z okien na górze zaczyna się powolutku otwierać…
I wreszcie pojawiła się w nim jakaś głowa. Wlepiłem w nią wzrok, a ona utkwiła we mnie spojrzenie wielkich, okrągłych, czarnych oczu. 99
Poznajcie
menażerię
trzy opowiadania
fantastycznego pana Dahla!
pełne humoru i zaskakujących pomysłów zachwycą dzieci, a dodatkowo nauczą odwagi, współpracy i szacunku do zwierząt.
ny Przeogrom Krokodyl
nowe TłuMaczenie
obiad dostać chcę, To, co tak bardzo na . , i stópki ma też dwie Ma rączki i paluszki cie ieciaki, nie ucieknie Mniam, mniam, dz przed moją paszczą!
Magiczny palec Kwa, kwa, jesteście ciekawi, jak to jest mieszkać w kaczym gnieździe? Szykujcie się na magiczną zamianę miejsc!
żyrafa, Peliś i ja
Cena 34,90 zł
Doskonale znamy swój fach, h! Każdą fuchę zrobimy rach-ciac łza. Okna czyste mieć będziesz jak , Z nas doprawdy są tacy junacy – Co nie siorbią herbatki w pracy Żyrafa, Peliś i ja! 677 szyb do umycia? szej spółki To wymarzone zadanie dla na ! Bezdrabinowe Mycie Okien
Tak trzymać! Kupując tę książkę, właśnie pomagasz konkretnemu dziecku. 10% honorarium autorskiego wspiera działanie instytucji charytatywnych Roalda Dahla. Zajrzyj do środka po więcej szczegółów. roalddahl.com