Skip to main content

Chlopak, ktory stracił głowę

Page 1

èÄíÅ Ą Ư D ħÍÜĄ è < ¦ ¿

Kraków 2016


OPINIE CZYTELNIKÓW Poruszająca historia o nowym życiu, poszukiwaniu siebie i o miłości. Wraz z Travisem wkraczasz do starszego o pięć lat świata i próbujesz się w nim odnaleźć. To książka dla tych, którzy mają głowę na karku! PATRYK OBARSKI, moje-bestsellery.blogspot.com Najbardziej zakręcona opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, jaką przeczytałem. Jest pełna humoru, autor nie stroni od refleksji, a czytelnik mimowolnie stawia się w niełatwym, wręcz absurdalnym położeniu Travisa i zastanawia, co by było, gdyby… Raz przeczytana zostaje z nami już na zawsze. DANIEL MUNIOWSKI, strefaczytacza.pl Tak zabawnej, a zarazem smutnej historii dawno nie czytałam. To książka o tym, jak poradzić sobie ze zmianami, na które nie mamy wpływu. ADRIANA BĄCZKIEWICZ, ujrzec-slowa.blogspot.com Najbardziej oryginalna powieść młodzieżowa tego roku – ma w sobie wszystko, co sprawia, że nie można się od niej oderwać. Jest zaskakująca, mądra, nieco dziwna, a jej bohaterowie zarażają swoim poczuciem humoru. GABRIELA RUTANA, recenzentkaksiazek.blog.pl Uprzedzam – to nie jest typowa książka dla młodzieży. Kiedy myślisz, że wszystko w życiu Travisa zaczyna się układać, nagle czujesz bolesne uderzenie rzeczywistości i wiesz, że nic nie jest tak, jak być powinno. ALEKSANDRA STAFA, biblioteczka-blanki.blogspot.com


Mamie i tacie, dzięki którym mam głowę na karku

To tylko my na Ziemi mamy złudzenie, że chwile następują jedna za drugą, jak korale na sznurku, i że chwila raz przeżyta jest stracona na zawsze. Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć, tłum. Lech Jęczmyk


Rozdział 1

Zaawansowane badania nad reanimacją mózgu

Posłuchajcie. Kiedyś żyłem. Potem moje życie się skończyło. Tak po prostu. Teraz znowu żyję. To, co wydarzyło się „pomiędzy”, dalej jest dla mnie trochę zagmatwane, ale tak czy siak, w którymś momencie moją głowę odłączyli od reszty ciała i umieścili w zamrażarce w Denver w stanie Kolorado. Wam też to się mogło przytrafić. Chodzi mi o umieranie. A przynajmniej o decyzję, żeby umrzeć. Podobno człowiek jest jedynym gatunkiem na tej planecie, którego osobniki mają świadomość nieuchronnie zbliżającego się końca. Po prostu dla niektórych z nas ten koniec nadchodzi znacznie wcześniej niż można by się spodziewać. Wierzcie mi: życie może się zmienić z fajnego i udanego w jakieś gotyckie smuty szybciej, niż będziecie w stanie powiedzieć: „Ostra białaczka limfoblastyczna”. Dawny Travis zachorował tak nagle, że właściwie nie było czasu na nic poza rozmowami o tym, jak ciężko 7


zachorował i jak szybko to się stało. A chemia, naświetlania i przeszczep szpiku kostnego tylko pogorszyły jego stan. Podobno raz się żyje i raz umiera. Nie mogę się z tym zgodzić. Ale to nie jest historia śmierci mojego dawnego ja. Nikt nie chciałby słuchać o tym, jak mówiłem rodzicom, najlepszemu przyjacielowi Kyle’owi i swojej dziewczynie Cate, że nie mam już siły walczyć. O tych sprawach nie chcę opowiadać. Chcę wam opowiedzieć o nagłym przebudzeniu w szpitalnej sali z tak obolałym, suchym i piekącym gardłem, jakby ktoś napakował mi do niego nasączonych octem wacików. Chcę wam opowiedzieć, jak poruszałem palcami u rąk i nóg, i o tym, jakie wrażenie robiło to na stojących dokoła mnie lekarzach i pielęgniarkach. Nie bardzo wiem, dlaczego moje mruganie wywołało aplauz i dlaczego to, że nasikałem do woreczka, było dla wszystkich tych ludzi takie ważne, ale zachowywali się, jakby byli świadkami cudu. Niektóre pielęgniarki nawet płakały. Chcę wam opowiedzieć o tym, jak człowiek może się nagle obudzić do życia, które nie było mu pisane. To, co mnie spotkało, równie dobrze mogło się przytrafić wam. A wtedy pewnie i wy spróbowalibyście odzyskać życie, które wam się należy. Tak samo jak ja. Zabronili mi mówić. Powiedzieli, że jeszcze na to za wcześnie. Nie wiedziałem dlaczego, ale tak czy owak ich posłuchałem. Potem do pokoju weszli rodzice. Mama płakała jak bóbr, a tata zbliżył się, żeby dotknąć mojej twarzy, ale pielęgniarka poprosiła go, żeby zaczekał, żeby się odsunął, dopóki nie będą pewni, że wszystko ze mną w porządku. 8


Wręczyli mi małą białą tablicę i marker i kazali napisać, jak się nazywam. Napisałem. Travis Ray Coates. Poprosili mnie, żebym napisał, gdzie mieszkam. Napisałem. Kansas City w stanie Missouri. Poprosili, żebym zapisał nazwę szkoły. Zrobiłem to. Liceum Springside. Poprosili mnie, żebym napisał, do której chodzę klasy. Napisałem. I wtedy w pokoju nagle zapadła cisza. Choć było jasno, czysto i czułem zapach lekarstw oraz środków dezynfekujących, wiedziałem, że coś jest nie tak. Wtedy właśnie oznajmili, że to zrobili. Dokonali tej całej hibernacji czaszki i wybudzenia. Naprawdę odcięli mi głowę. A ja byłem pewien, że po podaniu mi narkozy zmienią zdanie i cała moja papierkowa robota pójdzie na marne. Wtedy jednak mama podsunęła mi lusterko i zobaczyłem, że głowę mam ogoloną prawie na zero, a szyję owiniętą bandażami. Zobaczyłem gębę twardziela – fioletowe, popękane usta, zaczerwienione policzki, wielkie, szkliste oczy odurzone lekami. Miałem spojrzenie gościa nafaszerowanego środkami uspokajającymi. Będę z wami szczery. Ani przez chwilę, ani trochę, nawet przez mgnienie oka nie wierzyłem, że to wariactwo się uda. Nie sądziłem też, że oni w to wierzą. To znaczy rodzice. Ale podniosłem wzrok, zobaczyłem ich oczy pełne łez, poczułem ich dłonie na swoich dłoniach i od razu wiedziałem, że to dwoje najszczęśliwszych ludzi na świecie. Ich zmarły syn leżał w łóżku przed nimi. Milczał, ale jego serce znowu biło. W tamtym szpitalu w Denver spełniła się upiorna wizja Mary Shelley z powieści Frankenstein. Szpitale. Znajome otoczenie. Inne dzieciaki znają swoje domy i swoje sąsiedztwo, wiedzą, od których posesji należy 9


się trzymać z daleka, a na których można bezpiecznie zostawić rower. Ja znałem szpitale. Wiedziałem, że pielęgniarka może podać dodatkowe środki przeciwbólowe tylko pod warunkiem, że lekarz je wcześniej przepisze, ale żeby dostać drugą galaretkę, wystarczy zażartować i kilka razy się uśmiechnąć. Ewentualnie pokazać dołeczki. Szpital, jak fabryka, działa w swoim własnym rytmie, w rytmie dobiegających z każdej sali dźwięków, które zderzają się w powietrzu i rozbrzmiewają echem w uszach, raz po raz, nawet nocą, kiedy świat tak bardzo pragnie się wydawać milczący, cichy i spokojny. Piski, odgłosy kroków, rozdzieranego plastiku, kółek pchanych korytarzem wózków, Koła fortuny w telewizorze sąsiada. Te dźwięki otaczały mnie, kiedy umierałem, i powitały, kiedy wróciłem do życia. Świat tak hałaśliwy, że teraz trzeba nadstawić ucha, gdy rozmawia się z sympatycznym lekarzem próbującym to wszystko przekrzyczeć. Żeby wyłowić jego słowa, musiałem znów zamknąć oczy, choć dopiero co zacząłem się przyzwyczajać do światła. Wszystko wyglądało prawie identycznie jak wtedy, kiedy odchodziłem, i aż chce mi się śmiać, bo tak niewiele brakowało, żebym miał to już za sobą. Wreszcie dobiega was głos lekarza, który mówi, tym razem trochę głośniej: – Witamy ponownie, panie Coates.


Rozdział 2

Witamy ponownie, panie Coates

Kiedy doktor Lloyd Saranson z Centrum Podtrzymywania Życia Saransona pojawił się u nas w domu, właśnie rzygałem w łazience dla gości. Tato siedział na brzegu wanny i klepał mnie po plecach. Chorowałem już prawie od roku, zdążyłem poznać onkologów z trzech sąsiednich stanów i porzucić nadzieję, że z tego wyjdę. Aż tu nagle wchodzi ten facet i upiera się, żebym podźwignął się z łoża śmierci, bo on chce wcisnąć nam bzdury, o jakich świat nie słyszał. Więc go wysłuchaliśmy, ponieważ to właśnie robią ludzie, którzy nie mają już nic do stracenia. Słuchają wszystkiego, co macie im do powiedzenia. – Travis – powiedział. – Chcę uratować ci życie. – Na koniec kolejki, proszę! Bez przepychanek. – Zerk nąłem z uśmiechem na rodziców, ale byli albo zbyt zmęczeni, albo zbyt przygnębieni, żeby się śmiać. 11


– A jak pan zamierza tego dokonać? – zapytał tata. – Wie pan, co to jest kriogenika? – odparł poważnie doktor Saranson. – Wystarczy. Dziękujemy, że zechciał pan nas odwiedzić – powiedziała mama, wstając i wskazując mu drzwi. – Pani Coates, proszę tylko o to, żeby mnie pani przez kilka minut posłuchała. Proszę. – Panie doktorze, naprawdę dużo przeszliśmy i… – Mamo – przerwałem jej – naprawdę nie musisz mnie przed tym chronić. Mama westchnęła, z powrotem siadając. – W porządku, proszę mówić dalej. – Travis – zaczął doktor Saranson. – Twoje ciało do niczego na tym świecie się już nie przyda. Wszyscy to wiemy. To smutne, ale tego nie da się już zmienić. – Proszę się bardziej postarać, doktorze. Traci nas pan – uprzedziłem go. – Dobrze. Zmierzam do tego, że w kontekście mojej propozycji to bez znaczenia. – A to dlaczego? – zapytałem, zerkając na rodziców, którzy wyglądali, jakby mieli zaraz się zerwać z miejsc i rzucić na lekarza. – Cóż… dlatego, że w przyszłości pojawią się nowe sposoby na to, żebyś mógł… funkcjonować. – W przyszłości – powtórzyłem. Ostatnio jakoś nie zaprzątałem sobie głowy przyszłością. – Właśnie. W przyszłości. Wyobraź sobie, Travis, że zwyczajnie zasypiasz w tym życiu i pewnego dnia budzisz się w zupełnie nowym. 12


– W jak dalekiej przyszłości? – zapytałem. Oczami wyobraźni widziałem już swój statek kosmiczny, który składa się do rozmiarów walizki, jak w Jetsonach. – Biorąc pod uwagę ostatnie przełomowe odkrycia, mamy nadzieję uzyskać możliwość wybudzania pierwszych pacjentów w ciągu dekady, maksymalnie dwóch. – Pan mówi poważnie, prawda? – upewnił się tata. – Zupełnie poważnie, panie Coates. – Czy ktoś jeszcze postanowił skorzystać z tej propozycji? – zapytałem. – Byłbyś siedemnastym pacjentem. – Więc kriogenika – powiedział tato. – Chcecie zamrozić Travisa z nadzieją przywrócenia go kiedyś do życia? – Niezupełnie – odparł. – Jak wspomniałem, ciało Travisa na nic się już nie przyda. – O, mój Boże – wyszeptała mama w wyrazem przerażenia i odrazy na twarzy. – Głowa? – Wskazałem ją palcem, zupełnie jakby bez tego to słowo było niezrozumiałe dla chirurga. – Chcecie zamrozić tylko moją głowę? Facet mówił tak, jakby siedział w tym z nami przez cały czas – z zażyłością i swobodą, na jakie większość obcych osób nigdy by się nie zdobyła w obecności „umierającego dzieciaka”. Prawdę mówiąc, bardzo mi się to podobało. – Czyli chcecie mnie uśpić, odciąć mi głowę i zamrozić, a ja mam się obudzić w przyszłości bez ciała i zwyczajnie żyć sobie dalej? – Ściśle rzecz ujmując, gdybyśmy mieli przejść do tego etapu, istnieje kilka możliwych scenariuszy twojego hipotetycznego powrotu do zdrowia. 13


Scenariusze mojego hipotetycznego powrotu do zdrowia (w skrócie) 1. Regeneracja całego ciała poprzez wszczepienie komórek macierzystych do kontrolowanego środowiska płynnego. 2. Transplantacja pełnej struktury czaszki do konstrukcji mechanicznej. 3. Transplantacja pełnej struktury czaszki do ciała dawcy. 4. Załadowanie zawartości mózgu do ciała i mózgu dawcy. Moje reakcje na „Scenariusze mojego hipotetycznego przyszłego powrotu do zdrowia” (w skrócie) 1. Fuj 2. RĘCE ROBOTA!!! 3. Ehm… nie ma mowy 4. Że co? Tamtego dnia po wyjściu doktora Saransona mama i tata zaczęli się śmiać, co było naprawdę miłą odmianą. Tylko że ja już postanowiłem zgłosić się do udziału w tym eksperymencie, czy im się to podoba czy nie. Byłem zmęczony umieraniem i uznałem, że to najlepszy pomysł, o jakim słyszałem od miesięcy. Nie wymagał naświetlania ani rzygania tygodniami, więc nie widziałem powodu, żeby nie spróbować. Patrzyłem na to w ten sposób: tak czy siak 14


umrę. Dlaczego nie miałbym po prostu zasnąć z jakąś tam (no dobrze: bliską zeru, ale wciąż jakąś) szansą powrotu, zamiast ciągnąć w nieskończoność tę udrękę i zmuszać wszystkich, których kocham, do patrzenia, jak powoli gasnę? Tak naprawdę pewnie nigdy nie wrócę, ale niech to szlag, kiedy już wbiłem sobie do głowy ten pomysł, nie było mowy, żebym odpuścił. Rodziców udało mi się przekonać łatwiej, niż myślałem. Kochali mnie. Byłem umierający i pojawiła się szansa, żeby to zmienić. Nie do uwierzenia, jakie to wszystko stało się proste, kiedy decyzja została już podjęta. Nie sądziłem, że znajomość własnej daty przydatności do spożycia zrobi mi jakąś różnicę, a jednak zrobiła. Zrobiła różnicę nam wszystkim. Tych kilkoro ludzi, którzy się dowiedzieli, co chcemy zrobić, nie mogło pojąć, dlaczego to robimy, ale ostatecznie myślę, że przyjęli moją decyzję o poddaniu się z taką samą ulgą jak ja. Więc się poddałem. Poddaliśmy się. A potem wróciłem. Ja pierniczę, wróciłem.

Cieszyłem się z tego mniej więcej tak długo, ile zajęło moim rodzicom i doktorowi Saransonowi wyjaśnienie mi, że jestem przymocowany do ciała kogoś innego. Potem znowu musieli dać mi coś na uspokojenie, ponieważ cały czas drapałem się w szyję i wyszarpywałem sobie kroplówkę. Kiedy znowu się obudziłem, moje nadgarstki i nogi w kostkach były przypięte do łóżka miękkimi paskami, a twarze rodziców wyglądały na zmęczone, jakby zapomnieli, co to sen. Teraz znacznie bardziej przypominali ludzi, których zapamiętałem. 15


Gdy minęło kilka dni i lekarze wreszcie pozwolili mi mówić, byłem gotów na dokładniejsze wyjaśnienia. Mogłem też obiecać, że mi nie odbije i nie będę próbował oderwać się od swojego nowego ciała. Wiecie, normalka. – Dobra wiadomość, Travis, jest taka, że wróciłeś – zaczął doktor Saranson. – Jesteś zupełnie zdrowy i będziesz mógł przeżyć swoje życie tak, jak spodziewałeś się je przeżyć. – A zła wiadomość? – Mój głos brzmiał szorstko, wręcz chrapliwie. – To nie tyle zła wiadomość, co trochę dziwna i pewnie będziesz potrzebował czasu na oswojenie się z nową sytuacją. – Chodzi o to ciało? – Tak. O t w o j e ciało, Travis. Teraz należy do ciebie. – Skąd pochodzi? – Od dawcy. Szesnastoletniego młodego człowieka, takiego jak ty, którego nie mogliśmy uratować. – Co mu się stało? – Guz mózgu – powiedział cicho tata. – Wiedział, co zamierzamy zrobić. Chciał ocalić czyjeś życie i dzięki temu tu jesteś. – A jego rodzina? Czy oni o mnie wiedzą? – Wiedzą. Nie wiadomo, czy będą chcieli się z tobą skontaktować, ale w przyszłości może się tak zdarzyć. To mili ludzie. Nie chcieli, żeby to, co zrobił Jeremy, pozostało tajemnicą. Byli z niego dumni. – Ale to od ciebie zależy, czy kiedykolwiek zechcesz się z nimi spotkać – dodał tata. – Jeremy? – zapytałem. 16


– Tak. Jeremy Pratt – potwierdził doktor Saranson. – Dobry chłopak. – Jak długo mnie nie było? – W zeszłym miesiącu minęło pięć lat – powiedziała mama. – Pięć lat? – zapytałem, oszołomiony. – Nauka posunęła się naprzód znacznie szybciej, niż można się było spodziewać – wyjaśnił z uśmiechem doktor Saranson. – Cóż, aż t a k dobrze byście się nie trzymali, gdyby minęło dwadzieścia – zażartowałem. – Hola, hola, nie bądź taki pewien. – Czy… czy jest nas więcej? – zapytałem. – Jest jeden mężczyzna o nazwisku Lawrence Ramsey, z Cleveland. Wybudziliśmy go sześć miesięcy temu i już na nowo cieszy się życiem. – W zeszłym tygodniu wystąpił w reklamie samochodów dostawczych – powiedział tato, przewracając oczami. – I wiesz, Travis, prawdopodobnie przyjdzie czas, że będziesz chciał z kimś porozmawiać… z kimś, kto rozumie, przez co przechodzisz. Myślę, że Lawrence byłby w sam raz, kiedy już będziesz gotowy. – Dobra. Chociaż na razie nie wiem, czy jestem gotowy na cokolwiek. – Tak. Oczywiście. Twoja sytuacja jest wyjątkowa. Możliwe, a nawet całkiem prawdopodobne, że przez jakiś czas wszystko będzie ci się wydawało dość dziwne. Ale wrócisz do domu i do normalnego życia. – Takiego, jakim było, zanim zachorowałeś – wyjaśniła mama. 17


– Tak. Wrócisz do domu, pójdziesz do szkoły, poznasz nowych przyjaciół. To nie będzie najłatwiejsza rzecz pod słońcem, ale dasz radę, prawda? Wtedy dotarło do mnie, że Cate i Kyle nie będą już Cate i Kyle’em. Będą starszymi wersjami samych siebie i w jakimś sensie będę musiał ich poznać na nowo, przyzwyczaić się do nich. Zresztą, część ich wspomnień o mnie też pewnie już zdążyła się zatrzeć, szczególnie tych sprzed mojej choroby. Patrzyli, jak umieram, ale ich życie toczyło się dalej. Zastanawiałem się, czy starczy im sił, żeby spróbować jeszcze raz. Nowi przyjaciele? Nie chciałem nowych przyjaciół. Miałem przecież przyjaciół. Miałem dziewczynę. Miałem najlepszego przyjaciela. Cate Conroy siedzi teraz pewnie przy telefonie w swoim domu przy Twelve Oaks Road i czeka na wieści o tym, jak się czuję, a Kyle Hagler właśnie do niej jedzie, żeby zabrać ją na lotnisko i jak najszybciej przylecieć do Denver. Tylko że nie pozwolili mi do niej zadzwonić. Ciągle pytałem, kiedy mogę to zrobić, kiedy będę mógł się z nią zobaczyć, kiedy ona tu przyjedzie, a moi rodzice tylko patrzyli na siebie, jakby to były jakieś zawody. Główna konkurencja: kto dłużej wytrzyma, odmawiając współpracy z Travisem. A potem mama zaczęła wciskać mi jakieś kity, że niby Cate na pewno potrzebuje czasu, żeby się „oswoić” z tym, co się dzieje. Czasu, żeby się oswoić? Kurde, a kto tu ma ręce i nogi obcego faceta, że o okolicach intymnych nie wspomnę? Skoro ja muszę od razu się z tym oswoić, to dlaczego ona nie może? – Chcę do niej zadzwonić. Wiem, że czeka na mój telefon. – Travis – wyszeptała mama. – Muszę ci coś powiedzieć. 18


– Dobra. – Chodzi o Cate – mówiła takim spokojnym, słabym głosem, jakby za chwilę miała kompletnie stracić mowę. – O Cate? Czy coś jej się stało? – Jest zaręczona. – Mama natychmiast ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać. Nie powiem, żebym był na to gotowy. Nowe ciało nie reagowało tak, jak bym zareagował ja. Nie mogłem się zebrać w sobie, żeby zrobić cokolwiek, więc w pokoju zapadła grobowa cisza. Starczyło mi energii tylko na to, żeby zsunąć się trochę na łóżku i wydać jakiś zwierzęcy jęk. Cate była zaręczona. Moja dziewczyna miała chłopaka i zamierzała za niego wyjść – zamierzała wyjść za kogoś, kogo w życiu nie spotkałem. Może był ode mnie lepszy. Pewnie miał nawet własne ciało. Obiecałem jej, że do niej wrócę, i chociaż sam za bardzo w to nie wierzyłem, byłem przekonany, że ona mi wierzy. Myślałem, że zaczeka. Dlaczego na mnie nie zaczekała? Dlaczego po moim powrocie do życia wszystko inne nie może po prostu wrócić na swoje miejsce? Ani Kyle, ani Cate się nie pojawiali. Dni mijały, a ja dalej na nich czekałem. Nie mogłem tego zrozumieć. To, że ich nie ma, wydawało mi się bez sensu. Dopiero co tu byli. Dopiero co się widzieliśmy. Pożegnałem się z nimi i zamknąłem oczy. Otwieram je, a ich nie ma. Żadnego znaku życia od dwojga ludzi, których chciałem zobaczyć najbardziej. Jeżeli naprawdę minęło tylko pięć lat, to jak mogli przez ten czas zmienić się nie do poznania? Co mi z tego, że dostałem drugą szansę, jeżeli teraz wszystko będzie tak obce, że nie będę mógł tego znieść? 19


A potem, którejś nocy, kiedy wreszcie ubłagałem rodziców, żeby poszli do hotelu i trochę się przespali, przyszła pielęgniarka i zapytała, czy czegoś nie potrzebuję. Miała miłą twarz i miły głos. – Nie, dziękuję – powiedziałem. – To musi być dla ciebie okropnie dziwne, co? – Nie ma pani pojęcia, jak bardzo. – Wiesz, byłam tam. – Gdzie? – To znaczy tu. – Usiadła na krześle przy oknie i popatrzyła na mnie. – Kiedy leżałeś tu poprzednio. – Proszę się nie krępować – odparłem. – Proszę powiedzieć, że była tu pani, kiedy odcięli mi głowę. – Tak. Uśmiechałeś się. To było zdumiewające. Wszyscy, cały personel, patrzyliśmy na tę operację i nikt z nas nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Byłeś taki młody. Z innymi było inaczej. Ale ty byłeś taki młody, że cały czas wstrzymywałam oddech. – Wierzyła pani, że to się uda? Naprawdę myślała pani, że jest jakaś szansa? – Zostałam – powiedziała, wstając. – Niektórzy po tym, co ci zrobiliśmy, odeszli. – Dlaczego pani została? – Musiałam to zobaczyć – odparła. – Nie wiedziałam, czy to się uda, ale wiedziałam, że gdyby się udało, zrobię, co tylko będzie możliwe, żeby przy tym być. – Ta-dam. – Powoli uniosłem swoje nowe ręce. – Wiem, że czujesz się nieswojo. Jesteś zdezorientowany i pewnie zszokowany. Ale nie wraca się bez powodu. – Słucham? 20


– Właśnie wręczono ci klucze do królestwa, Travis. Nie marnuj czasu na użalanie się nad sobą. Następnego dnia zapytałem, czy mógłbym się znowu spotkać z tą pielęgniarką. Powiedziano mi, że odeszła przed kilkoma tygodniami, zrezygnowała z pracy i dokądś się przeprowadziła. Nie byłem pewien, czy mi się to nie śniło. Podobno mogą nam się przyśnić tylko ludzie, których wcześniej widzieliśmy – w rzeczywistości, albo w telewizji – a ludzki umysł nie potrafi tworzyć nowych twarzy, co najwyżej ponownie wykorzystuje wizerunki przechowywane w podświadomości. Może więc widziałem ją pięć lat temu, na tamtej sali operacyjnej, na chwilę przed tym, jak podali mi narkozę. Mój mózg zarejestrował jej wygląd i to, że była miła. Może przypomniałem ją sobie teraz tylko po to, żeby jakoś to wszystko połączyć. Może dawny ja i obecny ja nauczą się wspólnie egzystować. Z kluczami do królestwa w dłoni.

Kansas City wyglądało w sumie mniej więcej tak samo jak przedtem, jeśli nie liczyć dziwnych elektronicznych billboardów na każdym kroku i nowego gigantycznego budynku w centrum miasta, przypominającego dwa błyszczące metalowe statki kosmiczne do połowy zakopane w ziemi. – Centrum sztuki widowiskowej imienia Kaufmana – wyjaśnił tato, kiedy jechaliśmy do domu z lotniska. – Organizują tam koncerty, sztuki teatralne, no wiesz, takie rzeczy. – Odjechane. 21


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Chlopak, ktory stracił głowę by SIW Znak - Issuu