Natalia Budzyńska
MATK A
MĘCZENNIKA Poruszająca opowieść
o Mariannie Kolbe
Wydawnictwo Znak Kraków 2016
„Dola tkaczy zduńskich była ciężka”
W
ydarzyło się w mieście Zduńska Wola 22 lutego / 6 marca 1870 roku o godzi nie 2 po południu. Zjawił się Franci szek Dąbrowski, tkacz ze Zduńskiej Woli mający 47 lat, w towarzystwie Leona Białeckiego 24 lat i Adama Klempińskiego 48 lat, oboje tkacze ze Zduńskiej Woli, i przedstawili nam dziecko płci żeńskiej urodzone w Zduńskiej Woli 13/25 lutego 1870 roku o godzinie 4 po południu z jego ślubnej żony Anny Krystyny z Klinickich lat 40. Dziecku dano na chrzcie świętym, odbytym w dniu dzisiej szym, imię Marianna, a rodzicami chrzestnymi byli pierwszy świadek i Maria Michalska”. Akt podpisał tylko proboszcz, ponieważ ani ojciec dziecka, ani świadkowie pisać nie umieli. Podwójną datę wpisy wano we wszystkich dokumentach w zaborze rosyj skim. Ta pierwsza wyznaczona była według kalen darza juliańskiego, druga – gregoriańskiego.
„
15
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
Rodzice nie byli już najmłodsi jak na tamte czasy. Najstarsza siostra Rozalia miała trzynaście lat, Kazimierz – jedenaście, Franciszek – dziesięć, a Matylda – trzy. Pięcioro już nie żyło. W dniu urodzin Marianny na świecie nie wydarzyło się nic szczególnego. W „Kurjerze Polskim” z tego dnia można było przeczytać, że „w Paryżu zmarł w d.17 b.m. Baron Nathan Rothschild, natural nie miljoner”, temperatura powietrza w Warszawie wynosiła rano 1 stopień, a po południu 4 stopnie Celsjusza. Można było odetchnąć, bo na początku lutego trzymały siarczyste mrozy „niepamiętne od lat” – jak pisały gazety. Mrozy „srożyły się” aż trzy tygodnie bez przerwy, a temperatury spadały do minus 24 stopni Celsjusza. Słońce tego dnia wze szło o 7.58, a zaszło po piątej. Matce Marianny po zostały jeszcze dwadzieścia dwa lata życia. To ona zajmie się edukacją dzieci, nauczy je pisać i czytać, z pewnością też modlić się i śpiewać religijne pieśni. W domu, który rodzina wynajmowała i za który płaciła komorne, na ścianach wisiały pobożne obra zy, kupowane najczęściej podczas odpustów i piel grzymek. Pod najważniejszym z nich, przedstawia jącym Matkę Boską Częstochowską, stały kwiaty i paliła się lampka. To był ołtarzyk domowy, w ów czesnych domach częsty widok. Lampka pod obra zem paliła się trzy dni w tygodniu: w środy, soboty 16
„Dola tk aczy zduńskich była ciężk a”
i niedziele. I oczywiście we wszystkie dni poświę cone liturgicznie Matce Bożej. A więc w styczniu w święto Bożej Rodzicielki Maryi, w lutym – Mat ki Boskiej Gromnicznej, w kwietniu – Maryi Pan ny Dobrej Rady, w maju – Maryi Panny Królowej Polski, Wspomożycielki Wiernych, Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, w czerwcu – Matki Bo żej Nieustającej Pomocy, w lipcu – Matki Bożej Szkaplerznej, w sierpniu – Anielskiej, Śnieżnej, Zielnej i Najświętszej Maryi Panny Częstochow skiej, we wrześniu – Matki Pocieszenia, Siewnej, Bolesnej, w październiku – Różańcowej, w listo padzie – Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, a w grudniu – Niepokalanego Poczęcia Najświęt szej Maryi Panny. Marianna codziennie modliła się z młodszą siostrą, razem chodziły też na mod litwy do koleżanek. Uwielbiała nabożeństwa ma jowe, przykładnie uczestniczyła we mszy świętej, a różaniec odmawiała na klęczkach każdego dnia. „Wszyscy w rodzinie mieli różańce i szkaplerze Nie pokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny” – wspominała Anna Kubiak. Mariannę czytać i pisać uczyła w domu matka, ale na najbardziej podstawowym poziomie. Innymi słowy, czytać umiała, ale z pisaniem szło jej już nie najlepiej. Z ortografią zmagała się całe życie, praw dę mówiąc, jej listy roją się od błędów. Nie ma się 17
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
co jednak dziwić decyzji rodziców, którzy woleli, żeby dzieci spędzały czas w domu, bo ze szkołami wtedy było tak: po powstaniu styczniowym wpro wadzono język rosyjski do urzędów i oczywiście z jeszcze większym naciskiem niż dotąd – do szkół. Szkolnictwo było dla Rosjan niesłychanie ważnym instrumentem rusyfikacji Polaków. Kiedy Marian na miała dwa lata, oficjalnie i jawnie wprowadzo no do szkół język rosyjski jako język wykładowy, a rok później w ogóle usunięto z programu szkol nego naukę języka polskiego. Elementarne szkoły były wprawdzie bezpłatne, jednak wizja rusyfika cji skutecznie odstraszała rodziców. Woleli uczyć swoje dzieci w domu. Poza tym książki i szkolne przybory były kosztowne, więc duże rodziny rzad ko mogły sobie na taki wydatek pozwolić. Marianna wzrastała w rodzinie tkackiej, od uro dzenia towarzyszyły jej miarowy stukot krosien i ciężka praca. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, jak wyglądał dom tkacza, bo takich po prostu już nie ma. Nikt już nie tka, choć niedawno w Zduńskiej Woli prowadzono zajęcia tkactwa w ramach po wrotu do zapomnianych zawodów. Urządzenia do chałupniczej pracy były dla tkacza najważniejszy mi sprzętami. A więc w domu miał on gręple, któ re służyły do szarpania surowej wełny, maszynę do przędzenia, maszynę zwaną wilkiem i kółko do zwi 18
„Dola tk aczy zduńskich była ciężk a”
jania przędzy oraz warsztat do tkania sukna. Nie którzy, ci bardziej zamożni, posiadali po kilka tych urządzeń. Mieszkanie tkaczy składało się najczęś ciej z dwóch izb i kuchni: w jednej izbie stały kros na, w drugiej łóżka, a życie rodzinne toczyło się w kuchni. Rodzina Dąbrowskich była trochę za możniejsza. Mieszkali w czteroizbowym domu i po siadali trzy warsztaty tkackie. Przy krosnach praco wała cała rodzina, łącznie z dziećmi. „Dola tkaczy zduńskich była ciężka” – wspominała Anna Kubiak. Marianna dorastała w czasach trudnych dla chałup ników. Od 1860 roku powstawały w miasteczku fa bryki i wkrótce drobni tkacze musieli pracować dla wielkich fabrykantów. W Zduńskiej Woli było ich pięciu: August Arlet, Karol Kuske, Moszek Aron Wiener, Chaim Grosskopf i Oswald Fulde. O ży dowskich fabrykantach Anna Kubiak pisała, że byli „panami tkackiego przemysłu chałupniczego”. Od nich chałupnicy otrzymywali przędzę i osno wę, a potem oddawali gotowy towar Żydom, mod ląc się, żeby ci nie obcięli im zapłaty za jakieś wy patrzone błędy. Po pieniądze za wykonane płótno chodziło się z lękiem, czy zapłata będzie godziwa, czy nie. Zduńskowolscy tkacze byli zależni od Ży dów „jak od sądu” – pisała Anna Kubiak. Marianna pomagała rodzicom w pracy od najmłodszych lat. Już najmniejsze dzieci asystowały 19
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
przecież przy zwijaniu przędzy na szpulki, a im były starsze, tym trudniejsze prace im powierza no. Miały w ogóle czas na zabawy? Chyba tylko w niedziele. Jako panienka Marianna chadzała na zabawy i wesela, ale zachowywała się bardzo przy kładnie i skromnie. Przede wszystkim była niezwy kle pobożna i oddana Najświętszej Maryi Pannie. Dziewiętnastowieczna Polska należała do Ma ryi jak żaden inny kraj w Europie. Wciąż oczywi ście pielęgnowano kult Matki Bożej Częstochow skiej, Królowej Polski, ale czasy, w jakich dorastała Marianna, należały zdecydowanie do Niepokala nej. Zacznijmy od szkaplerza Niepokalanego Po częcia Najświętszej Maryi Panny, który nosiła cała rodzina. Zwyczaj noszenia szkaplerzy zapoczątkowa ła Urszula Benincasa, która w 1583 roku założyła w Neapolu Zgromadzenie Oblatek Niepokalane go Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Miała sie demdziesiąt lat, kiedy objawili się jej Matka Boża z Chrystusem i zapowiedzieli, że założy wkrótce klasztor, w którym zakonnice będą żyły w odosob nieniu, ubrane tak samo jak Matka Boża w wizji (biała suknia i niebieski płaszcz), a od Zbawiciela otrzymają specjalne łaski. Usłyszawszy to, Urszu la Benincasa poprosiła Jezusa, aby owymi łaskami zechciał obdarzyć także innych ludzi, którzy nie 20
„Dola tk aczy zduńskich była ciężk a”
będą żyć w klasztorze. Chrystus zgodził się i wte dy zakonnica ujrzała anioły rozdające ludziom na całym świecie niebieskie szkaplerze. Urszula spo rządziła takie same, jak te, które widziała w wizji, i rozdała je wiernym. Szkaplerze nie były niczym nowym. Znano je już w XIII wieku i niemal zawsze wiązano z obja wieniami Matki Bożej. Szkaplerzem (nazwa wywo dzi się od łacińskiego słowa scapula – ramię, bark, plecy) nazywano wierzchni ubiór, pas sukna z ot worem na głowę, bez rękawów, jaki nosili domi nikanie czy benedyktyni. Taki strój wprowadził w V wieku święty Benedykt, jako scapolare propter opera – fartuch, który miał chronić habit przed za brudzeniem w czasie pracy. Z biegiem czasu stracił on swoją funkcję praktyczną na rzecz symbolicz nej, jako znak oddania się Bogu. Szkaplerze no szono początkowo na wierzchu, potem ukrywa no je pod ubraniem i coraz bardziej zmniejszano. W końcu przeobraziły się w dwa kawałki materia łu, ozdobione haftem i połączone tasiemką: jed na część opada na plecy, druga na pierś. Szkaplerz, który ujrzała w wizji Urszula Benincasa, był niebie ski, a papieże obdarzyli go tak wieloma odpustami jak żaden inny. Ci, którzy go nosili, mieli obowią zek szerzyć kult Niepokalanej i modlić się o nawró cenie grzeszników i za dusze w czyśćcu. Wykonano 21
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
go z niebieskiego płótna, z jednej strony widniał na nim wizerunek Niepokalanej, z drugiej symbo le maryjne. Nosiło się go w dzień i w nocy na gołe ciało. Święty Alfons Maria Liguori, wielki czciciel Maryi, także nosił ten szkaplerz, a w dziele Chwała Maryi wymienił podobno aż pięćset trzydzie ści trzy odpusty, jakie można było dzięki niemu uzyskać. Dziś szkaplerze nie są tak popularne, ale w XIX wieku nabożeństwo szkaplerza należało do najpopularniejszych form kultu Najświętszej Ma ryi Panny. XIX wiek to zresztą niezwykły czas maryjnych objawień. Najpierw w 1830 roku w Paryżu, przy rue du Bac, nowicjuszka Katarzyna Labouré zo baczyła Maryję i Cudowny Medalik, który tak ukochał później święty Maksymilian Kolbe. Me dalikowi miała towarzyszyć modlitwa: „O Mary jo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. W 1846 roku dwoj gu dzieciom w La Salette ukazała się Matka Boża i przekazała orędzie (w którym nawoływała do na wrócenia i pokuty), w 1858 roku miały miejsce objawienia w Lourdes (gdzie Maryja przedstawiła się: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”). Objawienia zdarzały się także na ziemiach polskich – w 1850 roku w Licheniu, a w 1877 roku w Gietrzwałdzie. O tym wszystkim dużo mówiono na kazaniach 22
„Dola tk aczy zduńskich była ciężk a”
w kościołach. Do znacznego ożywienia pobożno ści maryjnej przyczyniło się ogłoszenie w 1854 roku przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Po częciu Najświętszej Maryi Panny. Bulla głosiła, że „... nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystu sa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zacho wana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”. To mówił urząd papieski, ale wierni już od wieków wierzyli w niepokalane poczęcie Maryi. Cała rodzina nosiła więc szkaplerze i na klęcz kach odmawiała różaniec, zgodnie ze starą polską dewizą: „Szkaplerz noś, na różańcu proś”.
„... nie zaklął, nie pił wódki i nie chodził na zabawy”
G
dym przychodziła do zrozumienia spraw duszy, ceniłam bardzo cnotę czystości” – pisała o sobie młodej ponad siedemdzie sięcioletnia Marianna. Wcale nie marzyła o mężu i dzieciach. Marzyła o klasztorze. Skąd takie prag nienia? Przecież w Zduńskiej Woli nie widziała na wet na oczy żadnej zakonnicy. Kasata zakonów w zaborze rosyjskim trwała właściwie od począt ku XIX wieku, a nasiliła się jeszcze po upadku po wstania styczniowego. Kiedy Marianna zaczęła marzyć o klasztorze, teoretycznie mogła wybierać spośród dziesięciu istniejących w całym Królestwie Polskim. Tylko tyle żeńskich klasztorów przyjmo wało nowicjuszki. Po pierwsze jednak, mało praw dopodobne, żeby Marianna o tym wiedziała, a po drugie, oddanie córki do zakonu wiązało się z wy wianowaniem postulantki, a jej rodzice nie mogli sobie na to pozwolić. Byli po prostu za biedni. Ani
„
24
„... NIE ZAKLĄŁ, NIE PIŁ WÓDKI...”
Marianna, ani jej rodzice nie mieli pojęcia o tym, że w tej trudnej sytuacji na ziemiach polskich za czynają powstawać w ukryciu zupełnie nowe zgro madzenia. Pomiędzy rokiem 1800 a 1900 powsta ło ponad dwadzieścia wspólnot żeńskich, wiele z nich za sprawą błogosławionego Honorata Koź mińskiego. „Ponieważ w Królestwie pod zaborem rosyjskim nie było klasztorów, nie miałam pojęcia o życiu w klasztorze, prosiłam tylko Pana Jezusa i Matkę Bożą, bym umarła pierwej, nim przyjdzie czas zamęścia, żebym mogła pocieszać się w niebie z tymi duszami czystymi, które chodzą za Baran kiem i śpiewają pieśni im tylko dozwolone... Ale choć o tę wielką łaskę prosiłam ze łzami, to jednak bałam się gwałtownie narzucać swej woli i dodawa łam, że gdybym tak musiała pójść za mąż, to pro szę koniecznie, abym dostała takiego męża, który by nigdy nie zaklął, nie pił wódki i nie chodził do szynku na zabawy. I byłam wysłuchana” – wspomi nała Marianna. I tak spotkała Juliusza Kolbego, o którym napi sała, że „nie był tak wybitny jak inni”, którzy pro ponowali jej zamążpójście, a których ona odrzu ciła. Pewnie tamci jej adoratorzy lubili się napić, bo alkohol był wtedy bardzo rozpowszechniony. W czym Juliusz nie był wybitny, nie dowiemy się. Ona była niewysoka, miała czarne włosy zaczesane 25
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
często w warkocz zwinięty w kok, była skromna i rozmodlona. Jego tak opisuje najmłodsza siostra, Anna (po mężu Galert): „Juliusz był wzrostu wy sokiego i silnie zbudowany. Włosy miał ciemne, nie całkiem czarne. U nas w rodzinie nikt nie miał jasnych włosów”. Poza tym piwne oczy, twarz po ciągła, czoło wysokie i bardzo wesołe usposobie nie. Nie zachowało się żadne zdjęcie Juliusza, mo żemy polegać tylko na opisach. Pochodził z rodziny o korzeniach czeskich – jego przodkowie to czescy osadnicy, których sprowadził do Zduńskiej Woli Stefan Złotnicki, dziedzic wsi. Ówczesna polity ka Królestwa Polskiego wspierała rozwój rodzące go się przemysłu, Stefan Złotnicki zobowiązał się więc do wybudowania w 1825 roku fabryki płót na, za co Zduńska Wola miała uzyskać prawa miej skie. Tkaczy w Zduńskiej Woli było sporo, już w 1816 roku posiadali własny cech, ale żeby spro stać planom dziedzica, trzeba było ich jeszcze wię cej. Czescy tkacze chętnie osiedlali się w tych okoli cach, bo proponowano im tu podpisywanie umów, dzięki którym otrzymywali od razu ziemię, ogród i cegły na budowę domu. W zamian za to musieli zobowiązać się przede wszystkim do uruchomienia warsztatów tkackich. Złotnicki najprawdopodob niej korzystał z usług agentów werbujących tka czy, bo wiadomo, że tacy działali. A więc przodek 26
„... NIE ZAKLĄŁ, NIE PIŁ WÓDKI...”
Juliusza, a konkretnie jego dziadek Paweł Kolbe, przybył do wsi Stęszyce pod Zduńską Wolą i naj prawdopodobniej otrzymał tak jak inni dwie mor gi gruntu, ogród, dziewięć klocków sosnowych, dwieście sztuk cegieł i dwadzieścia siedem tala rów na budowę domu. Sprowadził się w te oko lice około 1840 roku razem z bratem Wawrzyń cem. Ich losy i ciągłe zmiany miejsca zamieszkania znakomicie pokazują niepewność ówczesnego ży cia osadników. Przeprowadzali się z jednej wsi do drugiej, krążyli tak dookoła Zduńskiej Woli przez wiele lat. Jakby wciąż byli tu tylko na chwilę, jak by podświadomie bali się osiąść i zapuścić korze nie. Jak podają dokumenty, Paweł Kolbe urodził się jeszcze w Kraju Czeskim, a jego żoną była Te resa z domu Nisiger. Oboje byli katolikami. Nie wiadomo, czy rodzice Pawła Kolbego też wyje chali ze swojego miasta, którego nazwa zapisana jest w dokumentach parafii w Zduńskiej Woli jako Almendor (ale już księga meldunkowa podaje mia sto urodzenia Pawła jako Beckerdorf ). W każdym razie Paweł i Wawrzyniec osiedlili się w Stęszycach. Syn Pawła Jan urodził się już jednak w sąsiedniej wsi Izabelów. W 1870 roku wżenił się w rodzi nę Grajbichów z Rozomyśla. Od ślubu mieszkał z żoną w jej rodzinnej miejscowości, prawdopo dobnie w domu jej rodziców, ale na tak zwanym 27
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
komornym. Tam w rok po ślubie urodził się Ju liusz. Rodzice Juliusza też często się przeprowadzali: z Rozomyśla do Nowego Miasta, z Nowego Miasta do Henrykowa, z Henrykowa znów do Rozomyśla. W Nowym Mieście kupili na własność mały do mek, a potem w Henrykowie większy. Właśnie do Henrykowa przyjeżdżali w odwiedziny do dziad ków wnukowie: Franciszek i Rajmund. Ostatecz nie w 1909 roku Jan i Helena Kolbe zamieszkali w Rozomyślu, w dużym domu z czteromorgowym gospodarstwem i zabudowaniami gospodarczymi. Tam też zmarli: Helena w 1914, a Jan w 1921 roku. Tkacze czescy najczęściej byli wyznania ewange lickiego, ale jak widać, nie dotyczyło to przodków Juliusza. Co więcej, w jego domu musiała pano wać bardzo pobożna atmosfera i surowe wychowa nie, skoro w czasach, gdy alkoholizm degenerował całe wsie, uchował się Juliusz – niepijący, niepalą cy i rozmodlony. Marianna poznała go w koście le parafialnym. Był od niej o rok młodszy. Nie był natomiast lepiej od niej wykształcony – najpraw dopodobniej jego także uczyli rodzice w domu. Ciekawe z jakimi efektami, skoro dziadkowie mię dzy sobą nie rozmawiali jeszcze po polsku. Juliusz musiał być oczytany i mieć zamiłowanie do litera tury, bo wskazują na to jego późniejsze zaintere sowania: książki oprawiał, naprawiał i sprzedawał, 28
„... NIE ZAKLĄŁ, NIE PIŁ WÓDKI...”
a nawet w pabianickich czasach pomagał prowa dzić przyparafialną bibliotekę. Miał też talent mu zyczny, potrafił grać na skrzypcach i dużo śpiewał. Z pewnością wyróżniał się pod tym względem pod czas nabożeństw. Na dodatek, o czym pisała Anna Kubiak: „Ju liusz Kolbe odbywał piesze pielgrzymki do Czę stochowy, które co roku wyruszały ze Zduńskiej Woli. Był Polakiem prawdziwie kochającym swo ją ojczyznę”. W sierpniu pątnicy ze Zduńskiej Woli wyruszali pieszo na Jasną Górę, a wędrówka trwała trzy dni. W XIX wieku pielgrzymki wyraźnie nabrały cha rakteru demonstracji religijno-patriotycznej, do tego stopnia, że zaborcy zabronili kapłanom ich organizowania i przewodzenia im. W 1895 roku na pielgrzymkę pieszą z warszawskiej Pragi wy ruszył nawet Władysław Reymont, chcąc poznać i zrozumieć ten fenomen. Napisał z tej wyprawy świetny reportaż Pielgrzymka do Jasnej Góry: „Pa trzę i pytam siebie, co im każe rzucić dom, dzie ci, gospodarstwo, zarobek, zawsze pewną mis kę kartofli, łóżko i pierzynę, i iść mil kilkadziesiąt o suchym chlebie. Sypiać po drogach, znosić tru dy niewypowiedziane życia koczowniczego. Cóż to jest za siła, która ich porywa z gniazda i rzu ca w różnorodny, taki sam tłum...”. Idzie głównie 29
NATALIA BUDZY ŃSK A
•
MATK A MĘCZENNIK A
lud, a nie inteligencja. W 1895 roku w dzień Zie lonych Świątek dotarło na Jasną Górę aż pięćdzie siąt tysięcy pątników, ogromny „poczet ludu” – pi sał korespondent „Gazety Kościelnej”, zauważając, że inteligencja przybywa na Jasną Górę kiedy in dziej, wtedy gdy lud zajęty jest pracami polowy mi. Jedni i drudzy pielgrzymowali również w inny sposób – inteligencja korzystała ze środków trans portu i docierała do celu w towarzystwie rodzin nym, a lud zawsze szedł pieszo. Daniel Olszewski w książce Polska kultura religijna na przełomie XIX i XX wieku zauważa, że w ruchu pątniczym dały się zauważyć najbardziej charakterystyczne cechy pol skiej religijności okresu zaborów: maryjność, maso wość i stopienie się świadomości religijnej ze świa domością narodową. Częstochowa miała pierwsze miejsce wśród wszystkich sanktuariów, a liczby do cierających do niej pątników mówią same za siebie: w latach 1865–1914 liczba pielgrzymów na Jasną Górę wzrosła pięciokrotnie. Każdego roku jasno górskie sanktuarium witało od siedmiuset do na wet tysiąca pielgrzymek. W tym okresie, po po wstaniu styczniowym, kiedy kapłani nie mogli przewodzić wiernym w czasie wędrówki, pątnicy sami wybierali spośród siebie przewodnika, któ ry musiał doskonale znać trasę i mieć dar wymo wy. Miał prowadzić modlitwy, a więc godzinki, 30
„... NIE ZAKLĄŁ, NIE PIŁ WÓDKI...”
różaniec, może nieszpory oraz intonować nabożne pieśni. A także mieć umiejętność przywoływania do porządku i obyczajnego zachowania co ponie których. Reymont w swoim reportażu doskona le zauważył proces formowania się grupy w czasie drogi i opisał codzienne rytuały, na przykład do tyczące zachowania się przy mijaniu przydrożnych krzyży i kapliczek albo wtedy, gdy komuś brakuje jedzenia lub cierpi z powodu obtartych nóg. Daw ne relacje opowiadają, że gdy tylko pielgrzymi zo baczyli na horyzoncie wieżę jasnogórskiego kościo ła, od razu padali na kolana i tak odbywali dalszą drogę. Z takich pielgrzymek przywoziło się do do mów przeróżne dewocjonalia: obrazy, figurki, bu telki na wodę święconą, broszurki. Ilość dewocyj nych pamiątek proponowanych przez sprzedawców przy wejściu do sanktuarium musiała robić na pąt nikach ogromne wrażenie. Na Juliuszu także, co okaże się później, kiedy sam będzie próbował handlować dewocjonaliami w Pabianicach. Juliusz był więc dla Marianny idealnym kandy datem. Ale kto na kogo zwrócił uwagę? I cieka we, ilu było takich pobożnych młodych mężczyzn w Zduńskiej Woli.
31
Spis treści
* * * . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 „... z dawien dawna w Zduńskiej Woli” . . . . . . . . . . . 9 „Dola tkaczy zduńskich była ciężka” . . . . . . . . . . . . . 15 „... nie zaklął, nie pił wódki i nie chodził na zabawy” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24 „Myśmy nie byli zamożni...” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 32 „... aby chłopcy się nie zepsuli” . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 „Chłopców trzymała mocną i sprężystą ręką” . . . . . 50 „Pracowali dwanaście godzin...” . . . . . . . . . . . . . . . . 66 „Hołd złóżmy Bogu, robotnicy...” . . . . . . . . . . . . . . . 73 „... zrobili, jak kazała” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85 „Klasztor był u nas...” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 97 „... w starszym wieku nie przyjmują...” . . . . . . . . . . . 110 „... jestem tu bardzo szczęśliwa” . . . . . . . . . . . . . . . . 120 „... przed nikim serca otworzyć nie mogę...” . . . . . . 128 „... zboczenie brata Waleryana...” . . . . . . . . . . . . . . . . 137 „A Irenka całkiem światowa” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 146 „To zasługa Mamy” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 154 „... sidła nieszczęsnego złudzenia” . . . . . . . . . . . . . . 162
265
„Ojczulkowie Najdrożsi” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 171 „... wśród czystych dziewic” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 182 „... Niepokalana go sobie zabrała” . . . . . . . . . . . . . . . 191 „Kolbowa idzie!” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 199 „Obecnie matka bolesna” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 210 „Przy furcie dużo głodnych...” . . . . . . . . . . . . . . . . . 228 „Da Bóg i ja Cię o boleść przyprawię” . . . . . . . . . . . 237 „... czas nadszedł do przeprowadzki” . . . . . . . . . . . . 251 Drzewa genealogiczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 258 Spis ilustracji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 263